Dodaj do ulubionych

Toksyczny rodzic ;(

21.11.06, 13:18
Czy któraś z Was miała/ma?
Jest mi strasznie ciężko z powodu relacji z mamą. Nawet nie wiem, od czego
zacząć pisanie. Mam cudowną rodzinę (mąż, dzieci), mieszkamy osobno, jestem
niezależna finansowo. Powinnam się cieszyć...
Moja mama jest osobą despotyczną. Tylko ona ma rację i tej racji należy się
podporządkować. Inaczej wpada w histerię (płacz, złosć, alienacja). Gdy byłam
młoda, jej despotyczność (dobrze kamuflowana szczerymi chęciami i troską)
doprowadziła u mnie do bulimii. Problem choroby zniknął, gdy założyłam własną
rodzinę i wyniosłam się z domu. Nie uzdrowiło to jednak podejścia mamy. Chce
wychowywać moje dzieci, urządzać mi mieszkanie, decydować o moich zawodowych
posunięciach (!). W końcu odbyłam z nią rozmowę, powiedziłam, że ją kocham i
szanuję, że chcę z nią rozmawiać (dzwonimy codziennie, widujemy się +/- raz
na 2tyg.) o moich planach, cieszyć się swoimi sukcesami, słuchać, pytać o
radę. Proszę tylko, by szanowałą moje decyzje. Ja nie wnikam, bo i po co,
gdzie ma co u siebie w domu poprzestawiać i proszę o to samo. Mówiłam
stanowczo, ale bardzo spokojnie, że w moim życiu ja podejmuję decyzje i
ponoszę ich konsekwencje. Nie muszą się jej podobać, ale nie ma prawa stroić
mi o to fochów. I co? Płacz, lament, awantura. No bo jak to? Ja nie chcę jej
pomocy przy remoncie i meblowaniu??? I co? Jak ona coś zasugeruje i to będzie
mądre, to jakim prawem mam zrobić inaczej. Pewnie mam ją za głupią. I w ogóle
to liczę się tylko ze swoim mężem. Jest zrozpaczona, bo łaskawie pozwalam jej
uczesniczyć w moim życiu, a nie życzę sobie ingerencji i presji. Jestem
egoistką, wielką panią, wymierzam jej policzek i jak tak widzę nasze relacje
(pełna moja samodzielność w decyzjach), to traktuję ją jak ścianę i może
lepiej ze ścianą mi rozmawiać.
Cóż... zdania nie zmienię. Swoją rodzinę przed takim modelem uchronię, ale
k.rwa to boli. Boli, bo ją kocham, a nie mamy już szans na zgodę.
Obserwuj wątek
    • mysia-mysia Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 13:31
      kurde, jak cię pocieszyć?
      mój niemałż ma podobną mamę - ona albo w ogóle się nim nie interesuje albo chce
      zarządzać jego życiem, w końcu doszedł do wniosku, że nie ma co się przejmować,
      teraz nie wtajemnicza mamy w swoje plany, stawia ją dopiero przed faktem dokonanym

      no ale przykro że tak jest - chciał by mieć fajną mamę z którą można by
      porozmawiać i która wspierała by go w jego decyzjach
    • ledzeppelin3 Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 13:36
      Bardzo dobrze robisz, nie pozwalaj na ingerencję, zobacz, jak dobrze żyć
      samodzielnie. To trudne, bo na pewno matka Cię swoją despotycznością od siebie
      uzalezniła- Ty nie chciałaś wiele lat jej "urazić" i żyłaś (a może i jeszcze
      trochę żyjesz) z tkwiącym głęboko pytaniem: "A co mama by na to powidziała?"
      Jesteś odważna i chcesz żyć własnym życiem- i dasz radę.
      Uważam, że na jakiś czas (miesiąc? dwa? jak sama uznasz za stosowne) powinnaś
      ograniczyć kontakt z matką. Takie małe odtrucie. Bez telefonów codziennych, bez
      spotkań. Staniesz silniej na własnych nogach. może za jakiś czas uda Ci się
      stworzyć z matką relacje typu "nic ci mamo nie jestem winna, ty mi również,
      spotykamy się, bo lubimy a nie dlatego, że coś musze względem ciebie".
      Niewykluczone też, że takich relacji absolutnie nie da się stworzyć- bo
      spójrzmy prawdzie w oczy, Twoja matka się nie zmieni. Rodzice zwykle się nie
      zmieniają, tylko płaczą, że dzieci się tak bardzo zmieniły (bo wreszcie
      wydostały się spod wpływu rodziców i chcą żyć własnym życiem- więc są już be).
      Wtedy trudno, to matka ma problem ze swoimi emocjami i swoim życiem, nie Ty.
      • mag.a3 Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 13:44
        Ledzeppelin3, masz rację, strzał w 10. Dłuuugie lata żyłam z myślą co na to i
        owo moja mama. Przynajmniej o 15 lat za długo miałam tę myśl w głowie, np
        wybierając sobie torebkę, czy buty. Z perspektywy czsu widzę, jak bardzo to
        było/jest chore. Dobrze, że już widzę, bo kiedyś nie widziałam. Ale ciężko
        jest, nie ma co. Mimo tego balastu jesem chyba..., hm... szczęśliwsza?
        spokojniejsza? A koszt: zdrowie i nerwy matki crying, ale cóż, teraz walczę też o
        całą swoją rodzinę, nie tylko o siebie. A! Na całe szczęście ojciec mnie w 100%
        popiera, choć w domu to on zawiele do powiedzenia nie ma wink.
        • fajka7 Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 14:13
          Fajnie czytac, ze mozna zyskac rozsadne spojrzenie na swoja sytuacje, gdzie
          najtrudniej o obiektywizm. Madrze podchodzisz do sprawy, wiec powinnas sobie
          poradzic- powodzenia smile)
        • ledzeppelin3 Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 14:16
          Wiesz, nie mozesz myśleć w ten sposób, że to przez Ciebie matka ma zszargane
          zdrowie i nerwy. Ma, bo sobie na to zapracowała. Nikt jej nie kazał
          podporządkowywać sobie innych i ingerować w ich życie, prawda? Matka całe swoje
          życie podporządkowywała sobie najbliższych i manipulowała nimi,co jest
          przejawem skrajnego egoizmu. Przez takie zachowanie Ty i Twój ojciec, a więc
          osoby matce najbliższe, mogły mieć zniszczone życie. A teraz matka
          jest "nieszczęśliwa" i ma "zszargane nerwy", bo jej się do końca udało
          podporządkować sobie życia innych (choć piszesz, że Twój ojciec jest cały czas
          pod jej dużym wpływem). Niestety, nie możesz brać odpowiedziałności za to, co
          matka robi ze swoim życiem. Jest osobą dorosłą, sama odpowiada za siebie.
          Jeśeli uszczęśliwić ją może tylko ścisła kontrola najbliższych- ta ma ze sobą
          spory problem. Ale to nie jest TWÓJ problem. Twoim światem jest twoja rodzina-
          mąż, dzieci- i musisz chronić ich przed zachowaniami, jakie prezentuje Twoja
          matka. inaczej jest spora szansa, ze powielisz w przyszłości jej błędy- a Twoje
          dzieci będą miały takie problemy, jak Ty teraz. A tego przecież nie chcesz.
          Dlatego myślę, że konieczna jest separacja uczuciowa, a chwilowo także i
          fizyczna, od matki- żeby całą sprawę zobaczyć z dystansu i wypracować zasady
          wspólnej ewentualnej koegzystencji (w skrajnym przypadku, musisz się z tym
          liczyć, może to być zerwanie kontaktów). To wszystko robisz dla dobra siebie i
          swojej rodziny- i tak powinnaś myślećsmileTrzymam kciuki
          • mag.a3 Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 14:32
            Faktem jest, że moja mama ma poprzestawiane w głowie i to mocno, jeśli chodzi o
            to, co jest, a co nie jest egoizmem w jej wydaniu. W swoim przekonaniu jest
            osobą, która myśli o innych, troszczy się, zabiega, a co ją spotyka? -
            odrzucenie i niewdzięczność.
            Potrafi zanegować wszystko i każdego. Zarowno znajomych/rodzinę (z większością
            jest skłócona, z powodu czego bardzo cierpi(!)), jak i oczywiste fakty (choćby
            ustalenia urzędników, pzrepisy, etc.). Wg niej jest logiczna, a więc mądra,
            czeka niby na argumenty, ale w gruncie rzeczy wcale ich nie słucha, a o
            przyjęciu nie ma mowy. Moja mama ma tylko jeden problem: nie rozumie, że mogą
            być dwa dobre rowiązania a każdy ma prawo o sobie decydować. Konsekwencje tych
            decyzji a nie jej zdanie to nagroda lub kara.
            Schematu mam nadzieję nie powielę, bo walczę z nim od dawna, niestety moja mam
            nie pojmuje, że nie walczę z nią, a z jej niektórymi zachowaniami.
            Boję się jedynie tego zerwania kontaktów. Kiedy jej braknie będę pewnie żałować
            kazdej takiej chwili crying. Ale innego wyjścia, jak konsekwentne stopowanie tych
            jej zapędów nie widzę i nie chcę.
            Bardzo wielkie dzięki, jesteście kochane.
            • mamamonika Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 14:39
              Mieliśmy dokładnie taką samą sytuację z teściami, mąż jest jedynakiem. Trwało
              dłuższy czas, zanim zaakceptowali naszą (zwłaszcza męża) samodzielność i (o
              dziwo) skuteczność podejmowanych działań. Też na początku usiłowali ingerować w
              nasze decyzje, co powodowało potężne iskrzenie wink Pomogła konsekwencja,
              stanowczość i kilka trudnych rozmów smile
              Teraz jest naprawdę dobrze, chociaż "poswięcactwo" i chęć wścibiania nosa
              wszędzie jeszcze się czasem uaktywniają. Ale to juz są wyjątki, nie reguła.
              Powodzenia - najpierw Ty się musisz wyzwolić z zależności, mamie będzie
              trudniej, ale jest to możliwe.
              Czy ona coś robi wogóle - tzn czy ma znajomych, jakieś hobby? Może na
              uniwersytet trzeciego wieku ją zapiszcie?
    • 071979an Re: mag.a3 dziękuję ci za ten post 21.11.06, 14:48
      Mam dokładnie tak samo i czasem ryczec mi się chce.W końcu podjelismy decyzję
      ze wyjeżdżamy z kraju dla naszego dobra.Może jak nie będziemy miały częstego
      kontaktu to mama w końcu przemyśli wszystko.Rozmowy ,grozby,prosby nie pomagaja.
      mój gg 2831519
      • mag.a3 Re: mag.a3 dziękuję ci za ten post 21.11.06, 15:09
        Jestem wdzięczna mojej mamie za wszystko. Również za to, że pomogła mi
        wystartować, tak jak miała na to z tatą możliwości. Nigdy nie miałam pozycji
        roszczeniowej! Nie zmarnowałam niczego, co mi zaoferowała, dziękowałam i
        staralam sie pomnożyć, by nie załowała swoich decyzji, ale chcę być już
        samodzielna i chcę, by cieszyła się z tego jakie sukcesy odnoszę i jak ciężko
        na to pracuję. Nie bronię jej dostępu do mnie, do tego co robię. Mówię o tym
        dłuuugo, ze szczegółami, ale dla niej to mało.
        Poza tym mama nie pojmuje jak komuś może nie smakować zupa rybna, albo ozór w
        szarym sosie, Przecież to takie wykwintne dania... Jest nadąsana, że nie chcę
        jakiejś kosmicznie drogiej lodówki, a przecież ona jest taka ładna i
        zgrabniutka. Mama nie uznaje sprzeciwu i zawsze jest mniej lub bardziej
        rozżalona gdy się z nim spotyka. A rzeczona otwarta rozmowa była dla niej
        ciosem prosto w serce. Usłyszałam, że jej nie kocham, i biję ją w twarz, że się
        już nie odezwie,etc. - tyle zrozumiała z mojej prośby.
        O mojej bulimii nie miała pojęcia. gdybym powiedziała jej jak odreagowywałam
        jej ambicje, pewnie odwróciłąby kota ogonem. Mama po prostu, choć o tym nie
        wie, liczy się tylko ze sobą crying.
        • mag.a3 Źle wkleiłam 21.11.06, 15:13
          odpowiadałam Mamamonika wink

          O7... nie mam gg, niestety. Wiem co czujesz. Myślę, że nam się uda. I modlę się
          o to. Pzdr
        • ledzeppelin3 Re: mag.a3 dziękuję ci za ten post 22.11.06, 12:52
          Jestem wdzięczna mojej mamie za wszystko. Również za to, że pomogła mi
          > wystartować, tak jak miała na to z tatą możliwości. Nigdy nie miałam pozycji
          > roszczeniowej!
          Wiesz co, fajnie że jesteś wdzięczna, ale bez przesady. Nie musisz stawiać się
          w sytuacji: "Ona tyyyyyle dla mnie zrobiła, a ja jej tak odpłacam!"
          Po pierwsze: To normalne, że matka robi dla dziecka wszystko, co w jej mocy, że
          mu pomaga. To naprawdę zadna łaska. W końcu mogła sobie nie robić dziecka,
          prawda? A jak zrobiła, to jest oczywiste, ze musi się nim zająć i to najlepiej
          i najuczciwiej, jak potrafi. To normalna kolej rzeczy-pomyśl, Ty robisz
          wszystko, żeby Twoje dzieci były szczęśliwe, i nie wymagasz od nich za to
          wdzięczności do grobowej deski, prawda? Taka wdzięczność w stosunku do matki i
          poczucie, że w zamian coś "powinnaś", to jedna z form uzależniania dzieci przez
          rodziców. Druga sprawa: Całkowicie zbędnym jest wprowadzania matki w Twoje
          sprawy. Im ona mniej wie o Tobie, tym lepiej dla Ciebie- przykre, ale taka jest
          prawda. Twoja mama ma duże zdolności manipulacji Tobą, im mniej dasz jej do
          tego okazji, tym lepiej. Im mniej ma informacji o Tobie, tym mniejsza szansa,
          że wykorzysta je do dalszego podporządkowywania sobie Ciebie. Manipulacja
          typu: "Ja wszystko robie dla Ciebie, a Ty podła, niedobra córko tak mi się
          odpłaczasz"- jest bardzo typowa, typowy jest również mechanizm wyparcia (ona
          wypiera, że Ciebie krzywdzi, tak jak pewnie stwierdziłaby, że na bulimię
          zachorowałaś z własnej winy- pewnie byłaś po prostu łakoma!)Trzymaj ją na
          dystans, nie wprowadzaj do swojego świata- przynajmniej przez pewnien czas. Nie
          wiem, czy samodzielnie zwalczyłaś objawy bulimii, czy też pomógł Ci w tym
          psycholog, jednak ta choroba ma skłonności do nawrotów, o ile znajdziesz się w
          sytuacji psychicznej podobnej do tej, która bulimię wywołała. I o ile nie
          nauczyłaś sobie radzić ze stresem w inny sposób, niż jego "zajadanie".
          Konkluzja? Unikaj sytuacji, które Tobie szkodzą, a więc zbytniej bliskości z
          matką. i postaraj się uniezaleznić od niej psychicznie- to, że jesteś
          niezależna finansowo, to ogromnie ważne i za to wielkie gratulacje. Wydajesz
          się być osobą ogromnie świadomą siebie, to bardzo dobry czynnik rokowniczy.
          • mag.a3 Re: mag.a3 dziękuję ci za ten post 22.11.06, 13:44
            Dzięki za zrozumienie. Moja choroba była wywołana, jak mniemam, sytuacją w domu
            rodzinnym. Uporałam się z nią sama: powiedziałam jeszcze wtedy niemężowi,
            później zaczęłam sobie przeorganizowywać życie, zjęłam się pracą, potem dzieci.
            Zapomniałam chyba o chorobie od łaaadnych kilku lat. Nic mnie już w niej nie
            pociąga, nie mam potrzeby zajadać czegokolwiek (wpływ matki, jaki by nie był,
            już nigdy nie będzie tak duży jak kiedyś). W codziennych sprawach mam podporę w
            dobrym bardzo mężu, a pod skrzydła mamy nie wrócę wink, więc żyję spokojnie bez
            bulimii.
            pzdr
    • g0sik Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 15:40
      >Nie bronię jej dostępu do mnie, do tego co robię. Mówię o tym
      >dłuuugo, ze szczegółami, ale dla niej to mało.

      I to jest podstawowy błąd. Im mniej będzie wiedziała o Tobie/o Was tym mniej
      będzie miała powodów żeby się wtrącać. Przestań opowiadać ze szczegółami o
      swoim życiu skoro uważasz, że mamie nic do Twoich decyzji. Nie będzie wiedziała
      to straci kontrolę.....A może Ty nadal nieświadomie szukasz akceptacji?
      • mag.a3 Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 17:12
        g0sik napisała:
        A może Ty nadal nieświadomie szukasz akceptacji?


        Być może czasami niepotrzebnie na zapas zastanawiam się, co powie, niemniej na
        akceptacje nie liczę. Oczywiście fajniew byłoby zostać docenioną ot tak, po
        prostu...
        Mamie opowiadam, dyskutuję po to, aby nie czuła się właśnie na boku. Nie
        przeszkadza mi, że wie, co się dzieje u mnie nowego. Mogę nie mówić, nie ma
        problemu dla mnie. Przeszkadza mi, że wywiera presję, wtrąca się, a na koniec w
        emocjach traci głowę i przy braku argumentów wkraczamy na sferę emocji i
        zaczyna się jazda z jej strony.
        Zapytałam, czy jej mama (moja babcia) organizowała jej życie (babcia była osobą
        niesamowicie dyskretną i delikatną, wiem też od taty, że nigdy się nie
        wtrąciła). No i oczywiście to co innego, ona mamusi wszystko mówila, co ja
        porównuję, itd... Nawet nie próbuje zrozumieć, tylko się karmi swoją "krzywdą".
        Muszę się trzymać, bo normalnie nie wyrobię crying.
    • 071979an Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 15:44
      Najbardziej walcze o to żeby nie wtrącała się o to jak wychowuje swoje dziecko.
      Zachowuje się jak by to ona była jego matką ja jestem złą ,nie takie jedzenie
      mu daje ...i wiele innych rzeczy robie żle ona wie lepiej i jeśli stanowczo jej
      czegoś zbraniam udaje że niesłyszły i dalej swoje jakbym nic nie
      powiedziała,jakby w ogóle mnie nie było w danej sytauacji.Dostaje
      szału,wybucham sad
      • corneliss Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 16:30
        dziewczyny - miejscami jakbym czytala o sobie i swojej mamie... 07 ja tez zwialam zagranice zeby byc po swojemu samodzielna, mozna powiedziec ze nam sie udalo, choc wciaz sa zgrzyty, ktore staram sie lagodzic
        a mamy kontakt na skype i tu tez zaczynaly sie jakies slowne utrczki, ktore staralam sie ucinac
        do wychowania dziecka mama sie nam nie wtraca, ale uwielbia 'zagladac nam do kieszeni' (w podtekscie: czy juz sie dorobilismy) i pytac ile kasy mamy ile zarabiamy, ile wydajemy i czemu tak duzo... a wiadomo ze warunki socjalne sa inne niz w PL i oni nawet nie maja odniesienia przeliczaja tylko euro i kalkuluja, nigdy u nas nie byli (mimo licznych zaproszen, nawet przyjazdu sponsorowanego) itp. zupelnie bez ogrodek i bez poczucia ze to sa pytania nie na miejscu
        powiedzialam ze nie jest to temat do dyskusji i ze sobie tego nie zyczymy, jednak kazdy nasz przyjazd do PL to sa jakies awantury, nie przyjmowanie do wiadomosci tego, ze mamy odmienne zdanie w jakiejs kwestii, wywieranie na nas presji i w ogole bardzo emocjonalne utarczki slowne, podczas ktorych to ja placze, bo zaczelam kiedys dostrzegac jaka bylam latwa masa do urobienia, a jednak jestem inna osoba niz zamierzala mnie stworzyc moja rodzicielka i stad roznice w zdaniach, brak jej akceptacji
        najgorsze jest to ze temu wszystkiemu przygladaja sie moi bracia, ktorzy wciaz mieszkaja z rodzicami i moj tato ktory jest kompletne pod pantoflem, choc wiem ze w niektorych kwestiach mi kibicuje, jednak boi sie to pokazac...

        07 jesli chcesz pogadac pisz na gazetowy, moge Ci tam podac moj GG smile
      • dorcia72 Re: Moja mama :(( smutne 01.12.06, 00:14
        071979an napisała:

        > Najbardziej walcze o to żeby nie wtrącała się o to jak wychowuje swoje
        dziecko.
        > Zachowuje się jak by to ona była jego matką ja jestem złą ,nie takie jedzenie
        > mu daje ...i wiele innych rzeczy robie żle ona wie lepiej i jeśli stanowczo
        jej
        >
        > czegoś zbraniam udaje że niesłyszły i dalej swoje jakbym nic nie
        > powiedziała,jakby w ogóle mnie nie było w danej sytauacji.Dostaje
        > szału,wybucham sad


        Jakbym ja to napisała... mam taką nieżyciową, pokopaną mamę, że szkoda słów.
        Mieszka z nami. Niestety doprowadza wszystkich do białej gorączki.
        "Nie dawaj dziecku surówki, ja nie dawałam, a zobacz jakich mam wyrośniętych
        synów" - to o moich braciach (a mój synek uwielbia surówki)
        "Niech nosi spodnie na szeleczkach" (no sorry, to było dobre w latach 50.)
        Jak usłyszy jego płacz, twierdzi, że go biję (jakby nie było innych powodów do
        marudzenia 3-latka)
        Wszystko co ugotuję, według niej nie nadaje się do jedzenia (po spróbowaniu
        wypluwa i mówi, że umarłaby, gdyby to zjadła, tylko dziwne, że wszyscy na około
        chwalą moja kuchnię, ale nie ona!
        To tylko przypadki z tego tygodnia, ale najbardziej mnie boli wspomnienie dnia
        mojego ślubu. Jeszcze przed wyjściem do kościoła, ja się przygotowuję, o ona
        robi sobie przepierkę, zajęta własnymi sprawami - co mnie obchodzi jedyna
        córka, która wychodzi za mąż - jej sprawa... moja niedoszła wówczas teściowa
        musiała ją namawiac, żeby wyszła ze swojego pokoiku i nas pobłogosławiła. No
        szok, jak mi było wstyd przed świadkami.
        Traktuje mnie jak durną pozbawioną mózgu dziewczynę, tylko ona wie wszystko
        najlepiej. Nie mam prawa miec własnego zdania. Co z tego, że kłócę się z nią co
        kilka dni, to jak rzucanie grochem o ścianę. Albo mówienie do manekina.
        Nie lubię jej. Szkoda, że mój tata nie żyje, on zawsze był po mojej stronie.
    • fania25 moja mama może nie toksyczna, ale trudna 21.11.06, 16:16
      nie mieszkam z nią od 8 lat, wyprowadzka była stopniowa, bo zaczeło od studiów.
      od tego czasu jestem też niezależna finansowo. i chociaż mam 26, dziecko w
      drodze i męża, jej cały czas nie podobają się moje wybory. kiedy 3 lata temu
      mielismy z obecnym mężem poważny kryzys, popełniłam błąd i opowiedziałam jej o
      naszych problemach. efekt był taki, że my dawno zapomnieliśmy o kryzysie, a ona
      go ignorowała i przy każdej okazji mówiła, że to nie facet dla mnie, bo wtedy
      było... kiedy przyjeżdżał do mojego rodzinnego domu, zamykała się w pokoju, żeby
      nie musieć się z nim witać. mieliśmy slubne plany, ale ja cały czas zwlekałam,
      żeby mama sie oswoiła z moją decyzją, że jednak on, że chcę z nim być.
      czekaliśmy, czekalismy, zamieszkaliśmy razem (o czym ona nie wiedziała). w koncu
      zaszłam w ciążę. trzeba było jej powiedzieć... obraziła się na mnie na smierć,
      że jej to zrobiłam (w sensie zaszłam w ciążę przed ślubem). wzięliśmy cywilny
      ślub, bo tak chcieliśmy. do 8 miesiąca ciązy udawała, że dziecka nie ma, bo to
      nieważny ślub (w sensie nie kościelny). plus taki, że wita się z moim mężem, a
      nie zamyka mu drzwi przed nosem. no i co z tego... kilka tygodni temu, po
      kolejnej wizycie u niej, w trakcie której mój gignatyczny już brzuch nie
      istniał, a jedyne pytanie o dziecko to flegamtyczne: jak się czujesz...
      napsiałam jej, że mam tego dość, że jestem szczęsliwa, ale brakuje mi normalnych
      relacji z nią. obraziła się. zarzuciła mi, że ja też nie zainteresowałam się,
      jak ona sobie poradziła w tej sytuacji, czy się pozbierała. po mojej nowinie o
      ciązy i ślubie wpadła ponoć w depresję, która dla mnie jest dołem
      okołomenopauzalnym. ona twierdzi, że w żadnym wypadku. rozmawia ze mna tylko o
      pogodzie, żadnych konkretów. w końcu pwoeidziała, że ma do mnie żal o to co JEJ
      zrobiłam, ale dziecko akceptuje i na nie czeka (termin porodu mam na jutro).
      tata, w porzadku facet, poczatkowo wspierał mnie. ale widziałam, że jest między
      młotem i kowadłem. w koncu przyjął jej postawę- nie pyta, ignoruje. dopiero
      teraz widzę, pod jak wielkim jest jej wpływem.

      czuję, że mama cały czas przygląda się temu co robię i czeka, kiedy potknie mi
      się noga, żeby powiedziec "a nie mówiłam"... mąż czuje, że dla mnie to trudne,
      ale uważa, ze nie mogę cały czas sie zastanwiać, co ona mysli na nasz temat. no
      i ma rację. ale to trudne. bo najbardziej boję się, że będe musiała ją kiedyś
      poprosic o pomoc, a wtedy ona, wiadomo, "a nie mówiła"...
    • melka_x Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 17:23
      Jeśli przez tyle lat systematycznie pozwalałaś mamie na daleko idące ingerencje
      w swoje życie, nie dziw się, że jedna rozmowa (mimo, że przeprowadzona przez
      Ciebie po mistrzowskusmile, zgodnie z wszystkimi regułami sztuki) nie zmieniła
      sytuacji, a tylko wywołała gwałtowny sprzeciw i morze pretensji. I Twoja mama
      na pewno będzie jeszcze długo walczyć o zachowanie dotychczasowego kształtu
      Waszych relacji. Ale jeśli będziesz konsekwetna w wyznaczaniu granic, a
      jednocześnie będziesz wysyłać komunikaty, że brak zgody na kontrolę Twojego
      życie nie oznacza odtrącenia, to po jakimś czasie mama powinna zacząć się
      przystosowywać do nowej sytuacji. Prawa do pełnej samodzielności zapewne nigdy
      Ci już nie przyzna, ale może być lepiej. Czego Ci serdecznie życzęsmile. I dużo
      cierpliwości.
    • niesiah Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 18:21
      Znam z autopsji, ogólnie dobra kobieta, bardzo dobra, ale każdą próbę
      "samodzielności" odbiera jako odrzucenie, chamstwo... Ano i w końcu zła,
      interesowna córka jestem i w ogóle do domu starców bym oddała - głupota. Ale
      skoro musi sobie pogadać... Najważniejsze, że relacje cały czas się zmieniają i
      jeszcze rok, 2 lata temu cokolwiek bym nie zrobiła zastanawiałam się co na to
      mama a teraz... teraz to ja inny człowiek jestem smile
      • mag.a3 Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 19:40
        niesiah napisała:

        > Znam z autopsji, ogólnie dobra kobieta, bardzo dobra, ale każdą próbę
        > "samodzielności" odbiera jako odrzucenie, chamstwo...

        Dokładnie tak.
        Czyli nie jestem sama...
        pzdr
    • lidia23 Re: Toksyczny rodzic ;( 21.11.06, 20:19
      Ja mam jeszcze gorzej. Bo ja nie wiem co bym zrobiła to i tak robię źle i jestem
      tą gorszą córką (moje dzieci też) dla mojej mamy. A moja siostra nie ważne co
      zrobi bedzie kochaną córeczką.
    • beatakat Re: Toksyczny rodzic ;( 22.11.06, 11:54
      Moja mama jest podobna, ale nie płacze, nie lamentuje tylko obrażona mówi "mogę
      się w ogłole nie wtrącać" a na następny dzień.... powiedz mężowi żeby zrobił,
      lub nie robił tego i tamtego... bardzo mnie męczy ta sytuacja. Najgorsze jest
      to że jak mam podjąć jakąś decyzję to podświadomie myślę co powie na to mama!
      np. zmiana samochodu, o co męczy mnie mój mąż. Mnie jest obojętnie, mozemy
      zmieniać ale głosno się sprzeciwiam, bo wiem że się nasłucham od mamy, że to
      fatalne posunięcie...
    • morgen_stern Re: Toksyczny rodzic ;( 22.11.06, 13:29
      Powiem Wam, dziewczyny, że ogarnia mnie bezsilna złość, kiedy czytam Wasze
      opowieści. Jak można tak ranić własne dziecko, tak strasznie mu marnować życie,
      wiem, to retoryczne pytania, ale ja tego wciąż nie mogę pojąć...
      Mam również problemy z matką, może trochę innego typu, ale niektóre opisywane
      tu zachowania i u niej występują. Jej ulubiona rozrywka to wywoływanie poczucia
      winy, to główna śpiewka, prawda? Obie z siostrą już się uodporniłyśmy na
      jęczenia, wzdychania i teksty typu "Będziecie za mną tęsknić, jak wyląduję w
      grobie" wypowiadane łamiącym się głosem i ze zbolałą miną. Dochodzi do tego, że
      kiedy mama naprawdę choruje i cierpi, nie robi to na mnie żadnego wrażenia i
      zastanawiam się, czy nie konfabuluje.
      Przykro jest przyznać, że własna matka - która nas kocha przecież - jest
      życiowym nieudacznikiem, że przez nią kiedyś o mały włos nie wylądowałyśmy na
      ulicy, że nas okłamuje i okłamywała (mojej siostrze kiedyś ukradła pieniądze z
      szafki, ostatnie kilkaset złotych, które miała na życie - nigdy się nie
      przyznała), że coraz bardziej jest mi za nią wstyd (na moim ślubnym obiedzie co
      chwila się czerwieniłam ze wstydu z jej prostackich tekstów, mam wrażenie, że
      jest z tym u niej coraz gorzej) i że rozpad małżeństwa rodziców był głównie z
      jej winy...
      Ech, trudne to wszystko, wygadałam się i trochę mi lżej. Obyśmy nie były takimi
      matkami dla naszych dzieci. Pozdrawiam.
      • mag.a3 Pierwszy mały sukces 22.11.06, 13:54
        Ponieważ wspomniana rozmowa była pierwszą tak bardzo czytelną i stanowczą
        (chyba nawet ciężko to nazwać rozmową, to było po prostu moje względem mamy
        oświadczenie), matka przyjęła to tragicznie. Wie, że zdania nie zmienię, a jej
        lamenty mnie nie ruszyły - byłam opanowana, kulturalna, rzeczowa. Zadzwoniłam
        dzisiaj, by ewentualnie jeszcze raz jej to wyartykuować, gdyby sądziła, ze
        dzwonię z jakimiś przeprosinami. Rozmowa była o dziwo nie najgorsza. Głos co
        prawda mniała jak zbity pies, ale to zapewne na skutek tego, że dało jej wiele
        do myślenia co powiedziałam. Pogadałyśmy na tematy neutralne. Nie wychylała się
        i ok. W razie czego powtórzę, co mówiłam. Wydaje mi się, że przeżyła taki
        szok wink, że drugi raz z taką siłą nie wyskoczy, co i lepiej dla niej. Jest więc
        umiarkowanie ok. Nie dam się.
        Może to dziwne, ale kiedy się z mamą starłam, wisiało mi totalnie, co
        pomyśli wink. Czuję ulgę. Widzę światełko w tunelu.
        pzdr
        • fajka7 Re: Pierwszy mały sukces 22.11.06, 14:29
          Skoro to byl pierwszy raz, to nic dziwnego, ze przebiegl burzliwie.
          Zmienilas troche swoja pozycje w ukladzie rodzinnym i dobrze.
          Pamietaj tylko, ze o swiezo wywalczone pozycje i tak trzeba dbac cale zycie, bo
          toksyczni nie odpuszczaja nigdy.
          To choroba, z ktora sie nie rodza, ale umieraja niestety.
          Dlatego bedziesz zawsze musiala byc czujna i o swoich postanowieniach stale
          przypominac, za kazdym razem, gdy pojawi cien grozby, ze stare wraca.
          Wyznaczanie granic nigdy sie nie konczy, ale w rozliczeniu dlugoterminowym
          sprawia wiele satysfakcji, bo poprawia cala sytuacje smile
    • niesiah buu :( 29.11.06, 22:25
      wywlekam ten wątek, bo tak jakoś się zdołowałam...rodzicielką...nie wiem, może
      to ze mną jest coś nie "teges"...generalnie mojej rodzicielce baaaaaaaardzo
      przeszkadza jak, któryś z moich chłopców płacze tzn. tak w ramach wprowadzenia
      moje bliźniaki kończą 5.12 trzeci miesiąc życia i miewają napady złości
      przeważnie z przemęczenia. Razem z mężem staramy się je uspokoić czasem to
      bardzo trudne, bo muszą swoje wykrzyczeć. Moja rodzicielka widzi to tak --> ja
      wredna matka specjalnie męczę dziecko żeby darło się do utraty tchu. Za każdym
      razem rodzice wyrywają mi z rąk płaczące dziecko, twierdzą żeby mi ulżyć i "bo
      dziecko się męczy", ale ja do jasnej ciasnej nie jestem zmęczona, mąż
      praktycznie jest non stop w domu dzieciaki jak płaczą to na zmianę. I tłumaczę z
      uporem maniaka, że poproszę o pomoc a takie wyrywanie dzieci z rąk odczuwam jak
      bym co najmniej była seryjną morderczynią niemowląt. Najbardziej mnie wkurzają
      komentarze mojej rodzicielki w stylu - wyrodna matka, nienormalna, wariatka itp.
      Mam wrażenie, że jak by mogła wychowywała by moich chłopaków według swojego
      uznania. Bardzo mnie boli również, gdy moja mam cokolwiek bym nie powiedziała na
      jaki bądź temat twierdzi, że albo się nie znam, nie wiem co mówię albo
      usłyszałam bądź wyczytałam i tak sobie powtarzam...po czym usłyszy to samo
      powiedzmy od brata/bratowej i mówi: "wiesz miałaś racje bo x.y. tak powiedział".
      Nie ważne, że mnie zrównała z ziemią wcześniej w końcu nie jestem autorytetem.
      Eh marze tylko kiedy się wyprowadzę niestety jeszcze troszkę to chyba potrwa sad
      smutno mi tak jakoś.
      • ledzeppelin3 Re: buu :( 29.11.06, 22:53
        Smutno Ci, bo właśni rodzice Cię niszczą, a nie "tak jakoś". I póki tego nie
        przyznasz sama przed sobą i nie przerwiesz tego łańcucha, to za pare lat Ty
        będziesz tak niszczyć swoje dzieci.
        Widze tu klasyczną sytuację typu: Twoi rodzice stają się z dziadków rodzicami
        Twoich dzieci, a Ty zaczynasz zajmować pozycję starszej siostry własnych
        dzieci. Jest to sytuacja, gdzie jesteś wciąż uzalezniona od rodziców i nie
        przyjęli oni do wiadomości, że jesteś dorosła, zdolna do samodzielnego życia i
        podejmowania decyzji. Pradwopodobnie duze znaczenie odgrywa Twoje mieszkanie z
        rodzicami, być może istnieje Twoja zależność finansowa od nich. Powinnas zrobić
        wszystko, co w Twojej i męża mocy, aby rozdzielić się z rodzicami,
        przeprowadzić choćby do jednego wynajętego pokoju. Twoi rodzice podkopują Twoją
        wartość w oczach Twoich dzieci i męża, a TY na to pozwalasz. Musisz wyznaczyć
        granice, oddzielić swoje życie od życia rodziców, bo oni się nie zmienią- nie
        licz na to. Musisz walczyć o siebie i swoją rodzinę, bo taki terror psychiczny,
        któremu jesteś poddana, prędzej czy później zniszczy Ciebie i twoją rodzinę.
        • niesiah Re: buu :( 30.11.06, 16:06
          Jedyny plus sytuacji-zdaję sobie sprawę, że właśnie tak to wygląda i
          naszczęście jesteśmy niezależni finansowo i całkiem nieźle stoimy. Mam
          nadzieję...staram się wszystko w tym kierunku robić by wyprowadzić się na swoje.
          Kłótnie z rodzicami zawsze są o to, że nie pozwalam im się wtrącać co jak już
          gdzieś wcześniej pisałam nazywane jest ODTRĄCANIEM przez moją mamę. Naszczęście
          dzisiaj nowy dzień i nowe nastawienie.
          Pozdrawiam
    • figrut Re: Toksyczny rodzic ;( 01.12.06, 00:32
      Mag.a3, nie będę się tu rozpisywać o mojej Mamie, bo Twój opis dokładnie pasuje
      do niej pasuje. Żyję w paskudnym związku [więc nie miałam tyle szczęścia co Ty],
      ale za żadne skarby świata nie wrócę już do mieszkania z moją Mamą pod jednym
      dachem [no, chyba że potrzebna była by jej całodobowa opieka, ale to w MOIM
      domu, nie jej].

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka