Dodaj do ulubionych

uderzyłam męża to już koniec

18.04.07, 22:38
w końcu po kilku latach nie wytrzymałam ciągłego zrzędzenia, marudzenia,
wiecznego niezadowolenia ze wszystkiego (jestem w ciąży z drugim dzieckiem)
ale nie mogłam nigdy na niego liczyć (np po poronieniu nie przyjechał po mnie
do szpitala bo "przeżywał"-wracałam sama - takich sytuacji było mnóstwo - na
codzień nie chce mi się już wszystkiego opisywać)- dzisiaj po prostu nie
wytrzymałam - wszystko we mnie wybuchło - może to też wpływ ciąży - normalnie
jestem dosyć zrównoważona - uderzyłam go mocno butem. wyprowadził się i
wiecie co czuję po tych wszystkich latach - ulgę. że to się już skończyło, że
znowu będę mogła być sobą. że nie będzie obwiniania całego świata za
wszystkie klęski które go "niezasłużenie" spotykają. nie wiem jak wytrzymałam
tyle lat. i pierwszy raz kogoś uderzyłam. bardzo dziwne uczucie.
Obserwuj wątek
    • fergie1975 Re: uderzyłam męża to już koniec 18.04.07, 22:44
      raz go uderzyłas ? a on Ciebie ile razy bił .. "psychicznie"?
      Znęcał sie , dziwne ze mu jeszcze kopa na do widzenia nie posłałaś. Az sie
      zdenerwowałam.
      Ale swoje po tym odchorujesz i tak... minie po 2 tygodniach smile, w przypływie
      żalu "jaki to on został poszkodowany po tym bucie" tylko sie na załam
      psychicznie i nie dzwon do niego!
      • asia_i_p Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 10:12
        Z jednej strony brzmi rozsądnie. Z drugiej strony, gdyby to mężczyzna uderzył
        kobietę w odpowiedzi na raniące słowa, nie widziałybyście dla niego
        usprawiedliwienia. I ja też przyłapuję się na tym, że o ile mężczyzna
        uderzający kobietę oburza mnie niezależnie od siły ciosu, o tyle kobieta musi
        mężczyznę pobić, żebym poczuła ten sam stopień oburzenia. Skąd się to bierze.
        • fergie1975 Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 22:11
          jak jest na odwrót tez sie denerwuję .....
    • mathiola Re: uderzyłam męża to już koniec 18.04.07, 22:45
      Rety... może poczekaj aż emocje opadną, bo czasem tak na świeżo wszystko
      wygląda inaczej niż wygląda... Ciężko coś więcej powiedzieć, jeśli faktycznie
      było wam tak strasznie źle, to pewnie dobrze się stało, tylko po co ta druga
      ciąża? Wiesz jak wygląda życie dzieci w rozbitej rodzinie? Bo ja wiem. I dzięki
      temu wiem też, że nie zawsze warto... Ale może w twoim przypadku rzeczywiście
      warto, nie wiem (ta historia z wracaniem samotnie po poronieniu... no,
      rozwaliło mnie). Zresztą - sama wiesz lepiej. Trzymaj się.
      • mamapolii Re: uderzyłam męża to już koniec 18.04.07, 22:56
        właśnie nie wiem czemu ale jestem dizwnie spokojna. bardzo mi szkoda
        dzieciaków - zawsze się bałam takiego scenariusza - ale to taki przełom - może
        zbyt brutalny ale tego było chyba nam potzreba by podjąc decyzję. ciągle się
        ludziłam, ze sie zmieni, zrozumie ale te złudzenia to tylko złudzenia
        niestety.zmienił się rzeczywiście po dziecku - bardzo kocha małą - mają dobry
        kontakt i mam nadzieję, że tak zostanie. ale nadal ważna jest tylko 1 osoba -
        ON - jestem w ciąży zagrożonej kilka razy w szpitalu - nie mogłam podnieśc
        ciężkiego stołka - poprosiłam o pomoc - "to weź go przesuń a nie podnoś" i
        kilka takich sytuacji dziennie. np. jak poprosiłam żeby chował pranie do kosza
        na brudną bieliznę - zaczął je chować do szafek i sam prać raz w tygodniu -
        honorowo. przychodzi do domu - zupa na stół - zjada - talerz zostaje - nawet
        nie wstawi do zlewu - tak go mamusia przyzwyczaiła - i to się już nie da
        wykorzenić - prośby, rozmowy nic nie dają. szkoda mi dzieci bardzo. ale widząc
        nasz dzień będą miały chyba jeszcze gorzej.
        • mathiola Re: uderzyłam męża to już koniec 18.04.07, 23:00
          Wiesz co, jak masz się szarpać resztę zycia z niedorośniętym matołem (niech
          zgadnę - wyprowadził się do mamusi??), to lepiej costawić go teraz, niż żyć z
          takim... się nie wypowiem... w imię dobra dzieci. Naprawdę, czasem lepsze jest
          mniejsze zło, niż tkwienie w jakimś chorym układzie z takim... takim... jak
          nazwać takiego osobnika właściwie?? DUPEK. Nie dzwoń tylko i nie proś o
          ostatnią rozmowę!
          • ania_kudlacik Re: uderzyłam męża to już koniec 18.04.07, 23:20
            Wiem kochana co czujesz,sama przechodziłam przez to.Przez 5 lata znosiłam
            znęcanie sie psychiczne nademna,wiem powinnam odejść,ale sie bałam mieliśmy 2
            dzieci(bliźniaczki)w święta pierwszy raz pobił mnie powiedziałam dość,za 6 dni
            mam samolot do Polski.Trzymaj sie.
            Pozdrawiam
            Ania
        • katarzyna.bn Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 02:31
          mamapolii napisała:

          > ciągle się
          > ludziłam, ze sie zmieni, zrozumie ale te złudzenia to tylko złudzenia
          > niestety.zmienił się rzeczywiście po dziecku - bardzo kocha małą - mają dobry
          > kontakt i mam nadzieję, że tak zostanie. ale nadal ważna jest tylko 1 osoba -
          > ON
          > np. jak poprosiłam żeby chował pranie do kosza
          > na brudną bieliznę - zaczął je chować do szafek i sam prać raz w tygodniu -
          > honorowo. przychodzi do domu - zupa na stół - zjada - talerz zostaje - nawet
          > nie wstawi do zlewu - tak go mamusia przyzwyczaiła - i to się już nie da
          > wykorzenić - prośby, rozmowy nic nie dają.


          o matko.. czuje sie tak jakbys pisala o moim partnerze.. wlasnie dzisiaj
          mielismy kolejną rozmowe na temat jego zachowań. Mamy syna (2 lata i 3 miesiace)
          owszem zmienil sie od tamtego czasu.. ale nadal nie panuje nad podstawowymi
          czynnosciami ktore robi sie automatycznie, typu: czasami nie wyniesie naczyn po
          sobie do zlewozmywaka, nie zgasi swiatla w pomieszczeniu z ktorego wyjdzie, jak
          wyjmie ubrania z szafy, to jej spowrotem nie zamknie, nie umyje umywalki
          dokładnie po goleniu czy myciu zębów.. to są pierdoły, ale ja już nie wytrzymuję
          tego ciagłego sprzątania po nim i chodzenia i sprawdzania.. Wczoraj np. wracając
          w nocy z pracy robil kolacje i zapomnial zamknąc lodówkę. Juz pomijam ze ciagle
          czegos szuka, bo nie wie gdzie to zostawil.. i ja przeprowadzam cale sledztwo,
          co mogl robic jak wrocil do domu, w ktorym pomieszczeniu np. mogą znajdowac sie
          klucze od samochodu. Zwykle jednak kiedy nie moze ich znalesc, to pyta Nikodemka
          podejrzewając go o zabawe kluczami na przyklad. Owszem Nikus lubi sie nimi
          bawic, ale nie zawsze to robi. Da się tak żyć?!

          hehh.. dla pocieszenia mieszkamy z tesciową, ktora zwraca mi uwagę że nie
          wstałam z łóżka i nie posprzątałam po jego robieniu kolacji w nocy.. no
          postepowanie jak z malym dzieckiem........ facet ma 28 lat, a ja mam traktowac
          go jak swoje drugie dziecko?!

          Narazie czekam na cud, aczkolwiek wątpie w to. Może jak się wyprowadzimy?
          Bardzo go kocham za zalety, które ma.. ale tych wad "wrodzonych" chyba nie da
          się wyeliminować.

          Przepraszam mamapolii że do jej wątku wtrąciłam swój problem, ale jak to
          przeczytałam to nie mogłam uwierzyć że mamy (znaczy sie Ty miałaś) ten sam problem.

          PS. Dzisiaj chcąc urwać się na 2 godzinki z domu żeby iść na bezrobocie,
          chciałam zostawić mu nasze dziecko na ten czas.. stwierdził że pojedziemy
          samochodem, ale kiedy okazało się ze padł akumulator, kazał nam wysiąść i iść do
          domu. Stanęłam w progu i czekałam aż zaproponuje że zostanie z Nikodemem..
          Zapytał na co czekam.. Zapytałam czy zostanie z Nikodemem.. oczywiście
          usłyszałam: a dlaczego nie możesz go ze sobą zabrać. LUUUUUUUUDZIE! Zajęło by mi
          to cały dzień z dzieckiem, a ja chcę tylko wyjść załatwić tą jedną sprawę
          urzędową. To zabrał Nikodema na górę i musiał mi powiedzieć coś okropnego, bo
          nie byłby sobą.. Usłyszałam że on miałby w d..ie to że ktoś go wzywa z jakiegoś
          urzędu.. I wiele innych.. Bo z reguły on ma w tyłku wezwania zusów, skarbówek
          itd. Jedynie do banku leci na skrzydłach. Poszłam na przystanek.. w połowie
          drogi dzwoni do mnie, że mały płacze za mną, a on nie ma dzisiaj nerwów do
          dziecka.. Co miałam zrobic? wrociłam sie po dziecko.. na szczescie zdazylam byc
          w urzędzie przed zamknięciem, a wrocilismy do domu chyba po 4 godzinach.. czyli
          spacerkiem mojego synka.
          Po dzisiejszej rozmowie przyznał mi racje, ze nie zachował sie w porządku.
          Obiecał poprawę.. Zawsze obiecuje i efekt jeśli jest to na krótko..
          • marcelaga Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 10:36

      • selavi2 Ja zostalam po poronieniu 19.04.07, 12:05
        przywieziona do domu. Pamietam, ze nim ruszylismy prosilam mojego wtedy
        jeszcze meza o 2 tyg. czasu na dojscie psychiczne do siebie, uprzedzalam,ze
        bede nerwowa, rozdrazniona itp. Powiedzial, ze ok. Przyjechalismy, on zaraz
        odwiozl moja mame, ktora opiekowala sie nasza roczna corcia. Wrocil i zrobil mi
        karczemna awanture o to, jak ja moge sie tak niegrzecznie i niekulturalnie
        odzywac do MOJEJ mamy(robilam jej wymowki, bo dawala corce czekolade, na ktora
        mala byla uczulona). I wrzeszczal tak na mnie, 2 godziny po przyjezdzie ze
        szpitala, a ja stalam, patrzylam na niego i wiedzialam, ze wlasnie w TYM
        momencie przestaje go kochac.
        Nadmienie, ze do poronienia doszlo na skutek choroby(zapalenie krtani z wysoka
        goraczka) i ze w trakcie tej choroby, lezac z goraczka, nie mogac mowic
        slyszalam dobre rady o tym, ze mam sie nie piescic ze soba, ,ze od
        przeziebienia nikt jeszcze nie umarl, ze mam sie wzac w garsc-isc na basen,
        pogimnastykowac-napewno sie wtedy lepiej poczuje.
        Wezwany prywatnie laryngolog(za moje pieniadze) skomentowal do mojego meza
        sytuacje tak:
        "Oj panie doktorze, jak pan mogl dopuscic do takiego stanu?"
        Tyle na temat poronien, wrazliwych mezow i rozstan.
    • magdulichaa Re: uderzyłam męża to już koniec 18.04.07, 23:30
      przykro mi, że tak sie stało, nie jest mi przykro, że go uderzyłaś, bo ja bym
      waliła go chyba az by padł, co za sku....el, nie , nie .....ja sama straciłam
      pierwszą ciażę i wiem jak ważne są te "drobiazgi" , jak wyjście ze
      szpitala......i tak dalej, rozumię, że niewiele miałas z niego pożytku, pomocy,
      taki typowy "synek mamusi", co mu tylko przynieść, wynieść, a Ty taka usłużna
      kurka, ja tez czasem mam nerwy na mojego męża, raz nawet w ogromnej furii
      oplułam go ...po prostu oplułam go, normalnie wyprowadził mnie z równowagi, ale
      najważniejsze jest to, że czujesz, ze się uwolniłaś, więc to był jakis
      toksyczny zwiazek, może lepiej , że teraz, będziesz mogła spokojnie przygotować
      się do powitania dzieciaczka na świecie, bez marudzeń......trzymaj sie i nie
      daj się, i przede wszystkim myśl o sobie i o dzieciach a pan niezadowolony i
      tak da sobie radę, takie typy zawsze sobie daja radę
    • czarny.kot997 Re: uderzyłam męża to już koniec 18.04.07, 23:36
      jestes bardzo dzielna kobieta. trudno jest ocenic sytuacje po kilku zdaniach
      ale skoro piszesz, ze bylo strasznie (ja nie rozumiem jak on mogl ciebie sama
      zostawic po poronieniu? czy on jest sadysta?)to wiesz co mowisz. Jesli myslisz,
      ze dzieci nie czuja, ze matka jest nieszczesliwa to grubo sie mylisz (niestety,
      pamietam to z dziecinstwa- w sumie bylo u nas tak jak to opisalas i wierz mi,
      modlilismy sie z bratem tylko o to, zeby mama sie wreszcie z ojcem rozwiodla)
      dzieci wiedza i czuja bardzo duzo i wcale nie jest prawda, ze tylko w pelnej
      rodzinie moga byc naprawde szczesliwe. z caqlego serca zycze ci sily i
      wytrwalosci. pozdrawiam
    • patrischa do katarzyna.bn 19.04.07, 08:35
      witaj w klubie moj niemaz jet identyczny
      nigdy nie wyniesie talerza po sobie..
      nidgy wieczprem nie wlozy brudnych ciuchow do prania ...tylko ranao...a czasmi
      i rano zapomni...
      nie sprzata i nie zmywa..jedyne co w domu robi to bawi sie z dzieckiem, wynosi
      smieci i kosi trawe...
      ale fakt b.duzo pracuje i ma stresujaca prace...
      tylko ze ja tez mam dosc hcodzioenie i sprztania po nim...
      jak sie kapie to lazienka jest taka zlana ze moje 2,5 letnie dziecko nie
      potrafi tego tak zrobic smile
      ale tez go kocham, bo wiem ze kocha mnie i moje dziecko...pracuje bysmy mieli
      godne zycie...
      nigdy niczego nam nie wylicza...
      woli nam niz sobie...
      • mamapolii Re: do katarzyna.bn 19.04.07, 08:58
        życie to kompromisy - wiem o tym doskonale ale właśnie chyba przekroczyłam
        granicę kompromisu i zupełnie tracę siebie. moje studia to "szkółka wyciągająca
        pieniądze"(filologia), "nic mu w życiu nie dałam" - dla niego zostawiłam fajną
        pracę za granicą (mam mieszkanie samochód - własne), dziecka nie wspomnę, w
        trudnych momentach (pogrzeb bliskich, trudna ciąża) nigdy nie mogę na niego
        liczyć - wtedy ma depresję - jeśli jedzie z kolegami na mecz depresja mija
        nagle. ine jestem heksą która wymaga cudów - tylko - skoro jestem w ciąży
        zagrożonej i siedze w domu z maluchem który jest żywą iskierką - w miarę
        możliwości robię obiad - dwudaniowy - a potem PAN i WŁADCA oczekuj, że
        posprzątam po nim ze stołu, pozmywam podam ciasto i zrobię herbatkę - bo tak
        miał u mamusi to po prostu nie wyrabiam.
        • mamapolii Re: do katarzyna.bn 19.04.07, 09:03
          a praca - no cóż - ma mnóstwo społecznych inicjatyw - które nie przynoszą
          dochodów (ani też nie dają efektów) na czym tracą interesy - właśnie
          zamknęliśmy "zbankrutowaną" firmę.
          nawet jak czasy były dobre małe miało 8 miesięcy - poszłam do pracy bo
          wypominał mi, że nie zarabiam. a za dużo wydaję - dawał mi wtedy - 2 lata temu
          500 pln miesięcznie na utrzymanie domu.
          • katarzyna.bn Re: do katarzyna.bn 19.04.07, 12:17
            wiesz.. jeśli chodzi o pracę.. to ja nie wysłuchuje tego że za dużo wydaję.. bo
            moje wydatki to zapłacenie Cyfry +, czasem bilety PKS, jedzenie dla Nikodema,
            moj nałóg - papierosy i może ze dwa razy do roku jakiś ciuch.. to wszystko..
            Wyżywia nas jego rodzina.. niestety.. od czasu do czasu kupimy coś do domu.
      • katarzyna.bn Re: do katarzyna.bn 19.04.07, 12:13
        dokładnie! ja też zdaję sobie z tego sprawę że kocha nas i chce nam zapewnić jak
        najlepszy byt z tego względu nie ma go często w domu, ale dlaczego kiedy
        przyjeżdża ja zamiast cieszyć się jego widokiem, od razu zwracam mu uwagę o
        wszystko co zrobi nie tak.. i w ten sposób atmosfera w domu nie jest przyjazna..
        tak tak.. łazienka wygląda masakrycznie niekiedy.. a czym Twój NieMąż obcina
        paznokcie? Wiem ze to bezposrednie pytanie, ale moj to bardzo zadko obcinaczek
        używa.. raczej preferuje obcinaczki do kabli ;/ bleeee...
    • bunny.tsukino Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 09:05
      Nie popieram przemocy.
      Ale dobrze zrobiłaś, że się pozbyłaś gada.
      • mijaczek Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 10:24
        myslisz, ze jedno trzasniecie butem zalatwi wasz problem? teraz sie uniosl
        honorem i wyprowadzil, ale myslisz, ze to koniec twoich problemow? a dzieci?
        alimenty? wspolne rzeczy? najciekawsze dopiero przed toba. zycze ci sily i
        cierpliwosci.
    • noovaa Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 10:21
      Po 1. Gratuluje
      Po 2. Życzę szczęścia w dalszym życiu i nieugięcia kiedy wróci "na kolanach"

      Jestem z Tobą. smile
    • patrischa :-) do katarzyny 19.04.07, 13:02
      obcina
      cazkami
      ale nie zawsze sprzatnie wszytsko..czasmi mi troche zostaje i tez tego
      nienawidze
    • karolcia111 butem??? trepem było go walnąć!!!! i to mocno 19.04.07, 13:47
      żeby mu się klepki nastawiłysmile
    • rita75 jakby mnie facet udrzyl, tez by byl koniec. nt 19.04.07, 13:51
    • rita75 Re: uderzyłem zonę to już koniec 19.04.07, 14:01
      w końcu po kilku latach nie wytrzymałem ciągłego zrzędzenia, marudzenia,
      wiecznego niezadowolenia ze wszystkiego (bede ojcem po raz drugi)
      ale nie mogłem nigdy na nią liczyć (np po operacji nie przyjechała po mnie
      do szpitala bo "przeżywała"-wracałem sam - takich sytuacji było mnóstwo - na
      codzień nie chce mi się już wszystkiego opisywać)- dzisiaj po prostu nie
      wytrzymałem - wszystko we mnie wybuchło - może to też wpływ tego, ze bede
      ojcem - normalnie
      jestem dosyć zrównoważony - uderzyłem ją mocno butem. wyprowadziła się i
      wiecie co czuję po tych wszystkich latach - ulgę. że to się już skończyło, że
      znowu będę mogł być sobą. że nie będzie obwiniania całego świata za
      wszystkie klęski które ją "niezasłużenie" spotykają. nie wiem jak wytrzymałem
      tyle lat. i pierwszy raz kogoś uderzyłem. bardzo dziwne uczucie.

      CZEKAM NA POKLASK
      • ma.pi Re: uderzyłem zonę to już koniec 19.04.07, 14:59
        rita75 napisała:

        > w końcu po kilku latach nie wytrzymałem ciągłego zrzędzenia, marudzenia,
        > wiecznego niezadowolenia ze wszystkiego (bede ojcem po raz drugi)
        > ale nie mogłem nigdy na nią liczyć (np po operacji nie przyjechała po mnie
        > do szpitala bo "przeżywała"-wracałem sam - takich sytuacji było mnóstwo - na
        > codzień nie chce mi się już wszystkiego opisywać)- dzisiaj po prostu nie
        > wytrzymałem - wszystko we mnie wybuchło - może to też wpływ tego, ze bede
        > ojcem - normalnie
        > jestem dosyć zrównoważony - uderzyłem ją mocno butem. wyprowadziła się i
        > wiecie co czuję po tych wszystkich latach - ulgę. że to się już skończyło,
        że
        > znowu będę mogł być sobą. że nie będzie obwiniania całego świata za
        > wszystkie klęski które ją "niezasłużenie" spotykają. nie wiem jak
        wytrzymałem
        > tyle lat. i pierwszy raz kogoś uderzyłem. bardzo dziwne uczucie.
        >
        > CZEKAM NA POKLASK


        Eeeeee, nooooooooo, Ty jako mezczyzna powinienes zone kapciem. Butem, a feee.
        • rita75 Re: uderzyłem zonę to już koniec 19.04.07, 15:02
          > Eeeeee, nooooooooo, Ty jako mezczyzna powinienes zone kapciem. Butem, a feee.

          z "papierka" w twarz
          albo co najwyzej kwiatkiem big_grin
        • kalina81 Re: uderzyłem zonę to już koniec 19.04.07, 15:20
          facet nie ma prawa przeżywać utraty dziecka, bo stanie się w naszych oczach
          niedojdą, ale nie ma też prawa nie przeżywać, bo wtedy będzie nieczułym draniem.
          Nie ma prawa oddać kobiecie, która go uderzyła, bo wtedy jest damskim bokserem,
          ale nie wolno mu też odejść po dostaniu od żony, bo zostanie niedojdą i
          maminsynkiem. Nie wolno mu ignorować kobiecego marudzenia i zrzędzenia, tylko
          powinien zrozumieć, że takie już jestesmy, albo mamy pms, jemu nie wolno
          marudzić i narzekać, bo oczywiście jest wtedy niedojdą i kto to widział
          marudzącego mężczyznę. Do tego ma myć zlew po goleniu, odstawiać talerzyk do
          zlewu, gasic po sobie światło, wkładać ubrania do szafy i być męski, koniecznie,
          bo inaczej będzie...niedojdą i ciamajdą.
          Powinien też dużo zarabiać, aby utrzymać rodzinę, ale jednocześnie siedzieć w
          domu, sprzątać, robić zakupy i odnosić talerzyki.
          Chyba zmienię płeć ze względów ideologicznych, bo po czytaniu takich bzdur wstyd
          mi, że jestem kobietą.
          • lola211 Re: Kalino 19.04.07, 16:16
            Mam takie samo zdanie.
            Poza tym NIE CIERPIE ludzi, dla ktorych problemem jest nieodstawiony talerzyk.
            • mamapolii Re: Kalino 19.04.07, 16:32
              pewnie nie lubisz też głupich bab, które mażą się po śmierci dziecka, zamiast
              dzialnie wrócić do domu na piechotę i zająć się czymś konkretnym, prawda?
            • ojejkuniu Re: Kalino 19.04.07, 16:42
              tu chyba chodziło o coś więcej niż nieodstawiony talerzyk.
          • ik_ecc Re: uderzyłem zonę to już koniec 19.04.07, 20:33
            kalina81 napisała:

            > facet nie ma prawa przeżywać utraty dziecka, bo stanie się w naszych oczach
            > niedojdą, ale nie ma też prawa nie przeżywać, bo wtedy będzie nieczułym
            > draniem. Nie ma prawa oddać kobiecie, która /.../

            A kobieta nie ma prawa sie nie zgodzic na traktowanie, ktore jej nie odpowiada,
            bo wtedy nie zalezy jej na rodzinie i nie umie dbac o domowe ognisko. Do tego
            staje sie wtedy przerazajaca i odrazajaca feministka.
            Ale jesli sie godzi, to daje po sobie jezdzic...

            Kalino, identyczna litanie mozna napisac na temat kobiet...
          • janka007 Re: uderzyłem zonę to już koniec 19.04.07, 22:59
            kalina81 napisała:

            > facet nie ma prawa przeżywać utraty dziecka, bo stanie się w naszych oczach
            > niedojdą, ale nie ma też prawa nie przeżywać, bo wtedy będzie nieczułym
            draniem

            Facet ma święte prawo przeżywać utratę dziecka, ale nie do tego stopnia, żeby
            zapomnieć że ma żonę która przeżywa utratę dziecka nie tylko psychicznie ale i
            fizycznie. Są sytuacje w których trzeba pozbierać sie żeby dać oparcie komuś
            kto przezywa jeszcze bardziej. Nie powiem, ze na tym polega bycie prawdziwym
            męzczyzną, bo na tym polega po prostu bycie partnerem.
      • katarzyna.bn Do rita75 19.04.07, 21:14
        To nie było zabawne.. dla mnie nie ma różnicy czy to kobieta uderzyła czy
        mężczyzna. Bo i jedno i drugie świadczy o tym że coś złego dzieje się w związku.
    • mamamonika ??? 19.04.07, 15:30
      Zawsze przy takich postach zastanawiam się, którędy takiej biedulce takiego
      wstretnego łogra podrzucają. Sama by przecież takiego gada nie przygarnęła.
    • soemi Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 15:35
      Najwżniejsze, że czujesz się dobrze smile Pozdrawiam
      • blum5 Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 18:03
        jak czytam o wrednych mezach to ciarki mnie przechodza i jedna mysl
        KOBIETY SZANUJMY SIE, bo jesli nie sznujesz siebie samje to tez nikt inny nie
        bedzie cie szanowal.

        jak mozna wytrzymac z mezem, ktory zneca sie psychicznie, nic nie robi w domu,
        jest obrazony na caly swiat, nie szanuje mojej pracy ( w domu) nie wspiera mnie
        po nieszczesciach i tragediach i nie robi jeszcze wielu innych rzeczy ktore sie
        robi w malzenstwie opartym na partnerstwie. dlaczego kobiety , zony, matki,
        pozwalaja sobie na to???!?!?!?!?!?!?!?
        meza mozna troche wychowac, i zaczac to robic juz przed slubem a nie po. bo po
        slubie na lepsze sie nie zmieni, i to samo dotyczy kobiet.
        • hancik5 Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 20:16
          To ja bym się już dawno rozwiodła, gdybym liczyła mężowi nachlapanie w łazience,
          nieumycie umywalki po goleniu, itd, itd...
          Dobry gość z niego, grunt to wyluzować i umieć się po ludzku, bez pretensji,
          dogadać...
          Ja też mam kupę wad, i jakoś tak żyjemy sobie 10 lat, bez rozwodu.

          Szukajcie w sobie dobrych stron...
          • olcia029 Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 21:03
            Nie jestem w skórze autorki wątku, ale jeśli lepiej się czuje po tym zlaniu męża
            i jego odejściu to popieram ją. Czasem wstrząs jest potrzebny, może będzie
            trochę ciężko na początku dać sobie samej radę, ale jak emocje opadną to będzie
            spokojniejsza i jak napisała stanie się sobą, po co ciągnąć nieudany związek?
            • ledzeppelin3 Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 21:24
              Nie wiem, jak można porównywać nieobcięte paznokcie czy nieodstawiony talerzyk
              do szczytu gburowatości i chamstwa, jakim jest brak wsparcia w trakcie ciąży
              zagrożonej i po poronieniu, bo o to głównie przecież autorka wątku ma żal
              Cos się komuś pozajączkowało chyba
              • katarzyna.bn Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 22:25
                ledzeppelin3 napisała:

                > Nie wiem, jak można porównywać nieobcięte paznokcie czy nieodstawiony talerzyk
                > do szczytu gburowatości i chamstwa, jakim jest brak wsparcia w trakcie ciąży
                > zagrożonej i po poronieniu, bo o to głównie przecież autorka wątku ma żal
                > Cos się komuś pozajączkowało chyba
                >

                Zgadzam się z Tobą.. nie można tego porównywać, ale chodzi o ten sam rodzaj
                mężczyzny w dalszym jego zachowaniu.
              • katarzyna.bn Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 23:08
                i jestem pewna, że gdyby nie daj Boże zdarzyła się taka sytuacja, że
                stracilibyśmy dziecko, nie wróciłabym sama ze szpitala.. i przejąłby sie tym
                mocno i byłby ze mną w tym trudnym momencie.
              • katarzyna.bn Re: uderzyłam męża to już koniec 19.04.07, 23:10
                więc chyba faktycznie masz rację ledzeppelin3
    • katarzyna.bn Do tych, które nie potrafią sobie tego wyobrazić 19.04.07, 22:22
      Ja rozumiem to co czuje mamapolii, choć nie do końca zgadzam się z tym żeby
      uderzenie mężczyzny było jedynym wyjściem rozwiązania tego problemu. Rozumiem
      też że miała prawo nie wytrzymać tego dłużej.

      Ale spytam która wytrzymała by długo takie zachowanie mężczyzny?
      To nie jest kwestia nie odniesienia jednego talerzyka do zlewu, bo problem tkwi
      w całokształcie.
      Ja znoszę tą ciągłe sprzątanie po moim facecie, jego brak w domu kiedy coś się
      zepsuje na przykład. Dlatego że bardzo go kocham.. ale boję sie że kiedyś może
      mnie to przerosnąć i dzięki temu ciągłemu nie rozwiązywaniu problemu uczucie
      może wygasnąć. Bardzo się tego boję więc staram się robić wszystko co w mojej
      mocy, by to zmienić.. na razie oczywiście z marnym skutkiem, ale wciąż czekam na
      cud.
      Mieszkam z mamą Radka, jego siostrą, z Radkiem i Nikodemem. I zaobserwować
      można, że nie tylko Radek ma takie złe nawyki, jego siostra czasem robi bardzo
      podobnie, więc stwierdzam że to chyba kwestia tego że mamusia zawsze robiła
      wszystko za nich.
      Widzę też że w zachowaniu Radka wiele się zmieniło po moich interwencjach, np.
      to że nie krzyczy po swojej mamie, nie trzaska drzwiami i nie wychodzi z domu z
      powodu kłótni z nią. Pod tym względem jest już lepiej. Więc same widzicie, że to
      nie tylko "mamisynki" tak robią.

      Kolejna sprawa. Podam na swoim przykładzie. Która zniosła by na dłuższą metę to
      że jej facet wraca z pracy przypuśćmy w nocy (w moim przypadku czasem nie ma go
      3 dni) nabałagani wszędzie (łazienka, kuchnia, pokój) idzie spać, wstaje późnym
      popołudniem bądź wieczorem, siada przed komputerem, nabałagani w tych samych
      miejscach co wymieniłam wcześniej, siedzi na internecie, idzie spać. Kiedy ma
      przypuszczalne dwa dni wolnego, to drugiego dnia wstaje ok 12-13, zjada obiad i
      albo wsiada w samochód i jedzie coś załatwiać, albo siedzi na internecie, a
      czasami zajmie się dzieckiem.

      Gdzie jest przepraszam w tym wszystkim czas poświęcony dla mnie i więcej czasu
      poświęconego naszemu dziecku, który tak bardzo cieszy się na jego widok i
      czasami płacze jak go nie ma?

      Jestem w stanie zrozumieć to że pracuje inaczej niż większość facetów, bo
      pracuje w rozjazdach, ale kiedy ma ten czas wolny który powinien poświęcić nam
      spędza na zupełnie czymś innym.

      Więc ja, kiedy oczekuję na jego przyjazd, cieszę się jak opętana.. wcześniej
      poprasuję, posprzątam, tylko po to żeby nie mieć zajęcia kiedy on przyjeżdża i
      spędzić ten czas z nim. I też rozumiem że po przyjeździe jest zmęczony i idzie
      spać i cieszę się że w końcu może się wyspać w domu, ale w momencie, kiedy
      schodząc na dół widzę rzuconą kurtkę byle gdzie, otwartą lodówkę, nie schowany
      chleb, pełno okruszków na blacie kuchennym i podłodze, nachlapany sok, nie
      zgaszone światło, zachlapana łazienka, zlew w paście do zębów, rozrzucone
      skarpety, majtki i reszta ubrań, przed komputerem nakruszone paluszkami,
      popcornem, puste szklanki i pełno kabli w pokoju, to wierzcie mi.. zapał i
      ochota na cokolwiek mija i nadal cieszę się że wrócił, ale czekam też kiedy
      pojedzie, żeby to wszystko ogarnąć.
      Nie wszystkie te przykłady zdarzają się naraz, ale bardzo często jest większość
      z nich.

      I wierzcie mi.. rozmawiam z nim na ten temat wielokrotnie, tłumaczę że lubię po
      nim sprzątnąć ale nie przesadzajmy! Są czynności które człowiek robi
      automatycznie! Kiedy zdarzało mu się zostawić obcięte paznokcie na podłodze, czy
      brudną bieliznę centralnie na widoku, to nie miałam nawet na niego ochoty,
      obrzydzał mnie. To mijało, ale czy było to potrzebne.
      Więc na moje pytania czy zdaje sobie z tego sprawę jak się zachowuje, odpowiada
      że wie co robi i postara się nad tym zapanować. Tylko że taką odpowiedź słyszę
      już od jakiś 2 lat.

      Podkreślam: nie chcę idealnego mężczyzny, bo to byłoby nudne!
      I to ciągłe gadanie jego mamy do mnie, że ja powinnam po nim posprzątać, bo on
      się tego nie nauczy, bo to jest facet. Żałosne!
      Co byście powiedziały na to że miałam swego czasu na niego sposób taki, że
      zagroziłam że jeśli wyprasowane i poukładane w szafie ubrania będą w takiej
      ciągłej poniewierce, to nie będę ich prasować, tylko wypiorę i złożę. Na jakiś
      czas podziałało. Po pół roku zaczął dbać o ubrania w szafie i jak wyjął koszulkę
      ze środka sterty, to resztę koszulek położył tak jak były. Więc zaczęłam znowu
      prasować mu ubrania.. ale od niedawna wszystko powróciło. Potrafi wyprasowaną
      koszulę zmiąć i włożyć do plecaka, który zabiera ze sobą na wyjazdy. Zwróciłam
      mu uwagę że nie ma sensu moje prasowanie i to że weźmie ładną koszulę na jakąś
      konferencję skoro będzie pomięta, to opamiętał sie troszkę i złożył ją "w miarę"
      i wrzucił do plecaka.

      No to byłoby na tyle.. pewnie i tak zanudziłam wszystkich, o ile ktoś doczytał
      to do końca.
      Podsumowując, radzę sobie jeszcze z tym, ale brakuje mi pomysłów na zmotywowanie
      takiego gościa do normalnego zachowania, i zrobię wszystko żeby to zmienić bo
      bardzo mi na nim zależy, oczywiste że ma zalety!!!!! Ale to nie post o jego
      zaletach, ale o problemie i pytaniu jak go rozwiązać w inny sposób niż mamapoli.
      Rozpisałam się tylko o sytuacjach w domu, bo o traktowaniu mnie w sytuacjach
      kiedy potrzebuję załatwić coś dla siebie (wyjść do Urzędu np.) nie wspominam
      nawet, szkoda się rozpisywać, bo to tkwi w jego poglądzie na nasz kraj. Hehh..
      kocham dziwoląga?
      • fergie1975 Re: Do tych, które nie potrafią sobie tego wyobra 19.04.07, 22:36
        jak on tak siedzi na tym internecie, to może niby przypadkiem zostaw ten wątek
        otwarty, może zmądrzeje i cos mu zaskoczy.
        Albo napisz nowy watek pod nowym nickiem i zostaw , żeby nie skojarzył że to
        Ty: o tych paznokciach i brudnych gaciach było niezłe, w tym sensie że
        normalnie powinien sie zawstydzic.
        My Ci odpowiemy że jaki on straszny, że rozwiedz sie z nim itd ??
        Może skojarzy faceta z wątku ze sobą?
        Czasami nic tak nie robi dobrze jak kupeł zimnej wody na głowę. Zawsze to dobry
        sposób na rozpoczęcie rozmowy.
        • katarzyna.bn Re: Do tych, które nie potrafią sobie tego wyobra 19.04.07, 22:41
          fergie1975 napisała:

          > jak on tak siedzi na tym internecie, to może niby przypadkiem zostaw ten wątek
          > otwarty, może zmądrzeje i cos mu zaskoczy.
          > Albo napisz nowy watek pod nowym nickiem i zostaw , żeby nie skojarzył że to
          > Ty: o tych paznokciach i brudnych gaciach było niezłe, w tym sensie że
          > normalnie powinien sie zawstydzic.
          > My Ci odpowiemy że jaki on straszny, że rozwiedz sie z nim itd ??
          > Może skojarzy faceta z wątku ze sobą?
          > Czasami nic tak nie robi dobrze jak kupeł zimnej wody na głowę. Zawsze to dobry
          >
          > sposób na rozpoczęcie rozmowy.
          >
          hehe dobre.. ale on ma swojego laptopa wink
          Ale z tym nie ma problemu.. rozmawiamy ze sobą.. i ja przyznam się mu że radzę
          się Was o to jak poradzić sobie z takim gościem.
          Ps. Nie jesteśmy małżeństwem, więc rozstanie byłoby o wiele prostsze pod
          względem formalnym, lecz to nie jest dla mnie wyjście z sytuacji, ja wierzę w
          zmianę tego człowieka =D tylko jak tego dokonać?????
          • katarzyna.bn Re: Do tych, które nie potrafią sobie tego wyobra 20.04.07, 13:55
            i co? znajdzie się ktoś z dobrą radą dla takich kobiet takich mężczyzn jakich my
            mamy?
            • fergie1975 Re: Do tych, które nie potrafią sobie tego wyobra 20.04.07, 19:12
              nie rozumiem czy np po prosbie " czy moglbys wynosic talerze po nas do zlewu?"
              nie wynosi ich?, "nie rzucaj skarpet gdzie popadnie" - nadal rzuca?
              Co jest trudnego w tym? Dla mnie to albo taki ktoś drugiej osoby nie szanuje,
              nie lubi lub nie kocha ...

              Jezeli istnieje jakis kompromis, to chyba trzeba sie wyluzowac i dostosowac...
              az pewnego dnia nie ugotujesz obiadu bo nie bedzie w czym, a narzeczony pojdzie
              do pracy z gołą stopą lub w jednodniowych skarpetach.
              nalezy rowniez sie wyluzowac i dorzucic obok jego skarpet swoje i obok jego
              brudnych gaci swoje, najlepiej takie po okresie, gdzie nie uzywało sie podpasek
              ze skrzydelkami hehe.
              oczywiscie urosnie sterta wszystkiego ...
              albo pomoze albo typ niereformowalny i wtedy albo sie dostosujesz albo
              wyprowadzasz ...
              • katarzyna.bn Re: Do tych, które nie potrafią sobie tego wyobra 20.04.07, 19:28
                fergie1975 napisała:

                > nie rozumiem czy np po prosbie " czy moglbys wynosic talerze po nas do zlewu?"
                > nie wynosi ich?, "nie rzucaj skarpet gdzie popadnie" - nadal rzuca?
                > Co jest trudnego w tym? Dla mnie to albo taki ktoś drugiej osoby nie szanuje,
                > nie lubi lub nie kocha ...

                po takiej prośbie są dwie możliwości: 1. weźmie i odniesie, ale częściej 2.
                popatrzy, powie, że za chwile, bo musi coś nagle zrobić i idzie.. a po 5
                minutach siedzi juz na kompie i nie pamieta o co go prosilam.

                > Jezeli istnieje jakis kompromis, to chyba trzeba sie wyluzowac i dostosowac...
                > az pewnego dnia nie ugotujesz obiadu bo nie bedzie w czym, a narzeczony pojdzie
                >
                > do pracy z gołą stopą lub w jednodniowych skarpetach.
                > nalezy rowniez sie wyluzowac i dorzucic obok jego skarpet swoje i obok jego
                > brudnych gaci swoje, najlepiej takie po okresie, gdzie nie uzywało sie podpasek
                >
                > ze skrzydelkami hehe.
                > oczywiscie urosnie sterta wszystkiego ...
                > albo pomoze albo typ niereformowalny i wtedy albo sie dostosujesz albo
                > wyprowadzasz ...

                nie da to raczej nic.. co z tego jak ja nabałaganie?? jemu bałagan nie
                przeszkadza.. to prędzej mnie załamuje to kiedy dziecko bawi się zabawkami wśród
                śmierdzących skarpetek. Jak nie będzie obiadu, to sobie kanapki zrobi, albo
                zajedzie po pizzę.

                Także ten sposób raczej odpada... druga sprawa.. zbytnio nie mogę za bardzo
                eksperymentowac, bo nie mieszkamy sami i w tym problem, ze jesli ja probuje
                jakims sposobem go podejsc, to tesciowa mówi że i tak mi to nic nie da i i tak
                bede musiala tą (przykładowo) stertę ubrań sama sprzątnąć. Zamiast zmotywować to
                ona sprawia że odechciewa mi sie walczyć z problemem i każe się dostosować do
                roli matkowania...
                • fergie1975 Re: Do tych, które nie potrafią sobie tego wyobra 20.04.07, 21:06
                  no to masz dwa wyjscia:
                  pogodzic się z tym i po prostu sprzatac, bez narzekania,
                  albo
                  olac tak jak on i zamiast sprzątać to dobrą książkę poczytac. naprawde
                  sprzatanie itp nie muszą byc takim priorytetem. Mozna sprzatac raz na tydzien,
                  naprawdę smile
                  • katarzyna.bn Re: Do tych, które nie potrafią sobie tego wyobra 20.04.07, 21:09
                    i to nie jest proste.. bo owszem.. mogę olać nasz pokój.. ale co z resztą domu..
                    jesli on nabałagani, a ja tego nie sprzątnę, to teściowa ma do mnie pretensje. I
                    niestety w ten sposób zmuszona jestem sprzątnąć..

                    Powątpiewam już w jakiś skuteczny sposób.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka