Witam wszystkie e-mamy i nie tylko,Postanowiłam napisać i poprosić o radę, bo przyznam się, że sama już nie mam konceptu jak ułożyć, w zasadzie poskładać moje małżeństwo. Tzn. niby pomysł mam, gorzej z jego realizacją. Zaznaczam, że nie będzie tu o złym mężu, wrednej teściowej i takie tam ... Ale od początku. W maju "99 urodziłam córę, mąż w tym czasie studiował dziennie i dojeżdżał na uczelnię i do pracy jedyne 40 km dziennie. Później przyszedł kolejny rok akademicki (na szczęście 5), była praca. Ja do końca września byłam na urlopie, ogólnie zarabiałam nieźle, więc jakoś interesik się kręcił, trochę pomagali nam rodzice. Ale zbieraliśmy na własne M... Pod koniec roku mój mąż stwierdził, że praca jest do d. i zaczął szukać czegoś bliżej, a przede wszystkim lepiej płatnego zajęcia (po odliczeniu kosztów dojazdu z jego pensji zostawało ok. 600 zł, oczywiście robił jakieś dodatkowe projekty, ale wiadomo na to nie ma co liczyć), no i ... mimo świetnego kierunku studiów (telekomunikacja), jakiejś już zdobytej praktyki nici z pracy. Dostał co prawda kilka propozycji, ale za najniższą krajową, więc szkoda się było przenosić. Ale pewnego dnia buszując po necie znalazł kilka ciekawych ofert. I tu się zaczęło. Oferty ciekawe, ale w ... oczywiście nie zgadniecie gdzie? Warszawa. I tu wkroczyła moja skromna osoba. Powiedziałam tak: wysyłaj cv, jak Cię będą chcieli, to pojedziesz na rozmowę. Chyba do końca nie zastanowiliśmy się nad tym problemem. I efekt jest taki, że mąż dostał kilka propozycji, wybrał jedną, wg niego najbardziej odpowiednią. Zamienił stryjek, siekierkę na kijek

dojazd 40 km na bagatelka 300 km. Ponieważ pierwsza umowa była na trzy miesiące, to stwierdziliśmy, że to będzie okres próbny. No bo zawsze mogą z niego zrezygnować, albo on nie będzie zadowolony. Minęły trzy miesiące i dostał nową umowę, oczywiście za większe pieniądze. Szybciutko uzbieraliśmy brakującą kwotę na własne M, poczyniliśmy zakup i ... mam wrażenie, że wszystko umarło. Aha ważne jest jeszcze to, że mąż pracuje w dziwnej konfiguracji godzinowo-dniowej, tzn. pn-pt np. od 6-14 lub 14-22 lub 22-6, pt-nie 6-18 lub 18-22 przy czym tydzień pracy jest 40 godzinny. W praktyce wychodzi to tak, że 5 dni pracuje, weekend w domu, kolejny tydzień pracuje weekend w domu, później troszkę dłużej niż tydzień (zależy jakie ma dniówki – 8 czy 12) i wolny cały tydzień, a czasem i dłużej (hura!). Pracy zmienić nie może, bo w firmie, w której aktualnie pracuje trzymają go lojalki (szkolenia zagraniczne - niby fajnie, ale...) do końca maja 2002. Od dawna szuka u nas na miejscu, ale wiadomo, że na Śląsku jest recesja, a poza tym kurna chata! niech nikt mi nie mówi, że kasa nie jest ważna. No i teraz jest bardzo duży problem, co robić dalej, bo ta sytuacja po prostu nas dobija. Niby można się przenieść do W-wy, ale wtedy trzeba wziąć drakoński kredyt na własne M !!!, a z jednej pensji, mimo, iż nie jest mała, też nie jest tak łatwo. A ja znowu nie mogę znaleźć nic w W-wie i koło się zamyka. Aha i jeszcze wspomnę, że w między czasie musiałam zmienić pracę, na własne życzenie

oczywiście nie wspomnę jakie kolosalne zarobki mam teraz.Efekt końcowy jest taki, że głównie z mężem gadamy przez telefon, dobrze, że firma płaci

, piszemy maile i jakoś leci. To jest po prostu do bani – umawiać się np. na kolor kafelków do łazienki, jak i tak nie wiadomo, czy będziemy tam mieszkać. W mieszkaniu mamy jak w hotelu, no bo po co kupować cokolwiek jak nie wiadomo co dalej. Poza tym niestety cała sytuacja zaczyna wpływać niekorzystnie na nasze pożycie małżeńskie (o ile takowe istnieje) i to w całym tym bajzelku jest chyba najważniejsze. Był cel, został osiągnięty, ale co dalej? Czekam na jakieś konstruktywne rozwiązania. Ale się rozpisałam t="

" border=0 align=absmiddle>Papatki i pozdrawiam wszystkie małżeństwa na odległość,Politea