Luźny wakacyjny temat.
Ja może 3 razy w życiu i zawsze to było na imprezie domowej.
Raz kolega mnie upił czeską wódką (17 lat), skończyło się na wielkim siniaku
na ręce gdy zemdlałam w kibelku, normalnie na 3 sek. urwał mi się film i
wylądowałam pod wanną

, jak wstałam to byłam już trzeźwa, tak się wystraszyłam.
Drugi raz na studiach jak graliśmy w karty, tak fajnie się siedziało i piło,
koło północy próbowałam wstać ze stołka bo mi się niedobrze zrobiło, dałam
radę doczłapać się na czworakach do wc gdzie był przysłowiowy "paw" i kolejny
"paw" i tak jeszcze kilka "pawi" jak zdążyłam już dojść do siebie, wykąpać się
i w końcu wyszłam to oni dalej w karty grali i jedyne pytanie jakie padło to:
napijesz się ... "a co se bede żałować

"
I ostatnie przegięcie to 3 lata temu, wypiłam może 3 driny i 2 piwa i czułam
się oki, ale balowaliśmy do 4 rano a ja o 6 wyszłam do pracy.
Pamiętam tylko dreszcze, że było mi słabo i że koledzy robili mi herbatki,
kawki i po śniadanie do sklepu biegli, wtedy nawet odmówiłam porannego papieroska.