kalinkaagata
18.10.06, 11:12
W moim domu (mieszkaniu) rodzinnym). Ostatnio jestesmy tam od czasu do czasu
z mężem, bo tatko wyjechał za granicę i prosił nas o przypilnowanie
mieszkania, no, że niby ktos miwszka-czytaj znak ostrzegawczy dla złodziei.
Wiem o tym od dawna,ale osatnio przegiął. A było to tak:
Kalka ząbkuje, w nocy budzi się nawet kilkanaście razy na cyca, w związku z
tym śpi ze mna, a mąż osobno w drugim pokoju jest na wygnaniu. Śpie sobie
(to było 2 noce temu) i słyszę, że ktos wierci w scianie, mysle sobie, no co
za burak , przecież musi byc już koło północy. Ale nic-spie dalej, nagle
słysze, ze dzwoni tel. domowy, twardo nie odbieram, kurka, czy wszystko
sprzysięgło się, przeciw mnie, zeby mnie obudzic, i dlaczego mąż nie
wstaje...nic spię dalej i wtedy...brrrrr...
Czuje, ze ktos koło mnie leży...ktoś sapie mi do ucha...ale to nie moja
niunia, ona spi....
i słysze obleśny (tak, tak...właśnie OBLESNY męski głos...)
-nie...spokojnie...
i czuje, że ktoś krępuje mi dłonie...
nie mogę się poruszyc, i gdzieś , głęboko w podświadomości czuje, że zaraz
wydarzy się coś bardzo złego....
Zaczynam sie modlic.."Ojcze nasz...."
Ale słowa nie chca wyjść z moich ust, mówie bełkotliwie, czuje, ze jakaś siła
nie pozwala mi formułowac nawet w myślach tych kilku zdań modlitw, ale
zbieram w sobie siły, i powoli, jakby w zwolnionym tempie płyna słowa
modlitwy...i wtedy...zupełnie nagle, wszystko ustaje...
Łapie niunie w ramiona i zwiewam do pokoju w którym spi mąz...
Oczywiście mnie wysmiał, przytulił, i skwitował, ze to był tylko sen....
Cholera, ja WIEM, że to nie był sen. I, ze to wiercenie i tel. to były
sygnały ostrzegawcze, nie wiem od kogo, ale to (coś ) chciało mnie ostzrc