Dodaj do ulubionych

Druga żona, drugi mąż...

17.06.06, 23:17
Zapewne są tu żony rozwodników i dziewczyny mające drugich mężów.
Jestem ciekawa Waszych historii. Czy przez jakiś czas byłyście
tymi "drugimi", czy obwiniano Was o rozbicie rodzin? Czy może same się
rozwiodłyście dla innego faceta? Czy miłość wybuchła nagle, a może na
początku związku nie wiedziałyście że partner jest żonaty?
Zainspirowała mnie historia sąsiadki, jej mąż wyprowadził się do kobiety
którą zna miesiąc, twierdząc że znalazł miłość swojego życia. Ona też była
mężatką "wyprowadziła" swojego męża. Ma z nim dwuletniego synka. Mąż sąsiadki
deklaruje chęć bycia dla niego ojcem.
Czy taki związek ma szansę?
Obserwuj wątek
    • nosmoking1 Re: Druga żona, drugi mąż... 18.06.06, 18:20
      Ja zostawilam swojego bylego meza dla 9 lat mlodszego obecnego meza. Po prostu
      nie planowalam tego. Spotkalismy sie i szalenczo w sobie zakochalismy. Czy
      mialam wyrzuty sumienia wobec bylego? Ogromne i czulam sie potwornie
      zostawiajac go ale milosc nie wybiera.
    • comega Re: Druga żona, drugi mąż... 18.06.06, 18:24
      Ja i mój obecny mąż zostawiliśmy dla siebie poprzednich małżonków. Dlaczego? Bo
      chcieliśmy czegoś więcej dla siebie niż w tamtych związkach. Bo ludzie się
      zmieniają, zmieniają się cele i pragnienia. A kluczem dla mnie jest dbałość o
      partnera.
      • lotos.flower Re: Druga żona, drugi mąż... 18.06.06, 18:38
        Ja pierwszego nie zostawiłam dla drugiego. Odeszłam bo tamten był damskim
        bokserem i alkoholikiem. A drugi jakos tak w miedzyczasie sie "przyplątał" smile))
        Teraz jest mi duzo dużo lepiej smile
        • mamaadama4 Re: Druga żona, drugi mąż... 18.06.06, 23:25
          Qrka, ciekawi cię mówisz? Kilka wątków wczesniej kogos ciekawi czy ktoś mógłby
          uprawiać seks z czarnym i mieć czarne dziecko. Rany, czy harlekiny się w
          kioskach pokończyły, albo nagle w TV zabrakło tasiemcowych seriali
          brazylijskich?
          Tak a propos - ja mam męża " z odzysku". hehe...
    • madziaaaa nosmoking1 19.06.06, 08:57
      Napisałaś, że miłość nie wybiera. Zgadzam się w pełni, ale czy to znaczy, że
      pierwszego męża nie kochałaś?
      • jusytka Re: nosmoking1 19.06.06, 09:49
        A mnie ciekawi co innego. Jedna strona odnajduje miłość, być może swojego życia
        i jest jej dobrze, a druga? dramat niestetysad
        • jusytka Re: nosmoking1 19.06.06, 09:53
          Czy można sobie szczęśliwie żyć mając świadomośc, że się zrobiło komuś tak
          straszną krzywdę?
          • nisar do jusytki. 19.06.06, 10:14
            Widzisz, wydaje mi się że bardzo rzadko jest tak, że rozpadowi małżeństwa jest
            wyłącznie winna jedna strona. Nie ma cudów, błędy popełnia każdy i kryzysy są w
            każdym związku. Jeśli w takim momencie pojawi się ktoś inny, to najczęściej
            poprzedni związek tego nie wytrzymuje. Tak że z tą "straszną krzywdą" to
            najczęściej duża przesada. Tylko rzadko kto ma na tyle samokrytyki, żeby
            przyznać, że dołożył swoją cegiełkę do tego, że partner zwiał.
            A dzieje się tak dlatego, że obecnie ludzie coraz częściej przyznają sobie
            prawo do szczęścia. Często na zasadzie "może nie będzie lepiej, ale dam losowi
            szansę". I zazwyczaj w drugim związku jest dużo lepiej, bo buduje się go dużo
            bardziej świadomie.
            • jusytka Re: do jusytki. 19.06.06, 10:39
              No cóż kryzysy przechodza chyba wszystkie związki, jednak większość nie rozpada
              sie tak dramatycznie. Od mojej ukochanej sąsiadki właśnie wyprowadził sie mąż do
              jej przyjaciółki i wiem jaki dramat przeżywa, nikomu tego nie życzę sad
              • triss_merigold6 Re: do jusytki. 19.06.06, 10:45
                Bez przesady z tą krzywdą. Jednak rzadko się zdarza, żeby ktoś odchodził ot tak
                dla kaprysu, w związku musi się coś sypać, czyjeś potrzeby leżą odłogiem albo
                cele życiowe są odmienne...
              • tokita Re: do jusytki. 22.07.14, 20:41
                Nigdy nie jest tak, ze wina leży tylko po jednej stronie - prawda jest jednak, że obrywa ta, która zacznie - która odważy sie powiedzieć, że coś tu zgrzyta.
                Jestem w związku z fantastycznym facetem . Odszedł po 25 latach od swojej żony - przez te wszystkie lata zasuwał, zarabiał pieniadze dla rodziny, oni mieli wszystko, on jeździł na weekendy albo raz na dwa tygodnie do domu a tam im tylko zawadzał. Wiem co nieco jak harował, bo przez kilka lat pracowaliśmy razem ( no prawda jest taka , że był moim szefem smile)
                Odszedł, choć wcale go o to nie prosiłam, teraz mieszkamy razem w moim maleńkim mieszkaniu dla krasnoludków, firma się rozsypała, am y jesteśmy...szcęśliwi. Powiedział, że brakowała mu ciepła, komunikacji, kontaktu z bliskimi. Był tylko źródłem gotówki dla niej i synów. Teraz jestem celem ataków całej rodziny (jego) - Boją się że wyschnie źródełko . Ot co.
                • aneta-skarpeta Re: do jusytki. 22.07.14, 20:57
                  czasem winne są 2 strony, czasem jedna. nie zawsze dwie

                  sytuacje są różne

                  że u CIebie tak było, a nie inaczej, nie znaczy, że u każdego tak to wygląda
                • alkocholistka Re: do jusytki. 22.07.14, 22:16
                  tokita napisała:

                  Nigdy nie jest tak, ze wina leży tylko po jednej stronie - prawda jest jednak, że obrywa ta, która zacznie - która odważy sie powiedzieć, że coś tu zgrzyta.

                  To akurat nieprawda. Często jest winna tylko jedna strona, a i w przypadkach kiedy tak nie jest, nie ma sensu do czyjejś zdrady dorabiać sobie ideologi. Zgrzytało? Trzeba było rozmawiać o tym, mówić co leży na wątrobie, a nie wybierać najłatwiejszą drogę.

                  Jestem w związku z fantastycznym facetem . Odszedł po 25 latach od swojej żony
                  - przez te wszystkie lata zasuwał, zarabiał pieniadze dla rodziny, oni mieli wszystko, on jeździł na weekendy albo raz na dwa tygodnie do domu a tam im tylko zawadzał.


                  I to jest właśnie dorabianie ideologii, a ty łykasz jak gęś. Jeśli faktycznie byłoby mu tak źle, nie tkwiłby w tym układzie 25 lat. Facet przeżywa kryzys wieku średniego i szuka odmiany po prostu.

                  Wiem co nieco jak harował, bo przez kilka lat pracowaliśmy razem ( no prawda jest taka , że był moim szefem smile)

                  I wszystko jasne. Facet zwąchał młodą, chętną suczkę i cała tajemnica.

                  firma się rozsypała, am y jesteśmy...szcęśliwi. P

                  Ciekawe jak długo to szczęście potrwa, gdy na chleb nie będziecie mieli wink

                  owiedział, że brakowała mu ciepła, komunikacji, kontaktu z bliskimi. Był tylko
                  źródłem gotówki dla niej i synów.


                  Jasne, jasne. To jego wersja, ciekawe jaką ma jego żona.

                  Teraz jestem celem ataków całej rodziny (jego) - Boją się że wyschnie źródełko . Ot co.

                  Dziwisz się? Wyrwałaś faceta po 25 latach, raczej lubić Cię nie będą. wink
        • lena99 jusytka 19.06.06, 10:09
          IMHO to nie jest tak, że nagle w świetnym związku wybucha inna miłość. Pewnie
          dotychczasowy związek nie był rewelacyjny, coś nie działało jak należy.
          • madziaaaa Re: jusytka 19.06.06, 10:45
            oczywiście, jeżeli dochodzi do takiej sytuacji, to nie dlatego, że spada grom z
            jasnego nieba, tylko związek jednak nie jest dobry,komuś czegoś brakuje, ktoś
            miał inne oczekiwania.IMO druga strona na pewno przeżywa dramat, ale też pewnie
            nie jest bez winy.Nie ma tak, że bardzo się kochamy, wszystko ładnie-pięknie, a
            w drodze do pracy spotykam w tramwaju faceta i uważam, że to miłość mojego
            życia, zostawiam męża, całą przeszłość i mam to gdzieś.
            • czarna_maruda Re: jusytka 19.06.06, 10:48
              Właśnie to mnie zaskakuje-w przypadku mojego sąsiada podobno tak było.
              Zaczął nową pracę miesiąc temu, a spotkali się w ... zakładowej stołówce.
              Podobno miłość od pierwszego wejrzenia i po niecałym miesiącu przeprowadził się
              do niej
              Jego żona jest w ciąży (3 miesiąc), ale to już dla niego nie ma znaczenia. Chce
              być ojcem dziecka nowej partnerki (mały ma 2 latka)
          • iwles Re: jusytka 19.06.06, 15:52
            lena99 napisała:

            > IMHO to nie jest tak, że nagle w świetnym związku wybucha inna miłość. Pewnie
            > dotychczasowy związek nie był rewelacyjny, coś nie działało jak należy.

            Niekoniecznie. Nie próbuj wzbudzać poczucia winy w kobietach zostawionych przez
            facetów, którzy myślą czymś innym niż mózg.
            • lena99 Re: jusytka 19.06.06, 16:32
              iwles napisała:

              > lena99 napisała:
              >
              > > IMHO to nie jest tak, że nagle w świetnym związku wybucha inna miłość. Pe
              > wnie
              > > dotychczasowy związek nie był rewelacyjny, coś nie działało jak należy.
              >
              > Niekoniecznie. Nie próbuj wzbudzać poczucia winy w kobietach zostawionych
              przez
              >
              > facetów, którzy myślą czymś innym niż mózg.

              Nie mam takiego zamiaru.

              Jednak IMO związek w którym facet/facetka "myślą czyms innym niz mózg" nie
              jest, delikatnie mówiąc, dobry.

              • iwles Re: jusytka 19.06.06, 16:46
                Przykład - mojej bliskiej koleżanki:
                Facet przez 10 lat myślał mózgiem, a raptem pomyślał inną główką. Trudno
                znaleźć przyczynę, obiektywnej nie było. Przez 10 lat wszystko mu odpowiadało.

                Firma wysłała go w delegację do innego miasta, do domu przyjeżdżał tylko na
                weekendy. Nudziło mu się w środku tygodnia? Nie wiem - twierdzi, że się
                zakochał, a najlepiej to chciałby mieć obie.
      • nosmoking1 Re: nosmoking1 22.06.06, 17:18
        Kochalam pierwszego meza i to szalenczo ale on po slubie stal sie oschly, stal
        sie zupelnie innym czlowiekiem, przestal sie mna zupelnie interesowac jako
        kobieta. Mowil ze kocha a traktowal mnie bez szacunku. No i najwiekszy problem
        to taki ze nie chcial miec dzieci a ja o nich marzylam. Po pieciu latach
        rozwiedlismy sie i uwazam ze byla to najlepsza decyzja w moim zyciu.
    • babsee Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 10:57
      No wybaczcie ale ja czegos nie rozumiem.To jak jest kryzys,jeski kiepsko to
      niech mąż rzuci zonę i idzie w cholere di innej bo z inną sie ulozy?
      To po co przysiega?
      Po co kłamać?Ze bedzie sie na dobre i złe?Ja mam dośc staroświeckie podejście
      do małżeństwa i do ludzi też.Każdy ma prawo miec kryzys,gorsze dni czy nawet
      gorsze 3 miesiące.Zostawic go w takiej chwili i odejsc do innego faceta czy tez
      babki do jest zwykła chamówa.
      A jest takie powiedzenie:nie buduje sie szczęscia na cudzej krzywdzie.I tak już
      jest./W naturze wszystko sie równa.I zawsze Los sie zemści.I dobrze.
      nie wolno niszczyc związku bo nie chce sie popracowac nad nim.
      Wiadomo ze łatwiej zbudować szczęście na nowo niż posklejać stare ale w
      dzisiejszych czasach własnie każdy wychodzi z jakże przyjemnego założenia, ze
      możan przeciez spróbować z kims innym./Dlaczego nie?A to że kogoś depcze?A co
      mnie to obchodzi!
      • triss_merigold6 Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 11:03
        Sorry ale czasem ludzkie drogi się zwyczajnie rozchodzą a kryzys nie trwa 3
        miesiące tylko znacznie dłużej i dotyczy podstawowych kwestii. Czasami nad złym
        związkiem po prostu nie warto pracować, nie warto tracić czasu i nerwów.
      • astreja Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 11:04
        dawnije ludzi ebyli ze soba "na dobre i na złe"
        ona miała kochanka i on miał kochankę i praktycznie znimi żyli, a małżeństwo
        było udawane, na pkaz itd, a dziś są rozwody...
      • missfatbooty Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 11:06
        wspaniale że masz takie podejście. i mas zracje - o to właśnie chodzi w małżeństwie. w przysięze. o to, żeby znosić wszystkie kryzysy, trudności, przeciweństwa losu. żeby się nigdy nie poddać. też tak myślę.
        są jednak sytuacje gdy wszelkie sposoby naprawy związku zawodzą. a małżenstwo staje sie piekłem.
        Kiedys przeczytałam, że
        "Pan Bóg pragnie nieba dla ludzi,
        a nie piekła".
        Dlatego rozumiem że można odejść.
      • bea.bea Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 11:13
        nie zgodze sie z toba...
        po częsci masz racje, bo teraz ludzie łatwo poddają sie i szukają nowego, ale
        zwiąski czasem zapetlaja sie tak bardzo , że mało co może im pomóc....

        uwazam , że trwanie w nieszczęsliwym związku, bo moge skrzywdzić partnera, jest
        jak masochizm....poswięcic siebie dla zasady...dla mnie stanowcze nie...

        praca nad związkiem , to robota dla dwojga...a jesli prace ta wykonuje jeden ,
        to kiedyś peknie, bo moż e okazać sie syzyfowa pracą...

        no cóż , jestem drógą zona, jednak poznałam wolnego człowieka który został
        wymieniony na inny egzemplaż...

        przecierpiał swoje, ale osobiście nie winiłabym jego byłej,
        pewnie miała po temu swoje racje....
      • a.lenard Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 11:16
        babsee napisała:

        A jest takie powiedzenie:nie buduje sie szczęscia na cudzej krzywdzie.I tak już
        >jest./W naturze wszystko sie równa.I zawsze Los sie zemści.I dobrze.
        > nie wolno niszczyc związku bo nie chce sie popracowac nad nim.
        • nisar Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 11:20
          Taaaa, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że najbardziej ten Los zemścił się na tym
          dziecku, które ma dwoje durnowatych rodziców.
          • a.lenard Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 11:24
            nisar - masz rację sad
        • bea.bea Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 11:25
          no tak....a ty w zasadzie oszukujesz faceta z którym jesteś...bo
          - kochałas tamtego i z nim powinnaś być na dobre i na złe...
          - a z perspektywy czasu powinnas zauwazyć jakie szczęśccie cie spotkało , że
          taki palant poszedł za wczasu w długa...( oczywiście pomijam kwestie
          nienarodzonego dziecka- bo ta rzeczywiście tragedia dla matki

          jakoś nie rozumiem o czym ty napisałas....
          • a.lenard Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 11:40
            bea.bea napisała:

            > no tak....a ty w zasadzie oszukujesz faceta z którym jesteś...bo
            > - kochałas tamtego i z nim powinnaś być na dobre i na złe...

            co??? ja chciałam być, to on miesiąc przed ślubem zdradził mnie i zostawił dla
            innej!!! nie oceniaj jak nie znasz dokładnie całej sytuacji. A mój terażniejszy
            mąż dokładnie zna całą historię, i nie ma mi nic za złe. A co do kochania
            tamtego to z perspektywy czasu nie wiem , czy to była miłość, czy niedojrzałe
            uczucie młodej dziewczyny , chęć wyrwania się z domu i strach zostania samej.

            - a z perspektywy czasu powinnas zauwazyć jakie szczęśccie cie spotkało , że
            > taki palant poszedł za wczasu w długa...( oczywiście pomijam kwestie
            > nienarodzonego dziecka- bo ta rzeczywiście tragedia dla matki

            z tym się zgadzam, dokładnie tak, dziękuję Bogu ze tak się stało ze z tamtym
            nie jestem.
            • a.lenard Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 11:41
              a wogóle to rozmawiamy nie na temat!
              • bea.bea Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 11:45
                smile)
            • bea.bea Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 11:45
              oj nie gniewaj sie....ja apsolutnie cie nie oceniam....
              tylko piszesz z takim rozzaleniem o tamtym...

              a sama widzisz teraz jaki ...prawdopodobnie kiepski związek , nim bys budowała...

              • a.lenard Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 11:56
                nie gniewam się. Wiem ze czasami ludzie sie rozstają i tak jest lepiej. Dla
                mnie tak było chociaż odkryłam to dopiero rok po rozstaniu. Nie był to dobry
                związek i z perspektywy czasu cieszę się ze nam nie wyszło. Myślę, ze jak
                wszystko byłoby cudownie to on by nie znalazł innej itp itd.
                A wracając do tematu to pewni w z wiązku sąsiadki autorki wątku tez nie jest
                dobrze skoro on zakochal się w innej po miesiącu znajomości.
      • eo_n Re: Druga żona, drugi mąż... 22.07.14, 22:28
        babsee, całkowicie się z Tobą zgadzam.

        Poza tym, jeśli związku nie da się uratować to należy się uczciwie rozstać. Uczciwie oznacza dla mnie bez zachęty w postaci pani czy pana. A jak potem człowiek się znów zakocha, i to z wzajemnością, to wspaniale.

        Dlaczego drugi związek miałby się zaczynać przed zakończeniem pierwszego? Dla mnie to nie do zaakceptowania i żadne tłumaczenia tu nie pomagają. Tym bardziej, że żeby powiedzieć, że kolejny partner jest miłością życia, to jednak trochę czasu musi minąć. Czyli co? Grać na dwa fronty kilka lat, żeby przeczekać "miesiąc miodowy" i poznać się na prawdziwej miłości? I usprawiedliwiać to wadami partnera nr jeden (bo zwykle to ten drugi bywa "zły", a samym sobie takie osoby mają mało do zarzucanie)?

        Nie, dla mnie to nieuczciwe i paskudne.
    • babsee Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 12:09
      No to jasne jak słońce!!!Trwanie dla zasady jest też głupie.Jesli sie wypaliło
      i zkichało to można poczeakć,pomyśleć czy aby na pewno, jeszcze pomyśleć i
      odejść.
      Tyle ze jakos ostatnio dookoła mnie same rozwody-i tylko w jednym przypadku
      para próbowała.Starli sie,godzili nieustannie, nawet poszli razem do psychologa
      ale nie wyszlo..rozstali sie w zgodzie.
      Ale zdecydowana wiekszość poddaje sie bardzo szybko.I ja tego nie
      rozumiem.Najpierw ślub w Kościele-przysięga,wielka pompa, nauki przedmałżeńskie-
      na cholere to było pytam?Czy chodzilo tylko o fajna kieckę i weselisko?
      Jak składałam przysięge mojemu męzowi to mi głos drżał i powiem ze sie
      poryczałam-stres mnie sparaliżował bo ja to na serio mówiłam.I jak mamy
      kiepskie dni(bo kto ich nie ma)a małż mnie wkurza na maxa to własnie o tym
      momencie w Kościele myśle...i mi mija...
      Ale jak już napisałam-ja niedzisiejsza jestem a sprawy obietnic, przysięg
      wszelakich,przyjażni i zaufania pojmuje bezkompromisowo i na czarno-biało.
      ps.w sądach już nie ma rozpraw pojednawczych.....to jest dołujące...mają tyle
      rozwodów, ze zrezygnowali z dwoch rozpraw.
      • triss_merigold6 Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 12:18
        No, nie wiem czy nie ma rozpraw pojednawczych... chyba nie ma w przypadku ludzi
        bez dzieci, bez sporów majątkowych i bez orzekania o winie. Nie rozumiem, po co
        dwoje ludzi, którzy chcą się rozstać miałoby przechodzić dzkie korowody i
        udowadniać, że już na siebie patrzeć nie mogą.
        Zauważ jeszcze, że nie każdy składa przysięgę w kościele, są śluby cywilne.
        • cocollino1 Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 12:23
          Rozprawa pojednawcza w przypadku mojego meza byla formalnoscia, tylko zapytali
          ich czy nadal chca sie rozejsc. ale to byl wlasnie rozwod bez orzekania o winie
          i nie mieli dzieci.
          • triss_merigold6 Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 12:30
            U mnie identycznie ale rozprawa pojednawcza była.
            W sumie skoro do ślubu wystarczy zgodna wola obu stron to do rozwodu również
            powinna wystarczyć a nie, że sąd bada czy nastąpił rozpad więzi takich i
            siakich.
            • cocollino1 Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 12:37
              No wiec wlasnie, skoro dwoje ludzi na to sie godzi, to juz sędzia nie namowi na
              powrot do siebiesmile
      • cathy1976 Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 15:19
        moze i rozprawy pojednawcze waszym zdaniem to formalnosc, ale dla mnie to i tak
        za duzo. Nie przepadam, za odpowiadaniem na obcesowo zadawane pytania. A juz
        slynne 'czy wspolzycie ustalo' to raczej powinni wykreslic ze swojego zestawu
        pytan. Mimo tego dzien rozwodu i tak nalezal do radosniejszych dni mojego
        zyciasmile Na szczescie nie planuje drugiego rozwodu, bo jestem dosc mocno
        szczesliwa.
    • kayah73 Re: Druga żona, drugi mąż... 19.06.06, 21:59
      W sumie nie wiem czy do konca na temat...
      Odeszlam od mojego pierwszego meza, bo bylo b. zle i wykazywal dokladnie zero
      dobrej woli jesli chodzi o prace nad zwiazkiem - nie przychodzil na spotkania
      do poradni malzenskiej, nie interesowala go literatura na ten temat, rozmowy,
      itd. - wszystko zawsze konczylo sie tym, ze to ja jestem psychiczna to ja niech
      sobie ide do szpitala dla wariatow. Wiec sobie poszlam, wedle zyczenia. Byl
      bardzo zaskoczony. Acha, nie mielismy dzieci.

      Mojego obecnego partnera (ale nie meza) poznalam dopiero 4 lata po
      sfinalizowanym rozwodzie, jestesmy razem 4 lata, oboje bardzo caly czas na
      zwiazek uwazamy i jest na prawde bardzo dobrze, nie moglabym prosic o lepiej.
      Mamy roczne dziecko, jest cudownym ojcem i prawdziwym partnerem. O ten zwiazek
      na pewno walczylabym duzo powazniej niz o ten poprzedni.

      Moj ex-maz ma druga zone, ktora sobie znalazl bardzo szybko, maja 6- czy 7-
      letnie dziecko i, z przeslanek wsponych znajomych, wiem, ze nie uklada im sie
      dobrze, sytuacja jest dosyc podobna do tej, ktora istniala miedzy nim a mna.

      Tak wiec zalezy od ludzi...
    • jematkajakichmalo Re: Druga żona, drugi mąż... 22.07.14, 20:50
      U mnie nic ciekaweg wink Jestem druga zona, ale z tamta maz nie byl juz wtedy ponad 10 lat byla oficjalna separacja), rozwod byl formalnoscia
    • triismegistos Re: Druga żona, drugi mąż... 22.07.14, 21:24
      Byłam kiedyś z jednym facetem, który wprawdzie był jeszcze przed rozwodem (nawiasem mówiąc do dzisiaj jest wink) i poznałam go jak jeszcze mieszkał z małżonką, ale z tego co wiem, to nie przyspieszyłam ich planów nawet o jeden dzień, zważywszy, ze wyprowadził się bodaj dwa tygodnie po naszej pierwszej randce.
      Mój obecny jest rozwiedziony, po rozwodzie związała się z jakąś dziewczyną, poznałam go bardzo krótko po roztaniu z nią, z tego co wiem ona dłuugo miała do mnie żal, że się pojawiłam.
    • jola-kotka Re: Druga żona, drugi mąż... 22.07.14, 22:14
      Miałam męża,zaczęło się sypać i wtedy banalnie na gg poznałam faceta pięć lat młodszego,wdalam się w romans tak prowadziłam podwójne życie przez rok,potem poprosiłam o rozwód. Obyło się bez scysji. Dzisiaj jestem żona pana z ggsmile. Nikt nie miał do mnie pretensji nic nie rozbilam mój obecny maz był kawalerem,ja dzieci nie miałam zresztą nadal nie mam i mieć nie będę. Mój były maz zdawał sobie sprawę że zatracił się w swojej firmie zostawiając mnie gdzieś z boku,także wielkich pretensji nie miał co nie znaczy że bardzo bolała go zdrada. Jedno co mnie dziwiło to fakt że wiedział o tych zdradach dużo wcześniej zanim mu sama powiedziałam no cóż częste wyjazdy z wawy do szczecina trudno było ukryć a nie wspomniał ani słowem o tym. Potem tylko powiedział że wydawało mu się,że się opamietam ale ja już go nie kochalam więc mogłam tylko odejść.
    • rosapulchra-0 Wątek z 2006 roku. 22.07.14, 22:45
      Toż to zardzewiałe gwoździsko jest.
      • jola-kotka Re: Wątek z 2006 roku. 22.07.14, 22:55
        Ale dyskusja trwa haha

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka