26.03.07, 19:01
Do napisania tego postu sklonily mnie wspomnienia z dziecinstwa dzewczyn w
watku o klapsach i traumie.

Duzo dziewczyn napisalo, ze mama (zastanawiajace czemu nie ojciec) karala je
nieodzywaniem sie, milczeniem, ignorowaniem czyli tzw. cichymi dniami.
Sama wspominam ta forme kary bardzo nieprzyjemnie.

Zauwazylam taka prawidlowosc (u siebie). W pierwszym zwiazku, podobnie jak
moja mama, karalam owczesnego partnera w ten sam sposob. Potem wyjechalam do
innego kraju, gdzie nauczylam sie zupelnie innej strategii komunikowania
wlasnych uczuc.

Ciche dni sa postrzegane jako symptom pewnej niedojrzalosci emocjonalnej. Nie
jest to napewno konstruktywna forma klotni czy kary. Sztuka jest umiec
przekazac drugiej osobie, co sie czuje a nie ignorowac ja i milczec.

Mam do Was dwa pytania:

Czy wedlug Was ciche dni sa dobra forma kary? Czy popieracie ja? Jesli tak, to
dlaczego?

Czy stosujecie ta kare wobec meza/partnera/dzieci?

Obserwuj wątek
    • mathiola Re: ciche dni 26.03.07, 19:04
      Ja tam nie umiem robić cichych dni, za bardzo gadatliwa jestem smile
      Myślę zresztą, że lepiej wyłożyć kawę na ławę od razu, bo im dalej w ciche dni
      się zapuszczamy, tym bardziej nie wiadomo jak problem rozwiązać. Mi potrzeba
      ew. cichych godzin, albo i minut, żeby emocje opadły i można było
      konstruktywnie pogadać.
    • bea.bea Re: ciche dni 26.03.07, 19:07
      uwazam, że ciche dni nie sa dobrym sposobem na rozwiazywanie konfliktów...sama
      jestem osoba dośc impulsywną i trzymanie w sobie zalów nie leży w mojej
      naturze....ale...
      ciche dni sa jednak elementem mojego małzeństwa...ale stosował je mój mąz....i
      szybko sie od niego nauczyłam, próbując pokazac mu , ze to do niczego nie
      prowadzi....
    • syriana Re: ciche dni 26.03.07, 19:07
      > Czy wedlug Was ciche dni sa dobra forma kary? Czy popieracie ja? Jesli tak, to
      > dlaczego?

      ze strony rodziców przeżyłam parę razy takie cudo, zwykle trwały po kilka dni
      skutki - psychiczny syf i obniżenie mojego (i tak już niskiego) poczucia
      wartości drastycznie,
      efekt wychowawczy żaden, za to do dzisiaj pamiętam to ch..owe uczucie


      dziecka nie mam
      z partnerem mi się nie zdarzyło
    • figrut Re: ciche dni 26.03.07, 19:10
      Nie stosuję cichych dni w moim domu, nie porównuję nikogo z domowników do kogoś
      "lepszego". Za bardzo to przeżywałam w dzieciństwie i tego co tak bolało unikam
      jak ognia. Nie płaczę z powodu jakiegoś przewinienia moich dzieci tak, jak
      robiła to moja Mama, nie obwiniam ich o wszystko /dlatego że ty "cośtam cośtam",
      to teraz jest tak jak jest..../. Z moim partnerem ciche dni są wręcz niemożliwe
      i nawet czasem żałuję, że gada i gada zamiast się trochę przymknąć.
    • gacusia1 Re: ciche dni 26.03.07, 19:25
      Wobec dzieci-NIE.Wobec meza nie jest to kara,tylko raczej "obrazilam sie na
      ciebie i nie mam ochoty z toba rozmawiac,jak mi przejdzie,albo mnie
      przeprosisz,to znow bede gadac,jak najeta".
    • kayah73 Re: ciche dni 26.03.07, 19:37
      lucerka napisała:

      > Zauwazylam taka prawidlowosc (u siebie). W pierwszym zwiazku, podobnie jak
      > moja mama, karalam owczesnego partnera w ten sam sposob. Potem wyjechalam do
      > innego kraju, gdzie nauczylam sie zupelnie innej strategii komunikowania
      > wlasnych uczuc.

      Identycznie u mnie.

      W obecnym zwiazku (z "zagranicznym" partnerem) nie mam szans na ciche dni,
      chociaz pare razy na poczatku odruchowo probowalam. Partner po prostu nigdy w
      to sie ze mna "nie bawil" i w koncu ja czulam sie jak gowniarz. Nie pamietam
      kiedy ostatnio to zrobilam, pewnie ze 2-3 lata temu. Zrobienie tego dziecku
      widze jako calkowite gowniarstwo i szantaz emocjonalny.

      Dalej miewam momenty, ze jestem zla i nie chce mi sie do parntera odzywac, ale
      teraz zalatwiam to zupelnie inaczej - mowie mu, ze po prostu chce byc teraz
      sama, musze to przemyslec i ochlonac. Partner przyjmuje to ze zrozumieniem,
      daje mi czas i miejsce na przemyslenie, czesto nawet sam zwija gdzies dziecko.
      Po jakims czasie, jesli dalej sie nie odzywam, zagaduje mnie czy "juz wiem".
      Bez jakiegos wysmiewania sie czy atakowania i pretensji - po prostu sie pyta.
      Nie moge sie wtedy dalej zloscic. wink Poza tym, czesto po powaznym przemysleniu
      sprawy okazuje sie ze tak na prawde nie bylam zla na niego tylko np. na babe w
      autobusie, ktora zepsula mi reszte dnia i na nim sie skrupilo...
      • aguskin Re: ciche dni 26.03.07, 19:49
        czasem przerabiam takie ciche dni, pomaga mi to zebrać myśli, nabrać dystansu,
        później rozmowa, wprawdzie już coraz sporadyczniej, z dziećmi się nie da, bo to
        mnie smieszy jak czasem syn się obraża i całe 10 min. wytrzyma bez mówienia
    • koralik12 Re: ciche dni 26.03.07, 20:23
      Niecierpię cichych dni. Mój mąż takie stosuje jak się o coś pokłócimy. On chce
      się odsunąć, rozpamiętywać, potem ochłonąć i najlepiej zapomnieć, a jak złośc
      przejdzie wrócić do normalnych relacji. Ja zupełnie inaczej: po kłótni chcę
      rozmowy, przeprasznia, godzenia, czułości i od razu mogę wrócić do normalności.
      Ale mąż nigdy nie chce rozmawiać, przepraszam nie przechodzi mu przez usta, nie
      weżmie na siebie nawet części winy, nawet jak zrobię pierwszy krok i juz się na
      niego nie gniewam to muszę czekać aż mu przejdzie co trwa czasem długo. Czasem
      to trwa tak długo że narasta we mnie wściekłość na niego.
    • denea Re: ciche dni 26.03.07, 21:32
      Nawet gdybym chciała to nie umiem. Jestem z tych co momentalnie wpadają w
      furię, która też szybko ostyga.
      Co dziwne umiem się kłócić dojrzale, tak mi się wydaje przynajmniej. Mamy taki
      układ że mówimy sobie wprost to i to i tamto, więc nasze kłotnie z piorunami są
      niesłyszalne wink
      Owszem, po jakimś straszliwym numerze mojego męża czasem stosowałam "ciche
      godziny" (albo chociaż kwadranse) żeby miał czas na zastanowienie się i
      poczucie wstydu. Jak skruszał mówiłam, co miałam do powiedzenia. Ale ta cisza
      nie była formą kary, raczej odczekaniem na właściwą na rozmowę chwilą.
      • ledzeppelin3 Re: ciche dni 26.03.07, 21:50
        "Ciche dni", "obrażenie się", jak go zwał, to też jest forma terroru
        psychicznego. Taka bardzo "kobieca", bo kobiecie nie wypada wpaść we
        wściekłość, ale można być "zranioną" i "obrażoną", to wypada. Nie znosze takiej
        formy kary czy grom wie co to jest, nie stosuję tego, ani ja, ani mąż, w naszej
        rodzinie. Nie mówiąc o tym, że temperament nigdy by mi nie pozwolił na
        milczenietongue_out
        • lucerka Re: ciche dni 27.03.07, 09:36
          ledzeppelin3 napisała:

          > "Ciche dni", "obrażenie się", jak go zwał, to też jest forma terroru
          > psychicznego.

          Tez sadze, ze to ma w sobie cos z terroru psychicznego.

          >Taka bardzo "kobieca", bo kobiecie nie wypada wpaść we
          > wściekłość, ale można być "zranioną" i "obrażoną", to wypada.

          Dokladnie ten poglad zaszczepila mi moja mama, stosujac wobec mnie to "obrazanie
          sie". Stosujac podswiadomie ta metode w moich relacjach z innymi ludzmi,
          zaczelam dostrzegac wplyw zachowan mojej matki na mnie.

          Jest takie niemieckie (przynajmiej w Niemczech zaslyszane) madre zdanie: "Nawet
          nie probuj wychowywac swoich dzieci - one i tak wezma przyklad z ciebie"

          Moim nieudolnym tlumaczeniem chce wyrazic, ze wychowanie to jedno a drugie to
          to, co dzieci obserwuja na codzien, nasze zachowanie wobec partnera, w klotni,
          wobec innych ludzi. To wszystko ma ogromny wplyw na dzieci.


          Nie mówiąc o tym, że temperament nigdy by mi nie pozwolił na
          > milczenietongue_out
    • dirgone Re: ciche dni 27.03.07, 10:40
      Ja jestem z furiatek i choleryczek, które najpierw wykrzyczą wszystko i zrobią
      istną masakrę słowną, potem milkną (na 5 minut, bo się argumenty skończyły) i
      czekają na reakcję drugiej strony. Jako że moja druga strona męska jest wybitnie
      milcząca i skryta, to nigdy nie wie, jak odpowiedzieć na atak furii. Mnie to
      doprowadza do szaleństwa i nie mogąc wytrzymać w ciszy, sama zaczynam podchody.
      Nie wytrzymałabym w milczeniu pół godziny nawet, bo nie byłabym w stanie skupić
      się na niczym innym. Do dnia następnego to już w ogóle nie byłoby szans, bo po
      prostu nie zasnęłabym. Dlatego telefony komórkowe i internet to istne
      dobrodziejstwo dla mnie.

      Jedyną osobą, z którą mogę się pokłócić (ale tak już zupełnie bez żadnych
      zahamowań, bo wyzywamy się od totalnie najgorszych, czasami dochodzą też
      rękoczyny) i zostawić to bez żadnych rozwiązań, jest mój brat (on:23 lata,
      ja:27). Zawsze tak było i kłóciliśmy sie o byle gó.. na szklanki, talerze i
      jajka, ale po kilku minutach on mi robił herbatę, a ja mu poprawiałam
      wypracowanie smile
    • anik801 Re: ciche dni 27.03.07, 11:02
      Moja mama nigdy mnie nie uderzyła,nie karała mnie żadnymi zakazami,cichymi
      dniami itd.Dlategoi nie wiem jak to jest.Jako dorosła osoba,gdy się z nią
      kłóciłam,to każda z nas powiedziała co ma do powiedzenia i spokój.
      • agatha61 Re: ciche dni 27.03.07, 14:31
        nie umiem, chociaz czasem bardzo chce. Jesli juz to u nas jest duza burza o
        potem juz ok. tzn wobec dziecka w ogole sobie nie wyobrazam czegos takiego,
        moge dac burę, ale obrazac sie na dziecko? absurd, co najwyzej pomamrocze pod
        nosem.
        mąz kiedys byl skryty ale nauczyl sie ode mnie, nawet jak staram sie bardzo nie
        odzywac to itak walnie cos takiego (to jajcarz generalnie) ze nie moge sie nie
        smiac.
        I chyba ciesze sie, ze tak jest, bo Meza brat ze swoja zona ma przechlapane.
        moga sie nawet dwa tyg nie odzywac. kiedy trafilismy w niezapowiedziana wizyte
        do nich wlasnie w ciche dni... nigdy wiecej...

        Agata
    • nisar Re: ciche dni 27.03.07, 14:59
      Nienawidzę!!!
      Mój obecny mąż miał taki zwyczaj - jak się pokłóciliśmy to się obrażał -
      czasami wychodził z domu i nie wiedziałam na ile, czasami po prostu się nie
      odzywał. Tłumaczyłam, gadałam, dziamałam, że to bez sensu, że to gó..arstwo
      itd.
      Udało mi się chyba, obecnie po kłótni nie ma "cichych dni", wprawdzie przez
      jakiś czas rozmawiamy ze sobą nieco półgębkiem nie wracając do meritum sporu
      (musi minąć trochę czasu by móc porozmawiać spokojnie, oboje jesteśmy
      impulsywni i zaczęcie takiej rozmowy za wcześnie powoduje tylko powrót do
      kłótni), potem rozmawiamy normalnie, potem wracamy do przedmiotu sporu i
      spokojnie go omawiamy - jak już opadną nerwy i emocje. Trwa do około doby,
      czasem dwie, ale atmosfera w domu - jakkolwiek lekko napięta - nie jest jednak
      nie do wytrzymania, a to dla mnie bardzo ważne.
    • gosika78 Re: ciche dni 27.03.07, 18:36
      U nas to niemożliwez powodu naszych charakterów. kłócimy się fest po czym następyje chwilowy zastój (spacer jednej lub drugiej strony, w tym mój nieodłączny ryk) i następnie po jakimś czasie wyjaśnienie sobie wszystkiego na spokojnie (oczywiście nie zawsze się zgadzamy ze sobą ale to już inna sprawa).
    • renia1807 Re: ciche dni 27.03.07, 18:44
      lucerka napisała

      Czy wedlug Was ciche dni sa dobra forma kary? Czy popieracie ja? Jesli tak, to
      > dlaczego?
      >
      > Czy stosujecie ta kare wobec meza/partnera/dzieci?

      Nie popieram cichych dni i nikt w naszym domu tego nie stosuje, bo to jest bez
      sensu, lepiej powiedzieć co leży na sercu, nawet wykrzyczeć a potem wrócić do
      normalności.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka