Gość: guest
IP: *.*
20.10.01, 00:46
Czesc Wszystkim!Tak wlasciwie to chcialam sie podzielic z kims o tym, co teraz bardzo przezywam. Jestem w Australii juz od 18 miesiecy i na szczescie juz niedlugo wracam do Polski. Pisze na szczescie, bo wcale nie bylo tu tak bajecznie, jak myslalam przed wyjazdem. Z mezem wybralismy sie do Austarlii w poszukiwaniu lepszego jutra, lepszego zycia niz mielismy w Polsce. Zeby miec w ogole na bilety samolotowe, i na jakis czas zycia w Austarlii, narobilismy sobie mnostwo dlugow w Polsce i w Australii. Czesc z nich splacilismy poprzez ciezka prace, ale to jest jak kropla w morzu. Niestety, a moze wlasnie na szczescie odrzucono nasza aplikacje o wize i nie chca nas tutaj. Nie powiem, przezylismy tu wspaniale chwile, mamy niezapomniane wrazenia, ale bylo nam tez i bardzo ciezko. Nie mielismy zadnej pomocy z nikad. Ze wszystkim musielismy radzic sobie sami. Musielismy ponad rok czasu pracowac na polach zbierajac owoce, zeby miec na zyciei dlugi. Praca czesto w deszczu, blocie, albo w upale 40 stopni to byla codziennosc. Wczoraj pracowalam ostatni dzien, bo stwierdzilam ilez mozna tak sie poswiecac zeby placic te cholerne dlugi. Stwierdzilam, ze to co zarobie przez te pare dni i tak nie zrobi duzej roznicy i malo pomoze. Poza tym moj maz nie mogl juz patrzec jak sie mecze, szczegolnie teraz, kiedy jestem w 4 miesiacu ciazy. Rzucilam wiec te robote i ciesze sie z tego, ze moge milo spedzic te ostatnie dni w Australii. Lubie ten kraj, lubie cieply klimat, ludzie sa fajni, pomocni,otwarci i bardzo przyjazdni. Ale powoli zaczynalam miec dosyc tej sytuacji, tego zycia na walizach, ciaglych przeprowadzek, czesto niepewnosci o to co bedzie jutro. No i jezyk, nigdy nie moglam wyrazic po angielsku tego co naprawde czulam, czesto bylam zle rozumiana i czulam sie czasem taka "glupia", jak czegos nie rozumialam. Brakuje mi tutaj rozmow z ludzmi, kontaktow towarzyskich. Jedyna osoba, z ktora moglam porozmawiac byl moj maz, rozmowy z innymi ludzmi nigdy nie byly w pelni naturalne. Czuje, ze stalam sie tu odludkiem, porownujac moje zycie jakie prowadzilam w Polsce. Tam pracowalam, rozmawialam z ludzmi, mialam znajomych, byly imprezy i zycie bylo ciekawsze. Tutaj nie pamietam kiedy bylam na jakiejs imprezie, czy dobrze sie gdzies bawilam. Zawsze brakowalo pieniedzy, a poza tym ciagle ta praca i praca, po ktorej czasem bylam tak zmeczona, ze prosto po powrocie kladlam sie do lozka i spalam do rana. Moj maz na szczescie nigdy sie nie zalamal i zawsze myslal pozytywnie. Jednak nagle wszystko uleglo zmianie. Kiedy wiedzielismy juz, ze nie mamy szans na zostanie w Australii zaczelismy myslec co bedziemy robic w Polsce, jak zyc z tymi dlugami, nie majac nic, jak zarabiac na zycie. Wstapila we mnie nadzieja w momencie, kiedy moj maz dostal bardzo dobra prace w Szczecinie (poprzez internet). Biorac pod uwage jego wieloletnie doswiadczenie w komputerach, choc brak wyksztalcenia, szef firmy zaprosil go do Szczecina oferujac nawet mieszkanie sluzbowe ! To byl dla nas obojga szok i wielka wielka radosc.W koncu moze wszystko sie ulozy, bedziemy mogli cos zaplanowac na przyszlosc, kupic cos do domu, nie martwiac sie o bagaz. No i bedziemy mieli dziecko, ktore jest dla nas najwiekszym skarbem. Tak przy okazji, nie mam zadnych znajomych w Szczecinie, ani rodziny, a moja i meza rodzina mieszka az na Mazurach. Chetnie wiec zapoznam sie z dziewczynami ze Szczecina. PozdrawiamMarta