Dodaj do ulubionych

Co ja przeżyłam....

04.05.06, 15:54
Wczoraj omal nie umarłam na zawał jak zobaczyłam moją óreczkę nieprzytomną w
wózku ..... zupełnie nie wiedziałam co to jest, myślałam że umiera i myślałam
tylko o tym że od 3 miesiecy nie nagrałam jej na wideo i jesli odejdzie nie
będę mogła już nigdy w zyciu zobaczyc jej uśmiechu, minek,poczuć jej
rączek,usłyszeć jej głosu - omal nie umarłam ze strachu...to było coś
przerażającego..
Dziś wróciłam z nią do domu i ryczę nad kompem jak sobie przypomnę..
Dziękuję Ci Panie za moją córeczkęsmile
Obserwuj wątek
    • iljana Re: Co ja przeżyłam.... 04.05.06, 15:55
      oj nie strasz, pisz co się stało!!!!!!! tak sobie straciła przytomność??
    • polka3 Re: Co ja przeżyłam.... 04.05.06, 15:59
      Miała drgawki gorączkowe, nic rzadkiego,ale ja matka trojga dzieci byłam
      zupełnie nie gorowa na taką sytuację..
      mam nadzieje, że sie nie powtórzą...

      Pozdrawiam wszystkie zestresowane mamysmile
      • gabrysia_s Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 12:58
        polka3 napisała:

        > Miała drgawki gorączkowe, nic rzadkiego,ale ja matka trojga dzieci byłam
        > zupełnie nie gorowa na taką sytuację..
        > mam nadzieje, że sie nie powtórzą...
        >
        > Pozdrawiam wszystkie zestresowane mamysmile


        Polko, nie uczepię się tego filmowania, tylko tych drgawek.
        Czy ta temperatura miała konkretne podłoże? Bo w przypadku mojej córki wysoka
        gorączka i utrata przytomności to była akutat sepsa. W nocy wezwałam pogotwie i
        powiedzieli mi,że takie objawy to normalka u małych dzieci, a następnego dnia
        mała trafiła karetką do szpitala i spędziłyśmy tam miesiąc.
        Do dziś jak sobie to przypomnę to drżę, a minęło już ponad 3 lata.
    • iljana Re: Co ja przeżyłam.... 04.05.06, 16:01
      kurcze , widzisz jak to trzeba byc uwaznym. Mieć oczy i uszy wszędzie. Dbaj o
      malutką.

      • polka3 Re: Co ja przeżyłam.... 04.05.06, 16:03
        Jasne w pełnym rynsztunku 24h na dobęsmile
        • guderianka Re: Co ja przeżyłam.... 04.05.06, 16:29
          ja miałam dzis podobną sytuacje i pomyslałam to samo co ty "dzieki Panie za
          moje maleństwo" -dawałam małej rumianek ale cienko piła więc ją połozyłam na
          kanapie i wziełam sie za jedzenie sniadania. na chwile odwróciłam wzrok i
          sułyszałam dziwny dzwiek-spojrzałam a buzia małej była cała w wymiotach-leciało
          jej z ust i nosa, albo do nosa nie wiem. była czerwona na buzi i nie mogła
          złapac oddechu...matko co ja przezyłam...
          • polka3 Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 08:40
            Guderianka jak malutka, wszystko dobrze?
            • guderianka Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 10:18
              tak wszystko ok-dziekiwink fotki w maluszkach marca 2006wink
          • iljana Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 08:51
            Nawet nie wiecie ile dzieci w taki sposób matki tracą. Ja miałam podobnie.
            Trzeba karmić na trzeźwo, i zaraz potem ponosić do odbicia. I uważac jak karmi
            się piersią - tzn nie zatykać noska,i nie daj Boze usnać, i przygniąść
            piersią...
            • niutaki Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 10:10
              iljana napisała:

              > Nawet nie wiecie ile dzieci w taki sposób matki tracą. Ja miałam podobnie.
              > Trzeba karmić na trzeźwo, i zaraz potem ponosić do odbicia. I uważac jak
              karmi
              > się piersią - tzn nie zatykać noska,i nie daj Boze usnać, i przygniąść
              > piersią...
              nie żebym się czepiałasmile, ale nie słyszałam o przypadku uduszenia dziecka
              piersią, ja od poczatku przynosiłam małą do swojego łóżka w nocy na karmienie
              (taki leniuch ze mnie) i często zasypiałam, a ona dalej przy cycku wisiała i
              nic się nie stało. Mnóstwo moich koleżanek tak samo, jakoś nie wierzę, że
              matka może udusić dziecko piersią.
              • polka3 Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 10:44
                O takie rzeczy nalepiej położnych spytać.jak córkę urodziłam to opowiadała mi
                połozna, że kiedyś pracując w szpitalu Bródnowskim w ciągu jednego tygodnia
                stracili w ten sposób dwoje dzieci..
                --
                • niutaki Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 12:38
                  polka3 napisała:

                  > O takie rzeczy nalepiej położnych spytać.jak córkę urodziłam to opowiadała mi
                  > połozna, że kiedyś pracując w szpitalu Bródnowskim w ciągu jednego tygodnia
                  > stracili w ten sposób dwoje dzieci..
                  jakoś Ci nie wierzę.
                  • polka3 Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 12:57
                    przecież nie mam żadnego interesu w tym zeby Cię oszukiwać...
                    --
              • iljana Re: Niutaki.... 05.05.06, 12:53
                Znam taki przypadek i zapewniam cię ze moze, i to w łóżku szpitalnym.... sad
              • truscaveczka Re: Co ja przeżyłam.... 07.05.06, 07:45
                A te matki co do Salomona z jednym dzieckiem przyszły?
            • syla113 Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 10:47
              ja jak moj synek mial 3 mc nd ranem polozylam go obok siebie ale jak glupia
              polozylam go od krawedzi lozka ,bylam chyba tak nieptzytomna , trzymalam go ale
              usnelam , obudzil mnie odglos upadajacego na dywan synka, lozko jest niziutkie
              ale ja zamiast wziac placzace dziecko polecialam dzwonic na pogotowie i balam
              sie spojrzec na niego bo myslalm ze zobacze powykrecane raczki i nozki i nie
              moglam tego zniesc bylam sparalizowana w koncu moj maz potrzasnal mna , wzielam
              synka a on przestal plakac i oczywiscie nic mu nie bylo ale mialam serce w
              gardle przec caly dzien
    • siasiuszek Re: Co ja przeżyłam.... 04.05.06, 16:52
      Dobrze ze małej się nic nie stało. Ja codziennie dziękuje Bogu za dziecko i za
      każdym razem jak na niego patrzę jestem pełna podziwu, jaki cud i jakie
      szczęście mnie spotkało. Czasami nawet myślę, że na niego nie zasługuje. Mnie
      spotkało coś podobnego zaraz jak wróciłam z dzieckiem po porodzie ze szpitala.
      Poród spowodował ze miałam małego schiza na punkcie małego. W szpitalu nie
      spałam przez 3 dni, bo miałam zakodowane w głowie ze musze go pilnować żeby mu
      się nic nie stało. Tak, więc wróciłam ze szpitala położyłam małego do łóżeczka.
      Ruszam go a on nic oczy zamknięte i się nie rusza. Ruszam go znowu a on nadal
      żadnej reakcji. Więc wpadłam w histerie ze dziecko mi umarło płaczę do pokoju
      przybiega mąż rodzice, pytają, co się stało a ja ze on nie żyje, że on się nie
      rusza. Mąż delikatnie nim poruszał i dziecko się obudziło. Po prostu tak mocno
      spał jak to noworodek. Teraz to może wydawać się śmieszne, ale w tamtej chwili
      myślałam ze sama umrę z rozpaczy głupia niedoświadczona mamuśka.
      • polka3 Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 08:41
        Siasiuszek pozdrowienia dla brzdącasmilektóry ma fantastyczne polikiwink))
    • lila1974 polko 05.05.06, 08:40
      Dobrze, że z Julką jest już wszystko w porządku.
      Wyobrażam sobie jak byłas przerażona.
      Uświadomiłas mi, że ja również nie nagrywam Kornelki.
      W najbliższym czasie naprawię ten błąd.
      • polka3 Re: polko 05.05.06, 08:43
        Lileczko Julcia ma sie dobrzesmilea ja wczoraj męza wysłałam po kasetę i
        nagrywamysmile
        • kasia1302 Re: polko 05.05.06, 10:41
          Żenująca makabreska. Wole nagrywać z nastawieniem, że za parę lat usiazdiemy i
          oglądniemy razem.Nie pojmuje tego poczucia, osobliwego zresztą, poczucia
          humoru, bo sadząc po -) to się uśmiechasz. Więcej rozumu życzę.
          • lila1974 kasiu 05.05.06, 10:52
            Skoro czegoś nie pojmujesz, to może nie wypowiadaj się z taką dezaprobatą, co?

            Nie, to nie miał być czarny humor, ani makabreska.
            Tak, kasety nagrywa się z myślą o ich oglądaniu razem z dzieckiem za kilka lat.
            Tyle, że my obie fotografujemy z upodobaniem nasze dzieci, a zwyczajnie
            zaniechałyśmy nagrywania, co uświadomił nam dopiero ten przykry incydent.
          • polka3 Kasiu 05.05.06, 11:06
            Nagrywamy bo to grzech nie nagrawac takiego dzieciątka, które każdego dnia jest
            inne, uczy sie nowch rzeczy a niektórych starych minek i zachowań juz nigdy
            może nie powtórzyć, bo z nich ot wyrośnie...a pamiez ludzka jest zawodna..mam
            13 letniego syna i z żalem mysle o tym jak wiele rzeczy z jego dzieciństwa
            zapomniałam,przypominają mi je zdjęcia i filmy,ale wielu takich scen i zadarzeń
            nie upamiętniliśmy-dziś są nie do odzyskania....

            Kasiu myśl o stracie dziecka jest tak niewiarygodna i niepojęta ze odbiera nie
            tylko rozum...
    • monia145 Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 10:14
      Jak widać prawdą jest, ze w nagłym stresie potrafimy myśleć o dziwnych rzeczach.
    • kasia1302 Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 10:39
      myślałam że umiera i myślałam
      > tylko o tym że od 3 miesiecy nie nagrałam jej na wideo i jesli odejdzie nie
      > będę mogła już nigdy w zyciu zobaczyc jej uśmiechu, minek,poczuć jej
      > rączek,usłyszeć jej głosu - omal nie umarłam ze strachu...to było coś
      > przerażającego..

      Brzmi to jak jakaś nieprawdopodobna groteska. Naprawde o tym tylko myslałaś?
      Jednak rozum ludzki jest niezbadany.
      • polka3 Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 10:52
        To prawda była to dziwna myśl i zarazem przerażająca, z przeraznia myślałąm o
        tym, że mogę ją stracić i nie będę mogła jej więcej zobaczyć taka jaka jest
        teraz- cudna, radosna , gadająca, słodka , najkochańsza..trzy miesiące temu
        była inna..byłam przrażona jej stanem i jednocześnie przerażpona tym, że
        zapomnę- w takich sytucjach nie ma nic racjonalnego, wiem,że mysłałam
        nieracjonalnie i dziwnie,ale też dlatego chyba, że w głębi duszy wiedziałam, że
        nic jej nie będzie - może dlatego skupiłam mysli na czymś abstrakcyjnym i wręcz
        groteskowym jak mówicie....tak naprawde nigdy nie wiemy co nam przyjdzie do
        głowy w tak okronej sytucji, kiedy wydaje się nam, że nasze dziecko jest nad
        przepaścią..
      • siasiuszek Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 10:54
        Zdziwiłabyś się, jakie ludziom do głowy przychodzą myśli w sytuacjach
        stresowych a szczególnie w stytuacjach zagrożenia życia.
    • anula2000 Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 11:15
      MOże faktycznie pomyśleć o filmowaniu w takiej sytuacji to trochę makabreska.
      Ale twoje przerażenie doskonle rozumiem, moje dzieci były w różnych sytuacjach
      i swoje przeżyliśmy. A ostatnio najwięcej sie rozkleiłam, jak zostawiłam w domu
      6 latka i poszłam z drugim do lekarza. W tym czasie moja mama przyszła do domu
      i dzwoniła na tel i pukała w drzwi, młody się wystraszył. Jak przyszłam to go
      nigdzie nie było, szukałam i wołałam i nic, wszystie szafy przegrzebałam, łóżka
      i zadzwoniłam do mamy czz go wzięła. Potem do męża i zaczęłam wyć, że go nie
      ma. Nie wiedziałam co się stało, na logikę to przeciez powinien być w domu i
      wyjśc do mnie. Jak tak wyłam z przerażenia to on wyszedł, był schowany pod
      biurkiem komp, a to biurko maleńkie, zresztą drugi syn sobie usiadł przy nim i
      dlategto nie widziałam. Ale swoje przeżyłam...
      • mavva Re: Co ja przeżyłam.... 07.05.06, 20:44
        Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, ale czy Ty zostawiłaś 6 - latka samego w domu??

    • ankagoz Re: Co ja przeżyłam.... 05.05.06, 14:05
      Ja rozumiem, po porodzie odebrali mi dziecko do innego szpitala. Po 3 m-cach w
      domu, słyszę krzyk dobiegam do łóżeczka, a ono sztywne, oczy powkręcane, nie
      oddycha. Mój ruch to na kolano i w plecy i nic zaczynem krzyczeć - dom pełen
      gości. W samochód do szpitala 20 min. drogi. Po 5 minutach dziecko zaczyna sie
      cicho odzywać. Ja wtedy myślałam - koszmar wócił - za so co ja takiego
      zrobiłam. Spać - nie wiem kiedy mogłam normalnie może po 2 latach- teraz ma 4.
      Szukałam jej przez sen a zawsze spała osobno więc zryw nie ma dziecka -
      Pierwszy raz to opisuję, bo kiedyś nie mogłam.
      Musimy być silne dla naszych bąbli
    • gelsemium Rozumiem Cię... 06.05.06, 20:52
      ...i wcale nie potępiam za dziwne myśli w takiej chwili.
      Dwa lata temu miałam podobną sytuację z moim synkiem. Niespodziewanie dostał
      drgawek gorączkowych. Straszny widok, tym bardziej, że wówczas nie wiedziałam
      tak naprawdę co się dzieje... Nagle ciałko wysztywnione (trzymałam Go na
      rękach), usta, skóra w jednej chwili przeraźliwie sine, oczka wywrócone do
      góry, piana z ust, charczenie... Dla mnie to wyglądało jak agonia.

      A ja...? Chyba zwariowałam w tamtym momencie. Do dziś pamiętam swoje myśli.
      Najbardziej bałam się, jak zareagują moi rodzice, gdy zadzwonię do nich z
      wiadomością, że ich wnuczek właśnie umarł (ciągle zarzucali mi, że źle zajmuję
      się dzieckiem). A po chwili z ogromnym spokojem myślałam w kółko - moje dziecko
      umrze, a ja zaraz wyjdę na balkon i skoczę.

      Czy nie głupie myśli...?

      Mocne wirtualne uściski dla Ciebie i Twojej córeczki.
    • dziumdziarumdzia Re: Co ja przeżyłam.... 06.05.06, 22:29
      polka3 napisała:
      > Dziękuję Ci Panie za moją córeczkęsmile

      A ja Ci dziękuję, Panie, za rozum.
    • jusytka Nie doceniamy na co dzień ... 06.05.06, 22:40
      jakie to szczęście mieć zdrowe dzieci smile))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka