Dodaj do ulubionych

Matki cyborgi

06.12.06, 11:57
Zainspirował mnie tekst o matce dwójki autystycznych dzieci. Takiej dzielnej,
nie zniechęcającej się. Nie płaczącej. Nie narzekającej na los. Oczywiście
nie biernej – walczącej o swoje dzieci, o ich zdrowie o prawo do życia w
społeczeństwie. Zresztą nie chodzi tylko o mamy dzieci autystycznych, to nie
jest żaden ewenement. Chodzi mi o matki dzieci chorych ciężko i przewlekle. O
tatusiów mniej – podobno 8 małżeństw na 10 z dzieckiem niepełnosprawnym
rozwodzi się. Wygląda zatem, że życie z dzieckiem chorym jest trudne. Bardzo
trudne i spora część tatusiów nie wytrzymuje tej presji i obciążenia a także
ograniczeń, jakie takie życie niesie.
Nie mogę się nad sobą litować i nie oczekuję litości od innych.
Czasem myślę, że gdybym miała dziecko brzydkie, z upośledzeniem odmalowanym
na buzi byłoby mi łatwiej (? ). Na dziecko z Zespołem Downa patrzy się od
razu w określony sposób. A na moje dziecko – z buzią aniołka, o wielkich
niebieskich oczach, ślicznie wykrojonych ustach, sterczących kudełkach patrzy
się jak na dziecko zdrowe. Denerwuje mnie, jak ludzie zatrzymują się na ulicy
i komentują: jakie piękne dziecko. Denerwuje mnie, jak zatrzymują się,
wyciągają ręce, denerwuje, że głaszczą go po głowie, chcą brać na ręce,
częstują cukierkami. Denerwuje, bo nie dość, że Kuba nie jest lalką, to
jeszcze ten kontakt nie jest mu najmilszy. A najbardziej denerwuje mnie, gdy
mówią: taki śliczny. A taki niegrzeczny ( rozwydrzony, rozpieszczony, źle
wychowany – do wyboru). Denerwują mnie komentarze padające pod moim adresem (
typu jaka matka nieudolna wychowawczo ). Dlatego myślę, że rodzicom dzieci z
chorobą wypisaną na twarzy jest łatwiej – chorym, ma prawo do… jakoś jesteśmy
w stanie zaakceptować, że jest inny. Ładny nie ma prawa być chory? Muszę
każdemu tłumaczyć, że ma autyzm, że nie do końca rozumie sytuacje społeczne (
chociaż przecież go uczymy i chociaż się uczy! ) że jego zachowanie nie
wynika z tego, że mu na wszystko pozwalam?
Czasem chce mi się krzyczeć na ulicy – teraz już mniej, bo Kubuś mimo
wszystko robi postępy zadziwiające wszystkich wtajemniczonych, Ale czasem
położy się na ulicy i widzę mini ludzi pełne współczucia a często
złośliwości, słyszę durne komentarze. I, qrcze, muszę zachować spokój.
Muszę zachować spokój, gdy staram się o Specjalistyczne Usługi
Opiekuńcze – obligatoryjne dla gminy a tu przemądrzała panienka oświadcza mi,
że obligatoryjne nie są, bo ona inaczej interpretuje ustawę. Musze zachować
spokój, gdy dyrektorka jednego z lepszych warszawskich przedszkoli wypala mi,
że dziecko powinno być w oddziale specjalnym o na pewno w pewnym momencie
będzie odstawać od rówieśników.
Muszę być w pracy – bo pracować muszę. Muszę znosić szefa, który
czepia się, że jadę z dzieckiem na kolejne badania. Chociaż może nie powinnam
pracować, jak policzyłam sobie, zasiłki na dziecko niepełnosprawne po
sumowaniu nie wiele różnią się od mojej pensji za pracę na cały etat. Pewnie
powinnam siedzieć w domu i brać wszystkie możliwe zasiłki, chodzić do MOPRu,
starać się o dofinansowania. Być z dzieckiem więcej, więcej poświęcać mu
czasu, a nie od godziny 17 do 22 a tu jeszcze pranie, sprzątanie, gotowanie…
Zatem mogę zamknąć się w domu z dzieckiem, ograniczyć wyjścia do wyjazdów do
lekarzy, na terapię. Czy mogę napisać, że chcę pracować i lubię pracować? Ze
nie chcę dziczeć w domu, tracić kontakt z drugim człowiekiem?
Wczoraj byłam na terapii z Kubą. Logopeda kolejny raz zwróciła mi
uwagę, że dziecko nie chodzi do przedszkola integracyjnego. I chodzić nie
będzie! Nie dlatego, ze na siłę chcę go integrować z dziećmi zdrowymi, ale
dlatego , że tamto przedszkole jest dzieciom nieprzyjazne! Może i terapia tam
jest, ale jest i chłód emocjonalny! Zresztą to moja decyzja, nie mam
dziesięciu lat i nie podjęłam jej pochopnie pod wpływem kaprysu czy pogody. I
w zasadzie nie mam co odpowiedzieć, bo przecież to ona ćwiczy z moim
dzieckiem, nie chcę jej zrażać – mam w nosie co sądzi o mnie, ale nie chcę,
by jej niechęć do mnie przełożyła się na dziecko.
Nie mamy żadnej konkretnej terapii- po prostu jej tu nie ma.
Wszystko, co umie moje dziecko to moja zasługa i tego wybranego przedszkola.
Uczę go jak umiem – i widzę efekty. Mój 3,8 latek nauczył się wszystkich
kolorów, ubrań, zabawek, zaimków, zwrotów grzecznościowych. Umie odpowiedzieć
na proste pytania. Umie sam się ubrać, sam dba o higienę i czystość. Sam je.
Sam obsługuje komputer, Mówi coraz więcej i być może, być może, autyzm uda
nam się pokonać. A wczoraj logopeda wypaliła mi, że powinnam już zacząć się
zastanawiać, czy moje dziecko pójdzie do szkoły integracyjnej, czy szkoły
specjalnej! Moje dziecko, które jest w górnej granicy normy intelektualnej! (
To nie moja interpretacja, tylko specjalistów, chociaż modliłam się, żeby
autyzm nie szedł, jak to zwykle bywa, w parze z upośledzeniem umysłowym) I
powiedziała że źle go uczę, bo nie zaczyna się nauki od pracy na programach
komputerowych, gdyż testy do szkoły są na papierze i nikt go nie będzie badał
inaczej! A ja go uczę tak, żeby nauczył się jak najwięcej i w sposób, który
jest i najciekawszy dla niego i przynosi najlepsze rezultaty!
Zaczynam sądzić, ze jestem cyborgiem – bez prawa do płaczu, do
użalenia się czasem nad sobą, z heroiczną postawą, z absurdalnym
poświęceniem, z cierpliwością nie tylko do mojego dziecka ale i ludzi i
biurokracji…
Obserwuj wątek
    • montechristo4 Re: Matki cyborgi 06.12.06, 12:18
      Imienniczko, jak ja Cię rozumiem... Moje dziecko nie jest co prawda
      autystyczne, ale również inne. ADHD + nerwica. Wczesniak z uszkodzonym mózgiem.
      Świetnie rozwinięty intelektualnie, fizycznie. Nie widać po nim choroby - na
      pozór. I tylko te komentarze o rozwydrzonym dziesięciolatku, kiedy akurat ma
      atak szału sad
      Czasem myslę - choć może nie do konca odpowiedzialnie - że może byłoby lepiej,
      gdyby nie chodził, byłoby łatwiej. Od dziecka na wózku nikt nie wymaga
      biegania.
      Też mam czasami poczucie, że muszę być matką cyborgiem i kiedy słyszę, że
      najlepiej byłoby gdybym poświęciła mu jeszcze więcej czasu, to nóż mi się w
      kieszeni otwiera. Ja wiem, gdybym nie pracowała, miała czas tylko dla niego
      byłoby lepiej. Ale nie mogę NIE pracować, chociażby po to żeby przez osiem
      godzin dziennie być kobietą, a nie tylko matką.

      Trzymam kciuki i serdecznie pozdrawiam, Magda
    • nisar Re: Matki cyborgi 06.12.06, 12:20
      Magdusiu!
      Nie będę Ci pisać pierół o tym jaka jesteś dzielna i jak wspaniale sobie
      radzisz, bo w sytuacjach w których chodzi o naszych bliskich nie mamy innej
      możliwości (przećwiczyłam przy raku mojej mamy), musimy sobie dawać radę. Po
      prostu.
      Potrafię sobie wyobrazić jak bardzo boli to że synek jest chory (córkę
      rehabilitowałam Vojtą prawie rok, wiem jak to jest gdy nadzieja miesza się ze
      zwątpieniem), jak bolą wścibskie spojrzenia ludzi i ich chamskie komentarze.
      O tym, że powinnaś je olewać na pewno wiesz. To że nie zawsze się to udaje -
      wiemy obie.
      Dobrze, że pracujesz i że Twoje życie nie sprowadza się tylko do synka - myślę
      że gdybyś zrezygnowała z pracy szybko byś się wypaliła.

      Mam nadzieję, że masz komu tak zwyczajnie się wyryczeć na ramieniu, komuś kto
      nie będzie Cię pouczał, ale otrze Ci łzy i zrobi herbaty z cytryną.

      I mam nadzieję, że będziesz uczyła się co dzień czerpać siłę z postępów synka,
      bo to wielka sprawa.

      Przytulam Cię mocno.
    • iziula1 Re: Matki cyborgi 06.12.06, 13:18
      Magdo wzruszył mnie Twój post.Jego wymowa,szczerość, brak mi słów.
      Nie umiem ując tych wszystkich uczuć jakie we mnie wywołał.Rozymiem tylko
      bezradnośc i kamienną ściane biurokracji i ludzką bezduszność z jaką musisz się
      spotykać.Czasem ludzie nie rozumieja,że ktoś jest chory.A najłatwiej
      skrytykować i odwrócić się plecami.
      Pozdrawiam i zycze Wam (tobie i synkowi) abyście zawsze trafiali na ludzi z
      otwartym sercem.
      Iza
      • 76kitka Re: Matki cyborgi 06.12.06, 14:19
        Niektórzy potrzebują wtłoczyć ludzi w schematy, ramki i tabelki. Pracuj z małym skoro widzisz efekty. Część metod terapii wymyślili rodzice, skoro Twojemu synkowi to pomaga ćwicz z Nim jak potrafisz. Twoja intucja jest więcej warta niż niejeden tytuł naukowy.
    • cathy1976 Re: Matki cyborgi 06.12.06, 14:34
      bardzo mnie wzruszyłm Twoj post.
      Naprawdę bardzo.
      I rozumiem Cie poniekąd, bo moj siostrzeniec jest podejrzewany o zespół
      Aspergera. Nie jest jeszcze zdiagnozowany, ale wszelkie objawy na to wskazują.
      I niby wszytsko jest w porządku, ale on jest po prostu innych od reszty dzieci
      i czasem przez to bardzo zle oceniany.
      Moja siostra tez jest Magda, wiec tym bardziej, to co napisalas zrobilo na mnie
      wrazenie. I uwazam, ze Twoja intuicja na pewno podpowiada Ci dobrze- wiec idz
      dalej ta drogą i bądz taka dzielna jak do tej pory.
      Pozdrawiam bardzo ciepło
    • pimenta Re: Matki cyborgi 06.12.06, 14:41
      Nie jestem ultraforumowiczka. Czytam , czasem cos odpisze. Ale Ciebie i Twojego
      Kubusia kojaze. Pamietam twoje posty, ostatnio cieszylas sie, ze
      powiedzial "kocham Cie Mamo". Jestem pewna ze kiedys napiszesz, ze wam sie
      udalo pokonac te chorobe! Trzymam kciuki! Sluchaj rad specjalistow ale wyciagaj
      wlasne wnioski, bo to ty jestes jego matka. I nie win sie, ze pracujesz. Musisz
      pracowac, zeby nie zwariowac.
      Sciskam mocno!!!!
    • gemmavera Re: Matki cyborgi 06.12.06, 15:14
      Magda, kiedyś na forum dzieci.org wyczytałam coś, co do mnie przemówiło, a
      potem jeszcze usłyszałam coś podobnego od neurologa. Mianowicie trzeba przestać
      patrzeć na swoje dziecko jak na chore. Ono po prostu inaczej funkcjonuje -
      inaczej widzi rzeczywistośćć, inaczej odbiera wiele rzeczy. I reszcie świata
      wara od tego.
      Nie kładź akcentu na to, że Kuba jest chory i że ludzie na ulicy o tym nie
      wiedzą, a więc się czepiają jego zachowania.
      On po prostu jest taki, jak jest - nie pozostaje Ci nic innego, jak olać durne
      komentarze i to, co inni myślą.

      Kiedyś się zastanawiałam, czy jest sens opowiadać różnym ludziom, że moja córka
      ma ZA. Np. słynnej już wink pani z mięsnego, która co jakiś czas zwraca mi uwagę,
      że "takie duże dziecko powinno już zwracać się do obcej osoby per pani". No
      pewnie, że powinno - ale qrde jakoś nie potrafi się nauczyć. smile)
      Ale uznałam, że to bez sensu - nie będę obcej babie niczego opowiadać, bo to
      nie ma sensu. Niech se myśli co chce, mam to gdzieś.

      Chodzi mi o to, że moje dziecko po prostu jest takie, a nie inne. Dziwnych
      zachowań jest coraz mniej, ale kiedy już sie pojawiają, nie patrzę na nie jak
      na zaburzenia - tylko jak na cechy osobowości mojego dziecka. Bo to właśnie SĄ
      takie cechy!
      Trzeba na dziecko patrzeć jak na całość. To nie jest tak, że mamy w domu
      dziecko + jego zaburzenia, z którymi chodzimy na terapię - bo tego się nie da
      oddzielić. Bo właśnie owo inne funkcjonowanie, różniące się od tzw. normy,
      stanowi część tożsamości osoby z ZA czy HFA, po prostu.
      Przecież gdyby nie ZA, moja córka byłaby kimś innym - nie byłaby sobą w takiej
      postaci, w jakiej dziś ją znam i kocham. smile Nie byłaby moją Zuzką, która
      poproszona o zachowanie czegoś w tajemnicy przed bratem przychodzi do niego i
      mówi: "Wojtek, wiesz co, a ja ci nie powiem, że... (tu treść tajemnicy)" wink))

      Trzymaj się, pozdrawiam smile
      • haydut Re Magda!! 06.12.06, 21:20
        A ja ci zazdroszcze..ale wtakim dobrym slowa znaczeniu..
        Jestem wstawiona,przepraszan...nie pisze czesto ale dzis tajk sobie "uleje"
        Zazdroszcze Ci ,ze pracujesz,ze masz odskocznie,by po niej moc z ta wielka sila
        poswiecic sie dziecku...
        Moj starszy smyk ma niezdiagnozowane ADHD-walcze juz o niego kilka lat nigdzie
        pomocy,tylko belki pod nogi...czasem mysle,ze juz fiksuje...
        Nie moge isc do pracy,bo mlodszy ma bronchitis i co drugi tydzien jest
        hcory...boze ,wszystko na mojej glowie...mylzenstwo mi sie sypie...tak
        ccialabym pojsc do ludzi oderwac sie ,innym,swoezym spojrzeniem spojrzec na
        moje dzieci...
        coz z tego,ze nie pracuje-pomyslalby ktos:to masz kobieto czas zajac sie
        dziecmi ale mnie to wszystko przytlacza,wciaga w jakas wielka czarna dziure!
        Jestem jak w matni..walcze z wiatrakami,z panaia od swietlicy,z
        nauczycielkami,z mezem,z sama soba...jestem zla
        matka...niecierpliwa,wypalona,przytloczona...ja nawet nie mam tego ramienia na
        ktorym moglabym sie wyplakac...
        Ehhhh..upilam sie dzis tak sama ze swoimi demonami,masz racje nawet terapeutka
        mlodego ma jakies zastrzezenia do tego jak rozwiazuje problemy...
        bo to moze ja jestem tym PROBLEMEM...moze gdyby moj syn mial inna matke,nie
        miotalby sie tak!?Jestem sama w obcym kraju ,nie mam znajomych...to troche za
        duzo jak na mnie!
        Kocam mojego cudaczka i tego drugiego corowitego tez nad zycie..Nie jestem
        pijaczka...przepraszam,gdybym dzis cos nie dziabnela pewnie dalej dusilabym to
        w sobie...wiem jestem zalosna..to taka chwila zalamania,po kolejnym wybryku
        mojego cudaczka ale ulzylo mi troce,inaczej ciezko by mi bylo colowiek
        napisac,pewnie nie napisalabym nic...ale czuje,ze pekam,ze wiecej juz nie
        podolam.
        Rozwod cyba przede mna a ja sama -cybermama,ktora lzy lyka i przylepia sztuczny
        usmiech aby dziabagi nie widzialy,ze nie moga na mnie polegac,na tej silnej
        mamie...
        Przepraszam was dziewczyny,za ten haos..ale to moje zycie..
        • joanna35 Re: Re Magda!! 06.12.06, 23:17
          haydut trzymaj się, dasz radę
        • magdalenkaaa78 Re: Re Magda!! 07.12.06, 09:36
          haydut napisała:

          > A ja ci zazdroszcze..ale wtakim dobrym slowa znaczeniu..
          > Jestem wstawiona,przepraszan...nie pisze czesto ale dzis tajk sobie "uleje"
          > Zazdroszcze Ci ,ze pracujesz,ze masz odskocznie,by po niej moc z ta wielka
          sila
          >
          > poswiecic sie dziecku...


          Tu Cię doskonale rozumiem, nie wyborażam sobie, jak to będzie, jeśli umowa mi
          wygaśnie i nie przedłużą mi jej.

          > Moj starszy smyk ma niezdiagnozowane ADHD-walcze juz o niego kilka lat
          nigdzie
          > pomocy,tylko belki pod nogi...czasem mysle,ze juz fiksuje...

          To znam z autopsji.

          > Nie moge isc do pracy,bo mlodszy ma bronchitis i co drugi tydzien jest
          > hcory...boze ,wszystko na mojej glowie...mylzenstwo mi sie sypie...tak
          > ccialabym pojsc do ludzi oderwac sie ,innym,swoezym spojrzeniem spojrzec na
          > moje dzieci...

          Cóż, myślę, że moje też się sypie z tej prostej przyczyny, że mijamy się
          czasowo i w podejściu do syna.

          > coz z tego,ze nie pracuje-pomyslalby ktos:to masz kobieto czas zajac sie
          > dziecmi ale mnie to wszystko przytlacza,wciaga w jakas wielka czarna dziure!
          > Jestem jak w matni..walcze z wiatrakami,z panaia od swietlicy,z
          > nauczycielkami,z mezem,z sama soba...jestem zla
          > matka...niecierpliwa,wypalona,przytloczona...ja nawet nie mam tego ramienia
          na
          > ktorym moglabym sie wyplakac...

          O patrz, to opis mojego stanu wink

          > Ehhhh..upilam sie dzis tak sama ze swoimi demonami,masz racje nawet
          terapeutka
          > mlodego ma jakies zastrzezenia do tego jak rozwiazuje problemy...

          Kuby logopeda też ma. Ale ja wiem lepiej.

          > bo to moze ja jestem tym PROBLEMEM...moze gdyby moj syn mial inna matke,nie
          > miotalby sie tak!?Jestem sama w obcym kraju ,nie mam znajomych...to troche za
          > duzo jak na mnie!
          > Kocam mojego cudaczka i tego drugiego corowitego tez nad zycie..Nie jestem
          > pijaczka...przepraszam,gdybym dzis cos nie dziabnela pewnie dalej dusilabym
          to
          > w sobie...wiem jestem zalosna..to taka chwila zalamania,po kolejnym wybryku
          > mojego cudaczka ale ulzylo mi troce,inaczej ciezko by mi bylo colowiek
          > napisac,pewnie nie napisalabym nic...ale czuje,ze pekam,ze wiecej juz nie
          > podolam.

          Ależ dasz radę. Nie masz wyboru. ja też czasem drinkuję : z piątku na sobotę.
          Dwa kubki grzańca ostatnio. Czasem mam ochotę niemyśleć. A tu nawet upić się
          nie da, bo rano trzeba wstać do dziecka. No, ale to tylko dobrze.

          > Rozwod cyba przede mna a ja sama -cybermama,ktora lzy lyka i przylepia
          sztuczny
          >
          > usmiech aby dziabagi nie widzialy,ze nie moga na mnie polegac,na tej silnej
          > mamie...

          Własnie tego nie rozumiem. Dlaczego zawsze to ja mam być ta silna i ta, ktora
          wszystko rozumie. Z drugiej strony... jeśli nie Ty będziesz silna to nikt za
          Ciebie nie będzie. I ta perspektywa cyborga przytłacza mnie. Obowiązek bycia
          silną.

          > Przepraszam was dziewczyny,za ten haos..ale to moje zycie..

          Nie wiem, za co kobieto przepraszasz.
          • mami2 Re: Re Magda!! 07.12.06, 10:15
            Większość ojców chyba nie chce/nie umie sie pogodzić kiedy okazuje się że
            dziecko jest "inne"- zwłaszcza w przypadku chorób z zaburzeniami
            psychologicznymi/psychicznymi. Magdalenko, sama pisałas ze Twój mąż uważa ze to
            wymysł nawiedzonych mam...mój mąż tez nigdy sie nie pogodził ze synek jednak ma
            pewne zaburzenia. U nas nawet jak dziecko miało zdiagnozowany przez USG wylew
            do mózgu to stwierdził, że trzeba jeszcze raz badanie powtórzyć , bo być moze
            lekarz się myli..i tak zrobiliśmy i oczywiscie drugie usg robione przez
            technika a nie neurologa (jak w pierwszym przypadku) nie wykazało zmian...To
            było potwierdzenie dla niego ze syn jest zdrowy, tylko ja mu wymyślam chorobę.
            I tak jest do dzis. Tez się załamuje czasami. Najtrudniej jest mi z rodziną
            męza własnie (dziadkami dziecka), którzy niczego złego nie widzą- jedynie moje
            błędy wychowawcze. Synek poszedł do normalnego przedszkola. Na początku było
            bardzo, bardzo źle, ale widze ze sie aklimatyzuje. Moze w jego przypadku
            naprawde potrzeba mu duzo wiecej czasu na akceptacje i moze to tylko tyle. Ale
            ja wiem ze nie. Ze po prostu cos tam w nim siedzi nieodgadnionego.
            Kiedys jak był jeszcze bardzo mały, to miałam w sobie tyle siły zeby cos
            zmienic, cos dla niego zrobić. Chciałam poruszyć niebo i ziemie. Myślałam o
            załozeniu stowarzyszenia, ale to pewnie adrenalina poporodowa jeszcze była. Z
            czasem zapał uleciał, bo trzeba sie było zając zarabianiem pieniędzy, praniem,
            gotowaniem,starszą córką która tez przeciez potrzebuje mojej opieki i tez jest
            niestety przewlekle chora...posrane to zycie, jak boga kocham i tylko tyle mam
            do powiedzenia...uncertain
          • haydut Re: Re Magdalenkaaa78 07.12.06, 12:39
            Tak sie ciesze,ze zrozumialas moj wczorajszy belkotsmile)
            Ciesze sie bardzo,ze moglam Cie poczytac,to mi uzmyslawia,ze wcale nie mam tak
            zle,ze nie jestem sama,ze inne kobiety tez borykaja sie z problemami...
            Z drugiej strony jest to przykre,dlaczego w tej walce o nasze dzieci tak duzo z
            nas pozbawione jest wsparcia najblizszej nam osoby-meza!!
            Tak wiele z tego co napisalas trafia do mnie,tak wiele przezywam na codzien.
            Takie zycie:codziennie spalam sie i codziennie powstaje z popiolu-jak ten
            feniks.
            Jest ciezko ale walcz o swojego malucha...
            Zycze Ci anielskiej cierpliwosci i wytrwalosci w dazeniu do celu, bo sile
            charakteru to masz nadludzka.
            Pozdrawiam cie bardzo serdecznie!smile)
    • demarta magdalenkooooooooooo 06.12.06, 23:32
      jesteś przewspanialą, silną kobietą, masz dziecko równie wspaniałe, jak ty sama.
      i z całego serca życzę ci zobojętnienia na ludzi bez serca, braku zrozumienia
      dla ludzi nierozumnych, i jak najwięcej uśmiechniętych, szczerych i gotowych do
      pomocy ludzi w waszym otoczeniu.

      wiem, ze to trudne, ale postaraj sie olać i urzędowość i czysta ludzką
      ciekawość, która nie jest pomocna, ale wręcz stawia kolejne granice, problemy,
      bariery przed twoim dzieckiem.

      to twój aniołek jest najważniejszy i nie pozwol zwyrodnialcom zagościć w twoim
      sercu, emocjach nadłużej. to ON jest najważniejszy, a cały świat dookoła olać,
      os@ać i zerzygać się na to.

      jesteś dla mnie taką mamą (twojego synka), o jakiej całe życie marzyłam dla
      siebie samej.....
      • satyrka Re: magdalenkooooooooooo 07.12.06, 08:16
        Dziewczyno tak silnej kobiety jak Ty nie spotkałam w swoim zyciu, życzę Ci z
        całego serca aby bezduszność urzędasów i nas ludzi więcej was nie dotykała. mam
        nadzieję że Kubuś dalej bedzie robił tak wielkie postepy jak do tej pory a Ty
        znajdziesz dość siły by podołać zadaniu jakim jest wychowanie syna i
        zapewnienie mu jak najlepszych ku temu warunków.
        JESTESCIE WIELCY
        pozdrawiam serdecznie
        • magdalenkaaa78 Re: magdalenkooooooooooo 07.12.06, 09:25
          W tym fakt, że ja wcale silna nie jestem. I zawsze dziwię się matkom, ktorę tę
          siłę w sobie znajdują. takie parcie do przodu bez załamań i zwątpienia i bez
          pomocy wydaje mi się jakieś... odczłowieczone.
          I nie takiej matki Kubie życzyłam. Co to za matka, która wie, że jest gdzieś
          terapia a nie może na nią pojechać, bo ją na tę terapię po prostu nie stać?
          I tak naprawdę to jestem z tym sama. Mój mąż pracuje po 10, ostatnio nawet 14
          godz na dobę. Jak pisałam kiedyś - przed ślubem podzyrował sporą kwotę, tamten
          facet nic nie spłacił, komornik wszedł mężowi na pensję, zabiera niemało.
          Mieszkanie mamy wynajęte. Tak więc mąż w drugim progu podatkowym a pieniędzy
          nigdy nie ma i jego też w zasadzie nie ma.
          Nie umiem nic załatwić. Nie umiem nawet sensownie pogadać. Jak mam załatwić coś
          przez trelefon, plącze mi się język i zaczynam się jąkać. Kiedyś nawet miałam
          okres, gdy pisałam sobie na kartce, to, co mam powiedzieć, łącznie z:"dzień
          dobry".
          Brakuje mi wsparcia. Brakuje znajomych. Do niektórych nie chodzę, bo denerwuje
          mnie ich nastawienie do mnie ( typu: co tak się martwisz, wyrośnie ) do
          kilku... moja , wydawało mi się, dobra koleżanka... Jej syn też ma autyzm, jest
          w wieku Kuby. Świadomie zrezygnowała z kontaktów ze mną, gdyż "poada w
          kompleksy, gdy widzi, ze Kuba lepiej funkcjonuje".
          Wspomnianą już herbatę robię sobie sama - mąż przychodzi na tyle późno, że to
          on oczekuje herbaty i nie tylko. He, świetne zrozumienie : ostatnio mi
          powiedział, że mam dobrze, pracuję od 8 do 16 a potem wypoczywam!
          Zresztą on uważa, że wszyscy mający "psycho" w nazwie ( psycholog, psychiatra )
          są psychiczni a autyzm jest wymysłem sfrustrowanych matek, nie mających innych
          problemów i tym tłumaczacych swoją nieudolność wychowawczą. Staram się tego
          generalnie nie słuchać, choć czasem wkurza mnie jak mówi, że to moja wina uncertain
          Po cichu przyznam się, że czasem ryczę, chociaż już ostatnio mniej. Za to
          miałam okres, gdy na ciekawe spojrzenia i złośliwe komentarze reagowałam
          agresją i potrafiłam wypalić do gapiących się na Kubę : A co to, atrakcja
          turystyczna? Do ZOO jak chcesz coś oglądać! Ostatnio staram się pomijać
          wszystko milczeniem. Chociaż może nie powinnam, może właśnie powinno się
          ujawniać emocje...
          Satyrka, jesteś my tacy mali wobec naszych problemów i świata. Niestety.
          • joanna35 Re: magdalenkooooooooooo 07.12.06, 09:51
            Właśnie ten brak wsparcia, to wyobcowanie jest najgorsze. Gorsza już chyba
            jest tylko "strusia" postawa męża, która to poczucie osamotnienia pogłębia.
            Pozdrawiam Cię magdalenkooo serdecznie.
        • magdalenkaaa78 Re: magdalenkooooooooooo 07.12.06, 09:25
          W tym fakt, że ja wcale silna nie jestem. I zawsze dziwię się matkom, ktorę tę
          siłę w sobie znajdują. takie parcie do przodu bez załamań i zwątpienia i bez
          pomocy wydaje mi się jakieś... odczłowieczone.
          I nie takiej matki Kubie życzyłam. Co to za matka, która wie, że jest gdzieś
          terapia a nie może na nią pojechać, bo ją na tę terapię po prostu nie stać?
          I tak naprawdę to jestem z tym sama. Mój mąż pracuje po 10, ostatnio nawet 14
          godz na dobę. Jak pisałam kiedyś - przed ślubem podzyrował sporą kwotę, tamten
          facet nic nie spłacił, komornik wszedł mężowi na pensję, zabiera niemało.
          Mieszkanie mamy wynajęte. Tak więc mąż w drugim progu podatkowym a pieniędzy
          nigdy nie ma i jego też w zasadzie nie ma.
          Nie umiem nic załatwić. Nie umiem nawet sensownie pogadać. Jak mam załatwić coś
          przez trelefon, plącze mi się język i zaczynam się jąkać. Kiedyś nawet miałam
          okres, gdy pisałam sobie na kartce, to, co mam powiedzieć, łącznie z:"dzień
          dobry".
          Brakuje mi wsparcia. Brakuje znajomych. Do niektórych nie chodzę, bo denerwuje
          mnie ich nastawienie do mnie ( typu: co tak się martwisz, wyrośnie ) do
          kilku... moja , wydawało mi się, dobra koleżanka... Jej syn też ma autyzm, jest
          w wieku Kuby. Świadomie zrezygnowała z kontaktów ze mną, gdyż "poada w
          kompleksy, gdy widzi, ze Kuba lepiej funkcjonuje".
          Wspomnianą już herbatę robię sobie sama - mąż przychodzi na tyle późno, że to
          on oczekuje herbaty i nie tylko. He, świetne zrozumienie : ostatnio mi
          powiedział, że mam dobrze, pracuję od 8 do 16 a potem wypoczywam!
          Zresztą on uważa, że wszyscy mający "psycho" w nazwie ( psycholog, psychiatra )
          są psychiczni a autyzm jest wymysłem sfrustrowanych matek, nie mających innych
          problemów i tym tłumaczacych swoją nieudolność wychowawczą. Staram się tego
          generalnie nie słuchać, choć czasem wkurza mnie jak mówi, że to moja wina uncertain
          Po cichu przyznam się, że czasem ryczę, chociaż już ostatnio mniej. Za to
          miałam okres, gdy na ciekawe spojrzenia i złośliwe komentarze reagowałam
          agresją i potrafiłam wypalić do gapiących się na Kubę : A co to, atrakcja
          turystyczna? Do ZOO jak chcesz coś oglądać! Ostatnio staram się pomijać
          wszystko milczeniem. Chociaż może nie powinnam, może właśnie powinno się
          ujawniać emocje...
          Satyrka, jesteś my tacy mali wobec naszych problemów i świata. Niestety.
    • e_r_i_n Re: Matki cyborgi 07.12.06, 08:16
      Magda, trzymam kciuki za postępy Kuby. Powiedz mi tylko, czy nie masz
      mozliwosci chodzić z nim na terapię do jakiejś poradni psych - pedagog?
      • magdalenkaaa78 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 09:09
        Terapia...
        ostatnio w jednym z tygodników pojawił się artykuł o autystyach, poruszona był
        także kwestia terapii. Mądry pan ( przez grzeczność nie podam nazwiska )
        stwierdził autorytatywnie, iż w naszym kraju co drugie dziecko ma dostęp do
        fachowej, kompleksowej terapii. Powinnam zatem stwiedzić, że moje dziecko nie
        łapie się w statystyki. Ale to też nieprawda. Myślę,że u nas terapię ma co 10
        dziecko. Wg raportu autyzm ma jedno dziecko na 10 tyś! O ile wiem, statystyki z
        innych krajów mówią o jednym dziecku na 250 z pełnymi objawiami i jednym na 80
        z szeroko pojmowanym spectrum autystycznym.
        Biorąc pod uwagę fakt, że na diagnozę czeka się około roku ( trochę krocej ,
        jesli w momencie zgłoszenia dziecko ma mniej niż 3 lata )i wiele rodziców nie
        diagnozuje dzieci... U nas w Siedlcach nie ma ani jedej osoby czy poradni
        potrafiącej zdiagnozować autyzm. "Nasza" psychiatra dziecięca autyzmu u Kubusia
        nie widzi. Mimo, że mam dwie potwierdzające diagnozy.
        Diagnozowałam Kubę w lutym tego roku w Scolarze - koszt samej diagnozy 560 zł (
        wywiad z rodzicami, dwie wizyty obserwacyjne, przekazanie diagnozy) Godzina
        terapii indywidualnej - około 120 zł. Zarabiam 860 zł netto... Nie zdecydowałam
        się na Scolara szczególnie, że to też w warszawie, kiedy ja mam dojeżdzać...
        Zresztą nawet, załóżmy, że dojeżdzam.... Po dwóch godzinach w autobusie Kuba
        nie nadaje się do pracy. Bo tak, to nie zabawa, to praca z terapeutą obliczona
        na czas i efekt.
        Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie ( diagnoza : brak autyzmu z
        czerwca tego roku ) nie przyjmuje dzieci na terapię.
        Logann - świetna sprawa, ale też w Warszawie ( badany przez neurologopedę
        został skierowany do nich na terapię jako dziecko nie-autystyczne ) terapia
        częsciowo płatna, ale co to jest 25 zł za 30 min ( terapia grupowa dla dzieci z
        zaburzeniami mowy) Niestety, grupa zostaje rozwiązana a na dodatek też musiałam
        dojeżdzać i to w tygodniu...szef był przeszczęsliwy...
        Osławiony Synapsis... ( diagnoza z poniedziałku: autyzm wysokofunkcjonalny w
        stanie poprawy ) nie przyjmuje już dzieci. hehehe, podali mi adresy prywatnych
        placówek. Koszt treningu słuchowego ok 2000 zł za jedną część. Nie stać mnie.
        Poradnia Psychologiczno Pedagogiczna u nas w Siedlcach autyzmu nie potwierdza,
        ale nie chce kwestionować autorytetów. Wydaje mi skierowanie do przedszkola
        integracyjnego, z ktorego świadomie rezygnuję ( pisałam o tym kiedyś ) Nie
        proponują mi ( mam na piśmie ) wspomagania psychologa ( "PO co?" ) Mamy terapię
        logopedyczną - raz góra dwa razy w miesiącu po godzinie. Nie ma więcej miejsc.
        Chodziłam z nim jeszcze do poradnii takiej niepublicznej, ale musiałam
        zrezygnować, gdyż logopeda powiedziała, że oni tak małe dzieci odszyłają, gdyż
        mają za drogi sprzęt w gabinecie nieprzystosowanym do pracy z dziećmi ( sic! )
        Nie wiem, może ja jestem niezaradna i nie umiem szukać pomocy...
        U nas jest jeszcze logopeda w Związku głuchych, ale to , co zademonstrowała
        neurologopeda to nawet nie były ćwiczenia prelogopedyczne, a poza tym ... 15
        min raz na dwa tygodnie...Poza tym nie mogę chodzić do 5 fachowców o tej samej
        specjalizacji!
        Synapsis mi kazał poszukać osobę, która Kubie napisze program, sekwencje i
        będzie koordynować działania innych rehabilitantów. Buhahaha. Nie wiem, gdzie
        takiej szukać. Albo inaczej : wiem. To ja jestem taką osobą.
        Staram się u Specjalistyczne Usługi Opiekuńcze - mam zalecane 20 godz
        tygodniowo. Baba odpowiada, że nie mają godzin!
        Tak więc pracę organizuję sobie sama. Kolorów np. uczyliśmy się na "wesołej
        lokomotywie" ( program komputerowy ), liter na "sokratesie 101" cyfr.... na
        tablicach rejestracyjnych samochodów. zwierzątek na ksiązeczkach. Sciągnęłam
        sobie opracowania ćwiczeń logopedycznych. Co jakiś czas w miarę możliwości
        kupuję jakiś program komputerowy. Mam cały stos ksiązek o terapii
        logopedycznej. staram się opracować jakieś zagadnienie - np przeciwieństwa.
        Potem zbieram materiały - z netu, zdjęcia, wycinam z gazet. I uczymy się.
        kupiłam mały stoliczek w Ikei, siadamy i ćwiczymy. Aż do opanowania. I następna
        rzecz.
        No i tak to wygląda....
        • e_r_i_n Re: Matki cyborgi 07.12.06, 09:19
          Straszne uncertain. Pytam, bo moja mama prowadzi terapie autystycznych dzieci wlasnie
          w ramach swojej pracy w PPP. Stad moje zdziwienie. A Instytut Eriksonowski w
          Łodzi?
          • magdalenkaaa78 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 09:27
            Wiesz, daleko mam do warszawy, gdzie na dodatek mam rodzinę i mogę się
            przespać. Do Łodzi mam duuuużo dalej. a nawet nie mam prawa jazy ( Trzy lata
            temu mieliśmy wypadek samochodowy, spadliśmy do lasu, skasowaliśmy wielkie
            audi, od tej pory wolę jeżdzić PKSem ). Poza tym, jak już pisałam - te dojazdy
            są męczące nawet dla dorosłego, a do dopiero dla małego dziecka, ktore potem
            jeszcze musi usiąść, skoncentrować się i pracować.
            • e_r_i_n Re: Matki cyborgi 07.12.06, 09:38
              To wiem, ale moze jakies konsultacje chociaz? Wtedy wizyty bylyby raz na jakis
              czas.
              • magdalenkaaa78 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 09:58
                A tak mniej więcej jak by to mogło wyglądać?
                • e_r_i_n Re: Matki cyborgi 07.12.06, 11:04
                  Szczegółow Ci nie podam, musiałabym z mamą porozmawiac smile Wiem natomiast, ze
                  jest to praktykowane.
    • blou1 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 09:21
      Podziwiam Cię za Twoją siłę, wolę walki o dziecko, nie zniechęcanie się i
      wytrwałość.
      Pozdrawiam was oboje!!
    • mama_kotula Re: Matki cyborgi 07.12.06, 09:53
      Madziu, przytulam mocno. Jesteś wielka i wiedz o tym.

      Wiem, co przeżywasz, bo mam syna ze świeżo zdiagnozowanym ZA, w wieku 3,5 roku i
      też czasem miałam ochotę coś powiedzieć osobom komentującym jego zachowanie i
      moją "nieudolność wychowawczą", bo przecież to "musi być matki wina, że
      rozwydrzone dziecko kładzie się w progu sklepu i wyje...", pluje na widok
      rówieśników i nieuprzejmie nie odpowiada na "cześć".
      Właśnie zaczynamy terapię - oczywiście prywatnie uncertain
      • magdalenkaaa78 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 09:57
        Możesz mi powiedzieć, co to będzie za terpia? Nawet nie szczegółowo, ale
        ogólnie?
        3,5 lat to i tak wcześnie jak na diagnozę ZA, podobno nie da się tego tak
        dobrze wcześnie zdiagnozować.
        Prywatnie, no tak, jakże by inaczej...
        • mama_kotula Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:07
          magdalenkaaa78 napisała:

          > Możesz mi powiedzieć, co to będzie za terpia? Nawet nie szczegółowo, ale
          > ogólnie?
          > 3,5 lat to i tak wcześnie jak na diagnozę ZA, podobno nie da się tego tak
          > dobrze wcześnie zdiagnozować.

          Owszem, powiedziano mi, że 95% przesłanek przemawia za ZA - bo syn ma bardzo
          wiele cech spektrum autystycznego, i mimo tej niedoskonałości diagnozy terapia
          nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie smile)
          Co do szczegółów - przyznam szczerze, że nie wiem, w przyszłym tygodniu jedziemy
          do Wrocławia na pierwsze spotkanie "terapeutyczne" ze specjalistką; ogólnie
          wiem, że ma to być terapia zachowań społecznych, czyli tzw. "ćwiczenie
          historyjek", opisujących pewne sytuacje, w których młody się nie odnajduje
          (choćby powitanie, włączenie się do zabawy, ćwiczenie bliskości rówieśników
          itd.), oczywiście będzie trzeba również ćwiczyć poza spotkaniami ze specjalistką.
          U nas jeszcze dochodzą nadzwyczajne zdolności i wysoki poziom inteligencji,
          wiedza na poziomie przeciętnego 6-7-latka, co też stanowi barierę w kontaktach
          społecznych, np. w przedszkolu.

          Jak chcesz, po spotkaniu skontaktuję się z tobą na priv i napiszę ci, jak to
          wygląda.
          • magdalenkaaa78 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:25
            Wygląda, że to będzie ciekawa terapia i to dopasowana do potrzeb. Gratuluję.
            I cieszę się, że masz dziecko, które jest zdolne i ma szansę smile
            I proszę, napisz mi, jak to spotkanie wyglądało.
    • agastrusia Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:20
      magdalenkaaa78 napisała:

      > O tatusiów mniej – podobno 8 małżeństw na 10 z dzieckiem niepełnosprawnym
      > rozwodzi się. Wygląda zatem, że życie z dzieckiem chorym jest trudne. Bardzo
      > trudne i spora część tatusiów nie wytrzymuje tej presji i obciążenia a także
      > ograniczeń, jakie takie życie niesie.

      Spora część tatusiów nawet nie stara się aby te trudy znieść tylko olewa sprawe
      zabierając dupe w troki.
      • joanna35 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:24
        agastrusia napisała:

        > magdalenkaaa78 napisała:
        >
        > > O tatusiów mniej – podobno 8 małżeństw na 10 z dzieckiem niepełnosp
        > rawnym
        > > rozwodzi się. Wygląda zatem, że życie z dzieckiem chorym jest trudne. Bar
        > dzo
        > > trudne i spora część tatusiów nie wytrzymuje tej presji i obciążenia a ta
        > kże
        > > ograniczeń, jakie takie życie niesie.
        >
        > Spora część tatusiów nawet nie stara się aby te trudy znieść tylko olewa
        sprawe
        > zabierając dupe w troki.

        Osobiście uważam, że jest to dużo bardziej uczciwa postawa niż udawanie, że
        się dzieli obowiązki tkwiąc w rodzinie i podnosząc żonie adrenalinę. Chociaż
        miedzy Bogiem a prawdą dzięki "dostarczanej" w taki sposób adrenalinie
        odnajdywałam w sobie siły, kiedy myślałam, że już nie dam rady.
        • magdalenkaaa78 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:29
          >
          > Osobiście uważam, że jest to dużo bardziej uczciwa postawa niż udawanie, że
          > się dzieli obowiązki tkwiąc w rodzinie i podnosząc żonie adrenalinę. Chociaż
          > miedzy Bogiem a prawdą dzięki "dostarczanej" w taki sposób adrenalinie
          > odnajdywałam w sobie siły, kiedy myślałam, że już nie dam rady.


          Dla mnie to nie jest uczciwe. Poza tym mnie raczej dołuje taka postawa: rób co
          chcesz, tylko mnie daj spokój i mnie do tego nie mieszaj. Mam zapał, coś mi się
          udało, chcę się podzielić jakimś sukcesem - a tu dooopa, dostaję kopniaka.
          Entuzjazm opada. Albo odwrotnie, ale tu już się nauczyłam, ze należy zacisnąć
          zęby i nie przyznawać się do problemów, by nie doczekać się radosnego: Nie
          wiem, dlaczego tylko tobie to się przytrafia.
          Myślę sobie, że gdyby Kuba był zdrowy to może i nasze małżeństwo
          funkcjonowałoby lepiej. Ale potem nadchodzi ściskajaca gardło refleksja: jak
          nie dziury w moście to dziury w serze, zawsze jest się do czego przyczepić.
          Poza tym obarczać dziecko winą za własne niepowodzienia, za błędy, za
          nieprzemyslane decyzje...toż to paranoja.
          • joanna35 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:36
            Magdalenkooo przeczytaj jeszcze raz - ja dokładnie o tym pisałam wyżej tylko
            ograniczyłam się do wniosków końcowych. Skoro facet nie jest w stanie, nie chce
            mu się - jak zwał tak zwał uczestniczyć w problemach dziecka, a na dodatek
            podcina matce skrzydła to niech odejdzie. Określenie "samotna matka " nie
            dotyczy tylko tych mam, które w taki czy inny sposób straciły męża. JA jestem
            taką samotna matką mimo, że mam męża, bo jakoś nie potrafię się zachwycić samym
            faktem jego biernej obecności w życiu moich dzieci. Wiem jedno - mój chory syn
            ma 6lat - gdybym dzisiaj dowiedziała się, że umieram nie ma jednej osoby, do
            której miałabym zaufanie w kwestii opieki nad moimi dziećmi - tak zdrowym, jak
            chorym - wliczając do tych osób ich ojca. Ciężko się żyje z taką świadomością.
        • agastrusia Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:31
          No sorry ale to jest dziecko obojga - bociany dzieci nie przynoszą. Jak by było
          zdrowe to byłoby wspaniale i byłbym super tatusiem ale że jest chora to radź
          sobie sama - też mi uczciwość - to jest chamstwo a nie uczciwość.
          • joanna35 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:38
            Facet, który dorósł do "posiadania" zdrowego dziecka poradzi sobie wcześniej
            czy później z zaakceptowaniem chorego.
          • mama_kotula Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:42
            agastrusia napisała:

            > No sorry ale to jest dziecko obojga - bociany dzieci nie przynoszą. Jak by było
            > zdrowe to byłoby wspaniale i byłbym super tatusiem ale że jest chora to radź
            > sobie sama - też mi uczciwość - to jest chamstwo a nie uczciwość.

            Wiesz, ja na to patrzę inaczej nieco.
            Uczciwością jest przyznanie się do własnej niemocy - nie dam rady, nie jestem w
            stanie wychowywać chorego dziecka, nie umiem cię wesprzeć, nie czuję się na
            siłach. Nie mówię, że jest to właściwe, jest to przykre, cholernie przykre,
            burzy całkowicie poczucie bezpieczeństwa. Jednak z drugiej strony taki ojciec,
            odchodząc daje matce szansę, aby znalazła dla dziecka kogoś, kto odnajdzie się w
            roli ojca chorego dziecka. Trwając biernie przy żonie - matce chorego dziecka -
            albo co gorsza, podcinając jej skrzydła, wykazując się brakiem zrozumienia dla
            niej, dla jej wysiłków - ale siedząc przy niej na dupie - pozbawia ją tej szansy
            i skazuje na borykanie się z problemem dziecka w samotności (mimo, że przy jego
            boku).
            Mimo wszystko i tak źle, i tak niedobrze.
            • magdalenkaaa78 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:46

              >
              > Wiesz, ja na to patrzę inaczej nieco.
              > Uczciwością jest przyznanie się do własnej niemocy - nie dam rady, nie jestem
              w
              > stanie wychowywać chorego dziecka, nie umiem cię wesprzeć, nie czuję się na
              > siłach. Nie mówię, że jest to właściwe, jest to przykre, cholernie przykre,
              > burzy całkowicie poczucie bezpieczeństwa. Jednak z drugiej strony taki ojciec,
              > odchodząc daje matce szansę, aby znalazła dla dziecka kogoś, kto odnajdzie
              się
              > w
              > roli ojca chorego dziecka.


              ja nie wiem, czy są faceci ( a jesli są to raczej tak nieliczni, że nie
              mieszczą się w statystykach) którzy byliby gotowi zaakceptować i pokochać
              nieswoje dziecko.
              Poza tym... kiedy i gdzie taka matka ma szukać nowego partnera?

              Trwając biernie przy żonie - matce chorego dziecka -
              > albo co gorsza, podcinając jej skrzydła, wykazując się brakiem zrozumienia dla
              > niej, dla jej wysiłków - ale siedząc przy niej na dupie - pozbawia ją tej
              szans
              > y
              > i skazuje na borykanie się z problemem dziecka w samotności (mimo, że przy
              jego
              > boku).
              > Mimo wszystko i tak źle, i tak niedobrze.

              Zwiewa się tylko dla własnej wygody. jakież to altruistyczne: odchodzę, bo
              podcinam Ci skrzydła, beze mnie na pewno będzie Ci lepiej ;/
              >
            • joanna35 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:46
              mama_kotula napisała:

              > agastrusia napisała:
              >
              > > No sorry ale to jest dziecko obojga - bociany dzieci nie przynoszą. Jak b
              > y było
              > > zdrowe to byłoby wspaniale i byłbym super tatusiem ale że jest chora to r
              > adź
              > > sobie sama - też mi uczciwość - to jest chamstwo a nie uczciwość.
              >
              > Wiesz, ja na to patrzę inaczej nieco.
              > Uczciwością jest przyznanie się do własnej niemocy - nie dam rady, nie jestem
              w
              > stanie wychowywać chorego dziecka, nie umiem cię wesprzeć, nie czuję się na
              > siłach. Nie mówię, że jest to właściwe, jest to przykre, cholernie przykre,
              > burzy całkowicie poczucie bezpieczeństwa. Jednak z drugiej strony taki ojciec,
              > odchodząc daje matce szansę, aby znalazła dla dziecka kogoś, kto odnajdzie
              się
              > w
              > roli ojca chorego dziecka. Trwając biernie przy żonie - matce chorego
              dziecka -
              > albo co gorsza, podcinając jej skrzydła, wykazując się brakiem zrozumienia dla
              > niej, dla jej wysiłków - ale siedząc przy niej na dupie - pozbawia ją tej
              szans
              > y
              > i skazuje na borykanie się z problemem dziecka w samotności (mimo, że przy
              jego
              > boku).
              > Mimo wszystko i tak źle, i tak niedobrze.
              Dokładnie tak kotula, a dodatkowo u nas jest jeszcze tak, że ja "odwalam" całą
              robotę, a mój mąż spija śmietankę. Jak słyszę jak to "byliśmy, zrobiliśmy,
              ćwiczyliśmy" z dzieckiem to mam ochotę chwycić coś ciężkiego. No i ten podziw
              rodziny i otoczenia jakim on jest wspaniałym ojcem - nie wiem czy mam wtedy
              wybuchnąć płaczem czy roześmiać się w głos.
              • agastrusia Re: Matki cyborgi 07.12.06, 11:02

                > Dokładnie tak kotula, a dodatkowo u nas jest jeszcze tak, że ja "odwalam" całą
                > robotę, a mój mąż spija śmietankę. Jak słyszę jak to "byliśmy, zrobiliśmy,
                > ćwiczyliśmy" z dzieckiem to mam ochotę chwycić coś ciężkiego. No i ten podziw
                > rodziny i otoczenia jakim on jest wspaniałym ojcem - nie wiem czy mam wtedy
                > wybuchnąć płaczem czy roześmiać się w głos.

                Wiem że to nie moja sprawa ale skoro tak ci źle to czemu tkwisz przy swoim mężu?
                • joanna35 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 11:38
                  Z jednego prostego powodu - otóż to moje dziecko kocha ojca bardziej niż on
                  jego i gdybyśmy zamieszkali oddzielnie to mój mąż przychodząc na "widzenia"
                  zabierałby ze soba dziecko "prostsze w obsłudze" czyli zdrowe. Finanse
                  oczywiscie też sa nie bez znaczenia. Widzisz, życie w rodzinie z chorym
                  dzieckiem nie jest takie proste jak to się wydaje osobom, które znają je
                  jedynie z amerykańskiego kina familijnego, a mój mąż jest o lepszym mężem niż
                  ojcem,ale to też pewnie dlatego, że ja jestem dorosła i doskonale sobie radzę
                  bez niego, w przeciwieństwie do dzieci.
            • agastrusia Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:59
              Jakoś nie wyobrażam sobie szukania nowego taty mając na głowie chore dziecko,
              utrzymywanie domu i dbanie o ten dom - w takiej sytuacji brakuje czasu na
              wszystko a w szczególności na życie towarzyskie.
              • mama_kotula Re: Matki cyborgi 07.12.06, 11:27
                agastrusia napisała:

                > Jakoś nie wyobrażam sobie szukania nowego taty mając na głowie chore dziecko,
                > utrzymywanie domu i dbanie o ten dom - w takiej sytuacji brakuje czasu na
                > wszystko a w szczególności na życie towarzyskie.

                Agastrusia, ależ oczywiście - jest to utrudnione i nawet się o tym w pewnych
                chwilach nie myśli.
                Jednak wiesz, że masz na to szansę, jak nie teraz, to za kilka lat, gdy zrobi
                się nieco lżej. Trwając w niezdrowym związku, w którym partner jest poza
                problemami, jesteś pozbawiona szansy na zmianę i to działa demotywująco.
          • magdalenkaaa78 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:43
            Moje jest z kapusty ;p
            A tak poważnie, to Kubuś jest z ojcem bardzo związany. I wydaje mi się, że się
            obaj kochają.
            sądzę, że sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, niemożliwość szybkiego i
            kompleksowego załatwienia sprawy powoduje frustrację. Czynny . młody mężczyzna,
            przyzwyczajony do działania nie umie odszukać się w sytuacji, gdy czegoś nie
            można zmierzyć, dotknąć, powąchać, zalecić konkretnych leków a na efekty trzeba
            nie dość że długoi czekać to jeszcze z cierpliwością do nich dochodzić.
            Myślę, że to może przerastać i chyba nikogo nie umiem winić za to,ze nie daje
            rady. Szczególnie, gdy widzę, że jednak myśli, jednak pamięta, jednak się
            troszczy. Oczywiście nie na takim poziomie, jak bym chciała ( ale któż jest
            idelany ) niemniej jednak... Czasem myślę ( łudzę się? ) że maskuje
            szorstkością tę trudną miłość, na to nakłada się zmęczenie i brak czasu i efekt
            jest jaki jest...
            Nie wiem, czy łatwiej jest uciec czy łatwiej zostać. Na szczęscie mnie ten
            wubór został oszczędzony. ja będę zawsze i chociaż by nie wiem, co smile
            • agastrusia Re: Matki cyborgi 07.12.06, 11:08
              magdalenkaaa78 napisała:

              > sądzę, że sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, niemożliwość szybkiego i
              > kompleksowego załatwienia sprawy powoduje frustrację. Czynny . młody mężczyzna,
              > przyzwyczajony do działania nie umie odszukać się w sytuacji, gdy czegoś nie
              > można zmierzyć, dotknąć, powąchać, zalecić konkretnych leków a na efekty trzeba
              >
              > nie dość że długoi czekać to jeszcze z cierpliwością do nich dochodzić.
              > Myślę, że to może przerastać i chyba nikogo nie umiem winić za to,ze nie daje
              > rady.

              Więc po to jesteśmy razem aby sie wspierać i razem pokonywać trudy życia anie
              spychać jeden na drugiego. To bardzo proste stwierdzić - Ja nie potrafie/nie
              moge/nie umiem - a co ma powiedzieć matka?
    • gemmavera Re: Matki cyborgi 07.12.06, 10:50
      W jednym masz rację: im dalej się mieszka od dużych miast, tym dostęp do
      terapii jest gorszy. sad I strasznie to smutne...
      Moja córka ma SI, wczesne wspomaganie, spotkania z psychologiem w
      specjalistycznej poradni pp, chodzi do dobrego przedszkola integracyjnego,
      które z tą poradnia współpracuje. Za żadną z tych rzeczy nie muszę płacić -
      tylko dlatego, że mieszkam w dużym mieście. I to jest qrde niesprawiedliwe.

      Z drugiej strony trzeba powiedzieć jedno - dla dziecka z autyzmem
      najwazniejszym terapeutą jest matka (w wersji optymistycznej rodzice). Jeżeli
      nie masz kogoś, kto Cię poprowiadzi, pozostaje Ci szukac na forach (a jest ich
      w tej chwili sporo i niektóre są naprawdę dobre). Dzieci.org na pewno znasz,
      nie wiem, czy trafiłas na forum autyzm.pl? To jest forum prowadzone przez
      specjalistę w zakresie autyzmi/ZA. Można liczyć na fachową poradę, a także na
      wsparcie wpółforumowiczów, co jest nie do przecenienia, zwłaszcza jeśli nie
      masz tego wsparca wokół siebie.
    • montechristo4 Re: ja jestem przykładem 07.12.06, 11:12
      na to, że cuda się zdarzają. Ojciec Olka wyprowadził się (a raczej ja go
      pogoniłam) jak mały miał dwa lata. Nie radził sobie, nie chciał, nie jeździł do
      neurologa, nie ćwiczył itd.
      Nie widział Olka od 6 lat, a w sądzie - sprawa o odebranie praw rodzicielskich -
      powiedział, że się zgadza, bo już nie chce tego dziecka. Bolało jak cholera.
      Ale wyszłam drugi raz za mąż, Olek ma cudownego tatę, razem jeździmy na
      terapię, godzinami siedzi z nim przy lekcjach, zaniedbując dzięki
      temu "swojego" syna.
      Nie namawiam Cię na zmiany, ale są faceci, którzy mogą pokochać nie swoje
      dziecko wiedząc nawet, że jest chore.

      Mieszkam w Warszawie, jeżeli w jakiś sposób mogłabym Ci pomóc - chociażby
      zaprosić na herbatę i pogadać, kiedy będziesz z Kubą - daj znać.
      Czy diagnoza z Instytutu Neurologii na Sobieskiego jest ostateczna? Bo akurat
      tam mogłabym Ci coś załatwić.
      • magdalenkaaa78 Re: ja jestem przykładem 07.12.06, 11:21
        montechristo4 napisała:

        > na to, że cuda się zdarzają. Ojciec Olka wyprowadził się (a raczej ja go
        > pogoniłam) jak mały miał dwa lata. Nie radził sobie, nie chciał, nie jeździł
        do
        >
        > neurologa, nie ćwiczył itd.
        > Nie widział Olka od 6 lat, a w sądzie - sprawa o odebranie praw
        rodzicielskich
        > -
        > powiedział, że się zgadza, bo już nie chce tego dziecka. Bolało jak cholera.
        > Ale wyszłam drugi raz za mąż, Olek ma cudownego tatę, razem jeździmy na
        > terapię, godzinami siedzi z nim przy lekcjach, zaniedbując dzięki
        > temu "swojego" syna.
        > Nie namawiam Cię na zmiany, ale są faceci, którzy mogą pokochać nie swoje
        > dziecko wiedząc nawet, że jest chore.

        Patrząc na końcowy efekt - zazdroszczę. Zazdroszczę odwagi. I cieszę się, że
        trafiłaś na takiego fajnego, normalnego mężczyznę.

        >
        > Mieszkam w Warszawie, jeżeli w jakiś sposób mogłabym Ci pomóc - chociażby
        > zaprosić na herbatę i pogadać, kiedy będziesz z Kubą - daj znać.

        W Warszawie bywam - mam tu mamę i tatę. To przy okazji chętnie bym się gdzieś
        wprosiła na herbatę smile


        > Czy diagnoza z Instytutu Neurologii na Sobieskiego jest ostateczna? Bo akurat
        > tam mogłabym Ci coś załatwić.

        O ile wiem, tam takiej typowej terapi nie ma, jest oddział pobytu dziennego,
        ale na pewno nie zdecydowałabym się na umieszczenie mojego szkraba w takim
        miejscu - to nie takie zaburzenia i nie ten wiek dziecka.
        Natomiat co do diagnozy - to diagnozowała go tam dr Kozielec, która
        stwierdziła, ze to autyzm nie jest i ze terapie dla dzieci autystycznych są mu
        całkowicie zbędne, zatem nie interesowałam się więcej kontaktem. Ona dała nam
        namiar na psycholog - panią Paprotny w PPP w Warszawie, niestety, prowadzą
        dzieci tylko z warszawy. Cholerne Siedlce - nie dość, że nic tu nie ma to
        jeszcze wszędzie daleko.
        • agastrusia Re: ja jestem przykładem 07.12.06, 11:28
          Zamelduj dziecko u dziadków i będziesz mogła kożystać z terapii.
          • magdalenkaaa78 Re: ja jestem przykładem 07.12.06, 11:31
            jasne, dziadkowie wręcz palą się, żeby nas zameldować....
            • agastrusia Re: ja jestem przykładem 07.12.06, 11:40
              Nie muszą was obojga wystarczy tymczasowe dla dziecka - ale jak dziadki nie chcą
              to trudno uncertain
          • joanna35 Re: ja jestem przykładem 07.12.06, 11:40
            Jakie życie dla niektórych jest proste - pozazdrościć.
            • mama_kotula Re: ja jestem przykładem 07.12.06, 11:43
              joanna35 napisała:

              > Jakie życie dla niektórych jest proste - pozazdrościć.

              Ech, po co ta ironia?
              To rzeczywiście jest proste, jeśli posiada się n.o.r.m.a.l.n.y.c.h dziadków,
              rozumiejących, że ich wnuk potrzebuje terapii - wiem, że (gdybym nie mieszkała
              teraz z mamą) i miałabym konieczność zameldowania dziecka u niej w domu właśnie
              ze względu na lepszy dostęp do terapii, zameldowałaby je bez mrugnięcia okiem.
              Ale z tego, co czytam na forum, są dziadkowie i dziadkowie smile))
              • joanna35 Re: ja jestem przykładem 07.12.06, 11:46
                Może było w tym troche ironii, ale poza tym życie nie jest proste - wystarczy
                uważna lektura tego forum i niekoniecznie trzeba mieć chore dziecko, żeby to
                wiedziećsmile
            • agastrusia Re: ja jestem przykładem 07.12.06, 12:36
              Wcale nie uważam że życie jest proste. Nie jestem jasnowidzem i proponując
              możliwość zameldowania nie miałam pojęcia, że dla dziadków jest to problem.
              • joanna35 Re: ja jestem przykładem 07.12.06, 15:02
                agastrusia napisała:

                > Wcale nie uważam że życie jest proste. Nie jestem jasnowidzem i proponując
                > możliwość zameldowania nie miałam pojęcia, że dla dziadków jest to problem.

                Przepraszam, mam chyba gorszy dzieńsad
                • agastrusia Re: ja jestem przykładem 07.12.06, 19:07
                  Ależ nic nie szkodzi - w końcu nie musimy się we wszystkim zgadzać wink
    • montechristo4 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 11:42
      a Instytut Matki i Dziecka na Kasprzaka? Niezła jest tam psychiatra, dr
      Gadomska. Jak chcesz, podam Ci namiar
      • magdalenkaaa78 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 11:43
        Wiesz, kolejna diagnoza już mi nie potrzebna, a do psychiatry nie mamy po co
        chodzić. Tam kiedyś pracowała dobra psycholog, prof ( o ile pamiętam )
        Zalewska, ale oczywiście, już tam nie pracuje.
        • mama_kotula Re: Matki cyborgi 07.12.06, 11:45
          magdalenkaaa78 napisała:

          > do psychiatry nie mamy po co
          > chodzić.
          Magdalenka, moim synkiem zajmuje się właśnie psychiatra smile))
          • magdalenkaaa78 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 12:01
            O masz. A u nas kazdy psychiatra nas odsyłał do psychologa bądź logopedy
            tłumacząc, ze nie ma zaburzeń do pracy z psychiatrą...
            • mama_kotula Re: Matki cyborgi 07.12.06, 12:09
              magdalenkaaa78 napisała:

              > O masz. A u nas kazdy psychiatra nas odsyłał do psychologa bądź logopedy
              > tłumacząc, ze nie ma zaburzeń do pracy z psychiatrą...

              Szymonem właściwie zajmował się cały sztab - najpierw był pod obserwacją
              psychologa, logopeda akurat nie był nam potrzebny (kontrola nie wykazała
              odchyleń od normy), kontrolował neurolog i właśnie psychiatra. Terapię mamy
              zaleconą w poradni psychologiczno-psychiatrycznej.
              Zaraz ci coś napiszę na priv smile
          • montechristo4 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 12:37
            moim też, a właściwie działamy dwutorowo: rodzinnie u psychologa (czyli ja, mąż
            i Olek), a u psychiatry tylko Olek.
            Może jednak warto spróbować, bo jeżeli będziesz miała diagnozę z Instytutu, to
            wtedy mogą się nim zająć i zaproponować terapię.
            • magdalenkaaa78 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 12:49
              Mam diagnozę z Instytutu. Ze to nie autyzm i że terapia dla dzieci
              autystycznych jest zbędna. Mam od nich nawet taką poszerzoną diagnozę , nie
              tylko suche: nie-autyzm.
    • gemmavera Re: Matki cyborgi 07.12.06, 13:14
      To znów ja. ;P
      Rozumiem, że ten wątek założyłas z powodu chęci wyżalenia się i wywalenia
      frustracji - co rzecz jasna rozumiem. smile)
      Ale gdybyś poza pogłaskaniem po głowie potrzebowała bardziej konkretnych porad
      i rozwiązań, zapraszam na forum www.autyzm.info/ .
      Pozdrawiam smile
      • magdalenkaaa78 Re: Matki cyborgi 07.12.06, 13:25
        Oczywiście znam to forum smile Nie piszę na nim, ale w zasadzie co dzień czytam.
        Tamto www.dzieci.org.pl także znam smile
        A tu faktycznie chciałam trochę sobie popłakać. uncertain
    • oxygen100 laski... 07.12.06, 13:34
      tak sie zlozylo ze kilka dni temu dostalam oferte zajecia sie autyzmem
      zbadaniem roznych zaleznosci, mechanizmow powstawania moze opracowania proby
      jakiejs terapii (ale to daleka droga)itp..
      W zwiazku z tym musialam troche poczytac na temat autyzmu ale nei
      psychologicznych dyrdymalow tylko bardziej pod wlasnym katem. To czego sie
      dowiedzialam wprawilo mnie w stupor doprawdy.
      jedna z teorii mowiaca o przyczynach autyzmu jest taka ze autyzm jest wtronie
      schorzeniem umyslu czy jakkolwiek to nazwac. Jest przede wszystkim choroba
      jelit.
      Tak. Jelit. Jak to mozliwe?
      Otoz w ostatanich dziesiecioleciach zanotowano wzrost zachorowanna autyzm. W
      jakis sposob skorelowano to ze szczepionkami ktorymi poddawane sa dzieci we
      wczesnym wieku a takze antybiotykoterapia. Nie strikte ze szczepionka a w
      zasadzie z jednym z jej konserwantow jakimis solami metali ciezkoch, glownie
      rteci. Zatrucie rtecia wywiera dosc powazne skutki na prawidlowe funkcjonowanie
      ukladu nerowego. Takze u dzieci atystycznych zaobserwowano obnizona aktywnosc
      enzymu odpowiadajacego za usuwanie tych soli z organizmu. Zwiazki rteci
      uszkadzaja jelita przez co wystepuja zaburzenia we wchlanianiu wielu zwiazkow,
      w tym takze witamin itp. To z kolei wiaze sie z defictami pewnych substancji w
      mozgu i zaburzeniami behawioralnymi. Te zaburzenia nie tylko wywoluja obraz
      kliniczny typowy dla autystykow ale tez podnosza dziwnie prog bolu. Dzieci te
      nawet nie sa w stanie uswiadomic sobie ze cos je boli. Za to ciezkie zapalenie
      jelit czesto mozna stwierdzic wykonujac odpowiednie badania. Podobno autyzm da
      sie leczyc i dobre rezultaty osiaga sie wlasnei zmodyfikowaniem diety
      wyeliminowaniem konkretnych produktow itp. Tak tak, okazuje sie ze atyzm to
      choroba jelit i do tego w wielu przypadkach calkowicie uleczalny.
      Niestey zbyt wiele wieciej nie jestem w stanie powiedziec gdyz temat wyszedl ze
      dwa dni temu, ale moze zamaist ciagac dzieci po psychologach warto przebadac
      jego jelita???
      • mama_kotula Re: laski... 07.12.06, 13:39
        Oxy, mówisz o tzw. teoria organicznego podłoża autyzmu, tak?
        Na razie, z tego, co się orientuję, w sferze badań.
        • oxygen100 Re: laski... 07.12.06, 13:42
          wydaje mi sie ze to jest znane od okolo 10 lat i dosc skutecznie juz leczone,
          ale obawiam sie ze nei koniecznie w Polsce. Niemniej moze warto spradzic stan
          jelit u tych dzieci i zbadac poziom mikroelementow
          • oxygen100 Re: laski... 07.12.06, 13:42
            jesli da sie te niedobory wyrownac i przyniesie to poprawe to dlaczego nei
            sporbowac
            • mama_kotula Re: laski... 07.12.06, 13:49
              oxygen100 napisała:

              > jesli da sie te niedobory wyrownac i przyniesie to poprawe to dlaczego nei
              > sporbowac

              Mieliśmy podczas diagnozowania robioną analizę pierwiastkową (jest ok.), czyli
              jednak w Polsce też to jest już stosowane powoli smile)
      • mami2 Re: laski... 07.12.06, 13:44
        znamy tę teoriesmile tzn. te które bywają na dzieci.org.pl lub Innym świecie.
        Wiele mam które wprowadziły dietę u dzieci widzą znaczną poprawę (z tego co
        wiem, to dotyczy tez to dzieci z nadpobudliwością). Inna sprawa- spróbujcie
        stosować diete jak dziecko chodzi do przedszkolauncertain
        • oxygen100 Re: laski... 07.12.06, 13:48
          No nikt nie mowi ze to proste, ale mozliwe. Ja raczej zajme sie strona
          farmakologiczna problemu i pod katem zmian w mozgu zobaczymy co z tego wyjdzie
          • mami2 Re: laski... 07.12.06, 13:52
            chętnie przeczytam Twój raport na ten tematsmilechyba ze to grubsza sprawa, ze
            robisz badania (z tego co sie orientuje to jestes pracwonikiem naukowym), to w
            takim razie na wyniki przyjdzie mi czekać pewnie miesiącamiwink
            • oxygen100 Re: laski... 07.12.06, 14:00
              oj, to pewnie kwestia 2-3 latsmile
              • mami2 Re: laski... 07.12.06, 14:12
                tego sie obawiałamwink
      • magdalenkaaa78 Re: laski... 07.12.06, 13:53
        A kto powiedział, ze nie badamy dzieci pod tym kierunkiem?
        Moje dziecko jest po badaniach u psychiatry, po psychologu, pedagogu i
        logopedzie. Ale także po badaniach endokrynologicznych, tomografii, EEG,
        badaniu na pasożyty, na grzyby, badaniach metaboliczych też.
        Nie jest też prawdą, że w kazdym przypadku dieta daje rezultaty - Kubuś np na
        diecie nie jest - nie ma ku temu wskazań. Myślę też, że autyzm nie jest u niego
        wynikiem szczepionki - nie miał po żadnej regresu. W życiu może raz brał
        antybiotyk
        Poza tym autyzm jest nadal chorobą o nieznanej do końca atymologii.
        Klasyfikować go jako wtórny skutek dolegliwości jelitowch jest daleko idącym
        uproszczeniem.
        Poza tym np. eliminując cukier wcale nie leczysz autyzmu - najczęsciej leczysz
        candidę, grzyba pasacego się cukrem i wywołującym objawy autystyczne.
      • oxygen100 Re: laski... 07.12.06, 13:59
        napisalam o jednej z teorii, nie musisz od razu przybierac tonu nie znoszacego
        sprzeciwu. Widze ze znasz sie na neurobiologii jak malo kto i wiesz lepiej co
        mozna upraszczac a czego nie. Sorry, to nie moj problem, juz spadam
        • magdalenkaaa78 Re: laski... 07.12.06, 14:09
          Chodziło mi tylko o to, że podchodzę sceptycznie do teorii, stanowczo wolę
          praktykę.
          Nie mam zielonego pojęcia o neurobiologii i szczerze mówiąc, nigdy mnie ona nie
          interesowała. Natomiast owszem, mam pewne pojęcie o autyzmie.
          zatem proszę, nie naskakuj na mnie, bo ja nie kwestionuję Twojej pracy i
          żadnych badań. Mówię tylko, jak wygląda to od mojej, praktycznej strony.
        • magdalenkaaa78 Re: laski... 07.12.06, 14:15
          Napisałaś też niezbyt miłe rzewczy o psychologach... I kto tu pisze tonem
          nieznoszacym sprzeciwu...
          Acha - tonący brzytwy się chwyta. Badania pod kątem rtęci i metali zrobiłam.
          Dpouszczam wszystkie metody - konwencjonalne, niekonwencjonalne i te całkiem z
          kosmosu - ważne, żeby działały. Choć przyznam się, że przed wizytą u szeptunki
          ( moja światła, wykształcona mama sugeruje mi wizytę u tekowej, już znalezionej
          specjalistki gdzieś z Podlasia ) jednak się bronię.
          Ech, Oxygen, żeby kazde dziecko było takie samo a problemy, takie same problemy
          wynikały z tego samego źródła, byłoby dużo prościej. Niestety, nie jest. No , a
          Ty już bardzo dobitnie podkreśliłaś, że to nie Twój problem. I dobrze, niech
          tak zostanie. też bym chiała go nie mieć.
        • majan2 Re: laski... 08.12.06, 12:40
          Wow, podziwiam cie magdaoo i juz. I zueplnie rozumeim twoja potrezbe
          pracowania!!! Nie daj sie, bo latwo oceniac ludzi, za latwo
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka