Witajcie,
rowniez i Ty Pimpusiu witaj

pare szczerych slow:
Z pamietnika mlodej matki:przez ok. trzy miesiace moj synek niemal caly czas
wisial mi przy cycusiu, a przynajmniej tak mi sie wtedy zdawalo. Myslalam
sobie, sluchajac rady tesciowej, mamy itd: chyba faktycznie jestem glupia,
przeciez czuje sama soba ze mnie to juz wykancza, nie funkcjonuje juz w ogole
jak osobny czlowiek bo jestem uzalezniona od mojego synka! Wiele osob
namawialo mnie, zebym zaczela dokarmiac go butla.. - zeby sie choc troszke
"uwolnic", no i ze skoro tak dlugo i czesto chce ssac- to znaczy, ze sie nie
najada....i nawet pozniej sprobowalam (synek mial wtedy, o czym poczytalam juz
po fakcie -bo wtedy nie mialam sil ani czasu na czytanie, niestety) - tzw
kryzys trzeciego miesiaca, i bylo zle

Ale moje madre dziecko nie chcialo
jesc butli.. kryzys po tygodniu minal...i karmilam synka, potem juz tylko
raz-dwa razy dziennie, dopoki nie mial niemal roku! Caly czas przybieral na
wadze OK. Problemem bylo dla mnie to, ze 1. b. czesto chcial cycusia (lubil
sie przytulac

, 2. zasypial tez tylko przy cycusiu, wobec czego wyjscie samej
z domu na dluzej niz 1,5 godz. bylo niemozliwe....i to przez niemal pol
roku....Powiem szczerze: czasem mialam kompletnie dosyc!
Pamietam, jak siedzialam raz karmiac synka przez prawie dwie godziny (mial
wtedy ok. tygodnia), przysypial ciagle, ale plakal jak tylko probowalam wyjac
mu piers z ust, a ja bylam jeszcze bardzo obolala po porodzie...siedzialam z
nim, karmilam go i plakalam.....
Potem chcialam przerwac karmienie, marzac, zeby choc troche sie wyspac, bo po
butli wiekszosc dzieci lepiej spi (synek budzil sie w nocy nawet 5-6 razy, a
mial juz ponad pol roku...). Ale jakos- dzieki pomocy meza - -wytrwalam. Poza
tym- jak pisalam- synek nie chcial dokarmiania, nie zaakceptowal butli - mimo
wieeeelu roznych prob- w ogole.
Dzis moj synek ma 14 miesiecy. Juz niewiele pamietam z tych trudnych chwil,
moze tylko niewyspania nie zapomne jeszcze przez jakis czas, bo dopiero od ok.
2 m-cy synek budzi sie w nocy najwyzej raz ...I powiem jedno- ciesze sie, ze
nie posluchalam "madrych" rad o tym, ze jak bede tak czesto karmic, to
rozpuszcze dziecko, ze wyrobie mu zle nawyki zywieniowe, "zasypianiowe" itp itd...
Kubus je 5 razy dziennie, jak w zegarku. Zasypia ladnie w lozeczku, po
kolacji, kapieli, bajeczce i przytuleniu

. W dzien tez po bajeczce zasypia w
lozeczku. I nie rozpuscilam go ani nie uzaleznilam od siebie- bo owszem, kiedy
jestem w domu, lubi caly czas miec mnie "na oku", ale kiedy wychodze do pracy
(pracuje na niepelny etat odkad skonczyl 10 m-cy)- macha mi lapka na
pozegnanie i usmiecha sie, nie ma scen placzu itp.- mysle ze dlatego, ze gdy
najbardziej tego potrzebowal, dostal ode mnie dosyc ciepla, przytulan i mojej
stalej obecnosci, wlasnie m.in. w postaci "pozwolenia" na wiszenie przy
cycusiu, nawet i co godzine...
Dlatego zachecam Was mlode Mamusie: kiedy czasem macie dosyc, pomyslcie, ze to
za pare miesiecy minie! A rezultaty dobrego startu, ktory dacie swoim
dzieciom, bedziecie zbierac przez cale jego zycie.
Dalej: pamietajcie tez, ze Tracy Hogg to nie wyrocznia! Ona podchodzi do
dzieci troche jak do "obiektow", ktore trzeba odpowiednio ustawic (nie chce
uzyc slowa 'wytresowac"), zeby rodzice mieli tzw swiety spokoj. I niewazne,
czy dziecko ma rok czy tydzien....a to moim zdaniem jest paranoja.
Niestety, w byciu mama niewiele zaznacie 'swietego spokoju" - a w kazdym razie
nie wtedy kiedy Wasze Dzieci maja np. 11 dni...
I konczac te przydlugie- przepraszam- wywody: chodzilam do szkoly rodzenia, i
nie moge zrozumiec jednego: dlaczego wsrod tych wszystkich bzdetow, ktorymi
raczono mnie przez dwa miesiace, nikt nie powiedzial uczciwie:
bedzie wam czasem bardzo ciezko. Niektore z was moga poczuc, ze maja dosyc, ze
nie maja juz sil na kolejna niedospana noc, na kolejne 40 minutowe karmienie
po 1,5 godzinnej przerwie...ale to minie! Wytrzymajcie te pierwsze miesiace
(ile- roznie, dla mniektorych bedzie to miesiac, dla innych - trzy miesiace,
dla innych niestety wiecej..) - i zauwazycie jak Wasze dziecko z dnia na dzien
przestaje byc placzacym czesto, niezbyt kontaktowym niemowlakiem, a zacznie
stawac sie po prostu dzieckiem, z ktorym mozecie sie coraz lepiej porozumiec!
I wtedy poczujecie dume i radosc, ze rowniez dzieki waszemu poswieceniu na
waszych oczach rosnie taki wspanialy czlowieczek, i daje wam coraz wiecej
szczescia, i juz nie wyobrazacie sobie zycia bez niego

))
Tylko, serio: wolalabym zeby ktos mnie "ostrzegl" wczesniej, jak bedzie na
poczatku. I mysle sobie, ze Pimpusi tez chyba byloby latwiej....
pozdrawiam wszystkie zmeczone ale szczesliwe Mamy

hanka