Dodaj do ulubionych

Poniżająca codzienność

IP: *.* 31.03.03, 17:42
Mam 31 lat, cudowną córeczkę, mieszkanie, od 2,5 lat męża, pracę... ale przecież to nie wszystko...przecież potrzebne jest uczucie, namiętność, emocje. Ja od kilkunastu miesięcy żyję właśnie bez tych tak ważnych rzeczy. Mój mąż pracuje, ja wychowuję córcię, niczego - materialnie- nam nie potrzeba. A jednak ciągle próbuję rozmawiać, mówić o tym, że gdzieś coś w naszym małżeństwie przepadło. On twierdzi, że wszystko jest w porządku... Ale dlaczego od miesięcy nie wspołżyjemy, nie trzymamy się na spacerach za rękę, nie tulimy? Dlaczego mąż woli "internetowe panienki" i "samozaspokajanie" napięcia seksualnego? Czy to normalne? Może się czepiam? Dlaczego, gdy w końcu mamy czas - siedzimy obok siebie milcząc, oglądając TV lub relacjonując dzień (co u niego w pracy lub co nowego wymyśliła córka)? Tak trudno mi o tym pisać, próbowałam wszystkiego - rozmów, wyjazdów, płaczu. Nic , wg niego wszystko jest OK, nic się nie zmieniło, i nadal kładziemy się obok siebie jak dwoje obcych ludzi. Czy to już koniec naszego związku? Czy można jeszcze coś zrobić? Czy to moja wina?Czuję się taka poniżona i oszukana...
Obserwuj wątek
    • Gość: Gabii Re: Poniżająca codzienność IP: *.* 31.03.03, 19:10
      Bardzo Ci wspólczuję. Niestety żeby było dobrze potrzeba chęci obojga.... Myślę, ze potzreba Wam czasu i SZCZEREJ rozmowy, jesteście mlodzi, macie czas, jeszcze nie wszystko stracone. Musicie znaleźć powód, z którego to dzieje sie między Wami to co sie dzieje. Przecież coś Was kiedyś łączyło, z jakiegoś powodu byliście, jesteście razem... Spróbujcie to odnaleźc zanim zbyt wiele pretensji i niejasnosci nawarstwi się- jeszcze nie wszystko stracone. Ja wierzę, że da się, ze będzie dobrze i tego Wam życze :)Gabi
      • Gość: Ania28 Re: Poniżająca codzienność IP: *.* 31.03.03, 20:23
        Bardzo Ci współczuję, bo ... przeżywam coś bardzo podobnego... Nie wiadomo kiedy stałam się kobietą, która "wszystko ma i jeszcze jej się coś nie podoba". A miało to przecież trwać wiecznie. "To" czyli uczucie oparte na przyjaźni, szacunku, oddaniu, zrozumieniu... Ale czegoś widocznie zabrakło. Ja nie wiem, jak walczyć. Przykro mi, ale nie potrafię Ci nic doradzić. A obawiam się, że szczera rozmowa nie zawsze jest lekarstwem. Czasami prawda może zranić tak, że nie będzie już czego ratować. Tak jest w mojej sytuacji...Ania
    • Gość: aniamania Re: Poniżająca codzienność IP: *.* 31.03.03, 22:37
      Wiesz, może pomysł wyda Ci się głupi, ale spróbowałabym na waszym miejscu wybrać się do poradni małżeńskiej. Piszę właśnie prac magisterską o konfliktach małżeńskich i trochę naczytałam się o poradnictwie dot. takich spraw. Zawsze warto spróbować, tylko....męża trzeba namówić. Mam nadzieję, że Ci się uda. Pozdrawiam cieplutko i trzymam kciuki! Ania.
    • Gość: MKatarynka Re: Poniżająca codzienność IP: *.* 01.04.03, 00:10
      A ja myślę, że rozmowa tu nic nie da. A już najgorzej jest płakać.Po urodzeniu dziecka wiele się zmienia. I w świadomości kobiety i w świadomości mężczyzny. Nigdy nie będzie tak jak było zanim zaszłaś w ciąże ale też może być fajnie. Może spróbuj przygotować kolację przy świecach, kupić sobie jakąś seksowną bieliznę albo wypożyczyć na kasecie jakiś film erotyczny... Może to zabrzmi brutalnie ale rozmowa nie spowoduje, że mąż zechce się z Tobą kochać... Ale przecież chyba nie odpycha Cię jak Ty się do niego przytulisz? Więc wykaż inicjatywę, zrób coś niespodziewanego. Niech TWOJE życie przestanie być monotonne a wtedy WASZE życie też przestanie być takie.Życzę Wam pięknych chwil.MKatarynka
      • Gość: Adzia Re: Poniżająca codzienność IP: *.* 01.04.03, 07:53
        Hm, a ja myślę, że bielizna i świece tu niewiele pomogą...Owszem, możesz spróbować - ale mężczyzna, który unika seksu z żoną i zaspokaja się sam (a tak właśnie piszesz), ma naprawdę duży problem z sobą. I to niekoniecznie związany z brakiem czułości czy seksem w ogóle.Beatka, może on jest tak przemęczony pracą, że się zagubił w tym wszystkim, boi się, że nie sprosta, więc unika bliskości..."To coś" może siedzi gdzieś w głębi duszy i może boli go jeszcze bardziej niż Ciebie...Nie wiem, szczerze mówiąc, jak można by rozwiązać taki problem - może przede wszystkim przekonaj go, że to co robi NIE JEST normalne - bo nie jest. I jeśli nie moze sobie sam z tym poradzić, to znaczy, ze naprawdę potrzebuje pomocy fachowej...Trzymam za Ciebie kciuki - przede wszystkim za szczerość w Waszym związku.Agnieszka
      • Gość: dargun Re: Poniżająca codzienność IP: *.* 01.04.03, 08:10
        zgadzam sie!!! powinnas spróbować :) bo na wizyte w poradni to raczej cięzko go będzie namówić ale tez uważam ze to bardzo dobre rozwiązanie...zrób wszystko co mozesz - przynajmniej będziesz wiedzieć ze próbowałaś , starałas sie...naprawde trudno jest radzić.... tak naprawde tylko wy sami mozecie coś zminić... wierze że ci sie uda!!!pozdrawiam
    • Gość: dargun Re: Poniżająca codzienność IP: *.* 01.04.03, 08:16
      a tak w ogóle chciałam dodac ze taka walka musi być cholernie trudna , wyczerpująca i dołująca...jakie to przykre ze nie moze być tak jak na początku....sama jestem z Moim na wojennej ścieżce i to z jakiego powodu!!! chodzi o kwestie kasy - choć tez o jego niedotrzymywanie słowa :( starsznie mi przykro i cholernie boli że nie mozemy sie dogadać.... mijamy sie jakbysmy sie nie znali...
      • Gość: mysha Re: Poniżająca codzienność IP: *.* 01.04.03, 09:55
        Sama miałam niedawno taką sytuację w domu. Niby razem, a jednak osobno. Miałam strasznego doła. Nie mogłam sobie wyobrazić, że resztę życia przeżyję bez miłości i czułości.W zeszłym tygodniu urządziłam mega-awanturę, zakończoną płaczem... wiem, wiem nędzna metoda... ale chyba coś zrozumiał.Od tamtej pory oboje się staramy przywrócić choć cień dawnej świetności... Nie jest łatwo, ale...staramy się oboje...
    • natder Re: Poniżająca codzienność 04.04.03, 16:12
      Wiesz, nie ma chyba cudownego lekarstwa na tę chorobę (rozpad małżeństwa). I ja
      też nie dam ci żadnej sensownej rady. Może to będzie dla Ciebie pocieszeniem:
      nie jesteś sama. Ja czasem budzę się rano i pytam sama siebie: gdzie ja jestem
      i co robi u mego boku ten obcy facet??? Nie wiem, jak to się stało, że jesteśmy
      małżeństwem i mamy dziecko. Przecież do tego trzeba kontaktu z drugim
      człowiekiiem na poziomie emocjonalnym i cielesnym. A mam wrażenie, że nic
      takiego nie ma miejsca w naszym związku. Bardzo smutne, ale prawdziwe.
      • papanetta Re: Poniżająca codzienność 06.04.03, 21:32
        No tak, jest nas więcej niż mi się wydawało. Niestety !!! Moje małżeństwo
        przypomina mi kontrakt albo coś z czego obydwoje nie umiemy się wyplątać,
        mówiąc że chodzi o dobro dziecka. Nie mam rady, nie mam sposobu. Nie
        rozmawiamy, nie jesteśmy razem od wielu miesięcy, a czas wyznacza nam przedział
        od jednej awantury do drugiej. "To nie tak miało być, zupełnie nie tak, cały
        świat miał byćnasz, tylko go brać..." Znacie?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka