Kochane Dziewczyny. Od ok. dwóch tygodni zaglądam na forum i w końcu postanowiłam się odezwać. Pozwólcie, że się przedstawię

Mam już 33 lata, wspaniałą 14-letnią córę i 8-letniego synka. Mieszkam w Szczecinie. Jak już napisalam mam dwoje dzieci i nie marzyłam o powiększeniu rodziny,choć nie ukrywam,że czasami zastanawiałam się "co by było gdyby" ale wiedziałam że nigdy nie zdecyduję się na następnego potomka mając już odchowane, po części samodzielne dzieci. Tym bardziej, że od pewnego czasu z mężem nie układało mi się najlepiej i temat rozstania gdzieś po cichu wkradał się do moich myśli. Chodzenia w ciąży też nie wspominam najlepiej, przed córką poronienie w 12 tyg. po córce przedwczesny poród (łóżysko przodujące) - dziecko zmarło tego samego jeszcze dnia... Nie chciałam jednak aby moja córka była jedynaczką i marzyłam o następnym dziecku... Okazało się że mam problemy z zajściem w ciążę, lekarze kazali być dobrej myśli i po kilku miesiącch prób upragniony pozytywny wynik testu. Byłam bardzo szczęśliwa choć wiedziałam, że będą kłopoty i że szpital mam zagwarantowany nie poddałam się nie traciłam nadzieii.I faktycznie, po dziewięciu miesiącach oczekiwań urodziłam zdrowego ślicznego chłopczyka. To właśnie mój synek, ma już 8 lat chociaż chwilami wydaje mi się, że ma o kilka mniej, jest bardzo związany ze mną emocjonalnie, dopiero od niedawna przestał w nocy przychodzić do mojej sypialni...

Ale do rzeczy. A więc kochane dziewczyny, na początku lipca dowiedziałam się, że jestem w kolejnej ciąży... totalny szok, wydawało mi się to tak mało możliwe, że aż nierealne, z racji moich wcześniejszych doświadczeń oraz tego, że lekarz wyraźnie dał mi do zrozumienia, że przypadkowa ciąża u mnie raczej nie wchodzi w grę... Nie wierzyłam testom, udałam się do lekarza, który potwierdził mój stan odmienny... i wiecie co? - jak tylko zobaczyłam to maleństwo na usg (7 tydz.) poczułam się tak jakbym pierwszy raz była w ciąży, to było cudowne uczucie widzieć w sobie maleństwo, jego bijące serduszko... I w tym momencie poczułam, że ONO jest i będzie tak samo kochane jak pozostałe dzieciaki. To nic, że moi znajomi na wieść o tym mało nie pogryźli się w języki aby nie złożyć mi wyrazów współczucia, to nic, że moja własna matka stwierdziła, że trzecie dziecko w dzisiejszych czasach to tylko rodziny patologiczne mają... to nic, że miałam być może rozstawać się z mężem, to wszystko nic najważniejsze, że Ono jest,najważniejsze by urodzilo się zdrowe,że moja córka pierwszy raz w życiu poświęciła całą niedzielę na uszycie dla siostrzyczki koszulki i chociaż nigdy nie przejawiała specjalnych chęci ani talentu do szycia zrobiła to pięknie, w dodatku sama od siebie... Mój synek zapakował w różową bibułę swoje nowe świecowe kredki i podpisał "dla Lałurki"... Mam je jej dać jeszcze w szpitalu

Naprawdę mam wspaniałe dzieci,bałam się, że trochę inaczej przyjmą tę sytuację... Nie wiem jak dalej ułoży mi się z mężem (chociaż ostatnio nawet się stara a wczoraj stwierdził, że dziecko uszlachetnia... ), ale wiem, że na przekór wszystkiemu cieszę się bardzo wraz z moimi dziećmi z tej małej istotki, która pojawi się w marcu, najprawdopodobniej w moje urodziny

Moja mama przyniosła mi dzisiaj śliczny sweterek z czapeczką... czyżby przemyślała?

Pozdrawiam Was bardzo gorąco, Magda.