czy dam sobie radę??

06.10.05, 21:32
Cześć dziewczyny,

jestem mamą półtorarocznej Agatki, i....bardzo chciałabym już starac się o
drugie dziecko. Czuję, że chcę. patrzę z zazdrością na inne mamy mające dwoje
dzieci i na mamy ciężarne. boję się że ta ogromna chęć posiadania kolejnego
dziecka minie. Ale czy to mądre i rozsądne patrząc na aktualną naszą sytuację
finansową, mieszkaniową no i rodzinną, a mianowicie:
mieszkanie na razie wynajmujemy; mąż zarabia 2 000 zł na rękę + fuchy od
czasu do czasu, ja nie pracuję tzn. jestem na wychowawczym, ale do starej
pracy nie wroce poniewaz jestem zatrudniona w innym miescie. jedni i drudzy
dziadkowie daleko, a więc na pomoc z ich strony jeśli chodzi o opiekę i pomoc
przy dzieciach nie mogę liczyć. czy w takiej sytuacji powinnam juz myslec o
drugim dziecku? czym dam sobie radę sama w domu z dwójką takich maluchów
(agatka zaledwie skonczyłaby dwa latka) mąż pracuje długo, wraca 19-ta, 20-ta
do domu. czy moze powinnam najpierw znaleźć pracę - wtedy szybciej weźmiemy
kredyt na mieszkanie - tak chce moj maż. ale ja boje sie że to może potrwac
zbyt dlugo, za dlugo.
proszę poradzcie mi, a moze ktoras z Was byla w podobnej sytuacji?

pozdawiam
Monika
    • magdalenamk Re: czy dam sobie radę?? 06.10.05, 21:44
      Wiesz co... Nie byłam w podobnej sytuacji, ale ja bym sie zdecydowała. Będzie
      Ci może ciężej na początku ale z perspektywy czasu na pewno dojdziesz do
      wniosku, że to dobra decyzja. Odchowasz dzieci za jednym razem i wrócisz do
      pracy. Mała różnica wieku między dziećmi to duża szansa na dobry kontakt miedzy
      nimi, ubranka, wózek itd masz już na wyposażeniu. Wszystko pamiętasz... Ja bym
      się nie zastanawiała, ile wiecej będzie kosztował drugi maluch? Ubranka i
      jedzenie dla pierwszego musisz i tak kupować te dwie marchewki, ziemniaczek i
      mięsko wiecej na obiadek to tak dużo?
      • dosia26 Re: czy dam sobie radę?? 06.10.05, 22:07
        Zgadzam się z poprzedniczką. Ja akurat jestem w podobnej co ty sytuacji, bo
        czekamy właśnie na naszego drugiego bobaska, który planowo miał się pojawić
        dopiero za jakieś dwa do czterech lat. Po urodzeniu pierwszego jednak bardzo
        szybko zapragnęliśmy następnego dziecka i są już efekty smile
        Owszem będzie ci ciężej, argument o braku bliskiej rodziny do pomocy nie jest
        naiwny, ale zawsze znajdzie się jakieś "ale...", które będzie wpływało na
        odwlekanie decyzji o staraniach, i kiedyś możecie uznać, że nie warto było. Jak
        weżmiecie kredyt to na pewno bedziecie to tłumaczyć ratami, jak wrócisz do
        pracy to tym, że zbyt szybko byś znowu ją przerwała. DziałajciesmileRozmawiajcie o
        wszystkich nadziejach i obawach, ale jak pytasz o poradę to ja proponuję
        powyższe - działajcie i powodzenia smile
        • mamaagatki Re: czy dam sobie radę?? 06.10.05, 22:43
          dzięki Wam dziewczyny za te słowa smile, które bardzo pozytywnie wpływają na
          rozpatrzenie moich pragnień
          • mamaestery Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 08:59
            ale moze pomysl tez o gorszej stronie..a wiec...u mnie nie bylo tak kolorowo
            ciaze znosilam bardzo zle parokrotnie bylam w szpitalu i co w takiej
            sytuacji zrobic?....pomysl? na kogo moglabys liczyc gdybys musiala isc do
            szpitala albo zwyczajnie zle sie czula,gorzej znosila ciaze..skoro maz jest w
            pracy cale dnie a pewnie musialby i wecej pracowac zeby w przyszlosci
            utrzymac swoja powiekszajaca sie rodzinke... kto by sie zajal w tym czasie
            Agatka?..mysle ze taka alternatywe tez tzeba wziasc pod uwage nie zawsze
            wszystko jest kolorowe...
            pozdrawiam!!
      • mips Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 22:34
        Pampersy też będzie nosić po straszej siostrze?
        Chyba nigdy nie miałaś dziecki i nie wiesz, ile
        kosztuje jego utrzmanie i wychowanie w godnych
        warunkach.
    • polka3 Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 09:48
      Gdyby zakładać ,że ciąza będzie przebiegała źle, mało która kobieta by sie
      decydowała..oczywiście może się tak zdarzyć,ale nie musi..można się oczywiście
      na taką ewentualność przygotować-np.mieć jednak w zanadrzu jakąś babcię gotową
      na tymczasowe poświęcenie.....
      wszystkie inne argumenty są do załatwienia..
      Ja mam duzą "odległośc" miedzy chłopcami,w efekcie dla drugiego nie miałam
      absolutnie nic po starszym-bo ile można czasu przetrzymywac ubranka i akcesoria
      niemowlęce-spory był wydatek...
      ..a róznica miedzy nimi wielka - prawie 8 lat..dziś żałuję że nie mam gdzies
      pomiędzy nimi jakiegoś szkraba,takiego np. pierwszoklasisty...
      Na szczęście dochowałam sie trójcy i jestem bardzo kontentwink))))))
    • 18_lipcowa [...] 07.10.05, 09:54
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • ula_max Czy Ty dasz radę? 07.10.05, 11:31
        A mąż? Spytałaś go czy on da finansowao radę utrzymać Waszą czwórkę? Wcale nie
        jest powiedziane że jak urodzisz drugie i odchowasz, to jak będziesz chciała
        znaleść pracę to ją od razu znajdziesz. A jak nie znajdziesz?
      • mamaagatki Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 14:06
        wiesz, nie wiem ile Wy macie na rękę i ile wydajesz, ale nam te dwa klocki
        jakoś wystarczały do tej pory i jeszcze nawet udało nam się czasami trochę
        zaoszczędzić. a ile to drugie dziecko więcej kosztuje? no fakt - dwie paczki
        pieluch na miesiąc. wiem, im starsze tym więcej potrzebuje, ale w ten sposob
        patrząc nikt nie decydowałby się na dzieci. no bo co z tego ze w tej chwili ma
        się kasę jak za dwa lata mozna stracic prace i jej nie miec. nikt nie jest tego
        pewny i czy za kilka lat zapewni przyszlosc dziecku taką jaka sobie wczesniej
        wymarzyl. maz ma w miare stabilna praca, dorabia fuchami, ja dostane zasilek
        wychowawczy. no i odpowiadam: nie nie ocipialam droga kolezanko
        • 18_lipcowa Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 15:54
          mamaagatki napisała:

          > wiesz, nie wiem ile Wy macie na rękę i ile wydajesz, ale nam te dwa klocki
          > jakoś wystarczały do tej pory i jeszcze nawet udało nam się czasami trochę
          > zaoszczędzić. a ile to drugie dziecko więcej kosztuje? no fakt - dwie paczki
          > pieluch na miesiąc. wiem, im starsze tym więcej potrzebuje, ale w ten sposob
          > patrząc nikt nie decydowałby się na dzieci. no bo co z tego ze w tej chwili
          ma
          > się kasę jak za dwa lata mozna stracic prace i jej nie miec. nikt nie jest
          tego
          >
          > pewny i czy za kilka lat zapewni przyszlosc dziecku taką jaka sobie wczesniej
          > wymarzyl. maz ma w miare stabilna praca, dorabia fuchami, ja dostane zasilek
          > wychowawczy. no i odpowiadam: nie nie ocipialam droga kolezanko


          Twoja sprawa. Wg mnie to mało. Ba 2 klocki to średni dochód na BEZDZIETNE
          małzenstwo, bądz parę.
          • edytek1 Re: czy dam sobie radę?? 08.10.05, 02:46
            To zależygdzie sie zyje 200 w Pcimiu to full kasy w stolicy już nie tak dużo.
            Finase nie sa zadnym wyznacznikiem sytacja finansowa zmienia sie szybko. \Raz w
            gorę raz w dól.
          • mamaagatki Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 10:50
            wow !!! Ty to jestes kasiasta kobieto. no coz nie kazdy tak dobrze trafil.
            ciesz sie, ale pamietaj ze niewielki procent nas uwaza ze 2 klocki to sredni
            dochod na beadzietne malzenstwo
            • 18_lipcowa Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 15:24
              mamaagatki napisała:

              > wow !!! Ty to jestes kasiasta kobieto.

              Kasiasta nie jestem, dlatego nie mam dzieci i ich nie planuję. Jestem po prostu
              na tyle odpowiedzialna że wiem że dziecko trzeba ubrac, nakarmić i zapewnić mu
              świetne możliwości rozwoju - ksiązki, komputer, zajęcia sportowe, wycieczki,
              naukę - wiesz ile TO KOSZTUJE???????????????
              Ja mając 2 tysiące na 2 osoby czyli na parę nie zdecydowałabym się na dziecko.

              no coz nie kazdy tak dobrze trafil.
              > ciesz sie, ale pamietaj ze niewielki procent nas uwaza ze 2 klocki to sredni
              > dochod na beadzietne malzenstwo

              Uważa nie uważa, ale kazdy chciałby mieć więcej.
              Ja aby zdecydowac się na dziecko musze mieć tyle pieniędzy by mieć
              -poopłacane rachunki - i to bez oszczędzania, typu sikanie po ciemku
              -konkretne, dobre jedzenie, soki, dobrą kawę, a nie badziewie z Biedronki.
              - musze mieć spełnione swoje zachcianki- perfumy, papierosy, kosmetyki,
              ksiązki, kino, imprezy, ubrania, siłownia, solarium, fryzjer
              - i coś jeszcze musi zostać na czarną godzinę.

              i wtedy jak zostanie jakaś konkretna suma na dziecko to się na nie zdecyduję
              inaczej nie widze mozliwości,.
    • kosmitos Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 11:38
      ja sobie nie wyobrażam jak 4 osoby w wynajętym mieszkaniu żyją za 2 tys; nie
      chcę nikogo obrazić ale moim zdaniem to nie jest zbyt odpowiedzialne, może
      kiedy będziecie oboje zarabiać, ale teraz? no ale może ja jestem bez wyobraźni
      • asiadd1 Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 14:08
        My czekaliśmy. Też nie mamy w pobliżu żadnej rodziny, a tu trzecie piętro. Nie
        wyobrażałam sobie znosić malucha i wózek (ew. zakupy) i sama będąc w ciąży. Mąż
        pracu je albo po 12 godzin albo w delegacji. Dopiero teraz po 5 latach
        zdecydowaliśmy się na drugie. Dobrze że poczekaliśmy bo z ciążą było trochę
        problemów, ale mały już samodzielny, rozumiała ze mama ma leżeć i bawiliśmy sie
        tylko na łóżku. Jak też wcześniej bardzo zazdrościłam podwójym mamom, ale po
        przemyśleniu postanowiliśmy czekć. Rozważ swoje siły i możliwości i podejmij
        właściwą decyzję. Pozdrawiam i powodzenia
        • mamaagatki Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 14:11
          dziękuję Ci droga asiadd za rozsądną odpowiedź i radę.
      • 18_lipcowa Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 19:06
        kosmitos napisała:

        > ja sobie nie wyobrażam jak 4 osoby w wynajętym mieszkaniu żyją za 2 tys; nie
        > chcę nikogo obrazić ale moim zdaniem to nie jest zbyt odpowiedzialne, może
        > kiedy będziecie oboje zarabiać, ale teraz? no ale może ja jestem bez wyobraźni

        Dokładnie, tak jak piszę 2 tysiące to wg mnie na dwie osoby średnio a co
        dopiero na parę plus dwoje dzieci?
        • zuzaabc Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 19:16
          mamaagatki, nie bądź egoistką i nie myśl o sobie. najważniejsze jest dobro
          dziecka. zazdrość czy chęć posiadania są mało dochodowe i nie nakarmią i nie
          ubiorą. a 2tys. to narpawdę duuużo za mało. pewnie dałabyś radę i byście żyli,
          ale co to za życie...
    • e_r_i_n Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 19:11
      Jakis czas temu byl podobny watek - przybral duze rozmiary. Ja powtorze to, co
      napisalam tam: w takiej sytuacji nie zdecydowalabym sie na dziecko.
      Przede wszystkim ze wzgledu na mieszkanie - tez mam dziecko i nie mam swojego
      mieszkania. I PODSTAWOWY warunek w ogole myslenia o kolejnym dziecku, to wlasne
      M.
      2000 to nie jest malo, ale tez nieduzo jak na 4 osoby.
      Jesli pytasz o zdanie, to moje jest takie, ze lepiej poczekac.
    • g0sik Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 19:49
      Swiadomie bym się nie zdecydowała! Mąż ma rację lepiej najpierw pomyśleć o
      mieszkaniu. W głowie mi się nie mieści, że można planować drugie dziecko nie
      mając własnego dachu nad głową. Z mojej perspektywy 2 tys to w miarę ok dla
      jednej osoby, dla 4 po zapłaceniu rachunków to nędza. I nie mówcie mi, że
      dziecko to tylko dwie paczki pieluch miesięcznie. My na 2 letnią córkę wydajemy
      ok 600-800 zł miesięcznie gdy nie choruje + do niedawna 1100 zł opiekunka.
      Teraz trochę mniej, bo od września poszła do żłobka. Nawet jeśli za jakiś czas
      wrócisz do pracy to Twoja pensja pójdzie na żłobek, przedszkole i opiekunkę
      która będzie siedzieć z dziećmi jak będą chore. Jeśli będziesz chciała
      opiekować się sama, to nie wróżę Ci długiej kariery jako pracownika.

      Ci którzy tak podchodzą do życia później narzekają, że dziecko w żłobku zużywa
      dwie pieluchy dziennie więcej niż w domu a to duży wydatek w skali miesiąca. I
      że nie mogą zapłacić 200 zł za żłobek do piątego, bo pensje dostają ok
      dziesiątego.
      • e_r_i_n Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 19:53
        g0sik napisała:

        > Ci którzy tak podchodzą do życia później narzekają, że dziecko w żłobku
        > zużywa dwie pieluchy dziennie więcej niż w domu a to duży wydatek w skali
        > miesiąca. I że nie mogą zapłacić 200 zł za żłobek do piątego, bo pensje
        > dostają ok dziesiątego.

        Ale Ty jestes wredna ;P
        • g0sik Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 20:18
          Oj Erin ja tylko mam słabą wyobraźnię, bo wielu rzeczy sobie nie wyobrażamsmile
          • e_r_i_n Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 20:29
            Bo pewne rzeczy sa niewyobrazalne wink
    • koala500 Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 19:53
      Mam dwie córki pomiędzy którymi różnica wieku wynosi równe 2 lata i meża który
      całe dnie spędza w pracy. Na Twoim miejscu bym się nie zdecydowała przede
      wszystkim z przyczyn finansowych. Bo: nie wiadomo czy drugie dziecko będzie
      dziewczynką-jeśli będzie to chłopiec to wiele ciuszków z córeczki nie będzie mu
      pasować (może nie tych niemowlęcych, ale dwuletni chłopczyk w spodniach
      dzwonach w motylki to nie bardzo), poza tym jeśli dziecko urodzi się o innej
      porze roku niż starsza córka to kombinezony i inna odzież sezonowa może nie
      pasować. Ja mam 2 dziewczyny i obie urodzone o tej samej porze roku więc
      wszystkie ciuszki pasują, moje wydatki związane z młodszą to głównie pieluchy i
      jedzenie słoiczkowe.
      Ja nie zdecydowałabym się na drugie dziecko nie posiadając mieszkania lub
      bliskich perspektyw na posiadanie go w najbliższym czasie (np. sporych
      oszczędności), poza tym dni kiedy będziesz się w ciąży źle czuła - co wtedy z
      Agatką? Kto się nią zajmie? 2 lata to jeszcze maluch.
      Ale to moje zdanie i nikt nie musi się ze mną zgadzać.
      • polka79 Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 20:16
        a ja chyba jestem w podobnej sytuacji jesli chodzi o chec posiadania 2-giego
        dziecka (tez patrze z zazdroscia na kobietybw ciazy - och jak ja bym juz
        chciala))i o prace ktora szukam a latwo nie jest - teraz moze cos sie uda, ale
        to jeszcze DUZE NIEWIADOMO, tylko ze my mamy 2 500 na reke i mieszkamy z
        rodzicami, maz bardzo dlugo pracuje(np teraz go jeszcze nie ma) i BARDZO jestem
        wdzieczna ze mam pomoc rodzicow bo bez nich bym chyba na glowke dostala, tez
        chcemy miec mala roznice miedzy dziecmi (2-3 lata), a corcia ma juz prawie 13
        miesiciecy, ale na razie postanowilismy zaczekac tzn chodzi o maja prace, ja
        szukam (teraz moze cos sie uda), bo boje sie ze jak bede miec drugie dziecko i
        prawie 0 doswiadczenia i taka luke w zyciorysie to juz nigdy pracy nie znajde,
        ale tez nie wiem jak dlugo bede szukac tej pracy bo jesli 5 lat to na pewno w
        miedzyczsie sie zdecyduje na malego, slodkiego pachnacnego bobaska smile)))
    • kasilla Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 20:28
      Witam! Różnica pomiędzy moimi dzieci jest 2,5 roku. Mój mąż zarabia nieco ponad
      2 tyś., ja mam zasiłek wychowawczy i do tergo wzieliśmy kredyt na mieszkanie(w
      którym współkredytobiorcami są moi rodzice). Nie jest kolorowo, biedy nie
      klepiemy(i nie mamy pomocy finansowej od nikogo) ale jak pomyślę ile bym
      straciła gdyby nie było mojej Julki... Dzieci świetnie się ze sobą dogadują,
      zaczynają mieć wspólne zabawy i zainteresowania. Razem śmieją się z tych samych
      bajek. W przyszłości będą miały wspólnych znajomych i też wspólne
      zainteresowania. Napewno na początku trzeba pomyśleć o mieszkaniu ale jak nawet
      weźmiecie już kredyt to dziecko też można mieć tym bardziej, że kredytu nie
      bierze się na rok tylko na długie lata. co do pracy to też jest dobre
      rozwiązanie możesz złapać dobrzepłatną pracę i z niej odejśc na urlop
      macieżyński...
      Zresztą nie kieruj się tak do końca czyimiś radami, ważne jest to czego tak
      naprawdę wy z mężem pragniecie. Porozmawiaj z mężem i sami podejmijcie decyzję
      o posiadaniu kolejnego potomka!
      Pozdrawiam!
    • olamatu Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 21:56
      We pod uwagę jeszcze jedną rzecz: nigdy nie przewidzisz co się może wydarzyć i
      na dziecko może być za późno. Ja jedno mam, ale drugiego już nie będę miała.
      Gdybym o tym pomyślała to pewnie inaczej by to wyglądało i po domu by biegała
      nie tylko Natalka. To taki czarny scenariusz. Ale ja mam mieszkanie a i parę
      lat temu wiedziałam, że nie będzie z tym większych problemów, chociaż teraz do
      spłacenia 2 pożyczki, a mąż 2 tys. to brutto zarabia. Ja jestem od kilku dni na
      wychowawczym i złożyłam wniosek o zasiłek. To w końcu ponad 400 zł co miesiąc.
      • kama90 Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 22:30
        Jak czytam wypowiedzi dziewczyn to dochodzę do wniosku,że rodzic dzieci to
        powinno się tylko wtedy gdy zarabia sie ponad 5 tyś., gdy ma się dwupoziomowe
        mieszkanie na strzeżonym osiedlu a najlepiej dom z ogródkiem w najdrozszej
        dzielnicy.
        Gdy planowalismy dziecko nie zastanawailismy sie nad tym czy nas na nie
        stać.Nie wyliczlismy ile nas bedzie kostować.Takie kalkulacje przeprowadzamy
        tylko jak planujemy zakup czegos czy np wyjazd na wakacje.Bardziej niedawało
        nam spokoju czy sprawdziwmy sie w roli rodziców.
        • e_r_i_n Re: czy dam sobie radę?? 07.10.05, 22:36
          Po raz kolejny mylne wnioski. Nie ma jakiejs minimalnej granicy dochodow, przy
          ktorych mozna decydowac sie na pierwsze dziecko, na drugie, trzecie czy piate.
          Kazdy podejmuje decyzje sam - bo wie, czego, jak, ile i kiedy potrzebuje.
          Ale jak sie nas pyta, czy zdecydowalybysmy sie na dziecko w takiej to, a takiej
          sytaucji, to sie dostaje odpowiedzi rozne.
          I moja odpowiedz jest jasna - jeszcze na zarobki moze bym oko przymknela (nie
          wiem, co i za ile kupuje autorka watku), ale juz na brak wlasnego mieszkania -
          nie. Skoro do tej pory autorka watku i jej maz kredytu na mieszkanie nie
          wzieli, to majac drugie dziecko bedzie im mieszkanie kupic jeszcze ciezej
          (zakladajac constans sytuacji; jesli bedzie lepiej, to kupia - czego im
          z serca zycze).
          Wiadomo, ze zycie plata rozne figle i z dobrze zarabiajacego czlowieka mozna
          stac sie bezrobotnym, ale jednak decyzje o posiadaniu dziecka TRZZEBA
          podejmowac z glowa i biorac pod uwage nie tylko dzisiaj, ale i przyszlosc
          (swoja - mozliwosci pracy, dziure w aktywnosci zawodowej i dziecka - to, czy
          wszystko bedziemy mu w stanie zapewnic - nie mowie o Bog wie jakich rarytasach,
          ale zyciu na odpowiednim poziom, nie zyciu zgodnie z zasada 'jakos to bedzie').
    • faceeet Podsumowanie. A wiec drodzy Panstwo, coz tu 07.10.05, 23:47
      widzimy. Typowy przyklad matki-polki.

      Charakterystyka stanu klinicznego: zupelne oderwanie od rzeczywistosci i
      realiow wspolczesnej Polski - widzimy tu bowiem JA i JEJ PRAGNIENIA na
      pierwszym planie, a sytuacja realna i niesmiale protesty meza sa zupelnie
      ignorowane.
      Pacjentka wykazuje wprawdzie niewielki niepokoj co do slusznosci decyzji,
      jednak zamiast zastanowic sie glebiej nad tym, idzie po najmniejszej linii
      oporu, zakladajac watek na forum emamy. Dlaczego wlasnie tu? Liczy bowiem, ze
      wlasnie tu znajdzie sobie podobne osoby, ktore utwierdza ja w przekonaniu o
      slusznosci JEJ wyboru. Zauwazmy wyraznie, ze jej celem nie jest glebsza analiza
      problemu, ale raczej brutalne zniszczenie wszelkich watpliwosci i stlamszenie
      ich w zarodku. Oczekuje zatem calkowitego poparcia a nie krytyki.
      Dzieki temu, podwyzszeniu ulegnie poziom adrenaliny we krwi pacjentki co bedzie
      konieczne przed rozstrzygajaca rozmowa z mezem, podczas ktorej zostanie on
      stlamszony psychicznie, zterroryzowany i zagadany. Po 6-7 godzinnym gledzeniu,
      gdy nie bedzie mial ochoty juz nawet podciac sobie zyl, zgodzi sie juz na
      wszystko. Potwierdzac to wydaje sie data zalozenia watku - czwartek. Moze to
      swiadczyc o tym, ze pacjentka z premedytacja chce sie nakrecic przed weekendem.
      Jak bowiem wynika z tresci, pracujacy po 20 godzin na dobe maz, jest nie
      do "dostania" wczesniej - ewentualnie gdyby go dorwala i tak by jej zasnal po
      15 sekundach...

      Opinia bieglego lekarza:
      Nieliczenie sie pacjentki z rzeczywistoscia oraz niemoznosc panowania nad soba
      i wlasnymi pragnieniami wskazuje, ze jest ona osoba niedojrzala i ma 16 lat. W
      zwiazku z tym komisja lekarska wnioskuje do sadu o odebranie praw
      rodzicielskich jej rodzicom i ustanowienie kuratora, ktory pomogl by jej
      odnalezc sie w swiecie. Rekomendujemy na to stanowisko meza pacjentki, gdyz
      wydaje sie osoba bardzo odpowiedzialna i znajaca zycie. Postulujemy takze by
      pacjentka powrocila do szkoly i ukonczyla w koncu podstawowke. Opiekunow
      prawnych bardzo prosimy o zablokowanie pecjentce dostepu do internetu, a w
      szcegolnosci do forum bravogirl, z ktorego czerpie niewatpliwie inspiracje
      zyciowe.

      Opinia doradcy ekonomicznego (ktora dostal maz) (wypisy):
      "Szanowny Panie,
      Pana sytuacja rodzinna i materialna wyraznie wskazuje ze nie moze pan pozwolic
      sobie w tej chwili na drugie dziecko.
      Kluczowym posunieciem powinno byc w pierwszej kolejnosci zaciagniecie kredytu i
      zakup wlasnego mieszkania, co pozwoli znacznie zwiekszyc stabilizacje.
      W tym celu powinien pan zmusic zone do pracy. Dodatkowe dochody pozwola
      zwiekszyc Pana zdolnosc kredytowa, a co za tym idzie uzyskac wiekszy kredyt i
      na korzystniejszych zasadach niz w sytuacji gdy zona nie pracuje i maja Panstwo
      8 dzieci. Prosze takze pamietac, ze nie pracujaca zona - zgodnie z utajnionymi
      wytycznymi bankow - zwieksza ryzyko udzielenia kredytu (w takiej sytuacji nawet
      102 letni emeryci sa lepszym klientem niz Pan).
      Prosze zauwazyc takze, ze kwota 2000 na 4 osoby nie jest zbyt duza.
      Teoretycznie male dziecko zywi sie jedynie mlekiem matki, ale w sytuacji gdy
      kredyt zaciaga sie na 20 lat, to szybko okaze sie ze pensja nie wystarczy na
      raty. Moze to spowodowac, ze bank odmowi Panu udzielenia kredytu...

      Z powazaniem
      .....podpis nieczytelny....
      • 18_lipcowa facet - BRAWO!!! 08.10.05, 09:08
        faceeet napisał:

        > widzimy. Typowy przyklad matki-polki.
        >

        > .....podpis nieczytelny....
      • mamaagatki Re: Podsumowanie. A wiec drodzy Panstwo, coz tu 10.10.05, 10:57
        po pierwsze nie mam zamiaru wczytywac sie w Twoje wywody, bo raz że nie
        przemawiaja one do mnie a podejrzewam ze do nikogo, a dwa ze skoro juz tak
        bardzo jestes wnikliwy to najpierw musisz uwaznie przeczytac to co komentujesz,
        a wiec podam przyklad:
        piszesz "Jak bowiem wynika z tresci, pracujacy po 20 godzin na dobe maz, jest
        nie do "dostania" wczesniej"
        moj drogi napisalam ze maz pracuje do 19-tej, 20-tej a nie po 20 h. poza
        tym...ach nie chce mi sie wycigac wiecej Twoich błędnych spostrzeżeń bo szkoda
        mi czasu...nie warto
        • 18_lipcowa Re: Podsumowanie. A wiec drodzy Panstwo, coz tu 10.10.05, 15:25
          mamaagatki napisała:

          > po pierwsze nie mam zamiaru wczytywac sie w Twoje wywody, bo raz że nie
          > przemawiaja one do mnie a podejrzewam ze do nikogo, a dwa ze skoro juz tak
          > bardzo jestes wnikliwy to najpierw musisz uwaznie przeczytac to co
          komentujesz,
          >
          > a wiec podam przyklad:
          > piszesz "Jak bowiem wynika z tresci, pracujacy po 20 godzin na dobe maz, jest
          > nie do "dostania" wczesniej"
          > moj drogi napisalam ze maz pracuje do 19-tej, 20-tej a nie po 20 h. poza
          > tym...ach nie chce mi sie wycigac wiecej Twoich błędnych spostrzeżeń bo
          szkoda
          >
          > mi czasu...nie warto


          Dziwna jesteś, gościu Ci szczerą prawdę wywalił jak kawę na ławę a Ty się
          literówki czepiasz.
    • umasumak Mamoagatki 08.10.05, 00:55
      A ile Ty masz lat, że boisz się poczekać z planowaniem dziecka, aż Wasza
      sytuacja mieszkaniowa sie ustabilizuje? Między moimi córkami jest 10 lat
      różnicy i gwarantuje Ci, że jest to bardzo dobra różnica.
      Uważam, że Twój mąż ma racje.
    • aricia2 Re: czy dam sobie radę?? 08.10.05, 16:35
      CZEŚĆ Jestem tu właściwie nowa, ale chyba właśnie przeżywam to czego ty się
      obawiasz. W lutym tego roku urodziłam moją drugą córeczkę, w lipcu tego roku
      starsza skończyła dopiero 2 latka. Nie chcę cię straszyć ale ja ledwo wyrabiam
      ze wszystkim. Też nie pracuje, to mąż zarabia na utrzymanie. Nie sposób zrobić
      bilansu możliwości, myślę że jeśli czujesz się na siłach to powinnaś się
      zdecydować. Nie będzie łatwo ale tyle ile obowiązków tyle radości przybędzie,
      inaczej się patrzy na jedno inaczej na dwie roześmiane lub zapłakane buzie.
      pozdrawiam
    • agacz2905 Re: czy dam sobie radę?? 08.10.05, 19:04
      Sama (tzn. z mężem) musisz podjąć decyzję, nie radziłabym czekania na "wpadkę".
      Różnica wieku między moimi dziećmi wynosi 2,5 roku. U mnie powodem
      desperackiego dopuszczenia do drugiej ciąży była chęć "pójścia za ciosem",
      chciałam też urodzić II dziecko przed trzydziestką (miałam 29 lat jak urodziła
      się moja Agatka), poza tym mój mąż ma jest sporo starszy ode mnie - kierowałam
      się głównie tym. Zabrakło natomiast rozważań mieszkaniowo - finansowych. Co
      prawda byliśmy właścicielami mieszkania 48m, które kupiliśmy parę m-cy po
      ślubie, ale dla 4-osobowej rodziny było ono wg. mnie stanowczo za małe. W
      zwiążku z urodzeniem drugiego dziecka obniżył się niestety standard naszego
      życia. Wytrzymujemy to jakoś, ale czasem się wkurzam, że nie mogę sobie kupić
      tego czy tamtego. Wzięliśmy kredyt na 20 lat, żeby kupić i porządnie
      wyremontować większe mieszkanie (już po narodzinach małej). Warunki
      mieszkaniowe się poprawiły, ale finansowe się pogorszyłysmile - ot, jeden z wielu
      paradoksów naszego życia w tym pop...nym kraju. Poza tym w moim przypadku
      bardzo pogorszyła się moja sytuacja zdrowotna - jestem bardziej
      niepełnosprawna, niż jako matka tylko jednego dziecka. No ale to są na
      szczęscie kwestie bardzo indywidaulne. Pozdrawiam
      • chloe30 Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 15:13
        Gdybym nie miała własnego mieszkania nie zdecydowałabym się na ani jedno
        dziecko.
        A przy 2 tys. na trzy osoby myślenie o kolejnym dziecku jest szczytem
        nieodpowiedzialności.
    • ania.silenter zawsze będzie coś nie tak 10.10.05, 15:21
      taka jest niestety prawdasad. Zawsze coś stoi na przeszkodzie - a to praca, a to
      budowa, a to coś innego. My z mężem w sumie mamy ok. pięć razy więcej niż Wy
      (Warszawa), ale co z tego?? Zbudowaliśmy dom i - jak w tym starym dowcipie -
      chodzimy do sąsiadów po prośbie - bądźcie dobrzy, dajcie kawałek chlebasad((.
      Nie sądzę abyśmy się zdecydowali na 2 dziecko - Adunia jest z wpadkismile. Ale,
      gdyby nie ona...nie odważylibyśmy się na budowę domku z pensji, a tak? Udało
      się.
      Tylko za opiekunkę dla dzieci (mieszkamy pod Warszawą) dajemy 1000 zł, a i tak
      to luksus - niska płaca. W Warszawie są stawki 10zł/h czyli w naszym wypadku -
      10 zł razy 11 h razy 20 dni = 2200 zł.
      Powinnaś rozważyć wszystkie za (rodzeństwo dla córeczki) i przeciw (kwestia
      Twojej pracy, niani, mieszkania itp).
      pozdrawiam
    • triss_merigold6 Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 15:43
      Zdecydowanie bez sensu.
      2 tysiące i bez własnej chaty? Na jedno bym się nie zdecydowała.
      • 18_lipcowa Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 15:56
        triss_merigold6 napisała:

        > Zdecydowanie bez sensu.
        > 2 tysiące i bez własnej chaty? Na jedno bym się nie zdecydowała.


        W takim układzie nie zdecydowałabym się nawet na owczarka niemieckiego o którym
        marzę bo bez wlasnej chaty,,,? A nawet pies musi mieć stabilizację i pełną
        michę. A to kosztuje. A gdzie mi z tego zostanie na waciki?
        • triss_merigold6 Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 15:59
          Owczarek niemiecki miesięcznie (karma + weterynarz od czasu do czasu) kosztuje
          circa about 250 zł miesięcznie lekko licząc.wink
          Dziecko zdecydowanie więcej. Jakoś dziwnie mając dwójkę małych dzieci trudniej
          do pracy wrócic ale co kto lubi. Jak pani lubi wynajmować i wegetować to jej
          sprawa.
          • 18_lipcowa Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 16:04
            triss_merigold6 napisała:

            > Owczarek niemiecki miesięcznie (karma + weterynarz od czasu do czasu)
            kosztuje
            > circa about 250 zł miesięcznie lekko licząc.wink
            > Dziecko zdecydowanie więcej. Jakoś dziwnie mając dwójkę małych dzieci
            trudniej
            > do pracy wrócic ale co kto lubi. Jak pani lubi wynajmować i wegetować to jej
            > sprawa.


            Dla mnie kwota 2.000 to taka średnia stopa życiowa dla bezdzietnej pary. Ludzie
            decydujący sie na dziecko w takiej sytuacji to dla mnie kamikadze, naprawdę.
            • chloe30 Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 16:08
              Aha, jak widzę nowy nick, który po pięciu minutach robi aferę na forum to juz
              wiem, że to jakaś urażona pańcia pod nowym pseudo.
              • anusiamilusia Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 16:09
                chyba z autopsji
                • chloe30 Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 16:10
                  anusiamilusia napisała:

                  > chyba z autopsji

                  O, mamoagatki, zmieniłaś nicka?
                  • mroweczka22 Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 16:21
                    Zajmij się lepiej dzieckiem i tymi królikami, a nie nadskakuj niejakiej
                    lipcowej.Depresję przechodzisz czy jak?
                    • chloe30 Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 16:25
                      mroweczka22 napisała:

                      > Zajmij się lepiej dzieckiem i tymi królikami, a nie nadskakuj niejakiej
                      > lipcowej.Depresję przechodzisz czy jak?

                      A możesz uzasadnić swoją przypuszczenie?? No bo nie wiem, skąd wzięłaś tą
                      depresję, ale chętnie posłucham.
                      • mroweczka22 Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 16:26
                        Myślenie chyba nie jest twoją mocną stroną.
                        • chloe30 Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 16:28
                          mroweczka22 napisała:

                          > Myślenie chyba nie jest twoją mocną stroną.

                          Właśnie udowodniłaś, że nawet nie umiesz odpowiadać na proste pytania.

                          Że też Ci się chciało nowego nicka zakładać.
                  • mamaagatki Re: do chloe30 11.10.05, 00:38
                    chyba zartujesz. dlaczego to niby miałabym zmieniac nicka?? ja sie swojego nie
                    wstydze i w przeciwienstwie do niektorych tu osob nikogo nie urazilam. mam
                    wazniejsze zajecia niz sleczenie na forum
                • czajkax2 Aniamilusia masz pocztę n/t 10.10.05, 21:13

            • mika2 Nie zgadzam się!!! 10.10.05, 17:45
              Jesteśmy małżeństwem z 4 letnim stażem, mamy 2 letniego synka i bardzo chcemy
              mieć drugie dziecko. Mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu (3 pokoje), w sobotę
              bylismy na Rawie Blues w Spodku (synka sprzedaliśmy na noc do teściów), mamy
              kredyty, oboje skończyliśmy studia (ja urodziłam w międzyczasie dziecko - bo
              chciałam, 2 lata po slubie). Razem mieliśmy do niedawna ok. 2300 miesięcznie i
              NIGDY nie żałowalismy żadnej z naszych decyzji - ani o wynajęciu mieszkania (a
              mielismy swoje piętro u teściów), ani o dziecku.
              Kredytu na mieszkanie nie weźmiemy, domu nie wybudujemy - ale się kochamy i
              starcza nam na nasze potrzeby - tyle nam do szczęścia potrzebasmile
              I szczęsliwi Ci co super kasy do szczęścia nie potrzebują!!!
              I żadna kiecka za 200zł, żadne perfumy za 400zł itp itd nie są w jednej
              milionowej tyle warte co uśmiech własnego dziecka!
              Ubieram go fajnie, je co lubi, zabieram go na spacery, do zoo, ma fajne
              zabawki - niczego mu nie brakuje.
              Zaraz maż go przyprowadzi od teściów, pobawimy się, poczytamy książeczki,
              ululam go (uwielbiam się z nim przytulać!) a potem wieczorek mamy dla sibie,
              winko świece, muzyczka...
              Takie życie mi odpowiada.

              Pozdrawiamsmile

              • 18_lipcowa Re: Nie zgadzam się!!! 10.10.05, 17:48
                No toż właśnie dlatego dajecie radę bo macie 1 dziecko i możliwośc pomocy od
                teściów.
                Autorka wątku tej możliwości nie ma, poza tym sama do pracy nie pójdzie, poza
                tym jej mąż już haruje jak wół. A poza tym oni mają 2000 na czysto a to już
                mniej niż 2300.
                • mika2 Re: Nie zgadzam się!!! 10.10.05, 18:32
                  Na razie mamy 1 dziecko, bo chcemy drugie.
                  Teściowie nie pomagają nam finansowo - zajmuja się dzieckiem jak jesteśmy w
                  pracy.
                  Ale jak urodze drugie dziecko pójde na wychowawczy - mąż właśnie zmienia pracę
                  i bedziemy mieli 1800 na nas czworo - może już za rok, półtora..
                  A te 2300...hm...odliczając odstępne, rachunki, kredyty, dojazdy, ciuchy,
                  środki czystości, itd.
                  Uważam, że kasa to dodatek do życia i Ci którzy mają 2000 nie mają na co
                  narzekać. Trzeba umieć gopsodarować to wystarczy i na przyjemności.
                  • redudek Re: , zgadzam się!!! 10.10.05, 18:36
                    Zgadzam się z Miką2
                    pozdrawiamsmile
                  • 18_lipcowa Re: Nie zgadzam się!!! 10.10.05, 19:52
                    > Na razie mamy 1 dziecko, bo chcemy drugie.
                    > Teściowie nie pomagają nam finansowo - zajmuja się dzieckiem jak jesteśmy w
                    > pracy.
                    > Ale jak urodze drugie dziecko pójde na wychowawczy - mąż właśnie zmienia
                    pracę
                    > i bedziemy mieli 1800 na nas czworo - może już za rok, półtora..

                    Współczuję.

                    > A te 2300...hm...odliczając odstępne, rachunki, kredyty, dojazdy, ciuchy,
                    > środki czystości, itd.
                    > Uważam, że kasa to dodatek do życia i Ci którzy mają 2000 nie mają na co
                    > narzekać. Trzeba umieć gopsodarować to wystarczy i na przyjemności.

                    Niektórzy nie chcą gospodarować, chcą się po prostu NIE MARTWIC.
                    • mika2 Re: Nie zgadzam się!!! 10.10.05, 20:51
                      Nie masz mi czego współczuć, bo nasze decyzje są świadome i przemyślane.
                      I martwic też się nie trzeba jak sie umię rządzić kasą.
                      W życiu są po prostu różne priotytety - dla jednych to kasa, dla drugich
                      rodzina.
                      A z ta kasą to jest tak, że im więcej się ma tym więcej chce sie mieć.
                      Całe szczęście kasa nie decyduje o nas, o naszym życiu a jedynie je uzupełnia.
                      Jakoś nie zauważyłam, żebyśmy my (ja i mąż) czy nasz synek był z powodu kasy
                      nieszczęśliwy. Nie chodzimy brudni ani głodni, mamy gdzie spać - co trzeci
                      Polak chciałby chociaz tyle - tak więc myslę, że mamy dużo.
                      Trzeba doceniać to co się ma. I nie byc chiwym.
                      Gdyby podjęcie decyzji o dziecku łączyło się ze zdobyciem pracy za 3tys.,
                      wybudowaniem domu, kupieniem super samochodu itd. to pewnie nigdy nie
                      mielibyśmy dzieci...brakło by nam na to czasu...a ztego co widzę, todla dzieci
                      ważniejsza jest kochająca się rodzina niż rodzice zarabiający dużo kasy,
                      których ciągle nie ma w domu.
                      Nie mozna miec wszystkiego - wazne by umieć się cieszyć tym, co się ma.
                      • 18_lipcowa Re: Nie zgadzam się!!! 10.10.05, 20:57
                        To nie tak.Nie jestem i nigdy nie byłam materialistką.Najważniejsza jest
                        również dla mnie rodzina, przyjaźć, miłość - rzeczy których nie ma za
                        pieniądze.
                        Ale widzisz rządzenie kasą- lepiej nie musieć nią rządzić, o nic się nie martwić
                        Po prostu- a dziecku chciałabym zapewnić najlepsze warunki a nie średnie. To
                        coś złego. W czasach jak byłam jeszcze małolatą - moja mama zarabiała 1500 zł
                        na rękę, ojciec około 4000 na 4 osobową rodzinę i uwierz że nie miałam luksusów.

                        Ja myślę ze macie mało, na jakiekolwiek warunki. Po prostu. Dla mnie to za mało
                        dla normalnego życia rodziny. Za 1800 utrzymałabym się tylko sama i pewnie by
                        mi nie starczyło.
                        • mika2 Re: Nie zgadzam się!!! 11.10.05, 08:24
                          "Po prostu- a dziecku chciałabym zapewnić najlepsze warunki a nie średnie."

                          Każdy by chciał tego co najlepsze dla swojego dziecka. Gdybśmy mieli więcej -
                          cieszyłabym się. Ale dlatego, że mamy tyle ile mamy płakać nie będę, bo jest
                          nam dobrze. Wystarcza namsmile

                          "W czasach jak byłam jeszcze małolatą - moja mama zarabiała 1500 zł
                          > na rękę, ojciec około 4000 na 4 osobową rodzinę i uwierz że nie miałam
                          luksusów"

                          A może to właśnie wynika z tego z jakiego domu się pochodzi... U mnie w domu
                          nigdy nie było więcej niż 1500 na 3 osoby - ale jakoś nie pamietam, zebym
                          chodziła głodna czy w podartych ciuchach.

                          "Ja myślę ze macie mało, na jakiekolwiek warunki."

                          To źle myślisz. Bo warunki mamy dobre. Tak jak pisałam - wynajmujemy 3 pokojowe
                          mieszkanie chociaż wcale w sumie nie musieliśmy się wyprowadzać od teściów.

                          "to za mało dla normalnego życia rodziny"

                          Gdybym miała więcej, to nie szłoby to na normalne- jak to nazwałaś - życie
                          rodziny - tylko na oszczędności, bądź jakieś zachcianki.

                          "Za 1800 utrzymałabym się tylko sama i pewnie by
                          > mi nie starczyło".

                          Gdyby się postarać to i 5 000 mogłoby na jedną osobę nie starczyćsmile

                          Pozdrawiam.


                          P.S.
                          Moi teściowie mając w sumie 2500 i 3 synów wybudowali 3 piętrowy dom.
                          • 18_lipcowa Re: Nie zgadzam się!!! 11.10.05, 09:33
                            Tak czy siak macie mało. Nieprzewidziana sytuacja i leżycie.
                            • 18_lipcowa Re: Nie zgadzam się!!! 11.10.05, 09:48
                              Bo to mniej więcej tak jakbyśmy mieli się utrzymywać, z rodzicami i bratem z
                              pensji mojej matki 1500 zł. No dobra dodajmy do tego wyimaginowany zasiłek ojca
                              300 zł.

                              700 zł mieszkanie
                              80 zł telefon
                              zostaje
                              jakieś 1000 zł.
                              środki czystości 200 zł
                              jedzenie 500 zł
                              zostaje 300 zł - ja jedną parę dobrych butów.
                              A gdzie leczenie, paliwo do auta, jakieś nieprzewidziane sytuacje, leki,
                              ubranie, nie mówię o wariacji ale np. dobre buty na zimę dla 4 osób? kurtki?
                              Na głupie bilety do szkoły i pracy, na ksiązki, zeszyty, wycieczki szkolne.

                              Bez kitu kamikadze jak ktoś zyje za 1800 i mowi że to nie jest mało.
                              • mika2 No dobra - policzę jak 11.10.05, 13:26
                                390 czynsz
                                300 odstepne
                                100 gaz co 2-gi m-c
                                50 telefony
                                230 kredyt
                                160 kredyt
                                150 bliety m-czne
                                70 środki czystości
                                500 jedzenie

                                suma: 1950

                                mamy 2300 - więc 350 zostaje na ubranie i zachcianki

                                nie chorujemy - może 2 razy do roku

                                auta nie mamy

                                a butów nie kupujemy po 300zł - takie do 100zł w zupełności nam wystarczają
                                ciuchów też mase nam nie potrzeba - nie wymieniam co roku szafy
                                może nie jesteśmy top trendy, modzi itpo. - ALE JESTEŚMY SZCZĘŚLIWI !!!
                            • mika2 Re: Nie zgadzam się!!! 11.10.05, 13:17
                              Każdemu może się zdarzyć nieprzewidziana sytuacja, który go rozłoży na łopatki -
                              różne rzeczy się przecież zdarzają...
                              Jakby tak myśleć, to ludzie nie podejmowaliby żadnych działań, bo by się bali.
                              My się nie boimy i jak na razie - jest super!
              • triss_merigold6 Re: Nie zgadzam się!!! 10.10.05, 17:56
                O jakiej super kasie mówisz?! Super kasa to poziom zycia zamożnego
                szwajcarskiego rentiera. Ja myslę o standardzie średnio przyzwoitym i wychodzi
                mi, że na dwójkę dzieci (+ spłata kredytu za nowe mieszkanie, bo musielibysmy
                zmienić) potrzebne by było ok. 5 tys dochodu miesięcznie.
                • 18_lipcowa Re: Nie zgadzam się!!! 10.10.05, 17:59
                  Ja nie wiem ze niektórym cięzko zrozumieć ze inni ludzie nie chcą zyć od 1
                  do1 , wegetowac, kupować w najtanszych marketach i nie mieć na przyjemności dla
                  siebie byleby tylko sie rozmnożyć.
                  • mika2 oj, lipiec... 10.10.05, 18:27
                    tu nie chodzi o rozmnażanie...
                    Nie żyję od 1 do 1 - nie wegetuję - starcza mi na przyjemności i nie kupuje w
                    marketach, bo mam za dalekosmile A poza tym szkoda mi czasu na markety.
                    Mam swoje ulubine POLSKIE sklepiki i tam kupuję.
    • redudek 18 lipcowa? 10.10.05, 16:53
      18 lipcowa ty chyba pomyliłaś forum?
      Nie powinnaś się udzielać na nastolatkach albo na kobietach?
      Dla mnie jesteś rozpieszczoną i nadętą dziewczynąsmile
      Czytałam twoje posty na forach i wszędzie "wyżej sr... niż d... masz"
      pozdrawiamsmile
      • 18_lipcowa Re: 18 lipcowa? 10.10.05, 17:36
        redudek napisała:

        > 18 lipcowa ty chyba pomyliłaś forum?
        > Nie powinnaś się udzielać na nastolatkach albo na kobietach?
        > Dla mnie jesteś rozpieszczoną i nadętą dziewczynąsmile
        > Czytałam twoje posty na forach i wszędzie "wyżej sr... niż d... masz"
        > pozdrawiamsmile


        Dlaczego? Dlatego że mam wygodne życie i że je lubię i że jeszcze jestem przed
        wszyskimi wyborami życiowymi. Zazdrościsz mi
    • g0sik Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 16:55
      >W Warszawie są stawki 10zł/h czyli w naszym wypadku -
      >10 zł razy 11 h razy 20 dni = 2200 zł.


      Nie przesadzaj! Mam bardzo wielu znajomych którzy zatrudniają opiekunki i
      płacą im za ok 10 h dziennie od 1 000-1 300 zł miesięcznie. Nietrudno znaleźć
      opiekunkę za 1000 zł. Sama przez 1,5 roku zatrudniałam opiekunkę której
      płaciliśmy 1100 zł. Nie opowiadaj więc głupot!!!
      • ania.silenter G0sik 11.10.05, 09:43
        g0sik napisała:

        > >W Warszawie są stawki 10zł/h czyli w naszym wypadku -
        > >10 zł razy 11 h razy 20 dni = 2200 zł.
        >
        >
        > Nie przesadzaj! Mam bardzo wielu znajomych którzy zatrudniają opiekunki i
        > płacą im za ok 10 h dziennie od 1 000-1 300 zł miesięcznie. Nietrudno znaleźć
        > opiekunkę za 1000 zł. Sama przez 1,5 roku zatrudniałam opiekunkę której
        > płaciliśmy 1100 zł.

        Miałaś szczęście. U nas obecna opiekunka (nie z Warszawy tylko z Radzymina,
        gdzie mieszkamy) początkowo również zarządała 10h/godz- spuściła z tonu, kiedy
        powiedziałam jej, że nie dostanie więcej niż 1000 zł. A WSZYSTKIE panie w
        Warszawie, które przewinęły się przez nasz dom - rządały 9 - 10zł/h. A
        śmierdziały papierosami na kilometr i ogólnie prezentowały żenujący poziomsad.

        >Nie opowiadaj więc głupot!!!

        Czy uczono Cię w domu kulturalnej wymiany zdań? Niajwidoczniej nie - współczuję
        braku kultury
        mimo to pozdrawiam
        • g0sik Re: G0sik 11.10.05, 10:09
          O zarobkach opiekunek w Warszawie krążą mity podsycane przez takie matki jak
          Ty! I nie masz mi czego współczuć mam się świetnietongue_out
          • ania.silenter Re: G0sik 11.10.05, 10:21
            g0sik napisała:

            > O zarobkach opiekunek w Warszawie krążą mity podsycane przez takie matki jak
            > Ty!

            Czyli jakie??

            I nie masz mi czego współczuć mam się świetnietongue_out

            Cieszę się Twoim dobrym samopoczuciemsmile.
            pozdrawiam
    • wegatka Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 16:59
      Ja, będąc w takiej sytuacji, niezdecydowałabym się na drugie dziecko. Policz
      sobie wszystkie stałe wydatki i zobacz ile zostaje. Jeśli mieszkanie jest
      wynajęte, to podejrzewam, że połowę dochodu przeznaczacie na opłaty. Jak są w
      domu małe dzieci, trzeba mieć również w zanadrzu jakąś kasę (i czasami wcale
      niemałą) na lekarstwa - jak jest dwoje, to dwa razy więcej. Pewnych wydatków
      czasami nie da się wcześniej przewidzieć i można się potem nieźle zdziwić, jak w
      połowie miesiąca forsy zabraknie.
      Pragnienia pragnieniami, ale rozsądek jest w tym momencie ważniejszy.
      • redudek Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 17:19
        Mamoagatki ,moja rodzina też nie ma kokosów,czasami jest bardzo ciężko,mąż
        pracuje całymi dniami żeby utrzymać naszą 5-osobową rodzinę.
        U mnie różnica między moimi synami to 3lata(mój najstarszy syn był szybko
        samodzielny,sam poszedł do wc,sam zjadał itp)więc zdecydowaliśmy się na drugie
        dziecko,póżniej urodziła się nam córka która ma teraz 14mies(synowie mają
        teraz13 i 10lat)Jeżeli czujesz się na siłach że podołasz dwójce
        maluchów,chociaż ja bym poczekała jak mała by skończyła 2 lata żeby wyrosła już
        z pieluch(będzie miała większą świadomosć starszej siostry)
        A pieniądze rzecz nabyta,a na dziecko czasami może być za póżno
        Pozdrawiam serdeczniesmile)
        acha!
        wydaje mi się że dzieci jedynaki są w pewnym sensie samotnymi ludzmi,
        • 18_lipcowa Re: czy dam sobie radę?? 10.10.05, 17:39

          > A pieniądze rzecz nabyta,a na dziecko czasami może być za póżno

          Egoistyczne podejście.
          Tym bardziej że już jedno dziecko ma, więc uczucia macierzyńskie w jakimś
          stopniu zaspokojone.Pieniądze rzecz nabyta ale sorry ja nie potrafiłabym odjąć
          sobie od ust aby dać dzieciom więc wole ich nie miec, bo wiem ż emnie nie stać.

          > Pozdrawiam serdeczniesmile)
          > acha!
          > wydaje mi się że dzieci jedynaki są w pewnym sensie samotnymi ludzmi,
          • redudek 18lipcowa 10.10.05, 17:49
            To smutne co piszesz ,skoro uważasz że nie stać cię na dziecko a może w
            przyszłości też nie będzie stać ,to smutne życie ci się zapowiada takie
            puste,tylko z kawą,jedzeniem i dobrymi kosmetykami.
            Ja jestem wstanie odjąć sobie od ust aby dać dziecku,nie jestem wtedy ja ważna
            bo najważniejsze jest dziecko i mogę mu dać największy skarb w życiu moją
            miłość i kochającą rodzinę.
            Współczuję ci,ale może jeszcze dorośniesz i zrozumiesz że nie zawsze ilość
            pieniędzy jest najważniejsza.
            • 18_lipcowa Re: 18lipcowa 10.10.05, 17:53
              redudek napisała:

              > To smutne co piszesz ,skoro uważasz że nie stać cię na dziecko a może w
              > przyszłości też nie będzie stać ,to smutne życie ci się zapowiada takie
              > puste,tylko z kawą,jedzeniem i dobrymi kosmetykami.

              Nie tylko. Przecież są ludzie, rodzina, przyjaciele, mąż. Ja pisałam o
              materialnych sprawach.

              > Ja jestem wstanie odjąć sobie od ust aby dać dziecku,nie jestem wtedy ja
              ważna
              > bo najważniejsze jest dziecko i mogę mu dać największy skarb w życiu moją
              > miłość i kochającą rodzinę.


              No a ja nie jestem.Nie jestem matką polką, jestem egoistką, a z drugiej strony
              jestem rozsądna, a rozsądek nakazuje mi czekać az bede miała lepszą sytuację.

              > Współczuję ci,ale może jeszcze dorośniesz i zrozumiesz że nie zawsze ilość
              > pieniędzy jest najważniejsza.

              Jest ważna. Jak chce sie wychować dziecko i dać mu wszystko to trzeba mieć
              pieniądze.
              • malila Re: 18lipcowa 10.10.05, 18:01
                Ale dziecko wcale nie potrzebuje wszystkiego. Powiedziałabym nawet, że dawanie
                mu wszystkiego to nienajlepsza strategia.
                • 18_lipcowa Re: 18lipcowa 10.10.05, 18:04
                  Zależy czym jest wszystko.
                  Dla mnie to życie na normalnym poziomie czyli porządne ubranie, porządne
                  jedzenie,prywatny lekarz, komputer, rower, wycieczki, kursy,potem studia -
                  wiesz że to nie jest WSZYSTKO tylko wg mnie NORMA, czyli jakieś tam MINIMUM.
                  • malila Re: 18lipcowa 10.10.05, 18:22
                    Bo ja wiem, czy to faktycznie minimum? Jak zaczynałam karierę matki, nie stać
                    mnie było na prywatnych lekarzy. Dla mnie tym minimum był jakiś własny kąt,
                    jedzenie i ubranie. I komputer jako narzędzie pracy. Komputer był prosty. Teraz
                    jest z jakimiś bajerami, a ja muszę wykazywać się bardzo silną wolą, zeby
                    ograniczyć dzieciakom dostęp do dwóch razy w tygodniu. Na rower można coś
                    wysupłać, bez markowego da się żyć. A do studiów to jeszcze tyle czasu, że
                    można dziesięć razy zbankrutować, tyle samo założyć nową firmę i jeszcze może
                    uda się wygrać w środę albo w sobotę tyle, żeby nam to wszystko lottołowink)
                    IMO nie warto aż tak precyzyjnie ustalać minimum, żeby nie bać się potem, co to
                    będzie, jak się straci. Tym bardziej, że człowiek jest istotą bardzo elastyczną
                    i daje sobie szczęśliwie radę w bardzo różnych warunkach. To tak jak w tym
                    dowcipie o rybaku, co się cały dzień wylegiwał łowiąc ryby. A na propozycję,
                    żeby to sprzedać, tamto kupić, tu przyśpieszyć, tam zyski zainwestować, po to,
                    żeby jak już zarobi, mógł się rozkoszować lenistwem, zapytał, a co ja teraz
                    robię?
                    • 18_lipcowa Re: 18lipcowa 10.10.05, 19:51
                      Za nerwowa jestem jak na nieprzewidywalne sytuacje typu bankructwo.
                      • malila Re: 18lipcowa 11.10.05, 09:42
                        No, niestety, jeśli chce się mieć dzieci, to trzeba brać to pod uwagę. I to
                        bardziej niż się wydaje. Wśród moich znajomych to naprawdę nierzadka sytauacja,
                        że traci się pracę i przez kilka dobrych miesięcy nie można jej znaleźć, że
                        znajduje się sporo mniej płatną i wtedy trzeba mocno poobcinać wydatki. Że
                        przydarza się poważna choroba albo wypadek wykluczające na jakiś czas z rynku
                        pracy. Życie przebija pod tym względem filmy.
    • zona_wojtka A jakie zdanie ma twój mąż? 10.10.05, 17:42

      • 18_lipcowa Re: A jakie zdanie ma twój mąż? 10.10.05, 17:46
        A jakie może mieć zdanie facet zapierdzielający do 19-20 plus fuchy?
        Dla niego oznacza to jeszcze większe zapierdzielanie.
    • redudek 18 lipcowa 10.10.05, 18:07
      Moja znajoma się bardzo zapierała ze jeszcze nie będzie mieć dzieci a tu trach
      i wpadli ale ciąze poroniła,leczyła się,poraniała kilkakrotnie i leczyła,zeszło
      się jej chyba 9 lat zanim donosiła ciaże i urodziła zdrowe dziecko.Po tej
      pierwszej wpadce dziękowała Bogu bo straciła tyle lat na leczenie,gdyby okazało
      się dopiero teraz że ma takie problemy z donoszeniem ciązy to pewnie nie
      miałaby jeszcze dziecka.Aż by się zestarzała,teraz myśli o następnym ale boi
      się przez to samo przechodzić a i najmłodsza już też nie jest,ale pewnie
      spróbuje.
      • 18_lipcowa Re: 18 lipcowa 10.10.05, 18:10
        Nie każdy chce tak jak Twoja znajoma. Zrozum że są ludzie którzy nie żałują
        swoich wyborów, ani tego że się zdecydowali ani tego że się nie zdecydowali na
        dziecko ,tak samo jak są tacy którzy żałują.
        Opowiastki o koleżance mnie nie ruszają, dziękowanie bogu też nie.
        Jak mi odbije na dziecko - co jest średnio możliwe, ale nie wykluczam, nie uda
        mi się zajść w ciążę jestem gotowa zaadoptować dziecko.
        • redudek Re: 18 lipcowa 10.10.05, 18:15
          Procedura adopcyjna jest trochę skomplikowana,podstarzałym rodzicom nie dają
          dzieci.
          Dlaczego udzielasz się na tym forum,nie rozumiem ciebie?
          pozdrawiamsmile
          • 18_lipcowa Re: 18 lipcowa 10.10.05, 19:50
            redudek napisała:

            > Procedura adopcyjna jest trochę skomplikowana,podstarzałym rodzicom nie dają
            > dzieci.

            Ale ja nie jestem podstarzała i jeszcze długo nie będę.

            > Dlaczego udzielasz się na tym forum,nie rozumiem ciebie?
            > pozdrawiamsmile
    • mamaagatki Re: dp chloe30 bis 11.10.05, 00:40
      chyba zartujesz chloe. dlaczego to niby miałabym zmieniac nicka?? ja sie
      swojego nie wstydze i w przeciwienstwie do niektorych tu osob nikogo nie
      urazilam. mam wazniejsze zajecia niz sleczenie na forum

      to ja
      mamaagatki
    • redudek Re: czy dam sobie radę?? 11.10.05, 10:18
      Niestety w naszym kraju ciężko jest o pracę za godziwe pieniądze.
      Skąd wiesz 18lipcowa że jak ty podejmiesz decyzję o posiadaniu dziecka bo
      będziesz uważać że cię na nie stać i jak już będziesz je miała ,że za kilka lat
      nie stracisz pracy ,różne sytuacje się w życiu zdarzają.Co wtedy powiesz
      dziecku,że jak było planowane to miałaś full kasy a teraz będziemy klepać biede?
      Będziesz musiała żyć za to co będziesz mieć.
      A ktoś kto teraz nie ma kasy a ma kilkoro dzieci,trafi np.w totolotka...
      Pieniądze rzecz nabyta i ulotna.
      • 18_lipcowa Re: czy dam sobie radę?? 11.10.05, 10:26
        Tak zgadzam się. Ale co innego jest miec pieniadze i świadomie zdeycydować sie
        na dziecko a potem nagle klepać biedę. A co innego już klepać biedę albo żyć
        średnio , mieć juz jedno dziecko, wynajęte mieszkanie i decydować się na
        drugie, prawda?
        • redudek Re: czy dam sobie radę?? 11.10.05, 10:39
          niestety nie zgadzam się z tobą.Myślę że dla kogoś kto zawsze miał pieniądze i
          nagle musi klepać biedę jest duuużo trudniejsze niż na odwrót.
          Ja nie mam dużo kasy a też świadomie zdecydowałam się na dzieci.
          Nie chodzimy głodni ani obdarci.
          • 18_lipcowa Re: czy dam sobie radę?? 11.10.05, 11:04
            redudek napisała:

            > niestety nie zgadzam się z tobą.Myślę że dla kogoś kto zawsze miał pieniądze
            i
            > nagle musi klepać biedę jest duuużo trudniejsze niż na odwrót.
            > Ja nie mam dużo kasy a też świadomie zdecydowałam się na dzieci.
            > Nie chodzimy głodni ani obdarci.


            A ja bym się nie zdecydowała.
    • mika2 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 13.10.05, 21:26
      kobieta.interia.pl/rodzina/dziecko/news?inf=632299
Inne wątki na temat:
Pełna wersja