Dodaj do ulubionych

Bezdzietność a zwierzaczki domowe

27.06.06, 10:20
Obserwuję w otoczeniu pewną prawidłowość: wśród znajomych, którzy nie mają
dzieci przybywa zwierząt domowych. To znaczy kolejność jest następująca:
ślub, kilka lat życia-użycia, potem mowa o dziecku, po pewnym czasie koniec
rozmów o ewentualnym dziecku, pojawienie się pieska (zazwyczaj). No i tu
zaczyna się szaleństwo - piesek jak rozumiem jest ersatzem dziecka, którego
nie ma, no i jest traktowany jak niemowlę. Co najmniej. A piszę o tym, bo na
jutro umówiłam się z koleżanką. Sytuacja j.w. I trochę się wkurzam, bo nie ma
mowy, żeby przyjechała do mnie, tylko ciągnie mnie w ten skwar dziki na
spacer "bo piesek nie lubi zostawać sam w domu."
Z jednej strony - trochę rozumiem ten mechanizm. Z drugiej mnie to wkurza, bo
generalnie uważam, że zwierzę to zwierzę i tak powinno być traktowane. Ale
ponieważ z kolei nie wyobrażam sobie życia bez dziecka, więc tak myślę, że
może ja nie potrafię się wczuć w taką sytuację i czepiam się bo jestem wredną
małpą?
Obserwuj wątek
    • kawka74 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 10:27
      Skoro już wzięła psa, to jest za niego odpowiedzialna, nie wspomnę o tym, że nie
      jest fajnie zastać sajgon w domu. Ale spacer w taki upał to nieciekawa sprawa.
      A tak w ogóle dlaczego koleżanka ma jechać do Ciebie, a nie Ty do niej, a?
      Jeśli chodzi o traktowanie zwierząt - ja tam wolę zwierzęta, niż znaczną część
      osobników mojego gatunku. wink
    • madziaaaa Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 10:52
      Spotkaliśmy się kiedyś z bezdzietnymi znajomymi w parku. Dochodzimy do nich i
      słyszymy: "ja powiem", "nie, ja chcę powiedzieć". Byłam pewna, że są w ciąży. A
      tu koleżanka mówi:" Marcina rodzice kupili sobie psa".
      Wymiękłam.
      • zuzanna56 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 11:00
        A ja nie mam takich znajomych.
    • bri Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 11:02
      LOL, te przypuszczenia na końcu, kto wie... może bardzo trafne. W końcu sama
      siebie znasz najlepiej wink
    • boziaj Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 11:12
      moze warto jednak troche wczuc sie w sytuacje innych (i tobie, i kolezance)...
      np. ja o dziecko staralam sie kilka lat; mając przy tym koty (ale nie zamiast)
      siłą rzeczy troszke traktowalam je jak namiastke dziecka
      teaz wydaje mi sie że nie ma porownania, ale wczesniej...hmmm...
      poza tym kolezanka ma psa i wie ze "piesek nie lubi zostawać sam w domu."
      nie ma dziecka i pewnie nie ma tez zbyt wiele empatii i dlatego "ciągnie cie w
      ten skwar dziki na spacer"
      a powiedzialas jej ze to nie jest najlepszy pomysl czy zacisnelas zeby i sie
      wsciekasz?
    • elag3 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 11:44
      Do mojego męża przychodzi taka para z pieskiem i mówią do niego tak:
      nie trzeba się bać pana doktora ale ty jesteś grzecznym chlopczykiem i nie
      bedziesz się bał, no mamusia potrzyma, oj oj, grzeczne dziecko...
      • joanna266 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 11:48
        o jesssu.udaje sie męzowi zachowac wtedy powage??bo ja bym chyba nie dała rady;-
        ))mnie tez smiesza te gadki np pani do pieska-chodz kochanie daj panci
        buzi"albo "kupeczke sie mojemu słoneczku zachcialo"do psa robiacego kupala na
        chodnik.odpadam jak słysze takie tekstysmile))
        • elag3 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 11:54
          Chyba się przyzwyczaił. A najgorsze są paniusie z yorkusiami.
          • niusianiusia Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 23:56
            kiedyś, kiedy byłam z psem u weterynarza, lekarz powiedział, do mnie o mojej
            suni, "przyszła dziewczynka".... mnie ten tekst powalił... nie tylko
            właściciele są dziwni
            • latouche Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 01:10
              do mojej kotki wet powiedzial kiedys "Ale sie z ciebie wielka baba zrobila!" big_grin
              i wcale mnie to nie zdziwilo. On zawsze mowi do moich zwierzat.
              A nasza pediatra mowi do mojego synka niemowlaka. Tez przeciez jej nie rozumie
              jeszcze.
      • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 12:18
        hi hi hi smile
        ale widzisz, mnie równie śmieszy stwierdzenie że każda kobieta w ciąży jest
        piękna, nawet z 20kg nadwagi i rozstępami jak rowy mariańskie bo _nosi dziecko_.
        równie egzaltowane i nieobiektywne stwierdzenie - ale czy robi komuś krzywdę?
        nie. można się pośmiać i z jednych i z drugich bez licytowania się kto ma prawo
        do egzaltacji a kto nie.
        • joanna266 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 12:21
          egazaltacja w kazdym przypadku bywa smieszna.ale dla mnie najbardziej smieszne
          jest stawianie znaku rowności między psami a ludzmi.
          • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 12:25
            joanna266 napisała:

            > egazaltacja w kazdym przypadku bywa smieszna.ale dla mnie najbardziej smieszne
            > jest stawianie znaku rowności między psami a ludzmi.

            hm. jest to smieszne czy uważasz to za idiotyzm? uśmiechasz się tyko pod nosem,
            czy wartościujesz? to zasadnicza różnica.
            • joanna266 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 12:28
              dyskusje o wyzszości zwierzat nad ludzmi czy ludzi nad zwierzetami uwazam za
              bezsensowne.a moze spytamy psy o zdanie w tej sprawie???wink))
              • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 12:32
                joanna266 napisała:

                > dyskusje o wyzszości zwierzat nad ludzmi czy ludzi nad zwierzetami uwazam za
                > bezsensowne.a moze spytamy psy o zdanie w tej sprawie???wink))

                poczekajmy do Wigilii wink
              • mkolaczynska Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 10:02
                joanna266 napisała:

                > dyskusje o wyzszości zwierzat nad ludzmi czy ludzi nad zwierzetami uwazam za
                > bezsensowne.a moze spytamy psy o zdanie w tej sprawie???wink))
                TO CZEMU SAMA O TYM DYSKUTUJESZ
                Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe
                Autor: joanna266
                Data: 27.06.06, 12:21 + dodaj do ulubionych wątków

                skasujcie post

                + odpowiedz cytując + odpowiedz

                --------------------------------------------------------------------------------
                egazaltacja w kazdym przypadku bywa smieszna.ale dla mnie najbardziej smieszne
                jest stawianie znaku rowności między psami a ludzmi.

                Mam dziecko i mama psa i MOJE DZIECKO i MÓJ PIES jest dla mnie tysiąc razy
                ważniejszy niż jakiekolwiek obce bachorzysko mojego gatunku.
                To są osoby istoty które KOCHAM które ucze i wychowuje. Moze to jest kwestia
                bliskość i związku emocjonalnego którego nie mam z obcymi dla mnie dziećmi więc
                siłą rzeczy ich los obchodzi mnie znacznie mniej niż los mojego psa, acha i
                absolutnie pies mi dziecka nie zastępuje jest po prostu częścią naszej rodziny
                i o jego wygode, dobrostan też chcemy dbać
                Pozdrawiam




                • moofka Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 10:41
                  mkolaczynska napisała:

                  > Mam dziecko i mama psa i MOJE DZIECKO i MÓJ PIES jest dla mnie tysiąc razy
                  > ważniejszy niż jakiekolwiek obce bachorzysko mojego gatunku.
                  > To są osoby istoty które KOCHAM które ucze i wychowuje. Moze to jest kwestia
                  > bliskość i związku emocjonalnego którego nie mam z obcymi dla mnie dziećmi
                  więc
                  >
                  > siłą rzeczy ich los obchodzi mnie znacznie mniej niż los mojego psa,
                  ___________________________________

                  jest taki charakterystyczny typ "dobrego" człowieka, który pieska nazywa
                  synciem i karmi łakociami z porcelany, a bliźniemu żyły by poprzegryzał
                  z nienawiści
                  i to jest dokładnie ten typ, odnosze wrazenie
                  dla mnie z kolei NIGDY dobro psa nie bedzie stawiane ponad dobro człowieka, tym
                  bardziej dziecka
                  nawet jesli pies jest moj, a dziecko cudze
                  zeby nie było, psa mialam, kochalam i o niego dbalam
                  ale wszystko w rozsadnych proporcjach
                  • mkolaczynska Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:06
                    moofka napisała:

                    >
                    > jest taki charakterystyczny typ "dobrego" człowieka, który pieska nazywa
                    > synciem i karmi łakociami z porcelany, a bliźniemu żyły by poprzegryzał
                    > z nienawiści
                    > i to jest dokładnie ten typ, odnosze wrazenie
                    więc tak nikogo nie zamordowałam ze skóry nie obdarłam obcych dzieci i psów nie
                    bije nie krzycze i nie szczekam na nie, nie pozwalam też robić tego ani mojemu
                    dziecku ani mojemu psu. Nie zycze ludziom źle po prostu nie obchodzi mnie jakie
                    mają problemy bo mam swoje smile))))

                    > dla mnie z kolei NIGDY dobro psa nie bedzie stawiane ponad dobro człowieka,
                    tym
                    >
                    > bardziej dziecka
                    > nawet jesli pies jest moj, a dziecko cudze
                    > zeby nie było, psa mialam, kochalam i o niego dbalam
                    > ale wszystko w rozsadnych proporcjach
                    No niestety złamana łapa mojego psa jest dla mnie czyś zacznie gorszym niż
                    złamana noga cudzego dziecka i nie czuję się złym człowiekiem.
                    • moofka Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:10
                      mkolaczynska napisała:

                      >> No niestety złamana łapa mojego psa jest dla mnie czyś zacznie gorszym niż
                      > złamana noga cudzego dziecka i nie czuję się złym człowiekiem.

                      zdziwilabym sie gdyby bylo inaczej
                      ale dyskutowac o tym chyba nie ma sensu
                      • mkolaczynska Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:17
                        moje dziecko było leczone na zapalenie ucha przez ponad 3 miesiące non stop.
                        ponad 90 dni na antybiotykach ciągły katar i ściąganie gruszką pod nosem
                        zrobiły mu się po 2 tyg RANY po prostu które za kazdym razem gdy próbowałam
                        ściągnąc smarki zaczynały krwawić.
                        Zrobiło ci się przykro?
                        czy było by ci bardziej przykro gdyby to było twoje dziecko?
                        a gdybyś musiała to robić swojemu psu??
                        no to co jest gorsze?
          • joanna35 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 12:33
            "dla mnie najbardziej smieszne
            > jest stawianie znaku rowności między psami a ludzmi."
            o to jest bardzo krzywdzące.....dla psówwink
    • mynia_pynia Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 11:56
      A ja mam psa i dziecka na razie nie chce mieć.
      Mi wystarcza pies wink Jak jadę do rodzinnego domu to mówię "jedziemy do babci".
      Moja mama już chodzi lekko nabuzowana, bo chciałaby mieć wnuka a tu pies.
      Na wakacje jeździmy tylko tam gdzie psa można zabrać, jakoś mi to nie
      przeszkadza.
      Na razie bardziej się lituje nad psami niż nad dziećmi, nie wyobrażam sobie
      utraty mojego dropsa, skowyt mojego psa mnie przeraża, natomiast szloch dziecka
      nie wywołuje u mnie uczuć.
      Tak samo jest z każdym, potrafimy obojętnie spojrzeć na śmierć, obcego
      człowieka, ale na śmierć pupila nie.
      Fryzjer mojego psa mówił mi że po śmierci teściowej kamień mu spadł z serca, a
      jak zdechła jego najukochańsza sunia to miesiąc chodził po ścianach z rozpaczy.

      Wiem że to się zmieni jak będę miała dziecko bo wtedy będę sobie w stanie
      wyobrazić miłość matki do dziecka, póki co wiem co to znaczy miłość do siostry,
      mamy, taty, dziadków i faceta oraz PSA.
      • agni71 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 12:06
        > Na razie bardziej się lituje nad psami niż nad dziećmi, nie wyobrażam sobie
        > utraty mojego dropsa, skowyt mojego psa mnie przeraża, natomiast szloch
        dziecka
        >
        > nie wywołuje u mnie uczuć.

        też tak miałam, dopóki nie urodziłam dziecka. Wydawało mi się to niemożliwe,
        ale pies zszedł na daaaleki plan sad

        aga
      • michiko Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 13:06
        ja stanowczo wolę zwierzeta niz ludzi i dzieci.
        Podobnie jak ty wiem co zanczy miłośc rodzicielska, ale krzywda zwierzaka
        przeraża mnie i wzbudza wyzsze uczucia.
        Nie rozumiem kogoś kto ciumkając do dziecka kobie psa kota czy innegio
        zwierzaka. jak tacy pseudoludzie moga mieć dzieci? Tego nie jestem w stanie
        pojąć. Ja tez do mojego młodszego pieska mowie chłopczyk,warcze na lekarza jak
        bierze gruba igłę do zastrzyku itd.
        Zdecydowanie wolę zwierzęta- duże i małe.
    • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 12:14
      nisar - trafne spostrzeżenia, trafne jak najbardziej, mogę się do tego przyznać.
      istnieje pewna analogia psa do dziecka:
      - jeśli ty mu nie dasz jeść sam spobie nie weźmie
      - nie zmieniasz pieluszek, ale musisz wyprowadzać na spacer
      - jakkolwiek by to nie zabrzmiało, pies też potrzebuje pieszczot, uczucia i
      zainteresowania smile
      i tak dalej. oczywiście - pies to nie człowiek. ale dlaczego odmawiać
      właścicielom psów traktowania ich w taki sposób jaki uważają za stosowne? o ile
      nie przybiera to formy takiej jak opisywała jedna z forumowiczek (pańcia daje
      pić psu w misce dziecka), to we własnym zakresie każdy psiarz może robić co
      uważa za stosowne. nawiasem mówiąc, skoro pies nie lubi zostawać sam w domu,
      dziewczyna zrobiłaby rozsądniej gdyby ciebie zaprosiła do siebie, bo długie
      spacery w tym skwarze nie służą ani dziecku ani psu. a to że pies sam w domu
      zostawać nie lubi znam z własnego domu - jeśli suka zostaje sama, bardzo się
      denerwuje - nie szczeka wprawdzie, ale skacze na drzwi, przynosi wszystko co
      jest ruchome - buty z przedpokoju, parasol, miskę - na środek salonu, pytaliśmy
      lekarza. wet stwierdził, że to nerwica, równie popularna wśród psów jak i zwierząt.
      a w kwestii traktowania zwierzecia jak zwierzęcia - to samo mógłby powiedzieć
      ktoś obserwując dzieci, że należy je wychowywać podług określonych metod i
      wpajać im dyscyplinę podczas gdy ty na przykład jesteś zwolenniczką wychowania
      bezstresowego. dopóki rozwydrzony kundel znajomej nie będzie mi obgryzał frędzli
      na dywanie, dotąd może go ona sobie całować w nos i dac się oblizywać po twarzy.
      to samo z dziećmi. dopóki mnie nie drażnią, nie przeszkadzają - chowajta jak
      chceta, byleby mi nie urwały drzwi od szafy jak to też ktoś opisywał kiedyś tu
      na forum.
    • lola211 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 12:27
      Pies to zywa istota, ktora sie po prostu kocha.Nie tak jak dziecko, inna
      miloscia, ale jednak.Wlasciciel sie powinien o niego troszczyc, rowniez o to,
      by nie byl cale dnie sam.Od paru miesiecy mam yorka(tak, tak- paniusia z
      yoreczkiem to ja)i rowniez ukladam plan dnia pod psa.Zabieram go gdzie sie da,
      wole isc do parku na lawke na pogaduchy niz do kogos do domu na kawe, wlasnie
      dlatego zeby pies sobie pobiegal po trawce zamiast kisic sie w domu wystarczy
      ze siedzi, gdy my pracujemy).Mam dziecko, nie przekladam uczuc macierzynskich
      na zwierze, a mimo to zartuje sobie, ze sunia to moje mlodsze dziecko,ze
      jedziemy np. do babci itd.
      Pies jak dziecko wymaga opieki, troski, zainteresowania, nie tylko pelnej michy
      i wyprowadzenia na spacer.Komus, kto nie posiada zwierzaka, ciezko to zrozumiec.
      • joanna266 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 12:33
        posiadam psa i dwa koty.bardzo lubie i szanuje moje zwierzaki.dbam o nie i
        lubie sie nimi zajmowac.ale nigdy nie traktowałam i nie zamierzam traktowac ich
        jak ludzi.maja swoje posłania,swoje miski i nie prowadze z nimi godzinnych
        konwersacji.nawet gdy nie mialam dzieci widziałam zasadnicza róznice miedzy
        ludzmi a zwierzętami.i nie chodzi mi tylko o wyglądsmile))
        • lola211 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 13:00
          Dobrze, to twoje podejscie.Ale chyba mozna miec inne? To, ze przemawiam do
          swojej suni nie oznacza, ze traktuje ja jak czlowieka.Zreszta- jakby sie to
          mialo objawiac?
          • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 13:06
            lola211 napisała:

            > Dobrze, to twoje podejscie.Ale chyba mozna miec inne? To, ze przemawiam do
            > swojej suni nie oznacza, ze traktuje ja jak czlowieka.Zreszta- jakby sie to
            > mialo objawiac?

            może ubieraniem w ciuchy? smile są już sklepy z bluzeczkami... smile

            a Holendrzy to w takim razie naród ciężkich idiotów. kiedyś w telewizji
            pokazywali reportaż z - uwaga - pogrzebu psa. wyłożonego na katafalk żegnały
            tłumy ludzi i psy tej samej rasy. przed pogrzebem trzymali go w chłodni jak
            zmarłego człowieka. właścicielka zapytana po caremonii pogrzebowej jak się
            czuje, z płaczem powiedziała że to dla niej bardzo ciężkie przeżycie. piesek ma
            wywalony taki nagrobek, że niejeden człowiek by mu pozazdrościł wink szopka
            jednym słowem przeokrutna - chciałabym zobaczyć miny tych z was które krytykują
            ćwierkanie do pieseczków przy oglądaniu tego pogrzebu smile mi wypadła szczęka.

            przy tym z leksza wariackim zachowaniu holendrom można pogratulować systemu
            psich "wucetów". przed każdą plażą stoją kosze z woreczkami, zachęcające aby
            zabrać je ze sobą i posprzątać co pies narobił. w tej kwestii jesteśmy sto lat
            za murzynami.
      • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 12:34
        lola211 napisała:

        > Komus, kto nie posiada zwierzaka, ciezko to zrozumiec

        to chyba działa w obie strony. z lekką nutą złośliwości stwierdzam jednak, że
        bardziej "faszyzują" matki niż właścicielki psów suspicious
        • michiko Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 13:11
          kosheen4 napisała:

          > lola211 napisała:
          >
          > > Komus, kto nie posiada zwierzaka, ciezko to zrozumiec
          >
          > to chyba działa w obie strony. z lekką nutą złośliwości stwierdzam jednak, że
          > bardziej "faszyzują" matki niż właścicielki psów suspicious
          z tymi faszyzującymi mamusiami masz całkowita rację.
          Jak moj pies narobi na trawniku to fuj skandal idt ale jak ich dziecko narżnie
          kupę na trawniku bo rzekomo do wc nie zdązy to ok. W jedno i drugie tak samo
          można wdepnąć. Prawda?
          Przeciez na ulicy dziecko płacze, wrzeszczy a pies szczeka ale jak dziecko
          płacze to niekt mamusi nie zwrci uwagi właścicielowi psw owszem.
          i gdzie jest rwność traktowania?
          >
          >
    • joanna35 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 12:29
      A ja mam dwóch synów i dwie sunie, które traktuję jak członków rodziny i nie
      wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej, a więc też do nich mówię - nie
      rozkazuję, też się o nie martwię kiedy są chore, rozpieszczam je itp. Natomiast
      nie spuszczam ich ze smyczy kiedy na podwórku są dzieci, nie pozwalam biegać po
      placu zabaw, w tym piaskownicy i to bez względu na to czy są w niej dzieci czy
      nie, nie pozwalam kopać dołów czy biegać po kwiatach, zbieram koopki itp. i
      jeszcze nigdy żadnemu psu nie udało się wyprowadzić mnie z równowagi tak jak to
      się udaje dzieciom - tak moim własnym jak cudzym.
    • latouche prawidlowosc? 27.06.06, 17:55
      nisar napisała:

      > Obserwuję w otoczeniu pewną prawidłowość: wśród znajomych, którzy nie mają
      > dzieci przybywa zwierząt domowych.
      ha, a w moim otoczeniu zupelnie odwrotnie - prawie wszyscy maja zwierzeta i
      dzieci. Bardzo fajne to jest.
      U nas pojawiali sie naprzemiennie: kot - synek - kotka - drugi synek smile
      po urodzeniu dzieci zwierzeta nie zeszly na dalszy plan, bo sa przeciez
      czlonkami rodziny. tez czasami do nich mowie, i - Bogiem a prawda - uwazam, ze
      moj kot nr 1 jest madrzejszy od niejednego czlowieka smile
      i wcale mnie nie dziwi ze zwierze moze byc dla kogos bardzo wazne.
    • moofka Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 18:06
      nisar napisała:

      > Obserwuję w otoczeniu pewną prawidłowość: wśród znajomych, którzy nie mają
      > dzieci przybywa zwierząt domowych.

      rownie czesto w slad za dziecmi pojawiaja sie w domu zwierzeta
      nie znam przedszkolaka, ktory nie marzylby o czyms zywym do tulenia smile
      nie wiem, jak to zniose, bo zwierzat w mieszkaniach organicznie wprost nie
      znosze
      ale jako faszyzująca zwariowana mamuska dla syncia zrobie wszystko i jak sobie
      zazyczy to mu gotowa jestem i wielblada kupic big_grinDDD
      • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 20:25
        moofka napisała:


        > nie znam przedszkolaka, ktory nie marzylby o czyms zywym do tulenia smile
        > nie wiem, jak to zniose, bo zwierzat w mieszkaniach organicznie wprost nie
        > znosze
        > ale jako faszyzująca zwariowana mamuska dla syncia zrobie wszystko i jak sobie
        > zazyczy to mu gotowa jestem i wielblada kupic big_grinDDD

        żarty żartami, ale kupowanie zwierzęcia głównie dlatego że przedszkolak marzy o
        czymś do tulenia to delikatnie mówiąc nie jest najlepszy pomysł. temat zresztą
        na forach już przerabiany.
    • ania.silenter A ja to rozumiem... 27.06.06, 19:39
      Chce się mieć kogoś do kochania (no, oprócz męża, ale to inna miłośćsmile). Nasz
      bilans po ślubie - 2 papugi i królik miniaturkasmile)). A potem nas dopadło - 2
      dzieci w 2 lata!!! Rozumiem, że można kochać zwierzę - dbać o nie, o jego
      zdrowie, przyjemności. Jedyne co mnie wkurza to traktowanie zwierzęcia
      dokładnie tak jak człowieka, dziecka - karmienie go na talerzu, z którego
      później będą jadły moje dzieci, spanie z nim w łóżku, w którym później bawią
      się moje dzieci (moja teściowa). Ale z drugiej strony każdy jest inny i ma
      prawo do własnych uczuć...
      pozdrawiam
    • niusianiusia Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 27.06.06, 23:55
      moja koleżanka ma gryzonie.... co jakiś czas któreś ze zwierzaczków umiera, bo
      życie ich nie jest długie... wtedy nabywa nowego. w miedzyczasie wydaje tysiące
      złotych na weterynarzy oraz przyjemności dla gryzoni. Potrafi robić zakupy w
      sklepie z art. dla zwierzat z koszykiem na kółach takim jak w markecie.....
      dzieci nie ma...
      • kurrappa Nie rozumiem jednego 28.06.06, 18:16
        dlaczego miłoscnicy zwierząt mają się tłumaczyć przed mamusiami ze swoich uczuć
        do zwierząt? dzieci tak jak ludzie dorosli bywają różne, tez czasami kiedy
        widzę niektóre zastanawiam się jak w ogóle można żywić ciepłe uczucia do
        złośliwego wstrętnego dziecka, które jedynie hałasuje i niszczy wszystko co
        napotka na swojej drodze, ale przecież nikt nie wyjeżdża z pretensjami do matki
        dlacego kocha swoje dziecko, nawet jesli dzieckiem już nie jest i
        morduje/zabija/kradnie/gwałci itp. itd.

        Co wam przeszkadza, że ktoś kocha swoje zwierzę?co was to obchodzi? nie
        rozumiecie tego, trudno. może lepiej zamiast czepianiem się innych lepiej
        byłoby zając się własnym dzieckiem i spojrzeć czy z kolei ono nie uprzykrza
        życia innym...
    • natallay Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 00:10
      Jesli ci sie nie podoba gdy inni traktują zwierzeta z szacunkiem i miłoscią to po co na to patrzysz? żeby poobgadywac ich na forum?
    • kayah73 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 00:35
      nisar napisała:

      > Ale
      > ponieważ z kolei nie wyobrażam sobie życia bez dziecka, więc tak myślę, że
      > może ja nie potrafię się wczuć w taką sytuację i czepiam się bo jestem wredną
      > małpą?

      Nie wiem czy "wredna malpa", ale rzeczywiscie nie potrafisz sie wczuc, no,
      bo... nie potrafisz, i tyle. Jedni wola zwierzeta, inni wola dzieci, tak samo
      jak jedni wola pomarancze a inni wola jablka i nie moga zrozumiec jak mozna
      wolec to drugie skoro oni tak uwielbiaja to pierwsze. Ja latami mialam
      wylacznie psy i absolutnie nie chcialam miec dzieci, no, bo... tak wlasnie
      czulam. Czulam ze moge wiecej dac psu niz dziecku, ze mam wiecej cierpliwosci
      do psa niz do dziecka, ze psy denerwuja mnie mniej niz dzieci. Nie jest to
      kwestia swiadomego wyboru, tylko tego jak czujesz. Hipokryzja by bylo w takiej
      sytuacji starac sie o dziecko, bo taka jest np. presja spoleczenstwa.

      Jednak dziecko w moim zyciu sie pojawilo i, owszem, inaczej na to teraz patrze.
      Nie zebym nagle stracila uczucia do psow, tylko zrozumialam, ze dziecko TEZ
      mozna kochac, zwlaszcza swoje. Domyslam sie, ze dla Ciebie brzmi to jak
      herezja, kochanie dzieci przychodzi Ci pewnie naturalnie i odruchowo - dla mnie
      bylo raczej odkryciem i czyms nad czym jakostam pracuje. Kochanie mojego
      dziecka jest jak najbardziej naturalne, ale innych dzieci juz mniej.
      I nie uwazam, ze jestem przez to gorsza osoba, po prostu jestem
      tak "zaprogramowana", ze szybciej nabiore sympatii do obcego psa niz do obcego
      dziecka. A Ty masz na odwrot. I dobrze. wink
      • majenkir Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 03:32
        A ja cudzych dzieci w ogole nie lubie tongue_out, a zwierzaki uwielbiam wszystkie smile!
    • edytkus Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 04:26
      pewni nasi znajomi maja psa i kota na jego punkcie wink do tego stopnia ze na Dzien Ojca czy Matki
      dostaja od tegoz psa laurki (ona wypisuje dla "tatusia" a on dla "mamusi") smile))

      mielismy kiedys kot aktory regularnie odwiedzal weterynarza, a w klinice oferowano nawet pelny
      zestaw uslug dentystyczno-ortodontycznych ze wstawianiem diamentow w zeby wlacznie (dla zwierzat
      oczywiscie), a skoro byly uslugi tzn. ze chetni na nie tez
      • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 11:42
        edytkus napisała:

        > mielismy kiedys kot aktory regularnie odwiedzal weterynarza, a w klinice oferow
        > ano nawet pelny
        > zestaw uslug dentystyczno-ortodontycznych ze wstawianiem diamentow

        diamenty to już może lekkie przegięcie - jakoś nie mogę sobie wyobrazić gdzie
        kotu taki diament w zęby wstawić, może jako protezę po kłach?
        ale poza tym, psi dentysta to nic dziwnego. psu również psują się zęby,
        obrastają kamieniem i BOLĄ. a legendy że na miejsce wypadniętego zęba psu
        odrasta nowy ząb są wyssane z palca.
        mam pytanie do tych z was które deklarują się jako umiarkowane i rozsądne
        miłośniczki zwierząt: uważacie za absurd pójście z psem do dentysty, ściągnięcie
        kamienia z jego zębów czy wyrwanie zęba? zdobycze nauki należą się wyłącznie
        ludziom?
        • agnieszkas72 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 11:56
          Moja prawie dwunastoletnia suka nie ma kamienia a jej zęby są zdaniem
          weterynarza w świetnym stanie.Myślę,że wynika to z rozsądnej diety psa i dawaniu
          mu kości do zabawy i ogryzania.Wiele ludzi "kochających"ponad zycie swoje pieski
          uczy je żebrania przy stole,dzieli się każdym kęskiem,także słodyczami.W efekcie
          psy są zapasione i przy nieodpowiedniej diecie ich zęby szybko zaczynaja
          wyglądać straszliwie.
          • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:07
            agnieszkas72 napisała:

            > psy są zapasione i przy nieodpowiedniej diecie ich zęby szybko zaczynaja
            > wyglądać straszliwie.

            nie wiem czy pijesz teraz do mnie, ale kamień nazębny to w pewnej mierze sprawa
            predyspozycji zarówno u człowieka jak i u zwierzęcia. przez siedemnaście lat w
            domu był pies. cztery lata po pierwszym pojawił się następny, a od dwóch lat w
            komplecie jest jeszcze jeden. siedemnastoletni odszedł w zeszłe wakacje. do
            końca życia nie miał śladu kamienia na zębach. średniak regularnie obrasta.
            najmłodsza nie ma z tym kłopotu, wszystkie dostają to samo jedzenie. żadne nie
            jest zapasione, a kamień ma tylko jeden. teoria o niezdrowych posiłkach
            wpływających na kamień jest zatem odrobinę chybiona.
            • agnieszkas72 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:23
              Dlaczego miałabym odnosic sie do ciebie?Nie wiem przecież nic o tobie i twoich
              zwierzętach.A o kamieniu u psów wiem tyle co powiedziała mi weterynarz zajmująca
              sie naszymi zwierzakami,które leczymy ,gdy tego potrzebują.
              • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:30
                agnieszkas72 napisała:

                > Dlaczego miałabym odnosic sie do ciebie?Nie wiem przecież nic o tobie i twoich
                > zwierzętach.A o kamieniu u psów wiem tyle co powiedziała mi weterynarz zajmując
                > a
                > sie naszymi zwierzakami,które leczymy ,gdy tego potrzebują.

                ok. w takim razie oprócz nieodpowiedniej diety działają tu indywidualne
                predyspozycje psa. jak napisałam - nasze dostają wspólne posiłki. jeden ma
                kamień a drugi nie - wnioskujemy zatem, że skłonności tez grają pewną rolę.
                z "człowieczej" działki - ja też nie mam problemów z kamieniem. mój przyjaciel
                regularnie chodzi go ściągać. oboje dbamy o higienę jamy ustnej.
                eot? smile
    • ykke Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 09:25
      Myśle, że nie umiesz sie wczuc w sytuację.
      >że zwierzę to zwierzę i tak powinno być traktowane< Czyli jak? Jakie sa normy
      na traktowanie zwierzęcia? Ja mam dziecko, a zwierzeta nadal traktuje nie po
      zwierzecemu zapewne wink A ci ludzie? Hmmm, kim maja sie zaopiekowac, na kogo
      przelać uczucia?
      Ps. Niech nikt nie pisze, że mogli adoptować, bo to inna sprawa.
      • agnieszkas72 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 10:21
        Myslę,że przesadne uczucia w stosunku do zwierząt są charakterystyczne dla
        ludzi,którzy znaleźli się w takim momencie życiowym,że potrzebują kogoś do
        kochania.Możnaby go nazwać idealnym momentem na dziecko,którego jednak z wielu
        powodów nie ma.
        Znam kobietę,która nazywa psa swoją córunią.
        W naszyn domu pies był zawsze:zadbany i szczęśliwy ale nigdy nie przyszłoby mi
        do głowy porównywać uczucia do zwierzaka z uczuciem do moich dzieci,które
        szczęśliwie przyszły na świat,kiedy ich potrzebowaliśmy.A nasza kotka została
        wzięta z powodów czysto użytkowych.Jest miła,dostaje ulubione jedzonko,pozwala
        się pogłaskać,gdy ma na to ochotę ale myślę,że miłośc samotnej osoby do kota czy
        o zgrozo gryzonia typu królik miniaturka to uczucie skierowane w próznię i tym
        bardziej żałosne.
        • kawka74 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 10:36
          A nasza kotka została
          > wzięta z powodów czysto użytkowych.
          Pewnie na organy??? smile)
          • agnieszkas72 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 11:29
            Koty łapią myszy i to główny powód ich udomowienia przez człowieka.Czyżby
            miłośniczka zwierzątek o tym nie wiedziała?
            • kawka74 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 11:44
              No coś Ty? Poważnie?
              • agnieszkas72 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 11:48
                Serio serio.I oczekuję od koty pełnego zaangażowania w tej kwestiismile.
                • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 11:51
                  agnieszkas72 napisała:

                  > Serio serio.I oczekuję od koty pełnego zaangażowania w tej kwestiismile.

                  a czy taka surowa myszka to nie zaszkodzi? na wszelki wypadek zadzwonię do TOZu big_grin
                  • kawka74 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 11:52
                    Poza tym to niehumanitarne wobec myszy, więc telefon do TOZu uważam za konieczny
                    - z dwóch powodów smile
                    • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 11:55
                      kawka74 napisała:

                      > Poza tym to niehumanitarne wobec myszy, więc telefon do TOZu uważam za konieczn
                      > y
                      > - z dwóch powodów smile

                      myszy nie są pod ochroną, więc TZOowi nic do tego. chociaż jak się zastanowić,
                      koty lubią zamęczać jedzenie zanim je pochłoną. więc może jednak?
                      postuluję dawać im myszy hodowlane. białe, z atestem. może na FKuchnia
                      podpowiedzą jak smacznie rpzyrządzić myszki żeby kotu smakowało? big_grin
                      • kawka74 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:00
                        Niby tak, ale przypominam Ci, że jestem Miłośniczką Zwierząt smile Myszy też się
                        coś nalezy od życia, nie?
                • kawka74 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 11:51
                  Tylko go nie zastrzel jak Pawlak, jeśli się zbiesi smile
                  Ja tam wolę egipskie podejście do kotów.
                  • joanna266 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 11:53
                    o matko a co by było gdyby kocina zwymiotowała taka nadtrawiona myche.sprzątac
                    by trzeba było pawika puszczajacwink
                    • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 11:56
                      joanna266 napisała:

                      > o matko a co by było gdyby kocina zwymiotowała taka nadtrawiona myche.sprzątac
                      > by trzeba było pawika puszczajacwink

                      a nad każdą kupą jaką twoje dziecko walnie w papmersa też puszczasz pawia? smile
                      • joanna266 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:01
                        myszami moje dziecko raczej nie s..
                        • moofka Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:07
                          odnosnie pozartych myszy smile
                          jako dziecko mialam mase myszek japonskich, ktore uwielbialam szalenie
                          myszki mnozyly sie jak to myszki
                          kiedys doznalam szoku kiedy zobaczylam jak pan mysz zezarl swoje mysiatko
                          a skrwawione szczatki zostawil
                          mama myszka zmarla przy porodzie z innym myszatkiem w polowie drogi
                          dlugo sie otrzasalam, wiecej samcow myszkow miec nie chcialam
                          a na tego pozeracza wlasnych dzieci, to bym kocisko napuscilam z radoscią tongue_outP
                          • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:13
                            moofka napisała:

                            > kiedys doznalam szoku kiedy zobaczylam jak pan mysz zezarl swoje mysiatko
                            > a skrwawione szczatki zostawil

                            zdarza się. czasem matka-mysz też pożera własne dzieci. czasami dlatego, że
                            niecierpliwy hodowca koniecznie musi zajrzeć do środka i obejrzeć oseski. pana
                            mysza natomiast należy izolowac od matki z dziećmi. w dużym skrócie - traktuje
                            je jak rywali, bo spora część zwierząt w ogóle nie podejmuje trudu, hm,
                            wspólnego wychowania smile. trudno wymagać od mysza żeby dotarła do niego wizja
                            ojcostwa i aktywnie zaczął uczestniczyć w pielęgnacji osesków suspicious
                        • kosheen4 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:09
                          joanna266 napisała:

                          > myszami moje dziecko raczej nie s..

                          aha. w pieluszkach regularnie znajdujesz wkłady do odświeżacza powietrza
                          pachnące lawendą?
                          • joanna266 koshhen wybacz 28.06.06, 12:11
                            ale w kazdym twoim poscie ostro CZUC ze sama dzieci nie posiadasz
                            • kawka74 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 12:14
                              I widzisz, Kosheen, doszliśmy do sedna sprawy. smile) Wiedziałam, że w końcu ktoś
                              wyciągnie tego asa z rękawa...
                              • kosheen4 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 12:16
                                kawka74 napisała:

                                > I widzisz, Kosheen, doszliśmy do sedna sprawy. smile) Wiedziałam, że w końcu ktoś
                                > wyciągnie tego asa z rękawa...

                                to już drugi raz kiedy ten as wyszedł z rękawa. czyżby karty były znaczone? wink
                                • kawka74 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 12:20
                                  To jest tajna broń, moja droga, jak już wszystkie inne szpile zostały
                                  wykorzystane, to się przyciska czerwony guziczek i fik! kosheen leży,
                                  przygnieciona ciężarem argumentu. wink
                                  • joanna266 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 12:22
                                    alez wronko ja nikogo nie zamierzam tu przyciskac.a kosheen pełny szacuneczke
                                    ma u mniesmile))
                            • kosheen4 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 12:14
                              joanna266 napisała:

                              > ale w kazdym twoim poscie ostro CZUC ze sama dzieci nie posiadasz

                              a czy kiedykolwiek twierdziłam co innego?
                              • joanna266 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 12:17
                                i to mi sie podoba.zadne tam sciemywink))
                                • kosheen4 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 12:27
                                  ja się wypowiadam w tym wątku jako bezdzietna z psami. imho podcieranie brudnej
                                  pupy niemowlaka jest równie "przyjemne" jak sprzątanie kociej kuwety, sprzątanie
                                  po chorym psie który nie zdąży na spacer, wymienianie pampersa osobie obłożnie
                                  chorej, leczenie zaparcia lewatywą itd.
                                  spośród grupy ludzi wykonujących te czynności zdaje się tylko niektóre matki
                                  wykonują je ze śpiewem na ustach i radością big_grin bo przecież działają w imię
                                  wyższego celu. reszta zwyczajnie spełnia swój obowiązek względem człowieka czy
                                  zwierzęcia.
                                  • agnieszkas72 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 12:55
                                    Przy zmianie pampersów nie obserwuję u siebie śladu obrzydzenia,czyszczenie
                                    kuwety lub sprzątanie zwierzęcych odchodów w innym miejscu to dla mnie przykra
                                    rzecz do odwalenia.Wprawdzie mam czwartego malucha i z dyskusji o niemowlęcych
                                    kupkach dawno wyrosłam(przy drugim chyba) ale myslę,że żadna matka nie
                                    porównałaby tych czynności.I ciężko osobie bezdzietnej wytłumaczyc
                                    dlaczego.Kąpię moje dziecko i zmieniam mu pieluchy z miłoscia,nie z zatkanym
                                    nosem.I nie widziałam jeszcze kobiety przewijającej dziecko z obrzydzeniem.
                                    • kosheen4 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 13:38
                                      agnieszkas72 napisała:


                                      > Kąpię moje dziecko i zmieniam mu pieluchy z miłoscia,nie z zatkanym
                                      > nosem.

                                      rozumiem że jedno wyklucza drugie? pełnymi haustami wciągasz ten boski zapaszek
                                      z pampka? tak, zmiana pieluchy to doznanie po prostu mistyczne.
                                      no prooooszę, tylko teraz bez bzdur że dopiero kiedy będę miała własne dziecko
                                      to przekonam się że jego kupa nie będzie mi śmierdziała. będzie. tak samo jak
                                      niepełnosprawna babcia leżąca w pampersie, psia kompromitacja w łazience czy
                                      kocie siuśki. do każdej z tych spraw staram się podchodzić racjonalnie: babcię
                                      trzeba podmyć, zwierzęce odchody uprzątnąć, bo sami tego nie zrobią. po prostu.
                                      nie wiem, może dziecięca kupka posiada faktycznie jakieś właściwości ekstatyczne
                                      i zmiany dokonuje się ze śpiewem na ustach. ale, pozwolisz, że nie spróbuję.
                                      • agnieszkas72 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 13:53
                                        Moze będziesz na tyle kulturalna żeby nie klasyfikowac cudzych wypowiedzi jako
                                        bzdur?Napisałam o sobie a to, co ty będziesz robiła czy czuła nie ma dla mnie
                                        żadnego znaczenia.I do niczego cię nie przekonuję,po prostu dokonałam porównania
                                        z szerszej perspektywy bo mam i dzieci i zwierzaki... Pampersy faktycznie
                                        zmieniam ze śpiewem na ustach,to jeden ze sposobów unieruchamiania mojego
                                        zywotnego synka...
                                        • moofka Re: koshhen wybacz 28.06.06, 13:57
                                          faktycznie natura tak to urzadzila, ze kupa wlasnego dziecka jest substancja
                                          neutralną dla matki, co wiecej niezwykle ciekawą

                                          a tak na marginesie, jakos nie moge sobie wyobrazic siebie w okresie
                                          przeddzieckowym jak w czerwcowy piekny dzien siedze na foro dla mamusiek i
                                          angazuje sie w dyskusja o niemowlecej kupie
                                          tongue_out
                                          • kosheen4 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 14:26
                                            moofka napisała:

                                            > faktycznie natura tak to urzadzila, ze kupa wlasnego dziecka jest substancja
                                            > neutralną dla matki, co wiecej niezwykle ciekawą

                                            tak, nie ma to jak przegrzebywanko pampersa w poszukiwaniu grudek złota big_grin

                                            > a tak na marginesie, jakos nie moge sobie wyobrazic siebie w okresie
                                            > przeddzieckowym jak w czerwcowy piekny dzien siedze na foro dla mamusiek i
                                            > angazuje sie w dyskusja o niemowlecej kupie
                                            > tongue_out

                                            stanowczo protestuję, brak wyobraźni u ciebie to już na pewno nie moja wina suspicious
                                            poza tym, spójrz na temat wątku - jako wytrawny klikacz z tysiącami postów na
                                            koncie powinnaś się orientować, że dyskusja niejednokrotnie idzie różnymi torami.
                                            a swoją drogą, jak już teoretyzujemy, to w okresie dzieciowym siedzieć przed
                                            komputerem i marnować swoje cięte riposty na bezdzietną kosheen4? zamiast wyjść
                                            z dzieckiem do parku? ;->
                                            • moofka Re: koshhen wybacz 28.06.06, 14:35
                                              kosheen4 napisała:

                                              > a swoją drogą, jak już teoretyzujemy, to w okresie dzieciowym siedzieć przed
                                              > komputerem i marnować swoje cięte riposty na bezdzietną kosheen4? zamiast
                                              wyjść
                                              > z dzieckiem do parku? ;->


                                              oj kosheen, czy jestes czy cie nie ma to ja klikam sobie
                                              dlaczego myslisz ze dla ciebie wlasnie zaniedbuje wlasne dziecko?
                                              ciekawy przyklad wirtualnego urojenia big_grinDD
                                              • kosheen4 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 14:45
                                                moofka napisała:


                                                > oj kosheen, czy jestes czy cie nie ma to ja klikam sobie

                                                widzę właśnie. klik, klik, klik... coś poza tym?

                                                > dlaczego myslisz ze dla ciebie wlasnie zaniedbuje wlasne dziecko?
                                                > ciekawy przyklad wirtualnego urojenia big_grinDD

                                                tak, bardzo ciekawy, tylko zastanawiam się przy którym monitorze. "chętnie
                                                wierzymy w to czego pragniemy i spodziewamy się, że nasze uczucia podzielają
                                                inni" - mądry był ten lapidarny cezar, mądry. jak już kiedyś napisałam, mam
                                                uczulenie na, hm (znowu wytną jak napiszę to słowo), panie które za pomocą
                                                półsłówek i finezyjnych aluzji tonem pobłażliwym starają się
                                                zdyskredytować cudzą opinię.
                                                • chloe30 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 14:48
                                                  Fascynująca wymiana zdań. Będe sobie cicho popkorn pogryzac i się
                                                  przyglądac big_grinDD
                                                  • kosheen4 popkorn? w pracy? 28.06.06, 14:52
                                                    chloe, niewdzięczny pracowniku suspicious
                                                    nawiasem mówiąc za moim migiem cały czas trzyma się mały kukuruźnik, chociaż
                                                    osiągnęłam już cztery machy. tylko, skubaniec, zmienił geometrię skrzydeł suspicious
                                                  • chloe30 Re: popkorn? w pracy? 28.06.06, 14:54
                                                    Popkorn jedna reką, druga piszę na forum, a ramieniem trzymam słuchawkę
                                                    telefonu. Jestem bardzo wydajnym pracownikiem big_grinDD
                                                  • kosheen4 Re: popkorn? w pracy? 28.06.06, 14:56
                                                    chloe30 napisała:

                                                    > Popkorn jedna reką, druga piszę na forum, a ramieniem trzymam słuchawkę
                                                    > telefonu. Jestem bardzo wydajnym pracownikiem big_grinDD

                                                    dobra dobra, pracownikiem tak. ale skoro nie masz ani dziecka robiącego kupę,
                                                    ani psa robiącego kupę, to co się wcinasz między pampersa a kosz na psią qpę? hę?
                                                  • chloe30 Re: popkorn? w pracy? 28.06.06, 15:01
                                                    Tylko z boczku popatruję sobie, przeca nie wypowiadam opinii o kupach.
                                                    Czyichkolwiek smile))
                                        • kosheen4 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 14:10
                                          agnieszkas72 napisała:

                                          > Moze będziesz na tyle kulturalna żeby nie klasyfikowac cudzych wypowiedzi jako
                                          > bzdur?


                                          "tylko teraz bez bzdur że dopiero kiedy będę miała własne dziecko
                                          to przekonam się że jego kupa nie będzie mi śmierdziała. "

                                          jeśli twierdzisz że kupa twojego dziecka NIE śmierdzi to jednak będę uważała to
                                          za bzdurę. jeśli mówisz o sobie, że kupa TWOJEGO dziecka TOBIE nie śmierdzi, to
                                          uznam że ot taka przypadłość jednostkowa. wydaje mi się że jest różnica między
                                          "nie śmierdzi" a "smrodek nie przeszkadza"
                                          ale z dziwactwa nie rób standardu.
                                      • lola211 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 14:00
                                        Kosheen- nie masz racji.
                                        Kupsko po swoim dziecku i pasie sprzatne bez mrugniecia okiem, w przypadku
                                        obcych- paw murowany.
                                        • kosheen4 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 14:04
                                          lola211 napisała:

                                          > Kosheen- nie masz racji.
                                          > Kupsko po swoim dziecku i pasie sprzatne bez mrugniecia okiem, w przypadku
                                          > obcych- paw murowany.

                                          do tego właśnie zmierzam. swój pies - posprzątam. swoje dziecko - posprząta
                                          każda z was. ale robić z tego czynność nieomal mistyczną - przez przesady smile i
                                          bez wmawiania że nie śmierdzi, chyba że matka podaje dziecku w kaszce odświeżacz
                                          powietrza.
                                        • joanna266 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 14:22
                                          ogłaszam wszem i wobec ze kupki noworodka i wczesnego niemowlaka nie smerdza
                                          wcale maja zapach kwasnego mlekawink
                                          • kosheen4 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 14:29
                                            joanna266 napisała:

                                            > ogłaszam wszem i wobec ze kupki noworodka i wczesnego niemowlaka nie smerdza
                                            > wcale maja zapach kwasnego mlekawink

                                            łobosze smile a kiedy to mija? razem z zielonym kolorem? smile
                                            • joanna266 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 14:32
                                              zielony kolor swiadczy o chorobie.a mija to wraz z przejsciem z diety mlecznej
                                              na produkty stałesmile)
                                              • kosheen4 Re: koshhen wybacz 28.06.06, 14:37
                                                joanna266 napisała:

                                                > zielony kolor swiadczy o chorobie.a mija to wraz z przejsciem z diety mlecznej
                                                > na produkty stałesmile)

                                                (a-ha! w takim razie już rozumiem, dlaczego niektóre matki tak długo optują za
                                                karmieniem piersią big_grin
                                                tira rira, zasłanianie się więzią z dzieckiem, zdrowiem dziecka... a tu o
                                                wrażliwość nosa chodzi! wink)

                                                dzięki za info.
                                                smile
        • lola211 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 11:35
          Moze by tak wykazac odrobine zrozumienia? Moja szwagierka jest osoba bezdzietna-
          nie z wyboru bynajmniej.Ma za to 2 psy, ktorym po trosze matkuje.Ja to
          rozumiem, nie dziwie sie wcale.Stara sie w towarzystwie bedac nieprzesadzac,
          ale widze, ze te psy to dla niej wypelnienie pustki- moze wlasnie dzieki nim
          zachowuje pogode ducha i nie jest zgorzkniala?
          • agnieszkas72 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 11:45
            Ależ oczywiscie i ma do tego prawo,skoro własnie tak jej się życie ułożyło.Tylko
            bywa i tak,że osoby z czułością matkujące psom i kotkom równoczesnie odczuwają
            jakiś niedosyt bo z patologiczną wręcz niechęcią wypowiadają się na temat
            cudzych dzieci.
            Pani, która ma córunię-pitbulla nadal jest moją sympatyczną znajomą,życzliwą w
            stosunku do moich dzieci.
            • lola211 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:18
              Najmniej wyrozumiali sa bezdzietni wlasciciele zwierzatek oraz "bezzwierzecy"
              posiadacze dzieci- najlepiej, gdy ma sie w domu i jedno i drugie, poziom
              tolerancji znacznie wzrasta.
              • joanna266 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:19
                ja mam trzy do trzech.troje dzieci i trzy zwierzaki 2 koty i 1 suke.
              • alexandra74 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 12:59
                Najmniej wyrozumiali sa bezdzietni wlasciciele zwierzatek oraz "bezzwierzecy"
                > posiadacze dzieci- najlepiej, gdy ma sie w domu i jedno i drugie, poziom
                > tolerancji znacznie wzrasta.


                Z pewnością, zgadzam sięsmile
    • chupachups1 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 14:37
      Nisar zgadzam się z Tobą. Niektórzy miłośnicy zwierząt nie rozumieją tez, ze
      czasami ich miłośc jest zwykłym męczeniem zwierzęcia np. ubieranie w
      fatałaszki, kapelusze, częste wizyty u fryzjera, karmienie ludzkimi łakociami.
      Normalnie doprowadza mnie cos takiego do szału jak widzę pańcię z lubością
      miętoszącą swojego pupila , obsypującą go pocałunkami a zwierzę błaga wzrokiem
      o litość.
      Natomiast nie rozumiem porównania, które pojawiło sie w jednym poście " jeden
      lubi jabłka a drugi pomarańcze" Nie można porównać dzicka i psa. Można
      powiedzieć jeden lubi kobiety a inny mężczyzn, jeden lubi duże psy a inny
      yorki. Dziecko to człowiek, którego wychowujesz na przyszłego obywatela, który
      kiedyś będzie pracowała m.in. na twoją emeryturę. Natomiast nawet najukochańsze
      zwierzę, to zwierzę.
      • joanna35 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 14:45
        Natomiast nawet najukochańsze
        >
        > zwierzę, to zwierzę.
        Owszem, ale to jest MOJE zwierzę i nic nikomu do tego co ja z nim robię we
        własnych czterech ścianach przy zachowaniu zasad pokojowego współżycia z resztą
        społeczności. I możesz mi wierzyć, że ktoś kto się wtrąca do mojego psa,
        denerwuje mnie tak samo jak ktoś kto się czepia mojego dziecka. Właśnie
        dlatego, że i jedno i drugie jest MOJE.
        • chupachups1 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 15:04
          A jak sie ma do tego tak głośna ostatnio (nie raz i na tym forum poruszana)
          milcząca obojętność sąsiadów wobec maltretowanego dziecka czy zwierzęcia? tzn.
          dokładnie ujmując walka z tą obojętnością, tworzenie błękitnych linii itp.
          • joanna35 Re: Bezdzietność a zwierzaczki domowe 28.06.06, 17:13
            chupachups1 napisała:

            > A jak sie ma do tego tak głośna ostatnio (nie raz i na tym forum poruszana)
            > milcząca obojętność sąsiadów wobec maltretowanego dziecka czy zwierzęcia?
            tzn.
            > dokładnie ujmując walka z tą obojętnością, tworzenie błękitnych linii itp.
            Szczerze? Nie wiem jak się ma - a pisząc to mam na myśli tylko siebie -
            ponieważ w moim otoczeniu nie zauważyłam, nie słyszałam żeby ktoś maltretował
            swoje dziecko czy zwierzęta więc nie wiem jak zachowałabym się w takiej
            sytuacji. Ludzie lubią o sobie dobrze myśleć - w tym ja też, więc mam nadzieję,
            że nie byłabym obojętna, ale "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono". Natomiast
            jeżeli chodzi o wszelkie ww. akcje - jestem jak najbardziej za. Jak już wyżej
            pisałam - mam dwoje dzieci, w tym jedno niepełnosprawne, mam dwie sunie - w tym
            jedną bez łapki, obie ze schroniska, ale nie zauważyłam jak dotąd u siebie
            znieczulicy wobec cudzego potomstwa. Nie mam tu co prawda na myśli jakichś
            spektakularnych akcji na miarę ratowania życia, ale np. "dożywianie" kolegów
            mojego dziecka, goszczenie ich po kilka godzin dziennie, służenie pomocą w
            opiece nad nimi kiedy ich rodzice, z którymi jestem na "dzień dobry" mają coś
            do załatwienia itp.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka