... bo bez meza....Od dwoch tygodni jestem kobieta samotna. Sama sie budze i klade spac, sama robie zakupy, podcieram pupy, chodze na spacerki, sama gotuje obiad, sama odkurzam......I z podziwu wyjsc nie moge, ze tak wiele znazy obecnosc drugierj osoby. Bo przeciez moj maz utrzymuje spora rodzinke co wiaze sie z nieobecnoscia w domu- udzilal mi wsparcia raczej duchowego......Maz pojechal za chlebem i awansem do Anglii.... pewnie- powie ktos, ta to ma fajnie.... ale kazdy czlowiek ma problemy na swoja miare, a ja sie nigdzie daleko nie wybieralam, nie mam marzen o magicznej zagraniy gdzie lepiej..... mialam marzenia o studiach i wlasnie dlatego zostalam- zeby je zaczac. Zeeby dzieci szkoly nie zmienialy i pouczyly sie tego jezyka obcego....Maz zabral nas na 2 tygodnie na wakacje. Po 4 dniach przytulil i pojechal a my zostalysmy, ale na wakacjach sie tak tej samotnosci nie odczuwa..... ale tu w miescie- wszystko mnie boli z tesknoty za nim. laze bez sensu po miszkaniu i robie wszystko a nawet dwa razy wiecej, z bolesna swiadomoscia ze jak dobrze pojdzie to zobaczymy sie na Boze Narodzenie, bo on sie martwil jak ja sobie dam rade ze studiami, plastykami, karatami

jezykami i szkolami, nie mowiac juz o kolezankach i imieninach

i strzelilismy sobie samochod, co pomiesci taka rodzine..... samochod ktory kojarzy mi sie wylacznie z rozlaka i spale go uroczyscie jak maz wroci. Boze nigdy tak nie marudzilam..... nie na trzezwo przynajmniej.....