Byłam wczoraj u lekarza po antybiotyk. Mówię mu, że mam naloty na gardle i
wysypkę typową dla szkarlatyny (wiem bo moje dziecko przechodziło). On mi na
to, że przecież byłam szczepiona na szkarlatynę. Nie zaprzeczyłam, bo nie
pamiętam na co mnie w dzieciństwie szczepili. Dopiero w domu skojarzyłam, że
przecież na anginę się dzieci nie szczepi, a panu doktorowi się z różyczką
pomyliło

Czyżby nie słyszał nigdy o szkarlatynie? Aczkolwiek, antybiotyk
mi słuszny przepisał, więc pretensji do niego nie zgłaszam. Dobrze, że
przynajmniej pediatrzy znają takie choroby.