Dodaj do ulubionych

Porzucona "kura domowa" i co teraz!?

30.10.05, 22:43
Sprawa przedstawia się następująco- moja kuzynka, osoba wykształcona, po
skończonym doktoracie z nauk ekonomicznych, tłumacz przysięgły z języka
angielskiego , lat 38, obecnie w 6 mcu 3 ciąży. Pracowała zawodowo przez 1
rok, potem za namową męża i zgodnie z własnymi pragnieniami została w domu z
dziećmi. Oprócz korepetycji i dorywczych tłumaczeń(nieżle zarabia na nich ale
wcale nie opłaca składek emerytalnych- pieniądze pożytkują na dzieci lub
hobby męża) przez ten cały czas nigdzie nie pracowała- zero zabezpioeczenia na
przyszłość. No i właśnie. Mąż chce od niej odejść- wczoraj , zupełnie
nieświadomej, zakomunikował tę nowinę! Ania nocowała u mnie, obydwie
ryczałyśmy przez pół nocy. Ale do sedna- prawie 40 lat, , prawie wcale
udokumentowanej praktyki zawodowej, dom w którym mieszkają jest matki męża,
zaraz będzie 3 dzieci. Ktoś powie sama jest sobie winna- trzeba było więcej
myślec o przyszłości- tak przynajmniej twierdzi moja przyjaciółka! Ale czy
naprawdę?! Dodam jeszcze,że ten obłudnik jest aktywnym kataolikiem i
szafarzem!!!!Piszę to w dużych emocjach , pewnie nieskładnie ale musiałam się
jakoś wyżalić, zawsze patrzyłam na nich jak na wizytówkę szczęśliwej rodziny-
SAMA TAK CHCIAŁAM i przymierzałam się do takiego modelu rodziny, w chwili
obecnej przeszło mi całkowicie. Wiem, że Ania sobie jakoś poradzi w końcu,
jest jeszcze w pełni sił, inteligentna z wykształceniem - ale jakie to
wszystko będzie ciężkie.
Obserwuj wątek
    • berecik7 Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 30.10.05, 22:47
      W tej sytuacji powinna jak najszybciej założyć sprawę o alimenty na dzieci i na
      siebie, na pewno jej przysługują, skoro nigdzie nie pracowała, tylko zajmowała
      się domem. Jeśli jest zameldowana w tym domu, to też nie mogą jej wyrzucić.
      Musi walczyć, to będzie utrudnione w tym stanie, ale musi. Dla siebie i dzieci.
      Dobrze, że ma wykształcenie i umiejętności. Da sobie radę na pewno.
      • agrest9 Re: ALIMENTY NA SIEBIE I DZIECI 31.10.05, 08:44
        Pracowała w domu i alimenty na nią(do końca życia) mąż bedzie płacił,wystarczy
        tylko wnieść sprawę do sądu (niech zbiera kwity na niego -dokumenty
        poświadczajace ile zarabia),natomiast na dzieci bedzie dotąd płacił dopóki nie
        ukończą szkół (studia)
    • anna-pia Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 30.10.05, 22:51
      Tłumacz przysięgły z angielskiego z takim wykształceniem będzie przebierać w
      ofertach (jestem tłumaczem, wiem). Na razie - alimenty na siebie i dzieci, i to
      solidne.
      Jeśli matka jej męża jest sensowna, niech z nią pogada.
    • magdalenamk Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 30.10.05, 22:53
      Nie wiem na czym to polega, ale w swoim otoczeniu zauważyłam pewną
      prawidlowość. Mianowicie mam 3 sąsiadki, tzw. kury domowe. Zajmowały się
      dziecmi, domem, jedna z nich nawet dorabiała uczac angielskiego, zawodowo nie
      pracowały. Wszystkie 3 zostały porzucone pzrez męża. Odeszli do pań pracujących
      zawodowo. Myślę, ze kobieta, która nie pracuje zawodwo jest poprostu mniej
      intersująca,szybciej się starzeje i mąż nie musi o nią wcale zabiegać, ot taki
      garkotłuk i zawsze czeka z obiadem. Większosc kobiet domowych nie ma włąśnego
      świata, maja tylko dom i dzieci, żyją życiem domu i życiem męża, a oni
      zaczynaja się poprostu nimi nudzić.
      • anna-pia Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 30.10.05, 23:04
        Generalnie masz rację, ale jaka to "kura domowa" robi doktorat i ma uprawnienia
        tłumacza przysięgłego?
        A poza tym, jeszcze jedno: jeśli facet jest szafarzem, poszłabym (na miejscu
        jego żony) do parafii z informacją, że ma zamiar porzucić żonę. Tego mu raczej
        nie odpuszczą.
        • panijoasia Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 31.10.05, 00:15
          Ja też jej to radziłam - ba sama nawet chciałam iść i powiedzieć księdzu
          chociażby. Ania mnie jednak zaklina ,żeby tego nie robić- wstydzi się tego
          ogromnie. Prawda jest też taka, że ona strasznie się szczyciła tym, że mają taką
          swietną katolicką rodzinę- wszystko "po bożemu", a tu taki cios. Uważam ,że była
          naprawdę niezłą zoną. Rozmawiałam przed chwilą z moim bratem, on stwierdził- no
          ale ona taka roztyta(bez przesady!!!!)i juz starszawa. Litości, wprawdzie mój
          brat to 26 letni chłopak - ale takie teksty!Jak tu ufaćmężowi, skoro oni chyba
          prawie wszyscy tak myślą (mam naiwną nadzieję że moj maż jest inny- zobaczymy za
          kilka lat)Po prostu ryczeć się chce. Nie trafia do mnie absolutnie tłumaczenie o
          tym, iż mężczyzna czasem myśli d...- bo to też już usłyszałam - od samej Ani,
          która się jeszcze zastanawia czy może się wszystko odmieni na lepsze. Ania
          mówi,że w jej przypadku najgorsze oprócz zranienia duszy jest jeszcze
          upokorzenie i wstyd przed ludżmi.
          Tak jak pisała anna-pia, rzeczywiście z pracą dla tłumaczy nie jest źle- na całe
          szczęscie. Teściowa Ani, jest super kobieta- naprawdę, kocha wnuki i Anię. Tylko
          tak szkoda tych lat i pięknego uczucia. Pamiętam jak jeszcze za moich czasów w
          duszpasterstwie akademickim oboje prowadzili rewelacyjne seminaria dla
          zakochanych. Swiat się konczy.Mam przeogromnego doła.
          • znajoma5 Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 31.10.05, 15:37
            Zastanowiła bym się nad tym dlaczego ten facet Ani odchodzi, czy to przypadkiem
            nie wina też po części zony, która z biegiem czasu zapomniała o tym co było i
            łączyło ich przed ślubem?. Waiadomo, że poślubie , a jak są dzieci to świat się
            zmienia. Wina zawsze leży po dwóch stronach. Należy szukac przyczyn i je
            naprawiać. Argument, że to katolicka rodzina nic nie ma do rzeczy. Napewno jest
            wiele niekatolickich rodzin i o wiele bardziej się kochaja i szanują niż te na
            pozór katolickie i przykładne. Naprzykład mój mąż twiedziu, że podrywa babki
            sobie na internecie, a ja wiem że tylko tak mówi żeby wywołać u mnie efekt
            zazdrości. Moja dobra przyjaciólka dała mi taka poradę, że może powinam sobie
            przemyśleć czy ostatnio go nie zaniedbałam w różny sposób, może nie kocham go
            już tak jak kiedyś, a przez to nie mówie miłych żeczy nie pochwalę za byle co.
            Muszę się nad tym zastanowić i innym też radzę zróbcie rachunek sumienia. Mój
            mąż też penie powinien sobie taki rachunek zrobić bo nie jest świętoszkiem i
            bardzo się zmienił. Na pewno te zmiany nie przyjda od razu i trzeba bedzie
            troche czasu poświęcić ale myślę, ze warto to zrobić. Coś pięknego kiedyś nas
            łączyło, że zdecydowaliśmy się być razem więc fundament jakiś jest tylko teraz
            trzeba odbudować resztę. Osobiście znam pare która przed ślubem znała sie 3
            lata i kochali się do szaleństwa, a obecnie z ich miłości nie wiele zostało.
            Wydaje się nam, że jeżeli kochaliśmy i byliśmy kochani to tak bedzie zawsze ,
            nic bardziej mylnego. Zycie płata takie figle i łatwo sie w tym wszystkim
            pogóbić i zatracić, a kiedy się budzimy to okazuje sie, ze nie wiele juz zostało
            do uratowania. Wieżę jednak że z każdej sytuacji jest wyjście i przy odrobinie
            dobrej woli można się znowu pokochać, może nie tak samo jak przed, ale miłość ma
            różne oblicza i te mniej i bardziej dojrzałe. Pozdrawiam szczególnie paniąjoasię.
          • gruba-buba Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 02.11.05, 17:51
            W tej sytuacji "wstyd przed ludźmi" jest bardzo złym doradcą. Wstydzić to się
            może mąż, ale nie ona. No chyba, że ma coś za skórą wink. Na pewno mąż liczy na
            to, że jego lojalna i wierna, jak pies żona, będzie chciała wszystko utrzymać w
            tajemnicy, no bo co ludzie powiedzą. Olać takich ludzi, oprócz plotek niczego
            konstruktywnego nie wnoszą do sprawy. W niczym nie pomogą, więc co się
            takim "ciemnogrodem" przejmować? Trzeba walczyć o przyszłość swoją (!) i
            dzieci. Jeżeli ona się ustawi (chodzi mi tu o sytuację materialną i tę
            psychiczną również), to dzieciom przy niej krzywdy nie będzie, no i musi
            pamiętać, że dzieci kiedyś odejdą i znów zostanie sama. Ważne, że ma wsparcie.
        • wieczna-gosia Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 31.10.05, 00:30
          > Generalnie masz rację, ale jaka to "kura domowa" robi doktorat i ma uprawnienia
          >
          > tłumacza przysięgłego?

          dokladnie. Poza tym, nie da sie ukryc ze mezczyzni odchodza od kobiet aktywnych
          zawodowo do kobiet aktywnych zawodowo, albo nie.

          Moim zdaniem czlowiekowi o nieciekawym wnetrzu praca zawodowa nie pomoze. Tak
          jak niepracujacej ciekawej swiata brak tej pracy nie zaszkodzi.

          Ostatnio zreszta mam wysyp rozwodow z paniami, o ktorych powiedzialabym wszystko
          tylko nie to ze sa nudne. Ich mezowie za to sa (ale moze to moja zlosliwosc...)
    • dominika8 Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 31.10.05, 08:31
      też myślę, że z jej wykształceniem nie będzie mieć problemu z pracą-może
      załorzyć szkołę językową, czy coś innego
      Moja Mama zawsze mnie przed takimi sytuacjami ostrzegała. Nigdy nie wiadomo,
      jak się życie potoczy. Przecież jak wychodzimy za mąż jesteśmy pełne wiary, że
      to do końca życia...a potem jest różnie. Gorzej mają dziewczyny, które nic nie
      ukończyły, są np po maturze i tyle...
      Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, jestem akurat osobą, która nie umie
      wysiedzieć w domu, więc mi to raczej nie grozi, ale bardzo współczuję.
      Oglądałam niedawno w TVN Style program, gdzie były kobiety ,,domowe", i one
      były bardzo pewne, że ich nic takiego nigdy nie spotka-podziwiam optymizm
      • allija Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 31.10.05, 11:03
        Kolezanke w pracy zostawił mąż po 14 latach spokojnego, w miarę szczęśliwego
        życia. Widocznie dla niego było za spokojne. Powiedział jej, że się zakochał.
        Po prostu, najwyraźniej ona, wg niego, powinna to zrozumieć.
        Dzieciom powiedział na dobranoc to samo "tata się zakochał i juz z wami nie
        będzie". Młodszy syn /5 lat/ ryczał całą noc a starszy 13-latek zamknął się w
        sobie. A teściowa, ukochana babcia, od tamtej pory właściwie nie chciała
        widzieć wnuków. Zakochała się w nowej wnuczce, która wkrótce przyszła na świat
        w nowym związku jej syna.
        Ja tam chłopom za grosz nie wierzę. Oni myślą nie głową tylko ...
        U mnie w pracy jest więcej facetów niż kobiet i widzę jak się zachowują. Kiedy
        tylko pojawi sie okazja żaden nie odpuści. Dla jednego to może być tylko wybryk
        a drugi odejdzie od żony. Ale żaden sobie nie odmówi.
        • wieczna-gosia Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 31.10.05, 11:25
          U mnie w pracy sa prawie wylacznie faceci. I mam zupelnie inne spostrzezenia.
          Wolnych facetow ( w znaczeniu nie w zwiazku) jest zawsze sporo i ci sobie
          uzywaja. Ale faceci w zwiazkach nie widze zeby sie puszczali na lewo i prawo. A
          ze wyjazdow mamy sporo to duzo sie o ludziach wie.

          W innym watku jest o staropanienstwie- ze to stan umyslu. Mysle ze to samo jest
          z byciem w domu. Bo ile z was zna takie sytuacje ze kobiete pracujaca po 40
          zwolnili. I ona nic sobie nie moze znalesc "bo nic nie umie"? Czym to sie rozni
          od kobiety bedacej w domu, ktora zostawia maz? Strata obiektywnie jest
          oczywiscie wieksza, natomast sprawa polega na poradzeniu sobie. Kobiety
          wystepujace w TVN Style moim zdaniem byly na tyle rozbudowanymi osobowosciami ze
          sobie poradza.
    • faceeet To tylko potwierdza moja teorie. 31.10.05, 11:32
      1) Siedziec z dzieckiem/dziecmi to mozna ale max 6 miesiecy po urodzeniu a
      potem powinno sie isc do pracy.Chociazby na pol etatu. A rzekome "dobro" dzieci
      oraz wlasne pragnienia powinno sie umiescic tam gdzie ich miejsce... w
      mitologii.
      2) Dziwie sie takim ludziom jak opisana kobieta. Z doktoratem z ekonomii mogla
      pracowac chociaz na pol etatu na uczelni, albo nawet jako nauczycielka w Liceum
      o profilu ekonomicznym. I wszystko by miala.
      3) I wcale jej nie zaluje. Darwin sie klania...
      4) I nie ma znaczenia ze zwalimy dzis wine na meza. To nie ma zadnego
      znaczenia. Bo przeciez gdyby dzis zginal w wypadku samochodowym byloby jeszcze
      gorzej!!! A tak przynajmiej beda alimenty.

      Pytanie do administratora. Czy jesli skopiuje sobie linki do tych wszystkich
      watkow, zeby za 2-3 lata pokazac swojej ewentualnej wybrance to one jeszcze tu
      beda?
      Bo sposob myslenia niektorych kobiet bardzo mnie zalamuje. Mam nadzieje ze nie
      trafie na taka, ale w razie czego chcialbym jakies konkretne argumenty podac
      czemu chce zeby bylo tak i tak. Chociaz wiem ze do kobiet to argumenty srednio
      trafiaja... sad
      • 18_lipcowa Re: To tylko potwierdza moja teorie. 31.10.05, 11:36
        Faceeet a to nie lepiej od razu poszukać takiej która bez pracy zyc nie moze i
        byc pewnym ze nie stanie się kurą domową? Serio pytam. Bez ironii.
        Musisz bardzo uważać jesli chcesz sie wiazac i sie Ci nie dziwie, bo tez by mi
        sie srednio usmiechalo placic alimenty na zdrową dorosłą babę za to tylko że
        żoną była.

        Kiedys czytałam tutaj że mąz to powinien załozyc niepracującej żonie fundusz
        emerytalny i jeszcze na niego zapracowac. Haha!!!Zabawne.

        A takie to proste przeciez, wystarczy pracowac, miec jakies swoje
        zabezpieczenie...
        • faceeet Ale lipcowa... 31.10.05, 11:50
          Zasada jest prosta. Faceci znajduja sobie kobiete i licza ze ona sie im nie
          zmieni za bardzo - glownie jesli chodzi o zmiany charakteru. Ale ja juz wiem ze
          nie ma tak dobrze smile. Zawsze jest zagrozenie, ze spotkam jakas psychopatke,
          ktora bedzie normalna... ale tylko do slubu albo 1 dziecka tongue_out...
          • 18_lipcowa Re: Ale lipcowa... 31.10.05, 11:54
            Prawda. Nigdy nie wiesz co się okaze po slubie i dziecku.
            Mozesz umowę spisac że nie bedziesz musiał pracować na fundusz emerytalny kury
            domowej? Swoja droga to przerażające. Siedzenie w domu to naprawde rzecz
            masakryczna.

            Ja mam w odwrotną stronę, wiele obaw - wiec rozumiem Twoje.
            • kalina_p ech, dzieci, dzieci... 31.10.05, 14:28
              aleście sie dobrali, hehehe...
              • 18_lipcowa Re: ech, dzieci, dzieci... 01.11.05, 09:35
                nie wiedziałaś, że swój do swego ciągnie?
                to tak apropos świetoszkowatych moderatorek o wypaczonym poczuciu
                sprawiedliwosci.
        • abosa warto zaznaczyć, że 31.10.05, 12:13
          w tym konkretnym wypadku alimenty dotyczą dzieci;
        • burza4 Re: To tylko potwierdza moja teorie. 02.11.05, 19:22
          18_lipcowa napisała:

          > Kiedys czytałam tutaj że mąz to powinien załozyc niepracującej żonie fundusz
          > emerytalny i jeszcze na niego zapracowac. Haha!!!Zabawne.

          wcale nie musi zakładać - żonie należy się połowa składek emerytalnych męża
          wpłacanych od czasu reformy (mają one być przetransferowane na jej konto
          emerytalne)- warto o tym pamiętać na wypadek rozwodu. Zabawne?
      • ula_max Faceeet, masz... 31.10.05, 17:31
        100 %racji. Dobrze że przeczytałam odpowiedzi zanim sama coś napisałam, bo
        musiałabym ... napisać to samo.
        Ale za takie poglądy ja tu już nieraz porządnie po łbie dostałam.
        Ale tak to jest kobitka wychodzi zamąż i ... wszystko przestaje sie liczyć
        znajomi, praca, własne pasje... a zaczyna mieć znaczenie gorąca zupa po
        powrocie męża do domu i wełniane kapcie. A potem zdziwienie... i wyrywanie
        włosów. Trójka dzieci, mąż - dojna krowa - do czasu jak się okazuje, a ona co?
        głowa w chmurach. Nieszczęścia chodzą po ludziach, a jak się ma dzieci to
        trzeba też myśleć. Zrobiła doktorat, a taki z niej ekonomista jak z koziej ...
        WS każdym razie...powodzenia.
        • wieczna-gosia Ulla a ty nie znasz..... 31.10.05, 20:24
          Takich koebiet co to "szystko przestaje sie liczyć
          > znajomi, praca, własne pasje... a zaczyna mieć znaczenie gorąca zupa po
          > powrocie męża do domu i wełniane kapcie" z takim wyjatkiem, ze jednak pracuje?
          I widac ze w pracy regularnie sie zwija? Bo ja znam kilka takich. I znam kupe
          bab siedzacych w domu, co w pewnym momencie zaczely w domu siedziec jedynie
          teoretycznie, tyle mialy do zalatwienia. Moje wlasne dzieci od zawsze jadly
          obiady w szkole, a maz w pracy, bo ja nie mialam czasu gotowac. Moj maz
          finansowal mi fundusz z wlasnej nieprzymuszonej woli, swego czasu proponowal mi
          tez intercyze zeby tam bylo zapisane w formie procentowerj ile on sie
          zobowiazuje mi placic jesli sie rozstaniemy. Nie skorzystalam.

          ulegacie stereotypom moi drodzy. Praca sprzedawczyny w spozywczaku jest
          szczegolnie rozwijajaca, doprawdy.
          • kalina_p gosiu... 31.10.05, 20:27
            o tym Uli juz kilak osób tu pisało.
            Ula ma poglady niezmienne - każda niepracujaca kucia w garach, hehehe...
            A praca to wg. niej rozwój, satysfakcja itp. Ula nie przyjmuje do wiadomości,
            że różni ludzie maja różne potrzeby i różne sposoby na zyciewink
            • wieczna-gosia Re: gosiu... 01.11.05, 15:32
              wg mnie najwieksza tragedia tej kobiety jest to, ze rozpada jej sie malzenstwo.
              Ulu, powiedz ty mi z reka na sercu- czy gdyby od ciebie odchodzil maz, to czy
              mimo, ze jestes zawodowa, ustawiona, zrealizowana i debesciara smile nie mialabys
              poczuca porazki? tylko eee w dooopie to mam bo mam pensje? Bo dla mnie TO
              wlasnie jest w tym wszystkim najgorsze ze rozpada sie rodzina. Praca to praca
              raz sie ma raz sie nie ma, mozna znalesc mozna stracic. Ojca do dzieci ma sie
              jednego. Fakt ze ojciec moich dzieci nie mieszlaby z nimi napelnialby mnie
              smutkiem. Fakt ze ojciec mych dzieci przelecial laske na boku rowniez. Problemy
              finansowe sa do rozwiazania.

              ja wiem kalina wiem smile
              • ula_max Sączycie 02.11.05, 07:34
                jadem, Klinko i Gosiu.
                Ale rozumiem Waszą postawę. Nie dziwi mnie to.
                Co by było gdyby było? Gdyby mój mąż ode mnie odszedł to byłaby to tylko i
                wyłącznie jego strata. Porażka. Na litość boską! Jaka porażka? Jeden facet na
                świecie. Widzicie tym różnię się od Was, że zawsze potrafię znaleść dobre
                strony w każdej sytuacji. Oprócz tego ze mam pensje, to mam jeszcze poukładane
                w głowie. Pieniądze zawsze były dla mnie środkiem nie celem. DLatego jestem tu
                gdzie jestem. Mniej wściekłości w osądach dziewczyny.
                • kalina_p ula 02.11.05, 12:00
                  ja nie jestem wsciekla, ja sie z Ciebie śmieję, nie zauwazyłaś?
                  Z Twoich kategorycznych osadów, z Twojego podejścia do zycia...
                  Pensja tu nic do rzeczy nie ma. ja pensji nie mam i mam nadzieję,ze nie będe
                  miala tongue_out
                  Bo dzieki temu mam czas być z dzieckiem i robic tysiace fajnych rzeczy.
                  I nie o to chodzi, naprawdewink
                  • ula_max Kalina 02.11.05, 12:16
                    no to teraz rozwaliłaś mnie na łopatki, a ja myślałam że Ty na poważnie! Wiesz
                    przebiłaś w tym momencie swoje "listki i kwiatuszki".
                    ALe twoje podejście do życia jest suuuuuper! Ciekawe co będziesz robić jak
                    Twoje dziecko "pójdzie w świat", pewnie będziesz zyć życiem jej i jej męża. Nie
                    będziesz dziergać na drutach, bo "kuciać w garach" nie bedziesz miała dla kogo.



                    Widzisz ja też się śmieję ... z Ciebie.
                    • kalina_p ula 02.11.05, 13:26
                      a co Ty wiesz o tym, co ja robie?
                      Widzisz, uważam (tego mnie uczona na studiach), że pierwsze 2-3 lata sa
                      kluczowe dla rozwoju dziecka. Dlatego chce byc z mała. I lubie to. Az się
                      dziwię, ale sprawia mi to ogromna frajdesmile

                      Heheh, uważasz, że jedyny sposób na aktywne i ciekawe spedzanie czasu/życia to
                      praca zarobkowa?
                      No, gratuluje, hehehe...masz wyjatkowo szerokie horyzontywink))
                      • ula_max Kalina 02.11.05, 14:37
                        ani Ty nie przekonasz mnie do swojego stylu życia ani ja Ciebie, zresztą
                        przekonywać nie mam zamiaru, bo i po co. CO do opinii o tych 2-3 latach dziecka
                        itd wypowiadać się nie będę, bo znowu wsadzę kij w mrowisko, jak mam zresztą to
                        w zwyczaju.

                        " Heheh, uważasz, że jedyny sposób na aktywne i ciekawe spedzanie czasu/życia
                        to
                        > praca zarobkowa?
                        > No, gratuluje, hehehe...masz wyjatkowo szerokie horyzontywink))"

                        Widzisz gdybym była ekspedientką w mięsnym sklepie to zgodziłabym się z Tobą.
                        (Bez obrazy ewentualne ekspedientki). Ale nie jestem. Praca którą wykonuję
                        oprócz satysfakcji, poznawania interesujacych ludzi, zarobków daje mi
                        mozliwosć ciągłego rozwoju, podróży. I co ciekawe zawsze pojawia się coś
                        nowego. DLa mnie to jest sposób na ciekawe życie.
                        Dzięki temu co robię mam nieograniczone możliwości. Ja też prowadzę dom, czytam
                        książki, mam swoje hobby i pasje, a oprócz tego pracuję i wychowuję malucha. I
                        kto tu ma ograniczone horyzonty? Może trochę samokrytycyzmu? Echhhh szkoda
                        pisać...
                        • kalina_p Re: Kalina 02.11.05, 15:45
                          ula, wmawiasz mi kucianie w garach, wmawiasz mi, że będe żyć życiem mojej
                          córki...po co to robisz? Chcesz sie w ten sposób dowartościować? Bo nie
                          rozumiem...
                          Jeśli masz fajną, ciekawa pracę, która daje Ci radość, to się ciesz. Gdybym ja
                          miala prace polegajaca na robieniu tego, co lubię to pewnie tez bym była
                          zadowolona. I żyj swoim zyciem szczęśliwie.
                          Nie wiem, dlavczego każda kobieta, ktora nie pracuje, jest wg. Ciebie gorsza.
                          Masz jakis problem z tym..?
                          Zazdrościsz?
                          Bez odbioru, pozdrawiam.
                • umasumak Ula 02.11.05, 19:15
                  ula_max napisała:

                  Gdyby mój mąż ode mnie odszedł to byłaby to tylko i
                  > wyłącznie jego strata.

                  Doczepię się tego zdania. TYLKO jego strata? A dzieci? Uważasz, że Wasze
                  rozstanie by ich nie dotknęło?
              • goha66 a ja bym... 02.11.05, 08:28
                Trudno nie zgodzić się z Gosią, że kiedy rozpada się związek zawsze towarzyszy
                temu uczucie życiowej porażki ... I naprawdę uchodzi z człowieka cała energia
                życiowa, a przecież trzeba się z tego podnieść i dla dzieci i dla siebie samej..
                Wiecie co dziewczyny, ja bym mężowi w tym przypadku dała trochę do myślenia -
                przede wszystkim wpychałabym mu jak najczęćiej dzieci do opiekowania się (żeby
                nie fruwał do tej drugiej jak kawaler bez zobowiązań), pogadałabym też z
                tą "panią"... uświadamiając jej co ją czeka gdy przejmie mojego małżonka wraz z
                inwentarzem w postaci 3 dzieci i nie pracującej zawodowo żony smile... niech sobie
                nie myśli, że będzie jej lekko i radośnie gdy conajmniej 50% dochodów facet
                będzie przeznaczał na utrzymanie starej rodziny, gdy nadal będzie mieszkała w
                domu teściów, a w co drugi weekend i przez 1 miesiąc wakacji dzieci będą
                wyłącznie na jego głowie... może pani się wystraszy, a pan mąż ... ocknie
      • wieczna-gosia Re: To tylko potwierdza moja teorie. 31.10.05, 20:19
        > 1) Siedziec z dzieckiem/dziecmi to mozna ale max 6 miesiecy po urodzeniu a
        > potem powinno sie isc do pracy.Chociazby na pol etatu. A rzekome "dobro" dzieci
        >
        > oraz wlasne pragnienia powinno sie umiescic tam gdzie ich miejsce... w
        > mitologii.

        rozumiem ze masz na mysli prace zarobkowa smile No wiec do pracy zarobkowej poszlam
        po 10 latach w domu. Nie siedzialam w domu z czystego wzgledu na "dobro dzieci"
        poniewaz ich dobro bylo moim dobrem. I mysle ze coraz mniej kobiet "siedzi w
        domu" z dzieckiem, nawet jak siedzi. Szczegolnie w miastach. Kurcze tyle sie w
        miescie zaczyna dziac dla mam niepracujacych, az nie wiadomo kiedy znalesc na to
        czas. Poza tym kobieta jest tlumaczem przysieglym, udziela lekcji robi
        tlumaczenia. Nie rozumiem po jaka cholere wyjsc z domu i zarabiac, skoro mozna
        to robic w domu. Bez sensu bylo jedynie to, ze nie zbierala sobie nic na
        emeryture, tylko przepuszczala calosc.

        > 2) Dziwie sie takim ludziom jak opisana kobieta. Z doktoratem z ekonomii mogla
        > pracowac chociaz na pol etatu na uczelni, albo nawet jako nauczycielka w Liceum
        >
        > o profilu ekonomicznym. I wszystko by miala.
        rownie dobrze mogla po prostu zalozyc dzialalnosc czy prywatny fundusz
        emerytalny. Jakbys facet nie zauwazyl- ona pracowala. jej bledem bylo to, ze nie
        oplacala sobie skladek.

        > 3) I wcale jej nie zaluje. Darwin sie klania...
        od paru lat wszelki dostepne badania pokazuja zatem, ze kop sobie facet
        nagrobek. Poniewaz kobiety z takich sytuacji podbramkowych potrafia sobie
        swietnie wychodzic smile z facetami gorzej oj gorzej. Nie widzicie tego dziewczyny?
        Bo ja widze.
        tak wiec zaluje kobiete w takim sensie ze straszne jest ze rodzina sie rozpada.
        Ale ona sobie poradzi.
    • allija Re: To tylko potwierdza moja teorie. 31.10.05, 12:29
      Pozwole sie nie zgodzić. To, ze kobieta zostaje w domu to pewnie nie jest tylko
      jej decyzja a wspólna małżonków. I działa także dla wygody tegoż męża bo np.
      nie musi latać na łeb na szyję po pracy do przedszkola czy żłobka po dziecko,
      czy zarabiać na niańkę, czy wreszcie umizgiwać sie do tesciowej by zechciała
      pomóc. Zona siedzi w domu i jest spokój, wygoda, obiad na stole zawsze o tej
      samej godzinie.
      Ja nie twierdzę, że akurat mnie to odpowiada. Chodzi tylko o odpowiedziałność
      za podjęte wcześniej, kilka lat temu, decyzje. Jeśli oboje zdecydowali, że taki
      właśnie będzie model ich rodziny to trochę, czy nawet bardzo, nie w porządku
      wobec żony jest wycofywanie się z męża z tego układu po ilus tam latach. I
      zostawienie jej na lodzie.
      Jeśli cos panu mężowi się nie podobało to należało to wyjaśnić wcześniej, przed
      poczęciem pierwszego dziecka, wtedy małżowina miałaby jakąś szansę na
      zdecydowanie jak ma wyglądać jej życie, czy ryzykowac wspólne życie z
      niewiadomą przyszłością, czy jednak pracować co by mieć jakieś zabezpieczenie.
      Sytuacja byłaby dla niej /i niego/ jasna.
      W przedstawionej sytuacji mąż wykazał całkowitym brakiem odpowiedzialności, za
      związek, za żonę, którą wpakował w wychowywanie wspólnych przecież dzieci, i
      wreszcie za swoje dzieci. A postawienie ciężarnej żony w takiej sytuacji to juz
      zwyczajne chamstwo. Dziwię się tylko, że, w koncu wykształcona kobieta, nie
      widziała wcześniej jakiego prostaka ma przy sobie.
      Dlatego uważam, że intercyza przedmałżeńska powinna byc obowiązkowa. Po
      pierwsze zakochani ludzie musieliby się przez chwilę zastanowić nad tym, że nie
      zawsze może byc tak różowo i co wtedy. A po drugie wówczas rzeczywiście byłby
      zabezpieczony interes przyszłej rodziny, szczególnie dzieci. Bo samotna,
      porzucona kobieta zawsze sobie poradzi.
      • allija Re: To tylko potwierdza moja teorie. 31.10.05, 12:36
        Chciałam tylko dopowiedzieć /do faceeeta/, ze nie tylko kobiety sie zmieniają.
        To dotyczy także facetów. Spójrz tylko na swoich żonatych kolegów.
      • e_r_i_n Re: To tylko potwierdza moja teorie. 02.11.05, 09:04
        allija napisała:

        > Pozwole sie nie zgodzić. To, ze kobieta zostaje w domu to pewnie nie jest
        > tylko jej decyzja a wspólna małżonków.

        Ja tez pozwole sie nie zgodzic.
        Nie zawsze jest to decyzja wspolna - czesto facet nie ma nic do gadania -
        kobieta dla dobra dziecka chce byc w domu, a facet nie ma za bardzo mozliwosci
        zmusic zony do pojscia do pracy.
        • allija Re: To tylko potwierdza moja teorie. 02.11.05, 11:33
          Jeśli to nie jest wspólna decyzja to co to za małżeństwo?
          I jak to facet nie ma nic do gadania? Jesli nie da pieniędzy na to czy tamto,
          to kobieta szybko zmieni decyzję.
          • e_r_i_n Re: To tylko potwierdza moja teorie. 02.11.05, 11:46
            Wyobraz sobie sytuacje - rodzic sie dziecko, matka jest z nim w domu - bo tak
            dla niego lepiej. Jest dwa, trzy lata - powiedzmy, ze to jest ok, skoro zyja
            na jako takim poziomie z zarobkow faceta, to niech dziecko ma matke non stop.
            Ale dziecko ma lat 4, 5, moze isc do przedszkola, jest pod reka babcia,
            zeby w tym przedszkolu dziecko nie bylo od 8 do 17. I facet slyszy: "nie oddam
            dziecka do przechowalni". Co ma zrobic? Nie kupic jedzenia? Zaciagnac do pracy
            na sile?
            • lila1974 Re: To tylko potwierdza moja teorie. 02.11.05, 11:50
              Postawienie sprawy w ten sposób świadczy o tym, że między małżonkami nie ma
              porozumienia, komunikacji i chyba serdecznych uczuć. Jesli bowiem są, to żadne
              z nich nie uprze się tylko przy swoim zdaniu ale wspólnie znajdą
              satysfakcjonujace ich wyjście.

              Postawienie sprawy "nie i już' to dziecinada.
              • e_r_i_n Re: To tylko potwierdza moja teorie. 02.11.05, 11:57
                Lila, cudna jestes wink Opisana przeze mnie sytaucja nie jest hipotetyczna,
                a Twoja diagnoza słuszna. Pomijajac juz fakt tego, jak jest miedzy malzonkami,
                chcialam pokazac, ze nie zawsze kobieta jest w domu w wyniku wspolneju decyzji.
                Po prostu nie facet ma ograniczone mozliwosci zmiany jednoosobowej decyzji
                kobiety, a do tego moze sie spotkac z zarzutem, ze kiepska z niego 'glowa
                rodziny'. No i tez mozna tak szuakc pracy, zeby jej nie znalezc, prawda?
                • lila1974 Re: To tylko potwierdza moja teorie. 02.11.05, 12:07
                  Pewnie, że można.
                  Małżeństwa są przeróżniaste.
                  Obezwładniająca jest tylko ślepa wiara w to, że zawsze bedzie dobrze, mąż mnie
                  nie zostawi, więc żadna furtka mi niepotrzebna.

                  A jeśli chłop ma w domu taką babę, jak opisujesz i porządku z nią nie robi to
                  po prostu nie ma jaj smile
                  • e_r_i_n Re: To tylko potwierdza moja teorie. 02.11.05, 12:14
                    lila1974 napisała:

                    > A jeśli chłop ma w domu taką babę, jak opisujesz i porządku z nią nie robi to
                    > po prostu nie ma jaj smile

                    Zrobił porządek, zrobił. Oczywiscie rzeczona kobieta swojej winy w sytuacji nie
                    widziala i nie widzi.
                  • e_r_i_n Re: To tylko potwierdza moja teorie. 02.11.05, 12:15
                    No i brak jakichkolwie krokow w kierunku wlasnej samodzielnosci to tez dla mnie
                    cos niezrozumialego. Bezmyslnosc wrecz.
      • ula_max Allija, masz rację 02.11.05, 09:16
        Ale to o czym piszesz to idealna sytuacja: oboje sa odpowiedzialni, oboje razem
        podejmują decyzję, oboje razem odpowiadają i ponoszą konsekwencje.
        Ale to idealna sytuacja, rzadko spotykana. Z reguły powstaje sytacja że jedna
        strona chce tą odpowiedzialność z siebie zrzucić. Czyli de facto jedna strona
        nie dotrzymuje "umowy".
        I teraz pytanie, na ile jesteśmy skłonne zaufać naszemu partnerowi, ze on
        dotrzyma umowy? Odnośnie tej odpowiedzialności i ponoszenia konsekwencji.
        Oczywiście w dniu zawierania tej "umowy". No na ile na 100%?
        I kolejne pytanie: czy w związku z tym, że w tym momencie ufam mu w 100%, to
        będę mu ufać za X lat. A czy taki wentylek bezpieczeństwa jak dopuszczenie do
        siebie myśli, że może być inaczej to wywoływanie wilka z lasu czy zdrowy
        rozsądek? Odpowiedzcie sobie same.
        • 18_lipcowa Re: Allija, masz rację 02.11.05, 09:33
          Dogadanie dogadaniem, porażka porażką, ale czy nie warto miec po prostu SWOJEJ
          WŁASNEJ PENSJI?
          • kalina_p Re: Allija, masz rację 02.11.05, 12:03
            kwestia, jakim kosztem.
            Naprawde.
            Ja niemam ochoty się zarzynać, siedzieć po iles godzin gdzieś, gdzie nie chce
            siedzieć (bo wole w domu) i przez 20 lat sie męczyc w imie tego, że być może
            kiedys mnie mąż zostawi.
            Zostawi, to pójdę pewnie do pracy.
            Teraz zajmuje sie małą i wiem, że żadna moja pensja nie wynagrodziłaby jej
            braku mamy. I tak tez uważa mój mąż.
        • allija Re: Allija, masz rację 02.11.05, 11:58
          Dla mnie to nie jest wywoływanie wilka z lasu a nawet przeciwnie. Jesli
          małzonkowie mieliby świadomość, że w razie odejścia jednego z nich, poniesie
          on/ona przykre dla siebie konsekwencje to moze byłyby to decyzje podejmowane w
          ostateczności.
          Równie dobrze takim "wilkiem" mogłyby byc przykłady obok nas, gdzie więcej
          małżeństw rozpada się niż dożywa zgodnej starości. Bo skoro inni mogą i jakos
          sobie z tym radzą to czemu nie my?
          Oczywiście, najlepiej miec swoją pensję. Tylko, ze nie kazda kobieta ma tyle
          sił zeby pracować na 2-3 etaty i kazda mama wie dobrze o czym mówię.
          Ja akurat mam swoją pensję bo z domu wyniosłam zarówno odpowiedzialność za
          podejmowane decyzje, jak i niezależność, oraz to, ze najlepiej liczyc na sama
          siebie.
    • s.z-n Zabawne !!!! 01.11.05, 21:45
      Od kiedy to ktos kto nie jest kobieta i nie ma dzieci ma doswiadczenie w tym czy rola ,,kury domowej '' to prestizowa fucha czy nie ?

    • dzindzinka Re: Zastanawiam się 02.11.05, 11:58
      jakim trzeba być człowiekiem, aby porzucić kobietę w ciąży.
    • g0sik Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 02.11.05, 13:16
      goha66 napisała:
      >..przede wszystkim wpychałabym mu jak najczęćiej dzieci do opiekowania się
      > żeby nie fruwał do tej drugiej jak kawaler bez zobowiązań), pogadałabym też z
      >tą "panią"... uświadamiając jej co ją czeka gdy przejmie mojego małżonka wraz
      >z inwentarzem w postaci 3 dzieci i nie pracującej zawodowo żony smile.

      Polecam lekturę wątków na forum Samodzielna mama....zdziwiłabyś się jak wielu
      facetów traci głowę dla nowej laski i zupełnie zapomina o dzieciach. Albo
      dziecko z nowego związku przysłania cały świat. Zakochany facet zrobi o wiele
      więcej dla nowej kobiety niż dla byłej żony - dlatego nie bądź taka pewna, że
      wygrałabyś grając dziećmi...

      Co do sytuacji opisanej przez autorkę wątku....Tak się zastanawiam, co ma
      zrobić 40 letni facet, który przestał kochać żonę (i odwrotnie)? Czy ma z nią
      żyć przez kolejne 40 lat tylko, dlatego, że mają dzieci? Może tylko z zewnątrz
      związek wyglądał na idealny, przecież z jakiegoś powodu się rozpada? Może już
      wcześniej źle się działo tylko koleżanka wstydziła się przyznać do tego? Skoro
      facet nie chce walczyć o ich związek i tak łatwo zostawia ją i dzieci to albo
      to małżeństwo nie była tak szczęśliwe albo.....wina leży po obu stronach.
      Kobiety często myślą, że dziecko uzdrowi małżeństwo, może tak było i w tym
      przypadku?
      • goha66 Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 02.11.05, 14:15
        Napewno masz rację (bez czytania wątków do których mnie odesłałaś) ... a mnie
        nie chodzi o "grę" dziećmi, raczej o pewien sprawiedliwy podział obowiązków.
        Dopóki mąż Ani był w domu podział ten polegał na tym, że on troszczy się o
        utrzymanie rodziny, a ona o całą resztę. Jeżeli teraz Ania podejmie pracę
        zawodową - podział ten powinien ulec zmianie (i wydaje mi się, że warto takiemu
        mężowi i tacie uświadomić, że przelew alimentów raz na miesiąc to nie wszystko
        czego się od niego oczekuje)...
        • g0sik Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 02.11.05, 14:23
          Masz rację, a ja nadzieję, że jeśli mój mąż się kiedyś odkocha to tylko we mnie
          a nie w dziecku...
    • mamamonika Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 02.11.05, 13:53
      Bardzo jej współczuję... Zastanawiam się tylko, czy rzeczywiście mąż swoją
      decyzję przedstawił z dnia na dzień, czy działo się już coś wcześniej, ale
      gwoli zachowania nieskazitelnej opinii rodziny wolała tego nie ujawniać... Mam
      niejasne wrażenie, że sporo było w tym małżeństwie pozorów - rzadko kto
      wykonuje tak gwałtowne ruchy.
      Zawodowo - jak się kobietka otrząśnie - da radę. Ja osobiście jestem
      zwolenniczką równowagi w związku i bardzo nie lubię relacji, w której jedno
      wisi na drugim i jest zupełnie zależne. Teraz będzie jej ciężko przestawić się
      na samodzielność. Mam nadzieję, że zdrowo urodzi.
      Co do mężulka - jeśli siostra rzeczywiście poważnie traktuje swój katolicyzm,
      powinna jak najbardziej powiadomić proboszcza. Wstyd? To nie ona się powinna
      wstydzić
    • mysia.8 Re: Porzucona "kura domowa" i co teraz!? 02.11.05, 14:03
      mam wrazenie, ze osoby które liczą na brak problemów z zatrudnieniem po kilku/
      kilkunastoletniej przerwie w zyciorysie zawodowym nie do końca zdają sobie
      sprawę z obecnej sytuacji na rynku pracy;
      ludzie z wieloletnim doświadczeniem, po studiach, ze znajomością języków obcych
      siedza na bezrobociu po kilka lat bo nie są w stanie znaleźc pracy; jakie w
      takim razie szanse na zatrudnienie ma kobieta która nie ma żadnego
      doswiadczenia zawodowego bo przez ostatnie pare lat siedziala w domu?
      logika podpowiada że niewielkie; oczywiście zawsze można się zatrudnić jako
      kasjerka w hipermarkecie za 500 zł miesięcznie na pelen etat lub jako
      sprzątaczka, tam chyba nie wymagają doświadczenia (wyprostujcie mnie jeśli się
      mylę) ale czy za taką kwotę można utrzymac siebie, dom i dzieci?
      nie mówiąc juz o emeryturze, naprawde wątpię że którykolwiek z mężów założył
      żonie konto emerytalnie na które wpłaca sumiennie co miesiąc jakieś pieniądze
    • ula_max Ciekawi mnie jedna rzecz 02.11.05, 14:54
      albo nie dość uważnie czytam forum emama - przyznaję się często tu nie bywam.
      Dlaczego pojawiaja sie tu wątki w których Pani płacze że mąż porzucił ją i
      dzieci i zawsze jest to ... niepracująca Pani. Albo kłótnie o pieniądze -
      niepracująca Pani. Albo mąż wydziela pieniądze - niepracująca Pani.A dlaczego
      nie ma wątków: Jestem niezależną kobietą, mąż mnie rzucił, co robić?
      Jeżeli są takie przypadki to policzymy je na jednej ręce, a pozostałych? ...
      duzo oj dużo i jakie wnioski?
      • malila Re: Ciekawi mnie jedna rzecz 02.11.05, 15:18
        Znam takie niezależne. Albo nie mają czasu na pisanie, albo nie mają w zwyczaju
        ogłaszania się na forum i zwykle konsultują się w realu. Rzecz w tym, że one są
        niezależne finansowo, a nie emocjonalnie. I to nie tyle samo odejście partnera
        je przeraża, co myśl o dzieciach - jak one sobie z tym poradzą. Mężczyźni
        rzadko aż tak się dziećmi przejmują.
        • lila1974 Re: ULA 02.11.05, 15:28
          W tej chwili rozwodza się dwie moje koleżanki - jedna "kura domowa",
          druga "kobieta pracująca".
          Reguł nie ma.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka