mijaczek
02.09.06, 21:40
To bedzie bardzo dluga historia, ale inaczej sie nie da, bo sytaucja jest tak
zakrecona, ze trudno w nia uwierzyc nie bedac w niej, a co dopiero tylko
czytajac jakies wyrywki...
Postaram sie krotko i na temat.
Mam 25 lat, meza, 32 lata i coreczke 11 m-cy. Meza poznalam bedac operka w
USA. W tym czasie maz mieszkal z rodzicami. Nie, nie zapalila mi sie lapmka
ostrzegawcza, poniewaz bylo to mieszkanie tymczasowe zwiazane z pracowaniem
nad jakims tam kontraktem...to juz osobna historia. Na poczatku nic nie
zwiastowalo wiekszych problemow. Jego mame poznalam praktycznie tego samego
dnia [impreza byla u niego w domu], od razu sie polubilysmy [i tak jest do
dzisiaj, nie mialysmy ze soba jeszcze ani jednego spiecia]. Od razu mozna
poznac po kim moj maz odziedziczyl wiekszosc cech... Oboje sa troche
flegmatyczni i zbytnio zorientowani na detale ale spoko, da sie przezyc...
Ojca Erika poznalam po jakims czasie... gruby, siwy, na wpol lysy facet
wiecznie siedzacy przed tv z kompem na kolanach, nigdy nawet nie podnoszacy
glowy gdy wchodzilam do domu, nigdy nie odpowiadal na moje dzien dobry...a
jesli juz to tylko mruknieciem i zaraz wracal do swojego laptopka... Bylam
przekonana, ze po prostu mnie nie lubi. Erik mowil, ze to nie ja, to on.Ok.
Wszystko bylo spoko.Po 5 m-cach wrocilam do Polski dokonczyc studia.Erik
przyjezdzal do mnie co 7 tyg. na 4 tyg., wiec nasz zwiazek przetrwal... w
mailach i rozmowach telefonicznych czesto mi opowiadal o problemach z ojcem,
ze wszystko i wszystkich kontroluje, szantazuje, wydziera sie o byle co, a z
drugiej strony jest absolutnie uposledzony socjalnie... nie potrafi zachowac
sie wsrod ludzi, nie ma praktycznie znajomych, nie rozmawia z nikim, nie jest
mily... Wydawalo mi sie, ze go rozumiem, bo moj tato tez nie nalezy do osob o
usposobieniu owieczki, ale mimo wszystko jest gosciem do pogadania... Po
obronie Erik przyjechal po mnie i wrocilismy do Stanow...Erika rodzice
przygotowywali sie do sprzedazy domu [Erik pracuje w firmie ojca jako
menadzer]. Dom jednak wymagal kompletnego remontu.. Erik zapie...lal 12 m-cy
[sic!] czesto z jednym dniem wolnym w tygodniu za marne $8/h... juz ten sam
fakt nadaje sie do oddzielnej analizy...Kiedy ja tam przyjechalam rowniez
zaczelam pomagac przy remoncie domu. To, co zobaczylam i uslyszalam tam
przeszlo wszelkie moje wyobrazenia...Ojciec Erika jest apodytktyczny, jest to
czlowiek autentycznie chory psychicznie, ktoremu sie wydaje, ze ma prawo
kontrolowac wszystko i wszystkich... Do swojej zony nie ma zadnego szacunku,
do swojej corki rowniez, natomiast Erik jest jego ulubionym popychadlem... to
juz nawet nie jest "przynies, podaj, pozamiataj"...to jest jakis chory uklad
wypracowany przez 32 lata zycia mojego meza, ktory polegal na tym, ze z jednej
strony Erik byl cale zycie utwierdzany w przekonaniu, ze jest nikim bez
swojego ojca, ze jesli nie w jego firmie, to najwyzej moze znalezc prace w
McDonalds'ie, ze jest winny swojemu ojcu to za college [Erik skonczyl
zarzadzanie zasobami naturalnymi na University of Colorado, wiec ma porzadne
wyksztalcenie, nie jakis tam community college], to za dach nad glowa, to za
cos innego znowu, a z drugiej strony erik jest jedynym towarzystwem swojego
ojca... Erik zdecydowal,ze jak tylko skonczy z tym domem, przenosimy sie do
Colorado i zaczynamy zycie od nowa [rodzice mieszkali w New Jersey]... co sie
okazalo? W takim razie Erika ojciec przenosi firme rowniez do Colorado i oni
sie tez przeprowadza... Wpadlam w histerie... Erik obiecywal mi, ze skoro
bedziemy mieszkac osobno to nie bede musiala go widziec, zawsze bedziemy
zajeci jak oni beda dzwonic, bedziemy miec wlasne zycie, etc. uwierzylam...
Przeprowadzilismy sie. Mieszkamy okolo godziny jazdy autem od rodzicow Erika.
Erik od ponad roku pracuje w biurze firmy, ktorej zalozycielem jest jego
ojciec... Odkad pamietam Erika ojciec co chwile kaze mu przyjezdzac do siebie
do domu,zeby cos w nim zrobic... a to posprzatac garaz, a to ulozyc podlogi, a
to wymalowac cos, etc. Do tego w kazdy weekend dzowni do nas i mowi "jade do
was, zalatwcie mi przepustke na bramie". Nie pyta sie czy mamy czas, czy
jestesmy w domu, czy mamy jakies plany. Jego pretekstem jest odwiedzanie Emki.
jakis czas temu Erika ojciec zaczal naciskac mojego meza, zeby zlozyl papiery
na program MBA...dostal sie do kilku szkol w Europie, zdecydowalismy, ze
pojedziemy do Rotterdamu. Wyjezdzamy za miesiac. Do tego czasu jego ojciec
wymyslil 1000 rzeczy, ktore maja byc zrobione w jego domu zanim wyjedziemy...
Nie wazne, ze Erik powinien sie uczyc, ze mamy wlasne problemy, ze Erik
powinien mnostwo rzeczy zrobic w biurze...nastepna sprawa - Erika ojciec placi
mu wystarczajaco duzo, zebysmy mogli przezyc od pierwszego do pierwszego,
niestety za malo bysmy mogli odlozyc cokolwiek [jestem pewna, ze przemyslal to
sobie], mieszkamy w wynajetym mieszkaniu, jezdzimy jednym z tescia aut, nie
mamy zadnych oszczednosci, za to male dziecko, ktore kosztuje fortune i nie
pozwala mi isc do pracy [zreszta sie wyprowadzamy]... Tesc uzywa szantazu,
zeby wymoc na nas to, co chce... jesli tylko mu podpadniemy to wysyla Erikowi
maila o tresci "jutro masz mi oddac samochod, nie place za twoja szkole,
odcinam wszelka pomoc, a jesli spoznisz sie choc minute do pracy to cie
zwalniam"... Zapytacie sie co my takiego robimy temu biednemu staruszkowi?
Ostatnio na przyklad pojechalismy na zakupy, on zadzwonil, chcial przyjechac a
my mu powiedzielismy, ze po pierwsze nie ma nas w domu, a po drugie mamy
dzisiaj tyle spraw do zalatwienia, ze niestety nie pasuje nam... rzucil
sluchawka, za chwile oddzwonil, powiedzial, ze nie zawiezie mojej mamy i
siostry do NJ, ze nie zaplaci za szkole, ze odetnie wszelka pomoc. ZA CO????
ZA TO, ZE NIE BYLO NAS W DOMU!!!! I tak jest non stop... Krzyki, afery,
szantaze, ja mam fobie...dzisiaj jest sobota...on wlasnie jedzie... ja sie
ewakuuje, bo mam odruchy wymiotne na jego widok... Czemu ludzie traktuja
wlasna rodzine w ten sposob? Czemu dorosli ludzie nie moga miec wlasnego
zycia? Czemu nie moge decydowac o sobie? nienawidze go...