Gość: guest
IP: *.*
02.06.01, 10:19
Wiecie, przyszła mi do głowy taka myśl, żeby was zapytać czy spotkałyście się w czasie ciąży z jakimś większym szacunkiem albo z chęcią ulżenia. Dlaczego pytam? Rok temu urodziłam córeczkę i przez całą ciąże dojeżdżałam autobusem na uczelnię. A ponieważ wychowana byłam tak, że osobom starszym, z małym dzieckiem, chorym, o lasce albo w ciązy ustępuje się miejsca. Oczekiwałam tego samego. I guzik. Im gorzej się czułam, tym paradoksalnie był w autobusach większy tłok. No i oczywiście stałam. O ile na początku ciązy było to wytłumaczalne: nie było nic widać, chociaż przeżywałam to okropnie (nudności!), a zimą brzuszek można było schować pod płaszczem, to zupełnie nie rozumiem dlaczego kobiecie w ósmym czy dziewiątym miesiącu nikt miejsca nie zrobił. Przez całą ciążę z odmiennym (na plus) traktowniem spotkałam się dwa razy. Na egzaminie z farmakologii profesor zadał mi kilka krótkich (co nie znaczy łatwych) pytań i stwierdził, że nie będzie ani mnie ani dzidziusia męczył. Drugie wydażenie miało miejsce na zajęciach z neurologii (na katedrze naszego ministra zdrowia), kiedy to asystentka, również młoda mama, przyniosła mi krzesło, bo jak stwierdziła "sama wie, jak to jest". (Na zajęciach klinicznych zwyczaje panują takie, że się stoi tamte kilka zaledwie godzin dziennie).Napiszcie, drogie aktuale i przyszłe mamy, jak to wygląda u Was. Podnieście mnie na duchu, że tan świat nie jest jeszcze taki zły! Pa!Aneczka