jktasp
26.03.06, 20:32
Jestem 4 dni przed terminem porodu i jeszcze muszę się denerwować. Moja
teściówka, przez ostatni miesiąc nie robi nic, tylko, chce mi pomóc.Tyle, że
pomoc w jej wydaniu wygląda tak, że tragicznie mocno ingeruje w naszą
codzienność.Po 15 minutach jej bytności u nas , panuje taka atmosfera, że to
ją wszyscy proszą o kawę, a ja zaczynam się zastanawiać, czy mogę pójść do
własnej toalety. Pierwsze co, to mówi, że ona nie jest tu gość, ale nie w tym
sensie, żeby się nią nie przejmować, tylko wpada do kuchni i się szarogęsi,
że zrobi to czy tamto, nie pyta tylko oświadcza ( do tego grzebie mi w
torebce i po szafach), tak samo jak to, że ona przyjedzie i już, a jej córka
będzie u nas spać, poza tym nie ma się czego wstydzić bo u brata jest.Od
miesiąca staramy się uniknąć, jej pomocy przy dziecku, zaprosiłam moją
matkę , bo wiem, że nie muszę jej pilnować na każdym kroku, że jak powiem jak
ma coś zrobić to tak zrobi, teściówka zawsze po swojemu.Kiedy wcześniej
zapytała mojej matki czy przyjedzie pomóc, a ta powiedziała, że nie będzie
się narzucać i jak ją poprosimy to nie odmówi, to teściówka powiedziała, że
też tak zrobi, tyle, że od miesiąca słyszę chyba 10 raz- "to ja przyjadę"- a
my na to, że jak będzie trzeba to zadzwonimy. Cokolwiek szlag ją trafił, jak
się dowiedziała, że przyjechała moja matka a ona nic o tym nie wiedziała.
Dzis bylismy na spacerze, zadzwoniła w międzyczasie teściówka sprawdzić, czy
nie rodze, żeby mogła przyjechać i oświadczyła, że i tak przyjedzie. Nie
mówię chcieliśmy ją zaprosić 2 tyg po porodzie , ale ona chce teraz i już.Jak
się dowiedziałam , to mi się ciśnienie podniosło, bo wiem co będzie, przy
moim pierwszym dziecku, stała nade mną podczas karmienia ze swoją córeczką ,
lampiły mi się na cycki i komentowały ich wielkość ( kiedys miałaś takie
malutkie, a teraz masz takie duże), kiedy maluch był zwrócony do mnie zaraz
po karmieniu, podbiegała i wykręcała główke o 180 stopni do siebie i wołała,
no uśmiechnij sie do babci- miał wtedy miesiąc. Zwróciłam jej uwagę, żeby nie
wykręcała dziecku główki , stwierdziła, że nic takiego nie miało
miejsca.Dogadałam sie z matką, że ma przyjechać, jak będę w szpitalu, wysłać
ją na zakupy i nie dać jej kasy, niech za swoje kupi ( dlatego, że bardzo
przelicza pieniądze) i da jej młodego do opieki, ma już 2 latka i przeżywa
dość ostry bunt, jak się na spacerze nie idzie gdzie on chce rzuca się w
błoto i leży, nie daj Boże go podnieść, wtedy drze się w niebogłosy i wyrywa
się. trzeba za nim biegać i bujać go godzinami na huśtawce. Znając ją jak
sobie skalkuluje to wszystko , na jakiś czas mamy spokój z tą cholerą. Może
jestem wredną małpą, ale teraz tylko to przychodzi mi do głowy, przez 15
obchodziłam się z nia jak z jajem, ale kurde, dość tego.