No normalnie cały dzisiejszy dzień wykreca mi się żołądek ze strachu

.
Po urodzeniu dziecka (rok temu) wiele sie w moim zyciu zdarzylo - wiele
zlego. Jednak obecnie postanowilam "łapać wiatr w żagle" i pozapisywalam sie
na kursy o jakich zawsze marzylam. Prgane rozwijac sie artystycznie. Jutro
zaczynam kurs z corela a od wrzesnia ide na warsztaty plastyczne. O ile
komputer mnie nie przeraza to perspektywa twarza w twarz ze sztaluga jest
porazajaca. Z nerwow mam sztywna szyje i ciezko przelykac mi sline, nic nie
moge robic i o niczym innym nie mysle. Jednak jest to cos o czym zawsze
marzylam i teraz mam moge to zdobyc. Bardzo boje sie porazki. Wciaz sobie
wyobrazam, ze nie bede umiala namalowac ani jednej prostej kreski a jesli
mialaby byc krzywe to wszystkie beda proste i w koncu wszyscy łącznie ze mna
zaczna mi spiewac " ... i co ja robie tu, uuuu ...). Ostatni styk z plastyka
mialam w szkole podstawowej

DD, a obecnie jestem po studiach (wiec to bylo
raczej dawno temu

DD). No po prostu umieram ze strachu.