WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN

IP: *.* 06.11.01, 19:03
Wprawdzie od mojego porodu minął prawie rok (ach, jak ten czas szybko leci!), to postanowiłam podzielić się z wami moimi wrażeniami z pobytu w szpitalu. Rodziłam w Sosnowcu w „dwójce”. W tym szpitalu obowiązuje jakże wychwalany system rooming-in, czyli dziecko z matką. Na miesiąc przed wyznaczonym terminem porodu, byliśmy z mężem w szpitalu dowiedzieć się, czy możemy rodzić razem. Miłe panie pielęgniarki pokazały nam salę do porodów rodzinnych i wyjaśniły, że po porodzie dzidziuś przebywa cały czas z mamą, ale gdy ta jest zmęczona i poprosi o to, to mogą dziecko zabrać do siebie. Nie, żebym była jakąś wyrodną matką, ale ucieszyłam się z tego, że chociaż trochę odpocznę po porodzie.No i zaczęło się. Pierwsze, lekkie bóle miałam ok. południa w niedzielę. Z niedzieli na poniedziałek już nie spałam, a syna urodziłam dopiero wieczorem. Rodziłam siłami natury i byłam wykończona. Po przewiezieniu na salę rozpoczęło się pasmo moich rozczarowań. Gdy poprosiłam o zabranie dziecka na tą jedną noc, położna stwierdziła, że to musi być moja świadoma decyzja. Chyba ze trzy razy powtarzałam, że to jest moja świadoma decyzja, jednak dziecko zostało na noc ze mną. Mimo zmęczenia nie spałam całą noc, no bo jak tu można zasnąć, kiedy mój dzidziuś jest przy mnie i boję się, że zaraz zacznie płakać, bo może jest głodny, jest mu zimno, niewygodnie itp. Poza tym nie potrafię zasnąć przy zapalonym świetle (nie można gasić).Następna sprawa to szpitalne łóżka. Wydaje mi się, że są za wysokie. Siedząc na nim śmajtałam nogami w powietrzu (a jestem średniego wzrostu). Takie siedzenie bez podpierania nóg o podłogę sprawiało mi dużo bólu, bo miałam nacinane krocze.Kolejne rozczarowanie to sprawa dzwonków przy łóżku, służących rzekomo dla mojej wygody. Jeśli chcę, żeby ktoś przyszedł do mnie lub do dziecka, to mam zadzwonić. Więc, gdy potrzebowałam pomocy, to zadzwoniłam. I owszem, przyszła pielęgniarka ze złą miną i z pretensjami „po co ja znowu dzwonię?!” Więcej nie dzwoniłam i gdy mojemu dziecku tak się ulało, że był prawie cały mokry, wzięłam go na ręce, zwlokłam się z łóżka i poszłam do pań, z prośbą, aby dały czyste ubranko. I co usłyszałam? – „przecież ja go dopiero przebierałam, a poza tym zaraz będzie obchód i już nie zdążę go przebrać!” Więc wróciłam z zafajdanym synkiem na salę.Następna sprawa: pielęgniarki mogłyby ustalić miedzy sobą jakąś wspólną wersję, dotyczącą np. jadłospisu młodych mam. Jedna stwierdziła, że z owoców możemy jeść jabłka i banany. Kiedy przyszła druga, kazała natychmiast schować banany, bo ich jeść nie można. I tak było z wieloma sprawami.Nauczyłam się też, że lepiej siedzieć cicho i nie zadawać żadnych pytań, bo i tak nie uzyskam odpowiedzi. Mój synek urodził się z dość długimi paznokciami i się drapał. Kiedy spytałam, czy obcinać mu paznokcie (no bo skąd mam to wiedzieć?), pielęgniarka skrzyczała mnie, że takim małym dzieciom się nie obcina paznokci. A gdy innym razem zapytałam się o mleko, jakie mogłabym dawać małemu zamiast mojego (gdyby zaszła taka potrzeba, bo od zawsze wiedziałam, że będę i chcę karmić piersią, ale różnie to bywa), to usłyszałam, że mam dużo pokarmu i muszę karmić piersią. Potraktowano mnie jak jakąś wyrodną matkę, która nie chce karmić swojego dziecka. A w końcu to sprawa każdej kobiety, jak chce karmić i nikt nie ma prawa nas do niczego zmuszać. Doszło do tego, że w trzecim dniu po porodzie chyba wpadłam w depresję, bo na widok męża płakałam, ponieważ chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Po trzech nieprzespanych nocach byłam wykończona. A noce były najgorsze. Czekałam do rana aż coś zacznie się dziać – przyniosą termometry, śniadanie, później będzie obchód i przyjdzie mąż. Wtedy mogłam iść do łazienki, bo pomógł mi wstać z łóżka i zajął się dzieckiem. Mogłam też się troszkę przespać. Mam wrażenie, że system rooming-in został stworzony nie dla kobiet rodzących, a dla położnych i pielęgniarek, żeby miały więcej czasu i nie musiały zajmować się dziećmi. A może wg nich system ten oznacza pozostawienie matki samej sobie: chciała, to ma i niech sobie radzi!
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 06.11.01, 20:37
      Zgadzam się z Tobą Basiu, że pielęgniarki nazbyt "dosłownie" pojmują sens tego systemu. Ja nie miałam aż tak złych wrażeń - w pierwszym dniu życia mojej kruszynki zajmowały się nią pielęgniarki. Byłam bardzo osłabiona - ledwo stałam na nogach. Na drugi dzień ochoczo przystąpiłam do przewijania córeczki.Inną sprawą jest stosunek pielęgniarek i położnych do pacjentek. Nie mam pojęcia skąd się wziął taki chory model relacji personel - pacjentka. Dlaczego nie są konkretne i miłe, pomocne i wyrozumiałe (wyjątki się zdarzają).Myślę, że my też popełniamy błąd rezygnując z domagania się tego, co nam należne. Pamiętam, że czułam się jakoś bezbronnie. Sytuacja była dla mnie nowa i trochę mnie przerastała. Nie potrafiłam zwrócić uwagi położnej, że jest niedelikatna.Teraz, gdy będę rodzić drugi raz , nie pozwolę traktować siebie przedmiotowo. Czemu na zajęciach szkoły rodzenia nie mówi się nam , jakie mamy prawa, czego możemy się domagać, oraz co może nas spotkać - i jak wówczas reagować?:-) Dorka :-)
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 06.11.01, 21:00
      Az chce mi sie powiedziec, ze dziecko zostalo wylane z kapiela. Zgadzam sie z Toba, po swoim pobycie w szpitalu tez doszlam do wniosku, ze generalnie "rodzenie po ludzku" w warunkach szpitali panstwowych czesto (aczkolwiek nie zawsze) oznacza szkole przetrwania, albo sobie dasz rade albo nie. Generalnie Ty i rodzina jestescie od tego by wszystkim sie zajac, bron Boze personel medyczny. Juz kilkakrotnie zalilam sie na swoj pobyt w W-wie na Inflanckiej wiec nie bede sie powtarzac.Faktem jest, ze w 18 godzin po cesarce, pielegniarki na sile chcialy mi przywiezc corcie, i ze lzami w oczach musialam im udowadniac, ze mam jeszcze po pelnej narkozie zawroty glowy, ledwo trzymam sie na nogach a z rozplatanym brzuchem nie jestem w stanie zwlec sie z lozka. Ale oczywiscie bez wywolywania wyrzutow sumienia sie nie obylo ..........
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 06.11.01, 21:40
        Ja zdecydowałam się rodzić na Kasprzaka, ale po tym jak na szkole rodzenia, na moją sugestię, ze system rooming - in nie zawsze się sprawdza Pani POłożna obrażonym tonem powiedziała, że to chyba brak uczuc macierzyńskich u mnie, i że dzieci nie ma gdzie zabrać, a ona radzi (!!) żebym poprosiła swoją mamę, zeby przychodziła (może jej nawet dac fartuch, żeby się nie wyróżniła, bo odwiedziny tylko do 3 do 5) i jak moja mama zajmie się wnusią to będę miała szansę trochę sie zdrzemnąć i umyć. Dziewczyny - to jest jakaś paranoja! Chce tam rodzić za względu na dzieciątko ( ma duże szanse być wcześniakiem) ale jak słysze takie teksty to boje jeszcze bardziej, o ile to możliwe cryingCzy może którać z was rodziła na Kasprzaka i może coś napisać na ten temat. Czekam niecierpliwie.Gosia
        • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 11:06
          Wybrałam do porodu IMiDz. na Kasprzaka kierując się powszechnie panującą opinią jako jeden z tych, w którym można "rodzić po ludzku" (przyznane nagrody, wyróżnienia itp.). Wiadomo, chesz mieć zapewnioną jak najlepszą opiekę około- i poporodową, a wtakim szpitalu takowa powinna mieć miejsce, prawda. Poród zakończył się cesarką w znieczuleniu ogólnym bo na zewnątrzoponowe nie było czasu (może gdyby lekarz zrobił USG to można by było przewidzieć, że mogą być problemy z urodzeniem dziecka ważącego 4100 przy raczej drobnej budowie ciała matki). Urodziłam o 22.25. O 7.00 rano przyniesiono mi dziecko... Nie całkiem "przytomna" po wyczerpującym porodzie i narkozie, z palącą raną na brzuchu, podłączona do kroplówki i cewnika. A pielęgniarka położyła koło mnie dziecko i sobie poszła. Leżałam tak i patrzyłam na moje maleństwo. Chciałam jak najszybciej przystawić je do piersi. Poprosiłam pielęgniarkę, przyszła, pomogła przystawić i poszła. Byłam wystraszona i zestersowana. Nie miałam pokarmu. Synek nie chciał ssać. Dokarmili Go raz sztucznie a potem wstrzymali bo matka ma karmić dziecko naturalnie. Najgorzej było w nocy, gdy płakał a ja nie mogłam go nakarmić. Pielęgniarki w tajemnicy pozwoliły mi podać Bebilon. Mleko rozrabiałam w... słoiku po musztardzie a podawałam przez strzykawkę po palcu. A dlaczego - jak ostatnio przeczytałam, że w szpitalach "przyjaznych dziecku" nie ma butelek ani smoczków, bo jest to zabronione. To paranoja. (efekt: pleśniawki, z którymi walczyłiśmy jeszcze trzy miesiące).W dzień przychodził do mnie mąż. Mógł być już od 9-10 rano aż do późnego wieczora, a dlaczego - bo wtedy nie musiały zajmować się mną i dzieckiem pielęgniarki. A gdy prosiłam je o cokolwiek, wyczuwałam niechęć. Raz usłyszałam: " następna, która nia ma pokarmu". Dla mnie to było jak: " co za matka, która nie umie zatroszczyć się o własne dziecko". T wszystko powodowało, iż popadałam w depresję. Miało to być takie piękne wydarzenie w moim życiu ... Wyszłam do domu w 5 dobie, zdołowana i załamana. Z karmienia piersią nic nie wyszło. Była to dla mnie wielka porażka.To co piszę (w dużym skrócie) jest po 1,5 roku tylko suchą krytyczną relacją, ale dla mnie wtedy tam było bardzo przykrym przeżyciem, które nie pozwalało mi cieszyć się dzieckiem, tym, że jest zdrowe i śliczne. A synek mój jest naprawdę cudowny i mimo, że nie karmiłam go naturalnie to jest dokładnym zaprzeczenie stwierdzenia "iż dzieci karmnione naturalnie są zdrowsze, bardziej ufne i lepiej się rozwijają" (cytat z opracowania wydanego przez IMiDz). .Jak można coś takiego w ogóle twierdzić. Powinni zobaczyć mojego Synka. Tak było ze mną - pacjętką wymagającą wiekszej opieki, bo po cesarce (szkoda że nie postrzeganą jako młoda, niedoświadczona mama po cięższym porodzie). Może te mamy, które rodziły tam naturalnie i w drugiej dobie mogły wyjśc do domku, ominęły te wszystkie "ciekawostki" i one mogą twierdzić że było OK.
        • Gość edziecko: Anuśka Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 14:34
          Ja rodziłam w grudniu ubr. Prawie rok minął od tamtej chwili ale pamiętam dokładnie. Ja całą ciążę przeleżałam w szpitalu. Widziałam, że nie urodzę naturalnie choć p. Ordynator Patologi Ciąży uparł się, że a może spróbujemy. Przed samymi świętami piątek 22.12 przez cały dzień byłam ganiana to Patologia to Porodówka, bo nikt nie chciał mieć na stanie "problemu". Po awanturze ( zapisy córci były złe od blisko 5 tygodni ) wywołanej przez męża i znajomego anestezjologa ( Chwałą mu za to ) stwierdzono, że rzeczywiście jest coś nie tak i o 22 urodziła się Olcia przez cesarskie cięcie ( trochę niedotleniona, i tylko 6 pkt ), nie ominęły mnie oczywiście kąśliwe uwagi. Myślałam, że to samo mnie czeka na położnictwie i się rozczarowałam raczej na pozytywnie. Był okres świąteczny i nie wiem czy to święta tak wpłynęły bo położne i te od maleństw i te od mam ( nie wszystkie fakt ) ale były super. Mąż mógł być przy mnie przez prawie cały czas i nawet na wizytach pediatrów - neonatologów. Zawsze jak coś pomagały jak się poprosiło, wytłumaczyły i miały cierpliwość do naszych ciągłych narzekań,pytań nawet banalnych. Nawet informowały jaki jest stan dzieci ( jak były chore - tak jak moja Olcia). Przez te 9 dni pobytu dla nikogo nie byłam intruzem, nawet życzenia świąteczne złożyły nam dyżurujące położone. Wiem, że chyba nie jest tak na codzień ale miałąm chyba szczęście trafiając w ten okres.
        • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 22:04
          Małgosiu!Nie martw się na zapas :)Ja również ze względu na dobro dzieciaczka (córcia miała podejrzenie wady serca, były też problemy z tętnem) zdecydowałam się na IMIDZ i nie narzekam. Byłam bardzo zadowolona z opieki pediatrycznej. Fantastyczne pielęgniarki z oddziału noworodkowego, miła pani doktor oraz lekarze specjaliści. Widać było, że lubią dzieci! Położne były różne, ale średnio rzecz biorąc OK. Pomagały przystawiać dziecko do piersi, ale TRZEBA PROSIĆ O POMOC!!! To zresztą powiedziano nam na szkole rodzenia.Jeśli chodzi o sam poród, to mało z niego pamiętam i mam w związku z tym lepsze wspomnienia niż mój mąż :)Jak masz jakieś pytania, to pisz.Pozdrawiam, Zuza.
    • Gość edziecko: stynka Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 06.11.01, 21:45
      Ja osobiście uważam, że system ten jest wspaniały. Miałam to szczęście, że czułam się świetnie - rodziłam w znieczuleniu zewnątrzoponowym i nie byłam nacinana - mogłam (i chciałam) się więc od razu zająć małym Jachem.Jednakże jeśli jakaś kobieta nie jest w stanie od razu zająć się swoim dzieckiem NIE MOŻE być do tego zmuszana. To jest system dobrowolny! Niestety położne na oddziałach o tym zapominają.Jeszcze do niedawna dzieci były zawijane w tobołki i odbierane matkom. Teraz jest przegięcie w drugą stronę - dzieci na siłę przy matce. Miejmy nadzieję, że to się zmieni i że to, czy dziecko jest z matką, czy na oddziale noworodkowym, będzie zależało tylko i wyłącznie od woli kobiety!
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 06.11.01, 22:11
        A ja uwazam system rooming-in za rewelacje. Inna rzecz, ze akurat mnie zalezalo wlasnie na tym, zeby dano mi swiety spokoj i zeby personel jak najmniej wtykal sie do mnie i mojego dziecka (inna rzecz, ze moj maz byl cale dnie ze mna i sporo zajmowal sie pielegnacja , ale do tego potrzebny jest pokoj jednoosobowy, bo nie wyobrazam sobie odwiedzin calodniowych na sali zbiorowej). Za to na tak zwanym Zachodzie, gdzie rodzila moja siostra, wymeczona po porodzie kleszczowym okrutnie, obolala,z wenflonem w lapci, gdy poprosila polozna o pomoc przy kapieli noworodka, ta po prostu nalala wody do wanienki i sobie poszla. Skad to znamy? A w polskim szpitalu ja sie musialam prosic personelu, zeby mi pozwolili wykapac moje dziecko. I jak tu wszystkim dogodzic?
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 06.11.01, 22:04
      Mimo, że w moim przypadku również minął rok od porodu moje wspomnienia z pobytu w szpitalu są bardzo świeże. Poród miałam udany (z.o., opłacona położna) jednak pobyt na oddziale wspomninam jak najgorszy koszmar. Moja dzidzia od momentu przyjścia na świat non-stop domagała się piersi, po porodzie nie miałam nawet 15min, żeby odpocząć, mąż został od razu wyproszony z sali i pozostawiona byłam sama sobie. Byłam cała obolała, nie mogłam siedzieć a również i leżenie sprawiało mi ból, bardzo krwawiłam. Przed porannym obchodem (urodziłam 6.40) pielęgniarka kazała mi zmienić pościel, bo "już zabrudzona!", dowlokłam się do pokoju pielęgniarek i tam wszystkie panie z miłym uśmiechem wskazały mi stos pościeli żebym sobie wzięła i w ogóle "bez krempacji" zawsze mogę przyjść sobie wziąć i sobie zmienić - kiedy tylko będę miała na to ochotę. Weronika jest moim pierwszym dzieckiem, kiedy zrobiła pierwszą kupkę nie wiedziałam jak się za nią zabrać, poszłam poprosić o pomoc, czekałam ze 3min i sama się za to wzięłam - zresztą później żadna pani się nie pojawiła. Jest jeszcze kwestia żywienia, nie jadam mięsa, w szpitalu wiadomo, nikt z nikim nie omawia menu, ale mój mąż zgłosił ten fakt.... i na kolację dostałam kurczaka w galarecie. Przez 3 dni jadłam mleko i ziemniaki z surówką, zresztą to nie o to chodzi ale o poszanowanie ludzkich przekonań! Pozostała oczywiście ochocza "pomoc" przy karmieniu, popękanych brodawkach, informacja jakiemu aktualnie badaniu poddawane jest dziecko. Kiedy to się zmieni?
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? IP: *.* 06.11.01, 22:17
      a ja na to szyderczo zaśmieję się HA HA HA- nazwa piękna :SYSTEM ROOMING-IN a powinno być" matko radź sobie sama"Mnie przeniesiono po cesarskim cięciu do sali 5 osobowej, tam ścisk i tłok, obok łożeczka, w łóżeczku dziecina, obok łożeczek metalowe szafki, jeden stołek , przy każdym łóżku mąż , teściowa, babcia i inni członkowie rodziny w godzinach od 13 do 19. Sala 20 m.kw a ludzi wraz z dziećmi 24- 30 sztuk. Miałam już drugie cesarskie cięcie i doświadczenie,starsze dziecko też mnie nauczyło pokory i cierpliwości, ale gdyby nie odwiedziny męża ,to w 3 dobie spokojnie mogłabym w szpitalu wyzionąc ducha i nikt nie udzieliłby mi pomocy. Chyba wiem dlaczego tak chętnie wpuszczana jest rodzinka do szpitali. Mój mąż przez telefon komórkowy musiał wzywać lekarza! W szpitalu. Z zewnątrz!Szpital duży, największy w mieście. Dziecko musiałam sama dźwigać z łożeczka do karmienia, mimo, że bylam świeżo po operacji a gdy spalam z nim to panie pielęgniarki krzyczały, że może spaśc z łożka. Mogło. Bo łozko wysokie i niewygodne ,jednoosobowe a matka po cięciu nie da rady kilka razy w nocy podnosić się i przekładać go z powrotem.Więc matka nie spała. Trzeciego dnia przyszła pielęgniarka nazwana przez mnie czarownicą( postrach oddziału ) i nakrzyczała na wszystkie leżące panie, że mają koce nierówno ułożone na łożkach ( skąd oni biorą te paskudne koce i czemu mają leżeć w nogach łożka jak w wojsku?) Wszystkie panie pokornie te koce układały, nawet ja , kobieta dorosła i matka dzieciom , ale zwróciłam jej uwagę, że chyba ma zły dzień i to był cały mój akt odwagi. Dlaczego tak się dzieje?Bo kobieta po porodzie jest bezbronna i słaba, psychicznie i fizycznie. Poza tym ma dziecko i tylko ono jest ważne w tym momencie.Jedyna dobra rzecz w tym szpitalu to wizyty pani z poradni laktacyjnej. A system " matko radź sobie sama" to chyba spotkał się z takim entuzjazmem bo jest wygodny ( dla personelu):-)megi
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? IP: *.* 07.11.01, 08:15
        Czyli z tymi kocami to nie tylko w Toruniu?! Ufffffff :)
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 06.11.01, 22:33
      Tak czytam te wasze posty i nie mogę się nadziwić, że wciąż jeszcze kobiety są traktowane w szpitalu tak samo, jak kilkadziesiąt lat temu. Ja chyba miałam wyjątkowe szczęście... Przed porodem obejrzeliśmy razem z mężem kilka szpitali położniczych, aby wybrać ten najlepszy. Swiadomie zdecydowałam się na ten, który oferował system rooming-in. I byłam bardzo zadowolona z tego, że po porodzie (rodzinnym zresztą) umieszczono mnie razem z dzieckiem w 1-osobowej salce. Mogłam w spokoju i do woli nacieszyć się moim maleństwem. Mąż był z nami od rana do wieczora i nikt go nie przeganiał, a gdy położył sią na moim łóżku, pielęgniarka tylko uśmiechnęła się wyrozumiale. A pielęgniarki były naprawdę wspaniałe: często przychodziły do nas, uczyły mnie, jak zajmować się dzieckiem, sprawdzały, jak sobie radzę z karmieniem piersią i chętnie odpowiadały na wszystkie pytania. Co to za wspaniały szpital? Na Placu 1. Maja we Wrocławiu. (Położną, która była przy moim porodzie, wspominam znacznie gorzej, ale to już inna historia.)
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 06.11.01, 23:05
        Wiecie, ze az mnie trzesie !Mialabym ochote plunac w twarz tym wszystkim pielegniarkom i poloznym.Rzecza, ktora mnie zastanawia to dlaczego Wasi mezowie czy rodzina nie reagowali na takie chamstwo ?!Moge zrozumiec, ze kobieta po porodzie jest zmeczona i wyczerpana psychicznie jak i fizycznie ale od czego rodzina !Moj maz by chyba zabil zeby mnie cos takiego spotkalo, a i ja sama w momencie gdy doszlabym do siebie dalabym sie we znaki tym konowalom...Takie bezrobocie w Polsce a nikomu sie nie chce pracowac. Na chlopski rozum, zeby kazda matka wniosla do dyrekcji szpitala skarge na dana polozna czy pielegniarke i domagala sie odszkodowania za zla obsluge i niefachowe traktowanieto moze by sie cos zmienilo ?!Dziewczyny nie dajcie sie !I dlaczego nie piszecie dokladnie namiarow na szpitale w ktorych Was zle potraktowano zeby przestrzec inne dziewczyny ?...
        • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 11:05
          marta napisała/ł:> > I dlaczego nie piszecie dokladnie namiarow na szpitale w ktorych Was zle potraktowano zeby przestrzec inne dziewczyny ?...No wlasnie. Tak sie ciezko zastanawialam po przeczytaniu postow o porodach...czy nie moznaby sie zebrac i zaczac wnosic skargi? Moze wyjde na wichrzyciela ale naprawde mna telepie gdy cos takiego slysze. Sama rodzilam w idealnych wrecz warunkach i to nawet nie byl ten sam szpital a 3 rozne. Nikt sie nawet nie wysilal specjalnie by byc mily(moze z wyjatkiem jednej poloznej ktora dosc wyraznie byla mila z urzedu)-ta uprzejmosc byla jakos tak naturalna. Pozostale,nawet jesli mnie znaly odrobine a nie byly obecne przy porodzie,przychodzily na sale by zobaczyc dzidzie, zapytac jak bylo,pogratulowac...takie zwykle ludzkie gesty.Inne wydzwanialy by sie dowiedziec w recepcji czy juz urodzilam itd. Wiem,ze nie tylko mnie tak traktowano wiec to nie to ,ze bylam szczesciara. Rodzinna atmosfera to po prostu norma a te kobiety robia wiecej niz sie od nich wymaga. Nie zachowuja sie jak niewolnice ktorym ktos stoi z baciorem za plecami. Moze dlatego sa w stanie wykrzesac z siebie wiecej entuzjazmu. Moze to to,ze nie maja calej tej pokomunistycznej sposcizny:`czy sie stoi czy sie lezy....`.Mam nadzieje,ze nie zapesze i tym razem bedzie OK.Inna rzecz,ze tutaj klient nie placi ale wymaga a personel, choc nie jest tak dobrze oplacany i nie moze raczej liczyc na dodatkowe zyski, to liczy sie z faktem ze o prace trudno, zasilek wcale nie jest taki duzy a z marnymi referencjami nikt takiej osoby nie przyjmie nawet do odwalania wegla.. No i pacjent zawsze ma racje, doputy dopuki nie ma podstaw by te racje zanegowac.Pacjent sklada skargi. Nie tylko o wielkie przewinienia ale i o drobiazgi-np kobieta sie poskarzyla ,ze pani w recepcji wpisala jej w karcie Miss a nie Mrs i recepcjonistce polecieli po pensji i dostala ostrzezenie.Innym razem kobieta(matka) poskarzyla sie na lekarza ,ze polgebkiem rzucil jakas uwage o panikarstwie(gdy przyszla z dzieckiem)-od razu zostal opisany i zdegradowany- a to dlatego,ze ogolnie znana niepisana zasada to:`matka ma intuicje i nie nalezy tego ignorowac a jej dobre samopoczucie psychiczne jest rownie wazne jak zdrowie jej dziecka`Oczywiscie nie wszyscy skladaja skargi i nie wszystko wychodzi ale moim zdaniem, im wiecej wyjdzie tym wieksze szanse,ze sluzba zdrowia zacznie sie zmieniac na lepsze. Kazdego dnia niemal slyszy sie w radio, prasie o jakims przypadku zaniedbania i jest to wielka sensacja i powod do zgorszenia. Nie zawsze podaje sie imiona itp(tylko w udowodnionych przypadkach)ale zawsze jest jakas identyfikacja-chocby nazwa szpitala. I tu moj maly pomysl. Skoro nie mozna wytknac palcem winnych to moze mimo wszystko warto opisac (kazdy od siebie)swoje porody i przykre doswiadczenia szpitalne,wymienic nazwe szpitala ale bez danych personalnych czyli bez naruszania prywatnosci na forum publicznym. Na koniec autorka moze zaznaczyc,ze zainteresowanym jest sklonna podac blizsze szczegoly na priva(przeciez wiesc gminna nie podlega prawu,nie?).Mozna nawet zorganizowac strone zawierajaca te historie. O ile pamietam to na www `Nasze dzieci` bylo cos takiego z opisami porodow.Nie wiem jak sie ma do tego prawo,ale to taki pomysl. W koncu predzej czy pozniej trzeba bedzie cos z tym zrobic.Watpie by szkoly rodzenia zachecaly kobiety do skladania skarg i `odszczekania sie`. Trudno tez od umeczonej kobiety po porodzie wymagac by sie uzerala z pielegniarkami na oddziale.Powinno sie zrobic wszystko by nie miala do tego powodu.I napewno powinno sie w jakis sposob nobilitowac te polozne, lekarki i reszte personelu ktory na to zasluguje. Tylko jedno z tych dzialan moim zdaniem nie zalatwi sprawy.Przepraszam,ze sie tak rozpedzilam ale mam `trzesawke` gdy czytam takie historie a z drugiej strony nie wyobrazam sobie bym miala przezyc porod i pobyt w szpitalu inaczej niz to sie stalo i nie wyobrazam sobie by inne kobiety nie mialy do tego prawa-chyba,ze zaplaca( a przeciez i to nie gwarantuje niczego do konca) albo sa szczesciarami.I jeszcze jedna rzecz; za jakis czas nasze corki beda rodzily i,jakkolwiek mozemy zniesc fakt,ze same jakos przecierpimy,to akceptacja tego wszystkiego w odniesieniu do nich juz nie bedzie taka `prosta`.Nie wyobrazam tez sobie by jakas prosta,biedna kobiecina zaczela skladac skargi wiec,dziewczyny-macie dostep do netu,macie sztuke slowa w jednym paluszku....przetrzyjcie szlaki bo ktos musi to zapoczatkowac. Ja tez skontaktuje sie z moimi znajomymi w Polsce i poprosze by opisaly swoje porody i,za ich zgoda,chetnie dolacze te historie.I jeszcze jedno. o ile pamietam, na stronie `wyborczej` jest tzw `czarna lista lekarzy`. Czy ktos wie jak to funkcjonuje od strony prawnej.Sorry za to `plucie` ale zbulwersowalam sie.Grrrrrrrrrrrrr
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 06.11.01, 22:59
      Ja tez miałam szczęście:Alę rodziłam 3,5roku temu w Solcu- poród wspaniały, własna sala i Aleńka, róznie bywało z opieka pielęgniarek ale gdy przed ostatnią nocą ściagnęłam pokarm wręczyłam go pielegniarce i poprosiłam aby sie zaopiekowała tej nocy Alusia z milym usmiechem zabrała Ją a ja ...wyspałam sie porzadnie :))))Gdy 10 m-cy temu urodziłam Zuzię w tym samym szpitalu sala rodzinna była niestety zajeta, zostałam odwieziona na czteroosobowa salę, Zuzieńka ze mna. Jak było miło gdy ja jeszcze absolutnie nie zdolna do poruszania sie otrzymałam moja córeczke do przytulenia od współmieszkanek. Do końca 3 doby pomagałysmy sobie we wszystkim. Personel szpitala równiez mnie miło zaskoczył, lekarka nosiła ze mna Zuzię całą noc na zmiane (najadłam się jabłek!), pielegniarki myły nam dzieci, ważyły a mysmy układały sie do karmienia.Jednym słowem w tym szpitalu ten system sie sprawdza!
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 13:12
        Dołączę do zadowolonych - rodziłam w szpitalu, gdzie system rooming-in działa tak, jak powinien – położne zapewniały naprawdę życzliwą i kompetentną pomoc, bardzo cierpliwie uczyły przystawiania do piersi, przychodziły do sali, gdy tylko któryś maluch dłużej płakał, odpowiadały na wszystkie może banalne, ale ważne dla „mam debiutantek” pytania. Dodatkową pomocą były praktykantki – bardzo pomocne, a przy tym sympatyczne. Aha, pierwszą noc po porodzie dziecko z reguły spędzało „na noworodkach”, żeby mama mogła się wyspać. Myślę, że wybierając szpital trzeba koniecznie dowiedzieć się o opiekę poporodową, bo jak ktoś już tu napisał „urodzić jakoś się urodzi, ale karmienia piersią już się można nie nauczyć.” Drugi szpital, który brałam pod uwagę odpadł właśnie z tej przyczyny. A generalnie myślę, że rooming-in + właściwy personel to rozwiązanie sto razy lepsze od oddziałów noworodkowych z poprzedniej epoki.Skoro dużo z nas ma niezłe wspomnienia z porodówek, a dużo gorsze z odziału, to może należałoby rozpętać następną część akcji rodzić po ludzku dotyczącą opieki poporodowej?Pozdrawiam wszystkie obecne i przyszłe mamyAniaPS: Dla zainteresowanych mieszkanek Łodzi i okolic: rodziłam w szpitalu Jonschera na Przyrodniczej. Naprawdę polecam!
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY!!!!!!!! SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 07:20
      Witam !!!Będę należeć do grupy nielicznych w tym wątku, ale ja byłam bardzo zadowolona z tego systemu. Pisałam już zresztą parę razy na ten temat. Rodziłam w Szpitalu im. Żeromskiego w Krakowie i uważam, że ROOMING-IN jest tam naprawdę rewelacyjny. Obchodziło mnie w zasadzie tylko karmienie i przytulanie mojego Synka, a położne i pielęgniarki były cały czas do dyspozycji i naprawdę chętne do pomocy. Naprawdę bardzo Wam współczuję, że spotkało Was coś takiego ze strony personelu w szpitalach, w których rodziłyście; nie mogłyście się przecież cieszyć całkowicie. Ale czy nie jest to trochę wina mam rodzących w takich szpitalach? Ja po takim traktowaniu złożyłabym skargę i/lub ewentualnie zażądałabym odszkodowania!!! Może to nauczyłoby ich czegoś...Szpital, o którym piszę miał przez kilka lat bardzo złą opinię; myślę, że po prostu wzięli się w garść w dobie tak dużej konkurencji.Pozdrawiam gorącoGosia
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 07:39
      Basiu, ja też rodziłam w "dwójce" i też podobnie wspominam pewne sytuacje, ale przyznam Ci szczerze, że wszystko zależy jednak od tego czy masz swojego lekarza w szpitalu i czy stanowczo upierasz sie przy swoim. Ja rodziłam jedynie 18 godzin i gdyby nie tupnięcie nogą, to chyba nawet moja lekarka nie wiedziałaby co robić dalej (skurcze, że szkoda gadać, a rozwarcie minimalne). Po rozmowie z ordynatorem i jego badaniu coś poszło do przodu, a już na pewno jak powiedział, że będzie cesarka. Co do późniejszej opieki szpitalnej, to niestety, albo stety nie mam co narzekać. Ale zgadzam się, że niektóre położne i pielęgniarki nadają się na odstrzał i wbrew pozorom to te młodsze. Starsze jakby bardziej się orientowały w sprawie. Ja urodziłam o 19:40, ponieważ poród miałam wyczerpujący dzidiusia zabrali - za moją zgodą - żebym mogła się wyspać. Następnego dnia rano dzidziusia przynieśli i cały dzień był ze mną. Na kolejne noce pielęgniarki pytały czy zabrać czy zostawić dziecko - decyzja należała do matki. Jedyne czego naprawdę brakowało, to nauki karmienia. Żadna z szanownych pielęgniarek, czy położnych nie pokazała jak prawidłowo przystawić dziecko do piersi i efekt jaki był można sobie wyobrazić. A poza tym tak jak wszędzie większość zależała od zasobności portfela i umiejętności rozmowy z lekarzem. Za około dwa tygodnie moja przyjaciółka będzie rodzić w tym szpitalu i jej lekarka doradziła, żeby konsekwentnie po porodzie egzekwowała od pielęgniarek i położnych, to co do nich należy. Ze względu na wewnętrzny konflikt między porodówką a niemowlakami, personel "wywnętrza się" na pacjentkach (!) Nic dodać nic ująć.Pozdrawiam,Politeap.s. Basiu jaki lekarz był przy twoim porodzie?
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 08:06
        czesc dziewczyny!Mysle ze po porodzie najlepiej czuje sie kobieta w domku swoim wlasnym.Tak wiec pomimo dobrej opieki,rooming-in itd chcialam jak najszybciej znalezc sie w domu i w drugiej dobie juz lezalam w swoim lozku(wiem ze cesarskie to inna sprawa).Przeciez polozna ktora do nas przychodzi tez moze nam pomoc w karmieniu,przewijaniu,kapaniu.Ja rodzilam w Niemczech i pomimo zabiegan szpitala bym zostala dluzej(wiadomo szpitale za to otrzymuja pieniadze)nie chcialam.Opieka byla dobra,pomoc tez zawsze w poblizu ale cala ta atmosfera szpitala jest jakas inna.Z drugim dzieckiem pragne by byl to porod ambulatoryjny czyli 2-3 godz po do chalupki.Moze gdybysmy byly bardziej swiadome ze to za opieke nad nami szpital otrzymuje pieniadze i jesli kobiety bede niezadowolone to taki oddzial powoli zaginie itd moze cos wtedy sie zmieniPozdrawiam was emamusieMonia
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 07:58
      Hhhyyymmmm........Ja swój poród wspominam raczej dobrze ,chodzi mi o sama porodówkę i położna..Ale to co działo sie póżniej....rany.Urodziłam o 6.20 rano czyli cała noc nie spałam przewieżli mnie na sale z 6 łóżkami(łóżko straszie wysokie..ja mała 158..wieć nogi to mi wisiały a zwlec sie z niego -tragedia...byłam nacinana..)O czywiscie po 20 min przywieżli mi moja Madzie z czego sie bardzo cieszyłam..ale o 12 w południe to oczy mi sie zamykałyi dosłownie błagałam położna aby wzieły ja do siebie choćbyna godzinke...wtedy sie udało..spałam 2 godziny...hhhuuurrraaa.Ale o pomocy w przewijaniu czy karmieniu..tego sie nie doprosiłam..brodawki popękały mi od razu.Więc lezałam tak sobie sama skazana tylko na siebie..mąż..tesciowie..mogli tylko mnie i dziecko poogladać z za szyby w pierwszych dwóch dniach...z łaska mała pokazała położna (tz.przyniosła ja do drzwi na sekunde...i poszła z nia do łóżeczka)Mi pozwolili dopiero w trzecim dniu wyjsc za "szklanych drzwi"i przytulić sie do męża.A noc były okrutne tyle łózek,wiecznie swiatlo i jak jeden maluch przestawał płakac to płakała nastepny...wiec po tygodniu tyle byłam w szpitalu(moja anemia)wygladałam jak upiór - z niewyspania i marzyłam o domu...Pozdrawiam i oby juz tak nigdy nie było!!!!!!!
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 08:03
      Ja rodzilam na Kasprzaka, a jakos polozna od razu po porodzie i karmienu, kiedy maluchy usypialy- pytaly sie czy nie zabrac malucha na pare godzin, zebym sie przespala. Trzy porody, trzy rozne polozne... czyzbym byla szczesciara?:)
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 09:32
        Dorzucę i ja 3 grosze:Rodziłam w Krakowie na klinice, gdzie system jest zmodyfikowany i chyba trafnie: dzieci od ok. 23-24 są zabierane (chyba, że któreś wcześniej śpi), na wyraźne życzenie moga zostać - jak na naszej sali było 12 osób - nikt sobie nie życzył. Przywożą maluchy ok. 5-6 rano na karmienie, potem zabierają do kąpieli i co jakieś 2 godziny przyjeżdżają przewijać. System mi się podobał: nie robiłam nic przy dziecku, a potem w domu i tak się okazało, że umiem, natomiast w szpitalu przespałam ostatnie noce, odespałam poród i mogłam potem normalnie funkcjonować. Łóżka słyszę takie same wszędzie, że nogi wiszą a d... boli.Położne poza jedną były miłe, ale dwie na chyba 40 osób...Ale ta jedna mnie opieprzyła, że chcę się pozbyć dziecka, kiedy cały dzień wisiało na cycku i beczało. Potem się okazało,że jej silny odruch ssania wymagał smoczka, a mleko ciągle lecące doprowadzało ją do szału. Niestety panie nie były tego w stanie stwierdzić.Ogólnie zaś mam refleksję, że w małych szpitalach w małych miejscowościach jest lepiej, bo np jest poród na dwa dni i 5 pań na oddziale, śmieję się, że wtedy nawet ordynator odbiera poród, bo by o wszystkim zapomniał. Natomiast moja koleżanka rodziła tam gdzie ja chyba miesiąc później, przez całą bardzo zagrożoną ciążę przeprowadził ją ordynator pokazywany zresztą w mediach często gęsto, widać, że fachowiec, ale do porodu powiedział, żeby się umówiła z położną i nawet dał jej nr telefonu, ponieważ uznał, że przy normalnym porodzie jego obecność nie jest konieczna. I to jest chyba uczciwe postawienie sprawy, cesarke by jej przecież zrobił (za ciężką kase pewnie), a tak spokojnie urodziła i zapłaciła tylko położnej - która pewnie odbierała równoczęsnie 3 inne porody. Śmieszy mnie to wszystko trochę, ale naprawdę nie wspominam źle ani położnych ani szpitala, mimo że moja koleżanka odwiedziłą mnie raz i powiedziała, że ona by nigdy w takim miejscu nie urodziła i nie przebywała. Czasem mam wrażenie, że jestem nienormalna, albo miałam głupawkę, ponieważ oglądałam sobie inne baby pod prysznicem i myślałam, kurde, wcale nie wyglądam źle nie ma rozstępów ani za dużego brzucha...No i cieszyłam się, że mam dziecko i zaraz wyjdę do domuruda kasia
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 09:52
      Rany!!! To jakis `poroniony` system a nie udogodnienie.Wierzyc sie nie chce,ze ludzie ludziom....Nie wiem jak bywa w innych zachodnich szpitalach ale w tych w ktorych rodzilam ,to polozne przychodzily i dopytywaly sie(bez natrectwa) czy nie pomoc w czyms, czy mam jakies problemy, czy dziecka nie przewinac albo nie zabrac na chwile.Pomagaja niezaleznie od tego czy jest sie mama poraz pierwszy czy tez n-ty. Jedna dziewczyna byla po cesarce i jej malenstwo caly czas kwililo. Polozna chodzila z dzieciatkiem przez cala noc po korytarzu i tulila w ramionach-przynosila tylko od czasu do czasu na karmienie. Miedzy lozkami(4 na salce) byly parawany a swiatla wygaszone(kazdy mial swoje obok lozka). I zero wysokich lozek.A i tak kazda kobieta chciala jak najszybciej znalezc sie w domu bo wiadomo,ze szpital to nie to samo. Tu opieka jest tak rozwiazana,ze polozna przychodzi do domu przez kolejne 3-4 tyg- zaleznie od potrzeb:codziennie lub raz na 2-3 dni. Wazy maluszka, oglada mame, odpowiada na pytania, pomaga karmic itp. Miod na serce.Aha i za nic absolutnie sie nie placi.Rozmawialam ostatnio z siostra.Rodzila rok temy w W-wie na Inflandzkiej i jej zmora po porodzie bylo wlasnie rooming-in(niby blogoslawienstwo) i koniecznosc pozostania w szpitalu przez kilka dni(bez potrzeby). A,i jeszcze noszenie jakiegos podkladu na krocze bez mozliwosci obrania majtek!!!Zakazane. Rany,skad oni to wytrzasneli??????!!!!!Aha i posilkow nie mozna bylo spozywac w lozku a trzeba bylo sie zgramolic i siasc na jakims taborecie!!!Czasem mam wrazenie,ze jesli moga,to robia wszystko by upokorzyc te kobiete-oczywiscie niektorzy bo mam nadzieje,ze to nie jest norma.Moze by tak zorganizowac jakas akcje majaco na celu shumanitaryzowanie rooming-in bo przeciez niejedna kobieta nabawi sie przez to depresji poporodowej.Pozdrawiam cieplutko wszystkie mamy.Dziewczyny sercem jestem z Wami.BogusiaPSPrzyjezdzajcie rodzic na wyspy.
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN-wspomnienia z położnictwa-brrr IP: *.* 07.11.01, 10:51
        hejka7,10 urodzilam coreczke i tez mialam ja caly czas przy sobie. Sprawa wygladala tak, ze jesli bylo to pierwsze dziecko to pielegniarki jeszcze sie dopytywaly czy cos pomoc. jednka jesli to byla -jak mowily-"wieloródka" to o jakiejkolwiek pomocy mozna bylo zapomniec. To jest moje drugie dziecko wiec radzilam sobie sama, chociaz bylam bardzo zmeczona. Lezalam 5 dni bo mala miala zoltaczke, jak przychodzil maz z synkiem to odrazu ryczalam , dla mnie tez kazda noc to byla jak utrapienie tylko liczylam godziny do switu, do momentu jak zacznie sie cos dziac. Mala byla przez dwie doby na fototerapii, przywozili mi ja do karmienia, nie chciala tam lezec wiec plakala a jedna pielegniarka wbila sobie do glowy, ze malutka ma kolke i jak po raz kolejny przyszlam sprawdzic jak sie miewa pod tymi lampami zobaczylam jak babsko wklada jej rurke do pupki, czyli robi lewatywke. Wkurzylam sie bardzo, zaczelam na nia krzyczec (bo jestem porywcza osoba) a ona mi na to, ze mala ma kolke i co ja zjadlam!!! ja na to , ze to parszywe szpitalne jedzenie i dziwne, ze jak coreczka jest przy mnie to wcale nie placze-to nie jest zadna kolka tylko tesknota za mna i po prostu niewygoda. Od tamtej pory w ogole nie spala, tylko co chwile chodzilam na dyzurke i sprawdzalam czy mojemu dziecku nie dzieje sie krzywda. cale szczescie , ze na nastepny dzien byla zmiana dyzuru i przyszly normalne pielegniarki. Ale wpadlam przez to w depresje, plakalam i liczylam godziny i minuty do wyjscia z tego przekletego szpitala gdzie pielegniarki i lekarze maja byc podpora dla pacjenta a sa jedynie powodem stresowAga z Kubusiem i Magdusią:hap:
        • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN-wspomnienia z położnictwa-brrr IP: *.* 08.11.01, 21:41
          Rodziłam w Szczecinie - Zdrojach, gdzie oczywiscie panuje system "rooming-in". Powiem Wam, że leżąc w szpitalu nieraz przeklinałam ten cały system. Rodziłam w nocy, więc nie spałam, byłam wykończona, miałam gorączkę, a mimo to od początku musiałam się opiekować synkiem, przewijać , przebierać, karmić (to właściwie tylko ja mogłam). Bałam się, że go upuszczę, taka się czułam słaba, no i nic nie umiałam przy nim zrobić. Na szczęście pielęgniarki były bardzo życzliwe i uczyły pielęgnacji dzieci. W nocy było strasznie, bo syn sąsiadki z pokoju darł się niemiłosiernie, a ona mimo tego nie zawołała pielęgniarki, więc się nie wyspałam. A następną noc jej synek był cicho za to mój ryczał, mimo, że go co chwilę karmiłam. Byłam wykończona i w końcu wzięłam go do wózka i z płaczaem zawiozłam do pielęgniarki, która przetrzymała go kilka godzin, bym mogła pospać. Uważam, że ten cały system nie jest zbyt przyjazny matce. Niby można oddać dziecko pielęgniarkom na jakiś czas, ale one wtedy patrzą na kobiety jak na wyrodne macochy. Z drugiej strony w czasach , kiedy rodziły nasze mamy też nie było za wesoło. Moja mama mnie pierwszy raz zobaczyła po 12 godzinach od porodu. Powinien być jakiś złoty środek, ale o taki niestety najtrudniej....
    • Gość edziecko: Agata Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 10:21
      Zawsze, gdy rozmawiamy o porodach, szpitalach, położnych, mam wątpliwości, czy powinnam zabierać głos, ponieważ nie rodziłam w państwowym szpitalu. Rodziłam w Centrum Damiana w Warszawie. Miałam to szczęście, że nie musiałam za to płacić. Owszem, taka przyjemność kosztuje dość dużo, ale ja nie mam kompletnie żadnych złych wspomnień z tego porodu jak również związanych z opieką poporodową. Miałam synka przy sobie w jednoosobowej sali, mąż mógł być ze mną bez ograniczeń. Niektóre małżeństwa przyjeżdżały tam rodzić spoza Warszawy i mężowie spali nawet na dostawionych łóżkach w pokojach, gdzie leżały ich żony i dzieci. Położne opiekowały się mną i dzieckiem w sposób doskonały. Kiedy powiedziałam jednej z nich, że lubię gorącą herbatę z cytryną kilka razy dziennie przychodziła i pytała, czy nie napiłabym się. Kąpały synka, przewijały, zmieniały mi pościel. Na noc same zaproponowały, że wezmą go żebym mogła się przespać. Zgodziłam się, ale teraz trochę żałuję. Mieliśmy problemy z karmieniem i myślę, że może powinnam mieć synka przy sobie i dawać mu pierś ilekroć się obudził. Tym razem tak zrobię. Zwłaszcza, że czułam się dobrze.Oczywiście wszystkie te przyjemności nie kosztują nic dodatkowo. Płaci się tylko oficjalna opłatę Damianowi, a z tego co wiem, to personel medyczny i pomocniczy nie zarabia tam strasznych kokosów. Owszem, więcej niż w budżetówce, ale jest to w przypadku położnych o ok. 50% więcej. Tak więc ich uprzejmość i chęć do pracy jest wyniekiem jakiejś innej motywacji, niekoniecznie wysokości pensji.Po takich doświadczeniach uważam system rooming in za bardzo dobry wynalazek. Pamiętam jednak przed akcją Rodzić po ludzku to właśnie oddzielenie od dziecka było jednym z najgorzej wspominanych doświadczeń poporodowych. Oglądanie dziecka raz na 3 godziny, stałe godziny karmienia, nie sprzyjały oczywiście powodzeniue w karmieniu piersią. Zresztą wtedy nie przywiązywano aż takiej wagi do tego. Oczywiście nie można zaprzeczyć temu, że system ten nie powinien stanowić pola do nadużyć dla personelu, który jednak ma obowiązki wobec pacjentek i dzieci. Uważam, że możemy domagać się swoich praw. Jak to jest, że panią ze sklepu mięsnego (przykład) nowy system gospodarczy i klienci nauczyli uprzejmości i jej roli w stosunku do klienta, a personelu pomocniczego nie? Drugi przykład - studiowałam na prywatnej uczelni, a teraz na UW. Pani z dziekanatu UW jest bardzo niemiła dla studentów. W tamtej szkole nie do pomyślenia. Ale ja już przywykłam do uprzejmego traktowania i nie pozwalam sobie w kaszę dmuchać. Zresztą mój mąż raz tylko się z nią zetknął i tak jej dał popalić, że od razu spokorniała.Tutaj widzę pole do popisu dla mężów i rodzin. Wiem, że kobieta po porodzie jest w takim stanie, który nie pozwala na pewne zachowania (pewność siebie, asertywność, domaganie się swoich praw). Trzeba poprosić mężów o pomoc. Pytanie: dlaczego nikt Wam nie pomógł??? Gdzie byli wasi najbliżsi?Pomyślicie, że się mądrzę, choć nigdy nie zaznałam rzeczywistości szpitalnej. Teraz właśnie stoję przed takim dylematem. Muszę wybrać, czy zapłacic dużo pieniędzy i powtórnie rodzić w Damianie, czy zdecydować się na szpital. Jestem w poważnej kropce. Na emamie rozpętały sie ostatnio dyskusje, po przeczytaniu których kobieta, która nie ma wyboru (prywatnie czy państwowo) powinna sobie tylko palnąć w głowę. Tak ja to widzę. Wszystkie osoby piszące tutaj są już po porodach. Jak myślicie, co myślą ciężarne czytając to wszystko? Zaczynam bać się szpitala jak ognia. Z drugiej strony było już wiele razy zadawane pytanie o najlepszy szpital, lekarza, położną (najczęściej na Ciąży i porodzie). I można tam przeczytać wręcz peany na cześć niektórych miejsc i ludzi. Jak to się wszystko ma do siebie? Jak to czytać, jak odbierać? jak spokojnie czekać na narodziny swojego dziecka?
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? -dwie strony medalu IP: *.* 07.11.01, 11:16
        >Agata napisała:>Na emamie rozpętały sie ostatnio dyskusje, po przeczytaniu których kobieta, która nie ma wyboru (prywatnie czy państwowo) powinna sobie tylko palnąć w głowę. ... Z drugiej strony ....można tam przeczytać wręcz peany na cześć niektórych miejsc i ludzi. Jak to się wszystko ma do siebie? Jak to czytać, jak odbierać? Oj trudno na to odpowiedzieć. Tyle zależy od przypadku : od szpitala do którego trafisz, od położnej która w danym dniu będzie na dyżurze, od pogody od... To może opiszę swoje wrażenia.Ze szpitala pamiętam poszczególne wydażenia, które zaprezentowane osobno mogą dać dwa sprzeczne ze sobą obrazy tego co się tam działo. Pamiętam na przykład jak przeniesiono mnie z sali pooperacyjnej na normalną. Luty - więc kaloryfery były rozgrzane do czerwoności - temperatura w sali około 30 stopni. Ja zlana potem, dziecko purpurowe. Prośby o otwarcie okna (zabite) lub przykęcenie kaloryfera (urwane pokrętło) nie skutkowały. Nie da się! - to jedyna odpowiedź jaką wtedy otrzymałam. Zadzwoniłam do taty z prośbą o pomoc. Miał jakiegoś znajomego w dziale technicznym szpitala, pożyczył od niego kombinezon służbowy i wpadł z kombinerkami na oddział anonsując się jako pogotowie techniczne. Wprawdze personel medyczny próbował go powstrzymać, ale tato ogłosił "awarię" i przykręcił mi ten kaloryfer. Odetchnęłam z ulgą.Muszę jeszcze dodać, że na odział nie miały wstępu żadne osoby, nawet mój maż mógł zobaczyć dziecko tylko z korytarza. Pamiętam też dwie pielęgniarki, młodsze ode mnie o jakieś 10 lat, które bez najmniejszej żenady strofowały mnie za sposób zawinięcia dziecka. Najpierw wpadła jedna i pokrzykując "chyba chcesz zagotować to dziecko" rozwinęła go z rożka. Chwilę później druga zawinęła szczelnie dziecko z komentarzem "tak to można dziecko przeziębić!". Po kolejnych kilku minutach pierwsza wpadła i widząc zawiniętego noworodka ochrzaniła mnie: "przecież mówiłam , że nie wolno dziecka tak mocno zawijać!" Wtedy odważyłam się zwrócić uwagę, że ja nie jestem w stanie nawet się ruszyć, a co dopiero odwijać lub zawijać dziecko, niech więc między sobą ustalą jak powinno być. Skończyło się. Ciekawa sytuacja miała miejsce któregoś ranka - do pokoju zajżała położna o wyglądzie siostry z "Lotu na kukułczym gniazdem" i rozkazała mi natychmiast uprzątnąć szafkę "bo będzie obchód". A ja przestraszona, skręcając się z bólu po cesarce, jak kolonistka przed wieczorną kontrolą wychowawców układałam drobiazgi przy łóżku ...Z drugiej strony złego słowa nie mogę powiedzieć o moim pobycie na sali pooperacyjnej: stała opieka sympatycznej , życzliwej kobiety, podawanie słuchawki telefonu do łóżka, poprawianie poduszki jeśli mi się przekrzywiła itd.Z "normalnej" sali pamiętam też przemiłą położną (nieznajomą i nieopłacaną), która zaglądała do mnie, aby zapytać jak się czuję, zaproponowała mi przyniesienie napojów z przyszpitalnego sklepiku, załatwiła mi maleńkie noworodkowe wenflony, kiedy moje żyły pękały od ilości podawanych kroplówek i nikogo innego to nie obchodziło...No i mój własny, przypadkowo odkryty sposób na nagłą zamianę sytuacji "koszmarkowej" na "miłą". Otóż któregoś dnia teściowa przyniosła mi do szpitala kilka tabliczek czekolady ,w przekonaniu, że osłodzi mi tym życie. Zaraz dowiedziałam się, że matka karmiąca noworodka nie może jeść czekolady i nie wiedząc co z tymi prezentami zrobić, zajżałam do pokoju pielęgniarek i ze słodkim usmiechem na twarzy wygłosiłam następującą kwestię "...a ja właśnie chciałabym miłe panie poczęstować czekoladą". Wyobraźcie sobie konsternację! Jedna z pań, która dopiero co o coś mnie opiepszyła, zaczęła się nerwowo kręcić i wyjąkała coś w stylu "...ojej,... a ja tak panią skrzyczałam... przepraszam ... yy.." Nie muszę dodawać , że do końca zmiany skakały koło mnie jak koło zbitego jajka, a numer na "miłe panie +czekolada" powtórzyłam jeszcze parę razy.Dłuższy pobyt w szpitalu pozwolił mi zorientować się nieco w szpitalnej organizacji pracy dotarło do mnie coś , co być może będzie przydatne dla innych mam. Otóż w szpitalu jest podział na położne (i te zajmują się tylko kobietami, więc szkoda sobie zawracać głowę prośbami by pomogły przy dziecku) oraz pielęgniarki , które z kolei odpowiadają za dzieci, a zajmowanie się matkami nie należy do ich obowiązków. Dlatego moim zdaniem pierwsza rzacz ,jaką należy zrobić na oddziale to zorientować się , kto z personelu jest położną, a kto pielęgniarką od dzieci i prośby o opiekę lub pomoc kierować do właściwej osoby.Po drugie warto sobie uświadomić fakt, ze o ile położne zwykle mają jakieś "obrywy" od rodzących , to pielegniarki pracują za grosze. Dlatego dobre słowo i drobny gest wdzięczności, a nawet ta drobna czekolada może znacznie poprawić ich nastawienie.
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 10:47
      Basiu P,Jak czytałam twój post to miałam wrażenie jakbym opisywała swój poród. Rodziłam w niewielkim mieście - Lubin. Sam poród wspominam nawet nieźle. Nie trwał długo - pierwsze bóle od 9 rano, o 11,30 w szpitalu - rozwarcie na 8 cm, a o 13-45 Kubuś był na świecie (poród rodzinny). Pielęgniarki przy porodzie były bardzo przyjemne. Ale na tym się skończyło. Kiedy przewieźli nas na oddział noworodkowy zaczął się horror. Wystraszyły mnie pielęgniarki że jeśli do 19 nie pójdę do toalety to będzie lewatywa a może jakieś inne komplikacje. Więc chcąc nie chcąc zwlekłam się z łóżka około 18-stej (nieprzytomna, bo naćpana jakimiś prochami) i starałam się dojść do WC. Niestety nie doszłam. W pokoju byłam z trzema innymi mamusiami i niestety zemdlałam i upadłam obok łóżka jednej z nich. Dobrze że nie na łóżko jednej z nich na którym leżało dzieciątko. Dziewczyny pomogły mi się podnieść, dowlekły mnie (same obolałe po porodach) na łóżko gdzie jakoś do siebie doszłam. Pielęgniarka przyszła może po 15 min ale jak zobaczyła że leżę i mam oczy otwarte to sobie poszła bez zadania jakiegokolwiek pytania o samopoczucie. Około 19-stej przyprowadzili mi Kubusia. Naprawdę się ucieszyłam, bo chciałam się nim zająć. Ale nie miałam siły. Ból, osłabienie, niewygodne łóżka, nacięcie krocza, jakieś ligniny pod kroczem - oczywiście bez bielizny, bo nie wolno, popękane brodawki, zastój pokarmu, płaczące dziecko.....KOSZMAR... Zero pomocy ze strony pielęgniarek z oddziału noworodkowego. Raz usłyszałam tekst :"JAK SOBIE DAŁY ZROBIĆ BACHORA TO NIECH SIĘ TERAZ NIM ZAJMUJĄ" Boże, co się u nas wyprawia ? Na dodatek mały dostał kolki już w szpitalu a ja zielona w tych sprawach (wiedza teoretyczna owszem ale zero praktyki) nie wiedziałam co mam robić. Istny szok. Na oddziale był owszem odciągacz pokarmu ale nikt nie pokazał nam jak go używać, tym bardziej gdy z piersi leci krew z mlekiem. Dobrze że dziewczyna z pokoju miała wprawę to pomogła mi z zastojem pokarmu,Pół nocy masowała mi piersi i pomagała ściągnąć pokarm. Pielęgniarki nawet nie zareagowały gdy powiedziałam że mam problem z karmieniem. Powiedziały że to przyjdzie z czasem i każda nabierze wprawy. TRAGEDIA.Później dowiedziałam się że pielęgniarki z położnictwa nie lubią się z tymi z noworodków .Więc na kim się wyrzywają ? NA NAS I NASZYCH DZIECIACH. Po trzech dniach pobytu w szpitalu, przespanych łącznie może 6-ściu godzinach, dostałam depresji, chciałam stamtąd uciekać jak najszybciej. RÓWNIEŻ UWAŻAM ŻE POWINNO SIĘ WYRZUCIĆ NA BRUK WSZYSTKIE PIELĘGNIARKI BEZ POWOŁANIA. SYSTEM ROOMING-IN JEST STWORZONY TYLKO DLA TAKICH OSÓB JAK ONE. Pozdrawiam,Asik mama 14-sto miesięcznego Kubusia.
      • Gość edziecko: Asiok Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 11:42
        Hej!Ze mną niestety było podobnie. Poród mimo, że bardzo ciężki wspominam w miarę dobrze, ale to co było potem mogę określić tylko jednym słowem "koszmar".Rodziłam na Polnej w Poznaniu. Poród trwał 20 godzin a i tak zakończył się cesarskim cięciem. O godzinie 21:06 na świat przyszła moja córcia Ola. Niestety zbyt długi poród dał jej się we znaki i w pierwszej minucie swego życia dostała raptem 4 punkty ale po pięciu minutach już bylo ich dziesięc. Mimo wszystko zostala zabrana na oddział opieki pośredniej dla noworodków a ja na oddzial intensywnej opieki gdzie byłam do rana. około godziny 9 przywieźli mi Olę, ale od razu powiedzieli, że nie muszę jej karmić, bo została nakarmiona na oddziale. Już bylam wściekła, bo to przecież ja chcę karmić moje dziecko, ale jednocześnie byłam zbyt wyczerpana, żeby cokolwiek powiedzieć. Potem zawieziona mnie na oddział, gdzie po raz pierwszy próbowałam dostawić Olę do piersi niestety bezskutecznie. Jedna z pań pielęgniarek wrzeszczała na mnie, że mam zapadnięte brodawki i że co ja robiłam w ciąży itp. itd. Myślałam, że się poryczę bo kto jak kto, ale ja o piersi bardzo dbałam. Niestety Ola nie dawala się przystawić, zachowując się tak jakby moje piersi były od prądem. Prosiłam więc o mleko, którego zresztą na początku mi odmawiano a potem skwapliwie ograniczano, przez co Ola była bardzo głodna a co za tym idzie niespokojna. Pierwszej nocy Ola bardzo płakała a ja po tej nieszczęsnej cesarce nie mogłam się zwlec z tego wysokiego i zapadniętego łóżka, więz zadzwoniłam po pomoc. Ta się zjawiła ale po 10 minutach i przewinęła Olę. Jak się okazało, że Olcia ma kupę to znowu na mnie nakrzyczano, że dziecku to się pieluchę zmienia jeśli jeszcze o tym nie wiem. Takich sytuacji było jeszcze trochę. Nie chciano dać mi kaftanika, kiedy Ola ulała, bo przecież dzisiaj już miała zmieniany (dobrze, że dziewczyna na łóżku obok miała swoje prywatne, bo inaczej Ola musiałaby leżeć w mokrych rzeczach). A jak się okazało na samym końcu mojego pobytu w szpitalu, żadna z pielęgniarek ani żaden lekarz nie zauważył, że Ola ma więzadełko i to właśnie stąd nie mogła chwycić piersi. Historia ta skończyła się tym, że nigdy nie nakarmiłam Oli piersią ale swoje mleko odciągałam aż do 13 miesiąca i wpadłam w głęboką depresję, z której dosyć długo wychodziłam.Oby następnym razem było lepiej...PozdrowieniaAśka
        • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 12:45
          Wizja zbliżającego się porodu napawa mnie coraz bardziej przerażeniem. Co z tego, że wybrałam szpital, jestem przygotowana finansowo i psychicznie na różne niespodzianki, skoro i tak nic nie będzie zależało ode mnie. Zmęczona,wyczerpana i bezbronna kobieta staje się ofiarą drugiej kobiety z personelu położniczego. Skąd to się bierze??? Czyżby z poczucia przewagi i pozycji siły. A może to jakaś choroba zawodowa???? Przecież szpital to nie więzienie. Nie rozumiem tego, ale wydaje mi sie że 3/4 personelu położniczego trafia tam z przypadku, a ponieważ jest to specyficzny zawód,to bez powołania może okazać się ogólnie szkodliwy.Bardzo mnie zastanawia jak można to zmienić i czy redakcja e-dziecka, która monitoruje te wszyskie wypowiedzi na forum nie mogłaby podjąć się wspólnie z czytelniczkami i uczestniczkami forum jakiegoś działania w celu nagłośnienia tego co się dzieje w szpitalnych porodówkach.????Zdaję sobie sprawę z tego, iż z punktu widzenia marketingowego byłoby to bardzo ryzykowne, ale w końcu jest to temat rzeka wart poruszenia na łamach pisma.Pozdrawiam Anja
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 15:00
      Mnie koleżanka-lekarka też poleciła leżenie na wspólnej sali. Przecież my musimy odpocząć choć trochę to trudach porodu. Położne i pielęgniarki od dzieci były wspaniałe z małymi wyjątkami. Zbyt mało pomocy miałyśmy przy karmieniu piersią. Ja rodziłam w Krakowie w Żeromskim. Pozdrawiam Kruszynka
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 19:45
      Wiele dały do myślenia pytania dziewczyn dlaczego godzimy się na takie traktowanie - my matki oraz mężowie, rodzina. Nie potrafię odpowiedzieć! Może to kwestia wychowania w poprzednim ustroju, mąż chciał iść do tych bab i zrobić im awanturę ale ja go uspokoiłam, miałam w perspektywie jeszcze kilkudniowy pobyt w tej placówce i obawiałam się, że może być jeszcze gorzej. Poza tym co tu gadać jak jedna z dziewczyn po tej całej olewce przed wyjściem zaniosła paniom wielki bukiet kwiatów i po bombonierce! Rodziłam na Karowej w Warszawie
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 07.11.01, 22:18
        Wanda- to chyba jakies hormony i zacmienie. Tez rodzilam na Karowej, i z tej wielkiej radosci ze moj wczesniaczek po miesiacu wychodzi do domu zanioslam kosze slodyczy itd.I to nie tylko pielegniarkom z wczesniakow - nalezalo sie niektorym podziekowanie, ale tez lekazom i pseudopoloznym z porodowki. Lezalam na niej az 20 dni (powiklania) i az nie mam sily pisac na co sie napatrzylam i co przezylam (po 20 osob w piecioosobowej sali z dziecmi). I za co????BANGLADESZ, PO PROSTU BANGLADESZ - takie mam obrazki jak z wiadomosci w TV pokazujacych rodziny okupujace lozko chorego. Nie chcee sie pisac - jako rade na bole dostalam polecenie pobiegania po schodach dwa dni po cesarskim, moze mi przejdzie. I biegalam :crazy: Dopiero przypadkowo spotkana znajoma lekarka zwrocila na mnie chwile uwagi i stalam sie najciezszym przypadkiem na oddziale, mialam kolejna operacje i normalne leczenie.A mialo byc tak pieknie - porod w prywatnej klinice. Gdyby nie to ze zaczelo sie w siodmym miesiacu :cry:Sam system rommingu ma sens. Dziewiec lat temu po cesarskim przez tydzien w szpitalu dziecko widzialam moze z godzine. Przeczytalam za to trzy ksiazki. Nie pamietam jakie. O karmieniu naturalnym tez misialam niestety zapomniec. Po tygodniowym rozstaniu z maluszkiem nie mialam ani kropli mleka.Inna sprawa, ze czesc rodzacych ma nierealne oczekiwania, histeryzuje. Ale rola personelu jest na to spokojnie reagowac. Pytalam sie pediatry ze szpitala, ktory prywatnie zajmuje sie moja coreczka. Mowi ze nie daja rady zapanowac nad caloscia i odpuscili - pacjentki i tak znajduja sie w nadmiarze, tak ze nie wyrabiaja ( w dobie mojego porodu bylam 17 rodzaca!!!!)
    • Gość edziecko: guest Re: co dalej z tymi historiami ? IP: *.* 07.11.01, 20:37
      Wlasnie - dlaczego sie na to godzimy a moze inaczej .... co zrobic z tymi doswiadczeniami, niestety nikt nam juz tego nie zabierze ale moze my cos komus zabierzemy ?Moze na przyklad zabierzemy Inflanckiej ze 3 serduszka i 3 gwiazdeczki z cudownego opisu gazety wyborczej ?A moze ktos ma kontakt z fundacja rodzic po ludzku i dowie sie czy nie byliby zainteresowani tymi opisami ?A moze zalozymy wlasna strone www ze wszystkimi opisami szpitali ? Tak by moznabyloby wejsc i zostawic swoja historie ? A moze zbierzemy w peczki nasze wspomnienia i wyslemy pogrupowane do dyrektora kazdego z tych wymienionych szpitali ?Bo rzeczywiscie zal tych wszystkich dziewczyn ktore beda po nas - a zreszta gdzie my bedziemy rodzic nasze kolejne dzieci jesli sie nic nie zmieni ??????
      • Gość edziecko: guest Re: co dalej z tymi historiami ? IP: *.* 08.11.01, 09:12
        Moje drogie Panie. Wygląda na to że żadna z nas nie chce się godzić na takie traktowanie i raczej każda wie czego chce po przyjściu do szpitala. Niestety od paru lat tak się dzieje, kobiety krzyczą , media im pomagaja i co? i nic, i nic drogie Panie się nie zmienia. Nasze wspomnienia z porodu są uzależnione od zasobności portfela, od humoru położnej, od przypadku. całą ciążę przygotowywujecie się do tego wydarzenia, czytacie, cwiczycie i wszystko pęka jak bańka mydlana na izbie przyjęć. potem jest mniejszy lub większy horror. Trafiacie na sale poporodową szpitala przyjaznego dziecku, czyli w polskim wydaniu "kobieto sama sobie radź". Nie ważne czy masz rozcięty brzuch, czy pocięte krocze, nieważne że wszystko Cię boli, że karmienie wcale nie jest takie proste. Istnieje jedna zasada dla wszystkich szpitali siedź cicho, nie wolno przeszkadzać personelowi w piciu kawy, oglądaniu telewizji, plotkowaniu czy spaniu.Ostatnie dziecko urodziłam w nowym szpitalu w Bielsku-Białej i najlepszym rozwiązaniem tego szpitala jest to że pielęgniarki nie maja swoich pokoi, ich stanowisko to mała lada na korytarzu z mikrofonem, żeby móc porozmawiać z wzywającą matką. Wynalazek genialny, bo poprostu nie mają gdzie siedzieć.Myślę że na normalność w Polskich szpitalach nie mamy co liczyć, może nasze córki sie tego doczekają..
        • Gość edziecko: guest Re: co dalej z tymi historiami ? IP: *.* 08.11.01, 13:02
          Boże.. znów ośmielam zabrać się głos w tej sprawie choć pewnie jako pielęgniarka nie powinnam. Ale równocześnie jestem też matką - rodziłam w tym roku w Wielkanoc w szpitalu w którym pracuję. Nie mogę być obiektywna bo na pewno byłam traktowana przez koleżanki położne i pielęgniarki inaczej niż "zwyczajne pacjentki".... Ponieważ sporo pomagały mi dziewczyny z mojego oddziału - przybiegając w każdej wolnej chwili to z jedzonkiem to z herbatką czy po prostu pomagając mi w przewijaniu malutkiej (wierzcie mi że doświadczenia ze szkoły nijak się mają do własnego dziecka) nie wymagałam tak dużego zaiteresowania z ich strony. Mimo paru zgrzytów (np. nieszczęsna pościel którą sobie zmieniałam nazajutrz po porodzie oczywiście sama - no cóż w końcu dobrze to umiem a że pupa boli....) pobyt na położnictwie wspominam dobrze. Ale też nie dałam się aż tak bardzo zastraszyć - kiedy położna kazała mi zdjąć majtki przed obchodem odpowiedziałam,że żyję w wolnym kraju i jak chce nosić majty to nikomu nic do tego. Wyobraźcie sobie że świta lekarska nic nie powiedziała. A przecież dla pana ordynatora jakś tam pielęgniarka to naprawde niewiele znaczy. Chciałabym w tym miejscu zaapelować do Was - jako pielęgniarka i matka - nie wrzucajcie wszystkich pracujących 3w szpitalach do jednego wora - lekarzy, pielęgniarek i położnych. Marzy mi się taka sytuacja, kiedy konkretne osoby odpowiadają za konkretne przewinienia - skarżcie się do ordynatorów, dyrektorów czy kas chorych - już to pisałam w innym wątku - wcześniej czy później taka sytuacja doprowadzi do tego, że pacjent będzie traktowany godnie bo partacze albo wylecą dyscyplinarnie albo zmienią swoje postępowanie jeśli nie za sprawą powołania to przynajmiej ze strachu - ważne, że osiągniemy efekt. Może wtedy prestiż zawodów pielęgniarki i położnej trochę by się podniósł i mnie by to bardzo cieszyło. W końcu jeśli mam czyste sumienie to raczej nie mam się czego obawiać. Taka sytuacja w służbie zdrowia jak jest teraz prowadzi tylko do demoralizowania tych, którym się jeszcze chce być uczciwym i sumiennym. W końcu trzeba mieć naprawde ogromne powołanie do niesienia pomocy by wytrzymać system "czy się stoi czy się leży", jeśli zewsząd słyszysz słowa krytyki - bo uogólniając można skrzywdzić wielu wartościowych ludzi - chociaż nie robimy tego po to by nam bito brawo za kazdy uśmiech czy podanie szklanki wody.... tylko natura ludzka jest taka, że w końcu przestaje ci zależeć jeśli nikt nie docenia twojego wysiłku. Marzy mi się także i to, że kiedy uzdrowimy tą sytuację, kiedy zostaną w szpitalach same "prawie anioły" - to znajdzie to przełożenie w wynagrodzeniu, bo to nie tylko powołanie ale normalny zawód, z dużą odpowiedzialnością, który powinien dawać szansę utrzymania się. Nie mówię o wielkiej kasie bo przecież jesteśmy personelem średnim ale naprawde to jest demoralizujące, kiedy czuwając nad nieprzytomnym pacjentem, reanimując go, często podejmując decyzje zanim dotrze lekarz - moja pensja to 750 zł netto wliczając w to dotatki za noce i święta. Mój mąż już wiele razy próbował namówić mnie na rezygnacje z pracy - ale ja nie mogę - jakaś wewnętrzna siła zmusza mnie by tam być. Jestem więc pielęgniarka, ale by móc tam pracować prowadzimy z mężem własną firmę, dzięki temu mogę realizować w końcu moje marzenie... Chociaż niektórym trudno uwierzyć w to, że nie trzeba być najgorszą uczennicą, która nie wie co ze sobą zrobić więc zostaje pielęgniarką ;)Pozdrówki. Lecę bo dzidzia płacze....
          • Gość edziecko: guest Re: co dalej z tymi historiami ? IP: *.* 08.11.01, 13:36
            Cześć tu AgaI. W zupełności zgadzam się z Twoim stwierdzeniem, że należy składać zażalenia i skargi na poszczegulne osoby. Jestem w ciąży i jeszcze nie wiem jak to jest po porodzie to będzie dla mnie nowe doświadczenie. Jednak wiem że należy mi się pomoc i szacunek i tego się będę domagała (idealistka?). Raz w życiu trafiłam na ostry dyżur, czekałam na lekarza 2 godziny, jak przyszedł nic nie powiedział, ani dzieńdobry ani przepraszam, czułam się fatalnie (fizycznie i pszychicznie) niewiele myśląc nakrzyczałam na tego lekarza w obecności innego lakarza i 2 pielęgniarek (lekarzowi zrobiło się bardzo głupio a nie mi) i skutek odniosłam lekarz mnie przeprosił, przedstawił się i delikatnie zbadał. Nie wydaje mi się aby przeproszenie pacjenta i przedstawienie się było trudne, a chumor może polepszyć.
          • Gość edziecko: guest Re: co dalej z tymi historiami ? IP: *.* 08.11.01, 13:43
            Powiedz mi Aga skoro znasz sprawę od podszewki i namawiasz do skarżenia się na uchybienia jak mogę się skarżyć, nie mając żadnych dowodów. W moim przypadku, po 2 porodzie zostałam zszyta tak mocno, że szwy powodowały przeraźliwy ból. Nie byłam w stanie wstać, chodzić, nawet odwrócić się na łóżku ani załatwić się. Do przewinięcia dziecko zanosiły mi inne położnice. Dzień przed wyjściem ze szpitala, usunięto mi szwy na moją prośbę. Ostatniego dnia mojego pobytu na obchodzie był ordynator i on potwierdził konieczność usunięcia szwów jako że jak powiedział "widział nieco nekrozy". Tylko, że nikt tego nie zobaczył na poprzednich odchodach. No i w wypisie ze szpitala też nie było wzmianki o niczym takim. Co było w zapisach pozostających w szpitalu nie wiem, bo do nich nie mam wglądu. No a jak wiadomo, kiedy zaczyna się palić pod nogami to i zapisy też mogą zginąć.No i jak skarżyć? Nie mam ochoty wyjść na pieniacza bez podstaw czepiającego się dobrych ludzi lub dostać wymijającą odpowiedź, że nie można takiego faktu stwierdzić na podstawie dostępnych dokumentów.Oświeć mnie, co trzeba zrobić, żeby można było taką skargę poprzeć czymś konkretnym.No i jedna jeszcze wątpliwość. Czy jest stosowana jakaś metoda analizowania pracy poszczególnych osób. Ten który mnie szył miał wsród polożnic przezwisko "szewczyk dratewka". To dowodzi, że on tak zawsze szyje. Tylko czemu nikt nie zauważył, że próśb o usunięcie szwów jest najwięcej od jego pacjentek.Gocha
            • Gość edziecko: guest Re: co dalej z tymi historiami ? IP: *.* 08.11.01, 14:41
              Trochę mnie atakujesz... Jak się skarżyć? A jak się skarżą pacjenci na przywoływanym tu wielokrotnie jako przykład zachodzie pacjenci? Róbmy dokładnie tak samo. W takich przypadkach jak Twój, pomocą mógłby być Twój lekarz ginekolog. Gdyby pacjentki zgłaszały do swoich lekarzy i do ordynatora skargi na rzeczonego doktorka z dużym prawdopodobieństwem mogę stwierdzić, iż zostałby przynajmniej poproszony o zmianę techniki szycia - w końcu ordynatorom zależy, by opinia o ich oddziałach była pozytywna. Takie rzeczy trzeba załatwiać od razu - bo jak wyjdziesz ze szpitala i krocze się zagoi to już niewiele zyskasz. Pytasz o ocenę pracy poszczególnych ludzi - przynajmniej personel średni możesz ocenić dośc prosto - jeśli ktoś jest chamski, leniwy i nie reaguje na twoje potrzeby to trzeba się poskarżyć. Akurat na położnictwie nie ma zbyt wielu zabiegów specjalistycznych i najważniejszym zadaniem położnych i pielęgniarek jest obserwacja położnic i dzieci oraz niesienie im pomocy przy okazji różnych problemów. To jest ich OBOWIĄZEK a nie dobra wola. Jeśli się z niego nie wywiązują - to jest to podstawa do skarżenia się. Może niekoniecznie od razu sprawa w sądzie ale rozmowa z ordynatorem. Zapewniam Cie że taka pani zostanie zdyscyplinowana.Chciałabym abyś zrozumiała, że mnie sytuacja w naszych szpitalach yteż się nie podoba - ale bez domagania się swoich praw nic nie zmienimy.
              • Gość edziecko: guest Re: co dalej z tymi historiami ? IP: *.* 08.11.01, 15:34
                AgaASwieta racja. I w jednym i w drugim.(((((Usciski)))))Bsmile
              • Gość edziecko: guest Re: co dalej z tymi historiami ? IP: *.* 09.11.01, 08:20
                Nie zamierzałam cię atakować. Po porostu sytuacja szpitalna jest dla mnie na tyle inna od codzienności, że prosty system rozpoznawania kiedy robi mi ktoś krzywdę, a kiedy sprawia ból bo musi nie sprawdza się. A tak jak pisałam wcześniej nie chcę uchodzić za hrabinę, której nic nie pasuje i narażać się przy okazji na dodatkowe uwagi. Już wiele razy się przekonałam, że w sytuacjach srtesowych inaczej odbieram otoczenie. Łatwo wtedy o niewłaściwą ocenę. Z drugiej strony personej medyczny to też tylko ludzie, a nie maszyny, i w atmosferze samego utyskiwania nie będą wstanie poprawnie pracować, a już na pewno nie będzie to praca przyjemna.A co do tego nieszczęsnego szycia, to moim zdaniem nie ja powinnam być inicjującym dyscyplinowanie tego lekarza. To powinien być mechanizm działający bez udziału skargi pacjenta. Coś w rodzaju samodoskonalenia szpitala jako "świadczącego usługę". Jeśli o czymś takim stosowanym rutynowo w szpitalach się dowiem, to uwierzę, że lekarze oprzytomnieli i zeszli na ziemię. Że naprawdę dotarło do nich, że nie są nieomylni i że chcą się doskonalić.Wciąż mam wrażenie, że ci dobrzy a mimo to krytyczni do swoich umiejętności to wyjątki.No a jeśli chodzi i niższy personel medyczny to zmiany są ogromne na lepsze i ja to już zauważyłam dawno.PozdrowieniaGocha
                • Gość edziecko: guest Re: co dalej z tymi historiami ? IP: *.* 09.11.01, 08:24
                  Wielkie sorry, napisałam niższy personej, a chodziło mi o średni.
            • Gość edziecko: guest Re: co dalej z tymi historiami ? IP: *.* 08.11.01, 15:20
              Gosiu,nie jestem pewna czy w takiej sytuacji czy innej potrzebne Ci sa dowody do okazania. Przeciez gdyby wszystko bylo Ok to po jaka `rybke` potrzebne by Ci bylo zawracanie sobie glowy skargami.Co wiecej.Bylabys im wdzieczna. Wlasnie o to chodzi by doprowadzic do tego aby slowa pacjenta byly czyms wiarygodnym. To nie pacjent powinien dowodzic a osoba ktora cos sknocila(za przeproszeniem). Jakos nie wyobrazam sobie by ludzie w ramach hobby chodzili i skladali skargi bo to przeciez nic przyjemnego.I jeszcze jeden aspekt. Na tzw `zachodzie`, jesli np pacjent zostanie w jakis sposob urazony przez personel lekarski czy kogokolwiek, bez wzgledu na to czy jest to publicznie czy w cztery oczy, racja jest po stronie pacjenta. Koniec kropka. To lekarz sie gesto tlumaczy i ma za zadanie udowodnic,ze tego nie zrobil (jesli nie zrobil). Dlatego wlasnie czesto prowadzi sie(za obopulna zgoda) rejestr rozmow i inne takie-raczej jako zabezpieczenie dla pracownikow niz dla klienta bo jesli sa niewinni to maja wtedy jasny dowod) Podobnie jest z nauczycielami, pracownikami banku, telekomunikacji itp,itd.Nie wiem na ile jest to doskonale ale wiem jedno-przypadki ponizenia pacjenta (klienta) sa naprawde sporadyczne.A gdy np pani w telekomunikacji nie doinformowala sie odpowiednio i po przeprowadzce czekalismy na nowy nr przez jakies 4 dni to natychmiast dostalismy list z przeprosinami za klopot plus 20 funtow za kazdy dzien zwloki,plus jeszcze mala rekompensate. jako dowod posluzyl wlasnie rejestr. Gdyby jednak go nie mieli to wierzyli by nam na slowo bo takie jest prawo klienta. W wielu sklepach nie wymaga sie tez od klienta rachunku by przyjac reklamacje. Roznica niesamowita. Do niedawna myslalam,ze moze moje znajome z Polski troche przesadzaja narzekajac na chamstwo itd ale przekonalam sie o tym na wlasnej skorze gdy przyszlo mi dzwonic do `Mamo to ja` z zapytaniem czemu jeden nr nie dotarl. To,w jaki sposob paniusia ze mna rozmawiala, ten ton.. to naprawde zalosne. Tak,poskarzylam sie choc pewnie za przeproszeniem sie tym moim mailem podtarli ale kto wie...gdyby tak wiecej takich skarg...A tak pewnie sobie mysla,ze ja jedna-pieniaczka. A niech tam...Chociaz numer mi przeslali hi hi.Innym razem wyslalam przesylke z lekami dla dziecka. Nie dotarla. Maz jest pocztowcem wiec `nieoficjalnie` mogl sprawdzic jej droge. Okazalo sie,ze przepadla w momencie dotarcia do urzedu pocztowego adresatki. Wyslalam list do tego urzedu dajac im do zrozumienia co czuje. Oczywiscie dostalam takie bla bla bla ,zeby przyslac dowod wysylki...choc wczesniej zaznaczylam,ze przesylka nie byla polecona ani nic z tych rzeczy. Napisalam drugi list i tym razem uslyszalam chociaz marne `przykro nam`. Dobre i tyle. Tak naprawde przeciez zdawalam sobie sprawe,ze przesylka i tak juz przepadla(moja wina,z przeslalam poczta zwykla) Chodzilo mi tylko o to by ktos winny poczul sie odrobine nieswojo i nast. razem chocby zawahal zanim cos takiego zrobi. Inna rzecz,ze w tej chwili przesylki docieraja slicznie do adresata a pani listonoszka(jedyna tam zatrudniona) jest bardzo milutka przy kazdym spotkaniu.hi hiLatwo mi mowic pewnie bo te sytuacje malo mnie dotycza ale wierz mi, leza mi bardzo na sercu i mam szczera nadzieje,ze nieprzymykanie oka na chamstwo i zlo cos jednak zmieni. jak to mawiaja:milczenie wobec zla jest cichym przyzwoleniem. Chocby to byl jakis wyrzut sumienia, chocby marne `przepraszam`...to juz cos..na dobry poczatek. Moze da to komus do myslenia. I mam wrazenie,ze przyszle mamy tez beda mogly przez te posty odrzucic te osoby i szpitale ktore nie maja dobrej slawy a wybrac te godne zaufania(o ile maja jakikolwiek wybor w swojej miejscowosci).Czasem sila glosu zalatwi sprawe ale nie kazdy przeciez chce i potrafi sie wyklocac,zwlaszcza w jakiejs sytuacji podbramkowej.Tyle moich refleksji. Znowu sie zburzylam w zw z tym tematem ale tak mi sie zbiera i zbiera a hormony robia swoje. Im dalej w ciaze tym bardziej sie wczuwam w sytuacje przyszlych mam. Co do strony z hostoriami..nie wiem dokladnie jak sie mozna do tego zabrac. Mozna oczywiscie ja otworzyc gdziekolwiek i gratis ale zastanawiam sie czy,jesli to bedzie np obcy serwer to czy Polska wyszukiwarka bedzie w stanie trafic na nia.Jesli tak to jest sporo mozliwosci- geocities, care2, homestead.....marne mam doswiadczenie ale chetnie sie za to zabiore. A moze macie inne pomysly?na e-dziecku widzialam artykul sprzed paru miesiecy na temat `rodzic po ludzku`-bylo tam kilka ciekawych rzeczy. Zaraz go znajde i podam linkjesli chcecie. Troche zw z tematem.Pa,paBsmilePSSorry Gosiu za te dygresje-tak sie rozpedzilam ze wyszlam poza Twoj temat
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 08.11.01, 12:59
      BasiuP nic dodać nic ująć.Rodziłam w kwietniu 2000 w szpitalu miejskim w Gdyni. Mam dokładnie takie same odczucia jak Ty. Jakbym czytała o swoim pobycie w szpitalu.Osobna historia to dokarmianie dziecka.Nie miałam pokarmu na początku. Miś bardzo płakał, ja nie bardzo wiedziałam dlaczego. Cały czas miał cyca w buzi, wydawało mi się, że je. Byłam tak zestersowana i zmęczona, że uważam dziś za cud, że dotrwałam do wyjścia ze szpitala. Dopiero w domu uświadomiłam sobie, że niewiele piłam i prawie nic nie jadłam w szpitalu. Dopiero w domu mnie oświeciło, że do produkcji mleka potrzebne jest JEDZENIE i PICIE. W szpitalu ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę była mineralka, bo okropnie bolało mnie gardło. Jakoś nikt nie pomyślał, żeby się dobrze przyjrzeć mojej laktacji. Choćby zważyć dziecko przed i po jedzeniu. Personel miał tylko jedno do powiedzenia: karmić piersią musi być w porządku - bo dziecko odpowiednio chwyta, a dokarmiać nie wolno. Gdybym nie była tak zamroczona to bym dała dziecko do nakarmienia innej matce. Przez 4 doby spałam 4 godziny. Męczyliśmy sie z Misiem oboje. Od karmienia bolały mnie najbardziej .... zęby (od zaciskania). Miś potrafił mieć sesje 11-godzinne. Dziś gdybym miała rodzić to spokojnie bym sobie z personelem szpitala poradziła - tylko że wtedy ja tego wszystkiego nie wiedziałam. Wprawdzie doświadczenie jest po to, żeby na jego podstawie czegoś się uczyć - ale bez PRZESADY. Pobyt w szpitalu po pierwszym porodzie to nie może być SZKOŁA PRZETRWANIA. Przecież naprawdę niewiele potrzeba żeby było inaczej.Mam nadzieję, że dziewczyny, które będą pierwszy raz rodziły, po przeczytaniu tego wątku będą mądrzejsze niż ja wtedy.pozdrawiam RENIK :-)
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 08.11.01, 13:53
      Ja wspominam poród całkim dobrze, miałam cesarkę. Byłam cały czas swiadoma wykonywanych czynnosci i rozbawiana przez bardzo miłego anestezjologa. Operacje przeprowadzał lekarz prowadzocy mnie, mimo ze była to jego w tym dniu 4 cesarka i nie miał w tedy dyzuru i jego kolega z dyzuru.Natomiast po przewiezieniu mnie do sali matek, było juz znacznie gorzej.Z mała zostałam juz cały czas po upływie doby i nie bardzo wiedziałam jak się do wszystkiego zabrać. Panie i pielegniarki i połozne były rózne, ale jedno co napewno będę długo pamietać to, to ze jak mi mała płakała całą noc,i poszłąm poprosic o pomoc, aby zobaczyły czy cos złego sie nie dzieje usłyszłam bardzo nieprzyjemne słowa,ale ją obejrzała. Wiekszoć z nich kazała karmic małą bo gładna mimo ze ona nie chciała ssać, ale to w/g nich by ła moja i tylko moja wina. Pózniej okazało się jednak nie.Nie będę się rozpisywać nad szczegółami, chciałam tylko zaznaczy jedno, ze nie wszędzie mogą wchodzić najblisi z rodziny np. męzowie i pomóc. U mnie , mąż widział mąła zaraz po cesarce bo czekał na korytarzu, a potem do nas juz wejsc nie mógł przez całe 6 dni( jak ktos przyszedł w odwiedziny to ja wychodziłam do niego, prosząc kolezankę aby na chwilę przypilnowała małą) i nikt inny z rodziny byłysmy zdane na łaskę i niełaskię osób tam pracujących. Chcąc nawet zapłacic komus to tez było watpliwe czy będze się nami opiekowac cały czas pozniewż panie się zmieniają. na szczescie były i te dobre. pozdrawiam i mam nadzieję ze kiedys będzie lepiej.
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 08.11.01, 20:03
      a mi moj lekarz, (ktory wlasnie pracuje na Inflanckiej) na moje uwagi dotyczace pobytu w szpitalu powiedzial "... wie Pani Pani Moniko jak jest ... byt okresla swiadomosc ..."no comments ...
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 09.11.01, 00:48
      Jak czytam Wasze posty to nasuwa mi się kilka uwag. po pierwsze - im dalej od stolicy - tym lepiej i im mniejszy szpital tym przyjemniej, a złoty środek pomiędzy szpitalem prywatnym i jego opieką a państwowym leży... w Sulechowie (woj.lubuskie). Mimo, iż mieszkam 70km od tego szpitala i mam w swoim mieście szpital a po drodze wojewódzki w Zielonej górze wybrałam sulechów bo chciałam rodzić w wodzie. Pojechaliśmy tam z mężem. pokazano nam salę porodów wodnych, cały oddział, spotkaliśmy się z lekarką która miała akurat dyżur, która nie tylko z nami porozmawiała ale i zrobiła USG gratis. po przyjeździe do szpitala o pierwszej w nocy okazało się że z wody nici bo moje własne są zielone i szybciutko na stół. Ja przerażona, mąż przypominający sobie ćwiczenia oddechowe ze szkoły rodzenia. Zapytano mnie, jakie chcę znieczulenie - wolałam miejscowe. Miła pani anestezjolog podczas znieczulania wszystko mi tłumaczyła, a podczas całej operacji dodawała otuchy. Położa która trzymała mnie zarękę podczas operacji również starała się mnie pocieszyć widząc moje przerażenie. Mężowi zaproponowano aby był przy mnie, ale wolał stać w drzwiach - choć i tak kosztowało go to sporo nerwów. Synek urodził sie nalutki - 2150g mimo iż o czasie, a z uwagi na problemy z oddychaniem zabrano go na oddział. Zaraz przyszła po męża pielęgniarka proponując, aby, jeśli chce, był cały czas przy dziecku i mógł widzieć co mu robią. Na szczęście sytuacja wyglądała coraz lepiej. Po odwiezieniu mnie na salę pielęgniarki pocieszały mnie, że takie maluszki jak już złapią "cug" do jedzenia i szybko nadrabiają zaległości w wadze ( i nie pomyliły się). Wszystkie pielęgniarki i położne były niesłychanie przyjazne, pomocne i przyjacielsko nastawione. Gdy dopadł mnie nawał pokarmu, a synek nie mógł chwycić nabrzmiałej piersi, pielęgniarka siedziała ze mną godzinę w nocy i ściągała mi ręką pokarm. Wszyscy chętnie pokazywali pielęgniarką właśnie wykonane zdjęcia maluszków. Sam oddział wygląda bardzo miło jest nieduży, ale bardzo ciepły, Za dodatkową opłatą 200 zł mogłam skorzystać z pojedynczego pokoju z prysznicem, telefonem, telewizorem i dużym fotelem, w którym tata spędzal wiele czasu, a i również spał. Gdy po cesarce nie czułam się najlepiej (strasznie bolały mnie żebra) i wspomniałam o tym położnej przyszło mnie obejrzeć trzech lekarzy, w tym pani anestezjolog która mnie znieczulała, aby sprawdzić czy to nie sutek znieczulenia. Na szczęście szybko minęło i po dwóch dniach nie potrzebowałam nawet środków przeciwbólowych. Przesympatyczni lekarze ( w dużej mierze kobiety) zawsze pytali o samopoczucie, czy nie mam doła, czy z wszysktkim sobię radzę, zwłaszcza z karmieniem piersią. Pielęgniarki dbały, aby nie brakowało podkładów, pampersów i innych rzeczy. Po operacji gdy byłam na diecie proponowały herbatę. Nikt nigdy nie skrzywił się że mąż był z nami prawie non stop, nawet gdy akurat przyszła rodzina więc w pokoju było chyba z pięć osób i akurat był obchód. Pielęgniarka tylko zażartowała, że chyba pomyliła pokoje, na chwilę przeprosiła moja rodzinkę, a po chwili mogliśmy już dalej być razem.Synka zostawili mi na noc po dwóch dniach kiedy mogłam już swobodnie wstać z łóżka i chodzić. Później gdy był ze mną i rozpłakal się w nocy przyszła pielęgniarka, nie musiałam jej szukać.Ja, która zawsze panicznie bałam się szpitala, porodu i pobytu na oddziale położniczym, stwierdzam, iż pobyt tam to była przyjemność. jedyne co jest jeszcze trochę po staremu to jedzenie, ale muszą mieć jeszcze co poprawiać.Reasumując - cały tydzień spędzony w Sulechowskim szpitalu wspominam z wielką przyjemnością, mój mąż również. Na podstawie moich doświadczeń i waszych opowieści potwierdzam się w przekonaniu, że 98% zależy od ludzi i na pewno wrócę tam ponownie (zresztą piguły nie omieszkały nas zaprosić na ponowną wizytę). Z tego co wiem, w tym szpitalu tylko 40% pacjentek jest z okolicy Sulechowa pozostałe przyjeżdzają z różnych miejsc, nawet z Poznania. Pozdrawiam wszystkie mamy, a przyszłym mamo radzę - uciekajcie z duzych szpitali, bo tam często jadą na dawnej opinii. Pozdrawiam. Ania - mama Przemka.
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 10.11.01, 13:42
        Masz całkowitą racje. Moja siostra rodziła w Izbie Porodowej w moim rodzinnym miasteczku. Wyposażenie nie było super, ale było czysto, wspaniałe znajome panie położne i salowe. Mąż był przy porodzie, choć się zarzekał, że za żadne skarby świata nie wejdzie na salę porodową. Położna tak go omotała, że oczywiście wszedł i było to dla niego najwpanialsze przeżycie a siostra łatwiej zniosła trudy porodu. Siostra leżała sama, wszystkie położne zajmowały się nią i dzieckiem, a ona sama naprawdę wypoczęła. Kiedy mówi o poprzednim porodzie w renomowanej klinice wracają smutne wspomnienia. Dodam że lekarz z mojego miasteczka uczestniczył w akcji Rodzić po ludzku. Smutne tylko, że Izba będzie prawdopodobnie zlkiwidowana. Nie ma tam warunków do skomplikowanych porodów, a sprzęt medyczny jest drogi. Tak więc w nowym systemie będą upadać te małe szpitaliki itd. Pozdrawiam Kruszynka
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 10.11.01, 12:49
      Sorry, obiecalam wyslac namiary na ten artykul w e-dziecku. Juz sie poprawiam:http://www.proszynski.pl/czasopisma/dziecko/arch_text/200101-01.htmlBogusia
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 10.11.01, 17:10
        Nie mam czasu czytać wszystkich poprzednich postów, bo Luizka mi nie daje, ale po 12 dniach pobytu na oddziale położniczym SPSK nr 1 w Lublinie jestem bardzo zadowolona i wręcz bałam się wychodzić do domu...System rooming-in - sale 4-łóżkowe (małe, ale mozna znieść), dzieci przy matkach w plastikowych wózeczkach nasuwanych na łóżko - w praktyce cały czas w łóżkach z matkami, bo tak jest słodziej.(O, teraz bedzie 1 palcem, bo Luizka juz na rekach :) )Dziecko połozono mi na piersiach tuz po zbadaniu przez pediatre po narodzinach i lezała tak długo, az powiedziałam, ze sie wychładza. Od razu ssała.Pielegniarki i lekarki od noworodków bardzo miłe i lubia dzieci- mozna "oddac" dziecko "na przechowanie", zeby odsapnac chwile albo i cała noc po porodzie i nie tylko, ale ja nie korzystałam z takiej pomocy - wolałam mieć Luizę cały czas przy sobie- w nocy, gdy dziecko bardzo płakało, a matka nie dawała sobie rady z uciszeniem - panie pielegniarki same przychodziły pomagac matkom- jesli matki w 2-3 dobie po porodzie nie miały pokarmu, to dostawały strzykawki z mlekiem, zeby dzieci nie głodowały, ale i tak przystawiane były do piersi, żeby wywołac laktacje- cały dzień czynny jest "punkt pomocy", gdzie mozna przywiezc dziecko i zaradzi sie problemom typu płacz, wzdecie, odparzona pupa itp.- panie pielegniarki kąpią dzieci, ale zachecaja matki do samodzielnego kapania i uczą- ubranka, pieluchy i kosmetyki dla niemowlat zapewnia szpital, ale ja wolałam miec swoje dla lepszego samopoczucia przy tak długim lezeniu...Ogólnie jestem zadowolona z tego systemu, zwłaszcz, ze gdy przyszłam na swiat na tym samym oddziale 28 lat temu, mama własciwie dostała mnie po raz pierwszy do rak w dniu wypisu i w domu zupełnie nie wiedziała, jak zajac sie niemowleciem...:hello:Kasia R mama Luizy
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 10.11.01, 13:52
      Masz racjie!Ja rodzilam cesarka, i dzieci sa wtedy na 2 dni zabierane.Boze co ja sie naprosilam zeby mi do piersi przyniosly, albo zeby pomogly przystawic to tylko ja i Bog wie.Nie chcialo im sie, panienki w miniowach,koralikach , itd.Nie mam nic przeciwko mini ale moze nie na porodowce. Zajete ogladaniem telewizji i jedzeniem zamowionej pizzy, oraz bardzo glosnym gadaniem na korytarzu, tak ze o przespaniu sie nie bylo mowy, panienki na dzwonek odp ze tylko w wypadku zagrozenia zycia wolno dzwonic!!!!!!Po dwoch dniach, kiedy moj synek mial juz straszne kolki od obcego mleka, dawanego mu bez mojej zgody a ja problemy z dostaniem wlasnego mleka , dostalysmy dzieci na rooming-in. No i zaczela sie wlasciwa polka. Panienki stwierdzily ze teraz to one nic juz nie musza i wrecz mi powiedzialy ze cala opieka nad maly do mnie ( ledwo chodzacej pocietej mamusi) nalezy. I nawet nie raczyly odp na pytania dotyczace opieki i pielegnacji. Lekarze nie byli lepsi. Tylko siostra oddzialowa byla fajna, ale o 15 szla do domu. Dziecko darlo sie od kolek ( oooo hysteryczne jak mamusia), nie chcialo mojego mleka( co, to jednak butelka, czy chce pani dziecko zaglodzic?) a ja nie zruzylam prawie przez 5 dni oka. Mimo to bylam szczesliwa ze Marek jest ze mna , a nie ze panienki bez mojej wiedzy karmia go mlekiem, glukoza i odgazywuja rurka w pupie.A co do lozek, to mam jedna nazwe "lozko madejowe". cos takiego dawac matkom , ktore sa po porodzie albo nawet operacji to to jest chamstwo. Bieda sluzby zdrowia rozumiem, ale to byla przesada. A takze ze nie zmieniono nam poscieli wciagu 4 dni, i dzieci lezaly w tym barlogu z krwi itp to tez lekka przesada. O jedzeniu nie wspominam, po 3 dniach glodowki nawet to zarcie smakowalo.hehePozdrawiam, i ostrzegam przed szpitalem w Gdansku na ZaspieAska mama Mareczka
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 10.11.01, 17:20
        Ja mogłam przytulić małą kiedy chciałam. W 2 dobie zaczęłam próbować karmić, ale leżałam na normalnej sali.Kruszynka
    • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 11.11.01, 17:11
      Wiecie,jak tak czytam te posty, wlos mi sie na glowie jezy i boje sie isc rodzic... niby mam zalozone, ze zaplacimy lekarzowi za porod i za znieczulenie, ale co POTEM??? ja sie spodziewam dwojki maluchow, nijak nie dam sobie rady od pierwszej chwili, czy wtedy ktos moze zrobi wyjatek i sie mna zainteresuje? Po co chodzimy do szkoly rodzenia? Ja glownie, zeby poznac wlasnie panie lekarki,pielegniarki i polozne, z ktorymi zamierzam spedzic kilka dni... co znaczy zamierzam, jestem zmuszona... wydawalo mi sie, ze jest to jakas gwarancja, ale jak bedzie, wyjdzie w praniu... zamierzam rodzic na Kasprzaka, wlasnie ze wzgledu na blizniaczki.Cesarka ponoc nie wchodzi w rachube, bo dzieci leza prawidlowo... no trudno. Z tego, co wlasnie przeczytalam, cesarka plus ten chory system rooming-in nie jest najlepszym pomyslem. Sluchajcie, a jezeli babcia nie moze przyjechac i sie zajac wnuczkiem, to co wtedy???? trudno tez wymagac od swiezo upieczonego tatusia, ze bedzie wiedzial od pierwszego kopa, jak przewinac czy umyc maluszka... a u nas beda dwa maluszki... dziewczyny, ja naprawde boje sie rodzic. to jakis koszmar... pozdrawiamasiaT
      • Gość edziecko: guest Re: WSPANIAŁY? SYSTEM ROOMING-IN IP: *.* 12.11.01, 16:27
        Asia,A nie masz mozliwosci rodzic w szpitalu, gdzie jest inny system? Ja zdecydowalam sie specjalnie na taki szpital, w ktorym dzieci przynoszone sa do karmienia - mozna je miec caly dzien ale w kazdej chwili mozna oddac pod opieke fachowcow, mozna poprosic o podanie mieszanki mlecznej (ja nie moglam sie doprosic o niepodawanie, ale to inna historia). Podjelam ryzyko, zakladajac, ze moje dzieci beda zdrowe i wybralam ten wlasnie szpital a nie najbardziej fachowa klinike (ktora zreszta znajduje sie niedaleko, wiec w razie koniecznosci transport nie bylby problemem) - dodaje, ze chodzi o Poznan. nie zalowalam swojego wyboru mimo, ze mialam tez wiele uwag odnosnie opieki (opisane w watku otwartym przez p. Justyne Dabrowska o wczesniakach). Od poczatku wiedzialam, ze system rooming-in jest nie dla mnie, szczegolnie dlatego ze spodziewalam sie blizniat. Nie dalam ani zlotowki lekarzowi ani poloznej i bylam traktowana zupelnie normalnie (na kazda prosbe np. dostawalam termos z goraca herbatka: rumianek lub Hipp na laktacje) - dzieki temu bylo mnie stac na doplate za pobyt w pokoju jednoosobowym z lazienka (100zl za dobe) - bardzo przydatna sprawa po porodzie, no i nielimitowane odwiedziny bez licznych i niechetnych swiadkow.Dosc duzo czasu spedzilam rozpytujac wsrod znajomych, jaki szpital wybrac i dlaczego. Nie chce mi sie wierzyc ze w Warszawie nie ma mozliwosci podobnego wyboru.Asia, nic sie nie przejmuj, jako mama blizniat bedziesz traktowana jako "celebrity" - na pewno czekaja Cie szczegolne wzgledy ;-)Magda
Pełna wersja