Dodaj do ulubionych

oddałam własne dziecko

15.03.06, 21:23
Postanowiłam oddać dziecko do babci. Córka ma 6 lat. Dwa lata temu
przeprowadziłam sie z nią do innego miasta. Mój partner okazał się jednak
człowiekiem, który nie był w stanie jej zaakceptować. Wieczne awantury,
wychowywanie małej na siłe wg. jego żołnierskich metod doprowadził w końcu do
sytuacji nie do zniesienia. Nie mogę ot tak poprostu spakować sie i wrócić
razem z dzieckiem do mamy. Nie miałybyśmy się z czego utrzymać. Tutaj mam
pracę a tam nie i raczej trudno byłoby mi znaleźć w ciągu kilku tygodni. Na
więcej bez pracy nie mogę sobie pozwolić. Więc ją oddłam. Mieszka teraz
zbabcią a ja dalej z tym facetem. Dziecko tego nie rozumie uważa, ze ja
kocham go bardziej niż ją. Wiem, ze u babci czuję sie dobrze i bezpiecznie.
Dzwnię do niej i ona mówi, ze jest jej z babcią cuownie tylko ze ona boi się
o mnie. Chcę do niej wrócić jak najszybciej jak tylko znajdę jakąś pracę. Ta
cała sytuacja oddaliła mnie bardzo od partnera. Chyba nie umiem go już kochać
to przecież przez niego musiałam rozstać sie z córeczką. Jestem potwornie
rozdarta, to dopiero 3 dzień ale nie umiem sobie znależć miejsca i nie wiem
czy moja decyzja była dobra. Nie mogę sie pozbierać. Nie chę abyście mi
doradzały bo to już sie stało. Powiedzcie mi tylko czy któraś z was moze była
wychowywana przez dziadków i jakie to miało konsekwencje w relacjach między
dzieckiem a matką. Powiedzcie proszę bo boje sie bardzo żebym jej nie
skrzywdziłą jeszcze bardziej.
Obserwuj wątek
    • mufka51 Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 21:26
      Nie będę Ci doradzała.
      Nie wiem,czy zdajesz sobie sprawę,jak ciężko jest odbudować zerwane więzi
      pomiędzy matka a dzieckiem?Twoja córka jest jeszcze malutka i robisz jej krzywdę.
    • ewazy Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 21:30
      mojego meza wychowywala babcia.teraz moja tesciowa sie bardzo spreza zeby od
      budowac wiezi z synem,ale przeciez nie ma juz nic do nadrobienia.juz za
      pozno.wspolczuje ci po prostu.
      • abi3 Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 21:35
        taaaaaaaaaa...........
        mojego męża też wychowywala babcia, bo matka po prostu nie miała dla niego czasu.
        Wogóle...jak mógł się pojawić na tym świecie? rok po swoim bracie? okropne?
        Matka nie miała dla niego większych uczuć.
        Nie oceniam Cię, pragnę jedynie podkreślić,że mój mąż do dzisiaj nie żywi do matki
        miłosci...bo po prostu....nigdy jej nie otrzymał!!!
      • katarina000 Re: oddałam własne dziecko 18.03.06, 13:49
        Jestem w szoku!Dziecko ma racje dla Ciebie wazniejszy jest ten straszny
        facet!!!!!!!!!?Nie wiem moze nie mam racji,ale przeciez nie moze byc nic
        wazniejszego od wlasnego dziecka,od kochanej coreczki,dla ktorej Ty jestes calym
        swiatem!!!Nie wiem jak zrobisz,ja nie oddalabym dziecka do babci tylko
        dlatego,ze Twoj partner nie umie jej zaakceptowc!Ja zostalabym tam gdzie
        jestem,faceta bym sie pozbyla i pracowalabym tak,zeby mojej coreczce nic nie
        zabraklo!!!Pozdrawiam i zycze duzo rozsadnych decyzji!
    • triss_merigold6 Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 21:36
      Współczuję Tobie ale dziecku bardziej. Cóż... jak najszybciej zerwać z facetem
      i poszukać pracy.
    • malgorzata9 Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 21:37
      Ja zwyczajnie... nie rozumiem...
      • anoosia2 Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 21:43
        Chyba nie zdajesz sobie sprawy co zrobiłaś, można dać tak bo wygodnie komus
        własne dziecko? NAjgorsze, że dalej jesteś z tym człowiekiem. NIe rozumiem cię
        i myśle, że szybko pożałujesz swojej decyzji. Spytaj jakiegokolwiek dziecka,
        czy woli dobre życie u kogoś, czy biednie, ale z mamusią. Piszesz o
        pieniądzach, pracy, to sa rzeczy nabyte, uczuć nie da się nabyć. Kiedys mała
        wykrzyczy ci w twarz co czuje.
        • tranik Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 14:43
          Wyslalam do ciebie list ale nie wiem czy doszedl. Tutaj napisze tylko zebys
          wracala do dziecka. Z tym facetem to juz przesadzona sprawa. Tracisz tam czas i
          rujnujesz sobie zycie. Nie zaslaniaj sie praca bo nie o to tak naprawde chodzi.
          Koniecznie wroc do dziecka.
          pozdr..tranik
      • annaalex Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 21:44
        Twoja sprawa, nigdy osobiscie bym tego nie zrobila, moja ciotka oddala swoje
        dziecko do babci w wieku 5 lat, do tej pary sa sobie obcy, chlopak do tej pory
        ma pretensje 'Jak moglas mnie oddac, a zostac z tym okropnym facetem, ktory tak
        strasznie mnie traktowal, zamiast mnie bronic - oddalas mnie (tak latwiej)???",
        gdzie twoja lojalnosc wobec dziecka, i tak w oczach dziecka wybralas jego.
        Zreszta w moich tez!
    • ania.silenter Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 21:51
      To nie jest dobry pomysł. Moja Ola pomiędzy 7 a 13 miesiącem życia mieszkała z
      dziadkami i pomimo ogromnej miłości dziadków, naszych odwiedzin jej co 2
      tygodnie mała miała początki choroby sierocejsad. Serio. Odkąd wzięliśmy ją
      spowrotem nie została bez nas nawet jednego dnia. Już się otrząsnęła, ale
      trwało to około 3 miesięcy. Dziecko MUSI być z rodzicami. Oli świat jest terz
      poukładany: jesteśmy - rodzice, młodsza siostrzyczka Ada, w dni powszednie
      opiekunka. Oleńka miała następujące etapy: obojętność w stosunku do mnie -
      wtedy, kiedy była u dziadków, rozpaczliwe przywiązanie, kiedy już byliśmy razem
      (około 3-4 miesięcy nie puszczała mnie od siebie na krok), teraz jest już
      normalnie.
      pozdrawiam
      • ania.silenter Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 21:56
        ania.silenter napisała:

        > Oli świat jest terz
        TERAZ, TERAZ, oczywiście
        >
      • verdana Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 21:59
        Nie da sie ukryć - niezależnie od Twoich motywacji dziecko widzi, ze miałaś
        wybór pomiędzy facetem a nią - i wybrałaś faceta. Ma wszelkie powody sądzić, że
        nieszczególnie ją kochasz i ze nie za bardzo Ci na niej zależy. Moze i troche
        racji ma - jak by nie patrzeć wybrałas prace i faceta, kosztem dziecka, godzac
        sie na to, ze będzie czulo sie odrzucone przez własna matkę.
        Wydaje mi się, ze jeśli sytuacja nie zostanie szybko naprawiona, czyli np. nie
        podasz dziecku konkretnego terminu - to sytuacja na dwa miesiace, pół roku - i
        tego terminu nie dotrzymasz co do dnia - to straciłas dziecko. A dziecko
        zostanie sierotą, a przynajmniej tak sie będzie czuło.
        • malgog Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 08:42
          verdana - wyjęłaś mi to z ust...

          jakoś ten post mi pachnie podpuchą jednak...

          na początku postu autorka pisze że została z facetem bo ma pracę i nie mogłaby
          przeprowadzić się do miejsca gdzie mieszkają dziadkowie z powodu braku pracy
          tam właśnie,
          pod koniec postu tłumaczy, że zabierze małą od dziadków jak tylko znajdzie
          pracę...

          coś tu nie gra - albo ma pracę i została z facetem bo jednek wybrała jego a nie
          swoje dziecko i tutaj nie widzę absolutnie wytłumaczenia dla tego postępowania
          albo tej pracy nie ma i została z facetem bo po prostu ma kogoś kto ją
          utrzymuje...

          • wieczna-gosia Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 12:38
            malgog ja ci wytlumacze.

            autorka prace ma tam gdzie mieszka z facetem, z ktorym sie rozstaje.

            Autorka nie ma pracu u dziedkow gdzie zamierza sie przeprowadzic. Autorka chce
            znalesc tam prace, zostawic te ktora ma teraz i sie przeprowadzic.

            jestem genialna smile)))
    • koala500 Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 22:02
      Nie byłam co prawda wychowywana przez dziadków, ale mama zawoziła mnie tam na
      wakacje gdy byłam na wsi bo oboje z ojcem pracowali a na wsi "jest zdrowe
      powietrze". Nie lubiłam tam być i bardzo tęskniłam za mamą, chociaż mnie
      odwiedzała w sobotę i niedzielę.
      Nie dziwię się że w oczach twojej córki wygląda to tak jakby ten facet był dla
      ciebie ważniejszy. Czy Ty nadał chcesz być z kimś kto źle traktował twoje
      dziecko? Nie chcę cię oceniać, ale ja bym nie mogła. Nie mogłabym być z
      człowiekiem, który źle traktuje JAKIEKOLWIEK dziecko.
      Postaraj się wymyślić jakieś lepsze rozwiązanie zanim odbudowanie waszych
      relacji stanie się niemozliwe.
      • zonka77 Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 22:07
        wiesz co a ja dołączę siędo tych nierozumiejących. Wybacz - kocham swoją
        córkętak że nie ma takiego faceta ani takiej pracy na świecie dla którego bym
        zdecydowała na rozłąkę z nią. Gdyby to było konieczne może zawiozłabym ją do
        rodziców na miesiąc - ale ja jużpo tygodniu jej nieobecności umieram z tęsknoty.
        Więc zwyczajnie nie rozumiem i nic nie umiem Ci poradzić poza tym żebyś
        zostawiła faceta który źle traktował Twoje dziecko bo nie sądzę żeby to był
        dobry facet i jechała do córci. Ale na co takie rady - zdecydowałaś że ją oddasz
        to i zdecydujesz lub nie ze z nią będziesz.
        Twojej córeczce życzę mamy która sobie poukłada wartości w dobrej kolejności i
        będzie chciała być mamą tak jak powinna.
      • peggy1 Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 22:12
        Ja bylam wychowywana przez dziadkow. Kiedys nie mialam pretensji. jako dziecko
        nie bardzo to rozumialam. Dla mnie byl to stan naturalny. Nigdy jedna (mimo
        odwiedzin) nie bylam zwiazana z rodzicami. Z tata mam jeszcze jako taki kontakt.
        Do mamy wraz z dorastaniem mialam coraz wieksze pretensje. Teraz nie mam z nia
        prawe zadnego kontaktu emocjonalnego. Jeszcze do niedawna jezdzilam do niej w
        odwiedziny. Teraz juz nawet nie dzwonie. Wkurzaja mnie jej rady i porady
        wzgledem dzieci. Jak ona mnie moze krytykowac jak mnie nie wychowala????? Zal
        mam ogromny. Oddala mnie dla wlasnej wygody. On nazwala to brakiem wyjscia. Ja
        jestem w identycznej sytuacji jak ona przed wieloma laty - mam prace (dorywcza),
        studia dzienne i dziecko. I codziennie udowadniam jej i sobie, ze to nie jest
        sytuacja bez wyjscia. JAk sie chce to wiele mozna zrobic zeby byc z wlasnym
        dzieckiem. Nie zrobialabym synkowi tego co zrobila mi moja matka sad((
    • vharia Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 22:18
      Mnie sie w głowie nie miesci coś takiego.
      Facet zbrzydłby mi doszczętnie po pierwszym tygodniu tresowania mi córki a i z
      Tobą napewno sie nie liczy, skoro go jeszcze sumienie nie zeżarło, że Was
      rozdzielił.
      Znam niestety historię oddania kilkuletniego chłopca na wychowanie babci "bo tak
      będzie dla niego lepiej" (tam chodziło o jakieś dyrdymały typu odbierzemy go jak
      zarobimy). Dziecko cierpiało, tęskniło, a potem- przystosowało sie. Po kilku
      latach okazało sie niemozliwe odebranie go. Nigdy juz nie wrócił do rodziców (bo
      nie chciał za nic). Wątpię tez aby im kiedykolwiek wybaczył. Czy mozna sie dziwić?

      Dziecko uważa, ze mniej ja kochasz- a jak to wygląda?! Jesteś z nim a nie z nią.
      Dzieci oceniają sytuacje bardzo prosto- i niestety mają rację. Pamietaj tez, ze
      skoro byłyście wcześniej bez żadnego "normalnego" taty, to Ty byłaś jej całym
      światem i jedyna rodziną.

      Tak prawdę mówiac, to jestem przerażona tą historią.
      • peggy1 Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 22:26
        Chce jeszcze cos dodac. Mieszkajac z babcia bylam idelanym dzieckiem. Gdy
        zabrali mnie rodzice do siebie (mialam wtedy 9 lat) zupelnie nie wiedzialam o co
        chodzi. Niby bylam juz duzym dzieckiem ale wszystko mnie przerazalo. Rodzice
        odbierajac swoje dziecko po 9 latach miali jakas wizje mnie. Okazalo sie ze mnie
        wcale nie znaja. Byly ciagle klotnie, awantury. W ogolniaku pilam na potege. Nie
        spelnialam oczekiwan mojej mamy na ktora czekalam 9 lat !!!!!!! Z domu
        wyprowadzilam sie w wieku 18 lat. Koncze dzienne studia. Mam rodzine. Czegos tam
        juz sie w zyciu dorobialam. Ale caly czas mam ogromny ŻAL. Jak mozna mnie bylo
        oddac????

        Mama tlumaczyla mi zawsze, ze u obych nie bylam. To glupie tlumaczenie. Bo
        nawetnajbardziej kochajaca babcia nie zastapi mamusi. Po przeczytaniu postu nie
        moge przestac rozmyslac. Takie przezycia naprawde bardz gleboko zostaja w czlowieku.
        • misstee dzieki 15.03.06, 22:30
          to napewno dla ciebie również trudne pisać o tym co przeszłaś. Ale mnie pomaga
          i daje siłę do tego aby jak naszybciej wrócić do córki. dziękuję ci
        • setite do peggy 17.03.06, 17:54
          Mój mąż był wychowywany przez babcie i przyszywanego dziadka. Bo rodzice na
          studiach, i podobno nie szło pogodzić wychowania dziecka ze studiami. Odbrali
          go od babci po sześciu latach. W liceum wrócił do babki (jego matka po
          rozwodzie wybrała człowieka, który łagodnie mówiąc nie tolerował obecności
          nieposłusznych w 100% "cudzych" dzieci).

          Kontakt emocjonalny z matką - bliski zeru. Właściwie dopiero w ostatnich latach
          coś się może poprawiło. Jak to wpłynęło na jego psychikę? To skomplikowany
          temat - ale mąż miewa problemy z komunikacją emocjonalną.

          Nasze dziecko urodziło się, gdy oboje studiowaliśmy. Mąż pazurami bronił się
          przed jakimimikolwiek formami pomocy typu "weźmiemy i wychowamy za was".
          Dzieckiem zajmowaliśmy się sami - studia dzienne skończyliśmy, w trakcie
          studiów pracowaliśmy zawodowo (choć faktycznie w ograniczonym wymiarze).

          Pozdrawiam, Peggy
    • blu-velvet ja bym nie potrafila 15.03.06, 22:23
      oddac dziecko i zostac z partnerem,ktory go nie akceptuje-a troche w zyciu juz
      przeszlam i bylam w podobnej sytuacji ale w moim przypadku to partner poszedl w
      odstawke.Moja mama wychowywala sie u dziadkow,niby miala dobrze materialnie-ale
      swojej matki to ona na pewno nie kochala-nie kochala bo po prostu nie
      potrafila,gdyz sama tego od niej nie doznala...przemysl sobie wszystko jeszcze
      raz-nie ma sytuacji bez wyjscia..
    • lila1974 Re: Wiecie co ... 15.03.06, 22:37
      podejrzewam, że autorka doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że córeczce jest
      przykro. Myślę, że nie oddała dziecka dla własnej wygody, tylko z konieczności.
      Chyba lepiej, że dziewczynka jest z kochającą ją babcią niż z obcym facetem,
      który jej nie trawił.

      Rozumiem, że w chwili obecnej jesteś w jakiś sposób uzależniona od faceta
      (lokalowo, finansowo itp.), więc zrób wszystko i to jak najszybciej, by swoje
      sprawy wyklarować i wrócić do córki.

      Tak jak radziła Verdana - wyznacz sobie i jej termin. Porozmawiaj najszczerzej
      jak można, bo wbrew pozorom 6 latka dużo już rozumie. Ona musi czuć, że ją
      kochasz, ze Ci na niej zależy.

      A dziada, który źle traktował Twoje dziecko, niech Ci nie będzie żal.
      Miej szacunek dla siebie samej i dla swojego dziecka.
    • gabrysia78 Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 22:39
      I ty sie jeszcze zastanawiasz.??????Kopnij goscia w du...e!!!! i jedz do
      dziecka.Jak moglas wogole tak postopic ok rozumniem praca .Ale zawsze cos
      znajdziesz,masz rodzine.Pomogo ci na poczotku.Jedz do dziecka!!!!!!!!!!!!
      • janet3 Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 23:04
        Dlaczego jestes jeszcze z tym facetem???? Nie bardzo rozumiem twojego
        postępowania dzieciak won a ty dalej siedzisz z kretynem przez którego
        odesłałaś córke.Wiesz co nie ma na świecie takiego fiuta który sprawiłby żebym
        rozstała się z moim dzieckiem.
        • lola211 Re: oddałam własne dziecko 15.03.06, 23:11
          Przeciez nie o to chodzi.Nie ma poki co warunkow, by byc razem z
          dzieckiem.Rzuci prace, wróci do matki i zostanie bez srodkow do zycia.Najpierw
          niech poszuka etatu, a potem kopnie faceta.
          Postaraj sie, by rozłaka trwala jak najkrócej, dziecko na pewno to przezywa.
          • utalia a siebie sprzedałam 15.03.06, 23:23
            "....i co dzien rano na glowe wody kubelek..."
            Co prawda słoniowi Trąbalskiemu nic to nie pomoglo ale moze Ciebie uratuje.
    • escribir Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 00:08
      Misstee, dobrej nocy ci życzę, o ile spac możesz ;-((
      • mka16 Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 05:05
        A ja Cie podziwiam, bo zdaje sobie sprawde, ze nie byla to latwa decyzja, i o
        ile to sytuacja przejsciowa to moze rzeczywiscie wszystkim wyjdzie na dobre,
        ale nie kazdy rozumie, ze w zyciu sa rozne sytuacje. Trzymaj sie i zycze Tobie,
        aby wszystko sie jakos poukladalo
        • gabi683 Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 06:31
          A Ja uwazam ze jestes egistka zby dla faceta zostawić własne
          dziecko !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!To sie w głowie nie
          mieści,dla wygody i dla jakiegoś du.......Tacy ludzie jak Ty nie powinni miec
          dzieci !
          Ktos kiedys powiedzial: wszystko powraca...
          • peggy1 Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 07:59
            "ale nie kazdy rozumie, ze w zyciu sa rozne sytuacje. "
            No i ja na przykład nie rozumiem. nie jestem w stanie tego pojac. Bo
            przeszlam w zyciu juz mase sytuacji ktore sie wydawaly bez wyjscia i ZAWSZE
            jakies wyjscie sie znajdowalo. Ale zawsze z synkiem - nigdy bez niego.
            Moja mam zawsze mi powtarzala ze oddala mnie bo byla taka sytuacja. A tak
            naprawde tyo chodzi o wlasna wygode.

            "Ktos kiedys powiedzial: wszystko powraca..."
            Mam satysfakcje ze to ja teraz zostawilam moja mame. I mozecie za to na mnie
            wieszac psy. Ale ja czuje sie lepiej gdy nie widze kobiety dla ktorej moje
            istnienie bylo tylko klopotem...
        • anoosia2 Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 08:12
          Może czas zrobiś ostre cięcie, bo nie każdy jest na tyle silny,żeby powoli się
          zebrać. Ten człowiek ma na ciebie bardzo destrukcyjny wpływ, żeby nie skończyło
          się na bliżej nie określonym czasie, za pare miesięcy, może rok i tak przez
          dług czas. Dzieci nie rozumieją czasu, dla niej to wieczność.
          Są kobiety, które potrafią wyjść z gorszego bagna, z dziećmi mieszkać w domu
          samotnej matki, walcząc o każdy dzień.
          Szanuj co masz, bo stracisz bezpowrotnie, oglądając się za tym co możesz mieć.
          Miłość dziecka jest krucha.
    • siasiuszek Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 08:25
      Jak miałam 2,5 roku zostałam na 6 miesięcy oddana do babci, bo moja mama była w
      ciąży pracowała i nie wiedziała jak sobie da teraz rady z małym diabełkiem
      takim jak ja Nie wiem czy się to na mnie odbiło nie pamiętam tego całą sytuacje
      znam tylko z opowieści. Teraz mam normalny kontakt z mamą tak jak moja młodsza
      siostra.
    • hratli o rany... 16.03.06, 08:50
      nie wiem... moze jestem dziwna, moze nie rozumiem ludzi itp.

      ale mi sie nie miesci w glowie po prostu. jak mozna zrobic cos takiego. jak
      mozna byc z takim czlowiekiem w zwiazku. jak mozna oddac dziecko dla jego
      dobra. jak mozna z tym zyc? nie zrozumiem twojego postepowania, nie wiem, jak
      do takiego czegos moglas dopuscic. dziecku z reguly jest dobrze z dziadkami,
      ale jakie to ma znaczenie?????? oddalas to co masz nie nawej najcenniejsze, ale
      bezcenno. dziewczyno nie chce cie oceniac, ale dla mnie to jest prawie dno.
      • przeciwcialo Re: o rany... 16.03.06, 09:01
        Zmieniłabym faceta a nie oddawała dziecko. to jakieś chory układ. Obcy facet
        wygrywa z dzieckiem. Dziwie ci sie i tyle.
        • roksi23 Re: Kolejna matka-nie mamusia.... 16.03.06, 10:03
          Dla mnie to normalna patologia,jak można wybrac obcego faceta,stawiać go na 1
          miejscu i pisac że robisz to dla dobra dziecka???W tej chwili powinnaś być przy
          córce,powinna czuć że jest dla ciebie najważniejsz,kochana i wogóle nie
          wyobrażam sobie jak mozna tak postępować.Gdybyś naprawdę kochała swoje
          dziecko,to wróciła bys do swojej mamy RAZEM ze swoim dzieckiem,a tłumaczenie
          praca?pieniądze?nie chce cie oceniać ale ja dla swojego synka zrobiła bym
          wszystko byle był szcześliwy,swoim zachowaniem bardzo krzywdzisz dziecko i żal
          mi ale nie ciebie tylko twojego dziecka.
          • melka_x Re: Kolejna matka-nie mamusia.... 16.03.06, 10:29
            roksi23 napisała:

            > a tłumaczenie praca?pieniądze?nie chce cie oceniać ale ja dla swojego synka
            > zrobiła bym wszystko byle był szcześliwy

            A najedzony?
            Dzieci potrzebują również tak prozaicznych rzeczy jak jedzenie. Jedzenie się
            kupuje za pieniędze. Pieniądze otrzymuje się za pracę.
        • mmarusia Re: o rany... 09.05.06, 17:10
          > Zmieniłabym faceta a nie oddawała dziecko. to jakieś chory układ. Obcy facet
          > wygrywa z dzieckiem. Dziwie ci sie i tyle.



          PODPISUJE sie pod tymi slowami obiema rekoma.

          Moj maz praktycznie byl wychowywany przez sanatoria,prewentoria i sam.
          Nie ma cieplych uczuc do matki.Szanuje ja,bo to matka,ale wie,ze zostawila jego
          i rodzenstwo dla faceta,ktory ich nie akceptowal.
          To jest koszmar !!
          Jezeli ten list to nie podpucha,to doradze Ci,abys poszla po rozum do glowy.
          Dziecko masz jedno,a "tego kwiatu pol swiatu"(facetow).
          Dla mnie nie liczylby sie facet,ktory nie akceptowalby moich dzieci.
    • lola211 Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 09:43
      Albo jestescie bezdennie głupie, albo nie umiecie czytac ze zrozumieniem- to do
      tych mamusiek, ktore wieszaja psy na zalozycielce watku.
      Pisze wyraźnie, ze chce do dziecka jak najszybciej wrocic, jak tylko znajdzie
      prace.Zatem nie zostawila dziecka dla faceta, bo decyzje o opuszczeniu go juz
      podjeła.Nie chce dziecka skazywac na dalsze nieprzyjemnosci ze strony tego
      goscia, wiec w imie jej dobra zawiozła córke do osoby, u ktorej ma spokoj i nie
      jest narazona na ataki.To bardzo dobre posuniecie.
      Gdyby mieszkali w jednym miescie nie byloby problemu.Ale dziewczyna ma zgryz,
      bo gdy zrezygnuje z pracy zostanie bez srodkow do zycia.Miloscia dziecka nie
      nakarmi.Aby zamieszkac z dzieckiem musi znaleźć prace w tej miejscowosci- czy
      to tak trudno zrozumiec?
      • triss_merigold6 Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 09:47
        I dlatego wresja Verdany wydaje mi się najsensowniejsza: ustalić termin,
        porozmawiać z córką i dotrzymać słowa. Nie dziwię się jej o tyle, że trudno z
        dnia na dzień całkowicie zmienić życie tj. zostawić pracę, spakować się,
        znaleźć nową w innym mieście itd. Tyle, że takie układy tymczasowe mają
        tendencję do trwania dłużej niż planowano.
      • hratli Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 09:48
        tak, jestem bezdennie glupia
    • melka_x Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 09:49
      A może zanim się na kogoś naskoczy warto jednak przeczytać co napisał?

      misstee napisała:

      > Nie mogę ot tak poprostu spakować sie i wrócić
      > razem z dzieckiem do mamy. Nie miałybyśmy się z czego utrzymać.

      jak również, napisała:

      > Chcę do niej wrócić JAK NAJSZYCBIEJ jak tylko znajdę jakąś pracę.
      (caps lock mój)

      Życzę Ci Misstee żebyś jak najszybciej znalazła pracę i rozstała się z
      partnerem. Na razie dzwoń codziennie i jak najczęsciej przyjeżdzaj do córki
      (ale to pewnie sama wieszsmile. Poza tym zrób wszystko, żeby przekonać córkę, że
      jej pobyt u babci nie wynika z tego, że jej nie kochasz, ale że po prostu w tej
      chwili nie możesz inaczej. Sądzę, że dziecko zdecydowanie lepiej zniesie tę
      sytuację gdy będzie miało pewność, że jest przez Ciebie kochane, że nie zostało
      oddane, ale musi poczekać aż znajdziesz pracę. Jeśli uwierzy w to - będzie Wam
      obu dużo łatwiej, dzieci o wiele więcej potrafią zrozumieć niż nam się wydaje.
      Szczególnie gdy czują się kochane.
      • malgog Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 09:57
        melka ale ona coś kręci
        najpier pisze:
        "Nie mogę ot tak poprostu spakować sie i wrócić
        razem z dzieckiem do mamy. Nie miałybyśmy się z czego utrzymać. Tutaj mam
        pracę a tam nie i raczej trudno byłoby mi znaleźć w ciągu kilku tygodni".

        a na końcu
        "Chcę do niej wrócić jak najszybciej jak tylko znajdę jakąś pracę"

        Ja wiem, że można mieć rozterki z tego powodu, ale wygląda, że ona stara się
        tłumaczyć z decyzji oddania dziecka dziadkom sama przed sobą....
        nie przeczę, że może bardzo kochać córkę ale jednak wybrała faceta i teraz
        tylko szuka ładnego wytłumaczenia

        • melka_x Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 10:06
          Malgog dla mnie te zdania są spójne. Według mnie Mystee jest po prostu
          przytomna, patrzy realnie na świat i wie, że trudno będzie jej znaleźć pracę w
          ciągu kilku tygodni. Rozumiem, że partner się delikatnie mówiąc zupełnie nie
          sprawdza przy wychowaniu dziecka, więc Mystee podjęła decyzję, żeby odizolować
          od niego córkę, a sama chce do niej przyjechać najszybciej jak to będzie
          możliwe. A że stara się tłumaczyć sama przed sobą? A kto z nas w takiej
          sytuacji nie miałby poczucia winy? Bez względu jakby nie być pewnym słuszności
          takiej decyzji, niemal każda matka będzie się w takiej sytuacji dręczyć. Wiesz
          Malgog ja jak czytam niektóre posty to mam wrażenie, że część e-mam jest
          kompletnie oderwana od rzeczywistości, pisze tak jakby nie docierała do nich
          rzecz oczywista - żeby samemu wychować dziecko trzeba mieć pracę.
          • malgog Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 10:13
            melka OK
            zgadzam się z tym co piszesz i bardzo szanuję Twoje zdanie - jesteś mądra babka

            że emama to forum na którym piszą różne osoby
            ja jednak w takiej sytuacji jak tu opisana nie zdecydowałabym się na
            wystawienie swojego postępowania pod pręgież opinii publicznej,
            bo jednak mam świadomość jaka będzie ocena

            co autorka chciała uzyskać - wiedziała, że raczej nikt po głowie jej nie
            pogłaszcze a usłyszy głosy oburzenia
            przecież to tylko bardziej dołuje...

            szkoda mi generalnie dziewczyny bo jest w sytuacji nie do pozazdroszczenia...

            • melka_x Malgog:) 16.03.06, 10:25
              Bardzo sprytniewink)), tak mnie zmiękczyć żeby odebrać mi zapał polemistywink)).
              smile

              A co do spodziewanych reakcji na forum - wydaje mi się, że jak ktoś bywa tu
              rzadziej, to pewnie nie zauważa, że trwają tu nieustające zawody w konkurencji
              plucie na odległość i rzut kamieniem (cel nieistotny). Sądzę, że autorka po
              wyjaśnieniu powodów swojej decyzji spodziewała się, że dziewczyny poradzą jak
              małej ułatwić ten czas, jak zminimalizować skutki rozstania. A to, że przy tak
              poważnym problemie niemal nikt uważnie nie przeczyta jej postu przed
              wysmarowaniem odpowiedzi to pewnie jej nie przyszło do głowy. Z punktu widzenia
              forumowych wyjadaczek to naiwne, fakt.
        • lila1974 Re: malgog 16.03.06, 10:18
          Nie widzę wprzytoczonych przez Ciebie zdaniach rozbieżności.
          Teraz ma pracę w miejscowości, gdzie żyje z owym facetem, a poszukać musi tam,
          gdzie chce się przeprowadzić.

          Co Wy z tym wyborem faceta???
          Może po prostu wybrała mniejsze zło?
          Po co zaraz doszukiwać się złych intencji?
    • eremka Re: wychowywali mnie dziadkowie... 16.03.06, 09:55
      ... do 7 roku zycia, potem zamieszkalam z rodzicami.

      Efekty: brak integracji rodzicow ze mna, mnie z rodzicami, brak glebszych
      relacji, moglabym nie ogladac/nie rozmawiac z mama przez tygodnie - ale dzwonie
      bo tak nalezy uncertain
      acha, pewne uposledzenie uczuciowosci u mnie
      ...a przeciez dziadkowie byli w porzadku, dbali o mnie, kochali ...
    • gabi683 Re: lola211 16.03.06, 09:58
      Głupia poszukaj sobie w rodzinie!
      Napisała to na forum i kazdy ma prawo wyrazić swoje zdanie!Czy Ci sie to podoba
      czy nie!
      • egoya Re: lola211 16.03.06, 10:07
        normalnie nie rozumiem, a nie lepiej poszukać gdzieś innego lokum i być z małą? Wybrać faceta niż dziecko...rozumiem żebyś jeszcze od niego odeszła. No i co że dziecko ma spokój, jak za tobą tęskni.
        • roksi23 Re: Dodam jeszcze.. 16.03.06, 10:15
          Powinnaś myśleć że to twoja córka jest jedyna,facetów jest na pęczki
          • melka_x Re: Dodam jeszcze.. 16.03.06, 10:33
            roksi23 napisała:

            > Powinnaś myśleć że to twoja córka jest jedyna,facetów jest na pęczki

            Wróć do postu Mystee i przeczytaj go. Wtedy się dowiesz, że dziewczyna podjęła
            decyzję o rozstaniu z facetem.
        • lola211 Re: lola211 16.03.06, 12:56
          Nie wiemy ile autorka watku zarabia.Podejrzewam, ze na tyle malo, iz ja na lokum
          po prostu nie stac.Inaczej dylematów by raczej nie miala, nie sadzisz?

      • lola211 Re: lola211 16.03.06, 12:49
        Owszem, po to jest forum, by wyrazac swoje zdanie.I ja je wlasnie
        wyrazilam.Jesli ktos nie rozumie sensu pisanego tekstu to jest po prostu głupi,
        malo inteligentny inaczej.Tym bardziej, ze tekst nie jest szczegolnie skomplikowany.
        Proponuje poczytac 2 razy, zastanowic sie co autor mial na mysli, a dopiero
        poźniej brac sie za komentowanie.
        Jak Melka zauwazyla- to na forum czeste zjawisko- czytanie po łebkach i
        przeinaczanie wypowiedzi.
    • misstee przeczytałam dziękuję 16.03.06, 10:27
      Przeczytałam wszystkie wasze odpowiedzi momentami czując się jak ostatnia
      szmata, chwilami zaś doszukałam się prawdziwej empatii. Nie wybrałam faceta.
      Nie jestem z nim tylko z nim jeszcze mieszkam. To po pierwsze. Po drugie
      najważniesze dla mnie w tej chwili jest takie zorganizowanie życia abym mogła
      jak najszybciej wrócić do dziecka. Obiecałyśmy sobie że nastąpi to najpóźniej w
      czerwcu i niech by nie wiem co tego terminu nie przekroczę. Zazdroszczę bardzo
      tym mamom, które nie muszą wybierać lub szukać rozwiązań tymczasowych jak ja.
      Macie zapewne pełne rodziny, męzów którzy stanowią dla Was wsparcie. Ja tak
      komfortowej sytuacji nie posiadam i niestety muszę wybierać i walczyć o siebie
      i dziecko. Dziękuję za wszystkie Wasze wypowiedzi one też dają mi siłę.
      • hratli Re: przeczytałam dziękuję 16.03.06, 10:39
        zycze ci wszystkiego dobrego, ulozy sie zobaczysz
        • gabi683 Re: przeczytałam dziękuję 16.03.06, 10:42
          Moze zbyt pochopnie powiedziałm ,ale uwazam ze jesli chcesz to napewno Ci sie
          uda smilePozdrawim i zycze wiele siły ,i uwiez ze zycie Ci sie ułozy i znajdziesz
          dobrego faceta ktor bedzie szanowac Twoje dzieckosmileZycze Ci tego z całego serca
      • mavva Re: przeczytałam dziękuję 16.03.06, 10:45
        Nie potępiam Cię.
        Jesteś w trudnej sytuacji, ale poradzisz sobie, zobaczysz.
        A ci, co tak krzyczą i rzucają kamieniami, nie mieli być może takich problemów,
        a niektórym do empatii potrzeba własnych doświadczeń.
        Ale w życiu nic nie jest stałe.

        Jedyne, co mogę Ci doradzić, to żebyś się z małą kontaktowała jak najczęściej i
        jak "najwydajniej".
        Oprócz odwiedzin, telefonów, bardzo pomagają kartki wysyłane przez mamę, co
        kilka dni. smile

        Trzymaj się i nie daj się.
        A jak chcesz pomocy czy oceny, to lepiej poproś facetów, nikt tak nie zdołuje
        kobiety, jak inna kobieta.
      • anetta75 Re: przeczytałam dziękuję 16.03.06, 11:55
        Trzymam za Was kciuki. Powodzenia i nie przejmuj się postami złośliwych e-mam,
        które są pewne, że one nigdy.... Oby nie musiały stawać w życiu przed trudnymi
        wyborami.
        pozdrawiam, Anetta
    • mieszkowamama Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 10:47
      Nie mogę Cię nie ocenić. Nigdy, ale to nigdy nie zrozumiem takich jak Ty!!
      Choćbym nie miała, co jeść, nie oddałabym dziecka!!!!!!
      Moja koleżanka wychowana została przez babcię, no coments...
      • mavva Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 10:49
        Nie miałabyś co jeść.
        To jakbyś przeżyła, Ty i dziecko? Możesz to wyjaśnic, bo prawdopodbnie jesteś
        odkrywcą cudownego przeżycia bez jedzenia.
        Chyba, że to forma samobójstwa z dzieckiem.

      • triss_merigold6 Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 10:55
        Choćbyś nie miała co jeść... jesooo ale egzaltacja. Dziecku nie tylko jedzenie
        potrzebne ale też dach nad głową z opłaconym czynszem, ubrania, lekarstwa,
        środki pielęgnacyjne, przedszkole, później szkoła. Jasne można wybrać opcję Dom
        Samotnej Matki, potem kobieta na bruk a dziecko do pogotowia opiekuńczego,
        rodziny zastępcze i tak dalej.
        Chce kobieta uporządkować swoje życie, wyznaczyła termin, szuka pracy w
        rodzinnej mojescowości więc nalezy jej życzyć siły i szczęścia a nie glanować.
        • melka_x Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 11:13
          > Jasne można wybrać opcję Dom Samotnej Matki

          Bo jak wiadomo dom samotnym matki, gdzie dziecko zostanie uraczone opowieściami
          w stylu jak to pijany tatuś wypalał żelazkiem czy papierosem wzorki na buzi
          mamusi jest zdecydowanie lepszym wyjściem niż oddanie na pewien czas pod opiekę
          kochającej babci.
      • ala67 Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 10:57
        mieszkowamama napisała:

        > Choćbym nie miała, co jeść, nie oddałabym dziecka!!!!!!
        Łatwo, jakże łatwo tak mówić, jak się ma co jeść i taka sytuacja jest
        abstrakcyjna...
      • wieczna-gosia a gdyby twoje dziecko tez nie mialo co jesc? 16.03.06, 12:35
        taka jestes pewna mieszkowamamo?

        Dziewczyna ma to szczescie ze mogla oddac dziecko do kochajacego domu. Domu
        swojej babci. Jesli autorka postu uwinie sie do tego czerwca, bedzie dzwonic,
        odwiedzac itd- no lidzie.. moja mama pojechala na stypendium na 4 miesiace tez
        bylam u babci. A uklady mamy ciezkie nie dlatego ze pojechala tylko dlatego ze
        jestesmy zupelnie inne. Tym niemniej nie mam zachwiania- moja mama jest moja
        mama i jest dla mnie wazna.
    • edka05 Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 10:51
      Nie będe Cię krytykowac, myślę, że jeżeli wybrałas taka decyzję, to wybrałas
      mniejsze zło. Zrób jednak wszystko, abyście znowu były razem. Wiem , że praca
      to podstawa egzystencji, ale czy nie pomyślałaś może o tym , aby wynając
      jakies małe mieszkano w tym miejscu, gdzie pracujesz i zamieszkać tam razem z
      córką ? Drugie pytanie to czy chcesz być nadal z tym człowiekiem?
      • kasia.kul Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 11:14
        Zrobiłaś tak jak uważałaś za słuszne chociaż ja kompletnie nie rozumiem takiej
        postawy. Teraz taka sytuacja, moja córcia miała kilka miesięcy, ja niestety
        musiałam położyć się do szpitala oddalonego od mojego miasta, i wiesz co dla
        mnie to był najgorszy czas jaki mogłam przeżyć, mogłam tam być bez męża,
        rodziców ale dlaczego bez dziecka, to za nią najbardziej tęskniłam, i jak już
        wróciłam po kilku tygodniach obiecałam sobie , że nie zostawię jej już nigdy.
        Kocham swoje dziecko bardziej od męża, kiedyś myslałm, że nie widzę świata poza
        moim mężem, że nie potrafiłabym bez niego żyć, przecież tak bardzo go kocham,
        ale wiesz co ? Już teraz wiem, że wtedy bardzo się myliłam tak myśląć, bo moje
        dziecko kocham najbardziej na świecie, to jest moje oczko w głowie bez którego
        dopiero teraz nie wyobrażam sobie życia, być może to chore , ale od tamtej pory
        kiedy leżałam w szpitalu, moje dziecko 2 razy nocowało u dziadków ale i tak już
        o 6 rano dzwoniłam i pytałam jak mała.
        • mavva Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 11:16
          Zaplanowałaś, że nigdy nie zachorujesz i nie pójdziesz do szpitala?
          A to można tak?
          • kasia.kul Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 12:33
            Nie, ale nigdy w tak oddalonym od mojego rodzinnego miasta, bo wtedy mogłabym
            chociaż na chwilkę małą zobaczyć.
            A tak wogóle to jednak mam nadzieję, że nie będę już chorować, bo swoje
            odchorowałam, a ostatnio chorobę przypłaciłam depresją i do tego jeszcze
            dołączyło się roztsanie z dzieckiem.
            • mavva Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 12:51
              Każdy z nas ma nadzieję, a życie swoje.
        • maniusza Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 12:02
          hmmm no cóż w takim razie współczuję mężowi... jeszcze jeden przykład na
          omawiane w innych postach odtswianie męża na drugi plan
          ja też uwielbiam moje dzieciaczki ale nigdy nie powiem że kocham je bardziej od
          męża. moje serducho podzielone jest na 3 RÓWNE części
          • kasia.kul Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 12:37
            maniusza napisała:

            > hmmm no cóż w takim razie współczuję mężowi... jeszcze jeden przykład na
            > omawiane w innych postach odtswianie męża na drugi plan
            > ja też uwielbiam moje dzieciaczki ale nigdy nie powiem że kocham je bardziej
            od
            >
            > męża. moje serducho podzielone jest na 3 RÓWNE części

            A ja bym powiedziała inaczej, że męża i dziecko kocha się zupełnie inną
            miłością i ta miłośc do dziecka jest jednak silniejsza. Nigdy nie zamieniłabym
            dziecka na faceta.
          • wieczna-gosia Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 12:43
            maniusza powiem szczerze ze wybor miedzy moim mezem a dziecmi to zaden wybor. Po
            prostu nie ma dylematu. Gdybym miala wybrac pomiedzy dziecmi- musialabym sie
            pokroic.

            I nie ma w tym nic z odstawiania na dalszy plan. Jest krotka pilka- albo
            jestesmy razem, albo nie jestesmy razem, ja zostaje z dziecmi. Zauwaz ze laski
            odczytuja ze ona wybrala faceta- i widzisz jaka jest jazda?

            to jedno.

            Druga sprawa ze ja bez wiekszych wyrzutow sumienia sprzedaje dziecko na weekend
            i trzymam kciuki by jak najdluzej nie dzwonili. I wcale sie z tym zle nie czuje
            na etosy odporna jestem smile)))

            gdybym tak wyjechala- to co innego dzwonilabym codziennie. Ale fakt ze nie
            wyjezdzam dziala dobrze na moja psychike smile
    • sylwiksylwik mnie i mojego meza wychowywaly babcie 16.03.06, 11:55
      i chociaz codziennie widzielismy sie z mamami to zdecydowanie przeszkodzilo to
      nam obojgu do zbudowania zdrowych relacji ze swoimi mamami...
      Mialam czesto wrazenie ze mama mnie nie zna.
      i mam czesto wrazenie ze moja tesciowa nie zauwazyla ze jaj syn stal sie
      doroslym czlowiekiem przez co zawsze ich kontakt dluzszy niz dwie godziny konczy
      sie ich klotnia i jej lzami.
      Z drugiej strony wiele ludzi, ktorzy mieszkali z obojgiem rodzicow maja takie
      same problemy z nimi jak my.
      Pozostaje mi zyczyc Tobie z calego serca aby taka sytuacja u ciebie trwala jak
      najkrocej
      pozdrawiam
      • ewa2233 Re: mnie i mojego meza wychowywaly babcie 16.03.06, 12:18
        >>Mój partner okazał się jednak człowiekiem, który nie był w stanie jej
        zaakceptować (...)
        Więc ją oddałam.
        Mieszka teraz zbabcią a ja dalej z tym facetem.
        Dziecko tego nie rozumie uważa, ze ja kocham go bardziej niż ją.<<
        --------------------------------------------

        Partner nie jest w stanie zaakceptować Twego dziecka, ale Ty zostając z nim i
        oddając dziecko - godzisz się z tyym!
        Nie wiem, dlaczego nie możesz pojąć, że dziecko tego nie rozumie. A kto rozumie?

        Gdybyś oddała dziecko babci, by "się jakoś urządzić", znaleźć mieszkanie,
        zerówkę dla córki i ją wziąć z powrotem - ok. Ale wysyłając dziecko do babci i
        mieszkając nadal z tym facetem - wcale się nie dziwię, że czuje się ono nie
        kochane i opuszczone przez Ciebie. Zwłaszcza, że sytuacja nie wygląda na
        tymczasową.

        Musisz po prostu sprawę przemyśleć i wyraźnie sobie określić czego TY chcesz.
        Co jest Twoim priorytetem. I znaleźć REALNE, zdrowe wyjście z tej sytuacji.
        --------------------------------------------------
        çççççççççççççççççççççĂççĂç
    • natiz Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 12:55
      Powiem tylko: NIGDY i NIKOMU nie oddałabym własnego dziecka.
      • mavva do natiz 16.03.06, 13:00
        • mavva Re: do natiz 16.03.06, 13:02
          Pracujesz? Jeśli tak, do której godziny?
          Zdarza Ci się pracować dłużej? Ile czasu spędzasz z dzieckiem na codzień?
          Kto opiekuje się wówczas Twoim dzieckiem?
          • kasia.kul Re: Nie mylcie pojeć 16.03.06, 13:12
            Mówiąc nigdy nikomu nie oddam swojego dziecka nie oznacza, że nie będę
            pracowała nic robiła tylko siedziała z dzieckiem. Tu nie chodzi przecież o to,
            że oddam swoje dziecko i zacznę prowadzić spokojne życie bez zobowiązań, moje
            dziecko chodzi do żłobka, ja pracuję ale już od 16 jesteśmy razem i cieszymy
            się każdą wolną chwilą, a już wogóle nie możemy się doczekać weekendów kiedy
            sobie razem dłużej poleżymy , poczytamy, pooglądamy. Moje dziecko nie widzi
            mnie ok 9 godxin dziennie i często zdarza jej się płakać w nocy i wołać mnie i
            mówić, że tak bardzo za mną teskniła i czekała na mnie a mnie nie było i nie
            było....i jak np, mogłabym ją oddać teraz swoim rodzicom? Mała uwielbia babcie
            i dziadka ale za mną i tak tęskni.
            • mavva Re: Nie mylcie pojeć 16.03.06, 13:22
              Widzisz, a ja bym nigdy nie oddała dziecka do żłobka. Nie mogę sobie tego nawet
              wyobrazić.
              Ale nie oceniam Cię, widocznie musiałaś to zrobić. Pewno nie było Cię stać na
              opiekunkę, albo dziadkowie nie mogli lub nie chcieli pomóc. Rozumiem, choć w
              moim przypadku wolałabym nie pracować niż oddać do żłobka.
              Tak jak nie oceniam mistee, która musiała na 3 miesiące zostawić dziecko u
              swoich rodziców.
              Myślę, że Twój post wiele wyjaśnił - zagłuszasz swoje wyrzuty sumienia cudzym
              kosztem.
          • natiz Re: do natiz 16.03.06, 13:30
            Pracuję. Dziecko wie, dlaczego je zostawiam, jak długo i dlaczego mnie nie
            będzie. ZAWSZE mam z nimi (dziećmi) kontak.
            Nie wyobrażam sobie "oddania" dzieci na wychowanie w znaczeniu długoterminowym.
            Muszę dziecko widzieć, wiedzieć co się z im dzieje, znać jego bieżące problemy.
            Nie wyobrażam sobie wychowania na odległość (przynajmniej tak małego dziecka,
            jakim jest 6-letnia dziewczynka).
            Jeżeli jeszcze Mawa chcesz cos wiedzieć, to proszę, pytaj śmiało.

            • lola211 Re: do natiz 16.03.06, 13:36
              To pomysl, ze musisz z pracy zrezygnowac i szukac jej w innym miescie.Proste czy
              jednak dosc problematyczne znajac polski rynek pracy?
              Poza tym przeciez oddajac dziecko pod opieke babci ma sie raczej gwarancje, ze
              bedzie sie informownym na biezaco, mozna do dziecka dzwonic, przyjezdzac na
              weekendy.
              • natiz Re: do natiz 16.03.06, 13:58
                Nie, czegos tu nie rozumiem!!! Dziewczyna mieszka z facetem, który nie potrafił
                zaakceptować jej córeczki. Po pierwsze, jakby gość nie zaakceptował mego
                dziecka, to pokazałabym mu drzwi - wyleciałby facet szybciutko. Po drugie,
                jeżeli dziewczyna pracuje, tzn. ma za co opłacić mieszkanie, czyli mogłaby
                utzrymać dziecko i siebie, a i babcie do pomocy ściągnąć.
                Nie mieszkałabym z burakiem, przez którego "musiałam" oddać dziecko. Śmieszy
                mnie takie tłumaczenie!
                • lola211 Re: do natiz 16.03.06, 17:28
                  jakby gość nie zaakceptował mego
                  > dziecka, to pokazałabym mu drzwi - wyleciałby facet szybciutko

                  Tak, wylecilby - zwlaszcza gdyby mieszkanie bylo JEGO.

                  Po drugie,
                  > jeżeli dziewczyna pracuje, tzn. ma za co opłacić mieszkanie, czyli mogłaby
                  > utzrymać dziecko i siebie, a i babcie do pomocy ściągnąć.

                  Jakie to proste.A moze babcia tez pracuje? Ma swoje mieszkanie, ma je zostawic
                  puste i wyjechac do innego miasta? A moze babci taki uklad nie odpowiada? MA
                  prawo glosu, czy ma sie dostosowac?
                  Poza tym nie wiadomo, ile dziewczyna zarabia- jesli skromne 1000 zł. to
                  wqybacz, ale nie zarobi i na lokum i na oplacanie opieki dziecku.
                  Śmieszy
                  > mnie takie tłumaczenie!
                  A mnie smieszy, gdy daje sie rady oderwane od rzeczywistosci.
                  • natiz Re: do natiz 16.03.06, 22:22
                    lola211 napisała:

                    > Tak, wylecilby - zwlaszcza gdyby mieszkanie bylo JEGO.
                    Nie mieszkałabym z gnojkiem, który jest bezpośrednią przyczyną mojego rozstania
                    z dzieckiem i sprawcą cierpienia matki i dziecka. Chociażby przez solidarność
                    z córeczką i dla jej spokoju.
                    To dla mnie dziwne tłumaczenie - wywożę dziecko i mieszkam z nim, bo nie mam
                    innego lokum. Można znaleźć wiele rozwiązan korzystniejszych dla dziecka.

                    > Jakie to proste.A moze babcia tez pracuje? Ma swoje mieszkanie, ma je
                    zostawic
                    > puste i wyjechac do innego miasta? A moze babci taki uklad nie odpowiada? MA
                    > prawo glosu, czy ma sie dostosowac?
                    Pracująca babcia może zapewnić opiekę wnuczce, a pracująca matka już nie?
                    Jeżeli babcię stać na opiekę nad wnuczką (finansowo), to może mogłaby im
                    również pomóc na odleglość, bez konieczności rozłąki matki i dziecka?

                    Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Szkoda tylko, że matka wybrała
                    najłatwiejsze i najwygodniejsze dla siebie, nie dla dziecka.
                    Każdy ma swoje poglądy na pewne kwestie, mój pogląd jest taki, jak napisałam
                    wcześniej. Dalszą przepychankę argumentową uważam za bezsensowną, bo zdania nie
                    zmienię.
                    • lola211 Re: do natiz 17.03.06, 11:55
                      >Można znaleźć wiele rozwiązan korzystniejszych dla dziecka.

                      Pisz, mysle, ze autorka watku bedzie Ci wdzieczna za znalezienie rozwiazan, na
                      ktore widac nie wpadla.
                      Sama z checia tez sie dowiem, jak taka sytuacje rozwiazac inaczej.

                    • lola211 Re: do natiz 17.03.06, 12:12
                      > Pracująca babcia może zapewnić opiekę wnuczce, a pracująca matka już nie?

                      To dziecko najprawdopodobniej chodzi do zerówki, skoro ma 6 lat.Nie wiem jak
                      teraz , ale rok temu za zerówke 8 godz. placilo sie jak za przedszkole, czyli
                      ok. 250 zł.Pracujaca matka, zeby moc byc z dzieckiem musialaby na chwile obecna
                      poszukac pokoju/mieszkania w miescie, gdzie ma prace, byc moze zwyczajnie ja na
                      to nie stac.Podrzucenie dziecka do babci to unikniecie tych kosztow.
                      Nie wiem jak mozna osadzac autorke watku majac wylacznie kilka informacji, nie
                      wiedzac nawet ile zarabia, czy ma szanse w miare szybko znaleźć zatrudnienie.Bo
                      o to tu głownie chodzi.

                      Mam kolezanke, ktora zostala z dzieckiem na lodzie.Sytuacja zmusila ja do
                      wyjazdu za granice na 3 miesiace, gdzie miala prace.Zostawila 6 letniego
                      wowczas syna z babcia.I co , wielka krzywda sie stała? Wrocila z zarobkiem,
                      ktory pozwolil jej na przezycie roku.Gdyby miala prace na miejscu na pewno nie
                      bralaby takiego rozwiazania pod uwage.Dodam, ze nadal mieszka w domu z ojcem
                      dziecka, a syn pomieszkuje u babci w małym mieszkanku, tam chodzi do szkoly.Z
                      roznych wzgledow nie moze opuscic domu,nie moze mieszkac z rodzicami, a
                      jednoczesnie nie chce by dziecko bylo swiadkiem awantur miedzy nia a tym
                      facetem.Bardzo to pokrecone, ale na chwile obecna to koniecznosc.Bardzo kocha
                      to dziecko i wiele by dala, by sytuacja jak najszybciej sie ulozyla.Obecnie
                      pracuje za 700 zł. - nie ma mowy by bylo ja stac na wynajecie czegokolwiek.
                      • iworos Re: do natiz 17.03.06, 12:56
                        lola211 masz trochę racji, ale to zupełnie inna sytuacja (wg mnie), co innego
                        pojechać na zarobek, a co innego zostawić dziecko dla takiego beznadziejnego
                        faceta...
                        • lola211 Re: do natiz 17.03.06, 13:45
                          > lola211 masz trochę racji, ale to zupełnie inna sytuacja (wg mnie), co innego
                          > pojechać na zarobek, a co innego zostawić dziecko dla takiego beznadziejnego
                          > faceta

                          Przeciez z postu Messtee wynika zupelnie co innego- ona zamierza tego faceta
                          opuscic.Mieszka z nim tylko dlatego, ze poki co po prostu MUSI.Nie wiem, z
                          czego tyle osób tu wywnioskowalo, ze ona zostawila to dziecko dla niego.Czy
                          jest w jej poscie cos na temat, iz go kocha, ze jest z nim, bo tak chce?
                          Apeluje po raz kolejny o UWAZNE przeczytanie, bo tworzy sie jakis nonsens.

            • mavva Re: do natiz 16.03.06, 13:38
              Dziecko misstee też wie, dlaczego będzie przez 3 miesiące mieszkać u dziadków i
              nie sądzę, aby matka zerwała na ten czas kontakt z nią. Podejrzewam, że tak jak
              Ty będzie go miała ZAWSZE. Na pewno będzie znała bieżące problemy, dlaczego nie??
              Do czerwca to nie jest długoterminowe oddanie.
              Myślę, że siedzenie całymi dniami w pracy, to siłą rzeczy też jest wychowywanie
              na odległość, czy nam się to podoba, czy nie. smile Tylko, że ta odległość jest
              trochę krótsza. Ale i tak nigdy nie masz pewności, jak to wpłynie na konkretne
              dziecko, bo każde jest inne.

              Kiedy ludzie przestaną się dowartościowywać cudzą krzywdą? - to pytanie jest już
              retoryczne.

      • babka71 nie oceniam, ale napiszę 16.03.06, 13:07
        znajoma teściowej oddała dziecko na wychowanie dziadkom od razu, prawie po
        urodzeniu , bo dobra praca w Warszawie itp.., dzieciak wychowywał się do 6 -
        tego roku życia z dziadkami,..
        .. rodzice odwiedzali raz na jakiś czas..wiadomo czas szybko leci
        Suma sumarum
        Teraz dziecko mieszka z rodzicami, (są już ustawieni, mieszkanie full
        wypas),... Dziecko nie pamięta już, swojego dzieciństwa u dziadków,
        ALE
        na sam pomysł wyjazdu do dziadków z wizytą typu święta, dostaje spazmów, NIE i
        NIE i koniec..., nie wiem może coś tam mu w podświadomości zostało, trudno
        powiedzieć, dziadkowie nie moga tego pojąć to nasz ukochany wnusio, myśmy go
        wychowali, a on nie chce z nami zostać choć na tydzień podczas wakacji!!!!!..
        tak to już jest z dziećmi.., diagnoza chyba jest oczywista

    • mamaoskarka Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 13:05
      Nie miesci mi sie w glowie jak mozna oddac wlasne dziecko, 6 letnie dziecko
      wszystko rozumie i mysle, ze nigdy Ci tego nie wybaczy.
    • nisar Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 13:06
      Po pierwsze: nie oddałaś dziecka komuś, tylko Mała mieszka tam, gdzie - jak
      rozumiem - macie zamieszkać razem, jak tylko znajdziesz pracę. Rozumiem także,
      że obecnie mieszkasz z facetem w JEGO mieszkaniu, dzięki czemu w miejscowości,
      w której masz pracę, masz W OGÓLE gdzie mieszkać. Rozumiem także, że sytuacja
      jest przejściowa i termin jej rozwiązania został wyznaczony.
      Po drugie: gratuluję wszystkim, którzy mogą liczyć na czyjeś wsparcie finansowe
      i łatwo im się feruje wyroki na innych - ja nie mogłam nigdy, stąd wiem, jak
      olbrzymia to odpowiedzialność, jak się musi nakarmić nie siebie, ale dziecko,
      które suchego chleba jeść nie może, zwłaszcza dłuższy czas.
      Po trzecie: Misstee, zakładając, że jesteś pewna tego co piszesz, a mianowicie,
      że sytuacja jest wyłącznie czasowa i to nie dłużej niż kilka miesięcy, to moim
      zdaniem nic w tym ani strasznego ani nagannego. Utrzymujesz kontakt z córeczką,
      mam nadzieję, że możesz do niej dojeżdżać na weekendy itd.
      Moja rada: powiedz córeczce, że właśnie dlatego, że to ją kochasz najbardziej
      na świecie, musicie ułożyć sobie od nowa życie - mieszkanie i pracę, bo nie
      chcesz tworzyć rodziny z kimś, z kim jej jest źle. Powiedz jej także -
      KONIECZNIE - że to on jest zły a nie ona: dzieci w takich sytuacjach często
      mają tendencję do obwiniania się za to, że mama się rozwiodła/odeszła od
      partnera itd.
      I jeszcze jedno: dobrze byłoby, gdyby Twoja Mama także to Małej mówiła. Z
      doświadczenia wiem, że dziecko łatwiej przyjmuje informacje, które zgodnie
      przekazuje kilka osób, będących dla dziecka jakimś autorytetem.

      Będzie dobrze, jesteś dzielną babą, łatwiej byłoby przymykać oczy na wyskoki
      partnera wobec córeczki niż zawalczyć o jej dobro.
      • misstee Re: oddałam własne dziecko 16.03.06, 14:37
        bardzo Ci dziękuję jestem wdzięczna za jedną z niewielu odpowiedzi, które coś
        wnoszą a nie tylko pokazują "ja bym tak nie postąpiła". Tak jak już mówiłam
        wcześniej łatwo jest to mówić osobom, które nie musiały do tej pory stawać
        przed takimi wyborami. Dziękuję

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka