mumio75
02.11.06, 21:17
czasami sama się zastanawiam, co się ze mną dzieje, ale po kolei... W zeszłym roku urodziłam synka. Cała ciąża była bardzo trudna, poród nastąpił w 31 tygodniu, co było dla mnie straszliwym szokiem. Dziecko ważyło kilogram. Mniej więcej od 20 tygodnia czułam, że coś jest nie tak, że dziecko jest za małe, że za słabo się rusza(mam porównanie bo mam też 6 letnią córkę). Moje obawy były zbywane przez męża, matkę i lekarza. Słyszałam, że jestem histeryczką, że czytam głupoty i mam za dużo czasu na wymyślanie różnych bzdur. Mam op to cały czas żal do nich, ostatnio wykrzyczałam mężowi, że będę go nienawidzieć do końca życia za jego zachowanie ( dzień przed trafieniemdo szpitala błagałam go żeby mi pomógł, bo tak mnie boli głowa i czuje się fatalnie, ale on wyszedł z kumplem). Czuję się strasznie niespełniona ( miał byc poród rodzinny, donoszona ciąża, powrót z dzidziusiem do domu. A był koszmar, cc po 2 dniach pobytu w szpitalu, najpierw walka o życie dziecka, potem koszmarny strach jak mały będzie się rozwijał, pielgrzymki po lekarzach. Z tym wszystkim czułam się sama. Chciałabym mieć trzecie dziecko, urodzić je po 9 miesiącach, ale nie wiem czy po tym co przeżyłam, zaryzykuję.Czuję się macierzyńsko niespełniona, zazdroszczę kobietom w ciąży, nie mogę sobie darować,że nie posłuchałam swojej intuicji, może moje dziecko urodziłoby się większe i w lepszym stanie. Nie mogę zapomnieć koszmaru,któryprzeżyłam, to wszystko było takie nagłe.Nie mogę spokojnie mysleć o tym swoim lekarzu, który nic nie zauważył i nie traktował mnie poważnie.
Pomimo, ze synek rozwija się wspaniale, jest duży, mądry - co jest dla mnie cudem, ja cały czas czuję się tak jak opisałam . A to już rok...