ewelinazkat
29.01.07, 13:50
Jestem pierwszy raz na tym forum.Widzę ,że sobie tu pomagacie...
Nie wiem co o tym myśleć.Pomóżcie.
Wczoraj mój mąż zachowywał się bardzo dziwnie...
Ale może od początku.Wieczorem poszedł wcześniej ode mnie spać ponieważ był
bardzo zmęczony po całym dniu pracy. Syn też już spał.Zabrałam sie za
porządki.Pomyłam wszystkie naczynia włączyłam pralkę i usiadłam przed telewizorem.
Oglądałam powtórki seriali, które lubię.Wtem z sypialni wyszedł mąż i spytał
gdzie jest jakiś ciepły sweter.Nie chciał mi powiedzieć po co się ubiera.Na
dworze był śnieg i mróz.Po co miałby gdzieś wychodzić?Wyciągnął z szafy swoje
rzeczy i ubrał się.Potem zaczął pakować dużą turystyczną torbę.Nie chciał w
dalszym ciągu powiedzieć o co chodzi.Do torby spakował aparat, swetry, spodnie
bielizne i skarpety.Poprosi ,bym mu dała ciepłą zimową kurtkę ,gdyż ta
wisząca na drzwiach w przedpokoju była mokra od śniegu.Powiedziałam ,by sam
sobie ją zabrał.Wziął sobie ją z szafy i od razu na siebie założył.Zdziwiło
mnie jeszcze bardziej jak schował do kurtki klucze z samochodu i
dokumenty.Dziwne przecież nie kłóciliśmy sie przez ostatnie dni.Nie miał
powodu by się obrazić a z resztą rzadko kiedy to robił.Znaliśmy się już dobrze
po tylu latach wspólnego życia.
Wychodząc z domu rzucił zdawkowe "na razie" i tyle go było widać.Pobiegłam do
okna w kuchni i patrzałam gdzie idzie.Nie widziałam go ale już chwilę później
zauważyłam jak podchodzi do naszego samochodu.Torbę położył na dachu auta i
rozejrzał się dookoła.Pewnie jak ja nikogo nie widział ,gdyż oprócz niego na
parkingu nie widziałam żywej duszy.
Minutę później odszedł kilka kroków od auta i kucnął.Widziałam jak wyciąga coś
spod śniegu.Sprawnym ruchem wziął to coś i schował za siebie.Wrócił do auta i
wrzucił tajemniczy przedmiot do bagażnika.Po moim policzku spłynęła samotna
łza.Na chwilę spuściłam głowę.Gdy znowu spojrzałam w okno męża przy aucie już
nie było.Za moment pojawił sie w drzwiach jak gdyby nigdy nic.
Spytałam:
-Po co wychodziłeś?
-Dobrze się czujesz?Sama mi powiedziałaś ,żebym wyszedł.Kto mi niby spakował
torbę?Krasnoludki?
Byłam w jeszcze większym szoku.Pytałam dalej
-Ja ci kazałam wyjść?Czy ty czasem w łóżku czegoś nie piłeś?
-Tak piłem.Wyciąg z prześcieradła i sok z poduszki-żartował mój mąż
-Nie udawaj wariatki tylko wyjaśnij mi dlaczego kazałaś mi wyjść-spytał
częstując mnie papierosem
Zgłupiałam.Ja mu kazałam wyjść?Przecież widziałam jak sam się pakuje do tej
cholernej torby!Co jest grane?
-Wyjaśnij mi po co miałbym wychodzić z ciepłego łóżka na mróz i śnieg?Wiesz
,że jutro wstaje wcześnie rano-spytał mąż zaciągając się papierosem.Był
poważny.Jego głos nie miał w sobie ani odrobiny nuty żartu.
Zdenerwowałam się na dobre.
-Skończ ze mnie ty robić wariatke.Pogadamy jutro jak się wyśpisz bo widze,że
teraz nie da się z tobą normalnie rozmawiać.
Niedługo oboje poszliśmy spać.Długo nie mogłam zasnąć myśląc o tej
sytuacji.Gdzie on wychodził?Czemu się spakował?
Rano wstaliśmy w dobrych humorach.Zrobiłam mężowi kawę.Za chwilę miał wyjść do
pracy.
-Idź rozpakuj torbę-powiedziałam śmiejąc się.
-Ty spakowałaś to ją rozpakuj-odpowiedział mi mąż i poszedł do pracy.
Ubrałam syna i poszliśmy na zakupy.Na dworze sięgnełam do kieszeni płaszcza by
wyciągnąć chusteczkę.Ku mojejmu zdziwieniu w kieszeni miałam średniej
wielkości żółty kamień i kluczyki do samochodu...
Nie wiedziałam co o tym myśleć.Za chwilę juz nie musiałam o tym myśleć gdyż
dotarliśmy do sklepu i musiałam zwrócić na syna większą uwagę,by ze sklepu coś
pozostało...