anula292
13.02.06, 15:23
Jestem z każdym dniem coraz bardziej załamana.
Moze sprawa wyda Wam się dziwna, ale mnie jest z tym strasznie ciężko.
Mój synek ma 8 miesięcy. Jest bardzo pogodnym, radosnym dzieckiem. Rozwija
sie świetnie i własciwie nie ma z Nim żadnych problemów. Powinnam byc
szczęśliwa i niby jestem, gdyby nie fakt, że... On na mnie w ogóle nie zwraca
uwagi...
Jestem na urlopie bezpłatnym, wiec całe dnie spędzamy razem. Gdy jestesmy
sami, wszystko jest ok. Śmieje sie do mnie, wyciąga raczki, gaworzy, itd. Ale
niech tylko ktokolwiek inny znajdzie sie w pobliżu, ja automatycznie moge
przestac istnieć. Kompletnie mnie ignoruje. nawet nie zerknie, gdy cos mówię,
nie usmiechnie sie do mnie, NIC. Identyczna jest sytuacja, kiedy wychodze z
domu - zero wzruszenia. Gdy wracam, podobnie. Niech natomiast w drzwiach
stanie Jego tata, po powrocie z pracy - wtedy az piszczy z zadowolenia. Tak
samo zachowuje się na widok dziadków, których widac, ze uwielbia.
Początkowo robiłam dobra mine, ale teraz coraz częściej łykam łzy.
przeciez nie nudzi się ze mną. Wrecz przeciwnie - klocki, książeczki,
tańczenie, a kuku, spacery - mogłabym wymieniać w nieskończoność... Zreszta
wiecie o co chodzi. Wiem, ze mamy bardzo dobry kontakt, ale tylko wtedy, gdy
jesteśmy sami. To mnie boli.
Nie tęskni, nie przezywa rozstania, nie marudzi za mną...
Gdzie ten lęk 8 miesiąca???
Czy ktoś mnie tu rozumie? Mąż mnie wysmiał...