Dodaj do ulubionych

Moje zycie to horror-mega dlugie!!!!

02.09.06, 21:40
To bedzie bardzo dluga historia, ale inaczej sie nie da, bo sytaucja jest tak
zakrecona, ze trudno w nia uwierzyc nie bedac w niej, a co dopiero tylko
czytajac jakies wyrywki...
Postaram sie krotko i na temat.
Mam 25 lat, meza, 32 lata i coreczke 11 m-cy. Meza poznalam bedac operka w
USA. W tym czasie maz mieszkal z rodzicami. Nie, nie zapalila mi sie lapmka
ostrzegawcza, poniewaz bylo to mieszkanie tymczasowe zwiazane z pracowaniem
nad jakims tam kontraktem...to juz osobna historia. Na poczatku nic nie
zwiastowalo wiekszych problemow. Jego mame poznalam praktycznie tego samego
dnia [impreza byla u niego w domu], od razu sie polubilysmy [i tak jest do
dzisiaj, nie mialysmy ze soba jeszcze ani jednego spiecia]. Od razu mozna
poznac po kim moj maz odziedziczyl wiekszosc cech... Oboje sa troche
flegmatyczni i zbytnio zorientowani na detale ale spoko, da sie przezyc...
Ojca Erika poznalam po jakims czasie... gruby, siwy, na wpol lysy facet
wiecznie siedzacy przed tv z kompem na kolanach, nigdy nawet nie podnoszacy
glowy gdy wchodzilam do domu, nigdy nie odpowiadal na moje dzien dobry...a
jesli juz to tylko mruknieciem i zaraz wracal do swojego laptopka... Bylam
przekonana, ze po prostu mnie nie lubi. Erik mowil, ze to nie ja, to on.Ok.
Wszystko bylo spoko.Po 5 m-cach wrocilam do Polski dokonczyc studia.Erik
przyjezdzal do mnie co 7 tyg. na 4 tyg., wiec nasz zwiazek przetrwal... w
mailach i rozmowach telefonicznych czesto mi opowiadal o problemach z ojcem,
ze wszystko i wszystkich kontroluje, szantazuje, wydziera sie o byle co, a z
drugiej strony jest absolutnie uposledzony socjalnie... nie potrafi zachowac
sie wsrod ludzi, nie ma praktycznie znajomych, nie rozmawia z nikim, nie jest
mily... Wydawalo mi sie, ze go rozumiem, bo moj tato tez nie nalezy do osob o
usposobieniu owieczki, ale mimo wszystko jest gosciem do pogadania... Po
obronie Erik przyjechal po mnie i wrocilismy do Stanow...Erika rodzice
przygotowywali sie do sprzedazy domu [Erik pracuje w firmie ojca jako
menadzer]. Dom jednak wymagal kompletnego remontu.. Erik zapie...lal 12 m-cy
[sic!] czesto z jednym dniem wolnym w tygodniu za marne $8/h... juz ten sam
fakt nadaje sie do oddzielnej analizy...Kiedy ja tam przyjechalam rowniez
zaczelam pomagac przy remoncie domu. To, co zobaczylam i uslyszalam tam
przeszlo wszelkie moje wyobrazenia...Ojciec Erika jest apodytktyczny, jest to
czlowiek autentycznie chory psychicznie, ktoremu sie wydaje, ze ma prawo
kontrolowac wszystko i wszystkich... Do swojej zony nie ma zadnego szacunku,
do swojej corki rowniez, natomiast Erik jest jego ulubionym popychadlem... to
juz nawet nie jest "przynies, podaj, pozamiataj"...to jest jakis chory uklad
wypracowany przez 32 lata zycia mojego meza, ktory polegal na tym, ze z jednej
strony Erik byl cale zycie utwierdzany w przekonaniu, ze jest nikim bez
swojego ojca, ze jesli nie w jego firmie, to najwyzej moze znalezc prace w
McDonalds'ie, ze jest winny swojemu ojcu to za college [Erik skonczyl
zarzadzanie zasobami naturalnymi na University of Colorado, wiec ma porzadne
wyksztalcenie, nie jakis tam community college], to za dach nad glowa, to za
cos innego znowu, a z drugiej strony erik jest jedynym towarzystwem swojego
ojca... Erik zdecydowal,ze jak tylko skonczy z tym domem, przenosimy sie do
Colorado i zaczynamy zycie od nowa [rodzice mieszkali w New Jersey]... co sie
okazalo? W takim razie Erika ojciec przenosi firme rowniez do Colorado i oni
sie tez przeprowadza... Wpadlam w histerie... Erik obiecywal mi, ze skoro
bedziemy mieszkac osobno to nie bede musiala go widziec, zawsze bedziemy
zajeci jak oni beda dzwonic, bedziemy miec wlasne zycie, etc. uwierzylam...
Przeprowadzilismy sie. Mieszkamy okolo godziny jazdy autem od rodzicow Erika.
Erik od ponad roku pracuje w biurze firmy, ktorej zalozycielem jest jego
ojciec... Odkad pamietam Erika ojciec co chwile kaze mu przyjezdzac do siebie
do domu,zeby cos w nim zrobic... a to posprzatac garaz, a to ulozyc podlogi, a
to wymalowac cos, etc. Do tego w kazdy weekend dzowni do nas i mowi "jade do
was, zalatwcie mi przepustke na bramie". Nie pyta sie czy mamy czas, czy
jestesmy w domu, czy mamy jakies plany. Jego pretekstem jest odwiedzanie Emki.
jakis czas temu Erika ojciec zaczal naciskac mojego meza, zeby zlozyl papiery
na program MBA...dostal sie do kilku szkol w Europie, zdecydowalismy, ze
pojedziemy do Rotterdamu. Wyjezdzamy za miesiac. Do tego czasu jego ojciec
wymyslil 1000 rzeczy, ktore maja byc zrobione w jego domu zanim wyjedziemy...
Nie wazne, ze Erik powinien sie uczyc, ze mamy wlasne problemy, ze Erik
powinien mnostwo rzeczy zrobic w biurze...nastepna sprawa - Erika ojciec placi
mu wystarczajaco duzo, zebysmy mogli przezyc od pierwszego do pierwszego,
niestety za malo bysmy mogli odlozyc cokolwiek [jestem pewna, ze przemyslal to
sobie], mieszkamy w wynajetym mieszkaniu, jezdzimy jednym z tescia aut, nie
mamy zadnych oszczednosci, za to male dziecko, ktore kosztuje fortune i nie
pozwala mi isc do pracy [zreszta sie wyprowadzamy]... Tesc uzywa szantazu,
zeby wymoc na nas to, co chce... jesli tylko mu podpadniemy to wysyla Erikowi
maila o tresci "jutro masz mi oddac samochod, nie place za twoja szkole,
odcinam wszelka pomoc, a jesli spoznisz sie choc minute do pracy to cie
zwalniam"... Zapytacie sie co my takiego robimy temu biednemu staruszkowi?
Ostatnio na przyklad pojechalismy na zakupy, on zadzwonil, chcial przyjechac a
my mu powiedzielismy, ze po pierwsze nie ma nas w domu, a po drugie mamy
dzisiaj tyle spraw do zalatwienia, ze niestety nie pasuje nam... rzucil
sluchawka, za chwile oddzwonil, powiedzial, ze nie zawiezie mojej mamy i
siostry do NJ, ze nie zaplaci za szkole, ze odetnie wszelka pomoc. ZA CO????
ZA TO, ZE NIE BYLO NAS W DOMU!!!! I tak jest non stop... Krzyki, afery,
szantaze, ja mam fobie...dzisiaj jest sobota...on wlasnie jedzie... ja sie
ewakuuje, bo mam odruchy wymiotne na jego widok... Czemu ludzie traktuja
wlasna rodzine w ten sposob? Czemu dorosli ludzie nie moga miec wlasnego
zycia? Czemu nie moge decydowac o sobie? nienawidze go...
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 02.09.06, 21:52
      Odpowiedź w ostatnim akapicie.
      Odciąć się totalnie, wyjechać na koniec świata (inny), przestać korzystać z
      jakiejkolwiek pomocy tatusia Erika. Pożycza Wam samochód - oddać. Nie chce
      kogoś zawieźć - bdb. same dojadą. Nawet jakby pizzą częstował to nie jeść, bo
      wypomni.
      Rodzina dała się zaszantażować gościowi lubiącemu władzę. Jedyna metoda to kop.
    • roksanaa22 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 02.09.06, 21:53
      przykra sprawa.niestety ale jestescie na jego lasce i nielasce.najlepszym
      rozwiazaniem byloby samemu odciac sie od niego.jesli maz ma wyksztalcenie to
      napewno znajdzie dobra prace.dacie rade!

      tesciu widocznie na sile chce was utrzymac przy sobie.ze strachu przed
      samotnoscia i brakiem pomocy w pracy dziala destrukcyjnie na rodzine.

      na poczatku pewnie bedzie wam ciezko ale zwiewajcie poki czas.nie psujcie sobie
      krwi chorym ukladem.
      pozdrawiam roksana
      • agysa Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 02.09.06, 21:59
        Odciąć się a po pewnym czasie będziecie się zastanawiać czemu tak późno.
    • virtual_moth Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 02.09.06, 22:02
      mijaczek napisała:

      > Czemu nie moge decydowac o sobie?

      Och, to proste - bo nie jesteś niezależna. Inaczej NIKT swoimi warunkami nie
      psułby Ci humoru/rozkładu dnia/planów/zycia.
      Owszem, mozna i nawet nalezy byc zależnym od męża, zwłaszcza emocjonalnie (bo
      finansowo to nie bardzo), ale od teścia, teściowej, matki, ojca?
      Jesteś chyba dużą dziewczynką i powinnaś sama na to wpaść.
      Wszyscy Ci tu napiszą (idę o zakład), aby mąż poszukal innej pracy, chocby i w
      tym samym mieście.
      Pozdrawiam
    • sakada Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 02.09.06, 22:11
      O rany... To okropne co piszesz. Mój mąż także ma baaardzo podobnego ojca -
      gbura, chama, wiecznie mającego jakieś żądania, pretensje. Jego także cała
      rodzina nie trawi. Męża mama (fajna kobieta) odcięła się przez niego od
      wszystkich. My także mieszkamy blisko teściów, ale na szczęście nie jesteśmy
      zależni od nich w żaden sposób więc jeśli przybywa z wizytą (oczywiście także
      niezapowiedzianą) mówimy, że nam się spieszy i wychodzimy właśnie - koniec.
      Facet jest tak walnięty, że swojej córce (męża siostra niepełnoletnia jeszcze)
      zabiera pieniądze ofiarowane przez dziadków, zabiera jej także to, co sobie w
      wakacje wypracowała. Swoją żonę kiedyś dotkliwie pobił, od mojej mamy na
      dzieńdobry próbował pożyczać kasę... Mówię Ci - skończony łajdak i zero. Do
      niczego nie doszedł w życiu, ale wszyscy mają mu dziękować na kolanach za to,
      że w ogóle jest. Jedyna rada - uniezależnić się od teścia i zerwać z nim
      kontakty. Inaczej nigdy nie da Wam spokoju.
      • zojkaojka Re: Będzie dobrze! 02.09.06, 22:50
        Ja to przeszłam z teściami.I co?I postawiłam wszystko na głowie by wyjechać z
        mężem na studia do innego miasta.Nasłuchaliśmy się żę ho,ho!A to że głodować
        będziemy , a że studiów nie pokońcczymy.Moją mamę prosił żeby nam
        niepozwoliłasmile)))))!!!!!!No i to oni sobie nie poradzili!!!!Zawiesili życie na
        kołku na czas naszej nieobecności-nie ogrzewali np mieszkania bo dla nich
        samych to nie warto!!!!Psychicznie sobie nie radzili z samotnością.Pocierpieli
        ale na charakter dobrze im to zrobiło.A mój mąż to się poprostu na nowo
        narodziłsmile))))Ale przeżyliśmy wtedy rok potwornej biedy-to fakt.Potem niestety
        zamieszkaliśmy z nimi na dwa lata-najgorsze lata w moim życiu, ale już nigdy
        nie zdołali wziąść go tak pod pantofel.Widuję ich ze trzy razy w roku ale
        zapraszam na wszystkie urodziny i święta.Tak gdzieś ze trzy lata od opuszczenia
        ich domu przeszła mi złość na nich i zupełnie przestałam przejmować się ich
        opinią.Mój mąż nawet chyba szybciej się "odgiął".I wiecie co?Taki typ
        osobowości natychmiast wyczuwa że nie jest się typem ofiary, i wręcz się łasi
        wtedy i przymila.Ale dodam tu że mieszkamy o pół godziny drogi od teściów , że
        zawsze pozwalałam dzieciom na kontakty z nimi , i że mąż dba o nich.Tylko że to
        on ocenia teraz co trzeba zrobić, i co jest pilne.
        Teraz nasze kontakty z teściami oceniam na 3+ .Ale ja mam komfort na 6+ bo mnie
        oni już nie ruszająsmile))I te męki przez które przeszliśmy były nie tylko winą
        ich charakterków ale też naszej niedojrzałości.No i finansowej
        zależności.Zróbcie wszystko by się z tego układu wyrwać , a zacznijcie od
        zmiany pracy!!!!!!Bez tego nic się nie uda bo on się z pewnością nie zmieni!!!!
        odwagi i siły życzesmile
    • oxygen100 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 02.09.06, 22:16
      Wiac. Wiac gdzie pieprz rosnie. Jestescie dorosli mozecie o sobie decydowac.
    • g0sik Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 02.09.06, 22:19
      Dokładnie tak! Skoro mąż ma solidne wykształcenie to dlaczego nie poszuka sobie
      innej pracy niż u tatusia? Skoro jesteście dorośli dlaczego jeździcie
      samochodem teścia i dlaczego teść płaci za szkołę dorosłego syna? Dopóki teść
      Was utrzymuje będzie dyktował warunki...Trwacie w takim układzie z wygody czy z
      lenistwa?
      • joanna266 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 02.09.06, 22:25
        jedynym wyjsciem jest pełna ewakuacja.nie zniosłabym takiego zycia dłuzej niz
        tydzien.tyle starczyłoby mi na spakowanie manatków i znalezienie nowego lokum.
        • aureliana Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 02.09.06, 22:33
          skoro jestescie od niego uzaleznieni finansowo to jedynym rozwiazaniem jest po
          prostu nei krozystac z jego pomocy finansowej, wtedy nie ebdzie mial na was
          zadnego haka i problem z glowy.
    • kasik751 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 02.09.06, 22:41
      Mijaczek spadajcie do tego Rotterdamu i nigdy nie wracajcie albo nie podawajcie
      adresu jak sie studia skoncza.
      Tez nie rozumiem dlaczego Twoj maz nie ma innej pracy skoro ma tak dobre
      wyksztalcenie jak piszesz. To sie samo narzuca.
    • mieszkowamama Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 02.09.06, 22:42
      Z jednej strony powinnaś się cieszyć, że problem masz z teściem, a nie mężem, he
      he wink
      Wyjście jest tylko jedno, uciec na drugi koniec świata.
      Trzymam za Was kciuki... Powodzenia.
    • lenkaaa Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 02.09.06, 23:01
      Z tego co piszesz odnosze wrazenie, ze Twoj maz jest zupelnie uzalezniony
      psychicznie od swojego ojca. Napisalas, ze maz zdecydowal, ze po przeprowadzce
      do Colorado zaczniecie owe zycie, a jednak nic takiego sie nie stalo - nadal
      pracowal dla ojca i nadal pozwala sie szantazowac. Mysle, ze Twoj maz boi sie
      zerwac te wiezi z ojcem (jakkolwiek nie bylyby one toksyczne) bo nie wierzy, ze
      bez finansowego zaplecza ojca dalbyscie sobie rade. Byc moze pomogloby, gdybys
      podjela prace. Przyplyw jakiejkolwiek kwoty gotowki bylby bezcenny w Waszej
      sytuacji.
      Przyjazd do Europy daje Wam mozliwosc na podjecie proby uniezaleznienie sie.
      Nie zmarnujcie tej szansy.
    • andromeda_pana_tadka Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 02.09.06, 23:31
      wydaje mi sie, ze uzaleznienie finansowe twojego meza to sprawa drugorzedna i wbrew pozorom latwa
      do rozwiazania, dobre wyksztalcenie=dobra praca, wczesniej czy pozniej.
      Problemem pierwszorzednym jest uzaleznienie psychiczne twojego meza i calej reszty rodziny od tego
      psychola. Psycholowi udalo sie nawet wciagnec ciebie w te zaleznosc.
      Uciekajcie jak najszybciej. Najlepiej aby psychol nawet nie wiedzial gdzie sie znajdujecie, straci
      mozliwosci manipulacji, a twoj maz bedzie mial szanse na szybka nauke samodzielnosci i
      niezaleznosci.
      Trzymaj sie mijaczku.

      Ten Rotterdam tez mial bys sponsorowany przez psychola?


      • bea.bea Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 00:51
        a moze zabrac , męza do polski.....smile)
        choc nie wiadomo co gorsze..powrót tu..czy teśc..
        a powaznie to wiać i szukac niezalezności
        • blige Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 02:46
          tak jak pisaly dziewczyny: wszystko na jedna karte - uciekac! Jak nie teraz to
          nigdy. A sytuacja sie nie polepszy, a raczej bedzie gorzej. Maz jak piszesz ma
          dobre wyksztalcenie, poradzicie sobie. Tylko totalne odciecie jest dla Was
          ratunkiem.
          Walczcie o swoje dobro i dobro Emki.
          Zycze Wam powodzenia.
          • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 05:33
            Zaczne od tego, ze tak jak i wy, znam jedyne mozliwe rozwiazanie tej sytuacji.
            Wiem, ze trzeba przeciac ta niewidzialna pepowine, zwiac na drugi koniec swiata
            i juz nigdy nie przyjac zadnej "przyslugi"...
            Ale...tak jak napisaly lenkaaa i andromeda uzaleznienie psychiczne mojego meza i
            zreszta calej jego rodziny od tego psychola jest wieksze niz chyba finansowe....
            Musicie wyobrazic sobie rodzine, w ktorej ojciec jest dominantem, gdzie kazdy
            przejaw samodzielnosci jest duszony w zarodku, gdzie posiadanie wlasnego punktu
            widzenia jest rownoznaczn z byciem niewdziecznym bachorem, ktory zamiast cieszyc
            sie, ze Pana Boga za nogi zlapal narzeka i chce jeszcze wiecej...
            Nie wiem czy niedostatecznie sie wyrazilam w pierwszym poscie, ale my za miesiac
            wyprowadzamy sie do Holandii, bo Erik zaczyna MBA program, ktory jest oplacany
            przez jego firme, co w skrocie oznacza, ze jest oplaca ny przez jego ojca [firma
            sklada sie z erika ojca, wspolnika, erika i tlumaczki, bo dwoch programistow sie
            zwolnilo...haha...]
            Ja wiem, ze ta sytuacja jest absolutnie chora i to, co bede tu opisywac bedzie
            wywolywalo w was opinie w stylu "twoj maz tatusia potrzebuje do wszystkiego"...
            Powtarzam jeszcze raz...w tym momencie jestesmy uzaleznieni od niego finansowo,
            bo jesli moj maz stracilby prace jutro to nie mamy pieniedzy na nic... nawet na
            wykupienie sie z umowy o wynajem mieszkania... to jest jakies bledne chore
            kolo... nie mozemy sie uniezaleznic od niego, a on co chwila stwarza sytuacje, w
            ktorych robi nam jakas przysluge i my mamy byc mu wdzieczni, dziekowac, klaniac
            sie przed nim i w ogle zachowywac sie jakby zycie nam uratowal...
            Dla przykladu... w zeszlym tygodniu tesc przez nikogo nie proszony pojechal do
            Rotterdamu i znalazl nam mieszkanie...
            Moj maz wielokrotnie probowal wyrwac sie z tej protekcji swojego ojca, ale ja
            widze, ze on jest tak psychicznie stlamszony, ze po prostu nie daje rady...
            wiem, ze chcialby kopnac go w dupe, ale nie potrafi sie na to zdobyc... caly
            czas mi powtarza, ze gdybym ja pracowala... wiem, on ma racje, ale Emka ma 11
            m-cy i z roznych powodow dopiero teraz czuje sie na tyle komfortowo, ze moglabym
            zostawic ja z kims innym...a pracowac po to, zeby starczylo na nianie i nic
            wiecej to bez sensu... niby tez mam jakies tam wyksztalcenie [skonczylam
            filozosie], ale co ja mam zrobic z ta obsrana filozofia??? no nic... wyglada na
            to, ze za wszystko w zyciu zabralismy sie od dupy strony... najpierw trzeba bylo
            popracowac, odlozyc kase, potem zdecydowac sie na dziecko... a tak? jestemy w
            takim pacie, ze szok...
            Do tego wszystkiego Erika mama jest stlamszona przez tego chama, ze Erik nie
            chce jej zostawiac z nim... chociaz ona 95% czasu spedza caly czas w NJ, bo jej
            cudowny maz stwierdzil,ze moze ona sobie jeszcze popracowac przez 2 lata, zeby
            miec ubezpieczenie wliczone w emeryture... ona pozbyla sie problemu a my
            zostalismy niankami tej starej pierdoly...
            Anyway... jedziemy do Europy, ale ja stracilam wiare we wszystko...wiem, ze mamy
            siebie, kochamy sie mocno, Emcia dodaje nam skrzydel, ale najnormalniej w
            swiecie boje sie, ze jemu znowu cos odpie....li i bedzie kaszana za chwile...
            co zrobic, co powiedziec, zeby wrocic mezowi pewnosc siebie? [najwyrazniej
            dostanie sie do najlepszych szkol w Europie jeszcze go nie przekonalo...]
            jak rozmawiac na temat, ktorego tylko wspomnienie wywoluje burze? jak przekonac,
            ze moja perspektywa pozwala mi na spojrzenie na temat w inny sposob? jak
            wytlumaczyc, ze tacy gnoje nie rezygnuja z "ofiary" ot tak...ze to sie nigdy
            samo nie skonczy...ze my musimy uciec?
          • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 05:35
            wiadomosc z ostatniej chwili...
            jutro niedziela, a moj maz musi jechac do starego do domu, zeby cos tam z
            podlogami zrobic... nie pamietam weekendu, w czasie ktorego mielibysmy caly
            dzien dla siebie...
            ja juz nie moge...
            dzisiaj musialam uciec na pol dnia z wlasnego domu i nawet nie moglam wziasc
            Emki, bo przeciez byloby to uniemozliwianie staremu #^&!@#$ widzenie sie z jego
            wnuczka...
            • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 05:37
              i powtorze jeszcze raz... w tym wszystkim moj maz tez jest uparty jak stary
              osiol... wiecie...kocham go nad zycie i nigdy sie nie spinamy o nic innego jak
              tylko starego dziada, ale tego w nim pojac nie moge... on naprawde wierzy, ze po
              tym jak skonczy ten MBA to wszystkie problemy sie skoncza...
              czy zaufac?
              • andromeda_pana_tadka Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 08:20
                ja widze dwa mozliwe scenariusze:
                1. zrywacie kontakt od zaraz, od jutra albo od przyszlego tygodnia, nie ma znaczenia, ale
                nieodwracalnie.
                2. wyjezdzacie do Rotterdamu i macie nadzieje, ze reka psychola was tam tak latwo nie dosiegnie,
                kontrola ograniczona. Twoj maz szuka w tajemnicy pracy i przerywa te dodatkowe studia jak tylko te
                prace dostanie. I dodatkowo tutaj patrz znowu punkt 1 i to wy robicie szach mat.

                Jedno jest pewne. Musicie sie wydostac z tego chorego ukladu. Twoj maz musi zdac sobie sprawe, ze
                zachowuje sie jak czlowiek ktory woli zostac w wiezieniu tylko dlatego, ze ma zapewnoione codzienne
                wyzywienie.

                Psychol jest bardzo sprytny. Dobrze wie co robi. Bedzie snul swoje sieci i motal bez konca. Mieszkanie
                w Rotterdamie to nastepna nitka tej sieci.

                Byc moze twoj maz potrzebuje bardziej fachowej pomocy niz tylko twojego wsparcia i racjonalnych
                argumentow. Moze zacznijcie od tego.

                Nie zalamuj sie, sytuacja jest do rozwiazania.
              • kawka74 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 09:46
                on naprawde wierzy, ze p
                > o
                > tym jak skonczy ten MBA to wszystkie problemy sie skoncza...
                No to się oboje na tej jego wierze przejedziecie. Zawsze znajdzie się coś,
                kolejna nitka, która przywiąże Twojego męża (i tym samym Ciebie) do tatusia.

                >chcialby kopnac go w dupe, ale nie potrafi sie na to zdobyc... caly
                czas mi powtarza, ze gdybym ja pracowala... wiem, on ma racje,

                Nie, nie ma. A przynajmniej nie do końca. Jak dla mnie, Twój mąż szuka poza
                sobą przyczyny, dla której może odwlec chwilę odcięcia się od ojca-tyrana i
                poniesienia wszelkich tego konsekwencji. Napisałaś wcześniej, że ma przyzwoite
                wykształcenie, więc chyba nic nie stoi na przeszkodzie, żeby poszukał pracy na
                własną rękę. Jeśli będzie się tak miotał, jak w tej chwili, podjęcie przez
                Ciebie pracy niczego nie zmieni.
                Dopóki Twój mąż nie zdecyduje się na radykalne działanie, nie macie szans.
                Wyjazd do Rotterdamu niczego nie zmieni, bo i tam - jak widać - Twój teść
                będzie miał wpływ na swojego syna.
              • ciocia_luta Ja tu niestety widze 03.09.06, 11:18
                grę w
                Tak, ale
                Tak - macie racje, teśc jest pier****, musimy sie odciąć,
                ale: i tu własnie nie możemy bo opłacone, MBA itd.
                Albo NATYCHMIAST zbierzecie manatki i zaczniecie zyć własnym zyciem, może
                biedni, ale niezalezni. Albo do końca zycia teścia bedzie tak jak jest.
                Wiara w poprawę po jest ułudą.
                A kolejne niebezpieczeństwo takie, że chcąc niechcąc ten model przeniesiecie na
                swoją rodzine i swoje dzieci.
                Pozdrawiam i zycze mądrego - niekoniecznie wygodnego wyboru.
              • bri Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 12:41
                Mówisz mężowi - albo ja albo Twój tatuś. Jeśli nie potrafi sie uwolnić od niego
                to nie widzę sensu, żebyś fundowała taki koszmar sobie i swoim dzieciom.
    • kasiulka25 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 10:21
      Faktycznie trudna sytuacja...

      Ja sobie myślę tak:
      jedziecie do Rotterdamu, początkowo (na najkrótszy okres jaki jest możliwy)
      zamieszkujecie w mieszkaniu ktore tesc wynalazł. W tym czasie Erik intensywnie
      szuka pracy (na pewno coś znajdzie, kim on jest z wykształcenia??nawet niech to
      nie będą wielkie pieniądze od razu, byle starczyło na godne przezycie). Jak
      znajdzie robotę - od razu wynosicie się do nowego mieszkania NIE PODAJĄC adresu
      tesciowi. Jeśli konieczne będzie przerwanie MBA to trudno, być może opłaci mu je
      nowa firma kiedy uzna go za wartościowego pracownika.

      Ty po okresie aklimatyzacji małą dajesz do ichniego odpowiednika żłobka, czy
      niani (może mała holenderskiego się nauczywink) i idziesz do pracy.

      Będzie wam ciężko na pewno, będziecie zdani tylko i wyłącznie na siebie. Ale z
      drugiej strony stawką jest uwolnienie się od jakiegoś chorego układu. Moim
      zdaniem warto.

      Kasia
    • edka05 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 10:40
      macie wykształcenie, jesteście młodzi i zdrowi aby podjąć pracę, kochacie się -
      to jest najwaznijesze. Niech Eric szuka pracy. Jedźcie najdalej jak możecie od
      starego tyrana, nawet kosztem studiów.
    • tijgertje Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 11:12
      Przeczytalam caly watek i widze, ze macie przechlapane. Doskonale rozumiem twojego meza, bo sama bylam przez 25 lat w podobnej sytuacji. Mimo, ze w szkole bylam naprawde dobra, skonczylam studia doprowadzajac do kilku precedensow i mialam szanse na swietne stypendium, wlasna matka sprawiala, ze czulam sie nikim, a wszelkie pochwaly od innych ludzi odbieralam jak drwine. Ktos, kto zostal przekonany, ze jest nikim nie ma odwagi do ryzyka, a bez ryzyka sytuacja sie nie zmieni. Twoj maz zawsze bedzie mowil, ze sytuacja sie zmieni, jezeli skonczy ten program w Rotterdamie, jezeli ty znajdziesz prace, mozesz byc pewna, ze jesli nawwet, to zawsze znajdzie cos innego, co bedzie potrzebne do zmiany sytuacji. Ja zaryzykowalam, postawilam wszystko na jedna karte i wyjechalam do Holandii po 6 tygodniach nauki angielskiego i nawet sie dogadalamsmile Tu poznalam meza, mam 2,5-letniego syna, do Polski nie jezdzimy czesto, z mama nadal nie mam dobrych ukladow, ale widze, ze przed naszym spotkaniem teraz to ona bardziej sie denerwuje. Szybko zdala sobie sprawe, ze moj maz sie nie da manipulowac (po tym, jak usilowala zdecydowac kiedy i jak mamy brac slub). Ja zyskalam bardzo duzo pewnosci siebie. Z perspektywy czasu zobaczylam, ze nigdy nie bylam taka glupia, jak mi to wmawiano, teraz mam tej pewnosci siebie moze i za duzo jak dla niektorychsmile)) Mama nadal probuje mi dykrtowac co i jak, ale sie hamuje, bo nie ma juz glownego atutu, jakim byla moja zaleznosc finansowa od rodzicow. Po tym, jak kiedys pojechalam sama z dzieckiem samochodem (1300km) do domu, a ona przegiela z czyms spakowalam sie i prawie tydzien wczesniej wrocilam, grozac, ze jezeli sytuacja sie powtorzy, to wnuka wiecej nie przywioze. Terapia szokowa zadzialala bardzo dobrzesmile)) Mysle, ze twoj maz jeszcze dluuugo bedzie miec problemy z ojcem, ale wlasnie ty mozesz go otrzezwic. Wyjazd jest swietnym pomyslem, ale mysle, ze musisz troche mezem potrzasnac. Nawet nie troche, a konkretnie, bo sam nigdy nie odwazy sie na zerwanie wiezi z ojcem, mozesz byc tego absolutnie pewna. Zmus go, niech szuka innej pracy, jezeli nie uda sie kontynowac szkoly, to trudno, z czasem zrozumie, ze szala po stronie korzysci jest znacznie ciezsza. Nie zgadzaj sie na male ustepstwa, jezeli w jednym momencie nie postawicie calego zycia na glowie, to bedzie to zawsze jeden ktok do przodu, dwa do tylu. Postaw sie i nie odpuszczaj. Jezeli inaczej nie da rady, wyjedz z dzieckiem na jakis czas do Polski, chocby na miesiac, na pewno cie rodzina nie wygoni. Maz niech szuka innej pracy, zmiencie mieszkanie i nie dawajcie zadnych namiarow tesciowi. Mozecie sie z nim kontaktowac, ale tylko i wylacznie na waszych warunkach. Jestem pewna, ze dacie sobie rade. Nie bedzie wam latwo, bo i z jezykem na poczatku mozecie miec problem, ale jest to jedyne wyjscie z sytuacji. Na dziecko nie patrz, jak na przeszkode. Wlasnie dla niej musicie stanac na wlasnych nogach. Mowie ci z wlasnego doswiadczenia: ktos, kto nigdy nie byl chwalony, innych tez nie potrafi chwalic. Twoj maz nieswaidomie bedzie stawiac poprzeczke dla waszej corki bardzo wysoko. Zastanow sie, jakiej przyszlosci dla niej oczekujesz?
    • kasik751 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 12:37
      No niestety mijaczek dziewczyny maja racje. Niestety dla Twojego meza, ktory
      szuka zastepczych przyczyn tej sytuacji, a problem tkwi w nim, jest
      zmanipulowany na wylot.
      Nie ma tak, ze i tyran na drzewo, i oplacony przez niego MBA. Tak sie nie da.
      Jesli tyran osobiscie wybral sie do rotterdamu szukac mieszkania, obawiam sie,
      ze jego macki siegaja wszedzie, wiec zeby sie go pozbyc z zycia trzeba do
      sprawy podejsc mega powaznie i konsekwentnie.
      Nadal nie odpowiadasz na oczywiste pytanie, ktore sie rodzi czytajac Wasza
      historie: Czy Twoj maz nigdy, ani razu nie probowal szukac innej pracy?
      Dlaczego? Przeciez ma wyksztalcenie i jakies doswiadczenie z obecnej pracy,
      wiec DLACZEGO??
      To bylby krok milowy w tej historii, gdybyscie sie wyniesli i uniezaleznili,
      przeciez to jasne jak slonce. Przeciez nowa prace mozna zaczac z dnia na dzien -
      mowicie tyranowi sorry stary, ale tam lepiej placa i sprawa postanowiona i
      koniec, i odkladacie sluchawke. Ze zmiana mieszkania chyba tez nie ma jakichs
      szczegolnych problemow i zaszyciem sie chociaz czasowym zanim tyran pogodzi sie
      z utrata wladzi i uspokoi.
      Czy Ty jestes mijaczek, a maz to migaczek? Nie chcecie byc nigdy szczesliwi?
      Nie wierze.
      Co sie zmieni jesli Ty pojdziesz do pracy konkretnie, bo ja nie rozumiem, co
      sie zmieni niby? A maz nadal bedzie pracowal u ojca? Co powstrzyma ojca od
      ingerencji, no co? Najwyzej wscieknie sie, ze cos takiego ma miejsce i
      zaszantazuje syna, ze jak nie zrezygnujesz z pracy, to... odcina wszelka pomoc.
      I tyle z tego bedzie czyli "mialo byc lepiej, a jest jak zwykle".
      Nie tedy droga mijaczek.
      A MBA maz moze zrobic jeszcze 1000 razy w zyciu jesli bedzie chcial za kase
      nowego pracodawcy albo wlasna, lasic sie na takie prezenty kosztem calego zycia
      nijak mnie nie przekonuje.
      Mijaczku wezcie sie do roboty, skoro ten rotterdam juz zorganizowany, to
      wykorzystajcie te szasne, jako ostatnia pomoc, ktora bedzie faktycznie pomoca
      taka, ze staniecie sie samodzielni.
      Chociaz ja, gdyby sprawy byly tak zaawansowane, wiedzac o takim rotterdamie,
      poszukalabym pracy gdzie indziej w europie, pozegnala tatke i wsiadla w samolot
      w przeciwnym kierunku zostawiajac telefon kom. w smietniku na lotnisku. smile)
      Mijaczku tu sie nie da inaczej niz mega radykalnie, tu nie ma dobrych,
      bezbolesnych, komfotowych wyjsc, ale dobry jest cel, wiec warto sie poswiecic i
      przebrnac przez ten syf.
      • andromeda_pana_tadka Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 12:41
        wlasnie tak,
        lepiej tego ujac nie mozna.
    • demarta Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 13:23
      ten mąż zachowuje się identycznie jak moja siostra. mamy chory dom, z którego
      tylko spierniczać. wyjechałam ja na studia, odzyłam, i wiedziałam, ze tam
      wracać NIE WOLNO. pięć lat po mnie na studia przyjechała siostra, również
      odetchnęła, ale zabrakło jej samozaparcia, zeby po skończeniu studiów poszukać
      pracy i tu zostać. przestraszyła się braku pieniędzy przez parę miesiecy (choć
      zaoferowałam jej pomoc). wróciła do tatusia idioty i chorych zasad
      funkcjonowania w domu. a wszystko to strach przed dorośnieciem, niezależnością
      i decyzyjnoscią charakteryzującą ludzi DOROSŁYCH. do tego niestety siła
      pieniądza zdobywanego przy pomocy innych jest przeeeewielka. człowiek, który ma
      cos liżąc stopy tatusia nigdy nie zgodzi się na połowę z tego własnymi siłami.
      pieniądz tatusia dominuje w jego głowie i cieżko to bedzie zmienić.
      dlatego materiału na męża warto szukac wśród dorosłych, niezaleznych mężczyzn i
      warto też mieć poczucie, że i na samą siebie liczyć można. przywiązywanie się
      do czyjejś kasy to najgorsza rzecz na swiecie.....
      przeczytawszy ten wątek nie sądzę, zeby udało wam się cos z tym zrobić.
      uzaleznienie twojego meża od kasy taty to jedno. ale ty jesteś
      współuzależniona. ty tez żyjesz dziś z pieniędzy tatusia twojego męża i wasze
      dziecko razem z wami. a osoby aż do tego stopnia uzależnione trzęsą tyłkiem
      przed sytuacją, w której nagle zostają zmuszone do (słusznej bądź co bądź)
      DOROSŁOŚCI. tacy jak wy wola hodować w sobie małę nieporadne dzieci, bo to się
      opłaca ale tylko POZORNIE. za to trzeba się pozwolić kontrolowac i sobą
      rządzić, niestety....
      życze, abyście odnalezli w sobie pokłady sił, które pozwolą wam trzasnąć
      drzwiami w mieszkaniu tatusia. zacznijcie oboje pracować i zacznijcie żyć na
      własny rachunek, to jest jedyna zdrowa zależność w życiu.
      ale niestety i tak mam wrażenie, że nic z tym nie zrobicie, a ty z frustracjami
      z tego powodu będziesz wracać na forum jak bumerang.....
      • monia145 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 13:34
        Wiesz Demarta, myslę bardzo podobniesmile Dla mnie głos autorki, to wyrwany z
        wnetrza głos bezsilności, marazmu i tajonej agresji w stosunku do teścia.
        Przypomina mi to troche sytuację, kiedy kobieta żyje z potwoerm pod jednym
        dachem i jest tak uzalezniona od niego, psychicznie, materialnie, ze chociaz
        widzi swoja beznadziejna sytuację toodjśc nie potrafi. Jednoczesnie tłumi w
        sobie złe emocje i w jakims momencie pancerz peka i żale wylewaja sie. Ale ona
        sie oczyszcza, co nawet jest dobrodziejstwem bo dalej potrafi w tej chorej
        rzeczywistości egzystować. Tutaj jest chyba podobnie- świadomość beznadziejnej
        sytuacji w życiu nie jest wsparta rzeczywista chęcią zmiany tego życia.
      • andromeda_pana_tadka Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 13:43
        ale niestety i tak mam wrażenie, że nic z tym nie zrobicie, a ty z frustracjami
        >
        > z tego powodu będziesz wracać na forum jak bumerang.....


        tobie sie udalo.
        moze jej tez sie uda.
        ja raczej mam wrazenie, ze sie uda.
      • kasik751 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 13:43
        Ostro, ale na temat.
        Ja sie tylko z jedna kwestia nie do konca zgadzam. Czlowiek od kolyski
        wychowywany w toksycznej rodzinie, ktory nie zostal wyposazony przez nature w
        odpowiednio silny charakter, a za to w duze poklady wrazliwosci, tkwi w
        marazmie i uzalenieniu wcale nie dlatego, ze woli i ze mu wygdoniej. Nie zdaje
        sobie sprawy po prostu ze skali problemu, a do tego nie ma sily z naturalnych
        przyczyn, zeby pokonac to cale zlo. Osobniki silniejsze, dostrzegajace problem
        probuja i czasami im sie udaje, reszta nigdy nie da rady. Tragiczne to, ale
        prawdziwe. Jak bedzie u mijaczka wolalabym nie przesadzac, niektorzy zbieraja
        sie w sobie naprawde po wielu latach, ale jednak.
        • lila1974 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 14:30
          Skoro zaczełam mj dzisiejszy pobyt na forum od hołdów Tobie skladanych, to
          pozwolę sobie nimi również zakończyć - guru smile)
          • kasik751 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 14:38
            Lila dzieki, miewam racje, ale z tym guru to sie zagalopowalas smile
            • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 16:18
              Staram sie za kazdym razem podkreslic, ze ja rowniez rozumiem skale problemu,
              dlatego nie pozwalam by temat przycichl, by ktokolwiek odniosl wrazenie, ze
              pogodzilam sie z losem. Moj maz wie, ze nienawidze jego ojca, jego mama rowniez
              to wie, bo jej to powiedzialam. Tesc wie, ze, jak sam okreslil, "Mia mnie nie
              lubi, czemu?"... Czemu? Bo jestes takim samym skku...lem co ten, co bije swoja
              rodzine, albo gwalci swoja corke...dla mnie to ten sam kaliber molestowania...

              Jak tylko weszlam do tej rodziny to zobaczylam jak chore rzeczy tam sie
              dzieja... jak tesciowa wrecz marzy o tym, zeby tesc ja uderzyl, bo wtedy mialaby
              fizyczny dowod w reku, jak moj maz mysli, ze w tym wszystkim on sie moze jakos
              ustawic... Tak, macie racje... czynnikiem dzialajacym w tej sytuacji musi byc
              wygodnictwo mojego meza.. ja to sobie tlumacze tym, ze on jest amerykaninem i
              wychowany zostal w taki sposob, ze jakies minimum musi byc dla niego
              zapewnione... ja natomiast jestem gotowa wyprowadzic sie do jednopokojowego
              mieszkania, byleby bylo najtansze, zebysmy mogli wszystko zaczac od nowa...

              Kiedy mowie mu, zeby poszukal innej pracy on mi odpowiada "A gdzie ja znajde
              prace, ktora zaplaci mi tyle ile ojciec?"... dla uscislenia dodam, ze moj maz
              kokosow nie zarabia, starcza dokladnie na mieszkanie i jedzenie... i to jest
              argument, ktory slysze od dawna... raz udalo mi sie go namowic, zeby wrzucil
              swoje resume na jakis tam portal "pracowy"... wrocil do domu caly w
              skrowronkach, bo dwie firmy sie do niego odezwaly, kilka dni czekal czy ktos
              umowi sie z nim na rozmowe, ale w mojej opini jest on niedokfalifikowany na
              polu, na ktorym szukal pracy, poniewaz jego wyksztalcenie nie pokrywa sie z
              zawodem... nie wiem, moze ja tez zaczynam wierzyc, ze nie jest on w stanie
              znalezc inna prace... chociaz to kurde niemozliwe, bo wiem jak bylo jak ja sama
              zaczelam szukac pracy, jak jeszcze nie wiedzielismy, ze jedziemy do europy...

              Ktos napisal, ze ja wole tkwic w marazmie... nie. nie wole. moze jestem zby
              poblazliwa, moze to teraz on mna zaczyna manipulowac, ale Bog mi swiadkiem, ze
              pragne wyrwac sie od tego potwora jak najszybciej...

              codziennie modle sie, zeby nie okazalo sie, ze gdzies tam w glebi Erika tkwi
              jakas predyspozycja do bycia takim sku...lem... kocham go nad zycie, ale patrzac
              na jego matke... odeszlabym od niego... musialabym... zbyt wiele poswiecilam dla
              niego, zeby jeszcze wiecej poswiecac...

              najbardziej wkurza mnie to, ze oni wszyscy staraja sie go do psychiatry wyslac,
              namowic na leczenie... i traktuja go jak kawalek smierdzacego gowna...ostroznie,
              powolutku, zeby nie poczul, ze to za kare, ale zeby wiedzial, ze chcemy mu
              pomoc, bo przeciez on w Wietnamie byl, Bog raczy wiedziec co on tam widzial,
              przeciez to mu moglo w glowie pomieszac... biedny czlowiek...

              A mi sie chce wyc, bo jak to widze to...grrr....ja bym go w dupe kopnela...
              • kawka74 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 17:32
                > Kiedy mowie mu, zeby poszukal innej pracy on mi odpowiada "A gdzie ja znajde
                > prace, ktora zaplaci mi tyle ile ojciec?"...
                W takim razie niech płaci za to ubezwłasnowolnieniem. Ale swoim, nie Twoim i
                nie Emki.
                Odcięcie się od ojca, zerwanie wszystkich kontaktów z nim wymaga udziału Was
                obojga. Tobie to przyjdzie dość łatwo, ale mężowi? Obawiam się, że jeszcze
                długo będzie szukał różnych mniej i bardziej bezsensownych powodów, dla których
                tego nie zrobi.
                Próbuj, tłumacz, rozmawiaj, namów na ucieczkę gdzieś w Europę. Bez odcięcia się
                od tatusia macie niewielkie szanse na zdrowe, udane i spokojne życie we troje.
                Co ja bym zrobiła na Twoim miejscu, to wiem, ale ja mam podły charakter wink
              • kasik751 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 17:36
                No dobra mijaczek - to jest ustalone, ze Ty wiesz, o co w tym chodzi i widzisz,
                co sie dzieje. Widzisz tez, ze Twoj maz w pelni nie widzi. No ale co dalej?
                Wyglada na to, ze Twoj maz nie przedsiewezmie zadnych krokow, a wyjazd
                najprawdopodobniej nic nie zmieni. Skoro stary taki mobilny, to Was tam pewnie
                bedzie odwiedzal, a na pewno pozostanie w regularnym kontakcie, zeby nie
                stracic kontroli. Potem wrocicie z powrotem i co?
                Bedziecie czekac az tesc umrze i sie wszyscy uwolnia? To by bylo kiepskie
                wyjscie, bo dosc trudno je legalnie zaplanowac wink
                Ja Cie tu do niczego nie bede namawiac, ale jakby fakty wskazuja, ze czas aby
                Twoj maz zostal, powiedzmy, zmotywowany do dokonania pewnych wyborow, ktorych
                sam z siebie raczej nie podejmie.
                Mowisz, ze maz nie wierzy, ze zarobi gdziekolwiek tyle co u ojca, a z drugiej
                strony ma dobre wyksztalcenie, praktyke i zarabia malo. To jak to jest? On ma
                taki zawod, ze nie ma sie z kim porownac, nie mozna naocznie stwierdzic, ze
                inni w tym zawodzie maja lepsza prace?
                Jesli go kochasz, to powinnas go szanowac. Jesli on sie sam nie szanuje, to nie
                szanuje innych (w tym Ciebie i Emki, narazajac Was na chore klimaty i zycie pod
                dyktanto) i sam nie bedzie szanowany. Wasza milosc daleko nie zajedzie na
                takich podstawach, ale oczywiscie moze zyc tak sobie dalej, ale Ty bedziesz
                miala przechlapane majac pelna swiadomosc tego, co sie odbywa.
                Chyba, ze z czasem otepiejsz i nawet Ci sie zacznie podobac.
                Jesli pragniesz sie wyrwac, to wymaga to konkretnych dzialan.
                A moze musisz zostac doprowadzona do ostatecznosci?
    • bozenka12 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 18:01
      Kurcze Mijaczek, ja tez mieszkam w stanach. I wiem ze zycie tu to nie bajka,
      ciezko sie utrzymac. Ale my z mezem oboje tu jestesmy obcokrajowcami, zadnego
      amerykanskiego wyksztalcenia nie mamy, mowimy z akcentym, a zyjemy bez niczyjej
      pomocy. Zaczynalismy od zera. zero oszczednosci, zero mieszkania, ja w ciazy. I
      wiesz co, nawet nie bylo az tak biednie. Pewnie, ze nie przelewalo nam sie i
      nadal nie przelewa, ale jest ok. Mamy dwojke malych dzieci, pracujemy na rozne
      zmiany, bo zadnej rodziny, ktora by nam mogla pomoc z dziecmi nie ma. Zycie to
      nie bajka, ale nie mozna sie az tak go bac. Podstawa to psychika, bo caly
      problem lezy w psychicznym a nie finansowym uzaleznieniu.
      Naprawde trzeba odciac pepowine jednym szybkim cieciem, bo inaczej sie nie da.
      I wiesz co, nikt Wam w tym nie pomoze, my mozemy doradzac itp. ale Ty i tak
      wiesz co musicie zrobic i sami musicie sie za to zabrac.
      Zycze Ci powodzenia
      Bozena
      • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 19:20
        Jejku... wiecie dziewczyny, ciesze sie, ze potwierdzacie to, co sama juz wiem i
        ze dzieki wam nie czuje jakbym byla Alicja w krainie czarow, gdzie tylko mnie
        wszystko wydaje sie absurdalne, a z zdrugiej strony jasne jak slonce...

        W tym momencie moim najwiekszym problemem jest to, ze nie wiem jak porozmawiac z
        Erikiem, jakich argumentow uzyc, zeby on mnie nie zgasil...
        Ostatnio jest tak, ze on mi powtarza, ze musze nauczyc sie odpuszczac wszystko,
        ze latwiej jest cos zrobic niz klocic sie z tym kretynem, ze trzeba przeczekac,
        ze mam mu zaufac, ze on ma plan, ze trzeba gada przeczekac, ze on jak wraca do
        domu po calym dniu uzerania sie to juz nie chce sluchac o nim, ze musze nie
        myslec o tym, bo tak naprawde problem nie dotyczy mnie [sic!]...

        Ech dziefczyny... wiem, ze kazdy ma swoje problemy, ale zawsze cudze wygladaja
        na mniejsze...
        • kawka74 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 19:31
          Garstka argumentów:
          ze musze nauczyc sie odpuszczac wszystko,
          A niby dlaczego? Jesteś siostrą miłosierdzia?

          > ze latwiej jest cos zrobic niz klocic sie z tym kretynem,
          To znaczy co zrobić? To, czego ojciec sobie życzy?

          ze trzeba przeczekac,
          Jak długo?

          > ze mam mu zaufac,
          Na jakiej podstawie? Co zrobił, żeby było lepiej?

          ze on ma plan,
          Jaki? Poproś o konkrety.

          ze trzeba gada przeczekac,
          Aż umrze?

          ze on jak wraca do
          > domu po calym dniu uzerania sie to juz nie chce sluchac o nim,
          No to ma problem. Nie pomoże udawanie, że nic się nie dzieje, i tchórzliwe
          uciekanie od prób rozwiązania tej chorej sytuacji.

          ze musze nie> myslec o tym, bo tak naprawde problem nie dotyczy mnie [sic!]...
          Problem dotyczy Ciebie, a - co gorsza - Waszej córki. Ma mieć takiego dziadka?

          Już napisałam wyżej - ja bym to inaczej rozwiązała, po swojemu (vide:
          Silnoręki, kto oglądał TEN film, ten wie wink.
          • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 19:43
            kawka74 napisała:

            > Garstka argumentów:
            > ze musze nauczyc sie odpuszczac wszystko,
            > A niby dlaczego? Jesteś siostrą miłosierdzia?

            dokladnie. na jego pytanie czy dalabym szanse smierdzielowi jesli pojdzie na
            terapie odpowiedzialam, ze jak dla mnie on jest skreslony... Erik sie prawie obrazil
            >

            > > ze latwiej jest cos zrobic niz klocic sie z tym kretynem,
            > To znaczy co zrobić? To, czego ojciec sobie życzy?


            dokladnie

            > ze trzeba przeczekac,
            > Jak długo?

            dla erika az wyjedziemy do holandii
            >
            > > ze mam mu zaufac,
            > Na jakiej podstawie? Co zrobił, żeby było lepiej?
            >

            twierdzi, ze caly czas cos robi w tej sprawie

            > ze on ma plan,
            > Jaki? Poproś o konkrety.
            >

            no wlasnie taki,m ze wyjezdzamy do holandii, on konczy studia, znajduje dobra
            prace i nie musimy sie juz martwic

            > ze trzeba gada przeczekac,
            > Aż umrze?

            chyba

            > ze on jak wraca do
            > > domu po calym dniu uzerania sie to juz nie chce sluchac o nim,
            > No to ma problem. Nie pomoże udawanie, że nic się nie dzieje, i tchórzliwe
            > uciekanie od prób rozwiązania tej chorej sytuacji.

            mam takie samo zdanie

            > ze musze nie> myslec o tym, bo tak naprawde problem nie dotyczy mnie [sic!]
            > ...
            > Problem dotyczy Ciebie, a - co gorsza - Waszej córki. Ma mieć takiego dziadka?

            i to mnie wkoooorvia najbardziej...on przyjezdza do nas non stop pod prestekstem
            widzenia sie z emka i dla niej jest cudowny...bawi sie z nia, wyglupia,
            usmiecha...jak to widze to mnie skreca...


            >
            > Już napisałam wyżej - ja bym to inaczej rozwiązała, po swojemu (vide:
            > Silnoręki, kto oglądał TEN film, ten wie wink.


            nie ogladalam...szczegoly prosze :o)
            • kawka74 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 19:55
              Mia
              jak dla mnie Twój mąż jest śmiertelnie przerażony tym, że sam będzie musiał
              decydować o swoim losie, sam zarabiać i sam utrzymywać rodzinę (to, czy
              będziesz pracować czy nie, nie ma nic do rzeczy), że nie będzie zaplecza w
              postaci pracy u - choćby i najwredniejszego - ojca. Ojciec mu urządził życie,
              chce je urządzać nadal, a - mimo wszelakich udręk - Twojemu mężowi nie jest z
              tym najgorzej, bo ktoś zdjął z niego ciężar odpowiedzialności za poszukiwanie
              pracy i pracę jako taką.
              Kiedy już skończy studia, będzie czuł się jeszcze bardziej winny, związany z
              ojcem, bo ten mu te studia opłacił. I będzie jeszcze trudniej przeciąć więzy.
              Takiemu człowiekowi, jak Twój teść, nie wolno niczego zawdzięczać, bo Was
              zadręczy.

              > nie ogladalam...szczegoly prosze :o)
              "Chłopaki nie płaczą" - znakomity film. Silnoręki to prawa ręka pewnego
              uroczego podstarzałego gangstera, załatwiający wszystko "po swojemu". Nietrudno
              się domyślić, jak smile
              • mijaczek Kawko, 03.09.06, 20:12
                Mysle, ze jest dokladnie tak, jak napisalas. Zgadzam sie z Toba...
                Ta sprawa jest tak skomplikowana i tak prosta zarazem, ze dziecko jest w stanie
                sie na niej poznac.
                Mysle, ze kolejnym problemem Erika jest to, ze kilkanascie razy probowal malych
                "powstan" przeciwko swojemu ojcu, ktore konczyly sie porazka i utwierdzaly go w
                przekonaniu, ze nic sie nie da zrobic, a tak juz tu wszyscy napisali, powstanie
                musi byc wielkie, objac kazda dziedzine zycia, pozostawic po sobie zniszczenia,
                spalone mosty, ale i perpsektywe zmian na lepsze... jestem pewna, ze jestem na
                to gotowa, szczegolnie, ze mam poparcie mojej rodziny [moi rodzice o wszystkim
                wiedza] i ich pomoc [nie nie, nie ma mozliwosci, zeby bylo w druga strone, moi
                rodzice nie maja takich zapedow, nigdy nie mieli]...niejednokrotnie moi rodzice
                pomagali nam [nawet finansowo, ale nigdy nie przyjeli nawet zlotowki z powrotem,
                bo uwazaja taka pomoc za normalna], zawsze moge na nich liczyc i wiem nawet, ze
                probowaliby interweniowac, ale niestety bariera jezykowa na to nie pozwala...

                wiem, ze Erik tak bardzo wierzy w ten rotterdam, ze nie jestem w stanie go od
                tego odwiezc... jego matka niedlugo przyjezdza do Denver i bedzie sie starala
                potwora namowic na terapie, ale jak mozna zmienic 63-letniego czlowieka?
                szczegolnie takiego, ktory mysli, ze jest madrzejszy od reszty swiata, a tak
                naprawde jest najwiekszym "loserem" jakiego w zyciu spotkalam [koles zrobil MBA
                w Harvardzie i wydaje mu sie, ze jest Bogiem... zawsze to kazdemu w twarz rzuca,
                a prawda jest taka, ze jesli w tym wieku najwiekszym osiagnieciem czlo9wieka
                jest jego szkola, ktora ukonczyl ponad 30 lat temu i nie jest to poparte zadnym
                sukcesem w biznesie to znaczy, ze jest sie nikim,takie moje zdanie]

                Facetowi ponoc sie poprzestawialo we lbie po Wietnamie. Spoko. Ale czy to jest
                kuzwa moj problem? Czy cala rodzina ma cierpiec, bo on podjal taka a nie inna
                decyzje? Czy ja mu moge w ogole zaufac jesli chodzi o Emke? Pomijam to, ze koles
                ma dziwne tiki nerwowe, ktorych nie jest swiadom to przeciez kiedys moze mu sie
                odwidziec jego "ukochana" wnusia i co wtedy?

                jak bede miala czas to napisze wam jeszcze kilka rzeczy, ktore moze pozwola wam
                zrozumiec czemu tak trudno zerwac nam z tym ^#@*!...
                • kawka74 Re: Kawko, 03.09.06, 20:37
                  Tobie łatwiej pewne rzeczy dostrzec, bo patrzysz z zewnątrz, znasz inne życie,
                  na własnej skórze doświadczyłaś innych relacji z rodzicami. A Erik? Tkwi w
                  szambie po uszy od dzieciństwa. Teraz może się czuć między młotem a kowadłem -
                  między ojcem tyranem a żoną, która nie ma - i słusznie - najmniejszej ochoty
                  włączyć się w taniec dookoła tatusia. To, czego od niego wymagasz (też
                  słusznie), oznacza całkowite zerwanie z jedną stroną tego układu. Chorego
                  układu, ale jest to coś, co on zna i jako tako potrafi się w nim poruszać. A
                  całkowitej niezależności jeszcze nie zna (chociaż jest dużym chłopcem) i dla
                  niego to czarna dziura, a nie wolność.
                  Co do rebelii, jaką MUSICIE przeprowadzić, żeby żyć normalnie - musicie sobie
                  wszystko dobrze zaplanować i przemyśleć. Rotterdam może być etapem na drodze,
                  ale nie celem końcowym - wiadomo, dlaczego.
                • peresia Re: Kawko, 03.09.06, 21:07
                  Mijaczku, nie teścia, ale Twojego męża trzeba namówic na terapię.
                  Teść ma wpływ na Wasze życie, ale to nie jest Twój mąż, Twoja rodzina. Tu nie
                  teścia trzeba leczyć, ale Wasz związek: Twojego uzależnionego od ojca męża i
                  Ciebie - jako współuzależnioną.
        • lenkaaa Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 19:34
          Mijaczek, przykro mi to pisac ale jesli "gasza" Cie argumenty typu:

          "ze on mi powtarza, ze musze nauczyc sie odpuszczac wszystko,
          > ze latwiej jest cos zrobic niz klocic sie z tym kretynem, ze trzeba
          przeczekac,
          > ze mam mu zaufac, ze on ma plan, ze trzeba gada przeczekac, ze on jak wraca do
          > domu po calym dniu uzerania sie to juz nie chce sluchac o nim, ze musze nie
          > myslec o tym, bo tak naprawde problem nie dotyczy mnie [sic!]..."

          to ja nie widze w Tobie rzeczywistej woli walki i silnej checi zmiany Waszego
          stylu zycia :o( a raczej chec wyplakania sie na forum i uslyszenia slow
          pociechy.


          -
          "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
          ****************************************************
          Zycie jest piekne, usmiechnij sie!
        • syriana Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 19:38
          no ale, na co Twój mąż chce czekać?
          aż ojciec umrze i da mu spokój?

          myślę, że przede wszystkim musisz dobitnie przedstawić obraz władzy teścia
          skupić się na tym, że wszystko wskazuje na to, że chce jeszcze bardziej Was od
          siebie uzależnić, również poprzez wpływanie na Waszą małą
          i wydaje mi się, że z wiekiem córki, będą rosły jego roszczenia wobec Was

          w rozmowach z mężem akcentuj przede wszystkim to, że to Wy w trójkę jesteście
          rodziną i to przede wszyskim o Wasz spokój dbać musi Eryk

          znalezienie innej pracy pracy przez niego jest absolutnym priorytetem, na
          początek nawet poniżej jego umiejętności i wykształcenia

          tak jak piszą dziewczyny - wyjazd to szansa, myślę że Twój mąż będzie mógł
          trochę odetchnąć i poczuć nowe możliwości z dala od domu
          to na pewno doda mu skrzydeł i zmotywuje do zmiany

          pomóż mu w tym!

          poradzicie sobie na pewno, powodzenia
          • syriana Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 19:48
            ach i jeszcze jedno..

            napisałaś o poświęceniu życia w Polsce na rzecz małżeństwa i życia za oceanem
            uświadom mężowi, że to Ty więcej zainwestowałaś już na starcie w Wasz związek i
            tym bardziej masz prawo oczekiwać życia takiego o jakim marzyłaś, tzn. z mężem
            a nie jego rodziną

            no i zawsze możesz mieć straszak...
            że jak dalej tak będzie, zabierasz dziecko i wracasz do kraju
    • bozenka12 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 20:25
      Mijaczek, kochana, Ty nie masz problemow z tesciem, Ty masz problem z mezem.
      Odpusc sobie tescie (bo to psychol i i tak sie nigdy nie zmieni) a pracuj nad
      mezem. Maz musi sie uwolnic od tatusia. Nie wiem jak masz pracowac nad meze, bo
      to bardzo delikatna i osobista sprawa. TY go znasz, ty z nim mieszkasz. Ty
      musisz wyczuc jak do niego podejsc.
      Zycze powodzenia
      Bozena
    • bea.bea Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 21:24
      mysle, że sytuacja jest bardz trudna, i powiem szczerze...nie wiem czy ta
      holandia ja rozwiąze...

      kazdy gospodarz pilnuje swojego dobytku...więc podejrzewam, ze...
      skoro juz ałatwił wam mieszkanie ...to moze czesto sprawdzać ,czy
      masz"posprzątane" i na Wywiadówki przyjeżdzac...
      nie wierze, ze zostawi was w spokoju tam...bo niewiedza co robicie, moze jemu
      spokoju nie dac, i nie zdziwiłaym sie, gdyby wynajoł sobie obok...albo co gorsza
      często w holandi odpoczywał...czytaj..u was w domu...
      psychopata to psychopata, a taki zapobiegliwy i w gruncie bardzo inteligentny,
      to podwójne zło...

      nie wim , polska to ubogi kraj...ale....praca dla twojego męża, twoja
      rodzina....i studia mba na dobrym poziomi ,,,,,,

      to moze ironia, ale masz zycie jak w amerykańskim trilerze....i raczej nie widze
      mozliwości polepszenia sytuacji.
      • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 22:28
        Sytuacja musi sie polepszyc, jesli nie za miesiac czy dwa to gora za rok...
        inaczej... sorry batory jak to mowi moja mama i niestety trzeba bedzie sie
        zastanowic nad ratowaniem wlasnego tylka, bo ja napewno nie mam zamiaru skonczyc
        jak moja tesciowa...ani jako sluzebnica starego debila...nie wyobrazam sobie,
        zeby taka sytuacja miala sie ciagnac az do smierci tescia [a znajac ten typ, to
        gnida przezyje wszystkich].

        Wiecie, na pewno szukam jakiegos tam pocieszenia na forum, po to zaczelam watek,
        ale nie mowcie mi, ze nie mam woli walki... jak na razie to czuje, ze moj maz
        chce mi rece zwiazac, zebym przestala sie "rzucac"... ale ja nie przestane...za
        bardzo pamietliwa jestem...
        • triss_merigold6 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 22:30
          A jeśli Twoj mąż nie zechce żyć własnym życiem tylko będzie nadal tak
          podporządkowany ojcu? Co wtedy? IMO horror, od psychopaty należy się odizolować
          za każdą cenę. Na terapię facet nie pojdzie, nawet na to nie liczcie.
          • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 22:33
            triss_merigold6 napisała:

            > A jeśli Twoj mąż nie zechce żyć własnym życiem tylko będzie nadal tak
            > podporządkowany ojcu? Co wtedy? IMO horror, od psychopaty należy się odizolować
            >
            > za każdą cenę. Na terapię facet nie pojdzie, nawet na to nie liczcie.

            tez mi sie tak wydaje... a jesli pojdzie to tylko raz, zeby bylo na pokaz, a
            potem bedzie mial tyyyyyyyyyyyyle rzeczy do zrobienia, ze nie bedzie czasu na
            kolejne sesje i temat powoli umrze, a on dalej bedzie tyranizowal cala rodzine...
            • triss_merigold6 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 22:36
              Nie pójdzie. Dolary przeciwko orzechom.
              Twoj teść ma ewidentnie coś niehalo w głowie, ja bym się bała kontaktować z nim
              dziecko.
              • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 22:49
                ja tez sie boje... w ogole w rodzinie mojego meza istnieje syndrom "spedzania
                czasu z Emka"... jak slysze zdania pod tytulem "My sister/mother/father is
                coming to spend some time with Emma" to mnie trzepie... bo nikt nie przyjezdza
                do nas w odzwiedziny, tylko wszyscy przyjezdzaja czas z Emma spedzic. o co tu
                kooorva chodzi?
                • peresia Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 23:11
                  Powtarzam jeszcze raz: to Twój mąż powinien się poddać terapii!
          • malila Jasne, że nie pójdzie. 03.09.06, 23:01
            Według niego to pewnie każdy powinien poddać się terapii, tylko nie on;-/
            Mijaczku, z każdym Twoim postem coraz gorzej to wygląda, niestety. Porównałabym
            uzależnienie Twojego męża do lęku ofiary przemocy domowej, która boi się męża,
            ale jeszcze bardziej boi się, że jak odejdzie, to będzie tylko gorzej, gdyby
            nie to, że uzależnienie Twojego męża jest jeszcze silniejsze. Jego ojciec pełni
            w jego życiu rolę boga. No a wiadomo, co się dzieje, jak się człowiek odwraca
            od boga - świat się wali. Nie sądzę, żeby ta Holandia cokolwiek zmieniła. Nie
            sądzę, żeby cokolwiek w umyśle Twojego męża zmieniło nawet 10 fakultetów w
            najlepszych uczelniach. On sam dla siebie bez ojca jest nikim. Piszesz, że
            starał się o pracę, ale w końcu jej nie dostał. Zacznijmy od tego, że podjął
            zbyt mało prób. I należy mu to uświadomić, że pracę to się rzadko znajduje od
            ręki, czasem trzeba przeżyć sto odrzuceń, żeby zostać przyjętym w sto pierwszej
            firmie. Ale też niezwykle istotne jest wewnętrzne przekonania. Jeśli człowiek
            uważa, że nie jest wart jakiejkolwiek pracy, to ma to wypisane niemal na czole.
            I tym odpycha potencjalnych pracodawców. Jeśli ktoś boi się, że w nowej pracy
            się nie sprawdzi, jeśli tej pracy nie chce, to ta praca będzie omijała go
            szerokim łukiem.
            Tymczasem Twój mąż chwyta się tej Holandii tak, jak człowiek chory na raka
            chwyta się sztuczek szamańskich chcąc uniknąć operacji. Kawka odpowiednio rzecz
            całą ujęła. Twój mąż szuka takiego rozwiązania, które nie narazi go na ryzyko
            utraty niczego, co ma. Żeby cokolwiek zmienić on potrzebuje determinacji. Którą
            chyba tylko Ty możesz mu zapewnić.
            On może mieć jakiś swój plan. Ale sądzę, że Ty powinnaś mieć swój na wypadek,
            gdyby Holandia nie wyszła. I ten plan musisz realizować z żelazną konsekwencją.
            Inaczej utkniesz w tym układzie.
            A swoją drogą zastanawia mnie, dlaczego musiałaś teściowi zostawić córeczkę? Bo
            to tak wygląda, jakbyś Ty już też zaczynała grać rolę, którą teść Ci przydzielił
            Małgosia
    • g0sik Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 03.09.06, 23:10
      >[koles zrobil MBA w Harvardzie i wydaje mu sie, ze jest Bogiem... zawsze to
      >kazdemu w twarz rzuca, a prawda jest taka, ze jesli w tym wieku najwiekszym
      >osiagnieciem czlo9wieka jest jego szkola, ktora ukonczyl ponad 30 lat temu i
      >nie jest to poparte zadnym sukcesem w biznesie to znaczy, ze jest sie
      >nikim,takie moje zdanie]

      Czegoś nie rozumiem....skoro teść nie odniósł żadnego sukcesu w biznesie to jak
      mu się udaje z powodzeniem utrzymywać Waszą rodzinę? I skoro to taki
      nieudacznik to dlaczego Twój mąż uważa pracę u niego za najlepszą na jaką go
      stać? Też jesteś niezła - wyrażasz się o teściu jak najgorzej ale jego kasą nie
      gardzisz....i nie zwalaj proszę sytuacji na męża bo łatwo się rządzi mężem nie
      wychylając nosa z kuchni...
      • andromeda_pana_tadka Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 04.09.06, 00:34
        > Też jesteś niezła - wyrażasz się o teściu jak najgorzej ale jego kasą nie gardzisz....


        Nikt tu za darmo nic nie dostaje. Jakiekolwiek nieszczesliwe uklady panuja, maz te pieniadze ZARABIA,
        wiec nie na miejscu ta uwaga.
        • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 05:50
          andromeda_pana_tadka napisała:

          > > Też jesteś niezła - wyrażasz się o teściu jak najgorzej ale jego kasą ni
          > e gardzisz....
          >
          >
          > Nikt tu za darmo nic nie dostaje. Jakiekolwiek nieszczesliwe uklady panuja, ma
          > z te pieniadze ZARABIA,


          otoz to. dziekuje za wsparcie andromeda.
          > wiec nie na miejscu ta uwaga.
      • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 05:49
        g0sik napisała:


        > Czegoś nie rozumiem....skoro teść nie odniósł żadnego sukcesu w biznesie to jak
        >
        > mu się udaje z powodzeniem utrzymywać Waszą rodzinę?

        Historia tej firmy jest dosc dluga i nie mam zamiaru opisywac szczegolow, jednak
        wystarczy powiedziec, ze moj tesc wraz ze swoim wspolnikiem tworza firme, ktora
        na rynku istnieje od bodajze 12 lat, do tej pory udalo podpisac im sie chyba z 5
        kontraktow, z czego tylko jeden bank uzywa ich programow, poniewaz wszystkie
        inne porzucily "to cudo", ktore opracowal moj tesc... Owszem, ta firma to zyla
        zlota [praktycznie zero konkurencji], jednak moj tesc zamiast pracowac nad
        marketingiem siedzi calymi dniami przegladajac ebay, udzielajac sie na forach i
        ogladajac wiadomosci. w czasie swoich podrozy poznaja jakis ludzi i dzieki nim
        czasami udaje mu sie dotrzec do jakis bankow i w ciagu tych kilkunastu lat
        podpisac kilka kontraktow... w tym momencie firma utrzymuje sie z oplat tego
        jednego banku, ktory uzywa ich oprogramowania i to wszystko....zreszta...co ja
        bede tlumaczyc...



        I skoro to taki
        > nieudacznik to dlaczego Twój mąż uważa pracę u niego za najlepszą na jaką go
        > stać?

        Nie czytalas chyba uwaznie moich postow - to jest uzaleznienie psychiczne. Erik
        nie uwaza tej pracy za najlepsza, wbito mu do glowy, ze to jest jedyna praca dla
        niego.

        Też jesteś niezła - wyrażasz się o teściu jak najgorzej ale jego kasą nie
        >
        > gardzisz....

        Ja jego kasa nie gardze???? Czy ty cokolwiek przeczytalas z moich wypowiedzi???
        Erik zapierdziela jak wol, te pieniedze sa tak przez niego zapracowane jak malo
        ludzi pracuje... Piatki, swiatki i niedziele, rano, w poludnie w
        nocy...Psychicznie i fizycznie...w firmie i w jego domu... Moj tesc mi nie
        prezentuje pieniedzy, nie daje nam jalmuzny za to, ze siedzimy kolami do gory i
        pachniemy.

        i nie zwalaj proszę sytuacji na męża bo łatwo się rządzi mężem nie
        > wychylając nosa z kuchni...

        Latwo sie rzadzi mezem nie wychylajac nosa z kuchni???? Ciekawa jestem czy wiesz
        ile ja rowniez spedzilam czasu robiac rozne rzeczy dla tego kretyna... To, ze
        wywiercalam wiertarka fugi w kafelkach podlogi jego kuchni godzinami dopoki o
        malo nie stracilam oka kiedy wiertlo sie zlamalo, to ze malowalam dniami
        deseczki, ktorymi obklada sie domy, ze wylewalam asfalt [sic!] na jego
        podjezdzie, ze ja w 6 m-cy ciazy + Erik i jego mama spakowalismy caly dom do
        przeprowadzki, bo moj tesciu sobie wymyslil na ten czas niecierpiaca zwloki
        podroz do Szwecji, zeby wybrac kafelki do mieszkania, ktore maja w
        Sztokholmie... taaaak... ja siedzie sobie w domu i z nudow 3 razy dziennie
        zmieniam lakier na paznokciach, bo przeciez nic nie wiem o czym mowie...

        ps. takich historii mam na peczki... to nie sa jednorazowe wyskoki mojego
        tescia, to jest po prostu styl zycia...
    • zrozpaczona11 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 04.09.06, 07:27
      Z zaciekawieniem przeczytałam całą tę dyskusję. I uważam, tak jak Peresia, że to
      Twój mąż powinien iść na terapię. On po prostu nie zdaje sobie sprawy ze swojego
      uzależnienia psychicznego od ojca. Musisz mu pomóc się uwolnić, bo w przeciwnym
      wypadku wasz związek może się rozpaść. Miłość to nie wszystko. Trzeba namówić
      Twojego męża na wizytę u specjalisty, ponieważ niestety tylko w taki sposób jest
      on sobie wstanie zdac sprawę ze swoich problemów. To, że Ty ciągle nadajesz na
      teścia niestety działa na Twoją niekorzyść, bo jak na razie dla Twojego męża to
      ojciec jest numerem 1, a nie Ty. Ja wiem coś na ten temat, mój mąż był całe
      życie zależny psychicznie (nigdy finansowo) od swojej matki. U niego skończyło
      się to zaburzeniami psychicznymi. Całe szczęście lekarz psychiatra zabronił
      mężowi kontaktów z matką, uzależniając od tego rezultaty leczenia. Mój mąż zdał
      sobie sprawę z tego, jaką krzywdę wyrządziła mu matka. Po kilku tygodniach
      zaczął sie z nią kontaktować, ale nie pozwala już sobie na jej ingerencje. A ja
      nie mam zamiaru widywać tej kobiety. Życze Wam wszystkiego najlepszego.
      Przeanalizuj spokojnie wypowiedzi dziewczyn na forum, wyciągnij wnioski i
      zaplanuj jakąś strategię.
    • saskia123 Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 04.09.06, 09:17
      Twój mąż nie wyrwie się z tego układu. On nie boi się utraty realnych dóbr. To
      czego nie może przeskoczyć jest w jego głowie. Trywialne argumenty o finansach
      i materialnych kwestiach są tylko na potrzeby rozmowy z tobą bo nigdy nie
      zrozumiesz istoty problemu. Erik o tym wie i dlatego zasłania się zwykłymi
      argumentami. Jego psychiczne uzależnienie od ojca jest silniejsze niż się tobie
      wydaje. Jeśli postawisz na szali siebie i dziecko a ojciec - wybierze...ojca. Z
      niemocy. On boi sie usłyszeć znów jakim jest wyrodnym synem, jakim małym,
      żałosnym gównem jest bez swojego protektora, jakim niewdzięcznym itp itd.
      Jeśli kochasz swojego męża na prawdę wejdziesz w ten układi w kocu się poddasz.
      Jeśli wydaje ci się, że kochasz na prawdę - wyjdziesz z niego sama. Twój mąż
      zostanie.
      • saskia123 errata 04.09.06, 09:19
        naprawdę
        • lenka30a Re: errata 04.09.06, 10:41
          Mia, na początek duży buziak dla Ciebie, trzymaj się jakoś
          Masz rację we wszystkim, nie poddawaj się, walcz, musisz przekonać Erika,
          problem jest tylko jak?I czy on jest w stanie coś zmienić??
          Tak szczerze, to podziwiam Cię za cierpliwość, bo ja bym nie dała rady tak
          długo wytrzymać.
          Jak bym była na Twoimm miejscu, to bym chyba do Polski uciekła, wiem, że tu nie
          jest za fajnie, ale to co Wy tam przeżywacie to jest koszmar...
          W Polsce jest wiele zagranicznych firm, w których Twoj obcojęzyczny mąż mógłby
          spróbować znaleźć pracę
          Albo poszukać innej pracy, tam w USA i to jak najszbyciej, przecież Erik ma
          dobre kwalifikacje, może będzie miał mniej kasy, ale będziecie wolni, będziecie
          sami o sobie decydować. Może warto spróbować???
          A Twoja teściowa nie zajęła by się Emmą???
          Zróbcie wszystko żeby się od niego uwolnić, inaczej zniszczy Was.
          A Towojego męża to bym wysłała na terapię, bo on jest "uzależniony", potrzebna
          jest mu pomoc, musi przejrzeć na oczy.
          Pozdrawiam gorąco
          Renia
          • mijaczek Re: errata 05.09.06, 06:14
            Czesc Lenka :o) Milo miec tu kogos z wlasnego forum :o)
            Dzieki za wsparcie.
            Wiesz, masz racje, nie moge sie poddac i nie mam zamiaru. Nie po to wychodzilam
            za Erika za maz, zeby go zostawic na pastwe tego potwora. Damy sobie rade. nie
            bedzie latwo, bo jak wszyscy tu pisza zmiany musza sie odbyc wielkie... ale mimo
            wszystko zobaczymy czy Rotterdam pomoze. To moja ostatnia szansa dla Erika i
            jego planow. Jesli one nie poskutkuja to wtedy w zycie wejdzie plan Mijaczka. I
            to bedzie drastyczne ciecie. Zadnej listosci. Tak jak juz ktos napisal, bedzie
            ucieczka bez podawania adresu, z zaczynaniem od nowa, od zera, ale samemu.
            • lenkaaa Mijaczek :o) 05.09.06, 11:43
              mijaczek napisała:

              > Czesc Lenka :o) Milo miec tu kogos z wlasnego forum :o)
              > Dzieki za wsparcie.
              > Wiesz, masz racje, nie moge sie poddac i nie mam zamiaru. Nie po to
              wychodzilam
              > za Erika za maz, zeby go zostawic na pastwe tego potwora. Damy sobie rade. nie
              > bedzie latwo, bo jak wszyscy tu pisza zmiany musza sie odbyc wielkie... ale
              mim
              > o
              > wszystko zobaczymy czy Rotterdam pomoze. To moja ostatnia szansa dla Erika i
              > jego planow. Jesli one nie poskutkuja to wtedy w zycie wejdzie plan Mijaczka.
              I
              > to bedzie drastyczne ciecie. Zadnej listosci. Tak jak juz ktos napisal, bedzie
              > ucieczka bez podawania adresu, z zaczynaniem od nowa, od zera, ale samemu.
              >
              • lenkaaa Re: Mijaczek :o) -jeszcze raz bo zle poszlo 05.09.06, 11:47


                > mijaczek napisała:
                >
                > > Czesc Lenka :o) Milo miec tu kogos z wlasnego forum :o)
                -----
                Czesc Mijaczek big_grinDDD
                Ty Mijaczek lepiej lec na to wlasne forum sie przedstawic, bos sie nam nie
                zaprezentowala jeszcze nalezycie ( kolor oczu, rozmiar buta, ostatni wyciag
                bankowy, opinia dzielnicowego, itd...) ;DDDD
      • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 06:11
        saskia123 napisała:

        > Twój mąż nie wyrwie się z tego układu.

        Musze wierzyc, ze jednak sie uda :o)

        On nie boi się utraty realnych dóbr. To
        > czego nie może przeskoczyć jest w jego głowie.

        tez tak mysle.

        Trywialne argumenty o finansach
        > i materialnych kwestiach są tylko na potrzeby rozmowy z tobą bo nigdy nie
        > zrozumiesz istoty problemu. Erik o tym wie i dlatego zasłania się zwykłymi
        > argumentami. Jego psychiczne uzależnienie od ojca jest silniejsze niż się tobie
        >
        > wydaje.

        mam nadzieje, ze nie.

        > Jeśli postawisz na szali siebie i dziecko a ojciec - wybierze...ojca.

        wierze, ze tak by sie nie stalo. wiem, ile dla niego znacze. wiem jak bardzo nas
        kocha. nigdy w zyciu nie wybralby ojca przed Emma i mna.

        Z
        >
        > niemocy. On boi sie usłyszeć znów jakim jest wyrodnym synem, jakim małym,
        > żałosnym gównem jest bez swojego protektora, jakim niewdzięcznym itp itd.

        Czasami mam wrazenie, ze on to jzu tyle razy uslyszal, ze juz mu to nie robi AZ
        takiej krzywdy.


        > Jeśli kochasz swojego męża na prawdę wejdziesz w ten układi w kocu się poddasz.


        Nie. Nie poddam sie. To wynika z mojego charakteru i tego, co sama przeszlam.
    • ann.of.green.gables Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 03:17
      Kilka rzeczy mnie zastanawia Mijaczku...Twoj maz ma 32 lata,skonczyl TYLKO
      college(o uniwersytecie nic nie piszesz),u ojca pracowal ostatni rok(?) I
      NAPRAWDE JEZDZICIE DZIADKA SAMOCHODEM,NIE DOROBIL SIE ZADNEGO DO TEJ PORY?
      (SORRKI ZA caps),co robil przez te kilka lat.
      Otworz swe oczy bardzo szeroko i zacznij kierowac,bo Twoj maz potrzebuje
      dobrego kierownika,inaczej do konca zycia zostanie nim tatus.
      a tak na marginesie,gdybys zdecydowala sie na ostatecznosc kiedys i powrot z
      Mala do Polski,to pamietaj,ani tatus,ani dziadzius nie pusci tam Malenkej...
      • edytkus Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 05:17
        ann.of.green.gables napisała:

        > Kilka rzeczy mnie zastanawia Mijaczku...Twoj maz ma 32 lata,skonczyl TYLKO
        > college(o uniwersytecie nic nie piszesz)

        daletgo ze w USA uniwersytet to jest college przy czym college to nie jest uniwersytet wink)) poza tym tutaj
        nie studiuje sie po to zeby miec tytuly i nawet najwieksze uczelnie nie przyjma Cie od razu po collegu -
        najpierw MUSISZ zdobyc ze dwa lata doswiadczenia w zawodzie. Inna sprawa ze chlopak mial
        zapewniona prace bez wzgledu na tytul wiec po co mial tracic pieniadze (mowimy o dziesiatkach tysiecy
        dolarow, a czesne placic trzeba dwa razy w roku)


        ,u ojca pracowal ostatni rok(?) I
        > NAPRAWDE JEZDZICIE DZIADKA SAMOCHODEM,NIE DOROBIL SIE ZADNEGO DO TEJ PORY?
        > (SORRKI ZA caps),co robil przez te kilka lat.

        holender, nie wiedzialam ze jest przymus "dorabiania" sie wlasnego samochodu po skonczeniu studiow
        surprised malo na tym forum osob ktore jezdza sluzbowym?

        > a tak na marginesie,gdybys zdecydowala sie na ostatecznosc kiedys i powrot z
        > Mala do Polski,to pamietaj,ani tatus,ani dziadzius nie pusci tam Malenkej...

        dziadzius po pierwsze nie ma nic do powiedzenia, a ojca nie znasz, zreszta jedyne co mala potrzebuje
        do wyjazdu to amerykanski paszport ktory na pewno juz ma
    • ann.of.green.gables Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 03:25
      jeszcze jedno,dlaczego nie stac Cie na odpowiedz,ze kiedy dziadzus
      przyjezdza,Ciebie najzwyklej boli glowa i to nie jest odpowiedni moment na
      wizyte?Dlaczego?Odpowiedz na to sobie sama.Dlaczego meza nie stac na
      odpowiedz,ze do podlog moze wynajac sobie pracownika,a on nie ma po prostu
      czasu?bez tlumaczenia?Nie rozumiem po prostu tego
      • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 06:32
        Przede wszystkim, dziekuje edytkus za odpowiedz :o)

        Moj maz skonczyl University of Colorado w Boulder, CO na wydziale geografii
        kierunek zarzadzanie zasobami naturalnymi. Stopien naukowy - bachelors of art
        [bodajze :o)], major in geography, minor in economics
        Kiedy w USA mowisz o wyzszym wyksztalceniu i wyzszej uczelni mowisz college a
        nie university.
        Zycie w Boulder jest dosc wyluzowane, wiec pierwszy rok po szkole Erik pracowal
        sobie w ksiegarni [barnes$noble], po jakims tam czasie jego ojciec zaproponowal
        mu prace na zlecenie przy kontrakcie, ktory mieli w NYC. Jako, ze miala to byc
        robota na kilka m-cy, a Erika rodzice wtedy mieszkali w NJ, to nie bylo dla
        Erika sensu wynajmowac nic samemu, bo mial wrocic do Boulder. O zamiarze powrotu
        swiadczy fakt, ze az do momentu naszej przeprowadzki do Denver Erik mial storage
        unit, w ktorej trzymal wszystkie swoje rzeczy... po co wydawalby tyle kasy co
        miesiac, gdyby wiedzial, ze skonczy sie to na 4 latach mieszkania w NJ???
        tak wiec pojechal Erik do NJ, zrobili kontrakt na Wall Street... zaraz potem
        zaczal sie kontrakt w Hong Kongu, wiec wyjechali tam na kilka m-cy, potem krotki
        powrot i znowu podroze do Azji... potem, gdy ten kontrakt sie skonczyl Erik
        chcial wrocic do Boulder [caly czas nie byl zatrudniony na stale] ojciec
        wymyslal co rusz nowe zadania dla niego... a to trzeba dom pomalowac, a to cos
        tam a to cos tam... i tak czas zlecial... Erik nie zaopatrywal sie w zadne stale
        dobra, poniewaz w glowie mial caly czas to, ze wraca do Boulder [kto wie
        cokolwiek o Boulder ten wie, ze to studenckie miasteczko, gdzie panuja rowery,
        hippisi i zycie jest nastawione bardziej na chodzenie po gorach i spokojne zycie
        niz na wsbogacanie sie i urzadzanie domku w stylu wiktorianskim]... Takie zycie
        odpowiada Erikowi i takie zycie chcial prowadzic... spoojnie, gdzie w swoim
        wymarzonym domu w gorach...
        Az tu nagle... 3 lata temu...pojawilam sie ja. Poznalismy sie w marcu, w lipcu
        Erik mial wracac do Boulder... przesunal wyjazd... w sierpniu okazalo sie, ze
        maja kolejny kontrakt w Hong Kongu.., Pojechal tam na caly wrzesien... potem
        wrocil, ja skonczylam rok jako au pair...zostalo mi 2 tyg. wakacji... Erik
        zabral mnie do Colorado, zeby pokazac mi swoje ukochane gory... Potem musialam
        wrocic do Polski... Erik pomagal skonczyc szkolenia i testowanie dla banku w HK.
        Co 7 tyg. przyjezdzal do mnie, do Polski na 4 tyg...az do lata 2004, kiedy ja
        takze wrocilam do USA [po obronie]... na lotnisku w Oslo dowiedzial sie, ze
        ojciec go zatrudnia [stary domyslal sie pewnie, ze bede chciala Erika odciagnac
        od pracowania dla niego, wiec dal mu pensje, ktora Erikowi wydawala sie
        korzystna]...
        No i sie zaczelo...
        • edytkus Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 16:03
          Mijaczek wez te karty kredytowe tescia, rzuc mu w twarz i sie pozegnaj a sama skorzystaj z marriage
          counseling. Mezowi daj ostateczny wybor, im dluzej bedziesz tkwic w chorym zwiazku (mam na mysli
          cala sytuacje rodzinna) tym trudniej bedzie Ci sie z niego wypisac.
          www.yourmarriagefitness.com/marriage-counceling.html
      • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 07:06
        ann.of.green.gables napisała:

        > jeszcze jedno,dlaczego nie stac Cie na odpowiedz,ze kiedy dziadzus
        > przyjezdza,Ciebie najzwyklej boli glowa i to nie jest odpowiedni moment na
        > wizyte?Dlaczego?Odpowiedz na to sobie sama.Dlaczego meza nie stac na
        > odpowiedz,ze do podlog moze wynajac sobie pracownika,a on nie ma po prostu
        > czasu?bez tlumaczenia?Nie rozumiem po prostu tego

        Wdzisz... popelniasz ten sam blad, ktory popelnia kazda osoba nie znajaca tego
        czlowieka... przykladasz do niego miare ludzi normalnych, kiedy ten czlowiek
        normalny nie jest... Nie jestem ci w stanie tego wytlumaczyc, bo nie znasz go...
        To jest czlowiek, ktoremu sie wydaje, ze dom jego syna czy corki to po prostu
        jego... hm... lounge... do ktorego moze sie udac kiedy zechce...

        Opowiem ci historie, ktora wydarzyla sie okolo 3 tyg. temu, kiedy jeszcze moja
        mama byla u nas...
        Zaczelo sie gdzies w srodku tyg. Wspomnielismy cos miedzy soba, ze moze
        pojechalibysmy do Parku Wodnego w niedziele jesli bedzie ladna pogoda, bo bedzie
        to ostatnia szansa dla mojej mamy i siostry tam pojechac... Ja powiedzialam, ze
        wszystko zalezy od pogody, bo nie chce, zeby Emka sie przeziebila. Stary w tym
        momencie zakodowal sobie, ze w niedziele jedziemy do Water World [dla niego nie
        potrzeba zaproszenia, to wszystko rozumie sie samo przez sie, ze przeciez skoro
        my gdzies idziemy to on tez...] Tydzien mija... W niedziele rano wstajemy i
        sprawdzmy gazety, bo szukamy promocji na laptopy, bo moja mama chce zakupic
        jeden. Erik nawet dostal jakiegos maila od ojca z linkiem, ze jest jakis tani
        komp. OK. Moja mama z siostra zostaja z Emcia, my jedziemy do sklepu po kompa.
        Erik rozmawia nawet z ojcem, mowi, ze pogoda kiepsa, do praku wodnego nie
        jedziemy. OK. Jedziemy do sklpeu, kupujemy komputer, jest okolo 11 rano... w
        drodze ze sklepu mamy "powazna rozmowe" o tym, ze ja nie znosze tescia i nie
        bede nigdy udawac, ze jest inaczej. Erik mi mowi, ze musze sie nauczyc z nim
        zyc. Ja mu mowie, ze nie bede tolerowac molestowania w rodzinie pod moim okiem,
        ze nienawidze go, ze niszczy nasze zycie i ze zaczynam miec syndrom weekendu,
        kiedy to musze stawac na uszach i wymyslac dla nas jakies super wazne rzeczy do
        zrobienia, bo inaczej on zwali nam sie glowe... Erik mowi, ze sie wszystkim
        zajmie... W drodze do domu przypomina mi sie, ze mam cos jeszcze do zalatwienia
        i jedziemy do innego sklepu...zahaczamy o Krispy Kreme, jest fajnie...dobre
        paczki...bla bla... Wchodzimy do sklepu, ja szukam spodni, dzowni telefon.
        Stary-Czesc. Jade do was.
        Erik - Czesc, ale nas w domu nie ma.
        S-To nic. I tak jade. Chce CZAS SPEDZIC Z EMMA
        E-Ale nas w domu nie ma, a mama Mii poszla na spacer z Emma i nie wiemy kiedy
        wroci. W domu nie ma nikogo. A poza tym dzisiaj nam nie pasuje, zebys
        przyjechal, bo mamy kupe spraw do.....
        s - [piiiiiiiiiii] ROZMOWA ROZLACZONA.

        Widze, ze cos sie dzieje, wiec sie pytam. Erik w zwiazku z nasza rozmowa w
        samochodzie i tym, ze obiecal mi, ze sie wszystkim zajmie nie mowi mi nic.
        Chodzimy po sklepie... znowu telefon dzwoni.

        S-Jutro masz byc o 9.00 u mnie w domu. Nie zawioze mamy i siostry Mii do Newark
        [lot stand by], nie place za twoja szkole, nie pomoge wam sie przeprowadzic,
        odcinam wszelka pomoc. KONIEC MONOLOGU.

        Erik totalnie skonsternowany. Nic z tego nie rozumie. Ja tez. Wracamy do domu.
        Erik prowadzi. Dzowni telefon. Ja mowie, ze odbiore i z nim pogadam.
        Ja-Czesc
        s-Jest tam Erik?
        Ja-jest, ale jest zajety prowadzeniem.Mam przekazac cos?
        S-powiedz mu, ze ma mi jutro przywiezc wszystkie moje karty kredytowe [w zwaizku
        z tym, ze Erik jest chlopcem na posylki musi bardzo czesto kupowac rozne rzeczy
        dla tego palanta, wiec ma karty kredytowe do jego kont. NIGDY z nich nie
        korzystamy dla wlasnego pozytku]
        Ja-dobrze, a tak poza tym to slyszalam, ze chciales dzisiaj nas odwiwedzic?
        s- nic nie chcialem, nie bede z toba rozmawial. KONIEC ROZMOWY.

        Po raz pierwszy tego dnia zadzownilam po pomoc do tesciowej, bo to sie juz
        wyrwalo wszystko spod kontroli. Powiedzialam jej, ze MUSI cos z tym wszystkim
        zrobic, bo za to, ze mielismy czelnosc wyjsc z domu, zaplanowac sobie dzien bez
        niego, posypaly sie takie pogrozki... Dzien mielismy caly przerabany...ja
        ryczalam, Erik byl zdolowany i w ogole wszystko bylo do dupy...a mialo byc fajnie...
        Pod koniec dnia mama Erika wyslala maila swojemu mezowi, ze ma sie jej na oczy
        nie pokazywac dopoki nie pojdzie na terapie.On jej odeslal mail z naszymi
        wszystkimi przewinieniami, ktore to siegaly jakis zdarzen z marca, tego, ze
        kiedy JA mu nie powiedzialam dzien dobry, tego, ze jestesmy niewdziecznymi
        bachorami, ze ograniczamy mu kontakt z Emma, do ktorego ma swiete prawo, tego,
        ze moja mama i siostra moga spedzic 24h/dobe przez 2,5 m-ca z Emma a on nie, a
        glownym powodem tego, ze on jest na nas wsciekly tego dnia to to, ze.... [werble
        prosze... ] NIE POSZLISMY DO PARKU WODNEGO, BO PRZECIEZ MIELISMY ISC... Czy wy
        sobie to potraficie wyobrazic? 63-letni facet walnal sobie focha, bo nie poszedl
        na slizgawki...
        A do tego... on musi sie do nas zawsze wpraszac, bo my go nigdy nie zapraszamy,
        ja go nie lubie i w ogole jestesmy samolubni, bo on tu zaraz sam zostanie w tym
        wielkim domu i nikt z nim nie bedzie, ze on placi Erikowi za szkole [dla
        scislosci - nie on, tylko firma, a to jest roznica] a Erik nic nie docenia...
        Wy musicie zrozumiec, ze to, co sie tu dzieje nie ma w sobie ani krzty sensu,
        logiki...wszystko to, to czysty absurd...Kafka sie chowa... nikt by czegos
        takiego nie napisal... Facet jest swiecie przekonany, ze to normalne, ze dorosli
        ludzie spedzaja kazda wolna chwile ze swoimi rodzicami...Do tego wszyscy powinni
        sie cieszyc, ze on nikogo nie bije, tylko krzyczy, do czego zreszta zostaje
        zawsze zmuszony [Emma i ja jestesmy jedynymi osobami, na ktore nigsy nie odwazyl
        sie jeszcze podniesc glosu, znaczy sie, ze sie da, nie?]

        Ja juz nie mam sily pisac...
        Kiedys tez myslalam, ze po prsotu trzeba usiasc i z nim pogadac jak czlowiek z
        czlowiekiem. Sprobowalam tego raz. Posadzilam wszystkich w jednym pokoju i
        rzucialm temat... Tesc przejal paleczke po 5 minutach i zaczal opowiadac jakies
        historie niezwiazane z tematem o synie jakiegos znajomego, ktory jest gruby i
        glupi....
        Potem bylo tylko gadanie, ze ja gowno wiem o zyciu i kazdy w jego rodzinie jest
        kretynem, tylko on to jeszcze jakos wszystkich za mordy trzyma i ludzi z nich
        probuje zrobic... Facet tak potrafi obrocic konwersacje, ze tracisz wszystkie
        argumenty, czujesz sie sama na polu bitwy, wydaje ci sie, ze zapominasz kazdej
        mysli, ze rzeczywiscie, nie masz racji... i tak jest zawsze...
        Czlowiek ten prowadzi jakies dziwne dyskusje w swojej glowie, o ktorych nikt
        inny nie ma pojecia i zawsze dochodzi do wniosku, w ktorym on musi podjac kroki
        konieczne do uchronienia go przed ludzmi, ktorzy chca zrobic z niego idiote...i
        wtedy ty sie dowiadujesz o tym, ze w ogole jakis problem istnieje, bo ni z
        gruchy ni z pitruchy dowiadujesz sie nagle, ze np. zostajesz wylany z pracy, bo
        w twoim pokoju jest balagan [autentyczna sytuacja]...
        • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 07:16
          mijaczek napisała:


          Odpowiedz na to sobie sama.Dlaczego meza nie stac na
          > > odpowiedz,ze do podlog moze wynajac sobie pracownika,a on nie ma po prost
          > u
          > > czasu?bez tlumaczenia?Nie rozumiem po prostu tego
          >


          Widzisz... wszystko zaczyna sie nie od zdania "Czesc, co tam porabiasz...
          sluchaj, mam taka sprawe...sa te podlogi do zrobienia u mnie w domu... czy
          moglbys mi z tym pomoc?"... rozmowa zaczyna sie tak "Za dwa dni przyjedziesz do
          mnie do domu, bedziemy robic podlogi. Najpierw pojedziesz do sklepu i zobaczysz
          to to i to...potem zadzownisz do tego goscia i sie dowiesz to i to, potem
          znajdziesz na necie to, a tu masz jeszcze kupon i jedz mi kup truskawki do
          albertsons, tylko nie do king soopers, bo w alberstsons maja promocje, 3 centy
          taniej"... wszystko sie zaczyna od "bedziemy robic razem", ale albo od poczatku
          stary nic nie robi, albo stoi nad erikiem i w kolko mu gada, ze zle, ze ma to
          zrobic tak a nie tak i wtedy erik po prostu woli robic cos sam... a do tego
          wiekszosc razy erik jezdzi do niego zamaist do biura, wiec staruch mowi
          "przeciez mu za to place"....
          sytuacji takich mozna mnozyc...to, ze erik musi go zawsze na lotnisko
          zawozic...nie wazne jaka pora dnia czy nocy... tak samo odbierac... te jego
          telefony, zeby erik cos sprawdzil na necie, albo znalaz telefon, albo to
          sprawdzanie gdzie jest tansze mleko [on jest jakis pierdzielniety,
          najwazniejsze, zeby kupic mleko na promocji, mowie wam]... koles ma nasrane w
          glowie na punkcie rzeczy za darmo, albo na przecenie...kupuje tony badziewia, bo
          zaoszczedzil 30% albo ile tam... [nie wazne, ze zaoszczedzilby 100% gdyby w
          ogole tego nie kupil]...
          sluchajcie...ostatnio dowiedzialam sie, ze koles zaczyna Erikowi robic liste
          rzeczy, ktore mamy zabrac do rotterdamu.... haha! po moim trupie... haha... [to
          taki troche rozpaczliwy smiech jest.... :o(]
          • tijgertje Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 10:40
            Czytam i czytam i coraz czarniej ten wasz wyjazd widze. Z tego co piszesz coraz
            wyrazniej wychodzi, ze wyjazd jest tylko pretekstem twojego meza do udobruchania
            cie nieco, w rzeczywistosci NIC SIE NIE ZMIENI. Nie badz naiwna, jezeli chcesz
            rozwiazac problem, rob to teraz i nie czekaj, az dziecko podrosnie. Za pol roku
            Emka nie bedzie widziec swiata poza ojcem (normalne zjawisko). Twoj maz ma
            ogromny problem, ale skoro piszesz, ze cie gasi, jezeli usilujesz o tym
            rozmawiac, to obawiam sie, ze jest na dobrej drodze do zostania kopia tatusia.
            Zastanow sie nad tym. Mysle, ze jedyne, co mozesz zrobic, to postawic sie
            mezowi.Zapewnij go o swoim uczuciu i w imie tego i dobra waszego dziecka postaw
            mu ultimatum. Nie obwiniaj nikoo, zaproponuj konkretne rozwiazania. Niech nie czeka jutra, a natychmiast bierze za szukanie sie innej,
            niezaleznej pracy. Wieczorem zapytaj tylko, ile ofert przejrzal, ile podan
            zlozyl. Nie dyskutuj, tylko powiedz, czego od niego oczekujeszi nie sluchaj
            zadnych kontrargumentow. Daj mu czas do wyjazdu, na odleglosc tez moze cos robic
            zawsze moze zaznaczyc date przyjazdu, malo kto szuka pracownika na poziomie
            uniwersyteckim potrzebnego z dnia na dzien, wiec im szybciej, tym lepiej. Jezeli
            twoj maz uzna, ze moze zaczac dzialac dopiero po przyjezdzie do Holandii, prosto
            z Rotterdamu bierz dziecko i jedz do Polski, do momentu, az znajdzie prace,
            samodzielne mieszkanie i zerwie kontakt z ojcem. Wiem, ze jest to metoda
            drastyczna, ale jezeli twoj maz nie pojdzie do terapeuty i nie uwolni sie od
            ojca, to macie przechlapane. Im szybciej sobie to uzmyslowi, tym lepiej dla
            wszystkich. Twoj maz otrzebuje poradnego kopa, jezeli dostanie go od ciebie,
            prawdopodobnie zyskasz jego szacunek. Jezeli nie dostrzeze, co moze stracic i
            niczego nie zmieni, uciekaj od niego jak najszybciej, bo bedzie tylko gorzej,
            nawet gdybyscie sie na ksiezyc wyprowadzili! Uwazaj z krytykowaniem jego ojca i
            zwalaniem na niego calej winy. Erik jest jego synem i tego nie zmienisz. Kieruj
            sie do meza, od niego zadaj i wymagaj, jego wspieraj, bo to jest wasze zycie!
            Na waszym miejscu jeszcze bym sie zastanowila, czy jechac do tego Rotterdamu.
            Moze pod przykrywka przygotowan zorganizowac wielka ucieczke gdzies w US? Byloby
            wam latwiej, bo ze wzgledu na jezyk oboje macie wieksze mozliwosci na
            znalezienie pracy, znacie realia, nie usicie sie od nowa przystosowaywac do
            wszystkiego. Sa ludzie, ktorzy latami planuja zmiany i cale zycie im na tym
            schodzi, inni z dnia na dzien stawiaja zycie na glowie i sa szczesliwi. Zastanow
            sie do ktorej grupy nalezysz.
        • mijaczek Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 07:18


          > ann.of.green.gables napisała:
          >
          Nie rozumiem po prostu tego
          >


          ja tez tego nie rozumiem. nigdy nie zrozumiem. na poczatku chcialam, staralam
          sie zrozumiec. Ale sie nie da. po prostu SIE NIE DA. Trzeba to brac jak
          aksjomat. Istnieje, bo istnieje, ale jak? nie widaomo...

          ide spac, bo juz 23.17, a jutro trzeba wstac na wizyte u lekarza...
          • lenka30a Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 09:01
            Mia, nie daj się!!
          • kkatie mijaczek 05.09.06, 09:38
            napisalam na priv
            • jolilka Re: mijaczek,a moze inne rozwiązanie 05.09.06, 12:16
              tak czytam twoją historie i nasuwa mi sie jedna myśl.Zostałaś w Stanach bo tu
              twój mąż ma prace ,rodzine ,tu sie urodził.Jesteś tez zdala od Polski,moze
              dobrym wyjsciem byłby powrót i zamieszkanie tutaj .I Ty też masz rodzinę na
              która mozesz
              liczyć ,twój mąż ma wyszkształcenie i myśle ze bez problemu znajdzie tu
              prace.Polskie firmy tez poszukują dobrych programistów.Trzeba odciąć pępowine
              bo rozsypie sie Wasze małżeństwo i któreś z Was bedzie miało dość awantur i
              ciąłego wypominania.Albo widze drugie rozwiązanie tyle ze to TY musisz za to
              zabrać i postawić na swoim.Teść to szalony człowiek jest zdolny do
              wszystkiego ,powoli przygotowywałam bym grunt na szybką w kazdej chwili
              wyprowadzkę i zatarcia śladów po sobie.Co do meża to podejrzewam ze cierpi na
              syndrom poczucia winy,przynależnośćii nie robi nic wbrew rodzicom,nie ma
              swojego zdania.Bierzcie byka za rogi i do dzieła.
              • peresia Re: mijaczek,a moze inne rozwiązanie 05.09.06, 12:30
                Jolilka, to tylko dla nas jest proste.
                To tak jakbyś przed nałogowym alkoholikiem postawiła setkę wódki i powiedziała:
                weź się chłopie w garść i już nie pij.

                Mijaczku, przepraszam za porównanie.
          • po.ziomka Re: Moje zycie to horror-mega dlugie!!!! 05.09.06, 21:25
            mijaczek napisała:

            >
            >
            > > ann.of.green.gables napisała:
            > >
            > Nie rozumiem po prostu tego

            Ja rozumiem. Niesamowite jak bardzo podobny jest opisywany tu czlowiek do
            mojego ojca niestety (nie fizycznie, jego zachowanie w stosunku do rodziny jest
            analogiczne). Dlatego rozumiem i sytuacje i to ze trudno komus 'z zewnatrz'
            uwierzyc, zrozumiec ja bo nie bedac w srodku chyba nie mozna tego zrozumiec.

    • peresia Mijaczku... 05.09.06, 12:08
      Mijaczku, myślę, że ucieczka na " koniec świata" nic nie pomoże, gdyż Twój mąż
      jest bardzo uzależniony od ojca. Nie wiem dlaczego nic nie piszesz o terapii
      dla męża. To jest w tej chwili najważniejsze: ratować psychikę Erika.
      Załóżmy taka hipotetyczną wersję, że jego ojciec udaje się jednak na terapie i
      ta terapia przynosi efekt: ojciec się zmienia. Ale niestety, Twój mąż nadal
      będzie POTRZEBOWAŁ NADZORU OJCA, będzie wszystko z nim konsultował, uzgadniał.
      Twój mąż nie potrafi podjąć samodzielnej decyzji.
      Wiem, co mówię, bo po śmierci mojego Synka, uczestniczyłam w terapii grupowej,
      byli tam też ludzie o podobnych problemach. Sytuacje różne, ale schemat zawsze
      ten sam: nieumiejętność podejmowania samodzielnych decyzji. Czy możesz sobie
      wyobrazić, jak silna może być taka toksyczna "więź": był taki przypadek na
      terapii, że jednego pana matka, która notabene już dawno nie żyła,
      to "kontrolowała" go zza grobu!!! Wszyscy Ci ludzie mieli problemy narury
      rodzinnej: albo nie potrafili nawiązać żadnej bliższej znajomości, albo ich
      związek się walił, albo już związek już nie istniał.
      Powtarzam tu chyba po raz trzeci: znajdź Erikowi dobrego psychoanalityka i
      namów go na terapię! Ani Twoja tesciowa, ani Ty, tylko on sam musi sobie pomóc.
      Nawet jak uciekniecie na koniec świata i odetniecie wszelki kontakt z teściem,
      to nie Twój teść, ale mąż zrobi wszystko, żeby ten kontakt odzyskać.
      • jolilka Re: Masz racje>Peresia 05.09.06, 13:09
        tylko trzeba znaleść jakieś wyjśćie z tej cholernej sytuacji.Teśc mijaczka
        przypomina mi mojego ojca (wychowałam sie w rodzinie gdzie ojciec pił alkohol)
        jego zachowanie jest podobne.Cierpiała cała rodzina i cierpi do tej pory bo
        dzieci AA i ich pózniejsze zycie i zachowanie ma ślady na zawsze.Niestety to
        jest właśnie zszargana psyhika ,co kryjemy sami przed sobą.Przed mijaczkiem
        droga wyboista ale to bystra dziewczyna .Dopóki teśc bedzie żył bedzie im
        mieszał szyki.Ale ucieczka też jest dobrym lekiem choćby na chwilę
        znieczulającym.Ale tak jak piszesz terapia sie przyda im wszystkim.
        • peresia Re: Masz racje>Peresia 05.09.06, 13:39
          Jolilka, podsunęłaś mi kolejną myśl, dziękismile
          Myślę, że można by było połączyć dwie rzeczy: uciec od teścia i jednocześnie
          poddać się psychoterapii.
          • semijo Re: Mijaczku... 05.09.06, 14:04
            A dlaczego uważacie że wyjazd do Rotterdamu coś zmieni? Jakie mąż ma argumenty
            przemawiające iż rzeczywiście nastapi odcięcie pępowiny? Z tego co pisalaś
            odleglość nie będzie stanowila dla tescia problemu. Zadzwoni w czwartek
            wieczorem, że jutro prylatuje na weekend zobaczyć ukochaną wnusię. Nocować
            pewnie będzie u was, bo przeciez nie będzie nocowal w hotelu jak ma rodzine w
            Rotterdamie. Na wasze "mamy inne plany" znowu będzie szantaż, ze zwolni go z
            pracy, zabierze karty, przestanie placić za szkole...

            Jedynym rozwiązaniem waszej sytuacji, jak już wcześniej dziewczyny pisaly, jest
            uniezależnienie finansowe od teścia. Trochę mi sie nie chce wierzyc by w
            Stanach facet z wyksztalceniem i pewnym doświadczeniem nie mógl znaleźć pracy,
            zwaszcza że jak wnioskuje jestescie dosyć mobilni. On po prostu w siebie nie
            wierzy. Może sama zacznij przglądać oferty i co lepsze mu pokazuj, zachęcaj a
            nawet susz mu glowę by napisal cv i wyslal. Tacy ludzie często potrzebują
            takiego "trzymania za rączkę"

            Wedlug mnie nowa praca=nowe życie, Rotterdam= najazd walniętego teścia co
            weekend bądź dwa i dalszy mega horror.

            Pozdrawiam
            • mijaczek Re: Mijaczku... 05.09.06, 20:13
              Dzisiaj mi Erik powiedzial, ze ojciec mu powiedzial, ze jak juz bedziemy w
              Rotterdamie to Erik powinien codziennie do niego dzwonic na skype, zeby mu
              ojciec mogl doradzac w sprawie szkoly, nauki, zadan...haha... dobre, nie?

              Zaczelam cos dzisiaj mowic Erikowi, ze jego ojciec sie ciezko zdziwi, bo ja
              p[lanuje wielkie zmiany i erik bedzie mogl w koncu sie uwolnic. Moj maz
              stwierdzil, ze go obrazam, ze jak gadam takie rzeczy to on sie tylko wkurza, ze
              on potrafi byc samodzielny, ze byl czas kiedy sam sie utrzymywal, mieszkal w
              Boulder i nie byl pod wplywem ojca, a ja mialam przestac mysle i rozmawiac o
              ojcu, bo on sie wszystkim zajmie...

              Jak wam sie to podoba? Bo mi koooorva srednio...
              • triss_merigold6 O shit 05.09.06, 21:09
                Współczuję Ci. Mijaczku, obawiam się, że nawet jeśli TOBIE uda się nakłonić
                Erika do zerwania kontaktów z ojcem to w przyszłości będzie Cię za to zerwanie
                obwiniał. Podobnie jak za każde niepowodzenie. Będzie twierdził, że
                jakiekolwiek pechowe wydarzenie (problem w pracy, kłopot z Emmą, zła pogoda,
                popsuty samochód) to wina Twoja, bo izolujesz go od ojca.
                IMO gdyby był młodszy mógłby przejść spod jednego buta (tatusia) pod drugi
                (żony) ale ma facet swoje lata i chora sytuacja się utrwaliła.

                Jeśli od niego odejdziesz ojciec wytłumaczy mu, że złą kobietą byłaś.
                Skutecznie wytłumaczy.
            • mijaczek Re: Mijaczku... 05.09.06, 20:13
              wiecie...jemu chyba naprawde bedzie potrzebna terapia, zeby zrozumiec, ze jest w
              tym gownie tak samo jak jego tatusko...
              • kasik751 Re: Mijaczku... 05.09.06, 20:42
                Nie podoba mi sie wcale. Czyzby zaczal sie proces porzucania idealow i
                upodabniania do tatki? sad
                Nie wiem mijaczek, ale zle to wyglada, po prostu zle.
              • peresia Re: Mijaczku... 05.09.06, 21:22
                Mijaczku, spróbuj namówić Erika na terapię, nawet wyraź chęć współuczestnictwa.
                zachowanie erika jest charakterystyczne dla ludzi uzależnionych, nieważne czy
                jest to uzależnienie psychiczne, czy np. alkoholizm. Oni zawsze twierdzą, że
                panują nad sytuacją, co więcej, że ich sposób postępowania jest właściwy.
                Sama kidyś tak myślałam, że panuję nad sytuacją: po okresie żałoby byłam
                podobno nie do wytrzymania, miałam przejawy agresji i nienawiści do kobiet w
                ciąży. Wszystko się waliło. Terapia pomogła mi zrozumiec wiele rzeczy, wiele
                zależności; i wierzę, że dzięki niej mogę się dzisiaj cieszyć harmonią mojego
                małżeństwa i radością macierzyństwa.
                Na pewno to wszystko jest dla Ciebie trudne, ale spróbuj powalczyć.
                Może się uda.

                Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka