Dodaj do ulubionych

Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę

26.03.06, 20:32
Jestem 4 dni przed terminem porodu i jeszcze muszę się denerwować. Moja
teściówka, przez ostatni miesiąc nie robi nic, tylko, chce mi pomóc.Tyle, że
pomoc w jej wydaniu wygląda tak, że tragicznie mocno ingeruje w naszą
codzienność.Po 15 minutach jej bytności u nas , panuje taka atmosfera, że to
ją wszyscy proszą o kawę, a ja zaczynam się zastanawiać, czy mogę pójść do
własnej toalety. Pierwsze co, to mówi, że ona nie jest tu gość, ale nie w tym
sensie, żeby się nią nie przejmować, tylko wpada do kuchni i się szarogęsi,
że zrobi to czy tamto, nie pyta tylko oświadcza ( do tego grzebie mi w
torebce i po szafach), tak samo jak to, że ona przyjedzie i już, a jej córka
będzie u nas spać, poza tym nie ma się czego wstydzić bo u brata jest.Od
miesiąca staramy się uniknąć, jej pomocy przy dziecku, zaprosiłam moją
matkę , bo wiem, że nie muszę jej pilnować na każdym kroku, że jak powiem jak
ma coś zrobić to tak zrobi, teściówka zawsze po swojemu.Kiedy wcześniej
zapytała mojej matki czy przyjedzie pomóc, a ta powiedziała, że nie będzie
się narzucać i jak ją poprosimy to nie odmówi, to teściówka powiedziała, że
też tak zrobi, tyle, że od miesiąca słyszę chyba 10 raz- "to ja przyjadę"- a
my na to, że jak będzie trzeba to zadzwonimy. Cokolwiek szlag ją trafił, jak
się dowiedziała, że przyjechała moja matka a ona nic o tym nie wiedziała.
Dzis bylismy na spacerze, zadzwoniła w międzyczasie teściówka sprawdzić, czy
nie rodze, żeby mogła przyjechać i oświadczyła, że i tak przyjedzie. Nie
mówię chcieliśmy ją zaprosić 2 tyg po porodzie , ale ona chce teraz i już.Jak
się dowiedziałam , to mi się ciśnienie podniosło, bo wiem co będzie, przy
moim pierwszym dziecku, stała nade mną podczas karmienia ze swoją córeczką ,
lampiły mi się na cycki i komentowały ich wielkość ( kiedys miałaś takie
malutkie, a teraz masz takie duże), kiedy maluch był zwrócony do mnie zaraz
po karmieniu, podbiegała i wykręcała główke o 180 stopni do siebie i wołała,
no uśmiechnij sie do babci- miał wtedy miesiąc. Zwróciłam jej uwagę, żeby nie
wykręcała dziecku główki , stwierdziła, że nic takiego nie miało
miejsca.Dogadałam sie z matką, że ma przyjechać, jak będę w szpitalu, wysłać
ją na zakupy i nie dać jej kasy, niech za swoje kupi ( dlatego, że bardzo
przelicza pieniądze) i da jej młodego do opieki, ma już 2 latka i przeżywa
dość ostry bunt, jak się na spacerze nie idzie gdzie on chce rzuca się w
błoto i leży, nie daj Boże go podnieść, wtedy drze się w niebogłosy i wyrywa
się. trzeba za nim biegać i bujać go godzinami na huśtawce. Znając ją jak
sobie skalkuluje to wszystko , na jakiś czas mamy spokój z tą cholerą. Może
jestem wredną małpą, ale teraz tylko to przychodzi mi do głowy, przez 15
obchodziłam się z nia jak z jajem, ale kurde, dość tego.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 26.03.06, 20:58
      Na dzień dzisiejszy uważam, że nie ma sensu obchodzić się jak z jajkiem z
      ludźmi, którzy nas nie szanują. Dojście do w/w przemyśleń w przypadku teściowej
      zajęło mi dwa lata. Po incydencie sprzed kilku dni noga teściowej nie stanie w
      moim domu i z dzieckiem czyli wnukiem kontaktu na razie - dopóki ona nie zmieni
      podejścia i nie zaakceptuje jednego, jedynego warunku - mieć nie będzie.
      Z fanatykiem nie wygram więc będę izolować.
      • lila1974 Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 26.03.06, 21:30
        A co mąż na zachowanie mamusi?

        U nas dla odmiany to mojemu męzowi cierpła skóra, jak słyszał teksty swojej
        teściowej oraz wszystkich moich kuzynek, że po porodzie MUSIMY przyjechać do
        mojej mamy, żeby mogła mi pomóc.

        Mój mąż dzielnie stawiał czoła hordom rozpeplanych bab i stwierdzał krótko: "Tu
        jest nasz dom i TU będziemy wychowywać NASZE dziecko."

        Lament i zawodzenie jego rozmówczyń nie miały znaczenia. Każda z nich
        roztaczała czarne scenariusze, jak to bedę pół roku leżała plackiem, bo
        przecież one wszystkie miały takie straszne porody i perypetie poporodowe.

        Mąż był nieugięty i stanowczo mi zapowiedział, ze on bierze 2 tygodnie urlopu,
        więc zadba o wszystko. No, ewentualnie, jak sytuacja będzie dramatyczna, to się
        zadzwoni po mamusię smile

        Mama musiała skapitulować.
        • triss_merigold6 Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 26.03.06, 21:36
          Opisywałam w innym wątku. Mąż na zachowanie swojej matki nie poradzi nic,
          podobnie jak inni (wieloletnie bezskuteczne próby). Jedynym wyjściem
          oszczędzającym moje nerwy jest całkowita izolacja.
          • lila1974 Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 26.03.06, 22:09
            Triss, jeśli chodzi o Twoją sytuację i postawę Twojego męża, to wiem, jak
            sprawy stoją, bo uważnie czytalam smile

            Ja się pytalam autorki tego wątku, tylko mi graficznie głupio wyszło.
            • marychna31 Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 27.03.06, 00:52
              Bo Ty zła kobieta, Lilu jesteś, co strukturę wątku burzywink
      • 19maj Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 27.03.06, 07:01
        U mnie było dokładnie tak jak u triss_merigold6 i mam podobną sytuację. Przez
        4 lata małżeństwa starałam się być miła i nieraz jak coś mówiła to
        przemilczałam i wchodziła nam na głowę ale od maja zeszłego roku, kiedy to
        urodziła się Natalka , to już było strasznie cały czas się wtrącała i tak samo
        jak pisała jktasp stale chciała to ona mieć małą , i tylko mała do niej się
        uśmiechała itp. przykładów mogłabym tu pisać wiele. Męża też wkurzało to od
        zawsze bo jego mama jest strasznie wścibską osobą i on od zawsze ją
        opierniczał, ja z grzeczności milczałam ito był błąd bo wkońcu jakoś w lutym
        przy kolejnym wtrącaniu się nie wytrzymałam i pokłóciłyśmy się i jak narazie
        nie ma żadnego odzewu, mnie się za nią wcale nie przykszy ale szkoda mi trochę
        męża bo pewnie jest mu trochę przykro w tej sytuacji.Pewnie by do tego nie
        doszło gdybym od początku mówiła bez ogródek do niej co myślę.
    • maja_sara Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 26.03.06, 21:52
      Moj dom, moja twierdza. Bez mojej zgody i bez mojego zaproszenia nikt nigdy nie
      przekroczyl progu mojego mieszkania. I wtedy, kiedy mieszkalam sama, i teraz
      kiedy mam juz swoja rodzine.
      • falka32 Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 26.03.06, 21:54
        trzeba sobie wbić do głowy myśl, że to, że teściowa "chce", "bardzo chce",
        "uważa, że powinna", "nie przyjmuje odmowy", "chce jak najlepiej" w tej sytuacji
        pozostaje jej i wyłącznie jej problemem, a nie twoim.
        • triss_merigold6 Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 26.03.06, 21:59
          Ale inni zaraz Ci powiedzą, że rodzina to zawsze rodzina (cokolwiek by to
          znaczyło)... Niemniej to problem innych.
          • maja_sara Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 26.03.06, 22:04
            Niejaki Pitigrilli powiedzial kiedyś, że rodzina to cieplarnia, w której ludzie
            hodują trujące ziele dwulicowości. Ha!! Mądrze powiedział.
          • falka32 Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 26.03.06, 22:08
            "Niemniej to problem innych."

            No właśnie.
            • poranna_zorza Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 27.03.06, 07:19
              Hmm....A u mnie jest jeszcze lepiej i teściowa i mama się wtrącały i nadal to
              robia tylko w znacznie mniejszym stopniu jak razem z mężem wszystkich
              doprowadziliśmy do porządku smile
    • lila1974 Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 27.03.06, 09:22
      Nie wiem jak zamierzasz sprawę załątwić, u mnie wyglądałoby to tak -
      zakładając, że moją teściową jest teściowa mojej siostry, bo egzemplarz wypisz
      wymaluj jak ten autorki wątku.

      Opcja 1.
      Mąż zostaje oddelegowany do rozmowy z mamusią - mamusia pojmuje w czym rzecz -
      wariant hura optymistyczny, aczkolwiek w przypadku teściowej mojej siostry nie
      do zrealizowania z dwóch powodów. Po pierwsze mąż się nie rwie do rozmowy, a
      nawet nie widzi problemu. Po drugie, gdyby nawet porozmawiał z mamusią, ta
      wypłakałaby mu się w rękaw, że jest taka biedna. Ona tu z sercem na dłoni, a
      synowa jest taka niewdzięczna.

      Wtedy pozostaje tylko opcja 2:
      Sama dzwonię do mamusi i serdecznym acz stanowczym głosem, czyli takim słodko-
      jadowitym wyjaśniam mamusi, ze oczywiście doceniam jej zaangażowanie, lecz tym
      razem nie skorzystam z jej pomocy. Napewno bedzie jeszcze ku temu okazja ale w
      tym tak WAZNYM dla naszej rodziny okresie, chcemy być tylko we trójkę. Mamusia
      zapewne rozumie, że to jest taki wyjątkowy czas i chcemy go spędzić razem.
      Mamusię zaprosimy oczywiście jak tylko uznamy, że się już zaadoptowaliśmy do
      nowych warunków.
      Mamusia zapewne rozumie tę potrzebę intymności, prawda? (z naciskiem
      na "prawda")

      Na wszelkie próby przeforsowania stanowiska szanownej mamusi, że ona jednak
      przyjedzie i pomoże. Odpowiadałabym na zasadzie zdartej płyty - nie dziękuję,
      nie trzeba - damy sobie świetnie radę. W razie jakichkolwiek komplikacji
      zadzwonimy.
      Zresztą gdyby wystąpiły jakiekolwiek komplikacje, to poproszę o pomoc moją
      mamę. Bardzo mamusię przepraszam, ale jednak co matka to matka.

      Jest szansa, że jednak pohamowałaby zapędy, choć są osoby, które nie posiadają
      żadnego honoru i przyjadą mimo, że nikt ich nie chce.

      Acha, jeszcze o tym szarogęszeniu się w mojej kuchni, w moim domu.
      Gdyby mi to przeszkadzało, to mamusia przy każdej próbie oderwania tyłka od
      fotela, byłaby na nim sadzana spowrotem tekstem.
      - Mamo siadaj! To ja jestem gospodynią w tymj domu. Mam nadzieję, ze o tym
      pamiętasz?
      • falka32 Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 27.03.06, 10:45
        Jest jeszcze jedna, dodatkowa, parszywa metoda. Na każdą próbę "pomocy" w
        dowolnej postaci mówimy "nie, dziękuje, poradzę sobie sama" a przy kolejnym
        nacisku "ale przecież" odpowiada się celowo szorstkim, zirytowanym i urażonym
        głosem: "Czy mamusia chce mi dać w ten sposób do zrozumienia, że ja nie umiem
        gotować/sprzątnąć/poradzić sobie z własnym dzieckiem/pogodzić opieki nad
        dzieckiem z pracami domowymi/zadbac o własnego
        meza/itp???????????????????????????? Bo mam wrażenie, że mamusia właśnie mi to
        sugeruje, że nie dam sobie bez niej rady, że ze mnie żadna gospodyni, że ze mnie
        zła matka, że źle gotuję!!!!" I patrząc prosto w oczy czekać na odpowiedź, z
        miną wściekłą i urażoną.
        U mojej teściówki raz to zastosowałam, w złagodzonej formie, kiedy po raz 15,
        pomimo moich uprzejmych odmów próbowała mi wcisnąć jakieś słoiki z półproduktami
        typu zawekowane obgotowane buraki. Ja mówię "nie, dziękuję, nie będę robiła
        barszczyku" a ona "Ale weź, przydadzą ci się", ja "nie, dziękuję, nie przydadzą
        się" a ona "Przydadzą się, barszczyk można zrobić, no bierz, jak dają", ja "nie,
        naprawdę dziękuję" a ona "Bierz, bierz!" i pakuje do torby. No to pojechałam na
        temat, czy ona naprawdę uważa mnie za taką marną kucharkę i że tak źle gotuję i
        nie umiem sama nawet barszczyku zrobić? Aszszszsz, pomogło jak strzał z bata.
        Nie odważyła się potwierdzić. Wyszłam na niedotykalską mimozę i bardzo mi to
        odpowiada, bo teraz nie wtrąca się w nic, żeby nie urazić moich gospodarskich
        ambicji (które powołałam do życia specjalnie i wyłącznie na jej użytek tongue_outPPPP)
        • lila1974 Falka 27.03.06, 10:58
          a w sumie czemu nie wzięłaś? Masz coś przeciw buraczkom?
          • triss_merigold6 Re: Falka 27.03.06, 11:05
            Przypuszczam, że nie chodzi o buraczki/kaszkę/jagody/jaja wiejskie tylko o
            nachalność.
            Jedna z reguł rządzących ludzkim postępowaniem to reguła wzajemności: jak coś
            weźmiesz to powinnaś się zrewanżować i czuć zobowiązana. Jeśli ktoś Ci pomoże
            to będzie oczekiwał pomocy w przyszłości lub wdzięczności. Jeśli nie chcesz
            takich zobowiązań to lepiej odmawiać.
            • lila1974 Re: Falka 27.03.06, 11:14
              Oczywiście domyślam się, ze nie w buraczkach jako takich problem smile

              Z drugiej strony wydaje mi się, że przesadzamy z tym doszukiwaniem się złych
              intencji ze strony innych ludzi.
              • triss_merigold6 Re: Falka 27.03.06, 11:18
                Niektórzy z upodobaniem stosują manipulacje i te osoby lepiej eliminować z
                otoczenia, bo są toksyczne oraz wpędzają w poczucie winy.wink
                • lila1974 Triss 27.03.06, 11:36
                  Pod warunkiem, że owa manipulacja jest stwierdzona obiektywnie.
                  Czytając forum (a chyba młode mężatki szczególnie) nie odnosisz wrażenia, że
                  antagonizmy na lini teściowa-synowa w przytłaczającej większości są wydumane?
                  Nawet nie mówię tu o zmyślaniu, co to to nie. Powiedziałabym raczej, że sporo
                  dziewczyn jest w konflikcie z teściowymi nie dlatego, że te kobiety są
                  ewidentnie złe, ale dlatego, ze synowe tak chcą je postrzegać.
                  • malila Re: Triss 27.03.06, 11:52
                    Mam wrażenie, że nie tyle chcą źle postrzegać, ile zbyt wiele oczekują od tych
                    teściowych. Nie dają im prawa do błędów.
                    • falka32 Re: Triss 27.03.06, 12:23
                      Już odpowiadam, dlaczego nie wzięłam buraczków. Ponieważ:
                      1. miałam już całą szafkę w kuchni zawaloną takimi słoikami, których nigdy nie
                      użyję a które zapakowała już ileś razy mojemu chłopu jak ją odwiedzał
                      2. nie używam obgotowanych buraczków do barszczyku
                      3. używam wyłącznie barszczyku z kartonika i tylko na kaca, więc ostatnio wcale.

                      Reasumując: naprawdę nie były mi potrzebne. A wciskanie mi ich pomimo odmowy
                      traktuję jako próbę narzucenia mi sposobu gotowania i menu.
        • marsjanka1999 Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 27.03.06, 12:02
          czytajac to wszystko, nie przestaje dziekowac bogu, ze moja tesciowa to wspaniala kobietasmile pomocna,
          taktowna i przemilasmile [aczkolwiek charakterna - pamietam, jak synek, a moj malzonek jej mocno
          podpadl - byla wsciekla i dala mu to odczuc;]
          kiedy w styczniu brala moja szesciolatke na ferie do siebie - to wypytala mnie dokladnie jakie zasady
          zywieniowe, i wychowawcze panuja u nas - i tego sie trzymalasmile
          a walowke (typu sloiki) chetnie biore zarowno od tesciowej, jak i mojej mamy - jestem w ciazy, czuje
          sie srednio, 5 miesiecy mialam mdlosci, wciaz pracuje i zwyczajnie nie mam sily - biore - bo daja z
          zyczliwoscismile tesciowa jak ostatnio pakowala dla mnie rzeczy, rozmarzona powiedziala do tescia "a
          pamietasz, jak Kuba byl maly, a ja w ciazy - to jak odwiedzalismy mamy - to tez wyjezdzalismy od
          mam z zapasami?"wink

          pzdr Marsjanka & Marianka 6,5 roku & Michalinka 31 tc
          • lila1974 Marsjanko 27.03.06, 12:05
            A jak myślisz, dlaczego macie dobre kontakty?
            • marsjanka1999 Re: Marsjanko 27.03.06, 12:30
              lila,

              mysle, ze to dlatego, ze dazymy sie nawzajem szacunkiem. I lubimy sie.
              Chociaz nie od poczatku mialysmy dobry kontakt - smiem twierdzic - ze start mialysmy fatalny,
              rokowania nienajlepsze, a pierwsze wizyty nazywalam wizytacjami.

              pzdr Marsjanka & Marianka 6,5 roku & Michalinka 31 tc
              • lila1974 Re: Marsjanko 27.03.06, 12:34
                Ale spróbuj dojść do sedna.
                Dlaczego pomimo nie najlepszego startu, charakternej osobowości teściowej,
                zdołałyście dojść do porozumienia a nawet dalej czyli do wzajemnego szacunku i
                sympatii?
                Co leży u podstaw?
                • triss_merigold6 Re: Marsjanko 27.03.06, 12:41
                  Kompromis i chęć funkcjonowania w rodzinie zgodnie i w miarę bez konfliktów...
                  tak przypuszczam. Tylko niekiedy cena za kompromis i zgodność jest zbyt wysoka,
                  żeby się opłacało.
                • marsjanka1999 Re: Marsjanko 27.03.06, 13:29
                  Moze dlatego, ze dalysmy sobie czas. I nie robilysmy nic na sile. Nie zmuszalysmy sie do kontaktow.
                  Ale tez ich sobie nie utrudnialysmy. Pozwolimysmy naszym stosunkom rozwijac sie naturalnie i bez
                  pospiechu. Dzis tesc z tesciowie dzwonia do mnie z zyczeniami z okazji moich urodzin, imienin, bo o
                  nich pamietaja. A ja pamietam o ich rocznicach. Dajemy sobie prezenty. Bo nam zalezy na sobie.

                  Nie ide w zadne trudne do zaakceptowania dla mnie kompromisy.

                  U mnie sprawe komplikowal uklad z moim facetem. Nasze pierwsze dziecie bylo klasyczna wpadka po
                  kilkumiesiecznej znajomosci. W czasie wczesnej ciazy poklocilismy sie okrutnie i zerwalismy ze soba
                  kontakt. O urodzeniu dziecka poinformowalam go listem poleconym za potwierdzeniem odbioru. Zjawil
                  sie natychmiast. Odbudowanie zwiazku zajelo nam 1,5 roku. Jego rodzice dowiedzieli sie o wnuczce i o
                  mnie, juz po urodzeniu Marianki. Mama mojego faceta wstasznie sie na syna wsciekla - nie odzywala
                  sie do niego 2-3 miesiace. Wnuczke pierwszy raz odwiedzili jak miala 6 miesiecy. To byl trudny start.
                  I dla mnie i dla moich tesciow. Ale dalismy sobie rade.

                  pzdr Marsjanka & Marianka 6,5 roku & Michalinka 31 tc
                  • lila1974 Re: Marsjanko 27.03.06, 14:39
                    Sądzę, ze przede wszystkim o sukcesie Waszych wzajemnych relacji zadecydowały
                    charaktery. Jakimi jesteście osobami, umiałabyś opisać?
    • jktasp Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 27.03.06, 12:45
      Dzięki za rady, to dla mnie ważne. Cóż, mąż to dupa( tak ogólnie), niestety,
      rozumie mnie, ale też jednocześnie mu przykro, toż to mami, ( która nawiasem
      mówiąc siedziała mu całe życie okrakiem na głowie).Ona niestety, jest
      gruboskórną chamką i manipulatorką.Nie dlatego, że jej nie cierpię, ale wiele
      razy sie o tym przekonałam, szczerość jest dla niej całkowicie obcym pojęciem.
      Chodzi w jej zachowaniu o to, żeby jak najwięcej wyegzekwować swoich , różnie
      rozumianych korzyści i zaspokoić swoich potrzeb, jak najmniejszym kosztem(swoim
      oczywiście), nie licząc sie ze zdaniem i interesem innych. Spotykam się z nią
      rzadko, ale nadenerwuje mnie przez ten czas tyle ,co niejeden w ciągu kilku
      lat.Zawsze muszę się zastanawiać , co ona kombinuje. Niestety nie bywam na tych
      poziomach świadomości co ona , dla mnie tak to tak, nie to nie, kiedy chcę coś
      od kogoś pożyczyć , to dlatego, że nie udało mi się tego zdobyć na czas, albo
      napotkałam trudności nie do przeskoczenia i jest to dla mnie ostateczność.U
      teściówki, nie , poprostu jej się nie opłaca kupować czegoś, bo może pożyczyć ,
      przecież to taniej ( a nie cierpi na brak kasy), potem był problem z oddaniem
      ciuszków, bo przecież "jesteś w ciązy i tak w to nie wejdziesz teraz", ale jej
      córcia i owszem wejdzie, więc będzie obskakiwać w nich większość dyskotek.
      Nawet już nie ważne, że taniej jej pożyczyć, ale niech mi to powie, że
      przyjechała pozyczyć ciuszki a nie , że dawno nie widziała się z wnusiem, a
      przy okazji mowi do córci- nie jedz tyle, przecież będziesz suknię mierzyć, ja
      nie wiem o co chodzi, a ona wtedy, że pożyczę jej ciuszki na wesele, nie czy
      mogę, ale, że pozyczę.Jeszcze jeden przykład, jej drugi syn miał chrzciny
      dziecka, mieszka na ciężkim zad.piu, ona , że upiecze mu ciasto na chrzciny. W
      sumie ładnie z jej strony, lubi piec robi to w miarę, więc OK, każdy by tak
      sobie pomyślał, ale naiwny byłby ten, kto myśli, że chodziłoby tylko o ładny
      gest. Otóz, szwagier chciał po to przyjechać w sobotę po południu, na to ona
      stawała na głowie, żeby w niedzielę rano, bo...chodziło jej o darmowy
      transport, choć mogła pojechać z sąsiadem, ale jemu wypadałoby zapłacic parę
      groszy. Chrzest też był rano jak to na wsi, a imprezę przygotowywali mlodzi z
      niewielką pomocą rodziców szwagierki.Więc wożenie mamusi tyłka jak najbardziej
      nie w porę. Kiedy chłopak dostał w spadku po babci trochę kasy, naciskała go,
      żeby kupił "sobie" samochód, oczywiście przy "okazji" wszelkie zakupy czy
      odwiedziny, też nim załatwiała, na koszt syna, dziewczyna z którą cjodził, też
      najlepiej, żeby miała dom, naciskała na ślub kiedy tylko sie taka pojawiła, nie
      wiedziała biedactwo, że do tego domu jest jeszcze kilku łaścicieli, więc teraz
      synowa jest be.
      Może i młode mężatki są nieco przewrażliwione, choć dla mnie to i tak zbyt
      mocne stwierdzenie.Człowiek zaczyna nowe życie z nowymi nadziejami, ze swoimi
      planami, poprzez , które coraz bardziej przebija sie obraz grubego babsztyla,
      któremu Pan Bóg dał po to nos, żeby go wszędzie wtykał.Teściowe nie muszą nas
      kochać, ale powinny uszanować wybór swoich synów jako dorosłych ludzi.
      Uwierzyć, że dadzą sobie radę w zyciu.Jesteśmy im winne szacunek i pomoc, ale
      nie można od nas wymagać, żebyśmy zaspokajały ich wszelkie potrzeby emocjonalne
      i materialne, żebyśmy służyły im do "czegoś".
      • dagata Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 29.03.06, 15:32
        Witaj,
        mi też teściowa napsuła wiele krwi, miała nam pomóc po porodzie, ale tylko
        nabrużdziła. Ja dopiero teraz po 1roku i 3 miesiącach dochodzę do siebie. Mój
        mąż dopiero teraz zrozumiał moje pretensje do niej i czasem do niego, że tak
        mocno bronił swojej mamusi (to też straszny maminsynek). Podobnie jak u Ciebie,
        może przyznać mi rację i zrozumieć mój żal i złość, ale z miłości do matki jest
        mu to trudno zaakceptować.Jedno jest pewne, gdy zdecyduję się na drugie
        dziecko, to na pewno wyznaczę termin wizyty, podczas której pozna nowego wnuka
        i NA PEWNO NIE ZGODZE SIE ZEBY PRZYSZLA DO SZPITALA PO PORODZIE.
        Cóż, problem mamusi wyskakuje co jakiś czas, rodzi sprzeczki, ale pracuję nad
        tym poddczas swojej terapii.
        Pozdrawiam,
        dagata.
    • rayenne najlepiej wyjsc za faceta z domu dziecka lub ... 29.03.06, 15:42
      ... sierote. Udus cholere, bedzie jednej mniej.
    • teraz_asia Re: Kiedyś to zrobię, uduszę teściówkę 29.03.06, 19:25
      A nie pomyślałyście, że to jest kwestia różnych charakterów? Podobno szczęście
      w małżeństwie zależy nie tyle od zalet małżonków, ile od wzajemnej akceptacji
      wad. U swojego męża akceptujecie wiele rzeczy, ale o wiele trudniej
      zaakceptować krańcowo różny charakter kobiety, która nagle staje się twoją
      bliską rodziną i czasem codziennym gościem, w dodatku zna naszego faceta o
      wiele dłużej (co nie znaczy lepiej).Poza tym czy zauważyłyście, że
      statystycznie rzecz biorąc, większość kobiet, kiedy zostają teściowymi, jest w
      wieku menopauzy? A co z tym związane: nagłe zmiany nastroju, zrzędliwość,
      często zanik życie seksualnego, złe samopoczucie itp. Osobiście przez mniej
      więcej 10 lat uważałam moją teściową za histeryczkę, hipohondryczkę i zrzędę.
      Od paru lat widzę, że jej zachowanie stopniowo się poprawia, chociaż nasze
      stosunki nie będą nigdy idealne właśnie z powodu krańcowo różnych charakterów.
      Mnie wścieka jej pedanteria, ją moje niechlujstwo. Ja jestem szybka, ona
      powolna. A przede wszystkim, dopiero w czasie pierwszej karczemnej awantury,
      jaką urządziłam 3 lata temu przy okazji chrztu córki, odkryłam, na czym
      polegało nieporozumienie. Kiedy wykrzyczałam, że to JA urządzam imprezę, kupuję
      ubranko, zapraszam ludzi itp, ona niemal ze łzami powiedziała -A ja traktuję
      cię jak córkę...I miała racjęsmile) Swoim dzieciom przez całe życie narzucała
      każdą decyzję, wszystko robiła za nich, nie pozwała samodzielnie odetchnąć.
      Mojemu mężowi cała młodość upłynęła na uciekaniu przed jej nadopiekuńczością, a
      jego dorosła siostra dzwoni do mamy codziennie i konsultuje niemalże kolor
      majtek do włożenia. Odkąd to sobie ładnie wyjaśniłyśmy, ze definitywnie nie
      chce mieć drugiej mamusi, jesteśmy wobec siebie miłe, grzeczne, uczynne i
      serdeczne: jak wobec mile widzianych gości. I nie oczekujemy od siebie zbyt
      wielesmile)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka