Gość edziecko: Małgosia
IP: *.*
24.01.02, 11:41
Jestem mamą 4,5-miesięcznej córeczki, która bardzo lubi spać, ale bardzo nie lubi zasypiać. Po maksimum dwóch godzinach czuwania (podczas których jest rozkosznym aniołem) zaczyna beczeć i trzeba ją usypiać. A usypianie wygląda tak: ona wije się i wygina na wszystkie strony, po chwili zaczyna wyć w niebogłosy, nawet jak jest bardzo głodna, to nie daj Boże próbować ją nakarmić. Wygląda to tak, jakbyśmy katowali ją niemiłosiernie. Uspokaja ją, ale i to nie zawsze, noszenie, ale to nie jest metoda, bo wtedy potwornie interesuje ją świat i ze spania nici (prawdopodobnie przyzwyczaiła się do noszenia, bo przez dwa miesiące wmawiano jej problemy z brzuszkiem, więc cała rodzina ją nosiła). Sposób jest jeden – karmienie „na chodząco”, o ile w końcu dotrze do mojego dziecka, że cyc to nie wróg, przyssie się i ukoi (wierzcie mi, to zabiera mnóstwo czasu i siły). Ale i od tego sposobu ją odzwyczajamy, bo ja już nie wyrabiam (noszenie 7 kilogramów w pozycji pół leżącej przez godzinę to nie lada sztuka, a niech spróbuję usiąść!). Efekt jest taki, że ona ryczy jak obdzierana ze skóry, a ja z nią. Śpiewanie, czytanie, tulenie – nic nie pomaga. Jak w końcu oczy się przymkną, to na sekundę, bo zaraz znowu zauważą coś godnego całkowitego rozbudzenia. Myślałam, że moja córka ma za dużo bodźców, ale przecież przez cały dzień jest tylko ze mną i kotem, wieczorami jest jeszcze tata, czasami dziadkowie. Chyba wyrzucę wszystkie meble i lampy z mieszkania. Chociaż ją interesuje nawet gładki sufit...Nie oczekuje żadnego cudownego sposobu, ale pocieszcie mnie, że to kiedyś minie, bo naprawde mam dosyc...