Dodaj do ulubionych

Boję się:(((

09.01.06, 22:31
Kurczę, piszę bo się boję...2 porodu ( za 2 mies)a raczej szpitala, choć
pierwszy poród nie był taki tragiczny.Byłam po szkole rodzenia, kiedyś tam
skończyłam liceum medyczne ( w zawodzie pracowałam tylko rok), wydawało mi
się, że wszystko wiem i nie ma się czego obawiać. Ostatnio dowiedziałam się,
że w szpitalu w którym rodziłam, po pierwsze teraz anestezjolodzy nie chcą
schodzić do porodów, bo im się nie opłaca (dyrekcja szpitala zabroniła im
brać opłaty od pacjentek), mówią, że są zajęci. Wybrany przeze mnie lekarz
nie może przyjechać do porodu( również pomysł dyrekcji), boję się na jaką
polożną trafię, bo nie wiem czy im też nie wolno brać dodatkowych zleceń.
Czyli pełna improwizacja.Wolałabym umówić się z anestezjologiem na
znieczulenie ( mam nadzieję, że uda mi sie dojechać w odpowiednim czasie),
wtedy położna może sobie robić masaże ile chce, bo nie będę tego czuła. Boję
się oddziału noworodków tzn. pracowników, była tylko 1 pielęgniarka, która
się do czegoś nadawała, reszta to albo muzy albo tłumoki, bez przerwy
kręcące nosem, albo robiące głupie uwagi zamiast pomóc, kiedy 1 raz w nocy
oddalam im dziecko na 5 godzin, jego waga spadła o 500 gram ( może było źle
zważone, nie wiem), ale nikt nie chciał mi udzielić żadnych informacji , co
się stało i raczej mnie oskarżano.Pani neonatolog, która każe wciskać piąstki
do ust płaczącym noworodkom, żeby się zamknęły podczas badania. Boję się też
ewentualnej cesarki, bo w tym szpitalu robi się ją w znieczuleniu ogólnym a
niedawno przebito pacjentce tchawicę rurą intubacyjną, nie zareagowano w porę
i kobieta nie żyje.Poza tym jak ja mam wierzyć tym ludziom, jak poprosiłam o
znieczulenie, to lekarka z polożną mówiły, że po co, zaraz urodzę, a po
podaniu znieczulenia , powiedziały, że do rana bym się męczyła (była ok 2 w
nocy), zresztą i tak miałam fart, bo na moją prośbę anestezjolog by się nie
pojawił, ale w sali obok rodziła dziewczyna z mamą ginekologiem i
anestezjolog był dla niej ( ale nie zdążył, bo jej akcja porodowa tak
ruszyła, że nie mógł już znieczulać).Mąż chce żebym jeszcze raz tam rodziła,
( dobry dojazd, wiem mniej więcej czego się spodziewać), mówi, że mam tam
pojechać i sprawę dograć, czyli opłacić szkołę rodzenia, bo inaczej nie
będzie porodu rodzinnego. Fakt, że wiem czego się spodziewać... raczej mniej
niż więcej,boję się, że zmieniając szpital zamienię siekierkę na kijek. Tak
naprawdę to boję się ludzi w białych kitlach, którzy będą mieli władzę nad
moim ciałem w czasie porodu, boję się, że mogą zrobić krzywdę mnie i mojemu
dziecku,albo będą aroganccy, bo akurat będa mieli nienajlepszy dzień/noc, a
ja powinnam zrozumieć wśród bóli porodowych, że są przepracowani i źle
opłacani. Co z tego, że mogę sprawdzić 5 szpitali, kiedy usłyszę to co chę
usłyszeć a jaka jest prawda okaże się "w praniu". Czasem myślę, że
najbezpieczniej jest urodzić w domu.Pozdrawiam.smile
Obserwuj wątek
    • edka05 Re: Boję się:((( 09.01.06, 23:08
      To normalne, ze się boisz, bo już wiesz co cię czeka, Ja bałam się drugiego
      porodu potwornie. Miałam złe wspomnienia z pierwszego. Równiez szpital w którym
      rodziłam nie napawał optymizmem. I miałam dylemat, czy wrócić "na stare ale
      znajome śmiecie" czy wybrać zupełnie inny szpital. I tu był problem , bo w
      każdym szpitalu działo się "coś". Nie wiedziałam co robić i wybralam szpital
      najbliżej mojego miejsca zamieszkania, zupełnie nie polecany. Byłam mile
      zaskoczona, bo sam poród, lekarze i opieka okazali sie rewelacyjni i mogę
      stwierdzić, że Rodziłam po ludzku. Nie wiem czym kierowałam się wybierając
      szpital, po prostu intuicja, a wiedzialam, ze do pierwszego nie wróce na pewno.
      Jeżeli bardzo zalezy ci, aby Twój lekarz był przy porodzie, zapytaj się go
      jakie są możliwości i idź tam gdzie nie ma problemow z anestezjologami.
      Pozdrawiam
    • aleksandrynka Re: Boję się:((( 09.01.06, 23:43
      Rzeczywiście, niezły strach Cię dopadł, ale myślę, że można to wszystko jakoś
      uporządkować smile i ogarnąć chaos

      1. zależy Ci na znieczuleniu - znajdź szpital, który oferuje znieczulenie na
      życzenie. Jeśli w tym szpitalu nie można za to płacić i nie chce im się
      schodzić do znieczuleń to chyba warto pojechać gdzieś, gdzie lekarz będzie DLA
      pacjenta, nie odwrotnie

      2. położna - dowiedzieć się, która bierze dodatkowe zlecenia i czy będzie mogła
      być przy Tobie (jeśli zależy Ci na prywatnej położnej). Zaufanie do położnej i
      DOBRA KOMUNIKACJA to podstawa. Nawet, jeśli nie masz gwarancji, że akurat ta
      będzie z Tobą, zawsze ma ona jakieś koleżanki, którym może szepnąć coś o Tobie
      i już nie będziesz anonimową "Kowalska", tylko "tą od pani Zosi" smile

      3. oddział noworodków, opieka "po"
      - po pierwsze: dowiedzieć się, jak jest pod tym względem teraz w tych
      szpitalach, które wchodzą w grę, podpytać znajome, na forum.
      - po drugie - jeśli "mimozy i tłumoki" (o ile takie się trafią) będą "kręcić
      nosem i robić głupie uwagi zamiast pomóc", należy je po prostu niezwłocznie i
      stanowczo doprowadzić do porządku. Podobnie panią neonatolog, która każe
      wpychać dziecku piąstkę do ust (chętnie osobiście bym jej to zaproponowała -
      moja piąstka w/na jej twarzy smile)
      A tak na marginesie - starać się uczestniczyć we wszystkich badaniach i
      zabiegach przeprowadzanych na dziecku. Jeśli nie czujesz się na siłach podejść
      do innej sali, zawsze możesz poprosić o to męża, mamę, siostrę, etc. Ja
      popełniłam ten błąd - dzieci badano podczas kąpieli, wszystkie zabierano a ja
      płakałam, że dziecka nie widze - wiem, popaprana byłam, ale o ile więcej bym
      wiedziała, byłabym spokojniejsza, na bieżąco bym wypytała... Może to czasem nie
      komfortowee dla lekarzy, ale osobiście mało mnie to interesuje, skoro później
      mam nie wiedzieć podstawowych rzeczy o moim dziecku i dowiadywać się z
      półgębkiem rzuconych, zdawkowych zdań.

      4. Mąż - z całym szacunkiem dla niego, ale to nie on będzie rodził i nie on ma
      się czuć komfortowo. Ty musisz przemyśleć najlepsze dla Ciebie opcje i wybrać
      godne zaufania, dobre miejsce.

      5. jeszcze co do udzielania informacji - nie dawać się zbywać, przytrzymać
      lekarkę/pielęgniarkę i domagać się wszystkich info o stanie swoim i dziecka.
      Stanowczo i konsekwentnie.

      i teraz bardzo ważne:
      Tak
      > naprawdę to boję się ludzi w białych kitlach, którzy będą mieli władzę nad
      > moim ciałem w czasie porodu, boję się, że mogą zrobić krzywdę mnie i mojemu
      > dziecku,albo będą aroganccy, bo akurat będa mieli nienajlepszy dzień/noc, a
      > ja powinnam zrozumieć wśród bóli porodowych, że są przepracowani i źle
      > opłacani

      spójrz na to w ten sposób - ci ludzie w białych kitlach to nie jakaś
      nieodwołalna, ostateczna instancja, nie bogowie, ale ludzie, którzy mają Ci
      pomóc. Jeśli o tym przez chwilę zapomną, to trzeba im z całą stanowczością o
      tym przypomnieć, tak po prostu. To pan janek, dobry brydżysta, pani Kasia,
      czuła mama, pani Jadzia, która kochanków ma na pęczki, to są normalni ludzie z
      krwi i kości, tacy sami jak sąsiadka spod siódemki, motorniczy czy skoczek
      narciarski. Warto o tym pamiętać, ponieważ wiele lęku (vide - u Ciebie) bierze
      się stąd, że postrzega się pracowników słuzby zdrowia jako kogoś ważniejszego,
      mądrzejszego, mającego władzę. Tymczasem, jak się dobrze zastanowić, nic z tego
      nie jest prawdą, nie powinno być i nie może. Każdy może mieć gorszy dzień, ALE
      rodząca (i każdy pacjent z resztą) jest w bardzo trudnej sytuacji, właśnie
      rodzi i to w tym momencie powinno być najważniejsze. Dla wszystkich. To żywy
      człowiek ze swoimi uczuciami, lękami, należy mu się szacunek i wsparcie. Jeśli
      lekarz/pielęgniarz/położna o tym zapominają, to czas na długi urlop, a nie na
      asystowanie przy porodzie.
      Nie chcę Cię nastawiać negatywnie, przeciwnie. Traktuj ich jak ludzi, z
      szacunkiem ale też z oczekiwaniami, jakie stawiasz innym ludziom właśnie. Nikt,
      czy to dostawca pizzy czy położnik, nie ma prawa traktować Cię źle, znieważać,
      obrażać, dołować. O ile dostawcę olejesz i poślesz mu wiąchę, o tyle lekarzowi
      możesz bać się cokolwiek "odparować" z lęku, że np. specjalnie przysporzy Ci
      bólu... I dlatego właśnie jestem za tym, żeby był z Tobą ktoś jeszcze, kto nie
      będzie "zapadał się w bólu porodowym", ale w miarę trzeźwo i z boku oceni
      sytuację i w razie potrzeby ją skoryguje.

      Twoje lęki są prawdziwe, nie wątpię, że właśnie tak to wszystko odczuwasz.
      Odetnij się jednak na chwilę od tego i przeczytaj jeszcze raz to, co napisałaś.
      Trzeba przemyśleć różne scenariusze, chociażby po to, żeby nas sytuacja nie
      zaskoczyła, nie warto jednak nakręcać się, demonizować, czarnowidzieć. Wyobraź
      sobie swój idealny poród i zapisz sobie tą wizję, odtwarzaj co jakiś czas, to
      Cię może uspokoić i zaowocować dobrym nastawieniem: hej! Będę rodziła moje
      dziecko! Nie idę na skazanie, ale odwalić kawał dobrej roboty, a inni będa obok
      żeby pomóc mi przez to przejść. A potem siuuuuup, i znowu w domku, i po
      wszystkim smile

      Rozpisałam się trochę, mam nadzieję, ze przebrnęłaś przez ten bełkocik smile
      No, uszy do góry, macki wywiadu szpitalnego rozpostrzeć i cieszyć się, że już
      niedługo spotkasz się ze swoim dzieckiem, oko w oko wink
    • edorka1 Re: Boję się:((( 10.01.06, 08:52
      To nomalne, ze sie boisz smile.
      A co do wątpliwości i niepewności - miałam tak przy pierwszym porodzie. W efekcie na miesiąc przed rozwiązaniem zmieniłam lekarza prowadzącego i szpital gdzie miałam rodzić. I była to bardzo dobra decyzja. Bo ja uważam że kobieta MUSI mieć zaufanie i do lekarza i do miejsca, gdzie przyjdzie na świat jej dziecko. Wiadomo, zdarzają się nieprzewodziane rzeczy, nie ma idealnych miejsc. Ale są miejsca lepsze i gorsze...Masz jeszcze czas. Więc jeśli nie jesteś całkiem pewna co do lekarza i miejsca - poszukaj innego gina i innego szpitala...
      PS.
      Jednym z powodów tej zmiany było to, ze musiałam mieć ze wzgledów medycznych cc. I okazałosię że tam, gdzie miałam rodzić miała to być operacja w znieczuleniu ogólnym. Więc uciekłam. I miałam w zzo najpierw jedną a po niecałych 2 latach drugą cesarkę smile.
      • polka3 Re: Boję się:((( 10.01.06, 10:27
        jedna rada..urodz w szpitalu,który Tobie odpowiada,a nie męzowi,niech może sam
        za Ciebie tam urodzi- z tego co piszesz masz prawo sie obawiac,ale póki co nie
        jesteś ubezwłasnowolnoina, poród za dwa miesiące- zadbaj o swój komfort..

        i jeszcze jednio szukaj inrformacji na forach o spitalach i porodach, tam się o
        wiele więcej dowiesz niż tu..
        Powodzenia, nie daj się- od Ciebie wiele zależy!!! życzę siły i uporu w
        poszukiwaniach najlepszego rozwiązaniasmile
    • jktasp Re: Boję się:((( 10.01.06, 12:48
      Dzięki Dziewczyny za odzew , za słowa pociechy. Dzięki, że mnie zrozumiałyście
      i poświęciłyście mi czas, to było dla mnie bardzo ważne. Pozdrawiam
      najserdeczniej i wszystkiego dobregosmile)).
    • pampeliszka Re: Boję się:((( 11.01.06, 22:43
      A jaka masz mozliwosc wyboru szpitala? Teraz przeciez jak zapytasz o konkretny
      na forum, to sie wszystkiego dowiesz i cos sensownego wybierzesz. To nie Twoj
      maz bedzie rodzil, ale Ty, wiec skoro sie boisz tego swojego szpitala, to
      znajdz inny. Ja mialam rodzic w duzym szpitalu, z najlepszym oddzialem
      wczesniakow, swietnymi lekarzami, ale jak spedzilam tam 2 dni w 26 tc, to
      doskonale wiedzialam, ze moja noga tam nie postanie i po rozmowach z wieloma
      osobami wybralam maly szpital w innym miescie, z remontem dachu akurat, ale z
      lepsza atmosfera. CC zrobili mi rewelacyjnie. A moj maz dojezdzal do mnie
      codziennie przez 3 tyg i nie przyszloby mu do glowy marudzic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka