No nareszcie... 1 kwietnia wieczorem zostaliśmy (ja i mąż) brutalnie pozbawieni dostępu do internetu. Myślałam nawet, że to jakis kiepski żart primaaprilisowy, ale następnego dnia musiałam z wielkim smutkiem stwierdzić, że jednak netu nie ma. Podobno kabel gdzieś się "przerwał", a Telekomunikacja Polska S.A. ma czas.

Zanim to naprawili, minęły wieki (dopiero teraz mogłam wejść na edziecko). Nie muszę Wam chyba mówić, jaki kryzys przeżyłam przez ten tydzień.. Klasyczny "zespół odstawienia" - trzęsące się ręce, palce nerwowo szukające klawiatury, mętny wzrok, niechęć do wszystkiego, nawet białe myszki widziałam ( nie wiedzieć czemu bezprzewodowe...).Ale skończył się czas mej męki i czas próby.Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak tylko triumfalnie obwieścić: wróciłam!

Pozdrawiam wszystkich, którzy się za mną stęsknili (a nie wątpię, że tacy są, bo mam dowody w postaci rozpaczliwych maili

).gemma