blou1
06.04.06, 15:05
Macie tak? Kocham dziecko ponad wszystko, ale, no właśnie, ale mam czasem
ochotę wyrzucić ją przez okno. Może to ten bunt dwulatka? Nie wiem. Czas na
dżemkę, budzi się ta moja dzidzia i lewą nogą wstaje. Wiem że przed spaniem
nie siusiała więc szybciuto na nocnik, a tu płacz , ryk i wrzask. Uciekła na
korytarz, położyła się plackiem na podłodze i płacze, obrażona gwiazda.
Podchodzę, podnoszę ją i osiusiana oczywiście. No to trzeba się przebrać.
Wycie bo ona będzie taka umoczona po pachy chodziła. Przebrałam ją przy
akompaniamencie dzikiego ryku. No dobrze, zeszłyśmy na dół, chcę zjeść i małą
pokarmić, wyje że nie. Oż ty mała babo, sama zjem! Kończę, córcia chce jeść.
A że obiadek na skutek poczynań moich z dzieckiem zdążył wystygnąć mała zjada
resztki zimnego gołąbka. A jak jej smakuje!! I woła o
jeszcze "ryzyku". "Ryzyk" wyszedł więc szybciutko gotuję ziemniaczki,
korzystając z okazji że dziecko wykazuje inicjatywę ku jedzeniu. Małą sadzam
przed bajką, sama tutaj poklikuję i zaraz pędzę odcedzić ziemniaczki i
dokończyć karmienia córy. Ale gorsze przedemną SYN NIEJADEK! I jego
karmienie. Z nim to cała historia, miód odpada, dżem odpada. Bo paluszki mu
się kleją. Coś sie rozpisałam, ale jeszcze tylko chwilka. Menu syna kiedy był
w kiepskiej formie a ja koniecznie chciałam żeby zjadł coś ciepłego i wogóle
coś: ryż z jabłkami zapiekany (normalnie zjada), naleśniczki, normalny obiad
dla reszty rodziny i frytki. Z tego wszystkiego zjadł kilka łyżek zupki.
Wniosek: im więcej starań o to żeby niejadek jadł, tym mniej je.