Gość: Aldonia
IP: *.*
02.05.02, 16:17
Bardzo lubię robić tam zakupy. Czasem zastanawiam się, dlaczego. Może dlatego, że można spotkać znajomych. A może dlatego, że w jednym miejscu można kupić wszystko, albo prawie wszystko. I nawet nie zrażają mnie (jeszcze) nie udane zakupy.A dzisiaj kupiliśmy rower. Dla chrześniaka na Komunię. Jakaś promocja (jak zwykle) po 359 zł z teleskopami. Cynk dał nam mój ojciec, który też kupował rower na Komunię. Dla wnuczki. Bo akurat taki zamówiła sobie. Pojechaliśmy szybko. Ojciec stał przy rowerach i twardo trzymał swój upatrzony egzemplarz. Mąż mój trochę był sceptycznie nastawiony na "oszołomski rower", ale kiedy zobaczył jakieś dobre przerzutki, to też się zapalił. Nie było już zbytniego wyboru, bo tłum rzucił się właśnie na te rowery. Zostały już tylko takie bez napompowanych kół. Pan od rowerów zaproponował, żeby kupić od razu pompkę z drugiego rowerowego (już nie promocyjnego) stoiska. Mąż już miał biec, ale ja nie byłam taka głupia. Bo z tego forum dowiedziałam się wcześniej, że takie rowery mają samochodowy wentyl i zwykła pompka nie nadaje się.Kupiliśmy więc i pompkę samochodową. Po zapłaceniu mąż udał się do punktu obsługi klienta. Po gwarancję. Nie dowieźli druków. Przyjść pod koniec tygodnia. Przed Auchanem mąż i ojciec przejechali się na rowerach. Do mojego TICO nie dało się ich zapakować. Mężczyźni postanowili jechać do domu rowerami. Ja z córką wsiedliśmy do samochodu i pojechałyśmy. W domu zaczęłam robić obiad. Pomyślałam, że mąż po przejażdżce będzie strasznie głodny. Ziemniaki gotowały się już, a ja tłukłam kotlety. Zadzwonił telefon. Mąż krzyczy w słuchawkę, żeby zabrać kombinerki i jechać na drugie osiedle, bo on tam jest i łańcuch mu się porwał. Wyłączyłam gaz, przebrałam się, ubrałam córeczkę i zadzwoniłam do mamy, czy ojciec już dojechał. A miał prawie o połowę drogi bliżej. Nie dojechał. Pomyślałam, że chyba nie jest jeszcze tak źle, bo w razie czego, zadzwoniłby. Ma przy sobie komórkę.Pojechałam do męża. Łańcuch miał już założony, ale kombinerkami coś tam ścisnął. I pojechał. A ja za nim. Co jakiś czas zatrzymywałam się i czekałam, aż mnie wyprzedzi. I tak sobie dojechaliśmy. Z domu zadzwoniłam do ojca. Dojechał. Nic sie nie stało.Ach, jaki mieliśmy emocjonujący dzień. Przynajmniej coś się działo. Jedna rzecz tylko mnie trochę trapi. A jak potem nie zechcą wystawić gwarancji? Bo może na te rowery nie przysługuje.