net79
17.05.07, 23:57
Znowu sie powyłam, oczywiscie bez histerii, ale pokapało mi po policzku.
Mam pierwszy wolny wieczór od dłuższego czasu i w ramach rozrywki wpadłam w
melancholię. Mam tak raz na jakiś czas, niby mi dobrze, niby mam tego czego
chcę, niby w życiu sporo poznałam i przezyłam, a przychodzi moment, że wyć mi
się chce i porgnę czegoś więcej.... dawna ja, juz by siedziała z funfelą na
winie i obracała fanaberie w żart. Lękam się, że już nie dane bęzie mi poczuć
burzy hormonów, porywu serca i dziwnych rozterek. Niby nie ma czego żałować,
bo to dość proste i ulotne, a jednak... Czuję się tak, jakby mnie coś
omijało, choć wiem, że to czego teraz doświadczam jest cudowne ponad wszelką
miarę. Kiedyś życie przyzwyczaiło mnie do zmian,paraboli i szybkiego
odnajdywania się, a teraz dopadła mnie stałość i niby się przystosowałam, a
jednak tęsknię za czymś bliżej niesprecyzowanym. Tak jakbym nie pożegnała się
do końca z beztroską, bo z wolnością żegnać się nie chcę, zresztą wolność to
stan świadomości, ale to na inną dyskusję....