Dodaj do ulubionych

Re: Ja, to nie ja :-(

IP: *.* 25.07.02, 16:36
Kobieto co Ty opowiadasz????????!!!!!!Widze tu jakąś depresje tylko nie bardzo wiem z jakiego powodu. hmmmmmmmmm. Nie macie dzieci- więc jaki problem aby nadal być szaloną, chodzić na imprezy itd...? Masz faceta, który Cię kocha i chce z Tobą spędzić resztę zycia - możecie szaleć razem, zaden problem. Wiesz ja w Tobie widzę troszke siebie pare lat do tylu- tyle ze wtedy ja mialam lat 18 i 2letnie dziecko :) :) :) . W ciąży przytylam 30 kilo i 2 lata po porodzie wygladalam jak kulka :) (158cm/80kg) Każdy dzien byl dla mnie jak koszmar, nie chcialo mi sie wstawac, gotwac, sprzatac, zmywalam tylko szklanke i to wtedy gdy juz nie bylo zadnej czystej. Ja młoda, sama z dzieckiem, maz w pracy, kolezanki szalaly.... Trzeba się za siebie wziaść i zobaczysz ze to dziala. Wyjdź z domu (sama lub z facetem) kup sobie nowy ciuch, zrob fryzure i USMIECHNIJ SIE. Pozdrawiam Gabi-lat 23, corka lat 7 i synek 7,5 mies :) hihi(i zycze wiecej wiary w siebie)ps. jesli chcesz pogadac napisz na priv
Obserwuj wątek
    • Gość: kubuś Re: Ja, to nie ja :-( IP: *.* 25.07.02, 16:55
      Wiesz nie wiem czy dam rade ci pomoc, ale faktycznie wydaje mi sie, ze ... no nie widze przeszkód do tego aby dalej bylo tak jak jest, tzn. nie doklanie tak samo, ale rownie ciekawie, zycie z drugim czlowiekiem wcale nie jest nudne, szare itd. wiesz ja czulam sie mniej wiecej tak jak ty kilka miesiecy temu, 22 lata skoncze w sierpniu, a mam 9 ms synka, nie powiem dawniej tez lubialam zaszalec, nie bylo weekendu bez imprezy i nagle ... stalo sie, trudno trzeba sie przestawic, przeciez inaczej nie znaczy gorzej, i powiem ci ze mialam taki okres kiedy maz wiecznie w pracy, ja w domu sprzatanie, pranie, prasowanie, ze nie wspomne o gotowaniu i dziecko, a w tym wszystkim ja wariatka jeszcze przed rokiem, a teraz hmm przestawilam sie polubilam to wszystko, przynajmniej raz w ms chodze na imprezke (sama bo mezulek z dzieckiem zostaje) i jest fajnie, mam czas wszystko zrobic jakos leci, a ty chyba tym bardziej nie majac dziecka, jestes w stanie sie pozbierac i zabrac za cos, przeciez ty nie musisz z niczego rezygnowac, masz kupe czasu, idz zrob cos dla siebie kup sobie kosmetyk, zapisz na aerobik(oh jak ja bym chciala miec na to czas) idz do fryzjera, umow sie z kumpela, wez meza do knajpki wieczorem, przeciez nic wam nie stoi na przeszkodzie i zobaczysz bedzie lepiejjak chcesz sobie pogadac napisz maila, moj nr gg 1630248opowiem ci jak to jest z dzidziem, a ty mi jak to jest jak sama siedzisz w domciu na pewno wymysle z tysiac rzeczy ktore moglabys zrobic dla siebie glowa i uszy do gorypozdrawiam agata
    • Gość: Hermiona Re: Ja, to nie ja :-( IP: *.* 25.07.02, 17:15
      Podpisuję się pod postem Gabii! Mogę wyobrazić sobie, czego Ci brak, ale czy zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę to życie, jakie prowadziłaś (mam na myśli tych adoratorów, imprezy itd.) było w gruncie rzeczy dość płytkie...Może dlatego tak do niego tęsknisz, bo nie musiałaś brać za nic odpowiedzialności, bo wszystko było takie bez zobowiązań? Jeśli to o to Ci chodzi, to rzeczywiście za szybko zdecydowałaś się związać z jednym facetem; może powinnaś jeszcze do tego dojrzeć. Piszesz, że tak się zaniedbałaś - czy to dlatego, że nie możesz "wabić" innych mężczyzn? Nie dziw się, że wielbiciele nagle zniknęli; w końcu jakieś zasady moralne jeszcze istnieją i nie jest ładnie "wielbić" cudzą narzeczoną.Nic nie przeszkadza, żebyś chodziła ze swoim facetem na imprezy, wyjeżdżała pod namiot czy siedziała w pubie. Kto broni Ci się spotykać z koleżankami? Pewnie boisz się, że nie znajdziesz z nimi wspólnego języka? Możesz sobie obiecać, że przez cały czas, kiedy z nimi będziesz przebywać, nie powiesz ani słowa na temat prowadzenia domu i że będziesz rozmawiać tylko na "luźne" tematy.Zastanawia mnie, dlaczego zgodziłaś się wyjść za mąż... Czy po to, żeby mieć ładną ozdobę na palcu? Jeśli tak, to lepiej tego nie rób. Małżeństwo to właśnie wspieranie się wzajemne i - stety lub niestety , choćbyś nie wiem, co mówiła, również gotowość na macierzyństwo. Jeśli uważasz, że wszystko dzieje się za szybko, nie wychodź za mąż. A zacznij od porozmawiania z narzeczonym, powiedz mu, dlaczego tak się zmieniłaś (chociaż bez wątpienia możesz go tym zranić, bo wychodzi na to, że dla niego nie warto się starać...)i czego Ci brakuje. Namów go do wspólnego wychodzenia z domu, do spotkań ze znajomymi. Przecież z Twojego listu wyziera taka niemoc, jakby wisiała na Tobie przynajmniej trójka dzieci!I wiesz, dla mnie to trąci paradoksem - piszesz, że bardzo go kochasz, ale jednocześnie, że nie umiesz dopasować się do roli kobiety, która wspiera swojego mężczyznę. A czy nie o to chodzi w miłości, żeby się wspierać? Można być wesołą, chodzić do pubu, mieć koleżanki i w dalszym ciągu kochać kogoś i go wspierać. Taka kobiecość nie jest żadną ujmą ani plamą na honorze - ani "extra panienki", ani "takiej sobie".Wiem, że to, co piszę, brzmi może trochę oschle, ale wierz mi, mogę sobie wyobrazić, co czujesz, mimo, że nigdy tego nie przeżywałam. W wieku 22 lat nie każdy musi być człowiekiem na tyle dojrzałym, żeby związać swoje życie z jedną osobą, choćby nie wiem jak był zakochany. Właśnie, zastanów się, czy kochasz, czy jesteś zakochana, bo to duża różnica... Nic nie piszesz o tym, jak Twój narzeczony odnosi się do zmiany, która w Tobie zaszła. Wiem, że Cię nie pocieszyłam, ani nie "pogłaskałam po główce". Trudno... Szkoda by mi tylko było, gdybyś za rok czy dwa zaczęła pisywać na forum "Samodzielna mama"...:hello: MonikaP.S. A co do koleżanek... "przyjdzie kryska na Matyska", zobaczysz, jak szybko zmienią im się horyzonty i zainteresowania, jak tylko trafią na odpowiednego faceta...:)
      • Gość: Zoś Re: Ja, to nie ja :-( IP: *.* 25.07.02, 17:34
        Witaj Aniu,Bardzo dobrze rozumiem, co przeżywasz.Ja jestem troche starsza - mam 30 lat i w wieku 22 lat mimo fantastycznego faceta, którego kochałam a nie "byłam w nim zakochana" absolutnie nie byłam gotowa, żeby wyjść za niego za mąż.Po prostu dla mnie było za wcześnie - ja też potrzebowałam się wyszaleć, spotykać ze znajomymi, mieć swoje życie.Z drugiej strony nie widzę przeszkód, żebyś żyła tak, jak chcesz. Przecież nie musisz siedzieć w domu, zaniedbana, nie spotykać sie z przyjaciółmi - to jak spędzasz czas zależy tylko od Ciebie.Może przechodzisz depresję.Nie spiesz się z decyzją o małżeństwie - przemyśl to dobrze - to bardzo ważna decyzja.Ja podjęłam ją dopiero 3 lata temu - i nie żałuję. Dopiero wtedy byłam na tyle dojrzała.Pozdrawiam Cię serdecznie,Zosia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka