Gość: horac
IP: *.*
11.02.02, 13:51
Wraz z odkryciem nowego kolorowego tytułu na półce kioskowej, czy też w "najlepszym" paśmie reklamowym, zastanawiam się, czy:1. istnienie bezdennie durnowatej prasy tzw. kobiecej, to świadectwo istnienia sporego odsetka ograniczonych intelektualnie przedstawicielek płci, powiedzmy, że pięknej? Mam na myśli importowane tygodniki, jak np. "Pani w domu", "Życie na śmierdząco", "Naj - a jajaj!" itp.2. czy mnożąca się w czasie ilość tychże czasopism daje nieznośnie szczere odbicie naszej umysłowości (jako społeczeństwa)?I gdy oglądam reklamy tego typu czasopism, to pytam, czy przypadkiem nie uwłacza to godności kobiet? Bo reklamy te kierowane są do kobiet jako ogółu, prawda?"Jak czerpać satysfakcję z sexu?", "Jak zrobić świąteczny sernik?" "Jak urządzić ciasny przedpokój?", ble, ble, bleNa każdy problem dwa akapity dobrych rad (na więcej rozkładówka nie pozwala). Płycizna, tandeta i dużo farby drukarskiej.Byle kolorowo, byle dużo obrazków. Trzy linijki tekstu i zdjęcie na pół strony - żeby się kobitka nie znudziła zbyt długim czytaniem. Wiadomo, móżdżek ma jak ta kura co tylko lata po podwórku i gdacze (pamiętacie nasz wątek mięsny? he, he, he).Dlaczego nie ma typowo męskiej prasy? Dlaczego ciągle funkcjonuje ta typowo kobieca? czyt. głupawa i płytka?Czy kobiety nie powinny się temu sprzeciwić?Ja się sprzeciwiam! Tylko, że co z tego?Matylda