gosto2
15.04.07, 00:30
koniecznie muszę się wam wyżalić bo zaraz zwarjuję nie wiem czy to przez ten
okres który właśnie mam ale czuję że moje życie poprostu pada na twarz.
Najpierw się wam przedstawię nazywam się ania mam 27 lat i jestem lekarzem
dokładnie 3 miesiące temu urodziłam synka niby zdrowy a tu po 4 tygodniach
dowiaduję się że ma wylew w głowce (naszczęście rozwija się prawidłowo i
jestem pełna nadzieji że nic mu nie będzie )Mam również męza ,który jest
stomatologiem i pracuje od 8 rano do 23,więc ja siedzę sama w domu i zajmuję
się synkiem.Mimo że mój mąż tak długo pracuje na nic nas nie stać haruje jak
wół bo pisze doktorat, dostaje marne stypędium i pracuje na uczelni za
grosze. Do tego już doszło że nawet niedziele spędzam sama z synem ( w soboty
też pracuje)bo mąż pisze prezentacje i przygotowuje dokumenty do komisji
bioetycznej.Poza tym mieszkamy w hotelu asystenckim, jak zlikwidują ten hotel
to chyba zamieszkamy na dworcu na mieszkanie nas niestać, chcieliśmy kupić
działkę rodzice pożyczyli nam pieniądze ale dzisiaj się dowiedziałam że z
tego wszytkiego nici.Dodam że mieszkamy we Wrocławiu a tu za malutką działkę
trzeba już zapłacic 200 tyś jak nie więcej może i takie ceny są już na
obrzeżach wrocławia.Nie wiem co to będzie siedzę sama w domu i się
zamatwiam.Najpierw tym że dziecko ma wylew potem że nasz syn nie ma ojca a ja
męża, nasze plany z działką też legły w gruzach, dzisiaj na dobitkę telewizor
nam się popsuł i nie ma kto go zawieść do naprawy.Ktoś może sobie powiedzieć
dziewczyno nie ma biednych stomatologów tylko nikt nie widzi że tych na
początku kariery nie stać na nic bo z czego otworzyć gabinet jak człowiek
dostaje 450 zł stypendium. Nie wiem co to będzie płakać mi się chce i tyle...