Gość: _Su_
IP: *.*
17.04.02, 20:51
Uczę angielskiego obecnie w prywatnej szkole-nie chciałabym nas chwalić ale jesteśmy całkiem skuteczni i mamy naprawdę dobrą opinie i sporo uczniów. To wszystko dzięki temu że naprawdę się staramy i traktujemy naszą pracę bardzo poważnie. Dość o tym bo nie o to mi chodzi.Problem polega na tym że wczoraj i dzisiaj dowiedziałam się że część moich uczniów i jak się potem okazało nie tylko moich nie będzie chodziła na zajęcia w przyszłym roku. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie powód tych rezygnacji. Uczniowie powiedzieli wprost: musimy chodzić prywatnie do naszej sorki z licka bo powiedziała nam że jak chcemy zdać na lepszą ocenę maturę to musimy chodzić do niej prywatnie. Strasznie się tym zdenerwowałam bo znam tę nauczycielkę (pracowałam w tej szkole) i znam też opinie uczniów na temat lekcji i jak wyglądają. Szlag mnie trafia bo ja ich doprowadzam do pewnego poziomu, prostuję błędy nauczania owej pani a oni potem do niej wracają i to wszystko bierze w łeb-co z tego że mają lepszą ocenę z matury kiedy tak naprawdę nie nauczą się nic więcej. I co wtedy z egzaminami na studia? Poza tym nie mieści mi się w glowie taka sytuacja-to swego rodzaju łapówkarstwo i z tego co wiem nauczyciele nie powinni uczyć swoich uczniów (może nawet nie mają prawa.Może macie jakiś pomysł jak rozwiązać tą sytuację. Uprzedzam że na zdobycie dowodów nie ma szans( jest za cwana) a żaden z uczniów nie sypnie ze strachu że nie zda.