gosiagrzes1
06.10.06, 10:07
Wydawało mi sie ze juz uporalismy sie z naszymy małżenskimi problemami choc
przyszły inne ( związane np. w mieszkaniem ktore wynajmujemy)i było już super
spokojnie. Ale wczorajszy dzien dał mi w kość. Mąż wsciekła sie ze nie działa
nowa myszka od kompa, ktora juz zreszta raz była wymieniana- chciał isc ją
wymienic. no i wkurzył sie ze nie umiem znależć faktury, wrzeszczal ze mam
burdel w papierach i takie tam niemiłe rzeczy. Za to ze sie na mnie wydarł
spytałam sie czy znowu mu zaczyna odpie.....ć? A on ze głupia c... jestem i
takie tam. Poszedł do sklepu wymienił myszke i wyszedł ponownie. O 2,00 w
nocy dzwonie gdzie jest i kiedy przyjdzie. Powiedział mi ze do domu nie
przyjde poki sie nie zmienię . Nie wiem o co mu dokładnie chodziło bo był
pijany, ale powiedział ze ja mam "miec do niego szacunek". I ze sie mam tak
do niego nie odzywac. A ja???? No i powiedział ze do domu nie wróci i ze
bedzie spał w aucie, a jak sie wkurzy to wyjedzie do Anglii. A dzis rano
wszedł do domu dał mi papiery z auta i wyszedł z psem na spacer. Mijam go
idąć z Małym do samochodu, Mały woła TATA TATA, a ten nawet sie do niego nie
odezwał. mam dosc.