Dodaj do ulubionych

szkoła marzeń

IP: *.* 18.07.02, 10:06
Pisałam już o tym w wątku ortograficznym, ale może zechciałybyście pociągnąć temat?Jaka szkoła Wam się marzy? Mam na myśli szkołę dla Waszych dzieci.Pokończyłam, co miałam do pokończenia, ale wciąż nie wiem najważniejszych rzeczy. Wiem co to są mitochondria (jakkolwiek się to pisze), ale nie mam pojęcia, jakie zwyczaje ma morświn, czy pająki kiedykolwiek śpią i jak "to"robia jeże ;) Uczyłam się o elektrowniach w Bombaju i bogactwie naturalnym Uralu, ale wszystkiego, co wiem o świecie, dowiedziałam sie poza szkołą. Chciałabym bardzo, żeby mój smoczur chodził do innej szkoły niż ja. Chciałabym, żeby w jego szkole stawiano na twórcze myślenie i samodzielne rozwiązywanie problemów. Zeby wiele rzeczy dzieci robiły samodzielnie. Żeby rozkręcały rower, telefon czy co tam jeszcze na części i sprawdzały jak toto działa. Żeby oglądały, dotykały, wąchały, nawet psuły, a nie tylko oglądały wykresy i przerysowywały wektory do zeszytów. Zeby chociaz od czasu do czasusame dokonywały odkryc (naprowadzane przez nauczyciela), a nie dostawaly gotowa porcje wiedzy do przelkniecia(i niestety blyskawicznego wydalenia z organizmu ;)Żeby na polskim nie pisały dyktand tylko limeryki, podania, listy miłosne, żeby zrobiły gazetę, ale tak od początku do końca, prawdziwą, a nie przyczepianą szpilkami do słomianki. Żeby nakręciły film video i nauczyły się w ten sposób pracy w zespole, kierownia takim zespołem i poznały podstawowe pojęcia filmowe, elementy montażu itd. Żeby to wszystko, co robią (albo przynajmniej spora część), nie było zawieszone w próznitylko przekładało się na realne życie.Zeby rozne dziedziny wiedzy laczyly sie i uzypelnialy, a nie tkwily w osobnych szufladach, kazda sobie.Ten przykład juz podawałam, ale powtórzę, bo dobrze oddaje to, o co mi chodzi. W Szwecji (tak słyszałam) dzieci podczas zajęć z ekologii analizują skład kuchennego kubła, jadą ze śmieciarzami na wysypisko, żeby zobaczyć jak ono wygląda, uczestniczą w segregowaniu odpadków, potem jadą do zakładu przetwarzajacego makulaturę czy puszki i patrzą, co sie z tych śmieci da zrobić. I nie jest tak, że ktoś im to wszystko organizuje, że wsiadają rano do autokaru i są wożone to tu i tam. Muszą sobie to zorganizować (z pomocą, oczywiście), same obserwują, pytają i wyciągają wnioski. uuh, ale długi post, heheA jakie szkoły Wam się marzą? A może już takie są, w końcu od czasu, gdy ukończyłam edukację minęły już całe wieki ;)A jak to jest w świecie szerokim?
Obserwuj wątek
    • Gość: kasjana Re: szkoła marzeń IP: *.* 18.07.02, 15:55
      Napisałaś już chyba wszystko. Dodać mogę tylko, żeby broń Boże nie kazali w szkole uczyć się stąd dotąd słowo w słowo.Bo nie ma nic gorszego, jak skazywanie dziecko na powtarzanie czegoś w formie raz ustalonej formułki.Żeby nie było głupich pytań: co autor wiersza chciał powiedzieć. Bo niby skąd można to wiedzieć? Chyba ważniejsze, co nam zaświtało po przeczytaniu czegoś.Zapewne zaraz mi przyjdzie do głowy jeszcze wiele innych rzeczy. To wtedy dopiszę.
    • Gość: _Su_ Re: szkoła marzeń IP: *.* 18.07.02, 21:30
      Piękna wizja ale dopóki nasz system edukacji wygląda tak jak wygląda i szkoły mają tyle kasy ile mają nasze dzieci będą dostawały stek bzdur do wykucia się. To smutne ale jakże prawdziwe. Cięzko patrzeć jak takie maluchy wloką na sobie zbędne kg wiedzy którą i tak zapomną po kilku dniach.Można nawet powiedzieć że większość szkół zabija twórcze myślenie a doskonale rozwija nieuczciwość(jestem w temacie i uczniowie często opowiadają mi jak wygląda ich nauka)ściąganie, poprawianie ocen na koniec roku itp. A potem dziwimy się co się porobiło z naszymi słodkimi maleństwami-nic szkoła uczy ich życia :)Trzymam kciuki żeby Twoje marzenie się spełniło-może powinnaś zostać ministrem edukacji? zastanów się-chciałabym żeby moje dziecko miało taka szkołę i mogło tam rozkręcać telefon i grzebac w śmieciach-miałabym mniej zniszczonych rzeczy w domu i mniej sprzątania hihihihi ;)pozdrawiamSu
    • Gość: KvM Re: szkoła marzeń IP: *.* 18.07.02, 22:08
      Efa poruszałem już na tym forum wątek szkolny(ostatnio w Salonie wątek "Po co komu szkoła" Z tym że raczej w odcieniach czerni. Obawiam się że Twoje marzenia są nierealne. Może nasze wnuki będą tak się uczyć? Nie uważam reformy eduakcji za jakiś wielki postęp, generalnie jednak jest to krok w dobrym kierunku. Co z tego kiedy jest blokowany przez samych nauczycieli? Wielu wśród nich jest nauczycielami z wieloletnim stażem, nie chce im się doszkalać, zmieniać metod pracy, a tym bardziej być poddawanym weryfikacji. Może jakaś systematyczna wymiana na młode pokolenie wniesie coś nowego.Nie wiem, czy czytaliście prasę w okolicch egzaminów gimnazjalnych. Ile tam było oszustw, podpowiadania uczniom przez nauczycieli - paranaja. Zego my uczymy nasze dzieci?
      • Gość: efa Re: szkoła marzeń IP: *.* 18.07.02, 22:42
        ech, no wiem, że to mało realne, chociaż wkurza, bo właściwie dlaczego? grzebanie w śmieciach nie jest droższe niż sporządzenie tzw pomocy naukowych, drętwych jak nieboszczyk. Te wszystkie koszmarne machiny w gabinecie fizyki, nijak mi się to nie chciało przełożyć na rzeczywistość. A lekcję, podczas której wkurzony naszą głupotą fizyk puścił nadmuchany balonik, żeby zademonstrować siłę odrzutu pamiętam do dziś. Wygląda na to, proszę mam, że trzeba się będzie wziąć za to wszystko samemu, tylko że mam zawał, jak pomyślę, ile się muszę nauczyć, zanim mój smoczur zacznie pytać, pytaćm pytać ;)a może w szkołach prywatnych jest lepiej? i jeszcze jedno. znacie jakieś fajne, domowe sposoby na to wszystko?bo rozkręcić telefon zawsze się da, ale choćbym dziecku pozwoliła rozkręcić cały kontener telefonów, i tak nie wiem jak toto działa ;) no ale zawsze moge sie bawić z dzieckiem w wymyślanie niebanalnych sposobów wykorzystania szklanki (cytowane już w innym wątku więzienie dla muchy ;), zapałki, czy czego tam jeszcze. W gotowanie zupy guzikowej, robienie kompasu, wymyślanie nowych nazw, albo sposobów (czysto teoretycznych, bo w końcu chodzi tylko o fikołki) na udoskonalenie czegoś tam. w pierwszym rzędzie proponuje odkurzacz z tłumikiem, hehe.Gorzej, kiedy trzeba przejść do konkretów. Jak to się dzieje, że klej klei? Ratuuuunkuuuuu ;)
        • Gość: MichałaMama Re: szkoła marzeń IP: *.* 19.07.02, 08:28
          Cześć, chcę powiedzieć że jadnak można czasem zrobić krok, by tę wiedzę dzieciakom przybliżyć. Miałam okazję do podróży za ocean i w Waszyngtonie odwiedziałam Muzeum Techniki. Była tam spora, stała ekspozycja dla dzieciaków ilustrująca podstawowe prawa fizyki. I wiecie co, ja piątkowa z podstawówki i liceum miałam kłopot z przełożeniem tego co widzę na wyuczone kiedyś tam formułki. Mój brat, techniczny z zamiłowania, zrobił mi skrócone wykłady. Jakie to wszystko zrobiło się proste!A ekspozycja wcale nie była "kosztowna", wykorzystano najprostsze narzędzia.Kojarzę taką akcję w Warszawie, naukowcy z wyższych uczelni pokazują cuda techniki (widziałam to w tv).Więc można, potrzebny tylko zapał i niestety pieniądze.PozdrawiamAknieszka
          • Gość: Marina Re: szkoła marzeń IP: *.* 19.07.02, 08:59
            I wlasnie dlatego lubie "Magiczny autobus" i Pania Loczek z jej fantastycznym okrzykiem "probujmy ekperymentujmy popelniajmy bledy".Ogladam te kreskowke z zachwytem : jakie to proste.Udalo mi sie znalezc szkole zblizona do idealu jaki tu opisujesz , ale faktycznie jest to szkola prywatna.M
            • Gość: Bea Re: szkoła marzeń-do Mariny IP: *.* 19.07.02, 10:21
              Marinko ,zdradź adres tej szkoły jeśli łaska (no chyba ,że nie jest w Warszawie )-Bea ,mama Sary ,która jest wielką fanką "Magicznego autobusu"(czy można go gdzieś jeszcze obejrzeć poza minimaxem ????) i za 43 dni rusza do 1 klasy .
              • Gość: Marina Re: szkoła marzeń-do Mariny IP: *.* 19.07.02, 10:35
                Niestety to nie jest w Warszawie.Ale wiesz mysle,ze warto poszperac w kuratorium.Moja kolezanka znalazla swietna podstawowke w Poznaniu.Niewielu uczniow , sporo zajec dodatkowych platnych.Warto zadac sobie trudu i szukac i pytac nawet za cene codziennego dowozenia do szkoly.M
      • Gość: Berenika Re: szkoła marzeń IP: *.* 19.07.02, 14:24
        A moje liceum było, o dziwo, zbliżone do tego ideału. Pewnie, że nie było aż tak świetnie, bo to i parę lat temu, i opór materii duży, ale pamiętam na przykład lekcję fizyki na chodniku przed szkołą, kiedy ganialiśmy kulki z różnego materiału. Pamiętam też, że jako zapamiętała miłośniczka jazdy konnej musiałam napisac na fizykę referat o chodach końskich z punktu widzenia fizyki. Na nauce o języku (bo polski było podzielony na powyższą oraz literaturę) przewijały się nawet elementy alfabetu runicznego elfów z Tolkiena. I tak dalej, i tym podobnie. No i od czego to zależało? Od ludzi. Tę szkołe tworzyli cudowni ludzie. Myślę, że w tym głównie problem, żeby nauczycielami nie zostawali ci matematycy, fizycy, poloniści, którzy do niczego innego się nie nadają, tylko ci, którzy to kochają. A o takich trudno. No i żyć z czegoś też muszą.A dopisując do listy marzeń - chciałabym, żeby ktoś nauczył moją córeczkę pięknego języka - w mowie i piśmie, żeby nauczył ją cieszyć się tym, co kiedyś napisali i stowrzyli na inne sposoby wspaniali ludzie, a nie żeby ładowano jej do głowy ponure lektury obowiązkowe i jedynie słuszną ich interpretację.I żeby pomogli jej zostać przyzwoitym człowiekiem, a nie zostawiali mi całej pracy :). Berek
        • Gość: efa Re: szkoła - ja w sprawie szklanki IP: *.* 21.07.02, 11:02
          no ba... same drobiazgi, nie? ;)tak czy tak, musze zabrac sie za ksztalcenie, poki co samej siebie (te ptaszki&drzewa chocby)a poki co, moze sie pogimnastykujemy? ;) co Wy na to?to moze ta cytowana az do zmatowienia szklanka?co mozna zrobic ze szklanki?prymitywny stetoskopwspomniane juz wiezienie dla muchymozna wyciac brzegiem pierogi wpada wam cos jeszcze do glowy?serdecznosciefa
          • Gość: Bea Re: szkoła - ja w sprawie szklanki IP: *.* 21.07.02, 15:25
            1.szklankę pomalować farbkami do szkła lub okleić bibułką lub owinąć przejrzystą szmatką -będzie wazonikiem lub lampionem (tylko trzeba włożyć doń maleńką świeczkę )2.napełnić kilka szklanek wodą w różnej ilości -uderzać miękką pałeczką - instrument nr 1 lub zamoczonym palcem przesuwać po brzegu szlkanki -instrument nr 2 ( ale próbowałam tylko z kieliszkiem ,może szklanka też "zaśpiewa"?)3.wkopać szklankę w ziemię(piasek)-będzie dołkiem dla małej piłeczki (mini golf)Na razie tyle mam pomysłów .Widziałam w księgarni księgę doświadczeń Laroussa ,kilka lat temu wydane były przez Cyklady takie książki(nie mam ich niestety ,ale będę szukać): "Pierwsze doświadczenia naukowe przedszkolaka" i "Zabawy matematyczne i logiczne w przedszkolu ". pozd.Bea
            • Gość: efa Re: szkoła - ja w sprawie szklanki IP: *.* 21.07.02, 16:17
              to ja tez ich poszukam. a wracajac do szklanki:lokal zastepczy dla zlotej rybkiurzadzenie podsluchowe do inwigilacji sasiadow ;)przyrzad do rysowania koleczekstluczka szklana in spe, moze sie przydac np. jako balast (tylko po co? hehe)potencjalne ostre narzedzieczesc grzechotki (wystarczy cos wsypac do srodka, przykryc dlonia i bedzie cala grzechotka)szklana gora dla bardzo malej krolewny
    • Gość: sawlb Re: szkoła marzeń IP: *.* 21.07.02, 16:42
      He hej efa,to Ty chyba piszesz o homeschooling czy, jak kto woli, non-schooling.:) albo w ostatecznosci de-schooling(czyli detoksyfikacja szkolna.:crazy: w wolnym tlumaczeniu`)Wlasnie opisalas jakies 30% z "programu",ktory `realizujemy`z nasza dziatwa (srednia wieku-niecale 2,5 roku ;) ).W mysl domoroslej zasady: *jak nie ma to zrob to sam*B
      • Gość: efa Re: szkoła marzeń IP: *.* 21.07.02, 19:22
        oooooooooooo, a opowiesz więcej? jaka jest ta reszta programu? co i jak robicie? skąd czerpiecie pomysły? Tylko z głowy, czy można znaleźć jakieś pomoce? czekam jak na szpilkach na odpowiedz, naprawdę bardzo bardzo mi na tym zależy. szkoła w najczęściej u nas spotykanym kształcie jest dla mnie nie do zaakceptowania, traktuję ją jako zło konieczne, chyba, że coś się zmieni albo znajdę dla mojego dziecka lepszą. mam na to jeszcze spooooro czasu, smoczurek póki co jest jeszcze mały. ale już teraz chciałabym wiedzieć jak najwięcej. Opowiesz? proszę proszę proszę :)
        • Gość: Berenika Re: szkoła marzeń IP: *.* 21.07.02, 21:57
          Przyłączam się do apelu: opowiedz, opowiedz, opowiedz!:bounce: :bounce: :bounce: :bounce: :bounce: :bounce: :bounce: Pięknie prosimyBerek i Żaba
        • Gość: sawlb Re: szkoła marzeń IP: *.* 22.07.02, 12:12
          Auc! Ja sobie spokojnie poszlam spac a Wy tak na tych szpilkach cala noc jak jakies fakirki ;)Dziewczyny.,moze Was rozczaruje ale nie wiem co powiedziec zeby to sie i trzymalo kupy i naswietlilo temat. Homeschooling to cos takiego czego nie da sie ani ujac w ramy ani przewidziec na dobra sprawe. Ilu ludzi, tyle pomyslow. Kazdy to robi inaczej. Albo `na zywiol` albo zgodnie z okreslonym programem (tych z kolei tez sa tysiace-wystarczy wejsc do sieci i wrzucic haslo homeschooling do wyszukiwarki).Najwazniejsze byc dziecko bylo zadowolone I by nie zabic w nim zapalu a wrecz przeciwnie. Bo wlasnie na tym zapale I zdrowej dzieciecej ciekawosci sie jedzie.A jak my to robimy? Na zywiol najczesciej.Przede wszystkim dzieci sa jeszcze w takim wieku ,ze wszelkie skrupulatne plany i projekty to zwyczajna parodia. Poza tym traktujemy to w duzej mierze jako nauke zycia a zycie przeciez trudno zaplanowac od deski do deski i przewidziec co sie wydarzy. No wiec bierzemy `jak leci` i przerabiamy kawalek po kawalku. A w praktyce...trzeba pomalowac sciany to traktujemy to jako projekt zbiorowy.;) Pieczemy ciasto to w kuchni jest tloczno,ze nie ma gdzie szpilki wsadzic.Co mniej rosli przystawiaja sobie krzesla,stoleczki,co popadnie...gramola sie na nie i mowy nie ma by przygladali sie bezczynnie.Niczym krolewna Sniezka i 7 krasnoludkow .:crazy:Tata rozkreca telefon to tez ma liczne towarzystwo. Albo robia karmnik w garazu.Albo kurnik,budke dla ptakow.Co tam potrzeba. Kosza trawe,zakladaja hamak, ogladaja robaki pod kamieniem , asystuja przy wymianie detki I oliwieniu roweru, studiuja kretowisko i medytuja co by tu zrobic z tym pisklakiem,ktory wypadl z gniazdka i Ollie myslala,ze to flamingo(bo byl rozowy).Tata przekopal internet wyszukujac cenne wskazowki opracowajac plan ocalenia wyrzutka. No bo czlowiek sie na takich `drobiazgach` nie zna. W koncu nas tego w szkole nie uczono.L Dobrze chociaz ,ze jest cos takiego jak komputer I wszystko mozna w mgnieniu oka rozgryzcAlbo jest ladny dzien i jedziemy nad morze czy w inne ciekawe miejsce gdzie zawsze jest szansa na wygrzebanie cennych okazow .;) kamieni,patykow,trawek i innych skarbow z ktorych pozniej mozna tworzyc dekoracje w ogrodzie i inne cudenka.Albo dlubiemy w ogrodku. Cos siejemy,przesadzamy,podlewamy. Albo paprzemy sie w farbach-najlepiej tez na powietrzu bo wtedy mozna szalec do woli i pofolgowac wenie tworczej.Poza tym oboje z Matthew uzupelniamy sie dosc skutecznie. On jest od wymyslania bajek. Robi to `na zawolanie`.Ostatnio nawet zaczal je spisywac. Nauczyl tez dzieci zdrowego podejscia do wielu rzeczy. Chocby taki przyklad: We mnie widok martwego stworzenia budzi, delikatnie mowiac,odraze. A juz na widok myszy i to martwej,dostaje ataku trzesawki. A on ,jak to facet,(a moze po prostu tak ma)traktuje to zupelnie naturalnie. Pokazuje dzieciom to martwe zwierzatko. Sekcji zwlok nie robi ale juz sam fakt,ze przekazuje im to naturalne podejscie wprawia mnie w podziw. Mam nadzieje,ze dzieki temu nie beda mialy fobii jak ja.Mi z kolei zostalo w pamieci mnostwo inspiracji z zajec plastycznych w szkole sredniej(to pozytywna rzecz jaka wynioslam ze szkoly). Kobieta,ktora to prowadzila byla naprawde kopalnia pomyslow. Narazie wykorzystujemy to wszystko na poziomie powiedzmy 5 latka,ale Gloria,ktora chyba zaczyna zdradzac talent plastyczny,moze siedziec calymi dniami i rysowac,robic maski,trojwymiarowe roboty,lalki ....Jejku,trzymajcie mnie bo Was zagadam na amen.:lol:No samo zycie po prostu.Dzieciaki calkiem niezle posluguja sie aparatem fotograficznym,potrafia ustawic kamere,obslugiwac komputer w zakresie wlasnych pwyjac pranie z pralki, uruchomic odkurzacz, obsluzyc video,wrzucic skladniki do wypiekacza chleba.nawet Ollie rozpoznaje wszystkie okzay ptakow cwierkajacych w naszym ogrodku I nazwy robali….ups! insektow. Tu juz mnie bija zupelnie. Starsze (4 i 5 lat) robia juz sobie (i nam. :happysmile calkiem zgrabne kanapki....wiele innych rzeczy w zaleznosci od stopnia zaawansowania.Oczywiscie wszystko jeszcze pod naszym okiem ale to nie znaczy,ze nie same.Literki i cyferki..owszem. Nawet Ollie w tych okolicznosciach liczy do 10-u.Ale to nie sa scisle,siedzace zajecia a po prostu zywiol poraz n-ty.Siedze np na sedesie i `ucze `Ollie alfabetu.;) No naprawde. Ona uwielbia ten plakat z obrazkowym abecadlem,ktory wisi u nas na drzwiach kibelka. Przychodzi zawsze,gdy ktos tam jest i przepytuje nas z tych obrazkow i literek. Robila to juz tyle tysiecy razy,ze teraz swietnie zna alfabet i np na widok *e* krzyczy` *e* for elephant`. Czytac natomiast nie umieja. Narazie nie zdadzaja zbytniego zainteresowania. Wola gdy my im czytamy albo tata wymysla bajke. Nad ksiazkami spedzaja cale godziny studiujac dokladnie kazda strone-szczegolnie Gloria I Lily.Niedawno dopiero kupilismy zestaw `You can read` z ksiazkami i kasetami video. Bardzo fajny i naprawde trzyma dziecko w skupieniu,a jakie beda efekty to zobaczymy. Nic na sile.A i tesc przywiozl zeszyty cwiczen uzywane tutaj w szkolach (5-7 lat) ale gloria jakos do tego nie pala zbytnia miloscia.Cala tajemnica w tym by nie zabic naturalnej dzieciecej ciekawosci i pragnienia poznawania swiata. By nie wepchnac tego w jakies sztywne ramy,schematy,ograniczenia czasowe i inne zabojcze paskudztwa.Nie wiem. Pisze co mi slina na jezyk przyniesie.W razie czego pytajcie co was interesuje ew.Mielismy kiedys strone na temat HS ale teraz przenosimy wszystko na inne konto a tamto juz poszlo w eter. Udalo mi sie skonczyc strone z linkami. Jest tego zatrzesienie w sieci .To tylko ulamek procenta.http://umamy.homestead.com/homeschoolinks.htmlPowiem jeszcze,ze my, stare konie, mamy przy tym chyba najwieksza zabawe.Moze dlatego,ze w szkole nie zawsze czlowiek robil to co lubil, co go fascynowalo, niewiele praktycznych, zyciowych rzeczy a za to mnostwo takich, po ktore teraz nie siega. Wszystkie te nieszczesne `michalki`. Matt raz oszalal ze szczescia gdy mu pokazalam jak sie robi piszczalki z trawy. O, i nauczyl sie tez robic samoloty z papieru (znalazl w necie taka strone,gdzie jest mnostwo przykladow modeli-troche jak origami)-m in jego duma jest jeden rekordzista,ktory ma najwiekszy zasieg.:crazy:Tak to jest.Gdyby nie dzieci, nie wypadalo by nam `studiowac` gwizdanie na palcach i inne `niepowazne rzeczy` a tak mamy wymowke .;) Przy okazji rozszerzenia menazerii w celach edukacyjnych dowiedzielismy sie szczegolow na temat pielegnacji koz,ras psow,obyczajow niosek i chorob okolicznych lisow.A I jeszcze…wrzucilam pare zdjec do naszego albumu homeschooling. Nie wiem czy to daje jakis obraz ale mozecie zajrzec do niego.:http://community.webshots.com/album/44414206dGDyWiBPSDzieki za super inspiracje ze szklanka. I prosze o wiecej.Ja czasem mam deficyt bombowych pomyslow. Dobrze,ze dzieciom nigdy ich nie brak.
          • Gość: efa Re: szkoła marzeń - uwaga, baaaaardzo dlugi post IP: *.* 22.07.02, 15:15
            po nocy, ktora byla jednym wielkim seansem akupunktury ;) zagladam do sktzynki, a tam prosze! dzieki wielkie za list. Ale macie fajnie! Tyle dzieciakow! Fajne strasznie jest to, co robicie. Ze macie tyle czasu dla maluchow i ze chce Wam sie ruszyc glowa. ja tez tak chce! I zrobie tak. bardzo bardzo dziekuje, oplacalo sie cierpiec na tych szpilkachsmileI wiesz co sie okazalo? moja mama tez zrobila mi homeschooling? tadaaaam, ale sie zdziwi, jak jej powiem!!Bylam mala w ponurych czasach kryzysu, mama wychowywala mnie sama, ale jakos tak cwanie, ze nigdy nie slyszalam o rekach urobionych po lokcie i takich tam. a jak w czasie zimy stulecia szlag trafil ogrzewanie liczylismy ze stoperem w reku czas zamarzania wody, mleka i innych plynow w szklance. gdy juz nie mozna bylo kupic zupelnie niczego i zaczynalo sie robic ponuro, zrobilysmy z bibuly, papieru i czarnego tuszu dziesiatki makow wielkosci kapeluszy i poprzyczepilaluysmy do scian. A jak po miesa stalo sie tydzien, mama wytrzasnela jakas ksiazke o wegetarianizmie. itd itd. Bylo przepieknie. a co do inspiracji, hmmpozbieram to co mi sie placze po glowie: wlasne, cudze, zaslyszane, wymyslone przez moja mame. moze byc tak?wizyta w supermarkiecie ale tak jakby zwiedzalo sie jakies wyjatkowo egzotyczne miejsce. prosze panstwa na lewo telewizory, przedmioty kultu tubylczych plemion. Po prawiej - coz to moze byc? narzedzie tortur? przyrzad astronomiczny? nieeeee, to narzedzie kuchenne, korkociag! bawilam sie tak ze znajomymi, co prawda jako stare konisko ale usmialismy sie jak norki. i mysle, ze dla maluchow tez cos z tego moze wynikac - np wynajduja ciekawostki, msuza ruszyc wyobraznia, dowiaduja sie sporo o roznych przedmiotach i tego, ze na wszystko mozna spojrzec z bardzo roznych stron, a czasem jak sie tak spojrzy, to rzeczy nieoczekiwanie staja sie absurdalne na przyklad. choc niekoniecznierobienie myszy z rzodkiewek, jamnika z kabanosow, itd.pacynki z papierowych torebek, albo z warzyw (na profesora swietnie sie nadaje pietruszka - taka jast blada, biedaczka) czy co tam wpadnie w lapy.papier mache, najfajniej nie z gotowca, tylko z kawalkow gazet i klajstru z maki.wariacje na temat szklanki, tzn nie tylko co mozna zrobic z czegos, ale w ogole - co zrobic np wtedy gdy w eleganckiej restauracji kucharzowi wpadnie do kotla z zupa guzik? glupia sprawa, goscie we frakach itd. mozna oglosic ze daniem dnia jest zupa guzikowa, albo zorganizowac konkurs - kto znajdzie guzik dostanie trzy desery itd. czyli jak rozwiazac problem. niekoniecznie w sposob wykonalny, ale w koncu chodzi o burze mozgow.wymyslanie nazw (uwielbialammmm w dziecinswie. np. nocnik, poznowieczorne wydanie dziennika, czyli dzisiejszych wiadomosci ;) Przerabianie wierszykow na absurdalne albo dotyczace rodziny (Wlazl tato na szafe i mruga ;) i w ogole rymowanie (rym do "ryjek")relacjonowanie meczu - a teraz prosze panstwa goool, goooooooooooooooool. mysmy na podworku to nagrywali, robilismy tez sluchowiska typu dzien w bloku, tzn nagrywanie jak sie spuszcza wode, ttrzaska drzwiami, jak szczeka pies sasiadki itp. montowalismy to w ten sposob, ze przegrywalismy z jednego magnetofonu na drugi po kawalku, w dodatku bez kabelka, heheteraz sa juz kamery video wiec w sumie mozna by nakrecic film, np niemy z napisami (na trzymanej przed obiektywem kartce) z czolowka (tez na kartce). juz samo utrzymanie ciszy na planie bedzie niezla zabawa przy takiej gromadce ;)oj, lece, male buczy
            • Gość: efa Re: szkoła marzeń - uwaga, baaaaardzo dlugi post IP: *.* 22.07.02, 15:20
              ups, zamknelo mi sie jeszcze szybciej niz chcialam :)) a mialo byc jeszcze, ze dziekuje bardzo i ze pozdrawiam ciebie i cala Twoja gromdkeefasmile
            • Gość: sawlb Re: szkoła marzeń - uwaga, baaaaardzo dlugi post IP: *.* 23.07.02, 00:48
              :lol: he he efa, te tfoja .;) mame to ja czuje w kosciach przez pryzmat Twojej niebanalnosci.:)A akupunktura dobrze Ci zrobi.;)Wiesz co, ja mysle ,ze w tym wszystkim najwazniejsze jest wlasnie podejscie rodzicow. Bo szkola moze byc super,ale co z tego jesli rodzice nie beda chcieli palcem kiwnac w sprawie wychowania wlasnych dzieci i wszystko zwala na nauczycieli.Inna sprawa,ze szkol zachecajacych rodzicow do czynnego udzialu jest....hmmmmm...lepiej nie mowic.Gdybym znalazla taka (plus spelniajaca jeszcze pare innych warunkow), moze i wyslalabym dzieci do niej. Napewno tak.A cala reszte i tak bym robila.z drugiej strony ciesze sie,ze mamy tyle wspolnego czasu na realizowanie naszych pomyslow. Dzieciaki tez wygladaja na zadowolone .Zobaczymy co powiedza za pare lat. Moze beda chcialy uciekac do szkoly he he :)Druga rzecz,ktora mnie zastanawia to to na ile warunki w jakich zyjemy maja wplyw na rozwoj czy tez zahamowanie kreatywnosci dzieci.Bo,jak sama napisalas, w tych trudnych czasach wymyslalo sie tyle cudeniek. Potrzeba matka wynalazkow.Nic dodac nic ujac. wiesz na czym ja sie lapie? Czasem mysle sobie:po co ja glupia pieke chleb skoro w sklepie kupie gotowy a w organicznym na dodatek zdrowy? Albo:po co sie paprac w kleju robiac jakies koslawe maski skoro w sklepie mozna kupic gotowe,dopieszczone i o niebo `lepsze`? A nawet 3 razy tansze.;)No i gdyby tak wyliczac, to rzeczywiscie nic nie zostaje do zrobienia. Tylko usiasc i ogladac tvNa szczescie tylko sie na tym lapie ale zaraz mi przechodzi gdy pomysle sobie jaka to frajda zrobic cos samemu. Jak piekne sie wydawaly te papierowe kwiatki na galazkach brzozowych i wyklejanki z przypalonych zapalek. No i kiedy pomysle z perspektywy dziecka......jejku, przeciez one dostaja fuzia na widok kredek i nozyczek!!!!No ale czy jednak czasy takie a nie inne nie odebraly nam-rodzicom choc czesci motywacji do tworczego myslenia?Bo telewizja moim zdaniem troche przytepia wyobraznie i kreatywnosc.Czasem mysle,ze to nie tylko szkola ale ogolnie.. .rzeczywistosc jest tu winna.Kiedy patrze na te zastepy otylych nastolatkow(dzieci epoki telewizji i gier komputerowych) gromadzacych sie wieczorem pod sklepem nocnym i nie wiedzacych co z soba zrobic to mysle sobie:no dobra,szkola,ale o tej porze...gdzie sa ich rodzice? Przeciez te dzieciaki maja po 10 i 12 lat a stoja tam i do polnocy,kopia puszki po piwie i kopca niczym parowozy.No dobra. Ide spac bo zaczynam smecic.
              • Gość: efa Re: szkoła marzeń - uwaga, baaaaardzo dlugi post IP: *.* 23.07.02, 13:21
                heh, Bogusiu z Gromada, ja mysle, ze czasy sa wlasnie trudniejsze, bo to wtedy cokolwiek sie zrobilo, bylo fajniejsze od tego co dookola. a teraz niezlego orla trzeba wyciac, zeby przeskoczyc pokemona czy cos w tym rodzaju.pozdarwiamefa
          • Gość: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: szkoła marzeń IP: *.* 22.07.02, 23:33
            Bogusiu!!!!Zdjecia sa super, teraz juz wiem co robie babrzac sie w blocie, malujac z dziecmi sciane i inne takie- otoz robie homeschooling......A teraz wytlumacz mi jeszcze jak to sie ma do ram edukacyjnych w Anglii. No bo w gruncie rzeczy w Polsce kazdy do zerowki moze sobie dziecko w domku trzymac, ale potem- obowiazkowo placowka adukacyjna. Czy w Anglii mozna tak dalej ksztalcic?
            • Gość: sawlb Re: szkoła marzeń IP: *.* 23.07.02, 00:18
              Mozna Gosiu, mozna. Szkola zaczyna sie od 4go roku. Gloria skonczyla juz 5 i nikt sie poki co nie zainteresowal. I sie prawdopodobnie nie zainteresuje z tego co wiem co nam zreszta odpowiada bo fajnie miec wolna reke. W Stanach jest troche inaczej(choc to zalezy tez od Stanu).Maja tam jakis system weryfikacyjny.Ale program dobiera sie samemu.W Anglii jest tak,ze programy szkolne sa dosc elastyczne. Od szkoly do szkoly i od ucznia do ucznia jest to inaczej.Dlatego latwiej wkleic w to i homeschooling. Narazie nie wiem czy bedziemy chcieli wlaczac dzieci kiedys w system GCSE i A-level czy nie. Chyba A-level z paru przedmiotow powinny miec zaliczony by sie dostac na dzienne studia,ale juz np w systemie on-line to nie ma znaczenia. Wazne by sie czlowiek odnalazl w przedmiocie studiow i tyle. To,puki co, odlegla przyszlosc i wyjdzie pewnie w praniu,ale tak, jak najbardziej jest to oficjalna droga.Na stronie z linkami jest jeden do www Homeschooling Advisory Service UK. Tam sa szczegoly techniczne bo ja juz nie pamietam.
              • Gość: Adzia Re: szkoła marzeń IP: *.* 23.07.02, 06:12
                O widzisz, Bogusia, ubiegłaś moje pytanko - dziś właśnie korciło mnie, zeby zapytać, jak ma się homeschooling do problemu przyjęć na studia - no i nawet nie musiałam sobie trudu zadawać :-)Pozdrawiam Agnieszka
    • Gość: Aluc Re: szkoła marzeń IP: *.* 21.07.02, 22:28
      ... żeby żaden niespełniony życiowo człowiek nie nazywał Maksia głąbem, debilem, dobrze zapowiadającym się kryminalistą, żeby go nauczyciele traktowali jak człowieka, a nie jak uczniaa jak się nie uda - żeby na szkołę w polskim wydaniu był równie impregnowany co mamusia i poznawał świat na własną rękę i własną nieodpowiedzialność :lol:
      • Gość: efa Re: szkoła marzeń IP: *.* 21.07.02, 22:54
        "na wlasna nieodpowiedzialnosc" laaadne tosmileto ja doloze jeszcze zeby mu sie chcialozeby nie wierzyl cos tylko dlatego, ze mowia mu o tym w telewizjizeby wszystko chial sprawdzic, dotknac, powachac, obejrzec, polizaczeby jacys magicy od dzieci nie zatlukli w nim wyobrazni, ciekawosci i czego tam jeszczezeby sie nie bal pytac, miec inne zdanie, a nawet poklociczeby nie przestal sie dziwiczeby nie mowil frazesamizeby mu odpuscili elektrownie w Bombaju i takie tami niech nawet - jak mama - mysli ze rozniczka jest wyniczkiem odejmowanka a rozklad wielomianow jest wylacznie moralny, byleby nie tresowano go, nie nauczano tylko pomagano mu sie rozwijac
    • Gość: Adzia Re: szkoła marzeń IP: *.* 22.07.02, 06:27
      Moja szkoła marzeń...Po pierwsze - niech to będzie szkoła o profilu i światopoglądzie wybranym przeze mnie. Żebym sama zdecydowała, czy moje dziecko będzie mieć religię, czy wychowanie seksualne (czy jedno i drugie) - ja, a nie minister czegoś tam, któremu akurat się przesunęlo spektrum z lewej na prawą czy odwrotnie. ;-)Szkoła, w której zaprasza się rodziców do twórczej pomocy w projektowaniu zajęć (właśnie to grzebanie w śmieciach - a czemu nie zbieranie makulatury? czemu nie kopanie ogródka w ramach biologii?). Szkoła, gdzie uczniów zachęca się do kreatywnosci, gdzie pomysły nie są tępione, gdzie można nie zgodzić się z oficjalną interpretacją wiersza. I właściwie - mogę powiedzieć, że do takiego liceum chodziłam (Magda, mama Gaby :-) może potwierdzić że było naprawdę super). Ech, jakie my mieliśmy pomysły...a jak fajnie wyglądały lekcje polskiego...Przy tym - szkoła z odpowiednią dozą dyscypliny. Gdzie nie odpuszcza się ściągania, gdzie pilnuje się realizacji programów, gdzie nie przymyka się oka na alkohol, papierosy i narkotyki (a co! ).I szkoła, gdzie nie wkuwa się na pamięć tablic Mendelejewa, ale jednak czegoś się uczyć trzeba. Nie poprzez tłuczenie do głów informacji encyklopedycznych, ale na zasadzie "przyczyna - skutek" - w stylu "lodowiec pociągnął w tę stronę i zrobił takie właśnie rysy". I niech to będzie ciekawe, na litość Boską! Wiecie, ja nie cierpiałam historii, ale pamiętam np. Berezę Kartuską -bo śmialiśmy się, jak historyk mówił że tam "resocjalizacja" polegała na tym, że się kopało dołki a potem je zasypywało (swoją drogą, czyż nie piękny wzór do naśladowania? ;-) . I to wystarczyło.Oj, rozpisałam się - jak zanudzam to powiedzcie ;-)Pa - Agnieszka
      • Gość: efa Re: szkoła marzeń IP: *.* 22.07.02, 21:12
        Adzia, nooo wlasnie, zapomnialam o sprawach religii i swiatopogladu.pewnie, ze zadnego narzucania. najbardziej bym chciala, zeby w szkole, w ktorej bedzie sie uczylo moje dziecko, byly dzieci roznych wyznan. i niewierzace tez. zeby dziecko od malego wiedzialo, ze swiat jest roznorodny, ludzie maja rozne poglady, w co innego wierza. i zeby sie nauczylo to szanowac. i zeby sie czegos o(d) tych innych nauczylo.a co do dyscypliny: nienawidze pruskiego drylu, apeli, sprawdzania kapci, itp, chcialabym zeby w szkole pilnowano tego, co naprawde wazne, czyli tego, o czym pisze Adzia - zeby nie bylo fajek, narkotykow, wymuszania. bo jak sie czyta o tym wszystkim, to az sie wlosy jeza na glowie.
    • Gość: Reszka Re: szkoła marzeń IP: *.* 22.07.02, 18:15
      Oj, mamy, mamy, aleście się rozmarzyły! Strasznie mi się podobają wasze pomysły na robienie CZEGOŚ i niewątpliwie je wykorzystam jak Misi będzie to w stanie docenić. Może to w ogóle przenieść na forum zabawy? (bez urazy).Mam tylko jedną uwagę. Myślę że jednak szkoły o jakich marzymy dla naszych dzieci i o których jako o chlubnych wyjątkach piszecie to na razie właśnie wyjątki. Dla większości rzeczywistość szkolna skrzeczy i nigdy nie zobaczą szkolnego ogródka, a już na pewno takiego o który dba się dla ciekawości, przyjemności, a nie odwalania pańszczyzny, nie będą turlać kulek przed szkołą na fizyce ani pisać referatów o końskich jabłkach. No, może za pięć lat, co daj Boże, amen, jak mój Misi pójdzie do szkoły. Myślę też że zmiana myślenia, sposobu nauczania powinna dotyczyć wszystkich pięter nauki. Bo co jeśli dziecko po wspaniałej podstawówce o jakiej tu sobie mówimy trafi do gimnazjum hołdującego tradycyjnej metodzie szkolenia: zakuć, zdać, zapomnieć, nie pytać, nie dociekać i broń Boże się nie wychylać. Obawiam się że cała praca pójdzie na marne, bo w dziecku łatwo jest zabić zapał. No a potem liceum, i studia... A tak a propos, też mnie zastanawia jedna rzecz. Bez wątpienia cały ten proces uczenia ma na celu przygotowanie do życia (wybaczcie skrót myślowy) i min. w ostateczności nauczenie takiego czy innego zawodu. Na pewno są na świecie kraje gdzie takie szkoły można znaleźć, od przedszkola do studiów wyższych czy innych form kształcenia, no wiecie. I zawsze mnie zastanawiało jakimi ludźmi są ci, których tak uczono? Jakimi pracownikami, rodzicami, sąsiadami itd. Coś mi się kiedyś przeczytało na ten temat, a wam?
      • Gość: efa Re: szkoła marzeń IP: *.* 22.07.02, 21:05
        tylko co dalej? jak mam uczyc praw fizyki, skoro ich nie znam. zeby tylko ich!znow efa
        • Gość: MARtula_m_Maksa Re: szkoła marzeń IP: *.* 02.08.02, 14:53
          efa napisała/ł:> tylko co dalej? jak mam uczyc praw fizyki, skoro ich nie znam. zeby tylko ich!> znow efaHa!Dopiero dzisiaj przyjrzałam się temu wątkowi - i kilka refleksji, może trochę na boku, bo w temacie głównym chyba większość została powiedziana (a raczej wymarzona).Właściwie chciałam się odnieść do zacytowanych wyżej słów efy. Nie znasz praw fizyki, więc wyjaśniaj to co znasz i baw się tym co znasz. Do np. fizyki zainspiruj, niech Twoje dziecko "pogrzebie" samo, a po jakimś czasie okaże się, że wyjaśni Ci te prawa.Teraz, gdy z moim Maksiem powoli można zacząć się porozumiewać, planuję sobie odświeżyć moje dawne zianteresowania, które jakoś tak, nie wiedzieć czemu, zarzuciłam. A mianowicie bardzo interesowałam się ptakami (lubiłam je podglądać, zbierałam piórka i segregowałam z zależności od gatunku...) i zbierałam skamieniałości (takie, wiecie, np. odciśnięte w kamieniach muszelki albo inne stworzenia, których wbrew pozorom jest wokół nas sporo; przynosiłam ich do domu kilogramami). Na razie jest to bardzo fajne głównie dla mnie, bo mając tak małe dziecko, nie jest głupio np. grzebać sobie w kamykach w parku albo śledzić ptaka. Może mu się to spodoba, albo - zainspirowany - znajdzie jakieś poboczne zainteresowanie? Zobaczymy.A jak sie to ma do szkoły marzeń? Chciałabym, aby w takiej szkole znalazł się ktoś, z kim o swojej pasji mój syn będzie mógł podyskutować.Trochę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że wiecie o co chodzi.MARtula
          • Gość: KasiaPB Re: mama belferzyca o szkole IP: *.* 02.08.02, 23:10
            Śniło mi się że jestem szewcem. Klienci przynoszą materiał na buty. Wszędzie go pełno bo nasz warsztat jest mały, ale przyjmujemy wszystkie zamównienia aby mieć robotę. Materiał jest przeważnie kiepskiej jakości, źle przygotowny. Niektórzy klienci próbowali wcześniej sami zrobić z niego buty, ale ponieważ nie bardzo im to wyszło więc przynieśli do poprawy. Zwykle tłumaczyli swoją nieudolność brakiem czasu. Nie mam odpowiednich narzędzi, mój szef oszczędza. Kupuje za to mnóstwo katalogów z nowymi wzorami. Stosy katalogów wszędzie. Nie mam czasu aby się skupić na robocie bo szef ciągle zagląda i pyta jakie wzory z katalogów wykorzystuję w pracy, przeprowadza ankiety na temat katalogów, w czym mi pomogły, które z nich są najlepsze,wypełniam stosy papieru. Szef robi sobie na podstawie ankiet wykresy i planuje nowe zakupy. Ostatnio chodzę na kurs dla szewców na temat: "Efektywne wykorzystanie nowych wzorów zamieszczanych w katalogach". Szef mnie skierował. Oczywiście płacę za kurs z własnej kieszeni.Robota stoi. Po tygodniu wracam do pracy. Koleżanka zastępująca mnie zepsuła trochę materiału poplamiła powyginała i poszła rodzić... Co jakiś czas przychodzi namolny klient, który całe życie chodził w ciasnych butach i samo słowo szewc wywołuje w nim agresję. Oczywiście chwalę materiał, który wcześniej zepsuł próbując samodzielnie zrobić buty. Inaczej pójdzie do innego warsztatu i jeszcze nagada na placu, że nie umiemy robić butów. Szef przynosi kolejną ankietę...
          • Gość: efa Re: szkoła marzeń IP: *.* 02.08.02, 23:41
            hehe, no wlasnie: majac male dziekco mozna robic rozne fajne rzeczy bez narazania sie, ze ktos zacznie sie stukac w czolo :lol:juz sie nie moge doczekac skakania po kaluzach, heheusciskiefa
    • Gość: Mariola4 Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 02.08.02, 19:53
      Jestem belfrem. Uczę matmy w gimnazjum więc mogę powiedzieć wam jak to wygląda z drugiej strony. TO NIE SZKOŁA WYCHOWUJE LECZ DOM. Do nas przychodzą już dzieci "ukształtowane" tzn - albo są ciekawe świata albo nie (najczęściej). Pytanie: po co ja sie tego uczę? słyszałam setki razy. I nic nie pomaga tłumaczenie, że procenty bywają w życiu potrzebne a i działania pisemmne warto znać (w dobie kalkulatorów) nie mówiąc już o wpominanych prawach fizyki itd itd. "Za ile i co ja z tego będę miał" - to jest główna zasada, która rządzi światem również szkolnym- niezależnie od tego czy to będą stopnie , kwiatki czy inne obrazki. I z przykrością musze stwierdzić , ze tych dzieci , które da się zainteresować czymś co nie jest łatwe, miłe i przyjemne (tzn wymaga wysiłku intelektualnego) jest coraz mniej. Pewnie, że jest coraz więcej możliwości na naukę ciekawą i w miarę możliwości (głównie finasowych) się je realizuje. Ale nauka to rowiązywanie problemów - najpierw łatwych a potem niestety coraz trudniejszych ( więc dla niewtajemniczonych nudnych)Mówię oczywiście o swoim podwórku i nie chcę odpowiadać za postawy innych nauczycieli. Sama mam różne doświadczenia z dzieciństwa (czasem nawet traumatyczne).Główny problem w tym, że obecnym nastolatkom się nic nie chce!!!I to nie tylko dotyczy nauki . Nie mają swoich zaiteresowań, hobby, nie chce im się czytać, nie mają wyobraźni itd ( mówię oczywiście o większości)- to tak w wielkim uproszczeniu, bo temat rzeka.Drogie emamy wychowujcie dzieci ciekawe, eksperymentujące, wytrwałe, krytyczne i dociekliwe a najgorsza szkoła nie zniszczy tego co w niCH zasiejecie.
      • Gość: efa Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 03.08.02, 00:25
        Mariolauwazam, ze nawet szalenie ciekawe swiata dziecie nie musi samo z siebie palac checia poznania rownan czy procentow. Mysle, ze to jednaknauczyciel powinien przedstawic swoja dziedzine w taki sposob, zeby mu sie zachcialo chciec. to pewnie trudna, ale chyba (mam andzieje) do zrobienia. moze nie w kazdym przypadku, ale - na Boga - nie wierze, ze wiekszosc dzieci to znudzone mlotki!nie wiem jakich argumentow uzywalas, zeby przekonac dzieci do procentow, ale moze jednak jest jakis sposob? wiesz - cos czuje, ze tez nie przekonaloby mnie do procentow jakiekolwiek tlumaczenie, ze sa potrzebne. wolalabym, zeby mi to ktos pokazal. palcem, na przykladzie wodki zoladkowej, organizujac wybory na najdurniejsza mine, a potem liczac ile procent dzieciakow glosowalo za Joziem a ile za Zenkiem albo juz nie wiem jak. jakos.nie twierdze tez, ze wszystkich da sie nauczyc matematyki. Mnie na przyklad sie nie dalo. z drugiej strony nikt sie do tego specjalnie nie przylozyl.i jeszcze jedno.jesli nie szkola wychowuje dzieci, tylko dom, to po co w ogole istnieje szkola? no po co, Mariola? jak swiat swiatem domy sa rozne, fajne i mniej fajne, a szkola powinna dac dzieciakom (tym z "niedobrych" domow tez, a moze tym przede wszystkim) tyle wiedzy o swiecie, zeby daly sobie rade w zyciu i wiedzialy jak i gdzie szukac reszty. napisalas: >>Do nas przychodzą już dzieci "ukształtowane" tzn - albo są ciekawe świata albo nie (najczęściej). <<zatem do szkoly moich marzen dopisuje jeszcze:nie chce, zeby nauczyciele mojego dziecka przychodzili do pracy z takim zalozeniem. chcialabym, zeby byli swiecie przekonani, ze i od nich zalezy, jak ich uczniowie beda widziec swiat, a w kazdym razie te jego czesc, o ktorej ucza. i skad wiesz, ze dzieci nie maja zadnych zainteresowan? moze nie maja ochoty o nich opowiadac w szkole? skad wiesz, ze nie maja wyobrazni?????moze przychodzac do szkoly opancerzaja sie tak skutecznie, ze niewiele z nich mozna wydobyc? a moze i jest tak jak napisalas, ale skad wiesz, jakie byly majac szesc lat? wiesz na ile to wlasnie szkola nauczyla je takich postaw? tej biernosci, lenistwa,cynizmu, tego, zeby sie nie wychylac?i pewnie, ze jak dziecko bedzie mialo wspanialy dom, jesli rozbudzi sie w nim niesamowita ciekawosc swiata, to zadna szkola tego (w kazdym razie do konca) nie zniszczy. tylko ze szkola nie ma byc od niszczenia.smutne to wszystko efa
        • Gość: Berenika Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 03.08.02, 08:43
          :love:No właśnie, Efa, no właśnie. Pewnie, że jak w domu rozwiną dziecku wszystko i nauczą je wszystkiego, to szkoła może robic, co zechce. Tylko wtedy po co szkoła.A poza tym wydaje mi się, że nikt tutaj nie czepiał się szczególnie tego, czy należy dzieci uczyć procentów, czy budowy przewodu pokarmowego mszywioła (do licha, nie pamiętam, jaki on ma przewód, a jestem biologiem, bądź co bądź :)). Ważne, a jaki sposób się to czyni i czy osoba, która tego uczy, ma wolę i umiejętności, aby zrobić to w zajmujący sposób. Opiekunka mojego brata miała poważne problemy z procentami i nie chciała się tego uczyć. Dopiero, kiedy mój tata pokazał jej, że dzięki temu może sobie dokładnie obliczyć, ile oszczędza na zniżkowych biletach, uwierzyła, że te procenty to jednak nie jest durny wymysł. Dodam, że było to bardzo dawno temu, a ona chodziła jeszcze do szkoły :).Krótko mówiąc - łatwo zwalić na rodziców, że to przez nich dzieci są tępe i leniwe. pewnie często tak jest. Ale jeżeli ktoś wtedy mówi "no to trudno, banda nieuków i już", to co z niego za nauczyciel? A takich jest sporo...Wiem, bo sama uczyłam w szkole.Mam nadzieję, że moja Żaba trafi na szkólkę pełną wariatów Bożych :crazy:.berek i Żaba :bounce:
          • Gość: efa Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 03.08.02, 14:13
            tak sobie mysle jeszcze o tych procentach...wiadomo, ze o wiele latwiej zapamietac cos, co kojarzy sie z czyms wyrazistym, jakims dzialaniem, zwlaszcza, jesli dziala sam dzieciak. i nie dam sie przekonac, ze lekcje sa nudne, bo szkola nie ma kasy. w koncu na lekcji o procentach nie trzeba koniecznie kroic na czesci tortu czekoladowego, mozna spokojnie pokroic jablko. zeby zrobic wspomniane wybory (i pokazac do czego w zyciu przydaja sie procenty) nie trzeba absolutnie niczego. zeby zrobic quiz na temat tego gdzie te procenty "siedza" w zyciu (alkohol i jedzenie, bank, polityka, statystyka czy cos tam jeszcze) nie trzeba ani grosza. zeby pokraktowac kartke 10 x 10, a potem wycinac z niej albo zamalowywac flamastrem procent za procentem tez nie trzeba.wierze natomiast, ze ciezko wymyslac cos i cudowac przy milczacym oporze trzydziestu znudzonych dzieciakow (tyle, ze uwazam, ze za zniechecenie dzieci do swiata odpowiedzialni sa tez nauczyciele).moze tak sie w szkolach robi, nie wiem. za moich czasow sie nie robilo, pomijajac wczesna podstawowke. i na czasach wczesnej podstawowki zakonczyla sie moja matematyczna edukacja, bo potem byla juz tylko walka o przetrwanie. poki chodzilo o koze na 2 metrowym sznurku, ktora wyjadala w trawie kolo, rozumialam.na fizyce i chemii tez bylo kiepsko - nawet jesli byly jakies doswiadczenia, to na jakis preparatach, urzadzenioach przedziwnych, ktore nijak sie mialy do rzeczywistosci. i robil te doswiadczenia nauczyciel, a my myusielismy stac kolem i podziwiac.pozdrawiamefa
          • Gość: efa Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 03.08.02, 19:09
            a co to jest myszwiol? heheefa
            • Gość: Berenika Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 03.08.02, 23:54
              Specjalnie sprawdziłam - takie cholerstwo w rodzaju słodkowodnego koralowca. Raz w życiu widziałam - paskuda. W jego przewód pokarmowy w ogóle nie wierzę.
              • Gość: efa Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 04.08.02, 09:35
                Berenika - moze ma przewod doktorki? hehe. ten mszywiol?
            • Gość: Mariola4 Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 04.08.02, 01:21
              Temat potraktowałam po "łebkach" - bo nie sposób go wyczerpać. Nie procenty były istotą mego postu (choć bawiłam sie z dziećmi nawet w giełdę ich własnych firm by temat nie był im obcy). Ciekawych materiałów i pomysłów jest mnóstwo.(Sam program zatwierdzony przez MEN jest chroniony prawami autorskimi i nie wolno w nim zbyt wiele zmieniać).Podręczniki wyglądają zupełnie inaczej niż naście lat temu - mnóstwo przykładów (z życia), gier, zabaw, układanek itd. Wiem że nie wszystkim belfrom się chce, ale nie o nich chcę pisać. Mnie się chce ! I co z tego, skoro z roku na rok jest gorzej(ucze 10 rok).Mówię jak jest u mnie - w kiepskiej dość dzielnicy dużego miasta. Uczę w gimnazjum - a to już wyższy stopień wtajemniczenia (bez selekcji młodzieży tak jak w liceach i zawodówkach). Pewnie w nauczaniu początkowym jest inaczej(ale niech o tym napiszą emamy, które mają takie doświadczenia). Zazwyczaj jest w klasie grupka, z którą pracuje się dobrze lub przeciętnie (w skrócie- dzieci łapią o co chodzi i można ich zmobilizować do pracy - z różnym skutkiem) . Reszta przyszła tylko po stopnie. Kto ich tego nauczył -nie wiem . W tej części są dzieci czasem bardzo inteligentne, które "jadą" na tym co zapamiętają "jednym uchem" i jakoś prześlizgują się z roku na rok. Ich zainteresowania - znajdzieci jeśli zajrzycie choć na chwilę do pisemek młodzieżowych typu :dziewczyna, bravo itp -szmaty, kasa, seks, papierosy lub inne ..( w gimnazjum statystycznie pali co drugi uczeń !!!). Wiem o tym, bo z nimi rozmawiam i widzę ich codziennie czasem dłużej niż ich zapracowani (?) rodzice. Nie było jeszcze kilka lat temu (choć może się starzeję? )I powiem wam , że bieda w domu, trudne dzieciństwo itp doświadczenia o niczym nie decydują. Te dzieciaki, które czasem nie wyjechały dalej niż za miasto, nie mają encyklopedii, komputera itp udogodnień (ba nie stać ich czasem na podręczniki)są dojrzalsze, znają wartość pieniądza i są mądrzejsze intelektualnie (modny termin) i to te często lepiej radzą sobie potem. Tym , którym wszystko przychodzi łatwo poprostu sie nie chce. Dziecko w tym wieku umie już manipulować rodzicami i wiele rzeczy im wmówić bądź na nich wymóc.( uwaga na szkoły społeczne)To znowu temat w skrócie, bo moznaby napisać książkę.To co chciałam Wam powiedzieć, to to, ze natura waszego dziecka kształtuje się w domu - (i jestem pod wrażeniem postów o tym czego może się ono w domu nauczyć). Owszem szkoła pełni pewną rolę wychowawczą (uczy pewnych norm moralnych) ale was nie zastąpi w wychowywaniu! Jej celem jest przede wszyskim nauczać ( i bardzo nie chciałabym żeby szkoła wychowywała moje dzieci). Jak to realizuje?- różnie. Ale pocieszam się,że po kiepskiej szkole też można wiele w życiu osiągnąć. A teraz jako mama 9- latki. Kiedy poszła do szkoły chciałam tylko tego aby nie zraziła się do tej instytucji. Aby spotkała mądrego pedagoga, który nie zniszczy w niej ciekawości świata (naturalnej w tym wieku). I wiem jedno, że nie zapiszę jej do żadnej elitarnej szkoły, żaden dodatkowy angielski, basen , instrument , balet itp jeśli o to sama nie poprosi. Nasze wyobrażenie o czekiwaniach dziecka wobec jego edukacji jest czasem zupełnie inne niż samych dzieci.Co do pozostałych " zarzutów " nie jestem alfą i omegą ani jako nauczyciel ,ani jako pedagog, ani jako matka (żona i kochanka).Wiem natomiast, że:1.lubię swoją pracę2.nie wszyscy uczniowie lubią mnie .3.niektórzy mogą być szczęśliwi nie znając np tabliczki mnożenia. Dla tych jednak, których uda mi się "zarazić" bakcylem jestem w stanie siedzieć po lekcjach za darmochę i jeszcze się z tego cieszyć.Pozdrawiam i życzę spełnienia marzeńMariola
              • Gość: efa Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 04.08.02, 09:56
                MariolaTwoj poprzedni post byl jakis taki kategoryczny, pisalas ze albo albo, ze wiekszosc, ze im sie nie chce, ze nie maja tego czy tamtego. teraz zabrzmialo to wszystko zupelnie inaczej, bez takiego zniechecenia (tak tamten list odebralam) i teraz chyba juz rozumiem o co Ci chodzilo. I fajnie, ze Ci sie chce. za procenty sorrrrrry, nie chcialam sie madrzyc, po prostu zabilas mi cwieka i zaczelam kombinowac. niestety mam nature (nie figure) charta, jak mi sie rzuci patyk, to zasuwam po niego ;)A wage domu doceniam jak najbardziej, dlatego to wszystko, dlatego tak bardzo mysle juz teraz (choc smoczur nie ma jeszcze 9 miesiecy) jak wychowywac swoje dziecko, zeby mu sie chcialo chciec i zeby przy tym nie przeholowac.to nie jest tak, ze chce z dziecka zrobic gwiazde, posylac tu i tam, tresowac, dawac Ulissesa do poduszki. Szkola prywatna przyszla mi do glowy bo chcialabym zeby wiedza byla podawana dziecku w inny sposob, a nie - bron Boze - w większej ilości. raczej w mniejszej, bez myszwiolow :)nie wiem jak to jest ze szkolami prywatnymi, czy sa choc troche inne. emamy, wiecie cos na ten temat? Mariola, co masz na mysli piszac zeby uwazac na szkoly spoleczne? pozdrawiamefa
                • Gość: Berenika Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 04.08.02, 14:28
                  Pozwolę sobie sprostować - mszywioł, nie myszwioł :craz:. Chociaż mam wrażenie, że biedakowi to jest i tak wszystko jedno. Jak ktoś tak wygląda :lol:...
                  • Gość: efa Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 04.08.02, 20:43
                    moze myszywół? hehe
                    • Gość: Bea Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 04.08.02, 21:59
                      Gdybym nie śledziła tej arcy- interesującej mnie dyskusji -wszak moja córka zaczyna szkołę za 27 dni ( społeczną zresztą - pewnie kiedyś napiszę czy nam się ta szkoła udała czy ptfu,ptfu nie )- nie zwróciłabym uwagi na skamielinę mszywioła panoszącą się na skamielinach (również ) bezkręgowców .Wyglądał niepozornie ale dowiedziałam się ,że to panoszenie się fachowo nazywa się inkrustowaniem (a więc to termin nie tylko ze sklepu z antykami ,hi,hi).A całe to spotkanie z mszywiołem sprzed tysięcy lat zawdzięczam Saruni ,która koniecznie chciała zobaczyć Muzeum Geologiczne i opierzonego dinozaura ,który mimo usilnych próśb Jędrka nie raczył zamknąć uzębionej paszczy .Dla wszystkich zainteresowanych - znalazłam kolejną ciekawą książkę ( na razie w internecie na stronie www.didasko.com.pl ):Katarzyna Mitros -Zabawy dla maluchów .Jak wychować pomysłowca .( niektóre zabawy opisywane były kiedyś w Twoim Dziecku ,a autorka pracowała w przedszkolach w USA )Pozd.Bea
                • Gość: Mariola4 Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 04.08.02, 14:47
                  Myślę, że miały to byc posty o marzeniach a ja ściągnęłam je na ziemię ( bez sensu). Bardzo podobały mi się wasze "natchnione" idee i od razu stanął mi przed oczami obrazek szarej rzeczywistości. To dlatego.Oby wasze dzieci należały do tych, które bezinteresownie zostaną w szkole po lekcjach z jakimś szalonym biologiem i będą deptać hektary łąk poszukiwaniu mszyc tudzież innego robactwa, a wy nie będziecie mieć nic przeciwko temu gdy zaczną to wszystko znosić do domu.Z takimi dziećmi też chciałabym pracować.O szkołach spolecznych wiem jedynie z relacji moich koleżanek po fachu. Trudna to praca gdy stoi się między ambicjami rodziców (którzy płacą więc wymagają) a dyrektorem który też ma swoje wyśrubowane aspiracje co do poziomu szkoły. To chyba rodzice i ich wizja edukacji swojej pociechy (która czasem daleko odbiega od możliwości dziecka a przede wzyskim jego zaiteresowań) jest najtrudniejsza . (np: Masz uczyć się języków np 5-godz. tyg. bo to jest potrzebne potem w życiu - a dzieciak męczy się od dzwonka do dzwonka). W szkołach prywatnych chyba tak nie jest. Nie podoba ci się - to dowidzenia.Oczywiście to nie jest regułą i są też dobre szkoły społeczne, prywatne i państwowe. Szkołę tworzą ludzie.Dlatego bez chorej ambicji podchodźcie do swoich pociech. Nie muszą uczyć się agielskiego czy obsługi komputera w przedszkolu (fakt autentyczny) za to niech mają dzieciństwo jak najdłużej.Sorry za mentorstwo (zboczenie zawodowe) i do następnego postu.
                  • Gość: efa Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 04.08.02, 21:02
                    hehe, mszyce, powiadasz? do domu? uaaaaaa co do tych szkol - ciagle mam przed oczami taka radnosna wizje, dzieciaki babrajace sie w czyms tam, rozkrecajace cos tam. nie przyszle Einsteiny, Zweistainy i Draisteiny, po prostu dzieciaki, ktore poznaja swiat i bardzo je ten swiat kreci. tylko tyle, az tyle. i, kurcze, wiem, ze to naiwne, ze tak sie nie da, ze predzej czy pozniej wylezie rzeczywistosc, cos, co trzeba umiec, a nie tylko mozna (lub nie),ze nie da sie tak, zeby zawsze bylo fajnie, ale tak bym chciala, zeby tego fajnie bylo jak najwiecej, zeby naladowac dzieciakowi akumulator na kawal zycia. a ten angielski i inne rzeczy... pewnie, ze bym chciala, zeby moje dziecko mowilo perfekt, ale bardziej bym chciala, zeby wisialo na trzepaku, zeby otwieralo ze zdziwienia buzie, gdy zobaczy latawiec, zeby bylo ciekawe wszystkiego, w tym mszyc. a co bedzie, jak nie bedzie ciekawe? no to nie bedzie, i tak kocham je najbardziej na swiecie. ale jesli jednak bedzie, nie chcialabym tego zmarnowac.zaczynnnam sie powtarzacsmilepozdrawiamefa
              • Gość: Berenika Re: Hej!Hej!drogie marzycielki IP: *.* 04.08.02, 14:27
                co do tych starszych dzieci, to chyba niestety masz rację. Zresztą wśród swoich byłych uczniów - a uczyłam wszystkie klasy w sporej podstawówce, jak leci, od 4 do 8 - już od początku widziałam te "urobione przez dom". A jak jeszcze do tego dołoży się kiepska podstawówka - o mamo... :(. Wtedy w liceum rzeczywiście już można tylko załamać ręce. Zwłaszcza, że przecież teraz trzynastolatkom się wmawia, że są już dorosłymi ludźmi. I oni w to wierzą.Ale z drugiej strony - przestałam pracować w szkole nie ze względu na dzieci, które były rózne, jak to dzieci. Przestało mnie to bawić ze względu na nauczycieli. Kiedy dostaję trzydzieści pięknych referatów, a jeden jak dwie krple wody podobny do drugiego, trafia mnie szlag. A potem się dowiaduję, ze poprzednia pani po prostu tak uczyła. Że w taki sposób się pisze pracę - przepisuje się fragmenty z książek :ouch:. I ja niestety wiem, że to prawda, a nie wymówka leniwych bachorów. Buuu...Ale wydaje mi się też, że we wcześniejszych postach nie było mowy o tym, że szkoła ma wychowywać. Ona ma uczyć, przede wszystkim uczyć, ale niechby przez tę naukę nie zabijała w dzieciach ich ciekawości świata i inwencji. Z tym,ze rzeczywiście trzeba to zacząć od początku, bo w gimnazjum i liceum to już trochę późno.A co do szkół społecznych - ja chodziłam do Pierwszego Społecznego w Warszawie i było to coś wspaniałego. Ale szkołę tę tworzyli prawdziwi zapaleńcy - przeważnie nauczyciele akademiccy z pasją, będący też rodzicami, którzy nie chcieli, aby ich dzieci uczyły się w bylejakich szkołach. I wydaje mi się, że mniejsze znaczenie ma, czy szkoła jest społeczna, czy państwowa (czy prywatna - bo to jeszcze co innego, a często mylone ze społeczną). Ważniejsze, kto w niej uczy. Natomiast w szkołach społecznych często łatwiej jest dostosować program do czyjejś ciekawej wizji. A z drugiej strony - rzeczywiście chyba tworzy się hurtowo takie szkoły, podobnie jak wyższe uczelnie, i wtedy one przy mnóstwie wad nie mają niemal żadnych zalet, które taka szkoła powinna mieć. Na ten temat, zdaje się, można by jeszcze długo pisać. Ale chyba wszystkie dyskutujące tu osoby zgadzają się, że chodzi o to, aby dzieci nie tylko zdobywały wiedzę, ale także umiały ją wykorzystać i aby sprawiało im to przyjemność (i zdobywanie, i wykorzystywanie :) ). Amen.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka