enhe
21.07.06, 15:30
Zwróciłam uwagę młodej mamie, której pociecha spała w wózku, a pies (mały)
latał po placu zabaw, doskakiwał do dzieci (chciał się bawić) i wyglądał za
smakołykami (ciastka w rękach, jedzenie w reklamówkach pod wózkami).
Poprosiłam, żeby zapięła go na smycz, bo dzieciaki (trzylatki) boją się (pies
był młody i taki "postrzelony"). A ona mi na to, że "on nie gryzie i tak w
ogóle to dzieci go zaczepiają" (nie wiem, jak to dostrzegła, siedziała z nosem
w gazecie i w dodatku plecami do). Więc mówię, że psy w parku powinny być na
smyczy, szczególnie przy placach zabaw dla dzieci.
Zjechałam faceta z jamnikiem, który to jamnik skoczył na chłopczyka jadacego
s.p.o.k.o.j.n.i.e na rowerku. Pan stwierdził oburzony: "no przecież nic sie
nie stało". Dziecko zaniosło się płaczem, bo ni z tego, ni z owego miało psa
na plecach...
Nie wytrzymałam tez przy jednej sytuacji - ok 6 dzieci bawi się między
drzewami w środku paku, obok dobiega pies i centralnie między nimi wali
kupsko, pani siedzi na ławeczce zadowolona...
Jestem upierdliwa?
Być może. Ale sama mam psa i uważam, że to ja mam obowiązek myśleć za niego,
bo to tylko zwierzę i wyprowadzać go, a nie puszczać samopas.