magdalenkaaa78
09.11.06, 18:41
Tutułem ( przdługiego ) wstępu. Mam synka, 3, 5 letniego w tej chwili,
któremu na początku tego roku zdiagnozowano autyzm. Nie jest on w postaci
skrajnej, niemniej jednak synek odbiega od "normy" pod pewnymi wzgledami (
kiepskie rozumienie sytuacji społecznych, preferowanie samotności, niechęć do
udziału w zajęciach, ktore go nie interesują ). Dopiero zaczyna mówić, na
dodatek słowa te są potwornie zniekształcone. Jednak, jak już pisałam, jest
na tyle dobrze funkcjonujący, ze ludziom patrzącym z boku może wydawać
się "tylko" trochę dziwny, trochę inowertyczny, trochę bardziej naiwny no i
niemówiący a nie: autystyczny. Niemniej jednak to bardzo wrażliwe dziecko i
trzeba o nie dbać wyjatkowo starannie.
W czerwcu Kuba zakończył edukację żłobkową ( było na tyle dobrze, że pod
koniec oprócz braku mowy - a nie mówił w czerwcu ani jednego słowa - "ciocie"
nie widziały w nim nic niepokojącego). Przedszkola szukałam mu bardzo
starannie. Odrzuciłam ofertę przedszkola integracyjnego ( zresztą jedynego
takiego w naszym miescie ) gdyż szybko okazało się,że panie tam pracujące
mocno myliły się z powołaniem. W końcu wydawało mi się, że znalazłam. bnardzo
chwalone przedszkole z przesympatyczną dyrektorką. Najpierw ja poszłam sama
na rozmowę, potem poszliśmy z Kubą - przedszkole spodobało się Kubie,
dyrektorka i wychowawczyni, ktora będzie tę grupę dzieci prowadzić do końca (
druga wychowawczyni po tym roku zmienia się ) uznały, że dadzą radę z nim a
on z nimi.
Wydaje mi się, że Kubie dobrze w tym przedszkolu. Ba, nawet bardzo dobrze.
Biegnie do niego, nie za bardzo chce wyjść ( chociaż spędza w nim ponad 8
godz dziennie ).
Nie ukrywałam choroby mojego dziecka. Wydawało mi się, że nie ma to sensu.
Chociaż może mogłam, bo po buzi dziecka nie widać, że ma autyzm, jest sprawny
fizycznie, sam je, sam się ubiera, sam korzysta z kibelka. Brak mowy - no
cóż, w jego grupie jest kilkoro dzieci niemówiących. Co więcej, w grupie o
rok starszej jest chłopczyk, ktory wg mnie ( obym była złym prorokiem) moze
mieć autyzm ( stymuluje się, nie mówi, panie mówią, że zyje we własnym
świecie ), jest niezdiagnozowany, rodzice nigdzie go nie leczą i chodzi już
drugi rok, panie nie zamierzają go z przedszkola "wyrzucać". Zatem może nie
powinnam nic mówić, licząc, że moje dziecko jakoś nadrogi te braki tudzież
bedzie brane za samotnika i tyle. Byłam szczera , powiedziałam. Nie po to, by
liczyć na lepsze, indywidualne traktowanie. Nie po to, żeby się nad nim czy
nade mną litować. Ale po to, żeby panie wiedziały, że MOGĄ, mogą ale nie
muszą być jakieś problemy. I żeby miały mozliwość zadecydowac, czy podejmą
się takiego "wyzwania".
A teraz mam wrażenie, że...
No własnie. Po godz 16 wszystkie dzieci sa zbierane na jedej sali. Zostaja z
jedną ( nie z Kuby grupy ) panią. W tej sali jest zjezdzalnia. I Kuba jak
większość dzieci zjeżdza. Ostatnio wchodzę, a ona na mnie napada ( pani nie
zabawka ) że Kuba... poturbował dziewczynkę. Niestety, nie udało mi się
ustalić jak i dlaczego, po dziecku też poturbowania nie było widać. Kilka dni
póżniej uszczęsliwiła mnie stwierdzeniem, że mi wspólczuje, bo on się w ogóle
nie słucha. Miałam na końcu języka ze pewnie dlatego, że jest nieudolna
wychowawczo, bo mnie się słucha i w domu tez się słucha... Ale się
powstrzymałam.
Wczoraj wchodzę do sali, i ich wychowawczyni ( ta, co jest tylko ten rok)
mówi do mnie tak: On faktycznie jest inny. On zyje we własnym świecie.
oslupiałam, bo zawsze wydawalo mi się, że mam dziecko kontaktowe, lecące do
ludzi i dzieci, chociaż lubiące też bawic się samotnie. Ale nie aż tak, by
stwierdzac, że on zyje w innym świecie! Pani oswieca mnie dalej. Ze on sie
nie bawi z dziećmi, tylko obok nich ( a to dziwne, bo widuję, jak razem robia
babki, jeden sypie, drugi uklepuje, jak razem gotują ) ale pytam, czy to nie
jest norma, że dzieci w tym wieku jeszcze nie za bardzo bawią się ze sobą.
No, faktycznie jest, w grupie może 3 dzieci bawi się razem. Ok, to co dalej.
Bo on nie lubi słuchać bajek. No, fakt, nie lubi... Bo jak dzieci bawią się
grupą to on nie chce. Dopytuję dalej: nigdy nie chce? czasem nie chce? No,
jak rytmika to się bawi, jak licza, to się bawi , ale jak rozmawiają, to
odchodzi budowac klockami. Nosz... nie mowi, to co ma siedzieć??
Bedziemy go teraz powtórnie diagnozowac, jako że sporo się zmieniło ( na
korzyść ) w jego zachowaniu. Poniewaz, jak każda matka, nie umiem być
obiektywna, poprosiłam, by wypełniły taki test pod katem autyzmu ( dałam im
bez skali z wynikami, żeby sie nie sugerowaly). Ok , wypelnia. test ma 15 pyt
zaznacza się odpowiedz a b c d. Pytam, na kiedy moga. No, na przyzły tydzień.
Powiem szczerze, byam trochę zawiedziona, bo to się robi 10 min. No, ale ona
na to, że nie może zajmowac sie tylko jednym dzieckiem! Przelknęłam, ok, na
przyszly tydzień, przecież to nie jest ich obowiązek.
Dziś przychodze... Kuba siedzi sam, uklada klocki, pani tyłem do niego z
pozostałą dwójką dzieci przy drugim stoliku cos wycina. Ok. Podchodzi do mnie
i mówi, że nie może być tak, że jak grupa pracuje razem to on odchodzi (
nawiasem mówiąc, panie w żłobku go tak nauczyły, że mu wolno odejść jak coś
go nie interesuje ) i że go przyuczy. To ja się bardzo cieszę... Ja go qw
domu nauczyłam tak pracować, więc wiem, że umie i może i w przedszkolu. Mówię
jej, że jestem za, poza tym ja nie chcę, żeby on był traktowany jakoś
szczegolnie. Test lezy na biurku. Wypełniony. Licze punkty. Wychodzi.... brak
autyzmu. Ale... widzę, że zaznaczyły coś inaczej niż ja ( punkt : użycie
ciała ) Wic pytam, co konkretnie miały na mysli, bo ja mam inaczej. A ona na
to...że uzycie ciała jest niewłaściwe, gdyż...jak dzieci bawią się w grupie
to on buduje klockami! O masz... Wyjasniam, że chodziło o to, jak dziecko
chodzi, czy sprawnie, czy się potyka, czy jest zwinnne... Potem zastanawia
mnie inny punkt: brak umiejętności powtarzania dzwięków. Jestem zdziwiona,
wiec pytam, dlaczego (A wiem, że on umie, bo i w domu ćwiczymy i sam powtarza
i wiczy to z logopedą ) a ona na to, ze ona NIE WIE czy on umie powtórzyć np.
plum plum ( w domu sprawdzam - umie ). Ok, więcej pytań nie mam, chciałam
zapytać o nastepny punkt. I mowię do niej, że cieszę się, że tak go dobrze
oceniaja. Ona na to ,ze nie jest psychologiem, zaznaczyła, jak uważa. No toż
ja się cieszę, że zaznaczyła jak uwaza, bo to ona ma porównanie Kuby z innymi
dziećmi w tym, wieku i najlepiej potrafi ocenić to, co on umie! Nie chodzilo
mi o analizę psychologiczną ( w teście są pytania typu: zabawa zabawkami ; 1.
prawidłowa, jak inne dzieci w tym wieku. 2. lekko nieprawidłowa bo.... itd )
W tym momencie.... ona mówi: zaznaczyłam jak uważałam, jeśli się pani nie
podoba, to prosze o nic wiecej nie prosić. I... odeszła!
Nie czuję się winna. Z drugiej strony uważam, że pani ta preferuje dzieci
nieproblematyczne, typowe, ktore ją adoruja i ktorych rodzice zachwycają się
sukcesami swoich dzieci. A tu... tego nie ma. Zeby było zabawniej dzień
wczesniej dyrektorka, ktora miewa z nimi zajęca, tak go chwaliła, że taki
mądry, taki inteligentny, zna kolory, częsci ciała, liczy do 20, zna połowę
alfabetu, że wszystko rozumie, że panie go nauczyły się rozumieć. A dziś się
dowiedziałam, że pani nic go nie rozumie...
Moja mama uważa, że ja ją obraziłam i że powinnam im za ten test coś
przynieść i ze w ogole coś powinnam im regularnie przynosić, bo Kuba tam lubi
i musi chodzić, a one mogą się nim przestać zajmowac...
sama juz nie wiem, to ja czuję się obrażona, że ona tak sobie poszła, bo
tłumaczyłam jej , ze ja nie podważam jej kompetencji i zależalo mi na
obiektywnej ocenie, a jednoczesnie na ocenie osoby, ktora zajmuje się dziećmi
i dobrze je zna....