cocosek1
01.10.05, 12:36
chyba sie wyżalę a co mi tam. Chłopa w domu nie ma bo na konkursie. O 3h30
obudziła nas cholerna mucha końska co się o sciany obijała i robiła straszny
hałas. Ubiłam. Kuba ledwie zasnął. O 6h30 (w sobotę!!!) synek był na nogach a
że nie było kogo męczyć poza mną ja byłam ofiarą. Ponieważ nie pozwoliłam mu
urwać i zrzucić sobie na głowę karnisza, potem nosić po domu laptopa, potem
brać do buzi kostek do zmywarki, potem wyrzucać potrzebnych rzeczy do kosza,
potem rozrywać paczek z makaronem, etc.. od rana miałam awantury. Kiedy o 8h
30 postanowiłam zabrać małego na zakupy bo lodówka przecież pusta a mężuś
wróci głodny i trzeba coś ugotować to się okazało że akumulator wysiadł. A że
deszcz pada to pieszo do sklepu nie za bardzo. Nie mniej jednak poszliśmy ale
do bliższego (Biedronki) w którym więcej było ludzi niż towaru więc
wystaliśmy swoje a i tak najważniejszych rzeczy nie kupiliśmy. Musimy kupić
prezent kuzynce co się właśnie była urodziła więc pojechaliśmy również do
sklepu z art. dziecięcymi a tam kolejny horror, synek wózka nie uznaje,
najlepiej mu na stercie zabawek, które najpierw trzeba zrzucić na kupę, a
wogóle to mama nie będzie go trzymać bo on musi sam biegać. Biegałam za nim
po sklepie jak wariat, nic nie kupiłam bo nie było jak wybierać, wróciłam do
domu a on nie bedzie jadł obiadu. Siłą spacyfikowałam, zamknęłam w łóżeczku i
kazałam spać. Uff, chyba się udało bo nic nie słyszę. Jest 12h30 a ja mam
dość na dzisiaj. Nidgy więcej zakupów z dzieckiem. A wogóle to przydałyby mi
się wakacje... Idę spać!