Dodaj do ulubionych

z pamietnika mlodej mamy...

21.01.06, 14:01
Witajcie,
rowniez i Ty Pimpusiu witajsmile
pare szczerych slow:
Z pamietnika mlodej matki:przez ok. trzy miesiace moj synek niemal caly czas
wisial mi przy cycusiu, a przynajmniej tak mi sie wtedy zdawalo. Myslalam
sobie, sluchajac rady tesciowej, mamy itd: chyba faktycznie jestem glupia,
przeciez czuje sama soba ze mnie to juz wykancza, nie funkcjonuje juz w ogole
jak osobny czlowiek bo jestem uzalezniona od mojego synka! Wiele osob
namawialo mnie, zebym zaczela dokarmiac go butla.. - zeby sie choc troszke
"uwolnic", no i ze skoro tak dlugo i czesto chce ssac- to znaczy, ze sie nie
najada....i nawet pozniej sprobowalam (synek mial wtedy, o czym poczytalam juz
po fakcie -bo wtedy nie mialam sil ani czasu na czytanie, niestety) - tzw
kryzys trzeciego miesiaca, i bylo zlesad Ale moje madre dziecko nie chcialo
jesc butli.. kryzys po tygodniu minal...i karmilam synka, potem juz tylko
raz-dwa razy dziennie, dopoki nie mial niemal roku! Caly czas przybieral na
wadze OK. Problemem bylo dla mnie to, ze 1. b. czesto chcial cycusia (lubil
sie przytulacsmile, 2. zasypial tez tylko przy cycusiu, wobec czego wyjscie samej
z domu na dluzej niz 1,5 godz. bylo niemozliwe....i to przez niemal pol
roku....Powiem szczerze: czasem mialam kompletnie dosyc!
Pamietam, jak siedzialam raz karmiac synka przez prawie dwie godziny (mial
wtedy ok. tygodnia), przysypial ciagle, ale plakal jak tylko probowalam wyjac
mu piers z ust, a ja bylam jeszcze bardzo obolala po porodzie...siedzialam z
nim, karmilam go i plakalam.....
Potem chcialam przerwac karmienie, marzac, zeby choc troche sie wyspac, bo po
butli wiekszosc dzieci lepiej spi (synek budzil sie w nocy nawet 5-6 razy, a
mial juz ponad pol roku...). Ale jakos- dzieki pomocy meza - -wytrwalam. Poza
tym- jak pisalam- synek nie chcial dokarmiania, nie zaakceptowal butli - mimo
wieeeelu roznych prob- w ogole.
Dzis moj synek ma 14 miesiecy. Juz niewiele pamietam z tych trudnych chwil,
moze tylko niewyspania nie zapomne jeszcze przez jakis czas, bo dopiero od ok.
2 m-cy synek budzi sie w nocy najwyzej raz ...I powiem jedno- ciesze sie, ze
nie posluchalam "madrych" rad o tym, ze jak bede tak czesto karmic, to
rozpuszcze dziecko, ze wyrobie mu zle nawyki zywieniowe, "zasypianiowe" itp itd...
Kubus je 5 razy dziennie, jak w zegarku. Zasypia ladnie w lozeczku, po
kolacji, kapieli, bajeczce i przytuleniusmile. W dzien tez po bajeczce zasypia w
lozeczku. I nie rozpuscilam go ani nie uzaleznilam od siebie- bo owszem, kiedy
jestem w domu, lubi caly czas miec mnie "na oku", ale kiedy wychodze do pracy
(pracuje na niepelny etat odkad skonczyl 10 m-cy)- macha mi lapka na
pozegnanie i usmiecha sie, nie ma scen placzu itp.- mysle ze dlatego, ze gdy
najbardziej tego potrzebowal, dostal ode mnie dosyc ciepla, przytulan i mojej
stalej obecnosci, wlasnie m.in. w postaci "pozwolenia" na wiszenie przy
cycusiu, nawet i co godzine...
Dlatego zachecam Was mlode Mamusie: kiedy czasem macie dosyc, pomyslcie, ze to
za pare miesiecy minie! A rezultaty dobrego startu, ktory dacie swoim
dzieciom, bedziecie zbierac przez cale jego zycie.
Dalej: pamietajcie tez, ze Tracy Hogg to nie wyrocznia! Ona podchodzi do
dzieci troche jak do "obiektow", ktore trzeba odpowiednio ustawic (nie chce
uzyc slowa 'wytresowac"), zeby rodzice mieli tzw swiety spokoj. I niewazne,
czy dziecko ma rok czy tydzien....a to moim zdaniem jest paranoja.
Niestety, w byciu mama niewiele zaznacie 'swietego spokoju" - a w kazdym razie
nie wtedy kiedy Wasze Dzieci maja np. 11 dni...
I konczac te przydlugie- przepraszam- wywody: chodzilam do szkoly rodzenia, i
nie moge zrozumiec jednego: dlaczego wsrod tych wszystkich bzdetow, ktorymi
raczono mnie przez dwa miesiace, nikt nie powiedzial uczciwie:
bedzie wam czasem bardzo ciezko. Niektore z was moga poczuc, ze maja dosyc, ze
nie maja juz sil na kolejna niedospana noc, na kolejne 40 minutowe karmienie
po 1,5 godzinnej przerwie...ale to minie! Wytrzymajcie te pierwsze miesiace
(ile- roznie, dla mniektorych bedzie to miesiac, dla innych - trzy miesiace,
dla innych niestety wiecej..) - i zauwazycie jak Wasze dziecko z dnia na dzien
przestaje byc placzacym czesto, niezbyt kontaktowym niemowlakiem, a zacznie
stawac sie po prostu dzieckiem, z ktorym mozecie sie coraz lepiej porozumiec!
I wtedy poczujecie dume i radosc, ze rowniez dzieki waszemu poswieceniu na
waszych oczach rosnie taki wspanialy czlowieczek, i daje wam coraz wiecej
szczescia, i juz nie wyobrazacie sobie zycia bez niegosmile))
Tylko, serio: wolalabym zeby ktos mnie "ostrzegl" wczesniej, jak bedzie na
poczatku. I mysle sobie, ze Pimpusi tez chyba byloby latwiej....
pozdrawiam wszystkie zmeczone ale szczesliwe Mamysmile
hanka
Obserwuj wątek
    • dazzle Re: z pamietnika mlodej mamy... 21.01.06, 14:20
      nic dodać nic ująć...
      no, moze jeszcze tylko tyle, że tych kilka miesięcy poświęcenia mozna sobie
      osłodzić myślą - że jest to tylko okruszek czasu wobec całego życia, które
      maluch ma przed sobą, a które na starcie możemy mu zepsuć lub wyposażyć go
      godnie w poczucie bezpieczeństwa, miłość i ... przeciwciała smile)
      pozdrawiam
      dazzle
      Ps. ja wstaję już tylko 2 razy w nocy smile
    • be-ko Re: z pamietnika mlodej mamy... 21.01.06, 15:33
      Cieszę się, że hanka13 to napisała. Ja co prawda jestem w połowie jej drogi
      (mała ma skończone 5 m-cy) i równiez uważam, że nie należy się tak łatwo
      poddawać (np. z karmieniem piersią), umieć spojrzeć na wszystko z dystansem,
      kierować się matczynym instynktem, zachowując przy tym zimną krew. Oczywiście
      tez mnie czasami szlag trafia, jak np. mała nie może od 2 godzin zasnąć i
      marudzi, ale wówczas myślę pozytywnie - wiem, że to kiedyś to w końcu minie.
      Z jednym sie jednak z hanką 13 nie zgodzę - nie chciałabym, aby gdziekolwiek
      (np. na szkole rodzenia) powszechnie "ostrzegali", że bycie matką (szczególnie
      w pierwszych m-cach życia dziecka) jest takie hmmmm... wyczerpujące. Mnie
      akurat nie, ale myślę, że wiele dziewcząt/kobiet (potencjalnych matek) by to
      odstraszyło, zniechęciło. A tak - są "rzucone na głęboką wodę" i myslę, że
      prędzej czy później "nauczą się" swoich dzieci.
      Pozdrawiam
      • faq Re: z pamietnika mlodej mamy... 21.01.06, 15:52
        > nie chciałabym, aby gdziekolwiek
        > "ostrzegali", że bycie matką jest takie hmmmm... wyczerpujące. Mnie
        > akurat nie, ale myślę, że wiele dziewcząt/kobiet (potencjalnych matek) by to
        > odstraszyło, zniechęciło

        ale w szkole rodzenia, to juz po rybce smile nie sadzisz? a mozna zawsze sie jakos
        psychicznie przygotowac, ze to nie tylko idylla i anielskie choraly...
        • oda100 Re: z pamietnika mlodej mamy... 21.01.06, 16:25
          a mi sie wszytko podoba co napisala hanka, z tym ze nikt nie jest w stanie nam
          za wczasu powiedziec z jakimi troskami wiaze sie macierzynstwo. Duzo zalezy od
          charakteru matki i dziecka. Ja do czwartego miesiaca karmilam co okolo 3
          godziny, w nocy 2 razy, synek nie wisial mi przy cycu, moglam sobie nawet
          troche dzien zaplanowac. Teraz maly ma 6 miesiecy, wazy 9.7 ( na samej
          piersi) , zaczynam mu podawac inne rzeczy do jedzenia, ale piers jest duzo
          czesciej niz na poczatku, w nocy co 3 godziny, budzi sie kilka razy w nocy, nie
          chce butli, bardzo wczesnie wstaje. Nie jestem w stanie wyregulowac mu drzemek
          w dzien. Synek broni sie przed polozeniem go do lozka, przeciaga godziny
          aktywnosci, a gdy jest juz bardzo zmeczony szuka piersi. Slyszalam ze im
          dziecko strasze tym lepiej spi w nocy i rzadziej je, a u mnie akurat jest
          odwrotnie. Troche sie boje co bedzie za pare miesiecy, ale chce wierzyc wam
          dziewczyny ze w koncu synek nauczy sie sam zasypiac ( nie przy cycu) i jest to
          kwestia czasu.
          Jak chce wprowadzac mu godziny karmienia i spania z zegarkiem w reku to
          niestety mam rozkrzyczane, nieszczesliwe niemowle. Przyzwyczailam sie do tego i
          tez jestem zwolenniczka przeczekania i nie stresowania dziecka, bo
          musi "chodzic jak w zegarku". Mam nadzieje ze za pare miesiecy napisze wam, ze
          bylo warto.
          zycze nam duzo cierpliowsci
    • annairam Re: z pamietnika mlodej mamy... 21.01.06, 16:59
      Pierwsze chwile po porodzie były dla mnie bardzo ciężkie też dlatego bo wiele
      osób wręcz straszyło mnie tym jak bedzie ciężko i z jakimi dolegliwościami
      dziecka się spotkam. W efekcie czułam sie strasznie, bo nie mogłam sprostać.
      Fakt, że bardzo szybko nie mogłam karmić piersią (zanik mleka i to chyba z
      powodu ogromnego stresu) dodatkowo mnie załamał. Nie mogłam się z tym pogodzić.
      Ciagle plakałam. W pewnym momencie powiedziałam stop. Nie dajmy się zwariować i
      wmanewrować w wyrzuty sumienia z tego czy innego powodu. Chce być dobra mamą i
      chce być w zgodzie z sobą i swoim sumieniem. To, że ktoś karmi dziecko 3 razy w
      nocy, nosi je cały dzień, śpi z nim w łóżku albo chce zeby maluch spał sam, jadł
      co trzy godziny, etc. nie znaczy, że jest złym rodzicem. Wszystkie chcemy dla
      naszych dzieci jak najlepiej. Żeby było nam wszystkim lepiej, żebyśmy bardziej
      się cieszyły z tego, że jestesmy mamami dajmy sobie nawzajem prawo wyboru i
      szacunek. To co dobre dla mojego dziecka nie musi być super dla innego. Każdy
      człowiek ma inne potrzeby. Żadna z nas tez być idealną matką nie może. Nie
      szykanujmy się za to, że ktoś nosi dziecko cały czas, inny zostawia je samo w
      leżaczku i maluch się sam bawi, ktoś karmi pirsią 2 lata a ktoś poł roku. Pisze
      do wszystkich forumowiczek, wiecej optymizmu, życzliwości i tolerancji życzę.
      Pozdrawiam i powodzenia dla młodych mam.
      • szept_ciszy Re: z pamietnika mlodej mamy... 21.01.06, 17:06
        Moje dziecko nie lubi jak czytam, woli jak śpiewam, zauważyłam że lubi mieć ze
        mną kontakt wzrokowy, a przy czytaniu nie jest to możliwe na dłuższą metę.
    • niewinna Re: z pamietnika mlodej mamy... 21.01.06, 17:03
      Fajnie , że masz już ten etap za sobą. Ale obawiam się , iż kolejny wątek pod
      tytułem " "nie poddawajcie sie w walce o karmienie piersią" wywoła dyskusję po
      raz tysięczny czy warto...Oczywiście , ze warto. Pozdrawiam.
    • annakg Re: z pamietnika mlodej mamy... 21.01.06, 17:37
      Super tekst!!! Ja też nie stosowałam się do wszystkich rad i zaleceń, np. nadal karmię synka w nocy chociaż podobno od 6m nie powinien się budzić. Szkoła rodzenia to fajny pomysła ale faktycznie zbyt mało tam informacji o psychicznym stanie matki- jak sobie radzić, gdzie iść po pomoc i ze czasami możemy mieć po prostu wszystkiego dość- może wspólnie stworzymy jakiś plan działania w tym kierunku wink
    • niewinna Re: z pamietnika mlodej mamy... 21.01.06, 20:06
      annairam - to Tobie gratuluje wspaniałej wypowiedzi! wszystkie mamy skopiować ,
      wydrukować i powiesić na makatce ! smile))) takich wywarzonych opini tu brakuje !
      • hanka13 Re: z pamietnika mlodej mamy... 21.01.06, 21:05
        Hm,
        jedno musze przyznac,Niewinna, moja opinia pewnie wywarzona nie jest, bo
        pisalam pod wplywem impulsu..ale naprawde, jedno musze dodac: gdzie to ja niby
        napisalam, ze wszystkie mamy musza byc takie same, "skopiowane"? bo czytam i
        jakos nie widze takeigo sensu mojego tekstu...
        pisalam do mam , majacych podobne jak ja dawniej problemy, z intencja porady i
        pociechy... a jesli ktos ma inne - lepsze lub gorsze - doswiadczenia, no to jest
        zupelnie inna para kaloszy!
        A jesli opinie Annairam uwazasz za wywarzona, to dziwne- bo Ona napisala tekst,
        ktory ja odczytalam jako bardzo dla siebie nieprzyjemny - i to nazywasz wywarzeniem?
        Hm, pare miesiecy temu przestalam "bywac" na tym forum, i znowu zaczynam
        rozumiec, dlaczego...niestety.
        hanka
        • annairam Re: z pamietnika mlodej mamy... 21.01.06, 22:08
          Nie chciałam, żeby moja wypowiedź była dla Ciebie, Hanka13, niemiła. Nie
          myslałam też o nikim innym konkretnie. Pisałam trochę pod wpływem impulsu.
          Czytam od paru dni watki Pimpusi i jest mi jej żal, że się tak miota. Kiedy
          byłam w tym momencie po urodzeniu dziecka co ona teraz, podobnie nie wiedziałam
          co robić, pewnie nawet bardziej. Tak naprawdę ona sama musi te problemy
          rozwiązać kierując się wiedzą, radami i swoją intuicją. Wiele osób (moze ja też
          w penej chwili) odpowiadając jej promowało swój sposób postępowania tylko i
          wyłącznie. Potem doszłam do wniosku, że to jest to samo co ja doświadczyłam,
          tyle, że poza siecią. W efekcie rózne rady, opinie kobiet, z których każda
          siebie uważała za niemal wszechwiedzącą, odbierały mi pewność siebie zupełnie i
          ugruntowywały przekonaie, że nie potrafię i nie bede potrafiła sobie poradzić
          jako matka.
          Sama staram się nie krytykowac innych mam i nie chce nikogo na forum obrazić.
          Każda z nas jest inna, różne mamy dzieci. To, że inaczej postępujemy w kwestii
          karmienia, usypiania, zabawy, potem wychowania naszych dzieci, nie znaczy, że
          ktoś jest gorszy. Przecież wszystkie chyba staramy sie jak możemy najbardziej.
          Chodziło mi o to, żebysmy w to wszystkie uwierzyły, w to, że jesteśmy dobrymi
          matkami dla swoich dzieci, najlepszymi dla nich bo to my przecież je najlepiej
          znamy i najbardziej kochamy. Brak doświadczenia, niewyspanie, złość, etc. z
          czasem znikają a błedy to rzecz normalna w zyciu młodej mamy.
          Ja też pisałam, z myśla o mamach, które jak Pimpusią są niepewne i zagubione w
          tej trudnej przecież sytuacji, i szukaja rady i pocieszenia. Chciałabym im dac
          więcej poczucia pewności w tym co robią i powiedzieć, że ten chaos który jest
          teraz w ich domach, a mętlkik w głowie, miną i już niedługo bedą się dużo
          bardziej cieszyć z tego, że są mamami.
          Nie odczytujmy czyichs postów tak strasznie osobiście...bo po co. Jakieś tam
          kłótnie i tak niczego nie wnoszą. Podobnie jak dyskusje na temat za lub przeciw
          karmieniem piersią. Pytanie retoryczne i tyle.
          Pozdrawiam i zycze samych radości z bycia mamą.
          Do Hanki13: nie uciekaj z forum wink
    • hanka13 oj, to nie miała być pochwała karmienia piersia! / 21.01.06, 20:43
      Synek mi sie zbudzil, wiec po napisaniu tekstu nie zdazylam przeczytac calosci
      moich wywodow, moze wtedy przyszloby mi do glowy, ze ktos tak moze to odczytac....
      A wiec:
      1. do Niewinnej:
      to nie byl tekst pochwalny o karmieniu piersia. Jestem zdania, ze to najbardziej
      naturalny sposob karmienia niemowlecia (no bo tak nas natura wyposazyla), ale
      jestem jak najdalsza od wytykania komukolwiek, ze tego nie robi i karmi butelka!
      Jesli tak to ktos odebral- to wybaczcie. Kazda mama karmiaca dziecko z miloscia
      robi to najlepiej, czy to piersia czy butla. I barzdo nie podoba mi sie ten
      nacisk chocby lekarzy na karmienie piersia, raniacy mamy, ktore z roznych
      przyczyn tego nie robia...Przeciez napisalam, ze wieeele razy probowalam
      "przestawic" synka na butle, bez powodzenia..Chodzilo mi o to, ze jesli ktos juz
      karmi piersia, i wie, ze taki sposob karmienia laczy sie z wieloma
      niedogodnosciami dla mamy, no to zeby podzielic sie optymistyczna mysla, ze to
      sie da wytrzymac, i bedzie lepiej, a potem to nawet bedzie dobrzesmile)

      2. do Annairam:
      Rozumiem, ze ton mojego tekstu jakos Cie urazil- nie taka byla moja intencja,
      wybacz. Ale prosze przeczytaj go jeszcze raz- jesli masz checsmile - przeciez nie
      pisze, ze jedyna dobra droga dla matki to droga przez cierpienie, i ze jesli
      jakas mama ma dziecko spiace cala noc, jedzace co 3 godziny i samo bawiace sie w
      lozeczku, to zle! Zazdroszczesmile)))
      Chodzilo mi o cos zupelnie innego....

      Poczytalam (przyznaje, troche pobieznie) posty Pimpusi, i pomyslalam, ze te
      wszystkie ksiazki, Zaklinaczki i rady czasem staromodnych pediatrow mieszaja w
      glowie mlodym mamom, ktore gdyby zdaly sie na swoj instynkt, pewnie lepiej by
      sie czuly, niz porownujac ze "wzorem" wytworzonym przez np. Tracy Hogg... ja
      pamietam, ze myslalam, ze jestem okropna matka, skoro moje dziecko je co 1,5
      godz, wisi przy piersi nie jak zaleca Hogg 20 min, lecz 45, a nocy bynajmniej
      nie przesypia, bo budzi sie co 2-2,5 godz....
      No niestety, czasem tak bywa. I trzeba to przeczekac, wytrzymac. Chodzilo mi o
      to, ze - no napisze to- zamiar tresowania 11 dniowego malenstwa, bo nie wolno go
      karmic tak czesto, jest - no- niedobry. Kazda z Was, ktora ma juz starsze
      dziecko, pewnie teraz rozumie, ze takiemu malenstwu tak naprawde nie chodzi o
      jedzenie, tylko o poczucie bezpieczenstwa, ktore w najlepszy sposob zapewnia mu
      bliskosc mamy....a ze cycus przy tym zaspokaja chyba druga najsilniejsza
      potrzebe- instynkt ssania, dziecko niechetnie sie od niej odrywa....I napisalam
      to po to, zeby takie mamy jak Pimpusia, przechodzace jak mi sie wydaje chwile
      jakiejs rozterki, pocieszyc- ze jesli nawet teraz wydaje sie, ze jest ciezko, to
      minie. A jesli czuje, ze karmic piersia nie chce, powinna sie zdecydowac na
      zmiane sposobu karmienia, bo tak bedzie zdrowiej dla dziecka, ktore zawsze
      potrafi wyczuc nastroj mamy i jej stres...
      . Piszac, ze "wytrwalam" nie mialam bynajmniej na mysli, ze wytrwalam przy
      karmieniu piesria, tylko, ze udalo mi sie przezyc te dziesiatki nieprzespanych
      nocy i czasem nerwowych dni, kiedy synek po pol godzinie usypiania w dzien spal
      15 minut...
      I - co do dlugosci karmienia piersia - ja karmilam do roku, ale sama bylam tym
      zaskoczona, jakos tak "wyszlo"/ nie wiedzialam wczesniej, jak synka odzwyczaic,
      balam sie placzu itp., i po prostu gdy synek mial niecaly rok, zaczal tracic
      zainteresowanie cycusiem, wiec szybko i konsekwentnie zakonczylam karmienie. I
      obylo sie bez placzusmile Pamietam jednak, ze pierwotnym moim zalozeniem bylo -
      kiedy sie okazalo, ze pokarmu mam dosyc i synek dobrze przybiera na wadze - ze
      pokarmie go do ok. 5-6 miesiaca, i wprowadzajac stale pokarmy, przestawie go na
      mleko sztuczne... ale jakos tak nie wyszlo...
      Znowu sie rozpisalam.
      Pimpusiu, jesli czytasz, abys Ty nie poczula sie urazona dodam, ze niemal takie
      same mysli mialam jak Ty.....i w zaden sposob Cie nie pietnuje! Tylko chce Cie
      przestrzec, abys zrobila to, co dyktuje Ci serce, a nie pediatra....Twoje
      malenstwo potrzebuje Twojej bliskoci, dotyku, zapachu....i czekajac w drugim
      pokoju, sluchajac jak placze przy Twoim Mezu, na pewno to czujesz- dla Twojego
      dziecka teraz Ty jestes calym swiatem, nie Twoj Maz.
      Pamietaj o tym.
      pozdrawiam,
      hanka


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka