Dodaj do ulubionych

Do eMam niewierzących (ateistek)

04.05.06, 14:02
Mój tata jest ateistą. Nie lubie jednak z nim rozmawiać na temat wiary. Więc
zapytam Was o to o co chciałabym zapytać jego.
Dodam jeszcze, ze ja jestem osobą wierzącą. Nie chodzę jednak co niedziela do
kościoła, nie słucham radia Maryja, u spowiedzi byłam...uu nie pamiętam nawet
kiedy.Ogólnie popełniam dużo błędów w życiu (żeby nie powiedzieć
grzechów).Szanuje jednak wszystkie osoby które są innej wiary niż ja,a takze
te kóre tej wiary nie mają. I do nich też mam pytanie.
Wyobraźcie sobie taką traumatyczna sytuacje, że wasze dziecko nagle ciężko
choruje (twu twu, odpukać oczywiście), jest z nim coraz gorzej, balansuje na
granicy życia i śmierci, patrzycie jak cierpi. Co robicie?Bo ja w takiej
chwili bym sie modliła.Modlitwa dodałaby mi sił.Modliłabym się o zdrowie
mojego dziecka.A Wy?Gdyby dziecko jednak umarło...Co ja bym zrobiła?Byłabym
na pewno zrozpaczona i mogłabym zwątpić w swoją wiarę, jednak łatwiej by mi
było głęboko wierzyc w istnienie Boga, bo wierząc w to wierzyłabym, że kiedys
spotkam moje dziecko. I to dodawałoby mi sił. Wierzyłabym bowiem, że kiedyś z
nim sie połącze. A co wy byscie zrobiły?Czy odszedł Wam kiedyś ktoś bliski,
bardzo bliski?Co wtedy myślałyście?Ze już koniec nigdy go nie zobaczycie?A
czy nie łatwiej byłoby przeżyc taką traumę myśląc : "to chwilowe rozstanie,
kiedyś sie spotkamy". Mi ta własnie wiara spotkania kiedyś osoby, która
odeszła dodaje sił. I właśnie dlatego w to wierze.

Obserwuj wątek
    • scania81 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 14:07
      no ale czy tylko katolicyzm ma patent na zycie pozagrobowe?

      osobiście wolę sobie pomyśleć, że mam szansę ponownie kiedyś spotkac się z
      bliskimi, tu na ziemi, w innym wcieleniu, w zależności od tego na jakie kto
      sobie zasłuży, niż gdzies na jakiejś chmurce, w bliżej nieokreślonym raju... smile

      no i nie kosztuje mnie to co tydzień na tacę i wielokrotność w zależności od
      okazji...
      • zuzanna56 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 14:23
        Jestem osobą wierzącą.
        Nie słucham Radia Maryja.
        Nie wierzę w księdza, katolicyzm ale w Boga.
        Do kościoła jednak chodze bo taką czuję potrzebę.
      • juska26 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 14:27
        Szczerze mówiąc nie moge sobie wyobrazić jak miałoby wyglądać to spotkanie z
        bliskimi gdzieś...niewiadomo gdzie. Wolę ich miec w mojej pamięci we
        wspomnieniach, sercu.
        Co do pierwszej częsci Towjego postu, gdy moje dzici choruja staram sie im
        ulżyć i poświęcam wszystkie swoje siły żeby im pomóc i tak też zrobiłabym w
        (tfu!!!) przypadku ciężkiej choroby, a z odejściem dziecka chyba nigdy bym się
        nie mogła pogodzić i myślę, że wiele nawet najbardziej gorliwie wierzących mam
        również.
        • zuzanna56 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 14:35
          Wiem ze to trudne ale ja wierzę że się kiedyś spotkam z moimi bliskimi którzy
          już nie żyją.
    • janowa Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 14:23
      Jezeli ktos nie wierzy w Boga to jeszcze nie znaczy, ze w nic nie wierzy. Ludzie
      maja rozne koncepcje - reinkarnacje np.

      Jesli chodzi o zalobe, to kazdy musi znalezc swoja droge i swoj sposob na jej
      przezycie. Katolicy tez nie zawsze umieja sie pogodzic ze strata, chociaz
      teoretycznie wierza, ze zmarlemu powinno byc lepiej po smierci (a raczej
      wierzymy, ze nasi bliscy byli dobrymi ludzmi, prawda?). I ze kiedys sie spotkaja.

      ---
      "Bo tak normalnie to człowiek (kobieta człowiek ma pierś, a na niej cyce) wink"
      bonkreta
      • mpingo Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 17:36
        Ateizm to także wiara - wiara w to że Boga nie ma.
        Reinkarnacja, determinizm - to prowadzi w konsekwencji do rasizmu.
        (vide: system kastowy w Indiach, jak zwał tak zwał).
        Średnia, rzekłbym, alternatywa wobec katolicyzmu (chrześcijaństwa w ogólności).
        • sutra Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 17:40
          mpingo napisał:

          > Reinkarnacja, determinizm - to prowadzi w konsekwencji do rasizmu.

          Czy możesz wyjaśnić, na jakiej podstawie łączysz reinkarnację i determinizm i
          gdzie twoim zdaniem leży związek między reinkarnacją a rasizmem? Malo się to
          trzyma kupy, a w związku z tym bezwartościowe sa wnioski, które wyciągasz z tej
          przesłanki.


          • mpingo Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 18:38
            Czy nie jest tak, że jak zakładają systemy w których występuje reinkarnacja -
            jeśli ktoś jest nędzarzem to nie należy mu pomagać, bo taka jest jego karma
            i nie mozna jej zmieniać ? Dlaczego w Indiach panował (panuje) system
            kastowy ? Czy to nie to samo co podział na białych, żółtych, czerwonoskórych,
            czarnuchów ? Aryjczyków i podludzi ?
            • sutra Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 22:32
              Nie, nie jest tak, że jak ktoś jest nędzarzem, to nie należy mu pomagać. Być
              może karmą tego nędzarza jest spotkanie kogoś, kto mu pomoże i tym kimś jesteś
              właśnie ty.
              Panuje system kastowy, owszem, ale utożsamianie wiary w reinkarnację z systemem
              kastowym jest równie sensowne, jak wiary w niebo i piekło z systemem
              pańszczyźnianym.
        • janowa Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 20:05
          Wiesz co, odechcialo mi sie odpisywac na twoje posty.
          Masz tak porabane poglady, ze nijak sie z nimi nie da dyskutowac na
          inteligentnym poziomie. Reinkarnacja droga do rasizmu... No qrde, Platon by nie
          wymyslil!
          Szkoda mojej klawiatury...
          ---
          "Bo tak normalnie to człowiek (kobieta człowiek ma pierś, a na niej cyce) wink"
          bonkreta
        • shady27 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 21:54
          reinkarnacja prowadzi do rasizmu?????? matko a co to za teoria...ja wierze w reinkarnacje a jestem osoba ktorej baaaaardzo dlaeko od rasizmu i inncy dewiacji
    • sutra Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 14:41
      kaja5 napisała:

      Mi ta własnie wiara spotkania kiedyś osoby, która
      > odeszła dodaje sił. I właśnie dlatego w to wierze.

      Dość płytkie to i ateistyczne jak na motywację wiary religijnej - możliwosć
      sptkania bliskich po śmierci. Ale moze źle cię zrozumiałam.
      • lola211 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 15:08
        A myslsz, ze co tak naprawde lezy u podłoza wiary jak nie nadzieja, ze istnieje
        zycie po smierci? A jesli tak, to ze jest szansa na spotkanie z tymi, ktorzy
        odeszli?
        • isma Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 16:02
          Niekoniecznie. Nie wiadomo - przynajmniej Ewangelia na ten temat nic pewnego
          nie mowi - ze spotkamy naszych bliskich po smierci. A nawet, o ile pamietam,
          Jezus, rozpatrujac kwestie zony siedmiu mezow, powiada, ze u Boga ona nie
          bedzie zona zadnego z nich, bo tam sie ani nie zenia, ani za maz nie wychodza.

          Daje natomiast chrzescijanstwo nadzieje spotkania z Bogiem, zycia w Bogu, to
          prawda. Tyle tylko, ze, jesliby sie w Boga autentycznie, nie ze strachu,
          nie "na wszelki wypadek", nie wierzylo, nie kochalo Go, to jest to perspektywa
          malo atrakcyjna (cos jak dlugie wakacje u upierdliwej ciotki), wiec tylko dla
          niej "wierzyc" nie warto wink)).
        • sutra Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 17:25
          lola211 napisała:

          > A myslsz, ze co tak naprawde lezy u podłoza wiary jak nie nadzieja, ze
          istnieje
          >
          > zycie po smierci? A jesli tak, to ze jest szansa na spotkanie z tymi, ktorzy
          > odeszli?

          Myślę, ze każdy ma inną motywację wiary, a ta akurat jest dość płytka i w
          gruncie rzeczy ateistyczna.
    • lola211 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 15:03
      Prawda jest taka, ze wiara pomaga zmierzyc sie z tym, co nieuniknione.Ale nie
      da sie o t tak po prostu uwierzyc, gdy ma sie duzo watpliwosci.
      Tak sie sklada, ze zmarlo mi nowonarodzone dziecko i nigdy nie przeszlo mi
      przez mysl, ze jest opcja spotkania sie z nim kiedys tam, w górze.Ten dramat
      przeszlam naprawde dobrze, w porównaniu z tym, co czytam chocby na forum, gdzie
      wypowiadaja sie rodzice po stracie.A przeciez powinno mi byc trudniej..
      • zuzanna56 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 15:10
        Lola
        Życzę ci abyś kiedyś spotkała gdzieś swoje dzieciątko.

        Czasem zastanawiam się jaka byłaby moja wiara gdyby spotkało mnie w życiu coś
        tak strasznego.
        Pozdrawiam Cię.
        • joanna666 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 15:55
          Podobno NIE MA ludzi naprawdę niewierzących.
          Informacja ta pochodzi od młodego, rzutkiego pastora ewangelickiego (z tytułem
          naukowym zresztą). W chwili bezpośredniego zagrożenia życia podobno każdy zwraca
          się do Boga z prośbą o pomoc.
          I jest to jeden z faktów potwierdzających Jego istnienie. Dla mnie - logiczny.
          • janowa Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 16:08
            A dla mnie nielogiczne, a przynajmniej nie jest to zaden dowod.
            Od urodzenia slyszalam o Bogu naokolo. Czesto sie lapie na tym, ze jak sie boje
            to mowie automatycznie, "o boze, tylko nie to" albo "matko boska, cos ty
            narobil" (to do Leona jak cos nabroi smile). I to wcale nie oznacza, ze w tym
            momencie wierze w jego istnienie, tylko ze jest to wdrukowane w moja podswiadomosc.

            ---
            "Bo tak normalnie to człowiek (kobieta człowiek ma pierś, a na niej cyce) wink"
            bonkreta
          • agnieszkas72 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 16:12
            Zgadzam się z tą opinią.Myślę,że deklarowany ateizm w wiekszości przypadków nie
            pokrywa się z rzeczywistym oglądem świata takich osób.Nie wierzę też ,że
            istnieje matka,która pozwoliłaby odejść umierajacemu dziecku w próżnię.Bardzo
            boję się utraty męża,dzieci-tęsknota za nimi byłaby straszliwa ale odeszli juz
            moi rodzice(ojciec wczesnie)-wiara pozwoliła mi przyjąć ich smierć spokojnie,jak
            wyzwolenie z nieuleczalnych chorób.
            • agnieszkas72 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 16:14
              Zgadzam się z opinią przytoczoną w poscie Joanny,oczywiscie.
              • juska26 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 16:23
                Nie rozumiem po co osobom takim ja- nie wierzącym w istnienie boga wmawia się,
                że nam się tylko wydaje że nie wierzymy...
                Można po prostu nie wierzyć i to nie jest choroba, która można wyleczyć siłą
                sugestii.
                • joanna666 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 16:56
                  Ależ ja nikomu nic nie mam zamiaru wmawiać! Wiara to bardzo osobista sprawa.
                  Informuję tylko o ciekawej teorii pochodzącej nie od przysłowiowego moherowego
                  bereta, ale od bardzo wykształconego duchownego jednej z religii chrześcijańskich.
                  Wyraźnie podkreśliłam, że DLA MNIE jest to przekonywujący argument.
                  Poza tym przez bardzo wiele lat deklarowałam się jako obojętna religijnie i nie
                  przypominam sobie, żeby ktoś mnie próbował leczyć siłą sugestii. W razie
                  wystąpienia takiego przypadku grzecznie, acz stanowczo odmówiłabym kontynuowania
                  rozmowy.
                • jamile Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 17:01
                  A bo widocznie katolik zawsze wie lepiej. Szkoda tylko, że nie wie, iż
                  niechrzczone dzieci nie idą w żadną "próżnię".

                  <><><><><>
                  Kuka
                  i tu też
          • melmire Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 17:01
            Dla mnie to bylby dowod, gdyby te "modlitwy" ateistow byly (chyba w ramach
            promocji, dla pozyskania nowego klienta big_grin) wysluchane. A tak nie jest.
            Zreszta nie wierze ze osoba a)prawdziwie niewierzaca b)wychowana w calkowitej
            izolacji od religii automatycznie nawracala sie w chwili zagrozenia.

            PS ten pastor to wszystkich ateistow w niebezpieczenstwie przepytal czy sie
            modlili czy nie, czy tak sobie te teorie snuje czysto teoretycznie?
          • lola211 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 18:41
            Na zasadzie jak trwoga to do Boga czy tonacy brzytwy sie chwyta..Ze strachu
            zaczynaja wierzyc, ze moze jednak Bog istnieje.
    • babka71 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 17:02
      ateista w nic nie wierzy więc taki dylemat go nie dotyczy!!!
      agnostyk jednak ma wątpliwości, nie ma pewności, że niczego nie ma , ale uważa
      że nie ma..dopóki mu tego nie udowodnią!!??
      chrześcijanin wierzy, że jest życie po smierci i nie wnika.!!!!
      proste odpowiedzi na proste pytania..
      kaja5 gdzie się ty mieścisz?? tak pół na pół??...
      Jak myślisz...
      • mpingo Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 17:39
        Jak napisałem powyżej - ateista WIERZY, że Boga nie ma.
        • joanna666 Re: Do Melmire... 04.05.06, 18:19
          Nie wiem, czy wszystkich przepytał. Prawdopodobnie nie, bo metodologia badań
          naukowych (teologia ewangelicka też jest dyscypliną w/g KBN) chyba w żadnym
          przypadku tego nie wymaga.
          Przyjęłam, że mój rozmówca znał się na tym, co mówił. Ja nie mam wykształcenia
          teologicznego, więc nie będę się mądrzyć.
          Jeżeli bardzo chcesz, to mogę sie przy okazji do niego zwrócić i wyjaśni mi
          bliżej tą kwestię. Ponieważ jest to człowiek dosyć zajęty (praca duszpasterska,
          naukowa) umówienie się z nim na rozmowe może mi zająć trochę czasu. Ale postaram
          się.
          • sutra Re: Do Melmire... 04.05.06, 22:36
            Byłoby dobrze, żebyś go przepytała; z tego co pisałaś wynikało, ze mówił o
            własnych doświadczeniach (wyrywkowych, jak to indywidualnme doświadczenia), a
            nie wynikach badań przeprowadzonych według jakiejkolwiek metodologii. Kwestia,
            czy umierający zwracają sie na ogół do Boga, czy nie, nie jest kwestią z
            zakresu teologii ewangelickiej, nawet jeśli jest to najnaukowsza dziedzina
            naukowa według klasyfikacji KBN.
          • melmire Re: Do Melmire... 04.05.06, 23:27
            Postaraj sie, bo bardzo mnie to ciekawi. Zwlaszcza to jak pastor dociera do
            osob niewierzacych ktore w chwili niebezpieczenstwa sie nie nawracaja, wiec nie
            ida do kosciola czy zboru to nawrocenie zoficjalizowac przez sakramenty.
            Rozumiem ze wcale nie dociera, skoro uwaza ze WSZYSCY sie nawracaja- bo
            metodologia metodologia, ale 100% chyba nigdy w takich badaniach nie wystepuje,
            zawsze jest chocby margines bledu.
            I jak selekcjonuje osoby badane, czy nie bazuje sie aby przypadkiem tylko na
            tych ktore samodzielnie sie do niego zglaszaja?
            • joanna666 Re: Do Melmire... 05.05.06, 09:07
              OK, postaram się. Nie przypuszczam, żeby to były wyniki własnych badan tego
              pastora. On zajmuje się innym zagadnieniem. Na pewno poda mi źródło naukowe.

              Nie mówiłam też o tym, że wszystkie osoby w chwili zagrożenia życia (a nie
              umierające, jak zrozumiałaś) nawracają się i "oficjalizują" (co za słowo?) ten
              fakt poprzez sakramenty. Przeczytaj jeszcze raz uwaznie mój post. Chodzi o
              wezwanie imienia Boga, a nie nawrócenie się.

              A propos braku wykształcenia i wiary, przypomina mi sie fajna anegdotka o
              fizjologu rosyjskim Iwanie Pawłowie. Był głęboko wierzącym człowiekiem. Kiedy
              wychodził z cerkwi, zaczepił go czerwonoarmista "I wy dziadku, wierzycie w takie
              zabobony?". Pawłow na to: "Nie każdemu jest dane być tak wykształconym, jak wy,
              towarzyszu..."
        • juska26 Re: do mpingo 04.05.06, 19:07
          ateista WIE że boga nie ma.
          • mpingo Re: do mpingo 04.05.06, 19:25
            OK. Załóżmy że twierdzę inaczej: czy ateista może mi udowodnić że Boga nie ma ?
            • juska26 Re: do mpingo 04.05.06, 20:00
              Wg. mnie na zdrowy rozum wiadomo, że go nie ma, ale jeśli ktoś szuka dowodów
              wystarczy trochę lektury-choćby biblii, która zawiera mnóstwo sprzeczności. Nie
              ma racjonalnego dowodu na to,że bóg istenieje, a dla mnie jest to już
              wystarczający dowód na to, że go nie ma.
              • mpingo Re: do mpingo 04.05.06, 22:59
                > Wg. mnie na zdrowy rozum wiadomo, że go nie ma.

                Na zdrowy rozum to raczej jest - jest jakaś praprzyczyna która stworzyła świat
                a której samej nikt nie stworzył. Nazwa robocza: BÓG.

                >ale jeśli ktoś szuka dowodów
                > wystarczy trochę lektury-choćby biblii, która zawiera mnóstwo sprzeczności.

                Bo ja wiem... Taki na przykład Einstein wierzył w Boga. Ba, stwierdził nawet że bez jakiegoś nadprzyrodzonego pierwiastka cała mechanika kwantowa kupy się nie trzyma. Może nie czytał Biblii ?

                >Nie ma racjonalnego dowodu na to,że bóg istenieje, a dla mnie jest to już
                > wystarczający dowód na to, że go nie ma.

                Primo: może racjonalnego nie ma ale jest nieracjonalny ?
                Racjonalizm... racjonalizm jest często złudny. Na przykład taka teoria mnogości
                Banacha mówi nam że mozna 1 kulę porozcinać na kawałki, z których da się
                złożyć 2 identyczne nowe kule. Wyobrażasz to sobie swoim racjonalnym rozumem ?

                Secundo - w nauce obowiązuje taka zasada: "Lack of evidence is no evidence of absence", czyli brak dowodu nie jest dowodem nieistnienia. Zatem twoje metody są nienaukowe ;P
                • juska26 Re: do mpingo 05.05.06, 08:36
                  mpingo napisał:


                  >
                  > Na zdrowy rozum to raczej jest - jest jakaś praprzyczyna która stworzyła świat
                  > a której samej nikt nie stworzył. Nazwa robocza: BÓG.
                  >
                  Nazwa robocza-właśnie wymyślona przez ludzi, którzy żyli w czasach kiedy pewne
                  zjawiska trudno było inaczej sobie wytłumaczyć-teraz można to zrobić w sposób
                  naukowy.
                  >
                  > Bo ja wiem... Taki na przykład Einstein wierzył w Boga. Ba, stwierdził nawet
                  że
                  > bez jakiegoś nadprzyrodzonego pierwiastka cała mechanika kwantowa kupy się
                  nie
                  > trzyma. Może nie czytał Biblii ?

                  No cóż taka np. Skłodowska-Curie była ateistką i jakoś jej to nie
                  przeszkadzało w tłumaczeniu zjawisk fizycznych.

                  > Primo: może racjonalnego nie ma ale jest nieracjonalny ?
                  > Racjonalizm... racjonalizm jest często złudny. Na przykład taka teoria
                  mnogości
                  > Banacha mówi nam że mozna 1 kulę porozcinać na kawałki, z których da się
                  > złożyć 2 identyczne nowe kule. Wyobrażasz to sobie swoim racjonalnym rozumem ?

                  Czemu nie? Przeciez można to udowodnić a dowody nieracjonalne do mnie nie
                  przemawiają.

                  > Secundo - w nauce obowiązuje taka zasada: "Lack of evidence is no evidence
                  of
                  > absence", czyli brak dowodu nie jest dowodem nieistnienia. Zatem twoje metody
                  s
                  > ą nienaukowe ;P

                  Nie jestem naukowcem dlaczego więc moje dowody miałyby byc naukowe? Poprostu
                  kieruje się rozumem i tyle. Nie zamierzam też nikogo przekonywać i niczego
                  udowadniać. To jest mój światopogląd nic więcej.
                  • mpingo Re: do mpingo 05.05.06, 10:01
                    > zjawiska trudno było inaczej sobie wytłumaczyć-teraz można to zrobić w sposób
                    > naukowy.

                    Nauka ma swoją dziedzinę i odpowiada tylko na część pytań.
                    Która nauka i w jaki sposób odpowie ci na pytania: "skąd przychodzimy ?",
                    "czym jesteśmy ?", "dokąd idziemy ?", "dlaczego istnieje zło ?",
                    "dlaczego w ogóle COŚ istnieje ?".

                    > No cóż taka np. Skłodowska-Curie była ateistką i jakoś jej to nie
                    > przeszkadzało w tłumaczeniu zjawisk fizycznych.

                    Skłodowska-Curie żyła w świecie przedeinsteinowskim. Wtedy wszystkie odpowiedzi były radośnie proste i nieprawdziwe tongue_out

                    > Nie jestem naukowcem dlaczego więc moje dowody miałyby byc naukowe? Poprostu
                    > kieruje się rozumem i tyle. Nie zamierzam też nikogo przekonywać i niczego
                    > udowadniać. To jest mój światopogląd nic więcej.

                    Nie obraź się, proszę, to tylko taki styl smile ale muszę zauważyć że
                    żyjesz w potwornym zacofaniu. Konkretnie, jesteś jakieś 200 lat
                    "za murzynami", bo już ponad 200 lat temu Kant napisał "Krytykę rozumu",
                    co oznaczało koniec racjonalizmu wink Od tego czasu każdy kto ma rozum
                    wie że nie mozna mu ufać smile)
                    • juska26 Re: do mpingo 05.05.06, 10:40
                      Weź pod uwagę takie dziedziny jak ewolucja czy filozofia, może odpowiesz sobie
                      na część z tych pytań.
                      Nie obrażę się, ale zwóć uwagę na to, że epoki zawsze się przeplatały: powrót
                      do boga, a potem odejście w kierunku rozumu, czy te 200 lat to nie dość na
                      jedną epokę?
                      A mi zawsze wydawało się, że to ludzie wierzący żyją w zacofaniu , bo wiara w
                      boga to dla mnie to samo co wiara w zabobony, ale zdecydowanie nie nawróce się
                      tylko po to, żeby być "na czasie". Pozdrawiam.J
                      • mpingo Re: do mpingo 05.05.06, 12:00
                        Ewolucja to nie żadna jakaś tam dziedzina a proces (w ogolności).
                        Jeśli chodzi ci o teorię ewolucji to zwracam łaskawie uwagę na
                        słowo TEORIA. Teoria jest tak samo dobra jak wiara, choćby i w krasnoludki,
                        dopóki nie zostanie udowodniona.
                        A Kanta warto przeczytać, po to aby wiedzieć że żadnego 'odejścia do rozumu'
                        i przeplatania epok już nie będzie. wink
                        • juska26 Re: do mpingo 06.05.06, 10:10
                          Tia, może i teoria, ale jednak na ewolucję, a w tym ewolucję człowieka i jego
                          pochodzenie jest kilka oczywistych dowodów-na istnienie boga nie
                          Kanta czytać nie zamierzam,
                          bo z reguły czytam dla przyjemności.
                          Jak juz ktoś napisał wolę żyć tu i teraz pełnią życia niż wegetować czekając na
                          zycie pośmiertne. Pozdrawiam i życzę miłego nawracania, ale juz nie mnie. J
                          • mpingo Re: do mpingo 06.05.06, 13:32
                            > Tia, może i teoria, ale jednak na ewolucję, a w tym ewolucję człowieka ijego
                            > pochodzenie jest kilka oczywistych dowodów

                            Za mało. To wciąż tylko TEORIA, nie wiadomo jakim cudem wybrana na
                            jedyną słuszną. Są inne, równie prawdopodobne.

                            > Kanta czytać nie zamierzam,

                            Ano, na takie dictum to już nic nie mozna poradzić. Moim zdaniem lepiej
                            jest wiedzieć coś niż nie wiedzieć ale to widać w modzie ignorancja.
            • triss_merigold6 Re: do mpingo 04.05.06, 21:46
              A możesz mi - ateistce - udowodnić, że Bóg jest?
              Paranoidalne są takie dyskusje swoją drogą. Jakoś ateiści dziwnie rzadko
              odczuwają przymus nachalnego pytania wierzących po co/dlaczego/na jakiej
              podstawie wierzą.
              Nie jestem wierząca, wychowywałam się w ateistycznej rodzinie i jakoś potrzeby
              wiary nie odczuwam. Ze śmiercią najbliższej osoby tj. mojej Mamy jakoś sobie
              poradziłam co nie oznacza zupełnego pogodzenia się z tym faktem. Dla mnie
              śmierć to koniec fizycznego, namacalnego istnienia, zmarły żyje we
              wspomnieniach bliskich. Nadziei na metafizyczne spotkanie gdziekolwiek nie mam.

              Co do tezy pastora, że nie ma ludzi całkowicie niewierzących - bzdura. Nie
              wierzę w byty nadprzyrodzone, reinkarnację, duchy, istoty wyzsze i takie tam.
              • elza78 Re: do mpingo 04.05.06, 22:02
                triss, a mozesz rybie udowodnic ze woda jest??
                smile
                dla mnie jako osoby wierzacej roznimy sie jedynie swiadomoscia pewnego
                fizycznego faktu, ktorym jest istnienie Boga.
                • shady27 Re: do mpingo 04.05.06, 22:05
                  o matko ale porownanie....przeciez woda jest namacalna a bog nie
                  • elza78 Re: do mpingo 04.05.06, 22:10
                    skad wiesz shady ze dla ryby woda jest namacalna skoro ona w niej plywa??
                    wczuj sie w to co ryba moze sadzic na temat wody, czy w ogole sobie zdaje
                    sprawe z jej istnienia - namacalnosci smile woda jest namacalna dla ciebie, bo
                    wiesz, ze woda to woda, a powietrze to powietrze, ryba tego nie wie smile
                    • triss_merigold6 Re: do mpingo 04.05.06, 22:11
                      Ryba nie ma zdolności do abstrakcyjnego myslenia ani świadomości, że kiedyś
                      umrze. Człowiek ma.
                    • shady27 Re: do mpingo 04.05.06, 22:13
                      hmmmm moze i tak.... bo fakt patrzylam to ze swojego punktu widzenia a nie rybnego wink
                • triss_merigold6 Re: do mpingo 04.05.06, 22:08
                  Dlatego uważam, że dyskusje są absurdalne.
                  Osobiście mnie wali kto w co wierzy. Krasnoludki, bogowie z mordką słonika,
                  Swarożyc, Jahwe, Elvis żyje - wszystko jedno. Przekonywać do swojego
                  subiektywnego światopoglądu nie mam zamiaru, mnie z tym dobrze. Jednakowoż nie
                  życzę sobie aby mnie w jakikolwiek sposób nawracano.
                  Teściową 2 lata uprzejmie prosiłam aby darowała sobie ewangelizacyjne gadki i w
                  ogole rozmowy o wierze w kontekście prób przekonania mnie. Efekt jest taki, że
                  kobieta ma absolutny zakaz wstępu do mojego domu i zakaz kontaktów z moim
                  synem. Oczywiście płacze, jest jej przykro ale cóż... uprzedzałam, że sobie nie
                  życzę.
                  • shady27 triss 04.05.06, 22:16
                    o rety prawdziwy szatan z Ciebie wink przypominasz mnie w rozmowie z moja pseudobabcia, ona bylaby w stanie mi oczy wydrapac zeby mnie nawrocic, a ja jej za to nawracanie....zawsze mowie "nie zycze sobie" i koniec ... oczywiscie byly juz odprawiane egzorcyzmy przez moja pseudobabcie ale ja sie nie dalam....mam ja w nosie, wole byc prawdziwa ateistka niz falszywa katoliczka taka jak ona
                    • triss_merigold6 Re: triss 04.05.06, 22:20
                      A nie, nie. 2 lata byłam względnie stanowczo uprzejma i klarownie mówiłam "nie
                      życzę sobie". A po pewnej akcji "pyk" uprzejmość szlag trafił. Teściowa św.
                      Jehowy więc misję ma a ja pewnych tekstów we własnym domu słuchać nie chcę. Moj
                      dom, moje święte prawo. Ponieważ ona się nie powstrzyma (co sama przyznała)
                      jedynym sensownym wyjściem jest dla mnie zerwać kontakty całkowicie. Sama
                      kobieta wybrała... uprzedzałam lojalnie.
                      • shady27 Re: triss 04.05.06, 22:50
                        aaaa to Ty masz tesciowa Jechowa....no wlasnie sie zastanawialam ktora z dziewczyn takowa posiada i walczyla z nia zaciekle...dobrze ze sobie z nia poradzilas, bo niestety poznalam sw.jehowy z nienajlepszej strony, przede wszystkim z upierdliwosci i namolnosci...brrr
                  • mpingo Re: do mpingo 04.05.06, 23:04
                    Triss, może ty nie ale ja zauważam róznicę pomiędzy systemem religijnym
                    chrześcijańskim, krasnoludkowym a np. religią Majów czy kultem Baala.
                    Nie lubię składać ofiar z ludzi, gwałcić kobiet na ołtarzach a krasnoludki...
                    krasnoludki są za bardzo smieszne. Bóg powinien być potężny, na przykład
                    taki jak na malowidłach Michała Anioła.
                    • triss_merigold6 Re: do mpingo 04.05.06, 23:11
                      Starszy muskularny facet z siwą brodą? Tyż pikinie. System religijny odpowiada
                      zapotrzebowaniu ludzi, jest produktem kultury w jakimś kontekście historycznym,
                      ekonomicznym itd.
                      Naprawdę nie wadzi mi w co inni wierzą. Mój brak wiary też nie wadzi nikomu a
                      jeśli wadzi to nie mój problem.
                      • mpingo Re: do mpingo 04.05.06, 23:20
                        Ano własnie ! Jeśli przynajmniej jest poważnie a nade wszystko PIKNIE,
                        to jest bardzo dobrze. Kurduplowate krasnoludki obsysają.

                        P.S. Bałem się że pojawi się jakieś opium dla ludu ale, chwaląc
                        Koszałka Opałka, nie pojawiło się. smile
              • mpingo Re: do mpingo 04.05.06, 22:48
                Nie - nie mogę. Ale ja WIERZĘ (zalóżmy wink że istnieje i się do tego przyznaję.
                Ty WIERZYSZ że nie istnieje ale wstydzisz się do tego przyznać
                • sutra Re: do mpingo 04.05.06, 22:51
                  A wiesz, mpingo, ja wierzę, ze nie istnieją krasnoludki.
                  • triss_merigold6 Re: do mpingo 04.05.06, 22:58
                    Tak to i ja wierzę. Zasadniczo wierzę, że Elvis nie żyje; że duchów nie ma;
                    wilkołakami byli ludzie dotknięci pewną chorobą krwi i tak dalej.
                  • mpingo Re: do mpingo 04.05.06, 23:07
                    Zatem jesteś wierząca - świetnie ! O to cały czas chodziło.
                    • sutra Re: do mpingo 04.05.06, 23:17
                      mpingo napisał:

                      > Zatem jesteś wierząca - świetnie ! O to cały czas chodziło.

                      Nie musisz prowadzić długaśnej dyskusji, żeby to odkryć. Owszem, jestem
                      wierzaca, i to uważam, ze jestem wierząca bardziej niż przytłaczajaca większość
                      katolików w naszym kraju. Ale i tak katolicy często uważają, ze nie jestem
                      wierząca - bo nie jestem chrześcijanką. Proszę bardzo, w rozumieniu katolików
                      mogę być niewierząca. Natomiast uważam sposób twojej dyskusji z triss za
                      bzdurny. Nikomu nic do przekonan innych ludzi, o ile one ich nie krzywdzą.
                      Triss uważa, że Boga nie ma i powinieneś (powinnaś) to po prostu uszanować.
                      • mpingo Re: do mpingo 04.05.06, 23:24
                        Dyskusja nie jest bzdurna tylko dlatego że nie zdołałaś zorientować się
                        co naprawdę jest jej przedmiotem.
                        A uszanować mniemań czyichś naprawdę nie muszę (tolerancja miała nam
                        zapewnić więcej wolności a tu proszę - Gilotyna Nowych Czasów - musisz !),
                        mniemania mogę mieć głęboko w <cenzurze>. smile
                        • sutra Re: do mpingo 04.05.06, 23:28
                          mpingo napisał:

                          > Dyskusja nie jest bzdurna tylko dlatego że nie zdołałaś zorientować się
                          > co naprawdę jest jej przedmiotem.

                          Nie, nie dlatego jest bzdurna. Bzdurna jest dlatego, że przyczepiłaś się do
                          terminologii jak rzep do psiego ogona. Naprawdę nie kazdy musi wierzyć w to co
                          ty i mieć twoje poglądy na świat. Jedni wierza w Boga i dla nich jest on
                          oczywistością, drudzy uważają, ze jest on zjawiskiem tego pokroju, co rusałki,
                          krasnoludki i Boruta i wiedzą, że nie istnieje. Świat jest różnorodny i przez
                          to piękny.

                          > A uszanować mniemań czyichś naprawdę nie muszę

                          Nie musisz, ale byłoby ładnie z twojej strony, gdybyś to zrobiła. Po
                          chrześcijańsku.
                          • shady27 Re: do mpingo 04.05.06, 23:32
                            hmmm dlatego ja mam wrazenie ze my ateisci jestemy dyskryminowani, bo to ze my MUSIMY szanowac poglady wierzacych tak oni NIE MUSZA szanowac naszych....szkoda
                            • triss_merigold6 Re: do mpingo 04.05.06, 23:35
                              A bo to tylko w jedną stronę działa. Znam niestety kilka osób przkonanych, że
                              ateistom jest tak naprawdę wszystko jedno i wystarczy ich pourabiać a dadzą się
                              nawrócić na własciwą drogę.
                              Upierdliwie powtarzam, że ateizm jest światopoglądem a nie tylko prostym
                              brakiem wiary.
                              • shady27 Re: do mpingo 04.05.06, 23:41
                                racja, na dodatek kiedys mialam "przyjemnosc" starac sie o prace, gdzie spytano mnie czy jestem wierzaca , po moim zaprzeczeniu pelne oburzenie nastapilo "jak to niewierzaca??? to bedzie pani wyrazac swoje poganskie poglady, a nam awantrunikow nie potrzeba" rece opadaja, ja powiedzialam tylko ze to wierzacy maja problem z awanturowaniem sie i wyklocaniem i poszlam, nie chcialo mi sie dyskutowac z prostakiem
                                • mpingo Re: do mpingo 04.05.06, 23:49
                                  Wolny rynek (pracy). Pracodawca przyjmuje tego, kto spełnia jego warunki.
                                  I niech tak będzie.
                                  • shady27 Re: do mpingo 05.05.06, 10:21
                                    pracodawca nie ma prawa pytac o takie rzeczy tak samo jak prosic o zaswiadczenie o tym ze nie jetse sie w ciazy, ale tu akurat sie cieszylam, bo nie chcialabym pracowac u Rydzykowego Moherowego fanatyka, pare miesiecy pozniej "zemscilam sie" i o to samo spytalam pracodawce, czy sa u niego zatrudnieni Rydzykowcy,a prace dostalam smile
                                    • mpingo Re: do mpingo 05.05.06, 11:51
                                      Pracodawca ma prawo pytać o co mu się tylko podoba. I nikt nie jest w stanie
                                      ZMUSIĆ go do zatrudnienia kogoś, kto mu nie odpowiada.
                                      Przynajmniej dopóki nie żyjemy w państwie totalitarnym.
                                      Ale widać są tacy, którzy totalu chcą za wszelką cenę i to szybko.
                                      Przy nich moherowe grzybki to pikuś.
                                      • cocollino1 Re: do mpingo 05.05.06, 13:09
                                        radze pocztac kodeks pracy
                                        • mpingo Re: do mpingo 05.05.06, 13:18
                                          Och, ja nie wątpię że w kodeksie pracy jest mnóstwo bardzo mądrych
                                          , postepowych, stworzonych z myślą o osłodzeniu życia
                                          zapisów i z pewnością będzie jeszcze ich jeszcze więcej. Wszystkie bez
                                          wyjątku totalniackie. Pozostaje tylko czekać aż na wybiegach pojawią się
                                          garbate modelki.
                                          • cocollino1 Re: do mpingo 05.05.06, 13:24
                                            aaa, skoro taki masz tok mysleia, nie czytaj ani kp ani innych przepisow
                                            a co maja garbate modelki do zakazu dyskryminacji ze wzgledu na plec, wyznanie
                                            itp?
                                            ze garbata modelka, to jak jak pracownik niechrzescijanin???? Wspolczuje
                                            chrzescijanom takich wiernych.
                                            • mpingo Re: do mpingo 05.05.06, 13:41
                                              A twój tok myślenia sprowadza się do "dura lex" ?
                                              To ustawy norymberskie także były słuszne boć prawo...
                                              "Jak rozkaz, to rozkaz! - odpowiedział Kowalski i odetchnął głęboko, jakby mu wielki ciężar spadł z piersi."
                                              Coccolino, takie zapisy w kodeksie pracy w rzeczywistości są przeciw ludziom,
                                              uprzykrzają im życie w sposób wręcz obrzydliwy. Czy naprawdę potrzeba
                                              morza krzywd jak w eksperymencie z komunizmem zeby to zrozumieć ?
                                              • cocollino1 Re: do mpingo 05.05.06, 13:45
                                                Ja akurat dobrze wiem, ze nie kazdy przepis jest madry, zyciowy, ok zgodze sie,
                                                ale po pierwsze przepisy sa po to by ich przestrzegac, po drugie akurat ten
                                                przepis jest bardzo prosty do realizacji, tylko wymaga troche wiecej niz
                                                patrzenia na czubek wlasnego nosa( w sensie pracodawcy).
                          • mpingo Re: do mpingo 04.05.06, 23:42
                          • mpingo Re: do mpingo 04.05.06, 23:47
                            > Naprawdę nie kazdy musi wierzyć w to co
                            > ty i mieć twoje poglądy na świat.

                            A ktoś tak twierdzi ? Nie widzę.

                            > Jedni wierza w Boga i dla nich jest on
                            > oczywistością, drudzy uważają, ze jest on zjawiskiem tego pokroju, co rusałki,
                            > krasnoludki i Boruta i wiedzą, że nie istnieje. Świat jest różnorodny i przez
                            > to piękny.

                            Ale to nie krasnoludki stworzyły taki piekny swiat, co, rusałko ? Za małe mają
                            rozumki wink No i zakładamy że sam z sibie się też nie stworzył, chyba że to świat
                            jest Bogiem smile

                            > Nie musisz, ale byłoby ładnie z twojej strony, gdybyś to zrobiła.

                            ...-ł.
                            -Ł, nie -ła. smile

                            >Po chrześcijańsku.

                            A na co mi to ? Nie jestem. smile

                            • sutra Re: do mpingo 05.05.06, 12:10
                              mpingo napisał:

                              > > Naprawdę nie kazdy musi wierzyć w to co
                              > > ty i mieć twoje poglądy na świat.
                              >
                              > A ktoś tak twierdzi ? Nie widzę.

                              To czemu nawracasz na swoją terminologię z uporem godnym lepszej sprawy?

                              > Ale to nie krasnoludki stworzyły taki piekny swiat, co, rusałko ? Za małe mają
                              > rozumki wink No i zakładamy że sam z sibie się też nie stworzył, chyba że to
                              świa
                              > t
                              > jest Bogiem smile

                              To prymitywne zakładać, ze świat musiał ktoś stworzyć. I uważać to założenie za
                              taką oczywistosć, ze wszyscy musza się ukorzyć i uznac, ze wobec tego istnieje
                              Bóg.

                              > > Nie musisz, ale byłoby ładnie z twojej strony, gdybyś to zrobiła.
                              >
                              > ...-ł.
                              > -Ł, nie -ła. smile

                              Ach rozumiem, czytając wątek na braku seksu w małżeństwie byłam pewna, ze
                              jesteś facetem (ale tu są jednak e-mamy), i to prymitywnym. Polecam lekturkę
                              zainteresowanym:
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=41250914&v=2&s=0
                              • mpingo Re: do mpingo 05.05.06, 13:01
                                > To czemu nawracasz na swoją terminologię z uporem godnym lepszej sprawy?

                                Ne terminologię ? To pomyłka, nie chodziło ci o technologię ? LOL.

                                > To prymitywne zakładać, ze świat musiał ktoś stworzyć.

                                Mhm, znacznie bardziej wyrafinowana jest koncepcja powstania czegoś z niczego
                                i to bez udziału czynnika nadprzyrodzonego. Wow, Sutra, ty jesteś wyrafinowana !

                                > Ach rozumiem, czytając wątek na braku seksu w małżeństwie byłam pewna, ze
                                > jesteś facetem (ale tu są jednak e-mamy), i to prymitywnym

                                "Ujrzała wzwód, i stwierdziła oburzona - a feee... jakież to mało
                                wyrafinowane !". LOL.
                                • sutra Re: do mpingo 05.05.06, 13:07
                                  mpingo napisał:

                                  > > To czemu nawracasz na swoją terminologię z uporem godnym lepszej sprawy?
                                  >
                                  > Ne terminologię ?

                                  Terminologię.

                                  > > To prymitywne zakładać, ze świat musiał ktoś stworzyć.
                                  >
                                  > Mhm, znacznie bardziej wyrafinowana jest koncepcja powstania czegoś z niczego
                                  > i to bez udziału czynnika nadprzyrodzonego.

                                  Skoro uważasz, że wszystko musiał ktoś stworzyć, to kto stworzyl Boga? Moze
                                  jakiś Jeszcze Bardzoej Boski Bóg, a tego stworzył Jeszcze Jeszcze Bardziej
                                  Boski Bóg?

                                  I na tym EOT z mojej strony, oddalam się do bardziej wartościowych zajęć. Pa.
                                  • mpingo Re: do mpingo 05.05.06, 13:14
                                    > Skoro uważasz, że wszystko musiał ktoś stworzyć, to kto stworzyl Boga? Moze
                                    > jakiś Jeszcze Bardzoej Boski Bóg, a tego stworzył Jeszcze Jeszcze Bardziej
                                    > Boski Bóg?

                                    Jajko czy kura... dlatego napisałem o materii, energii i obierkach.
                                    Po prostu trzeba przyjąć że sprawcą jest pierwotna nadprzyrodzona istota -
                                    Najbardziej Boski Bóg, Kreator i uwolnić się od dylematu jajka i kury.

                                    > I na tym EOT z mojej strony, oddalam się do bardziej wartościowych zajęć. Pa.

                                    Obierać ziemniaki (znów te obierki !) ?
                                    • jamile Re: do mpingo 05.05.06, 20:21
                                      mpingo napisał:
                                      > Po prostu trzeba przyjąć że sprawcą jest pierwotna nadprzyrodzona istota <

                                      Na cale szczęscie w tej materii niczego nie trzeba.
                                      Wiara w boga to łaska a nie świadomy wybór czy chciejstwo
                                      i nie da się namówic kogoś, żeby uwierzył, nie da się go urobic, przekonac,
                                      wytłumaczyc.




                                      <><><><><>
                                      Kuka
                                      i tu też
                                      • lola211 Re: do mpingo 06.05.06, 08:12
                                        Owszem da sie- indokrtynujac od malego.Dlatego wlasnie od najwczesniejszych lat
                                        dzieci uczy sie religii, pacierzy, itd.Dziecko wszystko przyjmuje za pewnik.A
                                        uwolnic sie od tego co wpajano w dziecinstwie jest bardzo trudno.
                                        • mpingo Re: do mpingo 06.05.06, 09:24
                                          Dlatego dziecka w ogole nie powinno się poddawać wychowaniu.
                                          Bo to jest nic innego tylko indoktrynacja, dziecko głupie - wszystko
                                          przyjmuje za pewnik.
                                          • lola211 Re: do mpingo 06.05.06, 09:54
                                            Owszem -powinno.Byle nie wmawiac mu, ze cos jest na pewno, gdy sa
                                            watpliwosci.Bo tego, ze Bog jest, nie wie na pewno nikt.A ze 2 plus 2 jest
                                            cztery - wiedza wszyscy.Jest roznica? Dla mnie zasadnicza.
                            • mystie Re: do mpingo 05.05.06, 12:19
                              mpingo napisał:
                              > No i zakładamy że sam z sibie się też nie stworzył, chyba że to świat jest
                              Bogiem smile<

                              Nie, nie zakładamy - stworzenie świata nie ma dla mnie ŻADNEGO związku z
                              bogiem.
                              • mpingo Re: do mpingo 05.05.06, 13:05
                                A z kim ? Lub z czym ? Materia z energii, energia zaś materii, zaś materia
                                z energii, z kolei energia z materii, alergia z baterii, a bakteria z obierki...
                • triss_merigold6 Re: do mpingo 04.05.06, 22:55
                  To do mnie było? Streszczam się, bo spać idę: ja nie wierzę ino jestem
                  przekonana i przekonanie owo podpieram wiedzą z zakresu fizyki, chemii i takich
                  tam nauk. Wierzę, że istnieją obiekty nazwijmy to, które podlegają
                  udowodnieniu. Światopogląd materialistyczny znaczy się mam. Za stara jestem
                  żeby się czegoś wstydzić a już zwłaszcza własnych poglądów.
    • koza_w_rajtuzach Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 18:10
      Eee tam. Ja jestem ateistką, ale wierzę w reinkarnację.
      Gdyby moje dziecko umarło, to pewnie spotkałabym się z nim w kolejnym
      wcieleniu smile.
      • shady27 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 21:53
        oooo wlasnie....w boga nie trzeba wierzyc ale mozna wierzyc np w reinkarnacje i ja w nia wierze
    • elza78 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 22:07
      to, ze czlowiek nie "znika" po smierci, to sprawa wiadoma, energia nie moze
      znikac, to w fizyce niemozliwe, ona tylko zmienia swoje formy, jesli uzna sie
      zycie i wszelkie procesy z nim zwiazane jako forme energii, to nie moze
      ona "wyparowac" moze jedynie przeksztalcic sie w inny jej rodzaj...
      a Bog jest i nie ma sie co spierac na temat tego, czy ktos jest swiadomy jego
      istnienia, czy nie, to nie "upierdliwa ciotka" tylko uosobienie tego, czego
      pragnie kazdy czlowiek, nie ma na swiecie czlowieka, ktory by nie chcial byc
      kochany, a Bog jest miloscia, uosobiona miloscia...
      • triss_merigold6 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 22:10
        Elza... jak dziecku trza tłumaczyć... ateista też chce być kochany. Przez ludzi
        na których mu zależy. Na istotach naprzyrodzonych mu nie zależy, bo nie wierzy
        w ich istnienie. To bardzo piękne, że Bóg jest miłością (aczkolwiek po lekturze
        Starego Testamentu śmiem wątpić) ale dla wierzących. Dla ateistów takiego bytu
        jak Bóg nie ma.
        • elza78 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 22:17
          mi nic nie trzeba tlumaczyc jak dziecku mamy odmienne zdanie na pewien temat,
          co nie zmienia faktow smile
          • triss_merigold6 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 04.05.06, 22:21
            Dla Ciebie to fakt a dla mnie kwestia wyuczonej w dzieciństwie/ przyjętej
            wiary. Wiara to coś duchowego, mnie nie było dane i jakoś nie żałuję.wink
    • dorianne.gray Jak trwoga, to do Boga, co nie, kaja5? ;) 05.05.06, 00:00
      Umarło juz w ciągu mojego życia parę bliskich mi osób - umieranie jest tak samo
      częścią życia jak narodziny, nie widzę powodu, żeby z tym walczyć. Należy to po
      prostu przyjąć.
      • kaja5 Re: Jak trwoga, to do Boga, co nie, kaja5? ;) 05.05.06, 12:39
        Ja w cale z tym nie walcze.Mam tylko nadzieje, ze to tylko chwilowe
        rozstanie.Mam taką nadzieję i póki co wierze w to i to mi pomaga.
    • melka_x Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 05.05.06, 09:08
      triss_merigold6 napisała:

      > ja nie wierzę ino jestem przekonana i przekonanie owo podpieram wiedzą z
      > zakresu fizyki, chemii i takich tam nauk

      Triss no generalnie jesteś mądra baba, ale Twoje wyobrażenie o tym, że nauki
      ścisłe potwierdzają ateistyczny światopogląd jest rodem z XIX wieku. Wielu
      naukowców uważa, że nie ma dziedziny bliższej Bogu niż właśnie fizyka. Bo
      fizyka to szukania odpowiedzi na fundamentalne pytania; skąd jesteśmy, dokąd
      idziemy, dlaczego jesteśmy, czy można mówić o istnieniu bez materii itd, czyli
      wszystkie te pytania które zadajemy sobie również w wierze. I im dalej, tym te
      odpowiedzi są coraz bardziej zaskakujące, bo zamiast spodziewanego chaosu
      odkrywa się ład (a matematycznie opisany przypadek przestaje być przypadkiem).
      Czy to oznacza boski ład? Tego nie wiem, ale wiem, że wielu słynnych,
      współczesnych fizyków wróciło do lub znalazło Boga. Właśnie poprzez fizykę. I
      generalnie coraz rzadziej współczesna nauka sprzecza się z wiarą w Boga, i to
      we wszystkich dziedzinach (jak choćby odkrycie, że wszyscy pochodzimy od jednej
      pary ludzkiej). Bardzo proszę nie czerpać o tym wiedzy z głupawych książek w
      stylu Kod Leonarda da Vincismile (to już nie do Ciebie Trisssmile
    • maallinka Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 05.05.06, 13:02
      Zycie pozagrobowe albo jest albo go nie ma - tego na 100% nie wiemy.
      Jedni wierza ze jest inni nie wierza.
      Ale czy wierzysz czy nie to nie zmienia faktu, ze nie mamy wplywu na to czy
      bedziemy zyc dalej i spotkamy bliskich po smierci czy nie, bo jesli tego zycia
      potem nie ma to zadna wiara tego nie zmieni. Wiec jesli slysze stwierdzenie ze
      ktos wierzy bo jest mu lzej to niech mu lzej bedzie oczywiscie ale dla mnie to
      zaden argument za wiara, bo jesli chcialabym uwierzyc to nie zrobie tego tylko
      dlatego ze chce zeby i mnie bylo lzej, ale dlatego ze naprawde bede wierzyla ze
      zycie pozagrobowe istnieje.
      Jesli "uwierze" (lub bede udawala ze wierze) tylko po to zeby mi sie lzej zylo
      to zawsze bedzie jakas watpliwosc czy ja sobie tego wszystkiego nie wymyslilam
      zeby latwiej bylo mi znosic cierpienia...
    • siasiuszek Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 05.05.06, 13:03
      Jak to się mówi : Jak trwoga to do Boga. Ja jestem wierząco niewierząca tak
      można powiedzieć. Na pewno w przypadku choroby(fu) dziecka modliłabym się do
      Boga. Ale prawda jest taka, że gdyby mogło to coś pomóc to sprzedałabym dusze
      też diabłu. Bo nie potrafię sobie wyobrazić piekła większego niż strata albo
      cierpienie dziecka. I myślę ze po stracie dziecka raczej straciłabym całą
      wiarę.
      • ankagoz Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 05.05.06, 13:53
        Jestem za w/w wypowiedziem. Dodam tylko, że gdy mi dziecko choruje - to nie mam
        czasu na długie różańcowe modliwy - moje myśli kręcą się raczej - Co jeszcze
        mogę zrobić. Moja wiara jest cienka i uważam, że człowiek pozostawiony sam
        sobie jest silniejszy i nie prosi o cód. Coś z tego we mnie jest - przeszłam
        swoje i wiem na modlitwe trudno mi w takich sytuacjach znależć czas.
    • anek.anek Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 05.05.06, 19:13
      Kaju, źle stawiasz problem. Dla mnie jako totalnej ateistki (nie agnostyczki!)
      pytanie co się dzieje po śmierci w ogóle nie istnieje! Nigdy nie byłam osobą
      wierzącą, nigdy też nie miałam problemu z tym pytaniem. Po śmierci zjedzą nas
      robaki, albo zamienimy się w popiół (osobiście wybrałabym tę drugą opcję).
      Dlatego też każdy dzień z bliskimi mi osobami może być ostatni - tak staram się
      to życie przeżyć, żeby cieszyć się tym każdym dniem. Nie czuję się z tego powodu
      w żaden sposób gorzej, ba wręcz uparcie będę twierdziła, że daje mi to ogromną
      siłę psychiczną - inną od tej, którą mają ludzie poprzez wiarę (nie twierdzę, że
      lepszą, wi ekszą, po prostu inną). Polegając na ludziach a nie aniołach muszę
      wykrzesać z siebie wolę walki.
      Ostatni rok w moim życiu to pasmo nieszczęść w rodzinie. Trzy nowotwory - po
      cierpią najbliższe mi osoby (po dziecku i partnerze). Jedna walka na szczęście
      wygrana. Drugi przypadek wiadomo już, że będzie powolną agonią - nic nie da się
      zrobić więcej, trzeci najbardziej bolesny, bo jest to osoba w moim wieku i w
      sumie mi najbliższa, ma rokowania nie najlepsze, ale jest promyk nadziei, w
      każdym bądź razie bez długiej i trudnej walki o życie się nie obędzie.
      Czy byłoby mi łatwiej gdybym wierzyła? Być może. Ale jako nie wierząca nie
      stawiam sobie w ogóle takich pytań. Podczas kiedy wierząca część rodziny chodzi
      do kościoła i się modli - w ten sposób chcąc pomóc (co szanuję!), ja szukam
      pomocy, informacji, nowych możliwości leczenia itd.
      Patrząc na matkę tej dziewczyny myślę sobie, że wiara owszem - pomaga, ale
      doraźnie. Jest ona głęboko wierzącą osobą, ale cierpi tak samo patrząc na chore
      dziecko jak wszyscy inni. Wylewa morze łez, bierze leki uspokajające i w ciągu
      dwóch miesięcy stała się psychicznym wrakiem. Wydaje mi się, że jak się bardziej
      niż Boga, kocha bliskiego, to to cierpienie jest takie samo bezwzględu na wiarę
      czy jej brak. Być może łatwiej później wrócić "do żywych". Nie mam zielonego
      pojęcia i prawdopodobnie mieć nie będę. Żeby móc to porównać, musiałabym nagle
      po prostu uwierzyć w Waszego Boga. Ba, tylko jak to zrobić???
    • judytak Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 05.05.06, 19:52
      zgadzam się z tym, że dla wielu ludzi pomaga w rozmaitych życiowych sytuacjach
      wiara w boga

      kompletnie natomiast nie rozumiem takiego "utylitarnego" traktowania wiary: że
      mi to pewnie pomoże, więc będę sobie wierzyła...
      dla mnie albo ktoś wierzy, albo nie, czy jest mu akurat źle w życiu, czy
      dobrze...

      co robiłam, jak z dzieckiem było bardzo nie tak?
      nastawiłam sobie w głowie program "będzie dobrze" i robiłam wszystko, co tylko
      było w praktyce możliwe (ściągałam pokarm całymi godzinami, inne matki w
      podobnej sytuacji, które zajmowały się głównie płakaniem i narzekaniem, i
      oczywiście pokarmu nie miały, nazywały mnie mleczarnią), kiedy nie ściągałam,
      to byłam u dziecka, śpiewałam, opowiadałam, uśmiechałam się (dziecko przeważnie
      nieprzytomne, albo z wyłączoną farmakologicznie świadomością), inne mamy mówiły
      między sobą, że ja wcale tego dziecka nie kocham, bo nie płaczę (wiem,
      słyszałam)

      co bym robiła gdyby?
      tego nie wiem, tego nikt nie wie, pewnie też zajmowałabym się rzeczami
      praktycznymi i pocieszaniem tych, którzy powinni mnie pocieszać...

      to jest kwestia charakteru, nic wspólnego z "wierzącością" nie ma

      pozdrawiam
      Judyta

      P.S. co do mnie: ani w to nie wierzę, że bóg istnieje, ani w to, że bóg nie
      istnieje
      o ile wiem, stuprocentowych dowodów na żadną opcję nie ma, więc nie jest tu
      możliwa wiedza
      J.
    • wobbler Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 07:43
      Ciekawie by bylo,gdyby po smierci kazdemu dzialo sie wg.jego wiary...Ten od
      reinkarnacji ocknal by sie np.jako kamien albo pies bezdomny.Wielbiciele UFO
      bujaliby w nieskonczonosc po bezkresnym kosmosie,a ten co w nic nie wierzy po
      prostu przestawalby istniec.Ja wygrzewalabym sie w prominiach milosci Bozej,bo
      wlasnie w to wierze...
      Wybor nalezy do Ciebie.
      • lola211 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 08:10
        A nie przyszlo Ci na mysl,ze moglabys smazyc sie w piekle, a wierzacy w
        reinkarnacje wiodł by przyjemne zycie pieska kanapowego?
        • mpingo Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 10:22
          To życie pieska nie byłoby przyjemne, bo o ile się orientuję,
          wcielenie w istotę niższą (psa) jest karą za plugawe postępki
          w poprzednim wcieleniu.
          A tak w ogóle to ROTFL.
          • shady27 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 11:03
            a ja tam bym chciala odrodzic sie w postaci psa...w moim wlasnym domu, bo taki pies to dopiero ma krolewskie zycie
            • melmire Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 11:05
              Mojemu kotu tez niegorzej smile
              Zreszta reinkarnacja zaklada mozliwosc poprawy, pieklo-nie. Gdybym mogla
              wybierac w co bym chciala wierzyc...ale nie moge, nie wierze ani w jedno, ani w
              drugie sad Ehh, ten niebyt smile
              • mpingo Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 11:24
                Można się poprawić za swego żywota i piekła uniknąć w ogóle.
                to przyjemniejsza perspektywa. Zwłaszcza z wizją wiecznego żywota w raju
                raczej niż "szczęściem" w postaci przerwania łańcucha reinkarnacji i
                zniknięcia w niebycie.
                • melmire Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 12:39
                  Ale zdaje sie ze Kosicol nie mowi juz o zyciu w raju jako ogrodzie, tylko o
                  jakims metafizycznym zjedonczeniu sie z Bogiem (czyli o utracie
                  indywidualnosci). Jak dla mnie wszystko jedno, zniknac w niebycie czy zniknac w
                  Bogu.
                  A nawet gdyby tan raj byl....to jak to sobie wyobrazasz, jeden raj dla
                  miliardow osob z ktorych kazda ma inne potrzeby i checi, i inna wizje rajskiego
                  zycia?
                  • mpingo Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 13:02
                    A wyobrażam sobie. "Mając do wyboru" jakieś tam różne warianty szczęścia
                    możliwe do wyobrażenia przez człowieka i szczęścia absolutne, totalne,
                    ostateczne i maksymalne chyba tylko jakiś metafizyczny perwer, masochista
                    wybrałby to pierwsze.
                    • melmire Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 13:32
                      Z tym ze z mojego punktu widzenie to "szczescie absolutne" jest rowniez
                      wymyslone przez ludzi. Gdybym wierzyla ze naprawde istnieje (i miala jakies
                      dane o tym jak w praktyce wyglada) to faktycznie bylabym masochistka. A tak to
                      wybieram miedzy jednym ludzkim wyobrazeniem i drugim, ganc pomada. Jedno co mi
                      sie w smierci podoba to fakt ze przynajmniej sie dowiemy kto mial racje smile
                      • mpingo Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 13:34
                        Bibamus ergo !
                        • melmire Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 13:35
                          Mam w planach bibamusowanie smile
            • mpingo Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 11:20
              Hmmm... to daje do myślenia. Część osób pragnęłaby zostać
              organizmami na nieporównywalnie niższym stopniu rozwoju niż
              homo sapiens. Cywilizacja zawróciała o 180 st. ?
              Per aspera ad... canem ?
        • sutra Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 11:25
          lola211 napisała:

          > A nie przyszlo Ci na mysl,ze moglabys smazyc sie w piekle, a wierzacy w
          > reinkarnacje wiodł by przyjemne zycie pieska kanapowego?

          Tak, wobler przechodziłaby co najmniej długotrałe męki czyśćcowe, a wierzący w
          reinkarnację mogliby wcielić sie w człowieka wiodącego wspaniałe życie albo, co
          lepsze, przerwać koło wcieleń i na zawsze zjednoczyć się z Tym (dla mało
          domyślnych - z Bogiem).
          • gabi683 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 13:09
            A Ja sobie mysle ze niewazne jakiej wiary jestes i tak tam czka na Nas jedne
            Bóg smile
            To ze jestem katoliczka nie znczy ze mam codziennie latac do koscioala i dawac
            na tace.Wazne jest zycie i jak sie przez nie idzie smileA Nie to ze mówie jestm
            katoliczka a mniejszoscia sksulnym buduje Getto .Bog kaze wszstkich szanowac ,i
            to jest wiarasmile
            • mpingo Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 13:21
              Szanować osobę, potępiać grzech. No i nade wszystko nie nazywać
              grzechu czynem chwalebnym albo zamilczać.
              Rozmemłanym gadkom o powszechnej miłości i tolerancji przeciwstawiam scenę
              demolki straganów i smagania powrozem w świątyni smile
              • sutra Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 13:34
                Jesteś Jezusem?
              • karamancza Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 15:43
                mpingo napisał:

                > Rozmemłanym gadkom o powszechnej miłości i tolerancji przeciwstawiam scenę
                > demolki straganów i smagania powrozem w świątyni smile

                Hmmm... A co to ma wspolnego z propagowaniem tolerancji? To chyba nie byl atak
                gejow na swiatynie?
                A bycie dobrym czlowiekiem to nie dogmatyczne i wrecz fanatyczne wyznawanie
                jakiejs religii ale serce okazywane innym niezaleznie od ich wyznania, , koloru
                skory, pogladow czy orientacji seksualnej.
                Swoja droga jesli Bog istnieje to ciekawe kogo predzej by do siebie przyjal po
                smierci - dobrego i uczciwego ateiste, ktory cale zycie sluzyl pomoca innym
                ludziom, czyzagorzalego katolika uczeszczajacego co tydzien do kosciola,
                spowiadajacego sie w kazdy pierwszy piatek, ktory zyje tylko dla Boga ale dla
                drugiego czlowieka niewiele dobrego w zyciu zrobil...?
                • mpingo Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 16:44
                  > Hmmm... A co to ma wspolnego z propagowaniem tolerancji?
                  > To chyba nie byl atak gejow na swiatynie?

                  Niewiele. Dygresja smile

                  > A bycie dobrym czlowiekiem to nie dogmatyczne i wrecz fanatyczne
                  > wyznawanie jakiejs religii ale serce okazywane innym niezaleznie
                  > od ich wyznania, koloru skory, pogladow czy orientacji seksualnej.

                  Znów te hiperbole... Nie fanatyczne wyznawanie a po prostu wyznawanie
                  uczciwe, zgodne z przykazaniami (doktryną etc.)

                  > Swoja droga jesli Bog istnieje to ciekawe kogo predzej by do siebie
                  > przyjal po smierci - dobrego i uczciwego ateiste, ktory cale zycie
                  > sluzyl pomoca innym ludziom, czyzagorzalego katolika uczeszczajacego
                  > co tydzien do kosciola, spowiadajacego sie w kazdy pierwszy piatek,
                  > ktory zyje tylko dla Boga ale dla drugiego czlowieka niewiele
                  > dobrego w zyciu zrobil...?

                  Odczuwam u ciebie wielkie pragnienie żeby przyjęty został tylko pierwszy
                  ale to nie ty ani ja będziemy o tym decydować. smile
                • wobbler Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 07.05.06, 08:00
                  To nie jest tak jakbys chciala wiec nie rob sobie nadziei,ze wystarczy byc
                  chocby najbardziej prawym ateista,zeby zostac zbawionym.Niezbedna jest wiara,ze
                  Jezus Chrystus umarl za nas na krzyzu.Co za tym idzie-niezbedna jest wiara w
                  Jego Ojca,Boga Wszechmogacego.Bez tego mozesz byc Matka Teresa z Kalkuty x5,a i
                  tak nici z zywota wiecznego.Myslenie,ze na zbawienie mozna sobie zasluzyc
                  dowodzi pychy.Zbawienie jest darem,laska,a nie efektem naszych
                  uczynkow.Jasne,ze sama wiara nie wystarczy,gdyz jak Pismo powiada:"wiara bez
                  uczynkow jest martwa",niemniej wiecej szans na zycie wieczne ma grzeszny
                  wierzacy,ktory w pokorze przychodzi po laske,niz "idealny",pyszny ateista
                  domagajacy sie zbawienia na zasadzie "bo zasluzylam".
                  "Kto wierzy w Syna,nie bedzie sadzony.Kto zas nie wierzy juz zostal osadzony."
                  Smierc Jezusa za nasze grzechy wlasnie dlatego byla konieczna,ze nie ma
                  czlowieka tak idealnego,zeby wypelnic Zakon.To nie tylko 10 przykazan!Zajrzyj
                  do 3 lub 5 Ksiegi Mojzeszowej.Sa pelne rozmaitych przepisow i obwarowan.Jesli
                  je wypelnisz,wtedy tak-zapracujesz na zbawienie.Tylko po co w ogole
                  probowac,jezeli sie nie wierzy w istnienie Prawodawcy?
                  • gabi683 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 07.05.06, 08:11
                    wobbler napisała:

                    > To nie jest tak jakbys chciala wiec nie rob sobie nadziei,ze wystarczy byc
                    > chocby najbardziej prawym ateista,zeby zostac zbawionym.Niezbedna jest
                    wiara,ze
                    >
                    > Jezus Chrystus umarl za nas na krzyzu.Co za tym idzie-niezbedna jest wiara w
                    > Jego Ojca,Boga Wszechmogacego.Bez tego mozesz byc Matka Teresa z Kalkuty x5,a
                    i
                    >
                    > tak nici z zywota wiecznego.Myslenie,ze na zbawienie mozna sobie zasluzyc
                    > dowodzi pychy.Zbawienie jest darem,laska,a nie efektem naszych
                    > uczynkow.Jasne,ze sama wiara nie wystarczy,gdyz jak Pismo powiada:"wiara bez
                    > uczynkow jest martwa",niemniej wiecej szans na zycie wieczne ma grzeszny
                    > wierzacy,ktory w pokorze przychodzi po laske,niz "idealny",pyszny ateista
                    > domagajacy sie zbawienia na zasadzie "bo zasluzylam".
                    > "Kto wierzy w Syna,nie bedzie sadzony.Kto zas nie wierzy juz zostal osadzony."
                    > Smierc Jezusa za nasze grzechy wlasnie dlatego byla konieczna,ze nie ma
                    > czlowieka tak idealnego,zeby wypelnic Zakon.To nie tylko 10 przykazan!Zajrzyj
                    > do 3 lub 5 Ksiegi Mojzeszowej.Sa pelne rozmaitych przepisow i obwarowan.Jesli
                    > je wypelnisz,wtedy tak-zapracujesz na zbawienie.Tylko po co w ogole
                    > probowac,jezeli sie nie wierzy w istnienie Prawodawcy?

                    Ty ktora latasz do kościoła będziesz swięta ,zobaczymy bo to Bóg osądza i zebys
                    czasem nie usmazyła sie w piekle za sój fantyz!Wystarczy zyć z 10 przykazaniami
                    bo tego Bog uczył a nie zwywalonym jezorem leciec do koscioła,a po wyjsciu z
                    niego nie naidziec ludzi !Dla mnie jestes fanatyczka bo to nie jest wiara ,Bog
                    uczy ze trzeba szanowac ludzi a Ty ich nie szanujesz .I nie wypisuj bredni bo
                    piszesz głupoty !
                    • mpingo Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 07.05.06, 10:14
                      > I nie wypisuj bredni bo piszesz głupoty !

                      Otóż to wobbler. Ja również jestem zbulwersowany twoją postawą.
                      Stanowczo zmień postepowanie: wypisuj brednie to unikniesz głupot !
                  • sutra Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 07.05.06, 11:55
                    wobbler napisała:

                    Myslenie,ze na zbawienie mozna sobie zasluzyc
                    > dowodzi pychy.Zbawienie jest darem,laska,a nie efektem naszych
                    > uczynkow.

                    To są subtelności teologiczne, które róznia się w różnych wyznaniach. Ty akurat
                    burzysz czystość swojej wiary polskiej i katolickiej, właściwie wyznajesz
                    kalwinizm z jego teorią predestynacji. Ciekawe, co by powiedziała na to
                    Kongregacja Nauki Wiary, w dawnych czasach mogłaby cię za coś takiego spalic na
                    stosie Święta Inkwizycja.

                    > wierzacy,ktory w pokorze przychodzi po laske,niz "idealny",pyszny ateista
                    > domagajacy sie zbawienia na zasadzie "bo zasluzylam".

                    Ateista uważa coś takiego jak zbawienie za zjawisko należące do tej samej
                    kategorii, co rusałki i krasnoludki. Z równym sensem mogłabyś opowiadać o
                    pysznym ateiście domagającym się krasnoludków na zasadzie "bo zasłużył".
              • gabi683 Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 07.05.06, 08:04
                mpingo napisał:

                > Szanować osobę, potępiać grzech. No i nade wszystko nie nazywać
                > grzechu czynem chwalebnym albo zamilczać.
                > Rozmemłanym gadkom o powszechnej miłości i tolerancji przeciwstawiam scenę
                > demolki straganów i smagania powrozem w świątyni smile

                To Bóg osądza kto grzeszy a kto nie .Nie Tobie ani mi to soądzać !
    • mynia_pynia Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 06.05.06, 21:22
      Nie rozumiem co znaczy być ateistą, bo przecież każdy w coś wierzy. Ja dla
      przykładu wierze że każda nasza część była jeną całością (pył kosmiczny, itp) i
      materia jaką jest dusza też bierzxe się z energii, która kiedyś była jednym.
      W Boga wierze na słowo, ale w Jezusa i wszystkich proroków to wierze bo to
      fakty. Ci ludzie naprawde istnieli i byli guru w swoich czasach, umieli
      pociągnąć tysiące ludzi za sobą.
      Najbardziej mnie fascynuje że te wszystkie opowieści biblijne mają swoje
      odwzorowanie w opowieściach różnych plemion, np irańskich, że eden istniał, że
      była wielka powódź. Nawet w egipcie hieroglifami (czy jakoś takś) napisane są
      pierwsze słowa stworzenia świata przez Boga (to z słowem).
      • anek.anek Re: Do eMam niewierzących (ateistek) 11.05.06, 20:18
        Powiem ci dlaczego o sobie mówię "ateistka": wierzę, że boga (celowo z małej bo
        dotyczy jakiegokolwiek boga, nie koniecznie chrześcijańskiego) nie ma. "Duszy"
        w rozumieniu wierzących również nie ma. Nic "nadprzyrodzonego" nie kieruje, ani
        też nie stworzyło tego świata.
        I podobnie jak Ty wierzę, że Jezus żył, ale był normalnym człowiekiem. No,
        wyróżniała go z tłumu charyzma.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka