mag.a3
21.11.06, 13:18
Czy któraś z Was miała/ma?
Jest mi strasznie ciężko z powodu relacji z mamą. Nawet nie wiem, od czego
zacząć pisanie. Mam cudowną rodzinę (mąż, dzieci), mieszkamy osobno, jestem
niezależna finansowo. Powinnam się cieszyć...
Moja mama jest osobą despotyczną. Tylko ona ma rację i tej racji należy się
podporządkować. Inaczej wpada w histerię (płacz, złosć, alienacja). Gdy byłam
młoda, jej despotyczność (dobrze kamuflowana szczerymi chęciami i troską)
doprowadziła u mnie do bulimii. Problem choroby zniknął, gdy założyłam własną
rodzinę i wyniosłam się z domu. Nie uzdrowiło to jednak podejścia mamy. Chce
wychowywać moje dzieci, urządzać mi mieszkanie, decydować o moich zawodowych
posunięciach (!). W końcu odbyłam z nią rozmowę, powiedziłam, że ją kocham i
szanuję, że chcę z nią rozmawiać (dzwonimy codziennie, widujemy się +/- raz
na 2tyg.) o moich planach, cieszyć się swoimi sukcesami, słuchać, pytać o
radę. Proszę tylko, by szanowałą moje decyzje. Ja nie wnikam, bo i po co,
gdzie ma co u siebie w domu poprzestawiać i proszę o to samo. Mówiłam
stanowczo, ale bardzo spokojnie, że w moim życiu ja podejmuję decyzje i
ponoszę ich konsekwencje. Nie muszą się jej podobać, ale nie ma prawa stroić
mi o to fochów. I co? Płacz, lament, awantura. No bo jak to? Ja nie chcę jej
pomocy przy remoncie i meblowaniu??? I co? Jak ona coś zasugeruje i to będzie
mądre, to jakim prawem mam zrobić inaczej. Pewnie mam ją za głupią. I w ogóle
to liczę się tylko ze swoim mężem. Jest zrozpaczona, bo łaskawie pozwalam jej
uczesniczyć w moim życiu, a nie życzę sobie ingerencji i presji. Jestem
egoistką, wielką panią, wymierzam jej policzek i jak tak widzę nasze relacje
(pełna moja samodzielność w decyzjach), to traktuję ją jak ścianę i może
lepiej ze ścianą mi rozmawiać.
Cóż... zdania nie zmienię. Swoją rodzinę przed takim modelem uchronię, ale
k.rwa to boli. Boli, bo ją kocham, a nie mamy już szans na zgodę.