kaja5
04.05.06, 14:02
Mój tata jest ateistą. Nie lubie jednak z nim rozmawiać na temat wiary. Więc
zapytam Was o to o co chciałabym zapytać jego.
Dodam jeszcze, ze ja jestem osobą wierzącą. Nie chodzę jednak co niedziela do
kościoła, nie słucham radia Maryja, u spowiedzi byłam...uu nie pamiętam nawet
kiedy.Ogólnie popełniam dużo błędów w życiu (żeby nie powiedzieć
grzechów).Szanuje jednak wszystkie osoby które są innej wiary niż ja,a takze
te kóre tej wiary nie mają. I do nich też mam pytanie.
Wyobraźcie sobie taką traumatyczna sytuacje, że wasze dziecko nagle ciężko
choruje (twu twu, odpukać oczywiście), jest z nim coraz gorzej, balansuje na
granicy życia i śmierci, patrzycie jak cierpi. Co robicie?Bo ja w takiej
chwili bym sie modliła.Modlitwa dodałaby mi sił.Modliłabym się o zdrowie
mojego dziecka.A Wy?Gdyby dziecko jednak umarło...Co ja bym zrobiła?Byłabym
na pewno zrozpaczona i mogłabym zwątpić w swoją wiarę, jednak łatwiej by mi
było głęboko wierzyc w istnienie Boga, bo wierząc w to wierzyłabym, że kiedys
spotkam moje dziecko. I to dodawałoby mi sił. Wierzyłabym bowiem, że kiedyś z
nim sie połącze. A co wy byscie zrobiły?Czy odszedł Wam kiedyś ktoś bliski,
bardzo bliski?Co wtedy myślałyście?Ze już koniec nigdy go nie zobaczycie?A
czy nie łatwiej byłoby przeżyc taką traumę myśląc : "to chwilowe rozstanie,
kiedyś sie spotkamy". Mi ta własnie wiara spotkania kiedyś osoby, która
odeszła dodaje sił. I właśnie dlatego w to wierze.