wi0la
29.11.06, 14:32
od prawie 4 miesiecy mieszkamy wraz z mezem i synkiem w Niemczech..ale moze
po kolei.
Zaraz po studiach przeprowadzilismy sie do rodzinnej miejscowosci(pochodzimy
z tej samej)wzielismy slub a rodzice kupili nam male mieszkanko.Maz wtedy
rozpoczal roczny staz w szpitalu.Po roku nie bylo zadnych perspektyw pracy
dla meza i postanowil ze wyjedzie do Niemiec.Ja pracowalam jako nauczycielka
i bylam w trakcie stazu,ktorego nie chcialam przerwac.w miedzy czasie okazalo
sie ze jestem w ciazy.Ucieszylismy sie oboje bardzo.Bylo ciezko maz w
niemczech ja w Polsce.Po jakis 5 miesiacach okazalo sie ze maz nie jest
zadowolony z pracy i stosunkow tam panujacych.Zaczal sie rozgladac za inna
praca rowniez w niemczech ,tym razem mielismy tam razem jechac.
Pojechalismy razem na rozmowe,przyjeli go i gdy doszlo do zalatwiania
formalnosci ,maz nie wytrzymal i stwierdzil ze nie da rady ,ze za slabo zna
jezyk(mimo ze zna bardzo dobrze)i ze chcialby czegos poszukac w Polsce.Jestem
jego zona kocham go bardzo i w takiej sytuacji nie zostawie go.Wrocilismy i
zaczelismy szukac nowej pracy.Tymczasem moj brzuszek sie powiekszal.Wreszcie
dwa miesiace przed porodem przeprowadzilismy sie na slask,gdyz tam maz dostal
prace.Ja juz tam urodzilam dziecko i bylo super.
Do czasu gdy okazalo sie ze musimy opuscic mieszkanie,ktore wynajmowalismy.
Goraczkowe poszukiwannia nowego lokum nie przyniosly rezultatu(moze gdybysmy
sie mocniej postarali to i moze bysmy znalezli)a w glowie meza zaswitala
mysl ,a moze by tak sprobowac znow w niemczech.
Wszystko przemyslal obgadal ze mna.Ja bylam przeciwna,mi bylo tam dobrze,ale
kocham meza i pojade z nim tam gdzie on.
PO roku od zamieszkania na slasku znow wyprowadzka do niemiec z rocznym
synkiem.
i wracamy do poczatku ..
od 4 miesiecy mieszkamy w niemczech i widze co sie dzieje z moim mezem.Jest
zestresowany,jedna wielka bomba.z pracy wraca pozno jest wykonczony.Z
niechecia idzie do pracy...
Dzis z pracy wyslal mi sms,ze nie daje rady,ze znow przez niego wszystko sie
wali,ze chcialby cofnac czas i nie wyjezdzac..ze znow nachodza go mysli
samobojcze...
Kocham go bardzo i tym razem go nie zostawie , ale jest mi ciezko,znow
zmiany,dobrze ze synek jest maly to nie rozumie duzo rzeczy.
Ustalilismy ze bedzie pracowal tutaj do marca czyli do czasu jak ma okres
probny,jesli faktycznie nie da rady wracamy do polski(a wiem ze nie da..)
Nie powiem mu tego wszystkiego ze mam dosyc tych ciaglych zmian ,ze mam
znajomych i po roku ich trace,ze nie moge nigdzie zagrzac miejsca...bo dobije
go i zalamie jeszcze bardziej.
Staram sie byc podpora dla niego ale jest mi ciezko
Kocham go bardzo i bede tam gdzie on bedzie
Przepraszam ze takie dlugie,ale musialam sie wyzalic