monia342
11.10.05, 12:22
mam serdecznie dość, mojego męża, wczoraj wrócił od kolegi o 22,00 po dwóch
moich telefonach, z pretensjami "co ja od niego chcę". Po kolei: wyjechał po
mnie do pracy i mi mówi, że jedzie do kolegi, więc stwiedziłam oki, ale weź
nas ze sobą i pójdziemy do mojej mamy z cóóreczką a ty pojedziesz do kolegi,
bo nie miałam ochoty siedzieć w domu sama, a on, że nie, bo zaraz będę za nim
dzwoić, żeby jechać bo mała śpiąca itp. Więc oki nie nalegałam, pojechał
około 17, o 21.20 wysłałam mu sms, nic, za pół godziny zadzwoniłam, on że już
jedzie i guzik prawda, wcale nie jechał. Ja mam dom na głowie i dzieciaka,
nigdzie nie wychodzę ani sama ani z nim, bo twierdzi, że jest zmęczony po
całym tygodniu i chce posiedzieć i odpocząć, ale do kolegów jakoś siły ma,
przeryczałam pół nocy i powiedziałam mu, że największy błąd jaki popełniłam
to ślub z nim, nic nas już nie łączy, kompletnie nic, na małą tylko krzyczy,
ciągle mówi, że ma jej dość, a prawdę mówiąc wogóle się nią nie zajmuje, bo
nigy nie ma czasu. narzeka, że ma dość takiego życia, że uwiązany, z pracy do
roboty i tak w kółko, biedaczek, jak nie komputer to ryby, koledzy, ja mam
serdecznie dość, gdyby nie dziecko odeszłabym od niego.