Wczoraj u moich rodziców stało się coś tak dla mnie okropnego, poniżającego i
nieprzewidzianego żadnymi przepisami prawa

, że chce mi się do tej pory wyć.
Jak wiecie (albo i nie) mamy dwoje dzieci, prawie 5-letniego synka i ponad 2-
letnią córkę. Wczoraj moja mama wystąpiła z inicjatywą, żeby przywieźć jej
dzieci, a my możemy sobie bez nich wyskoczyć na ostatnie przedśw. zakupy. Tak
zrobiliśmy. Dzieci były u moich rodziców równo godzinę i przyszliśmy po nie -
oczywiście jeszcze piliśmy herbatę, gadaliśmy z mamą o pierdołach, itp.
Ojciec mój był (jak zwykle) wyłączony, ponieważ w innej cz. mieszkania
oglądał coś tam w TV. Sajgon zaczął się w momencie, kiedy mój mąż usiłował
ubrać Szymka do wyjścia. Mały wpadł w szał, histerię... Na początku moja
mama i ojciec zgodnie twierdzili, że Szymek nie może u nich zostać, bo im to
z wielu względów nie pasuje. Gdy jednak widzieli, że mały nadal się nakręca,
przeraźliwie wyje, szarpie się z moim mężem - zaczęli nagle zabraniać nam
ubierania i zabierania Szymka. Cała ta sytuacja trochę trwała, bo w tym
czasie ubieraliśmy jeszcze córkę, która zachowywała się odmiennie od Szymka -
po prostu była spokojna. Powiedzieliśmy moim rodzicom, żeby się nie wtrącali
i byliśmy już wszyscy bliscy wyjścia z dwojgiem dzieci. Ale ponieważ Szymek
dostał od swojego ojca dwa klapsy w tyłek, moja matka nagle zaczęła się
wydzierać, że mój mąż zabije Szymka

. Nie słuchałam za bardzo, co tam
gadali, pamiętam tylko, jak mama jazgotliwym tonem domagała się od nas,
abyśmy sp...lali i nigdy więcej nie przyprowadzali jej dzieci. Pamiętam też,
że stwierdziła, iż skoro Sz. się tak zachowuje, to jest to nasza wina. Mój
ojciec zaczął mnie wyzywać (nie pierwszy raz zresztą) od pokrak, kalek i
innych (gwoli informacji - jestem osobą utykającą na jedną nogę z orzeczonym
st. niepełnosprawności). Wtedy u mnie "stare rany" emocjonalne otworzyły się
a z emocjami jak wiadomo nie ma dyskusji. Powiedziałam ojcu, co on wie o
naszym życiu - na co on powiedział, że wszystko. Pogratulowałam mu więc tej
wiedzy i hamując się, żeby się przy nim nie rozpłakać, wyszłam z Agatką z
mieszkania. Wcześniej jeszcze mój b.spokojny zazwyczaj mąż tak się wściekł,
że z krzykiem "won, nie wtrącać mi się" popchnął mojego ojca i moją matkę, co
mnie przeraziło, ale mimo wszystko rozumiem jego wściekłość i taką reakcję.
Moja mama dopadła jednak "synka" (tak nazywa mojego syna) i już go nie
puściła. Utwierdziła tym samym szymka w przekonaniu, że wrzaskiem i histerią
można sobie wywalczyć każdy kaprys. Wyjechaliśmy od rodziców bez Szymka,
tylko z Agatą. Całą prawie noc wyłam, nie tylko z powodu tego co się stało,
ale też pewnych zadawnionych zranień emocjonalnych, o których nie chcę tu
pisać. Chodzi mi o moje dziecko, które jest nadpobudliwe, nerwowe i ma astmę.
W moim odczuciu psują mi dziecko, negując przy nas nasze kompetencje jako
rodziców, i to na oczach dziecka. Tworzą mu podział na dobrych dziadków i
wstrętnych rodziców, podczas gdy my chcemy być wobec syna jakoś tam
konsekwentni. Moi rodzice ewidentnie faworyzują Szymka, to dla niego są
zabawki, ciuchy, ale rzecz jasna nie o to mi chodzi. Ja jestem dla nich
jakimś tłumokiem, który przypadkiem znalazł amatora (w sensie: męża) i
przypadkiem ma dzieci. Matka mówi, że jestem gruba jak świnia,
wczoraj ...kazała mi wejść na wagę, czego oczywiście nie zrobiłam. To tylko
malutka próbka jej sposobu bycia. Nie pójdziemy do nich na Wigilię, nie będę
ryzykować kolejnej "jazdy", bo mogłoby dojść do rękoczynów. Dla uzupełnienia
obrazu sytuacji: Szymek przed wyjściem z domu dostał dokładnie takiego samego
szału i histerii, poniewaź...zabraliśmy mu z ręki parasol, taki za szpicem,
którym wymachiwał przed twarzą Agatki. Histeria trwała kwadrans, uspokoił się
w czasie jezdy w samochodzie. Tak samo w domu rodziców: gdyby nie umożliwiono
mojemu mężowi wyniesienia własnego z dziecka z mieszkania, bez zbędnych
dyskusji i tłumaczeń - dziecko uspokoiłoby się po 10-15 minutach. Jestem
załamana, jeszcze wczoraj nie miałam ochoty dalej żyć. Jest to bardzo trudna
sytuacja, ale nie widzę innego wyjścia, niż bezdyskusyjne urwanie kontaktów
na długi czas. Żeby było śmieszniej: mój ojciec zadzwonił dzisiaj do męża
jakby nigdy nic, prosząc o poradę w kwestii bankowości internetowej. Mój mąż
oczywiście przeprosił go za swoje wczorajsze hm...przekroczenie granic
nietykalności cielesnej. Jednocześnie moi rodzice najwyraźniej uważają, że
nas nie ma za co przepraszać. Smutne i przerażające.