Kurczę, piszę bo się boję...2 porodu ( za 2 mies)a raczej szpitala, choć
pierwszy poród nie był taki tragiczny.Byłam po szkole rodzenia, kiedyś tam
skończyłam liceum medyczne ( w zawodzie pracowałam tylko rok), wydawało mi
się, że wszystko wiem i nie ma się czego obawiać. Ostatnio dowiedziałam się,
że w szpitalu w którym rodziłam, po pierwsze teraz anestezjolodzy nie chcą
schodzić do porodów, bo im się nie opłaca (dyrekcja szpitala zabroniła im
brać opłaty od pacjentek), mówią, że są zajęci. Wybrany przeze mnie lekarz
nie może przyjechać do porodu( również pomysł dyrekcji), boję się na jaką
polożną trafię, bo nie wiem czy im też nie wolno brać dodatkowych zleceń.
Czyli pełna improwizacja.Wolałabym umówić się z anestezjologiem na
znieczulenie ( mam nadzieję, że uda mi sie dojechać w odpowiednim czasie),
wtedy położna może sobie robić masaże ile chce, bo nie będę tego czuła. Boję
się oddziału noworodków tzn. pracowników, była tylko 1 pielęgniarka, która
się do czegoś nadawała, reszta to albo muzy albo tłumoki, bez przerwy
kręcące nosem, albo robiące głupie uwagi zamiast pomóc, kiedy 1 raz w nocy
oddalam im dziecko na 5 godzin, jego waga spadła o 500 gram ( może było źle
zważone, nie wiem), ale nikt nie chciał mi udzielić żadnych informacji , co
się stało i raczej mnie oskarżano.Pani neonatolog, która każe wciskać piąstki
do ust płaczącym noworodkom, żeby się zamknęły podczas badania. Boję się też
ewentualnej cesarki, bo w tym szpitalu robi się ją w znieczuleniu ogólnym a
niedawno przebito pacjentce tchawicę rurą intubacyjną, nie zareagowano w porę
i kobieta nie żyje.Poza tym jak ja mam wierzyć tym ludziom, jak poprosiłam o
znieczulenie, to lekarka z polożną mówiły, że po co, zaraz urodzę, a po
podaniu znieczulenia , powiedziały, że do rana bym się męczyła (była ok 2 w
nocy), zresztą i tak miałam fart, bo na moją prośbę anestezjolog by się nie
pojawił, ale w sali obok rodziła dziewczyna z mamą ginekologiem i
anestezjolog był dla niej ( ale nie zdążył, bo jej akcja porodowa tak
ruszyła, że nie mógł już znieczulać).Mąż chce żebym jeszcze raz tam rodziła,
( dobry dojazd, wiem mniej więcej czego się spodziewać), mówi, że mam tam
pojechać i sprawę dograć, czyli opłacić szkołę rodzenia, bo inaczej nie
będzie porodu rodzinnego. Fakt, że wiem czego się spodziewać... raczej mniej
niż więcej,boję się, że zmieniając szpital zamienię siekierkę na kijek. Tak
naprawdę to boję się ludzi w białych kitlach, którzy będą mieli władzę nad
moim ciałem w czasie porodu, boję się, że mogą zrobić krzywdę mnie i mojemu
dziecku,albo będą aroganccy, bo akurat będa mieli nienajlepszy dzień/noc, a
ja powinnam zrozumieć wśród bóli porodowych, że są przepracowani i źle
opłacani. Co z tego, że mogę sprawdzić 5 szpitali, kiedy usłyszę to co chę
usłyszeć a jaka jest prawda okaże się "w praniu". Czasem myślę, że
najbezpieczniej jest urodzić w domu.Pozdrawiam.