Moje kochane, coś wam opowiem....Dzisiejsze popołudnie (hmm właściwie już wczorajsze

).Słoneczko przygrzewa, rozgrywamy rodzinny mecz w kosza.Marysia na barana u Jurka, ja solo w przeciwnej drużynie, Kuba w wózku kibicuje całym swoim dziesięciomiesięcznym zasobem słów i gestów.I wiecie co...zrobiłam sobie w środku tego meczu taka mikrosekundową myślową stop-klatkę i stwierdziłam że jestem szczęśliwa(tfu tfu żeby nie zapeszyć)! I pomyślałam sobie że jak źle to żalimy się, piszemy posty "pławimy" sie we własnych problemach; a rzadko dostrzegamy takie małe okruszki szczęścia..a przecież ziarko do ziarka i będziemy mieć poczucie całkiem pokaźnego szczęścia...Że też wcześniej na to nie wpadłam....Pa