tak, mam dosyć !!!zauważyłam,że coraz częściej ujawniamy rąbki swoich tajemnic. Anonimowo lub nie. Ja się "uwidocznię", bo część z Was i tak dobrze mnie zna, a ja w tak jak i niektóre z Was, mam swoją tajemnicę , kłopty , z którymi chyba przestaję sobie radzić.Dzieciństwo ... pełne smutku, ojciec pił, nieszczęśliwa, schorowana kochana mama, która starała nam się zapewnić wszystko co najlepsze...kochała jak mogła i wiem ,że kocha choć ostatnio coraz ciężej nam się porozumieć ...Nie pamiętam kiedy tato zaczął pić ale kiedy byłam już w 5 klasie podstawówki, było coraz gorzej, kiedy wracał piany, uciekaliśmy z braciszkiem i mamą z domu. Nocowaliśmy u babci, która też była tym wszystkim przerazona

Wieczne awantury, strach, jako dziesieciolatka wylądowałam w szpitalu na badaniach żołądka, miałam nerwicę i obawiano się wrzodów.Mama pracowała na zmiany, często wracalismy ze szkoły do pustego domu, tato miał byc ale go nie było ...

Często jako dziecko gubiłam klucze, ojca w domu nie było i dzwoniłam do pracy do mojej mamy z lękiem o ojca, martwiłam się, że coś mu się stało,że może wypadek... no i w koncu mówiłam mamie, ze nie mam jak wejść do domu...Wtedy szłam na piechotę z 5km, do pracy mamy, aby wziąść klucz, bo mamie nie można było się czasem zwolnić najbardziej bałam sie drogi przez las

. Dbałam o 3 lata młodszego braciszka i chciałam aby on przynajmniej był szczęśliwy szczęśliwy - do dziś bardzo się kochamy.Pamietam kiedy mama chorowała, miała paraliz rąk, wylądowała w szpitalu, a ja musiałam dbac o dom. Opusciłam się w nauce, kłamałam innym dzieciom, żeby mnie nie wysmiewano, nie miałam modnych ciuchów, głupich naklejek, modnych butów. Ale nigdy nie byłam głodna i brudna !!!Mama zawsze nas potrafiła utulić... i dzięki jej za to !

I pewnego dnia, klasa z podstawówki po lekcjach nie wypusciła mnie do domu i zrobiła mi sąd !!! Boze jakie to było straszne !!! Kazali mi sie tłumaczyć z moich kłamstw !!!

Dzieci potrafia byc tak okrutne...Potem z pewnych powodów rozpoczęłam naukę w Lic. Med. w Polsce - nie w Czechach i nastepny kłopot i nie zrozumienie, nastepna choroba mamy, nastepna nienawiśc osób do mojej osoby...Ojciec stwierdził,że ze mnie nic nie będzie i szkoda czasu na nanukę... powtarzałam rok...wtedy postanowiłam,że zdam na studia i udowodnię mu,że nie jestem nikim ! Że ja też potrafię !!!Potem w wieku 16 lat poszłam na pielgrzymkę do Częstochowy i z pomocą dobrych ludzi, poznałam miłość Boga - przestałam kłamać i zrozumiałam, że to nie ja jestem temu winna...W klasie dalej byłam niezrozumiana, bo miałam wstręt do alkoholu, papierosów i imprez, nie lubiałam i nie lubię kiedy ludzie się obrażają wzajemnie, oczerniają sie i bezmyślnie wydają pieniądze...więc poszłam do zakonu, tam było mi dobrze, czułam,że rozumieja mnie, chcą mojej miłości, osoby bezdomne, dzieci bez rodziców...ale... zrozumiałam, że kochać i dawać radość innym mogę również poza domem ...poszłam na studia, poznałam Andrzeja , jednak nie udało się skończyć nauki i widzę jak moja mama do dnia dzisiejszego ma chyba o to do mnie żal, miała tyle planów wobec mnie, chciała aby moje życie było inne...a ja? kocham mojego Andrzeja i synka i nic innego nie chcę -tylko zrozumienia i odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie:Czemu nie mam pracy, czemu mój mąż haruje bardzo ciężko za 800zł, czemu nie stać mnie teraz na lekarzy kiedy ich potrzebuję ? czemu nie możemy godnie zyć ???, i czemu paprają mi się rany pooperacyjne a mnie nie stać na podróż do mojego lekarza ?Do cholery czemu ???wybaczcie mi -lea