Prosze, nie dolujcie mnie, bo nie wytrzymam tego. Mam tak potwornie
spiep...rzony humor, ze cos strasznego.
Moj tata jest alkoholikiem. Strasznym. Dzis wieczorem przyprowadzilo go dwoch
facetow, bo nie trzymal sie na nogach. Narobil rumoru w domu bo sie
przewracal, zrobil wiele szkod. Nie wytrzymalam, poszlam do niego i
powiedzialam ze g nienawidze, ze zaluje ze jest moim ojcem. Po chwili
przyszla moja mama i mnie skrytykowala, ze nie powinnam tak mowic do swojego
taty. Nosz qrwa, co ja mam go moze jeszcze glaskac po glowie za to co robi?
Najgorsze jest to ze nie mowilam tego w zlosci, bo ja tak naprawde czuje. To
trwa juz wiele lat, tata wiele razy mnie zawiodl, wiem ze nie moge na niego
liczyc, nie mam w nim zadnego wsparcia, jedyna jego kompanka zyciowa jest
butelka wodki lub piwa.
Chcialybysmy aby poszedl sie leczyc, ale on nie widzi problemu. Jak mozemy go
namowic zeby poszedl do osrodka? Moja mama przechodzila juz terapie dla
wspoluzaleznionych, zglosila ojca na przymusowe leczenie, ale on zagrozil ze
sie powiesi gdy policja po niego przyjedzie i zaczal bardziej pic. Myslalam
ze jak dam mu na swiat wnusie to sie chociaz dla niej zmieni, ale niestety.
Jest coraz gorzej. A co zien mi sie wydaje ze gorzej byc juz nie moze. A
jednak...
Poradzcie mi jak mam zaakceptowac pijanstwo ojca, jak mam go znowu pokochac,
jak moge zmusic go do leczenia?
Beznadziejna ta niedziela