Gość: beatkas
IP: *.*
31.03.03, 17:42
Mam 31 lat, cudowną córeczkę, mieszkanie, od 2,5 lat męża, pracę... ale przecież to nie wszystko...przecież potrzebne jest uczucie, namiętność, emocje. Ja od kilkunastu miesięcy żyję właśnie bez tych tak ważnych rzeczy. Mój mąż pracuje, ja wychowuję córcię, niczego - materialnie- nam nie potrzeba. A jednak ciągle próbuję rozmawiać, mówić o tym, że gdzieś coś w naszym małżeństwie przepadło. On twierdzi, że wszystko jest w porządku... Ale dlaczego od miesięcy nie wspołżyjemy, nie trzymamy się na spacerach za rękę, nie tulimy? Dlaczego mąż woli "internetowe panienki" i "samozaspokajanie" napięcia seksualnego? Czy to normalne? Może się czepiam? Dlaczego, gdy w końcu mamy czas - siedzimy obok siebie milcząc, oglądając TV lub relacjonując dzień (co u niego w pracy lub co nowego wymyśliła córka)? Tak trudno mi o tym pisać, próbowałam wszystkiego - rozmów, wyjazdów, płaczu. Nic , wg niego wszystko jest OK, nic się nie zmieniło, i nadal kładziemy się obok siebie jak dwoje obcych ludzi. Czy to już koniec naszego związku? Czy można jeszcze coś zrobić? Czy to moja wina?Czuję się taka poniżona i oszukana...