Dodaj do ulubionych

kolega z domu dziecka

02.04.08, 10:45
pomóżcie, jak powiedzieć 7 letniej córce, że jej ulubiony kolega mieszka w
domu dziecka? Czy w ogóle jej powiedzieć, czy czekać, aż sprawa sama się wyjaśni?
Boję się, że najprawdopodobniej to będzie jakaś gafa w stylu zaproś mnie do
siebie do domu, albo gdzie pracuje twoja mama/tata, albo fajnie jest mieć tyle
rodzeństwa - dzisiaj córka tak powiedziała mężowi widząc jak chłopca i inne
dzieci z domu dziecka odprowadza do szkoły opiekunka. Mała powiedziała, że X
ma fajnie i też chciałaby mieć tyle rodzeństwa jak ten chłopiec.
Oczywiście córka wie, że istnieją domy dziecka, wie, że dzieci muszą tam
mieszkać, bo rodzice nie są w stanie się nimi zająć. Problem polega na tym, że
nigdy nie znała takiego dziecka, a mi jakoś głupio ukrywać przed nią ten fakt.
Ostatnio np. powiedziała, że przyniesie dla niego zabawkę do szkoły w
czwartek, bo w piątek kolegi nie będzie bo idzie na przepustkę.
Mówiła to tak nieświadomie, jakby chodziło o wizytę u lekarza, a ja milczałam...
Z jednej strony chciałabym małą uczulić na ten temat, żeby nie zrobiła nie
chcący chłopcu przykrości. Z drugiej strony boję się, że mówiąc jej prawdę
sprowokuję sytuację w grupie, w której córa sama powie, że przecież Adam nie
wie, bo Adam mieszka w domu dziecka...
Ten chłopiec jest bardzo fajny, obydwoje się lubią i nie chciałabym zniszczyć
tej przyjaźni, co robić?
Obserwuj wątek
      • wolanka79 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 11:13
        po prostu nie wiem, czy lepiej poczekać, aż dowie się od kolegi, czy też
        uświadomić ją jak jest. Boję się, że jeżeli jej o tym nie powiemy ona
        nieświadoma niczego sprowokuje sytuację w której ten chłopiec poczuje się bardzo
        źle - w tym aspekcie czuję się odpowiedzialna za ich przyjaźń.
        Z drugiej strony boję się, że wprowadzając ją w temat ona powie o tym, w dobrej
        wierze, pozostałym dzieciom z zerówki i efekt będzie taki sam jak w pierwszym
        przypadku.
    • ruda110 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 12:57
      Klimat domów dziecka jest mi bliski z racji pracy, którą wykonuję...
      Myślę sobie, że nie do Ciebie należy informowanie córeczki o
      miejscu, w którym żyje jej kolega... Siedmioletnie dziecko działa w
      sposób, który daje mu poczucie bezpieczeństwa, choćby było to
      poczucie pozorne (wszystko może się zmienić, gdy dowiedzą się o tym
      fakcie inne dzieci, a ich reakcja będzie dla chłopca przykra).
      Niemniej jednak z jakiś powodów chłopiec o tym nie mówi i należy to
      uszanować, choć my dorośli widzimy, że to rozwiązanie na dłuższą
      metę nie ma sensu. Siedmioletnie dziecko dowie się o tym nieco
      później ... i niestety będzie cierpieć. Bez złudzeń, nie jesteśmy w
      stanie ochronić dzieci z domów dziecka przdz tym cierpieniem. Zdaje
      mi się, że jedynym konstruktywnym rozwiązaniem będzie rozmowa z
      córką o tym, że niektóre dzieci nie mieszkają ze swoimi rodzicami z
      różnych powodów. Można powiedzieć, że być może wśród jej przyjaciół
      znajdzie się takie dziecko, które jest tak samo wartościowe jak
      każde inne (absolutnie nie mówmy, że nalezy otoczyć je szczególną
      troską, bo rodzice je zostawili i nie jest kochane, bo taki przekaz
      stygmatyzuje dzieci z placówek i czyni z nich kolokwialnie
      mówiąć "ofiary losu"). Pozdrawiam smile
      • wolanka79 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 13:18
        właśnie tego się obawiam, bo chłopiec z jednej strony mówi córce, że nie będzie
        go w szkole bo idzie na przepustkę, a z drugiej nie tłumaczy co to znaczy, a ona
        nie pyta - dla mnie dowód na to, że dzieci jeszcze nie dojrzały do tej rozmowy.
        Boję się także tego, że uprzedzając fakty nieświadomie przypnę chłopcu łatkę.
        Czyli najrozsądniej pozostawić sytuację tak jak jest, a córę wyedukować tak, aby
        nie przysporzyła chłopcu swoim zachowaniem dodatkowych przykrości?
        • mama_kasia Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 13:23
          > Czyli najrozsądniej pozostawić sytuację tak jak jest, a córę wyedukować tak, ab
          > y
          > nie przysporzyła chłopcu swoim zachowaniem dodatkowych przykrości?

          Wolanko, ale jak wyedukować?
          Myślę, że tego nie da się zrobić jakoś osobno w stosunku do dzieci
          z DD. Ta edukacja w stosunku do tych dzieci nie musi być, tak
          mi się wydaje, jakaś szczególna. Tu chodzi chyba bardziej o
          nauczenia podejścia do każdego człowieka-dziecka.
          Co innego, jak temat już się pojawił.
          • wolanka79 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 14:14
            córkę wychowujemy tak, aby była dobrym człowiekiem i nikomu nie czyniła krzywdy.
            Jest lubiana wśród dzieci, nikogo nie obraża, nie wyśmiewa, jednak sytuacja
            kolegi, który nie ma rodziców/nie mieszka z rodzicami (nie wiem, jaka jest
            sytuacja chłopca, czy trafia na przepustce do rodziców, czy dziadków, czy
            wujków) będzie dla niej czymś nowym. Nie wiem, jak zareaguje, czy nie będzie
            zadawała chłopcu kłopotliwych pytań na forum grupy. Chcę, aby jej zachowanie
            było takie same jak w stosunku do pozostałych kolegów. Nie wiem jednak czy tak
            się da. Córka chodzi do zerówki integracyjnej i o ile nie ma problemów z
            akceptacją inności fizycznej np. dzieci na wózkach, czy chorych na cukrzycę (z
            pompą insulinową) o tyle nie zawsze potrafi zrozumieć dziwne zachowania
            koleżanek z adhd, czy z lekkim upośledzeniem umysłowym (niby wie, że mogą
            zachowywać się inaczej niż ona, a jednak zadaje duuużo pytań - na szczęście nam,
            a nie tym dzieciom). W przypadku tego akurat kolegi chciałabym, aby jej
            "niezrozumienie" nie sprawiło przykrości chłopcu.
            Po prostu chciałabym rozegrać to najlepiej jak się da i tyle.
    • mama_kasia Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 13:18
      Zaczekałabym. Tak po prostu, zaczekałabym.
      Generalnie dorośli wiedzą więcej o rodzicach kolegów i koleżanek
      swoich dzieci, o sytuacji domowej, o np. pijaństwie w rodzinie.
      To się wśród dorosłych niesie. A jednak nie rozmawiamy o tym
      z dziećmi. W każdym razie ja smile Nie uprzedzam, bo nie widzę
      takiej potrzeby.
      Ze starszymi natomiast rozmawiam, czy zna sytuację
      z domu kolegi, bo to akurat może wpłynąć na to, że będzie w stanie
      konkretną sytuację zrozumieć, dlaczego tak, a nie inaczej
      kolega się zachowuje. Ale to w konkretnych sytuacjach.
    • ruda110 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 13:52
      Myślę o takiej "edukacji" przy okazji czegoś... filmu, reportażu,
      opowiadania. Pewnie dobrze by było, żeby taka rozmowa wypadła
      naturalnie, a nie w formie wykładu. Przecież wiadomo o co chodzi smile
    • ea-szarri Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 14:13
      W grupie mojej córki też jest chłopiec z Domu Dziecka. Szczerze
      mówiąc, nawet nie wiem czy ona o tym wie. Czasami mam pokusę, by na
      ten temat z nią porozmawiać, tym bardziej, że mała tegoż chłopca nie
      lubi, bo on niegrzeczny jest, więc chciałoby się usiąść i
      wytłumaczyć dziecku, dlaczego on taki właśnie jest.
      Ale milczę.
      Tak samo jak milczę, kiedy słyszę, że moja córka o swym ojcu
      historie nieprawdziwe opowiada. Ona ma prawo do decydowania, komu,
      ile i jak o swojej rodzinie powie. I uważam, że ten chłopiec też ma
      takie samo prawo.

      A rozmowy o DD mamy odrobione przy zupełnie innej okazji.
      • wolanka79 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 14:24
        > A rozmowy o DD mamy odrobione przy zupełnie innej okazji.

        nie brzmi fajnie, ale skoro o tym mowa, my też mamy odrobione rozmowy o domach
        dziecka. I może nie zaczęliśmy prawidłowo, bo od adopcji psa ze schroniska, to
        jednak córka wie, że są dzieci, które nie mogą mieszkać z rodzicami, wie, że
        wtedy trafiają do domu dziecka. Wie także, że jeżeli są niechciane, mogą być
        adoptowane, jak jej babcia.
        Obawiam się jednak, że ta wiedza może się mieć nijak do rzeczywistości. Nie
        wiem, jak ona zareaguje kiedy się dowie, że jej ulubiony kolega (teraz są na
        etapie narzeczeństwa) nie ma normalnego domu. Może zacznie mówić o swojej babci
        i sprawi mu ogromną przykrość wyrażając nadzieję, że kiedyś znajdzie kochających
        rodziców. Może porówna go do psa, którego wyrwała ze strasznego schronu? Nie
        wiem i boję się! Nie chcę, aby moje dziecko przyczyniło się do czyjejś krzywdy i
        szukam rozwiązania innego niż pogadanka wychowawcza.
        O tym, że chłopiec jest z domu dziecka wiedziałam od września, nie reagowałam, i
        wydawało mi się to słuszne do momentu, kiedy córka (dzisiaj) wzięła
        podopiecznych domu dziecka za jego rodzeństwo i weszła do szkoły z przekonaniem,
        że chłopiec ma najfajniejszą rodzinę na świecie. Nie wyprowadzając jej z błędu
        świadomie brnę w kłamstwo. A co będzie jeżeli ona mu powie, że jej marzeniem
        jest mieć taką właśnie rodzinę? Jak ten chłopiec się wtedy poczuje?
        • mader1 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 14:40
          ..........
          trudno mi radzić, bo każdy jakoś sam czuje swoje dziecko. Każdy
          przeczuwa zagrożenie czy niebezpieczeństwa, które może konkretna
          sytuacja nieść.
          Nawet nie przyszłoby mi do głowy, żeby nie powiedzieć moim
          dzieciom - nie na zasadzie zdemaskowania, a jedynie
          informacji.Uważam, że lepiej żeby te wszystkie nurtujące je pytania
          zadawały mi niż temu dziecku.
          Tak samo, jeżeli pytają - dlaczego X. tak często przychodzi do nas -
          odpowiadam - bo jego rodzice się rozwodzą i czuje się zagubiony. I
          potem już sama rozmawiam o tym. Albo - dlaczego B. przychodzi z
          książkami ? - bo nie daje sobie rady z... czymś tam i trzeba to
          uporządkować.
          Wychodzę z założenia, że lepiej, jak ja wytlumaczę dziecku to, co
          mogę i dostanie na ten temat przekaz, na jakim mi zależy, niż ma
          zostac zaskoczony przez rówieśników, palnąć coś...
          Ale rzeczywiście musiałabym wiedziec, że dziecko zatrzyma to dla
          siebie.
          Czy ona ma tendencję do dzielenia się informacjami z innymi ?
          • ea-szarri Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 16:02
            mader1 napisała:


            > Wychodzę z założenia, że lepiej, jak ja wytlumaczę dziecku to, co
            > mogę i dostanie na ten temat przekaz, na jakim mi zależy, niż ma
            > zostac zaskoczony przez rówieśników, palnąć coś...
            > Ale rzeczywiście musiałabym wiedziec, że dziecko zatrzyma to dla
            > siebie.
            > Czy ona ma tendencję do dzielenia się informacjami z innymi ?

            No... nie wiem, po prostu nie wiem..
            Ja akurat jestem wrogiem robienia wokół dziecka atmosfery tajemnicy
            i tematów tabu. Możliwe, że jest to skrzywienie wynikające z
            własnego doświadczenia.
            Dla mnie była strasznie męcząca świadomość, że o pewnych sprawach z
            mojego życia wiedzą wszyscy, ale milczą i udają, że nic się nie
            dzieje. Z jednej strony nie miałam żadnego wpływu na to, kto, co i
            jak wie, więc wyobrażałam sobie rzeczy straszne. A z drugiej strony
            nawet jeśli chciałam o tym z kimś porozmawiać, to nie bardzo
            wiedziałam, jak przełamać zbiorowe milczenie. I nie poradziłam sobie
            z tym zupełnie.
            Do dzisiaj jednym z większych dla mnie koszmarów jest informacja od
            nowo poznanej osoby: „dużo o tobie słyszałem”.

            Ale to jest tylko moje jednostkowe doświadczenie, więc mogę się
            mylić.
            • mader1 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 16:37
              a... to co piszesz to jeszcze co innego... chyba...
              fajnie byłoby gdyby dorośli nauczyli się jakoś naturalnie "
              przełamywać milczenie" z tym dzieckiem " innym"
              Też czasem było mi koszmarnie.
              Ja to napisałam z punktu widzenia matki w podobnej sytuacji, jak
              Wolanka. Bałabym się, że niepoinformowane przeze mnie dziecko,
              poinformują inni - tzw. doświadczeni koledzy, którzy jeszcze
              poinstruują jak nalezy to wszystko rozumieć sad
            • mader1 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 16:44
              a... rzeczywiście niezręcznie się wyraziłam ... " zatrzyma dla
              siebie" to nie oznaczało ea- szarri, że ma nie pisnąć, nie
              powiedzieć nic. To oznacza, że nie będzie biegało, szeptało po
              kątach.
              > > Czy ona ma tendencję do dzielenia się informacjami z innymi ?
              stąd to delikatne pytanie, bo są dzieciaki, które robią " aferę" z
              każdej wiadomości.
        • mama_kasia Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 15:35
          > O tym, że chłopiec jest z domu dziecka wiedziałam od września, nie reagowałam,
          > i
          > wydawało mi się to słuszne do momentu, kiedy córka (dzisiaj) wzięła
          > podopiecznych domu dziecka za jego rodzeństwo i weszła do szkoły z przekonaniem
          > ,
          > że chłopiec ma najfajniejszą rodzinę na świecie. Nie wyprowadzając jej z błędu
          > świadomie brnę w kłamstwo.

          Aaaa, to inaczej teraz to widzę. Nie zrozumiałam na początku.
          Myślałam, że chodzi o coś innego. W takiej sytuacji
          rzeczywiście wyjaśniłabym co i jak. Najlepiej od razu,
          wspominając to, co powiedziała o rodzeństwie.
    • alex05012000 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 14:47
      świat dzieci jest dużo prostszy niż dorosłych, i dużo więcej wiedzą
      i rozumieja niz nam sie wydaje ...
      wydaje mi się że autorka postu robi problem z tego co jej wydaje sie
      problemem, a dla dzieci może wcale nim nie jest... ale nie oceniam -
      mogę tylko powiedzieć co ja bym zrobiła w przypadku mojej córki, w
      podobnym wieku jest akurat:
      ano, powiedziałabym że kolega mieszka w domu dziecka i wytłumaczyła,
      ze lepiej o tym nie mówić głośno, bo moze mu być przykro i inne
      dzieci mogą się z niego wyśmiewać... jestem przekonana, ze
      zachowalaby milczenie...
      a poza tym może ta 7latka już to wie??? wcale bym sie nie zdziwiła...
      • verdana Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 16:24
        Przede wszystkim widze tu podtekst - nie powiem dziecku, ze kolega
        jest z DD, bo nie chce, aby się dowiedziala, ze jest "gorszy".
        Niezaleznie od wszystkiego, taka mysl jednak tkwi we wszystkich
        postach, ktore radza nic nie mowić - bo po co podawać
        taka "wstydliwą" wiadomość?
        Dopiero zatajenie tego, brniecie w klamstwo, czyni sytuację
        rzeczywiscie niezręczną. Mama o tym nie mowi - to znaczy, ze bycie z
        DD to cos zlego, jakaś wstydliwa tajemnica.
        Chlopiec nie tłumaczy, ze jest z DD, bo dla niego jest to oczywiste.
        Dla szesciolatkow zwykle istnieje tylko jedna norma - ta, którą
        znają. Nie ukrywa tego w żaden sposób, bo on pewnie nie ma nic do
        ukrycia.
        Powiedzieć, zwyczajnie powiedzieć. Nie w charakterze "nieszczęśliwa
        sierotka, nie zrób mu przykrosci", tylko "różnie bywa, sama
        widzisz, że wygląda, jakby się fajnie ze swoja przybrana rodzina
        bawił". I tyle.
        Ostatnią rzeczą, jaka bym chciala, to zeby rodzice kolegów moich
        dzieci powiedzieli "Wiesz, maciek jest Żydem, ale tego nikomu nie
        mow, bo mogłoby mu być przykro i mogą się z niego wysmiewać". Nic
        tak nie utrwala uprzedzeń, jak takie własnie stwierdzenia.
        • mader1 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 16:40
          > Dopiero zatajenie tego, brniecie w klamstwo, czyni sytuację
          > rzeczywiscie niezręczną. Mama o tym nie mowi - to znaczy, ze bycie
          z
          > DD to cos zlego, jakaś wstydliwa tajemnica.

          Całkowicie się zgadzam.

          > Chlopiec nie tłumaczy, ze jest z DD, bo dla niego jest to
          oczywiste.

          Też tak uważam.
    • wolanka79 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 17:17
      właśnie wróciłam ze szkoły, porozmawiałam z pedagogiem wspierającym na temat tej
      sytuacji, chłopiec został zabrany z interwencji, w sądzie toczy się sprawa o
      odebranie rodzicom praw, czeka już na niego rodzina zastępcza. Pedagog
      stwierdziła, że jest bardzo otwarty, serdeczny i życzliwy w stosunku do innych i
      nie robi tajemnicy z tego, że teraz jest w domu dziecka. Przyznała też, że moja
      córa ma z nim świetny kontakt i powiedziała, że śmiało mogę jej wytłumaczyć jego
      sytuację przy nadarzającej się okazji, bo może się okazać, że więcej problemu
      sprawi jej zrozumienie sytuacji kolegi, niż jemu powiedzenie o tym.
      To tyle, czego się dowiedziałam.
      Dziękuję Wam wszystkim za swoje przemyślenia na ten temat.
      Pomogliście mi podjąć decyzję, myślę, że słuszną.
      Pogadam jeszcze tylko ze swoją połówką, żeby wiedział, jak się sprawy mają i
      zadziałam smile
      • paszczakowna1 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 18:35
        Ja jeszcze jedno - czy Ty aby wiesz na pewno, że Twoja córka nie wie, że kolega
        mieszka w domu dziecka? Bo całkiem możliwe, że już to od niego słyszała (to
        "rodzeństwo" mnie nie przekonuje), tyle że nie uważa tego ani za upośledzenie,
        ani za odmienność. Siedmiolatki są jeszcze wspaniale tolerancyjne pod tym
        względem, bo nie mają utrwalonych stereotypów, i nie mają rozróżnienia na
        odmienność "zwyczajną" i "niezwyczajną". Mój siostrzeniec miał bliskiego kolegę
        Wietnamczyka i zauważył ten fakt dopiero gdzieś w wieku 9-10 lat.
    • rycerzowa Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 19:11
      Nie chciałabym być posądzona, że "mi się wszystko kojarzy", ale tu akurat
      skojarzyło mi się - z seksem, a jakże.

      My już wiemy,że seks to coś bardzo ważnego i groźnego, dlatego nie chcemy o tym
      rozmawiać z dzieckiem, gdyż wydaje nam się,że im mniejsze dziecko, tym większy
      będzie szok.

      Tymczasem jest dokładnie na odwrót, im mniejsze dziecko, tym rozmowa łatwiejsza.
      Małe dziecko nie ma bowiem wiedzy, wiec nie ma uprzedzeń, lęków, nie wie, że
      powinno czuć się zszokowane,przyjmuje wszystko naturalnie, jako kolejną
      informacje o świecie.

      Z tym domem dziecka jest podobnie.
      Kilkulatki nie wiedzą przecież, że dom dziecka to coś strasznego.
      Wystarczy podać informację stosowną do wieku, bez dramatyzowania, bez
      demonizowania domu dziecka, bez wskazywania, tłumaczenia,że dzieci stamtąd są w
      jakikolwiek sposób gorsze.
      Dzieci w tym wieku są jeszcze niezdolne do refleksji - co zresztą "na
      załączonym obrazku" widać - więc szoku żadnego raczej nie przeżyją.
      Ot, kolejna informacja, że taki jest ten świat.
      • wolanka79 Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 19:55
        a ja tu dostrzegam różnicę.
        Jasne, że rozmowa o seksie więcej problemów sprawia dorosłym niż dzieciom.
        Moja córa jest dość wrażliwą istotą i wątpię, czy wiadomość o tym, że kolega
        mieszka w domu dziecka, bez rodziców, przyjmie jako kolejną informację o
        otaczającym ją świecie.
        Ona adopcję psa ze schroniska przeżywa do dzisiaj. Potrafi usnąć głaszcząc psa
        po tym, jak ten skulił się ze strachu na widok furgonetki na spacerze, albo
        parasola. Jest bardzo wyczulona na krzywdę zwierząt i ludzi, stąd też moje obawy.
        Podejrzewam, że wiadomość o koledze spowoduje u niej lawinę pytań, a potem
        zacznie się współodczuwanie. Mam jedynie nadzieję, że skoro chłopiec na co dzień
        jest pogodny i wesoły moja mała nie zatruje mu życia swoimi troskami w tym temacie.
        • rycerzowa Re: kolega z domu dziecka 02.04.08, 23:13
          Córeczka współczuje psu, gdy widzi, że się skulił na widok furgonetki.
          Najprawdopodobniej współczułaby i koledze, gdyby widziała,że się skulił na widok
          opiekuna, niezależnie od tego, czy to byłby rodzony ojciec, czy wychowawca z
          domu dziecka.
          Tymczasem kolega jest pogodny i wesoły.

          Dziewczynka nie wie nic o domu dziecka. Od ciebie zależy, czego się najpierw
          dowie. Z założenia dom dziecka to miejsce opieki i pomocy.
          Z różnych przyczyn dzieci tam trafiają.
          W rodzinach też bywa różnie, też dzieciom dzieje się krzywda.
          Ale dopóki nie widzimy,że ktoś "kuli się ze strachu", nie ma podstaw do
          przypuszczenia,że coś jest nie w porządku.
          I nie ma potrzeby opowiadania o tym małemu dziecku.

          Dzieciom z domu dziecka potrzebne jest koleżeństwo dzieci ze zwyczajnych domów.
          Nie litość, ale zwyczajne koleżeństwo.
          Tak w życiu bywa,że czasem rodzice przez jakiś czas nie mogą zająć się
          dzieckiem, np. z powodu choroby. Znasz swoje dziecko, wiesz, jak mu przedstawić
          problem, by dom dziecka nie jawił jej się jako coś strasznego, ale właśnie jako
          miejsce, gdzie otrzymuje się opiekę i pomoc, gdzie są przyjazne "ciocie", i
          towarzystwo innych dzieci.

          W każdym razie od czegoś trzeba zacząć. Córka prędzej czy później dowie się
          wszystkiego.
          I pozwolisz,że znów sięgnę do analogii z uświadomieniem seksualnym: lepiej, by
          dowiedziała się od ciebie, stopniowo, niż miałby jej ktoś z kolegów powiedzieć o
          wszystkim po chamsku i brutalnie, przy okazji z pogardą wobec tych "z bidula".
          • alex05012000 Re: kolega z domu dziecka 03.04.08, 08:50
            generalnie dzieci przyjmują wszstko prościej i nie mają uprzedzeń,
            wątpliwości takich i owakich, dorosły zawsze dobuduje pół
            kilometra "ale..." i "z drugiej strony...", "a gdyby..." ja sie
            staram o różnych życiowych sytuacjach jasno i zwięźle z córką
            rozmawiać, nie idealizując i nie uciekając od trudnych kwestii...
            w wieku 4,5 lat przeżyła śmierć babci i prababci, lepiej się uporała
            z tematem niż ja... rozmawiałyśmy juz i o domach dziecka i
            rozwiedzionych i choćby o sytuacji, w której ojciec dziecka (akurat
            jej najlepszej koleżanki z przedszkola i teraz klasy, często się
            widują, córka często jest odbierana przez tę mamę ze szkoły...) nie
            mieszka z mamą i dzieckiem... także o chorobach, o tym, ze rodzice
            są różni, jedni młodzi, drudzy starzy, czasem niesprawni np ruchowo -
            jak nasz tata ... żadnego tematu nie ma co zamiatać pod szafę... bo
            życie nie jest różowe i nie składa sie wyłącznie z pełnych
            szczęśliwych rodzin, w których wszyscy są zdrowi i mają pracę...
            natomiast (ja osobiście...) nie bardzo rozumiem konieczności rozmowy
            z psychologiem szkolnym, mężem ... robi się z tego jakiś
            wyolbrzymiony mega problem ...
            • wolanka79 Re: kolega z domu dziecka 03.04.08, 13:33
              a ja owszem, rozmawiam zawsze z mężem na tematy dot. córki, tego co się danego
              dnia w jej życiu zmieniło, o czym ciekawym rozmawiałyśmy i rozmawiałam z nim
              wczoraj na temat tego kolegi, tym bardziej, że to mąż był świadkiem sytuacji,
              gdy mała wzięła opiekunkę z domu dziecka za mamę chłopca.
              Rozmawiałam też wczoraj na ten temat z pedagogiem wspierającym, nie
              psychologiem. Jak już pisałam, córa chodzi do klasy integracyjnej i ten pedagog
              jest jej wychowawcą, zna sytuację chłopca i nasza rozmowa okazała się bardzo
              potrzebna, pomogła mi smile
              Nie wyolbrzymiam problemu, chcę po prostu sprawę załatwić najlepiej jak się da,
              i tyle, a to forum jest dla mnie dużym wsparciem. Czytam Wasze opinie, czasem
              sprzeczne, czasem nie i łatwiej mi dzięki temu uporządkować swoje myśli w tej
              sprawie, ot co smile
              • alex05012000 Re: kolega z domu dziecka 03.04.08, 13:58
                wolanko, nie musisz sie tłumaczyć, po prostu dla mnie jest to dość
                błahy problem/w ogóle nie-problem... może też dlatego, zę stoję
                wobec duuuuuzo poważniejszych życiowych problemów.... jak ciężka
                choroba męża, własne problemy zdrowotne i szczupłość dochodów...
                p.s. nie wiem gdzie pisałaś o klasie integracyjej, ja nie miałam
                takich informacji, zresztą nieważne...i tak ci życzę wszystkiego
                naj ....
    • ruda110 Re: kolega z domu dziecka 03.04.08, 10:20
      Verdana napisała, że:
      "Chlopiec nie tłumaczy, ze jest z DD, bo dla niego jest to oczywiste"
      Dla żadnego dziecka, nawet niemowlaka, życie poza środowiskiem
      rodzinnym, bez stałej, kochającej osoby nie jest oczywiste!!!!!!!!!!!
      Kobietki DD dziecka to nie miejsce, w którym przebywają biedne
      sierotki w otoczeniu milusich opiekunów. To INSTYSTUCJA pełna
      zmieniających się wychowawców, dzieci nauczonych przemocy, kłamstwa
      i agresji-rzeczywistość jest okrutna. Siedmiolatek obserwujący inne
      dzieci w swojej szkole doskonale zdaje sobie sprawę jak wielka
      istnieje między nimi przepaść i absolutnie nie jest to dla niego
      oczywiste. Dziecko nie chce, żeby inni o ty wiedzieli i już. Nie bój
      się nawet jesli Twoja córka zada pytanie o jego rodzinę nie
      spowoduje to zapewne trwałej traumy u chłopca. Nie uchronisz go
      przed sytuacjami tego typu, niewygodnymi sytuacjami. Daj chłopcu
      prawo do decydowania o tym czy jest gotowy, aby mówić o wstydliwej,
      a nie oczywistej dla niego kwestii. On nie ma obowiązku opowiadania
      wszystkim o tym, że żyje w DD. Dzieciaki z DD często dojrzewają
      szybciej z powodu doświadczeń, które zafundowali im najbliżsi.
      Czasem przez 7 lat można przeżyć więcej niż przez 50. Dzieciaki chcą
      trochę normalności i tworzą sobie świat iluzji. Nieświadomie tworzą
      świat półprawd, który pozwala im nie zwariować. Prawda jest brutalna
      i bedzie bolało nie raz. uważam, że jesli chcesz powiedzieć córeczce
      o sytuacji chłopca dlatego, by Twoje dziecko nie uraziło chłopca to
      nie ma sensu.
        • ruda110 Re: kolega z domu dziecka 03.04.08, 14:34
          Verdana w tym przypadku nie masz racji. Tym maluchom, które oglądam
          w pracy (kilku miesięcznym, i kilkuletnim) nikt jesszcze nie zdążył
          niczego uświadomić, a to co się z nimi dzieje nie świadczy wcale, że
          ich sytuacja jest dla nich normalna. One nie wiedzą przecież, że ich
          rówiesnicy mają mamy tulące je z miłoscią do piersi, bawiące się z
          nimi, pokazujące im swiat. Ich światem od początku są zmieniające
          się twarze opiekunów i inne dzieci. A jednak ich dusze i ciała
          buntują się przeciw temu. Te dzieci często, zapatrzone gdzieś w dal,
          kiwają się dosłownie całymi dniami, uderzają głowkami w ściany,
          drapią się do krwi. Ich naturalne pragnienie miłosci, dotyku,
          oddania sprawiają, że one doskonale czują, że to nie jest normalne.
          A potem wychodzą do innego świata i zaczynają nie tylko czuć, ale i
          wiedzieć, że to co je dotyka nie jest normalne i nikt nie musi im
          tego uswiadamiać. Jasne, że uruchamiają się w nich rozmaite
          mechanizmy obronne, które pozwalają im przetwać, ale one zawsze będą
          miały poczucie wyobcowania i to, ze zamkniemy buzię i nie będziemy
          przy nich o tym mówić nie sprawi, że pozostaną w błogiej
          nieswiadomości, ze doświadczają koszmaru.
        • ruda110 Re: kolega z domu dziecka 03.04.08, 14:41
          Dodam, że dzieci te często wolą powrót do pijanych i agresywnych
          rodziców od "spokojnego" pobytu w DD. Uczą się żyć w środowisku
          rodzinnym, z całą jego patologią, a nagminnie uciekają z pieknie
          wyremontowanego bidula. Opowiadają kolegom o swoich rodzicach i
          usprawiedliwiają ich pijanstwo, niedotrzymane obietnice, zadane
          razy... Normalne jest to, że się ma mamę i tatę i nikogo w tej
          kwestii uświadamiać nie trzeba, tym bardziej dziecka, dla którego te
          osoby to cały świat.
    • wolanka79 poszło lepiej niż myślałam :) 03.04.08, 13:51
      rozmawiałyśmy wczoraj przy okazji wypełniania zaproszeń na zbliżającą się
      imprezę urodzinową, sprowadziłam temat na poszczególnych kolegów, dla których
      wypisywałyśmy te zaproszenia i tak doszłyśmy do tego chłopca.
      Córka sama wypaliła, że jednak nie pojechał na przepustkę, że bardzo mu się
      podobał jej potwór i że chciałaby mu podarować coś takiego w prezencie na jego
      urodziny po czym powiedziała, że on chyba nie mieszka w domu, bo opowiadał na
      zajęciach (każde z dzieci miało takie zadanie) o swoim poranku, o tym jak się
      budzi z innymi dziećmi w pokoju, jak schodzi do stołówki na śniadanie i jak pani
      przyprowadza go do szkoły. Wtedy powiedziałam córce, że chłopiec mieszka w domu
      dziecka.
      Córka spytała, czy on ma rodziców, dlaczego tam jest, ile czasu jeszcze tam
      będzie, a ja wyjaśniłam jej, że nie wiem jak jest w jego przypadku i opisałam
      nieco sytuację dzieci z domów dziecka. Powiedziałam m.in, że czasami dzieciom
      może być przykro, że tam się znalazły, a córka stwierdziła, że wie, bo widzi jak
      chłopcu czasami jest smutno (podobno wtedy w szkole popłakał się w trakcie
      opowiadania), ale też że się cieszy, z wycieczek, obozu narciarskiego, na którym
      był w lutym.
      Potem mówiłyśmy o tym, że mają razem się uczyć jazdy na łyżwach, bo jemu lepiej
      to wychodzi i tak jakoś temat domu dziecka sam się zakończył.
      • rycerzowa Re: poszło lepiej niż myślałam :) 04.04.08, 12:22
        No widzisz, dziecko to istota konkretna.
        Twoja córka stosuje kryterium "kulenia się ze strachu", czyli współczuje komuś,
        komu jest źle i smutno, a nie dlatego,że ten ktoś ma takie czy inne pochodzenie.
        Zauważyła,że kolega płakał.
        Tak trzymać.

        Trzeba bowiem odróżnić pojęcia niosące z sobą grozę, np. dom dziecka, rozbita
        rodzina, bieda, choroba - od konkretnego człowieka.
        Dziecko nie rozumie jeszcze dokładnie tych pojęć, bo jest za mało dojrzałe, więc
        mu na razie oszczędzamy całej prawdy o życiu.
        Pozdrawiam.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka